Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP!

22.11.05, 17:56

Chłopak ma 17 lat. Chodzi do zawodówki, ale najprawdopodobniej go wyrzucą, bo
opuszcza zajęcia (od początku roku więcej w szkole go nie było niż był).
Nawet zeszytów nie prowadzi. Mieszka z matką (ojciec zawsze mieszkał osobno –
alkoholik)i podczas jej obecności sprowadza kolegów do domu, którzy wszędzie
zaglądają (nawet do zamrażalnika, bo „dla kawału” schowali tam obrazek ze
ściany). Ma kolegów starszych od siebie i nie potrafi im powiedzieć „nie”.
Pali, pije wina, wódkę, piwo. Kto wie co jeszcze robi… Matkę wykańcza
nerwowo. Ona pracuje na zmiany i podczas jej nieobecności w domu roi się od
kolegów, którzy wyjadają jedzenie (a nie są zamożni – dochodu 800zł na m-c),
nabijają rachunek za prąd siedząc na kompie i necie, puszczają głośno
muzykę . Żadne tłumaczenia nie pomagają. Miał wieżę – sprzedał a twierdzi, że
się rozbiła i wyrzucił. Znosi do domu stare graty, ciągle coś kupuje,
sprzedaje, wymienia się i nie patrzy na to, że matka ostatnimi siłami haruje,
żeby cokolwiek mu zapewnić. Jeżeli mówi mu się, że jak się nie poprawi, to
nie będzie miał internetu, komputera to grozi, że ucieknie. I co? Stoczy się
na samo dno? Zacznie ćpać? Jak przemówić takiemu do rozsądku? Mieszkają w
małym mieście (35tys) i o pracę bardzo ciężko. A już bez wykształcenia to w
ogóle. Chciałabym im jakoś pomóc, ale nie wiem jak.
Ma ktoś jakiś pomyśł?
    • dorotakatarzyna Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 22.11.05, 19:40
      Zdolni ludzie... 800 zł, a starcza im na komputer i internet? Ja bym tak nie
      umiała...
      Pewnie młody się stoczy, i raczej nie można mu pomóc...
      • mika2 Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 22.11.05, 19:51
        Komputer dostał w prezenice - "składak" ze starych części. Net ma za 30zł -
        uprosił mamę, bo niby miał mu pomóc w nauce.
        Naprawdę będę wdzięczna za radę...Są to bliscy mi ludzie i czuję się bezradnasad
        • maksimum Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 22.11.05, 20:28
          mika2 napisała:

          > Komputer dostał w prezenice - "składak" ze starych części. Net ma za 30zł -
          > uprosił mamę, bo niby miał mu pomóc w nauce.
          > Naprawdę będę wdzięczna za radę...Są to bliscy mi ludzie i czuję się bezradna:

          No i jesli on nie korzysta z komputera w nauce,to przestalbym placic za komputer
          bo to jest glowny powod dla ktorego kolesie do niego przychodza.
          Koniec z komputerem i zadnego zarcia w domu.1/4 chleba ,zeby z glodu nie umarl.
          A w szkole mozna mu oplacic obiady.
          • mika2 Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 22.11.05, 21:03
            Właśnie iwem, że za net mama płaci mu tylko za ten miesiąc a potem chce mu
            uciąć powód sprowadzania do domu kolegów. Jednak gry pozostają...On potrafi
            sprowadzić 3 kolegów - oni grają na zmianę a on siedzi z boku i patrzy...
            Co do jedzenia, to niestety w zawodówce nie ma obiadów. A w lodówce zawsze coś
            jest...póki koledzy nie przyjdą...Raz mu mama ugotowała gar fasolki po
            bretońsku, żeby zjadł jak wróci ze szkoły no i jak sama wróci po 22.00 żeby
            miała coś na ciepło. Niestety jak wróciła po całym garze zostały resztki na
            ściankach, bo szanowny Pan sprowadził kolegów i ich poczęstował...
    • maksimum Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 22.11.05, 20:25
      mika2 napisała:

      >
      > Chłopak ma 17 lat. Chodzi do zawodówki, ale najprawdopodobniej go wyrzucą, bo
      > opuszcza zajęcia (od początku roku więcej w szkole go nie było niż był).
      > Nawet zeszytów nie prowadzi. Mieszka z matką (ojciec zawsze mieszkał osobno 
      > 211;
      > alkoholik)i podczas jej obecności sprowadza kolegów do domu, którzy wszędzie
      > zaglądają (nawet do zamrażalnika, bo „dla kawału” schowali tam obra
      > zek ze
      > ściany). Ma kolegów starszych od siebie i nie potrafi im powiedzieć „nie&
      > #8221;.
      > Pali, pije wina, wódkę, piwo.

      Skad ma pieniadze?
      Mamy juz dzieki Bogu XXI wiek i najskuteczniejsza jest walka finansowa.

      > Kto wie co jeszcze robi… Matkę wykańcza
      > nerwowo. Ona pracuje na zmiany i podczas jej nieobecności w domu roi się od
      > kolegów, którzy wyjadają jedzenie (a nie są zamożni – dochodu 800zł na m-
      > c),

      Koledzy zrzuca sie na piwko i potrzebna im zakaska,wiec wpadaja do 17-latka na
      zagryche.
      Jedyne wyjscie ,to nie zostawiac nic w domu do jedzenia.

      > nabijają rachunek za prąd siedząc na kompie i necie, puszczają głośno
      > muzykę . Żadne tłumaczenia nie pomagają. Miał wieżę – sprzedał a twierdzi,że
      > się rozbiła i wyrzucił.

      Synek sklonnosci do woody odziedziczyl po tatusiu i taki wszystko z domu
      wyniesie.Nie ma zadnego sensu mu cos kupowac.
      Niech wyglada na takiego jakim jest.
      W Polsce panuje dziwna maniera,ze czlowiek musi byc zadbany nawet jak jest
      alkoholikiem.
      17-latek sam juz powinien sobie radzic.

      > Znosi do domu stare graty, ciągle coś kupuje,
      > sprzedaje, wymienia się i nie patrzy na to, że matka ostatnimi siłami haruje,
      > żeby cokolwiek mu zapewnić.

      Blad matki,ze mu cokolwiek zapewnia.

      > Jeżeli mówi mu się, że jak się nie poprawi, to
      > nie będzie miał internetu, komputera to grozi, że ucieknie. I co?

      Wlasnie o to chodzi,zeby stanal na wlasnych nogach i niech ucieka i to szybko!!
      Sam bym mu w tym pomogl.

      > Stoczy się na samo dno? Zacznie ćpać? Jak przemówić takiemu do rozsądku?

      Nie przemowi mu sie,bo on mozgu nie ma.Gdyby mial,to bysie uczyl czy pracowal.
      Jedyne wyjscie to dac mu posmakowac wolnosci na swoim,no wiec niech bryka z
      domu jak najszybciej,a jak wroci to mam nadzieje ze matka juz zamki zmieni i
      wpusci go tylko na swoich warunkach.

      > Mieszkają w
      > małym mieście (35tys) i o pracę bardzo ciężko. A już bez wykształcenia to w
      > ogóle. Chciałabym im jakoś pomóc, ale nie wiem jak.
      > Ma ktoś jakiś pomyśł?

      Jak Kuba Bogu,tak Bog Kubie i nie ma innego wyjscia.
      • mika2 Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 22.11.05, 21:11
        Skąd ma pieniądze? - bo coś kupuje, sprzedaje, wynosi z domu (czyt. wieża).
        Kłamie, że na składke do szkoły potrzebne, że kolega pozyczył i musi oddać. Co
        gorsza ojciec płaci na niego alimenty a on robi awantury, że to jemu ta kasa
        sie należy.

        > Jedyne wyjscie ,to nie zostawiac nic w domu do jedzenia.
        To nie możliwe.

        > Synek sklonnosci do woody odziedziczyl po tatusiu
        Jego ojciec nigdy z nimi nie mieszkał. I zaczął pić jak Młody miał 2 lata. Bo
        karty, bo ryby...a do tego wódeczka...

        > Nie przemowi mu sie,bo on mozgu nie ma
        Proszę nie obrażać. Prosilam o radę a nie o wyzwiska.

        > Jak Kuba Bogu,tak Bog Kubie i nie ma innego wyjscia.
        Tylko czasem taka metoda prowadzi do samobójstwa młodych ludzi. Jak z nim
        pogadać to niby ok, rozumie, postara się. Nawet płacze. Ale jak tylko pojawi
        sie kolega, imprezka...to znowu swojesad Mam wręcz wrażenie, żeby chciał, ale
        nie potrafi odciąc się od złego otoczenia.
        • maksimum Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! OK!! 22.11.05, 22:23
          mika2 napisała:

          > Skąd ma pieniądze? - bo coś kupuje, sprzedaje, wynosi z domu (czyt. wieża).
          > Kłamie, że na składke do szkoły potrzebne, że kolega pozyczył i musi oddać.
          Co
          > gorsza ojciec płaci na niego alimenty a on robi awantury, że to jemu ta kasa
          > sie należy.

          A za mieszkanie i swiatlo,to tez synalek bedzie placil?
          ZERO mu sie z alimentow nalezy,bo on nie wie jak wydawac pieniadze.

          > > Jedyne wyjscie ,to nie zostawiac nic w domu do jedzenia.
          > To nie możliwe.
          >
          > > Synek sklonnosci do woody odziedziczyl po tatusiu
          > Jego ojciec nigdy z nimi nie mieszkał. I zaczął pić jak Młody miał 2 lata. Bo
          > karty, bo ryby...a do tego wódeczka...

          Sklonnosci tatusia czekaly na okazje i sie doczekaly.

          > > Nie przemowi mu sie,bo on mozgu nie ma
          > Proszę nie obrażać. Prosilam o radę a nie o wyzwiska.

          To jest realna ocena sytuacji,ze on mamusie i znajomych na placz bierze,ze niby
          wszystko rozumie,a pozniej zli koledzy go wykolejaja.
          A matki tych kolego twierdza,ze to wlasnie ten 17-latek wykoleja ich synalkow.
          Gdzies musi byc poczatek i koniec tej glupoty i dlatego trzeba sie zajac tylko
          i wylacznie swoim 17-latkiem i nie obwiniac innych.

          > > Jak Kuba Bogu,tak Bog Kubie i nie ma innego wyjscia.

          > Tylko czasem taka metoda prowadzi do samobójstwa młodych ludzi.

          A jaka jest gwarancja,ze nie zapije sie na smierc?
          Jego koledzy tak samo szantazuja swoich rodzicow,ze uciekna z domu itp
          horseshit.
          A GDZIE ONI UCIEKNA?
          Jeden do drugiego na dni kilka i to by bylo na tyle.
          Czy moze pojda do pracy i wspolnie wynajma luksusowa wille pod miastem z ochrona
          i garazem,ze o basenie nie wspomne?
          To sa zwykli cwaniacy,ktorzy zeruja na miekkich sercach matek.

          > Jak z nim
          > pogadać to niby ok, rozumie, postara się. Nawet płacze. Ale jak tylko pojawi
          > sie kolega, imprezka...to znowu swojesad Mam wręcz wrażenie, żeby chciał, ale
          > nie potrafi odciąc się od złego otoczenia.

          A moze koledzy nie moga sie od niego odciac?
    • avador Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 22.11.05, 20:29
      Nie jestem pewna,czy akurat w tym wypadku coś można pomóc ot,tak...ale z całego
      opisu wynika,że ten chłopak nie ma żadnego problemu,problem ma jego Mama i
      Pani,Miko.Jemu jest dobrze,on niczym się nie przejmuje,robicie to Wy.Wy sie
      martwicie i denerwujecie,Mama zarabia,Mama dba,Mama utrzymuje i karmi.Więc
      czemu on ma się zmieniać,skoro ma sielskie życie?ciężki los jest udziałem jego
      Mamy,więc Mama musi to zmienić.Musi po prostu sprawić,aby jego los był taki sam
      jak Jej,albo Jej był lepszy od jego.
      • maksimum Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 22.11.05, 21:14
        avador napisała:

        > Nie jestem pewna,czy akurat w tym wypadku coś można pomóc ot,tak...ale z
        całego
        > opisu wynika,że ten chłopak nie ma żadnego problemu,problem ma jego Mama i
        > Pani,Miko.Jemu jest dobrze,on niczym się nie przejmuje,robicie to Wy.Wy sie
        > martwicie i denerwujecie,Mama zarabia,Mama dba,Mama utrzymuje i karmi.Więc
        > czemu on ma się zmieniać,skoro ma sielskie życie?ciężki los jest udziałem
        jego
        > Mamy,więc Mama musi to zmienić.Musi po prostu sprawić,aby jego los był taki
        >sam jak Jej,albo Jej był lepszy od jego.

        Dokladnie o to chodzi,zeby kazdy byl odpowiedzialny za siebie.
        Chyba matka nie jest na tyle naiwna,ze liczy ze jej synalek jej na starosc
        pomoze?
        No wiec niech bryka z domu i liczy TYLKO na siebie i na tych kolegow ,ktorym
        jesc daje.
        • maksimum Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 22.11.05, 21:20
          Mamcia powinna mu jasno powiedziec,ze jak nie ucieknie teraz z domu,to na 18
          urodziny dostaje kopa i zamki zostaja zmieniane.
          Duzo sprytniej byloby,gdyby mamusia umiala sprowokowac go do ucieczki z
          domu,zeby przed 18 urodzinami zasmakowal wolnosci na swoim.
          • mika2 Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 22.11.05, 21:22
            Łatwo się mówi, gdy chodzi o czyjeś dziecko. Ona najzwyczajniej w świecie się
            boi o niego. I nie chce, zeby uciekał. Chciała by mu pomóc, ale nie robiąc mu
            na przekór i nie wiedząc co się z nim dzieje...
            • maksimum Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 22.11.05, 21:46
              mika2 napisała:

              > Łatwo się mówi, gdy chodzi o czyjeś dziecko.
              > Ona najzwyczajniej w świecie się boi o niego.

              Wczesniej czy pozniej on z domu MUSI sie wyprowadzic,a ze juz straszy matke
              teraz,to niech ona go sprowokuje i niech on zasmakuje wolnosci.

              > I nie chce, zeby uciekał.

              Jak dotychczas matka go niczego nie nauczyla,to niech zobaczy jak zycie w innym
              wydaniu wyglada.

              > Chciała by mu pomóc, ale nie robiąc mu
              > na przekór i nie wiedząc co się z nim dzieje...

              To jest wlasnie pomoc i cos jak pierwsze samodzielne wakacji.
              I niech sie ona nie boi,on szybciej do domu wroci niz jej sie wydaje.
              Bo gdyby kolesie mieli lepsza mete,to by u niego nie siedzieli i nie jedli.
              Mamuska ma problemy z mysleniem i cwany synalek to wykorzystuje.
        • gochawiocha Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 06.12.05, 09:32
          Przypomina mi to taki film "Ballada o Januszku"!!!
    • isault Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 22.11.05, 22:04
      Nic na to nie poradzicie. Syn jest lojalny w obec swojego ojca i chce byc tak
      jak on. to że ojciec z nim nie mieszkał nie ma tu nic do rzeczy. Matka
      prawdopodobnie bardzo nie chce by syn był taki jak ojciec i jeszcze mu to
      wypomina. Pomogłoby gdyby powiedziała: możesz byc taki sam jak twój ojciec - i
      rzeczywiscie tak myslała, powiedziała to z przekonaniem. Ale to juz materiał na
      terapię. Jestem psychologiem i cos o tym wiem. i powiem, ze zgadzam się z
      przedmówcami - jedynym wyjsciem z sytuacji jest żeby chłopak poczuł dno, albo
      przynjmniej je przeczuł. Wtedy może sie odbic bo bedzie miał jakakolwiek
      motywację, teraz jej nie ma. Musi zobaczyc że ponosi konsekwencje swoich
      działań, bo na razie nie ponosi żadnych. To tak jak z kazdym alkoholikiem,
      narkomanem itd: najwiekszą krzywdę wyrządza sie pomagając, bo to jest tak zwana
      niedźwiedzia przysluga. mozna sie upierać, ze to dziecko, że mama kocha itd.
      Zgadzam się, ale miłość musi byc mądra. A co do twojej roli: ona nie istnieje.
      Możesz RAZ dac rade matce. I wycofac się. Bo włazisz w system do którego nie
      należysz i działaja tam siły które ciebie nie dotyczą i na które nie masz
      wpływu. Jeśli sie uprzesz, zrobisz duzo szkody. Przepraszam że tak
      autorytatywnie, ale nie ma nic gorszego niz przymus pomagania - to podstawowy
      błąd wszelkich psychoterapeutów i pomocników społecznych. W pewnym momencie
      trzeba zrozumieć że rola się kończy, i nic więcej robić nie należy. bo my nie
      jesteśmy w stanie ocenic co jest dla tych ludzi dobre i w jakiej sytuacji sa
      szczęsliwi. Zakładanie ze nasze rozwiązanie jest jedynym słusznym jest błędem.
      • figaro25 Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 23.11.05, 02:17
        podziwiwiam cie mika za zrozumienie,i masz racje,latwo wydawac opinie.
        sama widzialam jak moja ,samotnie wychowujaca matka,walczyla o mojego brata.
        miewalam tego serdecznie dosc,jak widzialam jej spalanie sie w tej bitwie.
        warto bylo,wygrala,brat wydoroslal,zanim,dzieki jej zabiegom,zmarnowal sobie
        zycie.
        piszesz,ze mieszkacie w malej miejscowosci,i w ogole beznadzieja.moze wieksze
        miasto w poblizu i jakas poradnia?,moze chlopak potrzebuje pasji i trzeba mu
        tylko cos podsunac?czy matka z nim rozmawia na temat przyszlosci, czy z nim
        wogole rozmawia?Czasami drobne sprawy,wydarzenia,zwykla rozmowa otwieraja te
        wlasciwe drzwi.
        • mika2 Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 23.11.05, 08:11
          Nie mieszkamy - oni mieszkają - ja sie wyprowadziłam200km dalej, założyłam
          swoją rodzinę. Jak byłam na miejscu potrafiłam jakoś go kontrolować i
          przemawiać do rozumu. Jednak jak wyjechałam przez telefon nie jest to możliwesad
          Bo na "dobra, dobra" się kończy.
          Mama rozmawiała z nim nie raz. Do niego po prostyu nic nie dociera. Wydaje mu
          się, że wszystkie rozumy pozjadał i że zawsze go będzie ktoś utrzymywał.
          A możesz mi powiedzieć coś więcej o walce Twojej mamy o Twojego brata? Co
          robiła?
          • maksimum Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 23.11.05, 15:09
            > Bo na "dobra, dobra" się kończy.

            A co by sie stalo,zeby potraktowac takiego 17-latka jak zupelnie obcego
            czlowieka?
            Przeciez rodzina polega na pomaganiu sobie nawzajem a nie na tym,ze jedna osoba
            daje z siebie wszystko a druga na wszystko sra.
            Co by ta kobieta zrobila,gdyby zupelnie obcy jej 17-latek tak sie zachowywal w
            jej domu?
            Dalaby mu kopa w d... ?
            Jesli tak,to nie ma sie co dluzej zastanawiac.Albo traktuje sie wszystkich
            ludzi rowno,albo popiera sie zwiazki mafijne.Czy matka nie zdaje sobie sprawy
            ze wychowuje darmozjada,a pozniej ladnie go ubierze i bedzie chciala wydac za
            dobra dziewczyne,zeby ta go utrzymywala?

            > Mama rozmawiała z nim nie raz. Do niego po prostyu nic nie dociera. Wydaje mu
            > się, że wszystkie rozumy pozjadał i że zawsze go będzie ktoś utrzymywał.

            A nie mowilem,ze jest glupi?
            I trzeba wobec niego stosowac takie srodki,ktore nawet on zrozumie.

            > A możesz mi powiedzieć coś więcej o walce Twojej mamy o Twojego brata? Co
            > robiła?

            Kazda sytuacja jest inna i tam byla jeszcze dziewczyna w domu.
            • ponton Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 23.11.05, 16:12
              Wydaje mi sie, ze mama powinna jednak znalezc prace na jedna zmiane. Nawet
              gdyby to mialoby byc chwilowe i za mniejsze pieniadze ale sadze, ze warto.
              Doprowadzic do takiej sytuacji, ze wychodza z domu rano razem - mama z synem i
              wracaja po poludniu o podobnych porach. Obecnosc matki odstraszy kolegow smile
              To po pierwsze, po drugie - potraktowac chlopaka powaznie - usiasc z Nim przy
              stole i wytlumaczyc budzet domowy. Mamy tyle pieniedzy - dochod mam + alimenty,
              koszty mieszkania, gazu, pradu, wody, telefonu, przejazdow, wyzywienia itd. sa
              nastepujace. Zostaje iles tam (jesli w ogole cos zostaje) - w kazdym miesiacu
              jest "cos" extra - naprawa czegos, jakies imieniny, inne zobowiazania. Na co
              jeszcze mozemy sobie pozwolic? Gdzie oszczedzic? Za kazdym razem podkreslac, ze
              gdy mlody skonczy szkole, dochod sie zwiekszo o iles tam itd. itd. Skoro pije i
              pali - wyliczyc dokladnie koszty takich uzywek. Zapytac o zdanie gdy jest cos
              kupowane do domu.
              Nauka - umowic sie na spotkanie z wychowawca i z mlodym - ustalic plan minimum.
              Co MUSI byc zrobione zeby chlopaka nie wyrzucono ze szkoly. Dawac krotkie
              terminy na kolejne spotkania kontrolne - 2 tygodnie na zaliczenie czegos tam i
              znow spotkanie - wtedy CHWALIC za nawet najmniejsze osiagniecia i wyznaczac
              nastepne, KONKRETNE zadania do wykonania w KONKRETNYM czasie.
              Poszukac meskiego wzorca - w rodzinie lub wsrod znajomych. Kogos, kto mialby
              czas i chec pojsc z chlopakiem do kina, na ryby, na mecz. To musi byc jakis
              facet, ktorego chlopak lubi lub polubi i bedzie chcial go nasladowac.
              Zachecic chlopaka do sportu. Nawet gdyby to mialo dodatkowo kosztowac, namowic
              Go na uprawianie czegos WYZYWAJACEGO, gdzie trudno sie dostac do klubu albo
              gdzie trudno osiagnac wyniki w szybkim czasie.
              Jest jeszcze sporo rzeczy, ktore mama moze zrobic ale Ona MUSI sie w to
              NAPRAWDE cala soba zaangazowac. To nie moze sie ograniczac do narzekan i
              utyskiwania - to MUSI BYC PLAN dzialania na najblizszy tydzien, miesiac, rok z
              jasno okreslonymi zadaniami do wykonania w danym czasie.
              Pomysly wyrzucenia chlopca z domu sa po prostu nieodpowiedzialne i wstyd je
              czytac.
              • maksimum Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 23.11.05, 17:02
                ponton napisał:

                > Wydaje mi sie, ze mama powinna jednak znalezc prace na jedna zmiane. Nawet
                > gdyby to mialoby byc chwilowe i za mniejsze pieniadze ale sadze, ze warto.

                Ponton,Ty rzucasz tu kolo ratunkowe osobie bez wyjscia.

                > Doprowadzic do takiej sytuacji, ze wychodza z domu rano razem - mama z synem
                >i wracaja po poludniu o podobnych porach. Obecnosc matki odstraszy kolegow smile

                To sie wszystko zgadza,ale gdyby tak mogla,to juz by dawno zrobila.
                Male miasto,malo pracy i nie ma wyboru kiedy chce pracowac.

                > To po pierwsze, po drugie - potraktowac chlopaka powaznie - usiasc z Nim przy
                > stole i wytlumaczyc budzet domowy.

                Potraktowac chlopaka ktory pali i pije i nie daje sobie rady w zawodowce ?
                W jakim Ty swiecie zyjesz?
                Jak mozna powaznie potraktowac twoja wypowiedz?
                Ten chlopak caly czas jest traktowany powaznie i ma to wszystkow d.... .

                > Mamy tyle pieniedzy - dochod mam + alimenty,
                > koszty mieszkania, gazu, pradu, wody, telefonu, przejazdow, wyzywienia itd.
                sa
                > nastepujace. Zostaje iles tam (jesli w ogole cos zostaje) - w kazdym miesiacu
                > jest "cos" extra - naprawa czegos, jakies imieniny, inne zobowiazania. Na co
                > jeszcze mozemy sobie pozwolic? Gdzie oszczedzic? Za kazdym razem podkreslac,
                ze gdy mlody skonczy szkole, dochod sie zwiekszo o iles tam itd. itd. Skoro
                pije i
                > pali - wyliczyc dokladnie koszty takich uzywek. Zapytac o zdanie gdy jest cos
                > kupowane do domu.

                Takie rozmowy mozna przeprowadzac z mlodym,ktory przynajmniej chodzi do
                zawodowki i umie jako tako liczyc.

                > Nauka - umowic sie na spotkanie z wychowawca i z mlodym - ustalic plan
                minimum.
                > Co MUSI byc zrobione zeby chlopaka nie wyrzucono ze szkoly.

                A co to matka do szkoly chodzi i to jej obowiazek,czy 17-latek do szkoly chodzi?

                > Dawac krotkie
                > terminy na kolejne spotkania kontrolne - 2 tygodnie na zaliczenie czegos tam
                i znow spotkanie - wtedy CHWALIC za nawet najmniejsze osiagniecia i wyznaczac
                > nastepne, KONKRETNE zadania do wykonania w KONKRETNYM czasie.
                > Poszukac meskiego wzorca - w rodzinie lub wsrod znajomych. Kogos, kto mialby
                > czas i chec pojsc z chlopakiem do kina, na ryby, na mecz.

                A kto bedzie chcial za nic,albo za dziekuje opiekowac sie loserem?

                > To musi byc jakis
                > facet, ktorego chlopak lubi lub polubi i bedzie chcial go nasladowac.
                > Zachecic chlopaka do sportu. Nawet gdyby to mialo dodatkowo kosztowac,
                namowic
                > Go na uprawianie czegos WYZYWAJACEGO, gdzie trudno sie dostac do klubu albo
                > gdzie trudno osiagnac wyniki w szybkim czasie.

                On juz wybral papierosy i alkohol i trzeba go pogonic z domu,zeby zmadrzal i
                odkryl Ameryke SKAD SIEM PIENIONDZE BIOROM ?

                > Jest jeszcze sporo rzeczy, ktore mama moze zrobic ale Ona MUSI sie w to
                > NAPRAWDE cala soba zaangazowac. To nie moze sie ograniczac do narzekan i
                > utyskiwania - to MUSI BYC PLAN dzialania na najblizszy tydzien, miesiac, rok
                >z jasno okreslonymi zadaniami do wykonania w danym czasie.

                Poza praca,zakupami,gotowaniem,sprzataniem narzucasz matce jeszcze
                kilkadziesiat dodatkowych zadan do wykonania,a nie pomyslales,kiedy i jak ona
                ma to zrobic?

                > Pomysly wyrzucenia chlopca z domu sa po prostu nieodpowiedzialne i wstyd je
                > czytac.

                Ktos musi w tym domu zapanowac nad sytuacja i nie moze to byc synalek,a to co
                ty proponujesz,to jest wrzucenie na plecy samotnej kobiety nastepnego worka
                wazacego 100 kg. podczas gdy ona juz 50 kg dzwiga od dawna.
                • ponton Maksimum 23.11.05, 17:17
                  Maksimum - nie bede z Toba polemizowac, bo mi szkoda czasu. Sorry. Zdziwia mnie
                  ile wysilku wkladasz w powtarzanie po raz kolejny swojego zdania. Napisales
                  raz, wszyscy przeczytali wiec daj spokoj. Powtarzanie tych samych argumentow po
                  100 razy to tylko ubytek energii. Uwazam, ze nie masz racji. Mam wieloletnie
                  doswiadczenie w pracy z trudna mlodzieza z wielu krajow swiata i zapewniam Cie,
                  ze bardzo, bardzo rzadko jedynym lub najlepszym rozwiazaniem jest wyprowadzenie
                  sie mlodego czlowieka z domu jezeli w tym domu nie dzieje Mu sie krzywda.
                  Wyrzucenie nastolatka z domu to prawie 80% pewnosci, ze stanie sie
                  kryminalista - to nie jest zadne rozwiazanie. Ale Ty, OCZYWISCIE, wiesz lepiej
                  wiec Bog z Toba.
                  • mika2 Re: Maksimum 24.11.05, 08:07
                    Skoro masz doświadczenie - to bardzo proszę o jakieś rady. Plis!
                • mika2 Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 24.11.05, 08:05
                  Mama nie może zmienić pracy - i tak po rozwiązaniu zakładu, w którym pracowała
                  kilkanaście lat praće znalazła (obecną) po kilku latach poszukiwań i to po
                  znajomości i na 3/4 etatu za najniższą krajową (pisząc dochód 800 wliczyłam też
                  alimenty na chłopaka). Tak więc gdyby zrezygnowała to nie starczyło by jej na
                  jedzenie...

                  > Takie rozmowy mozna przeprowadzac z mlodym,ktory przynajmniej chodzi do
                  > zawodowki i umie jako tako liczyc.
                  On nie jest głupi i umie liczyć. Jest za to bardzo zbuntowany - nie umie się
                  pogodzić z tym, ze koledzy maja rodziców, którzy mają kasę, że koledzy mają
                  firmowe ciuchy, sprzęt itd. A najbardziej chyba z tym, ze własny ojciec go
                  odtrącił. Stara się zaipomonować kolegom czym może (czyli piciem, kompem,
                  netem). Nie wiem, może nawet podświadomie obwinia Matkę, ze ma takie życie jak
                  ma?... Smutne, ale prawdziwe. Co do jego inteligencji - niecałe 3 lata temu
                  miał komis z fizyki. Wkurzyłam się i wzięłam go na 2 tygodnie do siebie
                  (mogłam, bo akurat była w zaawansowanej ciąży i siedziałam już w domu ze wzgl.
                  na opuchliznę nóg) - i w 2 tygodnie wbiłam mu do głowy cały rok z fizyki (cały
                  podręcznik) - i teorię i zadania. Ile się przy tym napłakał, nadenerwował...Ale
                  codziennie przerabiałam z nim systematycznie określona ilośc tematów i
                  pozwalałam wyjść z pokoju dopiero jak miał to w 1 palcu. Czyli można! Tylko
                  jego trzeba siłą trzymać. Matki nietsety nie słuchasad
                  Nigdy nie umiał się skupić więcej niż 30 minut. Lekcje od podstawówki były dla
                  niego za długie - po 20 minutach już wcinłą kanapkę , kręcił się, wymyślał
                  głupoty - byle by jakoś przetrwać do przerwy i w końcu wyjść z ławki. Zawsze
                  była "jak małpka" - wszedzie właził - na najwyższe drzewa itd. Może wpływ ma
                  jego operacja - mając kilka lat (chyba 5) miał trepanację czaszki - uderzyła go
                  metalowa huśtwaka na placu zabaw. Lekarze dawali najpierw małe szansę na
                  przezycie, potem na podstawowe rzeczy - wzrok, słuch, nie wiadomo było czy
                  będzie sprawny ruchowo, czy będzie mógł się uczyć itd. Wyszedł z tego, musiał
                  się na nowo uczyć chodzić. Poszedł do normalnej szkoły, skończył gimnazjum. No
                  i zaczęły się poważne problemy. Może ten wypadek (miał 7cm kości wgniecionej w
                  mózg) coś mu uszkodził, jakiś nerw...? On naprawdę nigdy nie był zły. Gdyby to
                  był zawsze jakiś palant - nie zależałoby mi na nim. A zależy.
                  • ponton Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 24.11.05, 14:28
                    Mika - problem sie zaczal zapewne dawno temu w takim a nie innym stylu
                    rodzicielstwa. Dzis sa tylko tego konsekwencje. Dlatego pierwsza rzecza, ktora
                    musi byc zrobiona to forma samooceny wlasnego postepowania dokonana przez mame.
                    Nie o to chodzi zeby Ja o cokolwiek oskarzac ale o to zeby Ona sama sobie
                    uswiadomila (na tyle, na ile to mozliwe), jakie Jej dotychczasowe postepowanie
                    z synem bylo i jest nieskuteczne. Piszesz, ze zmiana pracy jest niemozliwa -
                    wszystko wiec zalezy od priorytetow jakie sobie czlowiek uklada. Albo stawiam
                    na prace, albo na wyciaganie syna za uszy z istniejacej sytuacji. Czasem sie to
                    da pogodzic, czasem nie i wtedy trzeba wybrac, co jest wazniejsze. Ona naprawde
                    MUSI byc tego swiadoma. Tego, ze pewnych dzialan wychowawczych nie da sie
                    odlozyc na pozniej ani tego, ze nic sie tak naprawde SAMO nie ulozy.
                    Rodzicielstwo to ciezka praca i nieustajace wybory smile
                    Nie watpie, ze chlopak nie jest glupi i nie sadze by byl zly. Nie o to tu
                    chodzi. Jego problemem jest kompletna niezgoda na istniejaca rzeczywistosc w
                    jakiej zyje i bunt przeciwko ograniczeniom (np. finansowym) jakie sa Jego
                    udzialem. Dlatego konieczne jest spedzanie z Nim czasu, gadanie z Nim,
                    pokazywanie roznych mozliwosci np. rozrywki czy organizowaniu czasu w ramach
                    istniejacej sytuacji finansowo-czasowej. Ich jest TYLKO dwoje i to jest to na
                    czym ta mama MUSI i MOZE sie oprzec w kontaktach z synem. Jezeli chlopak lubi
                    pieniadze i chce miec wiecej przedmiotow, co jest normalne w Jego wieku, to Ona
                    moze Mu pomoc w znalezieniu pracy na pol etatu albo dorywczego zajecia. Moze
                    mozna z Nim wynegocjowac, ze na rok odpusci szkole i pojdzie do pracy z
                    zalozeniem, ze np. od wrzesnia wraca do szkoly i konczy ja zeby miec zawod.
                    To naprawde Oni we dwoje przede wszystkim musza miec czas dla siebie wzajemnie
                    (szczegolnie mama dla syna) i dyskutowac wszystkie sprawy, ktore dotycza Ich
                    obojga. Bycie porzuconym przez ojca i odium alkoholizmu w rodzinie to okropne
                    pietno, z ktorym syn tej pani bedzie sie pewnie borykal przez wiele jeszcze
                    lat. Dlatego dobrze by bylo dla Niego moc miec kontakty z "normalnym" facetem,
                    ktory bylby wzorcem pozytywnego postepowania. Wiem, ze w Polsce i w malych
                    miejscowosciach trudno jest czesto znalezc tego typu pomoc ale nie nalezy sie
                    poddawac bez szukania. Ta mama przeciez nie zyje na pustyni i tak jak Ty jestes
                    Jej zyczliwa i chetna do pomocy tak tez moze sa i inni ludzie, na ktorych Ona
                    moglaby sie teraz oprzec a przy okazji stworzyc chlopcu poczucie, ze jest wazny
                    i Jego zycie jest istotne dla tylu znajomych dookola. Nie wystarczy sobie
                    powiedziec "mam klopoty z synem" i sie rozplakac w bezsilnosci. To jest dopiero
                    poczatek diagnozy. Nie mozna tez oczekiwac, ze ktoregos dnia syn sam z siebie
                    obudzi sie odmieniony na lepsze albo, ze codzienne skargi zalatwia sprawe.
                    Najprawdopodobniej nie zalatwia. Dlatego tak wazny jest czas, ktory ta mama
                    winna jest temu chlopcu.
                    • mika2 Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 24.11.05, 20:45
                      >Piszesz, ze zmiana pracy jest niemozliwa -
                      > wszystko wiec zalezy od priorytetow jakie sobie czlowiek uklada. Albo stawiam
                      > na prace, albo na wyciaganie syna za uszy z istniejacej sytuacji. Czasem sie
                      to da pogodzic, czasem nie i wtedy trzeba wybrac, co jest wazniejsze. Ona
                      naprawde MUSI byc tego swiadoma.

                      I co ma zrobić? Zrezygować z pracy i zostać z 300zł, które nie starczy nawet na
                      opłaty? A co będą jeść? Chciałaby zostać w domu i go przypilnować, ale nie
                      może...po prostu nie da rady. Bo co mu da na śniadanie, obiad i kolację?

                      > Rodzicielstwo to ciezka praca i nieustajace wybory smile

                      Ona wie o tym bardziej niż inni. Zrezygnowała ze swojego zycia aby wychować
                      dzieci, zapewnić im ubrania, jedzenie, podręczniki. Zawsze wybierała dobro
                      dzieci. Ale teraz wybranie pozostania w pracy też jest wybraniem dobra dziecka -
                      żeby miało co jeść i nie chodziło głodne.

                      > moze Mu pomoc w znalezieniu pracy na pol etatu albo dorywczego zajecia. Moze
                      > mozna z Nim wynegocjowac, ze na rok odpusci szkole i pojdzie do pracy z
                      > zalozeniem, ze np. od wrzesnia wraca do szkoly i konczy ja zeby miec zawod.

                      Ale tam nie ma pracy. Ludzie szukają po kilka lat i jak znajdują to już po
                      studiach i z językiem. No chyba, że mają kasę na własny biznes.

                      Gdyby to wszystko było takie proste...
                      • maksimum Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 24.11.05, 21:41
                        > Ale tam nie ma pracy. Ludzie szukają po kilka lat i jak znajdują to już po
                        > studiach i z językiem. No chyba, że mają kasę na własny biznes.
                        >
                        > Gdyby to wszystko było takie proste...

                        Wlasnie o tym pisze,ze gdyby to byla prosta sprawa,to rozwiazaloby sie ja
                        zgodnie z tym co w ksiazkach stoi napisane.
                        Matke nie stac na bardziej radykalne rozwiazania,bo nie sa one popularne w
                        Polsce.
                  • maksimum Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 24.11.05, 21:36
                    mika2 napisała:

                    > Mama nie może zmienić pracy - i tak po rozwiązaniu zakładu, w którym
                    pracowała
                    > kilkanaście lat praće znalazła (obecną) po kilku latach poszukiwań i to po
                    > znajomości i na 3/4 etatu za najniższą krajową (pisząc dochód 800 wliczyłam
                    też
                    > alimenty na chłopaka). Tak więc gdyby zrezygnowała to nie starczyło by jej na
                    > jedzenie...

                    Ja wlasnie o tym od poczatku mowie,ze matka z siebie wiecej fizycznie dac nie
                    moze,tylko teoretyk ponton w ksiazkach wyczytal,ze matka powinna znalezc 3x
                    wiecej czasu dla niegrzecznego synalka.
                    Zdecydowana wiekszosc samotnych kobiet nie daje sobie rady w wychowaniu
                    nastoletnich chlopcow.Trzeba zmienic metody i wieksza odpowiedzialnoscia
                    obarczyc mlodego.
                    Jesli on sie upomina o alimenty od ojca i straszy,ze ucieknie z domu,tzn,ze ma
                    niezle w glowie poprzewracane i matka powinna postawic sprawe ostro:Jesli
                    myslisz ze samemu bedzie ci lepiej,to uciekaj a jak zmadrzejesz,to zawsze
                    mozesz wrocic i wziac na siebie za siebie wieksza odpowiedzialnosc.
                    Matka tez powinna temu niezbyt rozgarnietemu 17 latkowi powiedziec,ze nie stac
                    jej na karmienie jego kolegow.

                    > > Takie rozmowy mozna przeprowadzac z mlodym,ktory przynajmniej chodzi do
                    > > zawodowki i umie jako tako liczyc.
                    > On nie jest głupi i umie liczyć. Jest za to bardzo zbuntowany - nie umie się
                    > pogodzić z tym, ze koledzy maja rodziców, którzy mają kasę, że koledzy mają
                    > firmowe ciuchy, sprzęt itd. A najbardziej chyba z tym, ze własny ojciec go
                    > odtrącił. Stara się zaipomonować kolegom czym może (czyli piciem, kompem,
                    > netem).

                    Ja widuje takich w parku ,jak gram w kosza.Tylko tutaj buntuja sie juz w wieku
                    13 lat i pozniej im przechodzi.


                    > Nie wiem, może nawet podświadomie obwinia Matkę, ze ma takie życie jak
                    > ma?... Smutne, ale prawdziwe. Co do jego inteligencji - niecałe 3 lata temu
                    > miał komis z fizyki. Wkurzyłam się i wzięłam go na 2 tygodnie do siebie
                    > (mogłam, bo akurat była w zaawansowanej ciąży i siedziałam już w domu ze
                    wzgl.na opuchliznę nóg) - i w 2 tygodnie wbiłam mu do głowy cały rok z fizyki
                    (cały podręcznik) - i teorię i zadania. Ile się przy tym napłakał,
                    >nadenerwował...Ale

                    Sama widzisz,ze jemu jest potrzebny ciagly nadzor,bo bez tego bedzie bladzil.
                    Nie chce sie wdawac w sprawy genetyczne,ale istotne znaczenia ma tutaj jakie
                    wyksztalcenie maja rodzice.
                    Jesli oboje rodzicow maja mature,to syna na sile nie pchalbym na studia,bo moze
                    sobie nie dac rady.

                    > codziennie przerabiałam z nim systematycznie określona ilośc tematów i
                    > pozwalałam wyjść z pokoju dopiero jak miał to w 1 palcu. Czyli można! Tylko
                    > jego trzeba siłą trzymać. Matki nietsety nie słuchasad

                    Mnie sie wydaje,ze Ty jestes madrzejsza od jego matki i w Tobie on widzial
                    autorytet a w matce nie widzi.

                    > Nigdy nie umiał się skupić więcej niż 30 minut. Lekcje od podstawówki były
                    dla
                    > niego za długie - po 20 minutach już wcinłą kanapkę , kręcił się, wymyślał
                    > głupoty - byle by jakoś przetrwać do przerwy i w końcu wyjść z ławki. Zawsze
                    > była "jak małpka" - wszedzie właził - na najwyższe drzewa itd. Może wpływ ma
                    > jego operacja - mając kilka lat (chyba 5) miał trepanację czaszki - uderzyła
                    go metalowa huśtwaka na placu zabaw. Lekarze dawali najpierw małe szansę na
                    > przezycie, potem na podstawowe rzeczy - wzrok, słuch, nie wiadomo było czy
                    > będzie sprawny ruchowo, czy będzie mógł się uczyć itd. Wyszedł z tego, musiał
                    > się na nowo uczyć chodzić. Poszedł do normalnej szkoły, skończył gimnazjum.

                    Ja mysle,ze na samo uczenie wypadek nie mial wplywu.Ja tez mialem w wieku 15 lat
                    wypadek,ze po kilku godzinach po zderzeniu sie na rowerze z samochodem
                    obudzilem sie w szpitalu i podzialalo to na mnie jak wakacje.
                    Tak jakbym mial brand new brain.

                    > No i zaczęły się poważne problemy. Może ten wypadek (miał 7cm kości
                    wgniecionej w
                    > mózg) coś mu uszkodził, jakiś nerw...? On naprawdę nigdy nie był zły. Gdyby
                    >to był zawsze jakiś palant - nie zależałoby mi na nim. A zależy.

                    Ale przed wypadkiem,chodzil po drzewach jak malpa i tez bylo mu brak
                    koncentracji,czyli ja mysle,ze jest to sprawa genetyczna,odziedziczona po
                    tatusiu,ktory nie moze sie skupic nad zyciem i pije.
                    Ja nie mysle,ze chlopak jest zly,jemu po prostu jest brak autorytetu w domu i
                    dlatego troche dziczeje.
                    Gdyby normalny ojciec byl w domu,to by wzial cale towarzystwo krotko za
                    uzde,tak jak Ty go kiedys wzielas i wyprowadzil na ludzi.Ale to jest tylko zycie
                    i w niektorych przypadkach przypatrujemy sie biernie jak znajomym czy rodzinie
                    po prostu nie wychodzi.
                    A moze to wg nas jemu nie wychodzi,a jemu wlasnie to bylo pisane i wyzej nie
                    umie podskoczyc.
                    • mika2 Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 25.11.05, 07:52
                      > Nie chce sie wdawac w sprawy genetyczne,ale istotne znaczenia ma tutaj jakie
                      > wyksztalcenie maja rodzice.
                      > Jesli oboje rodzicow maja mature,to syna na sile nie pchalbym na studia,bo
                      moze sobie nie dac rady.

                      Moja mam jest bardzo zdolną osobą. Zawsze była najlepsza. Na studia nie dostała
                      się ze względu na pochodzenie (takie były wtedy w Polsce czasy). Skończyła
                      studium i poszła do pracy. Ojciec tez nie był głupi, dopóki nie pił. A długo
                      nie pił, bo pamiętam że jego ojciec był naprawde super facetemsad
                      Ja skończyłam studia bez problemu, więc myślę że on teżby sobie dał radę.


                      > Mnie sie wydaje,ze Ty jestes madrzejsza od jego matki i w Tobie on widzial
                      > autorytet a w matce nie widzi.

                      Możliwe. Ja byłam bardzo konsekwentna w stosunku do niego. Mama niestety nie.

                      > A moze to wg nas jemu nie wychodzi,a jemu wlasnie to bylo pisane i wyzej nie
                      > umie podskoczyc

                      Nie sądzę. Jemu po prostu jest potrzebny twardy przewodnik. Ale niestety go nie
                      ma. Wczoraj pobił kolegę z klasy. Mówił mi, że od poczatku roku ten kolega mu
                      ubliżał i w pewnym momencie nie wytrzymał i go pobił. Kolejny powód do
                      usunięcia go ze szkoły...Rozmawiałam z nim - mówi, ze nie umie sie opanować jak
                      ktoś go wyzywa przy innych,czy jego mamę...
                      • maksimum Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 25.11.05, 17:42
                        > Nie sądzę. Jemu po prostu jest potrzebny twardy przewodnik.

                        Wlasnie o to chodzi,ze dla takiego chlopaka potrzebny jest facet w domu,ktory
                        by go poprowadzil.

                        > Ale niestety go nie
                        > ma. Wczoraj pobił kolegę z klasy. Mówił mi, że od poczatku roku ten kolega mu
                        > ubliżał i w pewnym momencie nie wytrzymał i go pobił. Kolejny powód do
                        > usunięcia go ze szkoły...Rozmawiałam z nim - mówi, ze nie umie sie opanować
                        >jak ktoś go wyzywa przy innych,czy jego mamę...

                        Ja tez taki bylem i w wieku 17 lat bilem sie czesto,ale to byly zupelnie inne
                        czasy.
                        Pozniej mnie zupelnie przeszlo,bo na studiach takie zachowanie bylo nie do
                        pomyslenia.
          • figaro25 Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 23.11.05, 17:49
            Przede wszystkim 17 lat,to bardzo trudny wiek,zwlaszcza u chlopca,no i ojca
            tez brak.
            Moja mama wlasnie ciagle miala go"na oku",nie bylo go wdomu o10-tej,ubierala
            sie i szla go szukac,starala sie znac wszystkich kolegow brata,i niestety czesto
            wlasnie z nimi"rozmawiala",lub z ich rodzicami.Nie musze ci tlumaczyc,czego
            czesto doswiadczala od nich,a potem jeszcze od brata w domu,ze niby"jak smie" go
            ponizac w oczach kolegow.Oj, przeszlysmy duzo,ale Ona zawsze byla u jego boku,a
            moze za plecami,i w razie potrzeby wyciagala z klopotow tez.
            Najwazniejszy jednak byl chyba jej kontakt z bratem,wiecznie z nim rozmawiala
            i to wszystkim.Byly lepsze momenty,byla wesola ipogodna,traktowala go wtedy
            "dorosle",powierzala drobne sprawy do zrobienia,naprawy.Bywalo tez,ze brala go
            na litosc,po prostu plakala.
            I w koncu brat poznal dziewczyne,zakochal sie,i jest dzisiaj dobrym mezem i
            ojcem,wierze,ze to tylko dzieki matce.
            k.
            • aszpr Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 24.11.05, 14:39
              Jak dzieciak się kompletnie nie buntuje, to znaczy, że wyrośnie z niego albo maminsynek albo niewrażliwy drań. Problem w tym, by buntował się zgodnie z zasadą, że tam się kończy jego wolność, gdzie się zaczyna wolność innych i tę zasadę bym konsekwentnie wyłuszczała i tą bym egzekwowała. Nie ma pożerania maminej fasolki, nie ma korzystania z czyjejś forsy bez zobowiązań - nie w tym wieku.
              • krzys111 Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 25.11.05, 20:47
                znajomi majac bardzo powazne problemy z synem wyslali go na kilkumiesieczna rejs
                zaglowcem - szkola pod zaglami. Chlopak wrocil odmieniony. Ostra dyscyplina,
                ciezka pracy a przede wszystkim kompletna zmiana srodowiska zrobila swoje. To
                dosc drogie rozwiazanie, ale byc moze istnieja fundacje ktore pomagaja zagroznej
                mlodziezy ktore moglyby by pomoc takze Twojemu znajomemu. Moze nawet warto wziac
                pozyczke, to i tak moze byc tansze rozwiazanie porownujac koszty jakie juz
                ponosi jego matka. Inne rozwiazanie jakie zastosowala moja znajoma (takze
                samotna matka nastolatka) to metoda 'mocnego przestraszenia'. Poszla na policje
                i sama poprosila o 'wezwanie' dla syna i prewencyjna rozmowe, zaznaczjac ze
                najlepiej byloby gdyby smarkacza wezwano w godzinach 'najwiekszego' ruchu.
                Chlopak czekajac na komisariacie na rozmowe z policjantem mial czas popatrzec
                jak przyporowadzaja mlodziez w jego wieku zakuta w kajdanki, a Pani policjant
                ktora z nim rozmawiala potraktowala go tak ze wrocil do domu na miekkich nogach.
                W jego przypadku poskutkowalo, ze strachu zaczal sie uczyc, aniolem nie zostal
                ale jednak znacznie sie uspokojl. Metoda drastyczna , ale zrobila swoje.
    • dorota711 Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 26.11.05, 02:10
      Miałam kilka lat temu takiego kolegę w szkole. Wychowywał się z ojcem
      alkoholikiem, umarła mu matka i wogóle świat zwalił na głowę. Też pił, popalał,
      w podstawówce podobno nawet ćpał, co kilka osób potwierdziło. Ale w istocie to
      bardzo wrażliwy chłopak, inteligentny, tylko bardzo zagubiony w życiu. Wydaje mi
      się, że temu 17-latkowi chodzi przede wszystkim o akceptację: nie ma ojca, matka
      nie ma dla niego czasu, więc szuka wśród kolegów. Nie ma nikogo, kto bylby dla
      niego wzorem, brak mu reki ojca..moze pomoglaby tu porzadna dziewczyna..Myślę,
      że nie można Go skreślić. Uważam, że matka powinna z nim pogadać i postawić
      sytuację jasno: powiedzieć, że 800 złotych to 800 złotych i w związku z tym może
      mu zapewnić tylko mieszkanie i jedzenie. Na wszelkie inne rzeczy może sobie
      zarobić (jakieś ulotki, sprzątanie, nawet zbieranie puszek - żadna praca nie
      hańbi). Absolutnie skasowałabym internet, stawiając warunek, że internet wróci
      jeśli faktycznie będzie widać, że w szkole pomaga. Co do jego szantaży o
      ucieczce: ja kiedyś też tak straszyłam rodziców, oni uświadomili mi, że nie bede
      miała z czego sie utrzymac i gdzie mieszkac...a potem powiedzieli: chcesz to
      idź...może warto zastosować taką metodę, wytłumaczyć, dać wybór, 17 latek
      powinien wreszcie stac sie odpowiedzialny za swoje decyzje....a jesli nawet
      ucieknie, to na pewno wroci z podkulonym ogonem.
      Generalnie mniej bym zabraniała a po prostu stawiała jasne warunki,
      powiedzialabym: jestes prawie doroslym facetem, stajesz sie za siebie
      odpowiedzialny, czyli sam podejmujesz decyzje: nie chcesz sie uczyc- odlaczamy
      internet, wynosisz z domu- nic Ci nie kupuje, koledzy wszystko jedza- czekasz z
      jedzeniem, az ja kupie i zjemy wieczorem, chcesz miec kase - zarob itd....niech
      matka pokaze mu rozne drogi, ktore moze wybrac, ale to on podejmuje decyzje...
      17 lat to najwyzsza pora na taki szok...zderzenie z prawdziwym zyciem
      • maksimum Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 26.11.05, 02:29
        > Co do jego szantaży o
        > ucieczce: ja kiedyś też tak straszyłam rodziców, oni uświadomili mi, że nie
        bede
        > miała z czego sie utrzymac i gdzie mieszkac...a potem powiedzieli: chcesz to
        > idź...

        Dokladnie tak.Niech zobaczy jak zycie bez mamusi wyglada.

        > może warto zastosować taką metodę, wytłumaczyć, dać wybór, 17 latek
        > powinien wreszcie stac sie odpowiedzialny za swoje decyzje....a jesli nawet
        > ucieknie, to na pewno wroci z podkulonym ogonem.

        I o to wlasnie chodzi,zeby zaczal sie matki sluchac,a nie robil wszystko
        przeciwko matce.

        > Generalnie mniej bym zabraniała a po prostu stawiała jasne warunki,
        > powiedzialabym: jestes prawie doroslym facetem, stajesz sie za siebie
        > odpowiedzialny, czyli sam podejmujesz decyzje: nie chcesz sie uczyc- odlaczamy
        > internet, wynosisz z domu- nic Ci nie kupuje, koledzy wszystko jedza- czekasz
        z jedzeniem, az ja kupie i zjemy wieczorem, chcesz miec kase - zarob
        itd....niech
        > matka pokaze mu rozne drogi, ktore moze wybrac, ale to on podejmuje decyzje...
        > 17 lat to najwyzsza pora na taki szok...zderzenie z prawdziwym zyciem

        A gdyby mnie wkurzyl,to bym sam na niego policje wezwal.
    • esterka8 Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 26.11.05, 11:01
      niestety Mika na takiego chłopaka jest tylko i wyłącznie taki sposób, jaki
      Tobie się nie podoba... głaskać po głowce to absolutnie bez sensu, rozmawiać?
      no, nie, gdyby rozmowa miała pomóc, pomogłaby już dawno. Z tego co czytam śmiem
      sie domyslać, że jesteś jego siostrą i dlatego tak Cię serce boli... ja
      rozumiem. Sama byłam zbuntowaną nastolatką- no może nie tak, ale obserwowałam
      właśnie zbuntowaną moją siostrę i moją mamę, która też walkę musiała prowadzic
      sama. Ojciec jakoś się nie kwapił. I co? I wygrała, ale nie głaskaniem po
      głowie. Też był szantaż że ucieknie z domu- uciekła... dobrze wiedziałyśmy obie
      gdzie jest. Moja mama nie raz słyszała, że jaka z niej matk,a że po swoje
      dziecko nie idzie. Nie poszła, bo jakby poszła to musiałaby ją poprosić żeby
      wróciła i wtedy moja siostra dyktowałaby warunki. Siostra wróciła pewnej nocy,
      mama kazała iść do łóżka spać a rozmowa miała odbyc sie na drugi dzień. Wróciła
      na mamy warunkach. I mama wygrała ta walkę. Dziś moja siostra sama jest matką
      16 letniej dziewczyny.... PO co to piszę? po to, że Matka powinna twardo
      postawic warunki, a jeśli jemu sie nie podobają to niech idzie. Maksimus (jeśli
      przekręciłam to przepraszam) ma święta rację. To matka musi zmienić podejście i
      uderzyć pięścia w stól. Albo będzie tak jak ona chce, albo niech sie wyniesie.
      Mika uwierz mi, że jest to podejscie bardzo mądrej miłości rodzicielskiej.
      Niestety na takie egzemplarze oporne na rozmowy i inne wyjaśnienia tylko takie
      radykalne sposoby sa w stanie jakoś zadziałać. A internet?? o matko kochana...
      odciąć natychmiast, nie za miesiąc ale już! i odciąc też dopływ jedzenia, skoro
      koledzy siezywili u niego, to on może pożywić sie trochę u kolegów. Proszę mi
      nie pisać, że mam dziwne poglądy i łatwo mi mówić, jak to nie jest moje
      dziecko. Takie stanowisko twarde i nieustępliwe uważam za najmadrzejsze. A
      samobójstwo?? no nie... to nie jest typ samobójcy, proszę mi wierzyć. I taki
      chwyt szantażu stosują dzieciaki nagminnie, jakby sie chciał zabić, to by sie
      zabił dawno, a tu raczej on prędzej komuś innemu zrobi krzywde.
      Z pozdrowieniami
      • rysia_mama_wiktorka Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 26.11.05, 11:28
        Mika wiem, ze takie rozwiązanie nie jest łatwe ale to co pisze Maksimum oraz
        Esterka, czyli ostre potraktowanie tego chłopca, jest jedynym moim zdaniem
        słusznym rozwiązaniem. Mam do czynienia z takimi chłopcami od czasu do czasu i
        wiem, że NIC a NIC do nich normalnym tłumaczeniem nie dociera. Im potrzeba
        terapii wstrząsowej. Tak jak ktoś wcześniej napisał o szkole pod żaglami, super
        pomysł!
        Wiem ,ze to dla matki nie lada wyczyn, żeby w pewnym sensie, w jej mniemaniu,
        odwrócić się od syna, ale jeżeli masz dobre kontakty z tą matką, to musisz jej
        wytłumaczyć, że to jest jedyne wyjście z tej chorej sytuacji.
        Trzymam kciukismile
      • alutka100 jak nie zechce to i tak się nie wyprowadzi 27.11.05, 01:57
        esterka8 napisała:

        > uderzyć pięścia w stól. Albo będzie tak jak ona chce, albo niech sie wyniesie.

        A jak sie nie wyniesie, to co?
        Siłą nie wyrzucisz, a prawo do zamieszkania ma.
        Tu nie ma gotowych recept, zawsze dobrych, bo dzieci różnie reagują.
        Uderzyć w stół to wcześniej trzeba było, choć nie każdy ma na to siłę.

        • maksimum Re: jak nie zechce to i tak się nie wyprowadzi 27.11.05, 04:07
          alutka100 napisała:

          > esterka8 napisała:
          >
          > > uderzyć pięścia w stól. Albo będzie tak jak ona chce, albo niech sie wyni
          > esie.
          >
          > A jak sie nie wyniesie, to co?
          > Siłą nie wyrzucisz, a prawo do zamieszkania ma.

          Prawo do zamieszkania ma,jesli nie postepuje wbrew jedynej zywicielce rodziny
          czyli matce.
          Ktos musi mu wytlumaczyc,ze jak wiecej do szkoly nie chodzi niz chodzi,to ma
          prawo byc u mamusi do 18 roku zycia,a pozniej moze sobie u kolezkow zamieszkac.

          > Tu nie ma gotowych recept, zawsze dobrych, bo dzieci różnie reagują.

          Jak na razie on reaguje wbrew woli matki,no wiec matka nie ma zadnych
          obowiazkow cackac sie z nim.

          > Uderzyć w stół to wcześniej trzeba było, choć nie każdy ma na to siłę.

          Wczesniej matka nie umiala i prawdopodobnie obecnie nie bedzie umiala i
          przetrzyma go jeszcze rok,dwa a pozniej podrzuci jakiejs naiwnej zonie na
          wychowanie.
          Do czasu slubu bedzie go ladnie ubierala,a on bedzie sie ladnie zachowywal,a po
          slubie zacznie pic jak tatus,a zona bedzie rece zalamywac.
          Jak bedzie cwany,to zmajstruje jej dzieciaka jeszcze przed slubem,a pozniej
          bedzie mu rzucac ponton ratunkowy,ze niby spoleczenstwo go zmarnowalo.
          To jest rozwiazanie polskie,inaczej zwane "na litosc",bo w USA dostalby kopa w
          d... i rodzina by na niego policje naslala.
        • esterka8 Re: jak nie zechce to i tak się nie wyprowadzi 28.11.05, 19:31
          alutka100 napisała:

          > esterka8 napisała:
          >
          > > uderzyć pięścia w stól. Albo będzie tak jak ona chce, albo niech sie wyni
          > esie.
          >
          > A jak sie nie wyniesie, to co?

          Jak się nie wyniesie, to zmienić zamki w drzwiach jak wyjdzie do kolegów.
          Ewentualnie można założyc kłodkę na lodówkę, nie dawać pieniedzy odłaczyć
          internet- to jest oczywiste z reszta.

          > Siłą nie wyrzucisz, a prawo do zamieszkania ma.
          prawo do zamieszkania? no to jak matka zmieni zamki, to co on zrobi? włamie
          się?

          > Tu nie ma gotowych recept, zawsze dobrych, bo dzieci różnie reagują.

          Dzieci? to jest wyrostek, który świadomie wykańcza swoją matkę, jeśli tego nie
          widzi, to albo jest głupi, albo tak mu dobrze i w nosie ma swoją matkę.

          > Uderzyć w stół to wcześniej trzeba było, choć nie każdy ma na to siłę.

          Ale skoro nie zrobiła tego wczesniej to musi to zrobić teraz, chyba, że chce go
          pogłaskać po główce, ale wtedy niech się nie zdziwi, jak w końcu on lub jego
          koledzy mamusi przyleją....
    • vinca Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 27.11.05, 11:18
      Mam brata, który będąc mniej więcej w wieku tego 17-latka (był trochę starszy)
      zachowywał sie bardzo podobnie. Może nie sprowadzał kolegów do domu i nikt nie
      czyścił nam lodówki, ale:
      - kradł rodzicom (mnie również) pieniądze. Ukradł mi m.in. złoty łańcuszek
      który dostałam na komunię od mojej babci (nigdy mu tego nie zapomnę).
      - nie uczył się
      - nie chciał pracować
      - pił jak tylko miał okazję
      - z domu urządził sobie hotel - tylko tu spał, kradł i zostawiał brudy do prania

      Mama - która ma hopla na jego punkcie - zamartwiała się, płakała, broniła przed
      ojcem.
      Tata - chociaż też bardzo go to bolało ostatecznie wyrzucił go z domu. Brata
      nie było w domu parę miesięcy. Mama spotykała go czasem na ulicy brudengo,
      zapuszczonego. Nikt nie wiedział gdzie śpi, co robi.
      W końcu zaczął pracować. Z czasem tata pozwolił mu wrócić do domu. Mimo, że
      nadal uważam że mój brat to kawał idioty, to jednak jakoś wyszedł na prostą.
      Był w wojsku ale to mu o dziwo naprawdę pomogło. Nawet miał w planach zostać w
      wojsku - ale okazało się, że musi mieć wykształcenie średnie, a on nawet nie
      skonczył technikum nie mówiąc już o maturze. Pierwszy raz odczuł na własnej
      skórze skutki wasnej głupoty.
      Na razie nie dojrzał jeszcze do tego by podjać naukę, ale i tak jest już o
      niebo lepiej.
      Wiem, ze to co zrobił mój ojciec było krokiem bardzo drastycznym, i często
      słyszał od rodziny, że nie powinien był tego robić. Ale ja wiem, i myślę że mój
      brat też, że było to jedyne wyjście w tamtym czasie.
      Myślę, że matka tego 17-latka powinna uswiadomić chłopaka jakie zasady panuja
      w jej domu. Albo je zaakceptuje albo niech idzie w świat. Takie ryzyko czasem
      trzeba podjąć.
      • krzys111 Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 27.11.05, 18:35
        Pewne jasne reguly (dostep do internetu, lodowki, obowiazki domowe) jak
        najbardziej, ale w takiej sytuacji jaka opisalas nawet bardzo ostre rozmowy
        zwlaszcza gdy przeprowadzaja je rodzice zupelnie nie daja rezultatu. W tym
        wieku, naturalnym etapem rozwoju jest odrzucanie autorytetu rodzicow i szukanie
        nowych, jezeli tego mlody czlowiek nie robi to duza szansa ze jako dorosly
        czlowiek bedzie mial klopoty z wlasna osobowoscia. Niestety u niektorych ten
        proces jest wyjatkowo bolesny i dla rodzicow przykry, zwlaszcza gdy autorytetem
        staje sie grupa rowiesnicza rownie glupia jak dorastajacy 17-latek. Czy
        wyzucanie z domu jest w tej sytuacji najlepszym pomyslem, nie jestem przekonana.
        Zwykle odrzucenie skutkuje jeszcze wiekszymi klopotami, spora szansa ze zanim
        mlody czlowiek uswiadomi sobie potrzebe zmiany zachowania (a u upartego 17 latka
        to troche potrwa) jego klopoty jeszcze bardziej sie poglebia, bo w koncu jak
        moze sie utrzymac 17 latek bez zawodu i mieszkania jak tylko kradnac.
        Byc moze jest jednak w jego otoczeniu ktos kto jest dla niego autorytetem, kto
        moze z nim porozmawiac? Mlody czlowiek przyjmie to lepiej niz od matki, to
        pewne. Bardzo istotne jest tez odseparowanie go od jego grupy rowiesniczej,
        takze po to by nie mial 'oparcia' i wytlumaczenia dla swego zachowania 'w
        kolegach'. Czasami jezeli mlody czlowiek zaczyna sobie uswiadamiac potrzebe
        zmian, to chyba dobrze jest zmienic tez i szkole. Latwiej jest zaczac wszystko
        od nowa gdy nie ciagnie sie za mlodym czlowiekiem 'opinia'. Moze tez praca,
        nawet jakis wolontariat, po to by nie mial za wiele czasu na glupoty...
        • mama.ludzika Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 28.11.05, 22:30
          Przypomina mi się film "Ballada o Januszku".
          W sumie to Januszek też nie był złym chłopcem...
          Ze wszystkich pomysłów najbardziej spodobała mi się szkoła życia pod żaglami.
          To nie musi być akurat rejs, ważne jest, żeby chłopca jak najszybciej WYRWAĆ ze
          środowiska, przyzwyczajeń, złych porządków, złego myślenia. Równie dobrze można
          by go wysłać do wujka w głębokie Bieszczady, do wojska, albo na misję do
          Senegalu. Nie sądzę, żeby na miejscu dało się przeprowadzić zmiany. Po pierwsze
          matka nie daje rady, po drugie nie ma od nikogo wsparcia. Środowisko, koledzy i
          olbrzymie kompleksy sprawiają, że chłopak w ogóle zatracił poczucie
          rzeczywistości. On żyje w jakiejś ułudzie. Matka zresztą też...
          • alutka100 wyprowadzka 28.11.05, 23:41
            zalezy od dobrej woli chłopaka. Prawo w Polsce mamy, jakie mamy i nie da się go
            pozbawić dachu nad głową, jeśli się zaprze. Wymiana zamków na nic się nie zda.
            Rozumiem, ze kombinujecie, że uniesie się ambicją i "wyrzucony" pójdzie do
            kolesiów lub pod most, nie znając przy tym ochrony jakie daje mu prawo.

            Czy wyrzucenie z domu jest dobrym czy złym pomysłem (abstrahując już od
            mozliwości zrealizowania), tego nie da się jednoznacznie określić; zalezy to od
            wielu czynników, w typu typu osobowościowego chłopaka.
    • pokemonik3 Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 10.12.05, 10:07
      Alkoholizm to choroba genetyczna, więc najlepiej by matka chłopaka zgłosiła się
      do jakiś specjalistów. W prawie każdym mieście jest Klub Abstynenta a przy nim
      psycholog od uzależnień. A może pedagog szkolny coś poradzi?
    • babaryba2 Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 10.12.05, 18:26














      Latwo sie mowi - wyrzuc go jesli chodzi o cudze dziecko. A potem nie spij
      tylko siedz w oknie myslac gdzie on teraz na mrozie spi, a moze nie zyje, a
      moze cpa. Ja bym poprostu kolegow wyrzucila z domu z dzika awanyura wygarnela
      im o tym wyzeraniu i otwieraniu lodowki bez zezwolenia. Wyrzucilabym kolegow na
      zbity pysk i zabronila prawa wstepu pod grozba policji. Synowi tez zrobilabym
      awanture i postawila twarde warunki. Najwyrazniej mamusia to cieple kluski i
      nie umie sobie poradzic z intruzami we wlasnym domu. Komputer bym wyniosla juz
      wtedy jak bym sie dowiedziala, ze nie chodzi do szkoly ale nie jest jeszcze za
      pozno. Komputer wyniesc NATYCHMIAST. Synek odgrywa role paniczyka. Przy
      nedznych dochodach to on jest tym ktory imponuje komputerem i mamusia sie z tym
      godzi bo jej dziecko ma byc lepsze. To u niego jest wyzerka i to jemu pozwala
      mama odgrywac w domu role bossa a co, niech koledzy widza. Oj nie bedzie dobrze
      jesli ona tego nie utnie przy dupie TERAZ, w tej chwili.








      • babaryba2 Re: Czy na takiego 17-latka jest sposób?HELP! 10.12.05, 21:51
        Latwo sie mowi - wyrzuc go jesli chodzi o cudze dziecko. A potem nie spij
        tylko siedz w oknie myslac gdzie on teraz na mrozie spi, a moze nie zyje, a
        moze cpa. Ja bym poprostu kolegow wyrzucila z domu z dzika awanyura wygarnela
        im o tym wyzeraniu i otwieraniu lodowki bez zezwolenia. Wyrzucilabym kolegow na
        zbity pysk i zabronila prawa wstepu pod grozba policji. Synowi tez zrobilabym
        awanture i postawila twarde warunki. Najwyrazniej mamusia to cieple kluski i
        nie umie sobie poradzic z intruzami we wlasnym domu. Komputer bym wyniosla juz
        wtedy jak bym sie dowiedziala, ze nie chodzi do szkoly ale nie jest jeszcze za
        pozno. Komputer wyniesc NATYCHMIAST. Synek odgrywa role paniczyka. Przy
        nedznych dochodach to on jest tym ktory imponuje komputerem i mamusia sie z tym
        godzi bo jej dziecko ma byc lepsze. To u niego jest wyzerka i to jemu pozwala
        mama odgrywac w domu role bossa a co, niech koledzy widza. Oj nie bedzie dobrze
        jesli ona tego nie utnie przy dupie TERAZ, w tej chwili.



Pełna wersja