Zazdrośni koledzy, którzy wyzywają od kujonów.

19.11.05, 13:59
Znacie jakieś sposoby na taką młodzież, kiedy dziecko bardzo dobrze się uczy,
ale nie ma przyjaciół, bo wszyscy w klasie przezywają je od kujonów i nie
pozwalają zakolegować się ze sobą? Bo to jest chyba objaw zazdrości...
    • carmelaxxx Re: Zazdrośni koledzy, którzy wyzywają od kujonów 19.11.05, 15:24
      niekoniecznie objaw zazdrosci, czasem owy "kujon" moze byc kims takim jak
      Ananiasz w slynnej ksiazeczce o MIkolajku, czyli lizusem , kims kto
      niekonieczniejest zzyty z klasa i w jakis sposob jej skzodzi. Pomysl jak to
      bylo jak sama chodzilas do skzoly i jakie dzeci byly ogolnie lubiane. U mnie w
      klasie bylo pare kujonow ale tylko jedna osoba nielubiana poniewaz nie byla
      solidarna z reszta klasy pod wielona wzgledami.
    • mynia_pynia Re: Zazdrośni koledzy, którzy wyzywają od kujonów 19.11.05, 16:00
      Ja się bardzo dobrze uczyłam w szkole średniej, ale jednocześnie miałam nie
      spokojny charakter, urywałm się z lekcji, paliłyśmy fajki w parku za szkołą,
      niejednokrodnie piłyśmy itp. ech ten młodzieńczy bunt, co oczywiście zawsze
      uchodziło mi płazem bo miałam dobre oceny.
      Natomiast w klasie miałam kolegę który uczył się równie dobrze, ale on miał już
      przesrane, ponieważ jako zwykły chłopak był do "dupy", inna rzeczywistość.
      • morelee Re: Zazdrośni koledzy, którzy wyzywają od kujonów 19.11.05, 19:48
        Zgadzam się z mynia-pynia. Też byłam b. dobrą uczennicą, urywałam się z lekcji
        co tydzień, miałam parę ostrych dyskusji z nauczycielami i zawsze dawałam
        ściągać i podpowiadałam. Byłam b. lubiana. Za to cała klasa nieznosiła pewnej
        kujonki - lizuski, zarozumiałej i pchającej się do tyłka nauczycielom.
        Nie uważaj swojego syna wyłącznie za ofiarę cudzej zazdrości. Prawda zawsze
        jest pośrodku.
      • mallard Re: Zazdrośni koledzy, którzy wyzywają od kujonów 19.11.05, 21:51
        mynia_pynia napisała:

        przesrane, do "dupy"

        Myniu_Pyniu, -no wiesz! smilesmilesmile
    • 2222-2e Re: Zazdrośni koledzy, którzy wyzywają od kujonów 19.11.05, 16:00
      Znam ten problem z autopsji.Mój syn był w zeszłym roku szkalowany i wyzywany od
      kujonów.Rozmawiałam z wychowawczynią ale to nie wiele dało bo pani na siłę
      chciała integrować moje dziecko z resztą klasy tylko że ta integracja miała
      wyglądać"równaj do najgorszych"a na to ja się nie zgadzałam.W końcu
      wytłumaczyłam synowi że przyjaciół można znaleźć gdzie indziej i żeby nie
      zwracał uwagi.Na koniec roku moje dziecko było najlepsze w klasie i bardzo z
      tego dumne.W tym roku już nie ma problemu on się stara a reszta się do tego
      przyzwyczaiła.W końcu tu chodzi o jego przyszłość a nie o resztę.
      • axela Re: Zazdrośni koledzy, którzy wyzywają od kujonów 19.11.05, 16:08
        a pewna jestes,ze jemu tez chodzi tylko o przyszlosc a nie o reszte, bo
        szczerze watpie,ze tak jest.
    • no-surprises Re: Zazdrośni koledzy, którzy wyzywają od kujonów 19.11.05, 17:45
      Rzadko bycie "kujonem" powoduje brak przyjaciół. Może są i inne przyczyny?
      Jeśli nie, warto porozmawiać z wychowawcą i poprosić np. o przeprowadzenie
      lekcji wychowawczej na temat inteligencji, jej rodzajów, zdolności i różnicy
      między kujonem a uzdolnionym uczniem.
      • andaba Re: Zazdrośni koledzy, którzy wyzywają od kujonów 19.11.05, 20:50
        Z reguły osoby, które sie dobrze uczą są popularne. Dokuczanie jest raczej
        sporadyczne. Może przyczyna tkwi gdzie indziej (też mi sie Annaniasz
        przypomniał smile)
        • gaika Re: Zazdrośni koledzy, którzy wyzywają od kujonów 19.11.05, 21:04
          Dzieci wybijające się w nauce mogą być po prostu wyjątkowo zdolne, a z tym
          wiążą się przeróżne problemy. Jednym z nich są kłopoty z rówieśnikami, bo jeśli
          rozwojowo ma się 14 lat, a biologicznie 10, to z kolegami dogadać się trudno.
          Zdolne dzieci czują się często izolowane, bo mają zupełnie inny rodzaj
          zainteresowań, inne możliwości, ich świat jest po prostu inny(co nie znaczy, ze
          nie pragną życia socjalnego).
          • lidqa Re: Zazdrośni koledzy, którzy wyzywają od kujonów 19.11.05, 21:25
            Zalezy jak on sie w szkole zachowuje neistety sad U mnie w klasie jest 5 bardzo
            zdolnych dzieci o podobnych wysokich srednich a tylko na jednego mowią kujon. I
            zaczelam obserwowac dlaczego sad on w polowie sprawdzianu z regoly ma juz
            napisane, mowi to na glos, albo mowi na kartkowkach ze pytania są "banalne".
            Jesli ta reszta sie nad tym glowi to pewnie im to dziala na nerwy... Poza tym
            generalnie ma trudny charakter i choc sie nie podlizuje nauczycielom to jakie
            by mial oceny - trudno go lubic. A ze akurat sie dobrze uczą to go wyzywają od
            kujonow, mogli by mowic ze jest garagą albo glupkiem rownie dobrze sad

            To tylko przyklad! ja mowie jak jest w mojej klasie! ale mysle ze raczej klopot
            jest w braku porozumienia niz w ocenach sad
    • joakal Re: Zazdrośni koledzy, którzy wyzywają od kujonów 20.11.05, 11:18
      Jeśli problem rzeczywiście leży po stronie kolegów, to zapisz dziecko na jakieś
      dodatkowe zajęcia z równie zdolnymi jak ono, wtedy będzie miało przyjacół na
      swoim poziomie.
    • triss_merigold6 Re: Zazdrośni koledzy, którzy wyzywają od kujonów 20.11.05, 17:18
      Nie ma cudów, część winy musi leżeć po stronie "kujona". Widocznie zachowuje
      się w sposób wkurzający inne dzieci. Nie pocieszaj się, że to objaw zazdrości.
    • jaskolka.dymowka Re: Zazdrośni koledzy, którzy wyzywają od kujonów 21.11.05, 00:21
      Bywa różnie - może być tak, że dziecko jest wyzywane od kujonów, bo
      rzeczywiście podlizuje się nauczycielom. Ale może to być również efektem nieco
      odmiennego zachowania - niektóre zdolne dzieci znajdują wspólny język tylko ze
      starszymi od siebie, używają zbyt trudnych słów, zachowują się spokojniej od
      rówieśników.
      Może być też tak, że nauczyciel nietaktownie wychwala dziecko wobec innych,
      stawiając im je za wzór.
      Niekiedy też "kujon" jest prześladowany podobnie jak okularnik, grubas i rudy,
      jeśli akurat w danej grupie zaczął pełnić rolę prześladowanego, bo przywództwo
      w klasie obejmuje dziecko, które źle się uczy i jest zwyczajnie zazdrosne.

      Wiele zdolnych dzieci (zwłaszcza chłopców) zaczyna mieć słabsze oceny właśnie
      dlatego, że zależy im na akceptacji grupy. Podobnie z piciem, paleniem itp. -
      to takie "wkupywanie się" w łaski kolegów.
      • maksimum Re: Zazdrośni koledzy, którzy wyzywają od kujonów 21.11.05, 01:00
        mallard napisał:

        > mynia_pynia napisała:
        >
        > przesrane, do "dupy"
        >
        > Myniu_Pyniu, -no wiesz! smilesmilesmile

        Ty widze gwary nie kumasz,ze chlopak jest do dupy jak sie nie jara na
        dupy,tylko jest z dupami kolezenski.
        • mallard Maksi daj spokoj! 21.11.05, 14:48
          Bo Cie znow Maja oksycy! smile
      • lidqa Re: Zazdrośni koledzy, którzy wyzywają od kujonów 21.11.05, 09:32
        > Wiele zdolnych dzieci (zwłaszcza chłopców) zaczyna mieć słabsze oceny właśnie
        > dlatego, że zależy im na akceptacji grupy. Podobnie z piciem, paleniem itp. -
        > to takie "wkupywanie się" w łaski kolegów.

        Najgorzej ze to nic nie da. Mysle nadal o tym chlopcu z mojej klasy. POstanowil
        dostac pare jedynek i zupelnie nic to nie dalo. Za kazdym razem keidy nie mial
        pracy domowej np klasa robila: uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu OLEK NIE MA PRACY
        DOMOWEJ!!!!!!!!!! Uuuuuuuuuuuuuuuuuu OLEK DOSTAŁ JEDYNKE! a na jego popularnosc
        nie wplywalo to w zaden sposob dodatnio. On po prostu jest inny ale nie umie
        tego zaakceptowac sad
        • linka9 ... bo dzieci nie będą cię lubiły 21.11.05, 10:17
          Czy jesteście zwolennikami takich słów kierowanych do własnych latorośli?
          Co proponujecie w sytuacji, kiedy to wina ewidentnie leży po stronie "kujona" ,
          a rodzice nie mają pomysłu, jak zmienić postawę u dziecka? Zresztą podobne
          pytanie można postawić przy innych uczniach, którzy ze względu na swoje cechy
          charakteru są odrzucani przez grupę.
          Często na forum poruszane sa problemy chorobowe, dysfunkcje, ale czy szkoła,
          inne instytuacje mogą wspomóc, kiedy problem leży po prostu w naturze (a może
          wychowaniu?) dziecka? Mamy niby lekcje wychowawcze, które jednak ten problem
          omijają szerokim łukiem lub pozostaja przy ogólnikach, a przy zaawansowanym
          kłopotach niewiele one wnoszą.

          Pomijam tu kwestie dzieci bardzo zdolnych i nadmiernie dojrzałych, które z góry
          skazane są niejako na porażkę w kontaktach z rówieśnikami, a nadzieją jest
          znalezienie bratniej duszy na podobnym poziomie
          • lidqa Re: ... bo dzieci nie będą cię lubiły 21.11.05, 10:27
            ja nie jestem zwolenniczką tych slow... ucza- moim zdaniem- tego ze nie mozna
            byc lubianym za to jakim sie naprawde jest. Moga wpedzic w glebokie kompleksy.
            Raczej bym uczyla tego w jakis inny sposob, zeby nie okazywac swojej wyzszosci
            bo to nie jest zbyt miłe... nie wiem, nie mam jeszcze tego problemu. A w szkole
            moge dzieciom tlumaczyc i zabraniac, a ile to daje... zalezy komu tlumacze.
            • linka9 Re: ... bo dzieci nie będą cię lubiły 21.11.05, 10:37
              lidqa napisała:

              > ja nie jestem zwolenniczką tych slow... ucza- moim zdaniem- tego ze nie mozna
              > byc lubianym za to jakim sie naprawde jest. Moga wpedzic w glebokie kompleksy.

              Ja też nie jestem zwolenniczką - negatywów sporo, aczkolwiek wiem, że mogą też
              przynieść pozytywny efekt.

              > Raczej bym uczyla tego w jakis inny sposob, zeby nie okazywac swojej wyzszosci
              > bo to nie jest zbyt miłe... nie wiem, nie mam jeszcze tego problemu.

              Wydaje mi sie, że problem czesto jest głębszy. W grę wchodzi zarówno osobowość,
              jak i mowa między wierszami. Taki przykład: prymus nie dający odpisywać, ale nie
              wywyższający się może być zarówno lubiany, jak i nie. Uważam, że dla dzieci
              powinny byc organizowane zajęcia uczące empatii, współdziałania, asertywności,
              itp, itd. i szkoda, ze szkoła odcina sie od tego. Zwykła pogadanka, zalecenie
              czy upomnienie to jednak nie to. A może paradnie oragnizują grupy treningowe dla
              dzieci z takimi problemami?

              > A w szkole
              > moge dzieciom tlumaczyc i zabraniac, a ile to daje... zalezy komu tlumacze.

              Dokładnie smile
              • lidqa Re: ... bo dzieci nie będą cię lubiły 21.11.05, 10:50
                A ja uwazam ze tego powinni uczyc rodzice i to od najmlodszych lat a nie znowu
                szkola.
                • regata7 Re: ... bo dzieci nie będą cię lubiły 21.11.05, 11:18
                  lidqa napisała:

                  > A ja uwazam ze tego powinni uczyc rodzice i to od najmlodszych lat a nie
                  znowu szkola.

                  rodzice mają zwykle mało dzieci, i to w różnym wieku. Kontaktów z rówieśnikami,
                  życia społecznego dziecko uczy się przede wszystkim w szkole.
                  Rodzic mający jedno czy dwoje dzieci nie jest w stanie dobrze wytłumaczyć na
                  czym polega życie w dużej grupie, tym bardziej, że dziecko zwykle inaczej
                  zachowuje się przy nich, inaczej poza domem. Dlatego, akurat w tej kwestii,
                  szkoła ma duże pole do popisu.
                • judytak Re: ... bo dzieci nie będą cię lubiły 21.11.05, 11:31
                  lidqa napisała:

                  > A ja uwazam ze tego powinni uczyc rodzice i to od najmlodszych lat a nie
                  znowu
                  > szkola.

                  no bo z jednej strony: oczywiście, że rodzice, i oczywiście, że od urodzenia

                  ale co, jeśli już dziecko / klasa ten problem ma, czyli możemy zakładać, że
                  rodzicom (wszystko jedno, z jakiej przyczyny) się nie udało?

                  powiemy (my, czyli szkoła, nauczyciel, trener, prowadzący chór, ksiądz, rodzice
                  kolegów), że trudno, to powinni rodzice, a jak nie, to rybka?
                  przecież takie "złe obchodzenie się" z kolegą w klasie, nawet jeśli on na to
                  zasługuje, działa w złym kierunku również na tych wyzywających od np. kujonów...

                  co można robić?
                  bo ja wiem?
                  dać takie zadanie "kujonowi", z którego będą mieli korzyść inni?
                  dać "kujonowi" takie zadanie, z którym nie poradzi sobie inaczej, tylko jeśli
                  korzysta z pomocy kolegów?
                  dać "prześladującemu" zadanie, do którego będzie potrzebował pomoc "kujona"?
                  zainteresować "kujona" tymi sprawami, którymi aktualnie żyją inne dzieci (a
                  których "kujon" uważa za "dziecinne", za "głupie")?
                  zainteresować klasę sprawami, którymi się "kujon" interesuje?

                  nie dziw się, że ludzie oczekują od szkoły umiejętności radzenia sobie z grupą
                  rówieśniczą dzieci
                  w końcu kto jest fachowcem w tej dziedzinie, jak nie nauczyciel?

                  pozdrawiam
                  Judyta

                  P.S. może dla jasności: nie oczekuję, że szkole, nauczycielowi zawsze z każdym
                  dzieckiem, z każdą klasą "się udaje"
                  ale oczekuję, że potrafi postawić diagnozę "w czym problem" i ma jakieś
                  pomysły, co z tym można robić
                  J.
                  • lidqa Re: ... bo dzieci nie będą cię lubiły 21.11.05, 12:07
                    Jak ja bym chciala zeby rodzice czasem popracowali tydzien w szkole zanim
                    zaczną mowic ze szkola ma czegos nauczyc. Owszem szkola ma uczyc pracy w
                    grupie. Nauczyciel moze wskazywac pozytywne aspekty wspoldzialania itd. Ale tak
                    naprawde my nie mamy czasu na prawdziwy kontakt z kazdym indywidualnym
                    dzieckiem. ja mniej wiecej tylko wiem czym oni sie interesują albo pasjonują i
                    to tylko od tych bardziej otwartych dzieci. Dzieci sie nei da zainteresowac na
                    sile albo zmusic do wspoldzialania prawdziwego. Jesli posadzisz dwuch wrogow ze
                    sobą jest 5% szans ze sie dogadają. Najprawdpopodobniej sie pozabijają.

                    > w końcu kto jest fachowcem w tej dziedzinie, jak nie nauczyciel?
                    big_grin big_grin big_grin widze ze przeprowadzilas reforme szkolnictwa wyzszego big_grin big_grin big_grin bo
                    nauczyciel to jest fachowcem w swojej dziedzinie a nie w nauczaniu. W nauczaniu
                    to moze byc fachowcem po 20 latach pracy i to nie zawsze...
                    • linka9 Re: ... bo dzieci nie będą cię lubiły 21.11.05, 12:20
                      lidqa napisała:

                      > Jak ja bym chciala zeby rodzice czasem popracowali tydzien w szkole zanim
                      > zaczną mowic ze szkola ma czegos nauczyc.

                      Masz bardzo duzo fajnych spostrzeżeń odnośnie pracy z uczniami..Pisząc jednak o
                      szkole mam na mysli instytucje, która pomiogłaby rozwiązac problem; nie
                      twierdzę, że każdy nauczyciel do tego się nadaje. Zawsze piszę, że w pierwszej
                      kolejności to rodzice powinni wychowywać, ale argumenty poprzedniczek są bardzo
                      rozsądne. Jak dziecko ma ADHD, dyslekcje, itp, zawsze - przynajmniej
                      teoretycznie - opiekun może zwrocic sie o pomoc. Do kogo ma pójść, jeśli
                      ewidentnie dziecko ma np. lekko odpychający sposób bycia, albo wręcz rodzic nie
                      potafi zdiagnozować, dlaczego dziecko jest wytykane palcami przez grupę, a
                      standardowe metody nie odnoszą skutku, a różnych przyczyn?
                      • lidqa Re: ... bo dzieci nie będą cię lubiły 21.11.05, 14:22
                        Ma pojsc do psychologa. Znalezc dobrego psychologa dzieciecego. Szkola go moze
                        umowic, albo zasygnalizowac potrzebe, ale jesli rodzic nie zechce szkola tego
                        za niego nie zrobi
                        • linka9 Re: ... bo dzieci nie będą cię lubiły 21.11.05, 16:18
                          lidqa napisała:

                          > Ma pojsc do psychologa. Znalezc dobrego psychologa dzieciecego. Szkola go moze
                          > umowic, albo zasygnalizowac potrzebe, ale jesli rodzic nie zechce szkola tego
                          > za niego nie zrobi

                          Z tego co wiem - proszę wyprowadzić mnie z błędu,jesli jest inaczej - bezpłatni
                          psycholodzy nie zajmują się intensywną terapią (zdecydowanie najlepiej w tym
                          wypadku - grupową), jeżeli brak przesłanek zdrowotnych, zaburzeń utrudniających
                          naukę.
                    • regata7 Re: ... bo dzieci nie będą cię lubiły 21.11.05, 16:49
                      lidqa napisała:

                      > Jak ja bym chciala zeby rodzice czasem popracowali tydzien w szkole zanim
                      > zaczną mowic ze szkola ma czegos nauczyc.

                      a może niektórzy popracowali? smile
                      Poza tym - szkoła MA czegoś nauczyć. Taka jest jej rola.


                      Owszem szkola ma uczyc pracy w
                      > grupie. Nauczyciel moze wskazywac pozytywne aspekty wspoldzialania itd. Ale
                      tak naprawde my nie mamy czasu na prawdziwy kontakt z kazdym indywidualnym
                      > dzieckiem.

                      ale to nauczyciel widzi dziecko z innej strony niż rodzice. Widzi, jak radzi
                      sobie w grupie, i może mniej więcej ocenić, dlaczego np. dziecko jest
                      nielubiane. Może powiedzieć o tym rodzicom, jeśli chcą tego wysłuchać. Może
                      współpracować z rodzicami. Mój syn miał taką wychowawczynię przez dwa lata -
                      bardzo wiele się od niej dowiedziałam o swoim dziecku smile Rozmawiałyśmy,
                      wspólnie zastanawiałyśmy się co zrobić w różnych sytuacjach, jak dziecku i
                      sobie wzajemnie pomóc.


                      > ja mniej wiecej tylko wiem czym oni sie interesują albo pasjonują i
                      > to tylko od tych bardziej otwartych dzieci. Dzieci sie nei da zainteresowac
                      > na sile albo zmusic do wspoldzialania prawdziwego.

                      hmmsmile
                      zainteresowałam się historią dzięki nauczycielce w liceum, zaczęłam pisać
                      (opowiadania, reportaże) dzięki polonistce z podstawówki, a wcześniej wolałam
                      matmę smile Druga polonistka wciągnęła mnie do pomocy w prowadzeniu wycieczek
                      zuchowych... Nie na siłę - po prostu umiały zainteresować swoimi pasjami,
                      przedmiotami.
                      W rodzinie mam parę nauczycielek. Od "przedwojny" smile O najstarszej z nich
                      czytałam piękne wspomnienia jednej z uczennic. Ponieważ też miałam zostać
                      belfrem, często rozmawiałam z nią o tej pracy - nigdy nie powiedziała, że
                      nauczyciel ma tylko uczyć swojego przedmiotu.
                      Może to jest kwestia powołania, lub jego braku...


                      • lidqa Re: ... bo dzieci nie będą cię lubiły 21.11.05, 18:34
                        to sobie poszlas i porozmawialas. DO mnei przychodzi jedna mama regularnie i
                        sobie z nią rozmawiam> dzieki temu ja znam lepiej te dziewczynke a mama wie o
                        jej problemach. Reszta ...


                        > hmmsmile
                        > zainteresowałam się historią dzięki nauczycielce w liceum, zaczęłam pisać
                        > (opowiadania, reportaże)

                        Tak big_grin ale czytaj z kontekstem. Ja pisalam ze nie moge zainteresowac stasia
                        tym co lubi jaś na sile. Tylko po to zeby sie polubili bo jak do tej pory to
                        się nie trawią. Moglabym zrobic jasiowi krzywde zmuszając kolegow do kontaktow
                        z nim. Moge gadac, wyjasniac, ale jak nie trafi na podatny grunt... A rodzice
                        tylko mowia: empatii powinna uczyc szkola na specjalnych zajeciach, skupienia -
                        szkoła, tanca - szkoła, kindersztuby - szkoła. A ja pracuje w szkole i naucze
                        tego wszystiego swoje dziecko sama sad
Pełna wersja