Bieganie za dzieckiem z jedzeniem

06.12.05, 16:58
Czy wy też biegacie za waszymi pociechami z kanapką? Albo zabawiacie i
zagadujecie w czasie obiadku? Mój 2-letni synek zjada samodzielnie kilka
pierwszych łyżek, potem już jest znudzony, pierwszy głód ma zaspokojony i
muszę uciekać się do różnych sposobów żeby zjadł posiłek. We wszystkich
mądrych książkach piszą, że dziecko powinno siedzieć ze wszystkimi przy stole
i nie traktować jedzenia jak zabawy. Zjadać posiłków mimochodem, przy innej
zabawie. Postępuję dokładnie wbrew tym mądrym radom. Ciekawa jestem, czy
tylko ja jedna?
    • wana Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 06.12.05, 17:07
      Nigdy. Mam dwoje dzieci - jedno, teraz 7 letnie, mogłoby żywić się powietrzem,
      drugie - prawie 2 letnie, zjada wszystko, co nie ucieka. Jedno i drugie rośnie,
      rozwija się prawidłowo i ma silne i zdrowe zęby. Nigdy nie zmuszałąm dzieci do
      jedzenia, nie chce, widocznie nie jest głodne. Jak zgłodnieje, to zje.
      Przekonałam się, że zdrowe dziecko z głodu nie umrze.
      Pozdrawiam
      wana
    • wana Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 06.12.05, 17:07
      Nigdy. Mam dwoje dzieci - jedno, teraz 7 letnie, mogłoby żywić się powietrzem,
      drugie - prawie 2 letnie, zjada wszystko, co nie ucieka. Jedno i drugie rośnie,
      rozwija się prawidłowo i ma silne i zdrowe zęby. Nigdy nie zmuszałąm dzieci do
      jedzenia, nie chce, widocznie nie jest głodne. Jak zgłodnieje, to zje.
      Przekonałam się, że zdrowe dziecko z głodu nie umrze.
      Pozdrawiam
      wana
    • bogusia1231 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 06.12.05, 17:21
      A ja owszem, a dlaczego bo moje dziecko (2,5 roku) rzeczywiście z głodu nie
      umrze ale po całym dniu braku czasu na jedzenie (na pytanie czy chce coś zjeść
      odpowiada później tylko pobawię się klockami, pooglądam książeczkę itp.),
      wieczorem i w nocy pochłania ogromne ilości mleka, którym zaspokaja głód. Tak
      więc muszę przypilnować, żeby coś zjadło.
      • jakw Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 08:51
        A po co w dzień miałoby jeść, skoro w nocy w mleku wypija zapas kalorii na całą
        dobę?
    • figrut Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 06.12.05, 17:31
      Nie biegam.Jedzenie stoi na stole i jezeli zglodnieja to jedza.19miesieczny
      synek od 4 miesiecy przechodzi etap niejedzenia niczego poza cycem.Czasami cos
      tam skubnie przy starszym 3,5latku [ktory wczesniej tez prawie nic nie
      jadl].Dzieci sa szczuple i bardzo zywiolowe, wiec energie maja.
      • myelegans Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 06.12.05, 18:17
        Nigdy nie biegalam za dzieckiem z jedzeniem i biegac nie bede. Je w foteliku, w
        porze posilkow, przy pierwszych oznakach znudzenia, braku zainteresowania
        posilkiem, wysadzamy go z fotelika do nastepnego posilku. Czasami po porannym
        mleku dopiero zje porzadnie o 15, 17 po poludniu. Synek ma 15 miesiecy, jest
        szczuplutki, zawsze taki byl, jeszcze nigdy nie zachorowal.
        Przechodzilismy etapy strajkow, gdzie np. miesiac zyl na kubku mleka rano i
        wieczorem, i o dziwo nie tylko, nie stracil na wadze, ale przybral, nie
        zachorowal.
        bogusiu, nie dawaj dziecku sie najesc w nocy, to nie w porzadku, noc jest od
        spania, dzien od jedzenia, i to dziecko powinno decydowac ile i kiedy je. W
        drugim roku zycia, dzieci nie potrzebuja juz tyle jesc i przybierac na wadze
        ile w pierwszym i dobrze, bo mielibysmy 36-40kg dwulatki. One na prawde moga
        zyc powietrzem i maja inne prioryrety niz jedzenie, trzeba dac im prowadzic, bo
        to jedna z niewielu rzeczy nad ktora maja kontrole.
        Jedynie owoce i woda w kubeczku leza na lawie, jak chce to sie czestuje
        pomiedzy posilkami.
    • moofka Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 06.12.05, 20:11
      nie, i nigdy tego nie robilismy
      teraz synek ma dwa i pol roku
      w porze posilków dostaje talerzyk, je to je, nie je to nie
      najczesciej jak sie naje (dwulatki raczej nie wymiatają z talerza do konca)
      odchodzi i mowi dziekuje, najadlem sie albo juz nie chce
      dla mnie to wystarczajacy sygnal, zeby zjadl akurat tyle ile trzeba
      czasem prosi o dokladke (szczegolnie rosolu jest milosnikiem) wtedy ja dostaje
      nie jemy przed telewizorem, nie czytamy przy jedzeniu
      nasze widelce nie latają nie kwaczą nie spiewają
      nie jemy za dziadka ani za babcie smile
      baaardzo mi to pasuje bo ja jestem z tych leniwych mam, co to lubia miec
      samoobsługujące sie dzieci

      • jagaga Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 06.12.05, 21:35
        Jestem bardzo podbudowana odpowiedziami, bo juz sie balam, ze wiekszosc mam
        biega z lyzeczkami, znam taka jedna, co dwuletniej dziewczynce trzyma butelke...

        U nas sprawdza sie dokladnie to samo, butelka rano, potem trzy kolejne posilki
        przy stole, kazdy ze swoimi sztuccami, dziecko decyduje ile zje, zadnego
        podjadania miedzy posilkami, do popicia woda ze plastikowej szklanki, na
        podwieczorek czasem kakao z kubka.

        Jedzenie to w koncu jedna z przyjemnosci w zyciu, nie odbierajmy jej naszyn
        dzieciom (dodam, ze nie jestesmy grubasami).
    • marghe_72 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 06.12.05, 22:06
      Nigdy nie biegałam
      Ale ja nie mam niejadka
    • rita75 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 06.12.05, 22:15
      Przy pierwszym synku nie musialam biegac, jadł ładnie. Przy drugim, natomiast
      chyba nie będzie już tak różowo- zapowiada sie na niejadka, chciaz nie wygląda
      na takiego. Już teraz tzeba mu spiewać, jak go się karmi, czasami bujać, mówić-
      jedzie, jedzie samochód do garazu.
      Zdecydowanie lepiej je podczas wyswietlania reklam...Taki już niejadków urok.
      Mozna by dziecko wytresować- pogłodzić, krzyknąć na nie od czasu do czasu,(tu
      ukłon...smile ) by mores znalo, ale czy to cos da? Śmiem wątpić.
      • lidqa Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 06.12.05, 22:25
        Mam z jedzeniem straszny klopot ale nei biegam. DO 2 lat jadl wszystko. A potem
        mu sie przestawilo. I nie chce jesc nic ale sie drze. Jest glodny, gryzie
        wszystko a obiadu nie ruszy. A ja nei dam mu serka jak nie zje obiadu. I tak
        walczymy. Wiem ze niania mu daje ... CZekam az mu przejdzie bo ja sie nie ugne.
        Bo to nie jest tak ze on tego nie lubi, ewidenty bunt dwulatka. U obcych je a w
        domu za nic
        • rita75 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 06.12.05, 22:32
          I dobrze, że się nie uginasz- bo to swoista próba sił, synek chce sprawdzić na
          ile może samostanowic o sobie. Podstawa, to nie dać się wyprowadzić z
          równowagi, musisz być stanowcza smile
          Pozdr.
          • rita75 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 06.12.05, 22:34
            ale przy tym nieuginaniu się, powinnaś mu okazać wiele miłości i cierpliwoścismile
          • rita75 I nie krzycz, bo to nakręca zlosc i emocje :) n/t 06.12.05, 22:35

            • marghe_72 Re: I nie krzycz, bo to nakręca zlosc i emocje :) 06.12.05, 22:44
              a Wy lubicie jeść?
              Umiecie posiłki celebrowac itp?
              dobrzy przykład moze wiele zdziałac
              • rita75 Re: I nie krzycz, bo to nakręca zlosc i emocje :) 06.12.05, 23:00
                w tym sęk- nie lubię smile muszę jeszcze zrzucic kilka kilosów z bioderek smile
                Ale przemogę się...
        • siulka1 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 01.01.06, 23:28
          Mój synek mial podobnie, do dwóch lat jadł wszystko, zawsze i wszedzie. Potem
          przestał. W marcu skończy 5 lat, ma dni ze je, ma też takie że zyje powietrzem.
          Jest szczupły , żywiołowy i nie choruje. Nigdy nie biegałam z jedzeniem . Jeśli
          moja córeczka (18 miesięcy)się zbuntuje to tez nie bęę gonić jej z talerzem.
      • jagaga Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 08:50
        Wierzysz w to spiewanie? I tak sama sobie chodujesz problem, bo to co mysli
        mama najczesciej sie sprawdza przez sugestie - te najmniejsze dzieci wierza w
        to co mama.

        Na pewno nie nalezy glodzic i nie krzyczec a raczej stworzyc mila atmosfere.
        Jedzenie razem tego samego przy wiekszym dziecku (jak moje - poltoraroku)tez
        jest mile. dzielenie sie opiniami o jedzeniu: cos jest zimne (np jogurt), cos
        slodkie, u nas najczesciej wszystko jest "pyszne". Pytam czy mu smakuje, mowie,
        ze mi smakuje itd.

        W miare regularne posilki, bez mozliwosci podjadania daja efekt. Proponujesz
        dziecku jakis wybor jezeli nie wszystko lubi - one je, to co chce i ile chce.
        Do tej pory staralam sie, zeby na talerzu byly 4 kolory: czerwony, zolty
        (bialy), zielony i brazowy. Teraz juz tak nie przestrzegam, bo wszyscy jemy to
        samo. Nastepny posilek za trzy cztery godziny. Po kilku dniach dziecko
        zrozumie regule a i zoladek przyzwyczai sie do tej regularnosci. Naprawde.
        Kiedy moj maly idzie do stolu wieczorem, wiem, ze jest ok 19-stej.
        Dodam jeszcze, ze niestety, nie naleze do osob, ktore szczegolnie lubia
        gotowac, ale dobrze zjesc lubie.
      • wana Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 09:33
        A po co go przyzwyczajasz do atrakcji podczas jedzenia? Sama na siebie kręcisz
        bat. Dzieci są mądre - potem będzie odmawiać jedzenia, bo wie, że mama go
        zabawi i nie będzie nudno. Zdrowe dziecko powinno samo regulować sobie
        jedzenie - nie umrze z głodu. Nie chce jeść, widocznie nie jest głodne. Jeżeli
        dobrze się rozwija, naprawdę nie widzę powodów, dla których miałabym wyczyniać
        cyrki z jedzeniem. Moja "niejadka" ma trochę ponad 7 lat, a ja nie jestem
        zestresowaną mamuśką, której największą troską jest kolejny posiłek. Moim
        zdaniem nie ma niejadków, są tylko przewrażliwieni rodzice (piszę oczywiście o
        dzieciach zdrowych). Trzebaby sobie odpuścić - dzieci nie są masochistami, jak
        zgłodnieją, to zjedzą, zwłaszcza, jak nie będą miały pod ręką przegryzek.
        Pozdrawiam
        wana
    • nokia1231 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 06.12.05, 22:44
      Ja biegam! Oczywiście nie dosłownie, ale staram się dopilnować, aby śniadanie i
      obiad były zjedzone. Podczas śniadania i kolacji dziecko zawsze siedzi przy
      swoim stoliku - i tak jak w Twoim wypadku moje też jest szybko znudzone - ale
      kiedy zaczynam opowiadać o różnych ciekawych dla dziecka rzeczach np.o jadącym
      autobusie- jedzonko szybko znika. Na tym moje zabiegi kończą się.W ciągu dnia po
      śniadaniu proponuję jabłuszko, po jabłuszku dozwolony banan, serek. Po "ładnie"
      zjedzonym obiadku (po ok 2 godz)po posiłku deser w postaci najczęściej kawałka
      serniczka lub kilku ciastek lub czasami jeszcze owoce. W celu przedłużenia
      "ciszy nocnej" dziecko samo woła kolacyjkę... (Dziecko ma 2,5 roku) Pozdrawiam
    • nchyb Nie biegamy 06.12.05, 22:59
      I nie widzimy potrzeby by zdrowe dziecko podstępami i zabawami zmuszać do
      zjedzenia większej ilości pożywienia, niż ono samo odczuwa potrzebę. Po cholerę
      biegać? Czyż nieprościej byłoby podłączyć rurę - sondę i tuczyć jak te gąski na
      stłszczone wątróbki? smile
    • judytak Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 06.12.05, 23:18
      nie, nie biegam, nie biegałam
      ale uważam, że dziecko przez pierwsze 3-4 lata życia może od posiłku wstawać
      czasami, potem wracać
      uważam też, że można jeść kanapkę, jabłko czy marchewkę nie przy stole, a np.
      przy klockach na podłodze
      uważam też, że można czytać przy jedzeniu, ale tylko jak się jada samemu (albo
      z mamą, i mama też czyta ;o))
      i był taki moment (kilka, nawet kilkanaście miesięcy, dziecko około roku),
      kiedy kolację (porządna miska kaszki) dawałam "na siłę", czyli zagadając, bo
      dzieci (cała moja trójka) były już tak zmęczone, że bez tego nic by nie zjadły,
      z kolei jak wieczorem dobrze nie zjadły, to w nocy dobrze nie spały... (pewnie
      można by z butelki, ale tego mi się nie chciało)

      pozdrawiam
      Judyta
      • figrut Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 13:12
        O wlasnie, tez jestem tego samego zdania co Ty judytak.Ja robie na sniadanie
        kanapki i herbatke-to taki poczatek dnia.Kanapki robie zlozone i kroje na
        cwiartki, jak nie zjedza przy herbatce, to przykrywam reszte miseczka zeby nie
        wyschlo i stawiam w kubeczkach sok-jak zglodnieja to biora sobie do reki i jedza
        podczas zabawy.Dorosly tez nie zawsze jest glodny o tej samej porze i dzieci
        inne nie sa.Na trzy godziny przed obiadem zabieram chlebek a do jedzenia zostaja
        same owoce.
    • ladyq Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 06:02
      Ja już przestałam biegać, to nie ma sensu, sadzam swoją 3,5 letnią Kaję przy
      stole, obejmuję nogami w ten sposób aby nie uciekła, i po prostu karmię,
      inaczej pewnie by się zagłodziła sadsad
      • nchyb Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 07:24
        ladyq, łamiesz moje przekonanie o Twoim rozsądku. Unieruchomiłaś dziecko, by je
        nakarmić? O rety. Toż to przemysłowy tucz niestety sad(

        A w to zagłodzenie to Ty naprawdę wierzysz, czy też Twój post miał być
        ironiczny?
      • jagaga Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 08:32
        To jakas przerazajaca tortura! Mozesz ja skrzywdzic psychicznie na reszte
        zycia. Wyobraz sobie, ze Ciebie ktos tak karmi na sile. Ciekawe czy bys cos
        przelknela. Mam nadzieje, ze to co napisalas, to zart.
        A swoja droga pamietam zmuszanie do jedzenia w przedszkolu - mialam wtedy
        wlasnie trzy latka. Nie pozwalano nam odchodzic od stolu dopoki nie
        skonczymy. Trzymalam w buzi niedobra kwasna watrobke a ona rosla i rosla -
        pamietam to do dzisiaj, nawet ten "smak" pamietam. I tu apel do mamus, ktore
        zmuszaja - przypomnijcie sobie jak Was zmuszano i co? zrobicie to samo Waszym
        dzieciom????!!!!
        • nchyb Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 08:44
          > skonczymy. Trzymalam w buzi niedobra kwasna watrobke a ona rosla i rosla -
          Ja wrzucałam tę wątróbkę razem z buraczkami do kieszonki fartuszka (w tych
          czasach jeszcze w przedszkolu nosiło się fartuszki, takie krzyżaczki z
          kieszonką na brzuchu). I te buraczki się wylewały na bordowo, panie się
          wściekały, mama protestowała, a ja i tak nie jadłam.

          I przysięgłam sobie, że moich dzieci zmuszać nie będę do jedzenia. I nie
          zmuszam. I może dzięki temu mój 11-letni syn, który przez pierwsze 8-9 lat był
          totalnym niejadkiem, mimo wszystko jest zdrowym dzieckiem, które teraz potrafi
          mnie czasami zaskoczyć ilością pochłoniętego jedzenia. I jedzenie nie kojarzy
          mu się z torturą.
          • jagaga Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 08:55
            Na szczescie moja mama miala zdrowe podejscie i nie zmuszala mnie - i pewnie
            dzieki temunie mam urazu.
            U nas jeszcze byl szpinak, zawsze z jajkiem i ziemniakami i zawsze wygladal jak
            krowie gow.o na pastwisku. Smak szpinaku odkrylam jako dorosla osoba. smile
            Zylki z szynki trzymalam w rece, a watrobke chowalam w ziemniakach.
        • jakw Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 08:57
          Ja na widok marchewki w zupie puszczałam pawia na ów fartuszek...
    • orald Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 09:02
      Jakoś dziwnie macie z tym jedzeniem.
      U mnie jest tak, że dzieci grzecznie proszą o jedzenie. Są szczęśliwe, kiedy
      dostają jeść i bardzo sobie sobie to jedzenie wysoko cenią. Jest ono w pewnym
      sensie nagrodą i trzeba sobie na nie zasłużyć.
      Żona kiedyś próbowała gonić z łyżką za dzieckiem, ale szybko przejęła moją
      metodę i mamy spokój. Wcześniej odchodziły od stołu i marudziły. Ja wtedy
      zabierałem jedzonko mówiąc przy tym "acha, dzieci nie chcą jeść, poczekają do
      następnego posiłku".
      • mama.ludzika Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 09:34
        A ja biegam.
        Staram się nie terroryzować dzieci, ale jak widzę nietknięte jedzenie na
        talerzu, to pilnuję, namawiam, szntażuję, karmię itp. Jeśli jesteśmy z dziećmi
        w domu, jest pełny luz, jedzą, kiedy zgłodnieją, ale np. przed wyjściem? Mam
        posłać głodne dziecko do przedszkola? Albo wyjść na spacer wiedząc, że zaraz
        zacznie się żebranina pod każdą budką z preclami? Kiedy nie zjedzą kolacji o
        powiedzmy 19h, (bo niegłodne), to mam jak w banku, że będą wołać z łóżeczek(po
        umyciu zębów)tuż przed spaniem: jeść!
        • nchyb Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 11:45
          > Mam
          > posłać głodne dziecko do przedszkola?
          A w przedszkolu jedzenia dzieciom nie dają?

          > Albo wyjść na spacer wiedząc, że zaraz
          > zacznie się żebranina pod każdą budką z preclami?
          A tu już jest potrzebna konsekwencja. Nie zjadłeś/zjadłaś kochanie w domu, to
          teraz na spacerze nie ma. Wrócimy, zjesz i tyle. I tak przez jakiś czas. I
          dzięki temu skończa się kłopoty z niejedzeniem i podjadaniem pomiędzy
          posiłkami. A dzięki temu w przyszłości istnieje możliwość unikniecia kłopotów z
          nadwagą.

          > Kiedy nie zjedzą kolacji o
          > powiedzmy 19h, (bo niegłodne), to mam jak w banku, że będą wołać z łóżeczek
          (po > umyciu zębów)tuż przed spaniem: jeść!
          Moje wołały, ale gdy się przekonały, że po wołaniu jeść - dla dzieci z umytymi
          zębami przysługuje jedynie szklanka przegotowanej wody - jakoś zaczęły te
          kolacje zjadać o normalnej porze smile

          Tyle tylko, że to wymaga konsekwencji w działaniu i wysiłku osoby karmiącej.
          • wana Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 12:03
            O to to!!! Tak samo u nas - i przekonałam się, że to skutkuje.
            Pozdrawiam
            wana
          • mama.ludzika Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 12:08
            To nie odkrycie, wiem, że ogólnie rodzic powinien być konsekwentny. Tylko
            patrzę potem na dziecko, które jest po prostu GŁODNE. Dzieci mają inne wyczucie
            czasu. Nie zjedzą teraz, żeby później nie odczuwać głodu, tak może zrobić
            dorosły, albo większe dziecko. Pozostaje mi po prostu pilnować, żeby cokolwiek
            dostało się do małego brzuszka o właściwej porze.
            W przedszkolu moje dziecko miałoby czekać jakąś przekąskę, a posiłek dopiero o
            12h.
            • mama.ludzika Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 12:09
              (bez tego"czekać") smile
            • nchyb Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 12:25
              > To nie odkrycie, wiem, że ogólnie rodzic powinien być konsekwentny.
              No to skoro wiesz, to bądź. A wtedy zobaczysz, że szybko skończą się sytuajce
              typu:
              > Tylko
              > patrzę potem na dziecko, które jest po prostu GŁODNE.

              Krótka opowieść o mojej szwagierce, będącej jakiś czas temu baby siter we
              Francuskiej rodzinie. Jedno z dzieci lat ok.2,5. Siedzi ze wszystkimi
              domownikami przy stole, jest kolacja (a raczej obiadokolacja, bo tak się u nich
              jada). Dziecko grymasi, że jeść czegoś tam nie będzie. Tatuś dziecka mówi -
              zastanów się dobrze, nie zjesz, nic już dziś więcej nie będzie. Dziecko nie
              zjada, po pół godzinie marudzi, że głodne. Tatuś jest konsekwentny, jedzonka
              nie ma.
              Sytuacja dzień później i ze dwa dni później powtarza się. Po tygodniu dziecko
              zjada posiłek wieczorny bez marudzenia, w ilości przez siebie wybranej, w
              trakcie (dzieci mają tam 5 posiłków, dorośli trzy) nie ma (naprawdę NIE MA)
              żadnego podjadania. I nikt za nikim z talerzem nie lata, dorośli i dzieci nie
              mają problemów z nadwagą, dietami się nie katują, ale są smakoszami i cenią
              smaczne jedzenie. Potrafią (naprawdę - sprawdzone) wybierać się w weekend na
              godzinną wyprawę by dotrzeć do ulubionej restauracji, a tam dzieci równie
              grzecznie zjadają, bez potrzeby biegania za nimi z talerzem i bez potrzeby
              namawiania i szantażu. Ale zjadają w wyznaczonych porach tyle ile same chcą!
              Nawet jeżeli ich mamusia uważa, że to za mało!!!
              • mama.ludzika Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 15:16
                Tak, to byłoby piękne...Ach...rozmarzyłam sięwink
                Niestety nie jestem w stanie odmówić jedzenia córce, kiedy mówi: Mamo, jestem
                głodna. Chyba jestem niereformowalna i ograniczona.
                Mówiąc: biegam z jedzeniem- nie uskarżam się. Przyjęłam do wiadomości, że
                dziecko to nie mechanizm do nakręcenia i głodne bywa w najmniej pożądanych
                momentach.
                Pozdrawiamsmile
                • nchyb Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 15:20
                  Tylko jedno jest ciekawe, czy córka za to Ci podziękuje za lat kilkanaście, gdy
                  będzie zmagać się z problemami z wagą?

                  Oczywiście zmagać się nie musi, ale masz szanse jej to załatwić, niestety.
                  Równiez pozdrawiam smile
                  • mama.ludzika Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 15:28
                    To, co teraz piszesz, jest sporym nadużyciem. Ponieważ nie piszę, że moje
                    dziecko je nieregularnie, albo w większych ilościach. Tylko w
                    innym "rozkładzie".
                    Ciekawa rzecz, że uważasz obiado-kolację, zapewne późnym popołudniem, (mniemam,
                    iż jedzenie podawane jest w większej ilości), za gwarancję nieobrastania w
                    zbędne kilogramy...Hmmm...chyba mam braki w teorii...
                    • nchyb Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 16:03
                      >>Ciekawa rzecz, że uważasz obiado-kolację, zapewne późnym popołudniem,
                      (mniemam,
                      >>iż jedzenie podawane jest w większej ilości), za gwarancję nieobrastania w
                      >>zbędne kilogramy...
                      To nie jest gwarancja, ale jakoś tym Francuzom się udaje, jak oni to czynią nie
                      wiem, może właśnie o to chodzi, że nie podjadają w trakcie?

                      > To, co teraz piszesz, jest sporym nadużyciem. Ponieważ nie piszę, że moje
                      > dziecko je nieregularnie, albo w większych ilościach.
                      Nie wiem, czy to aby takie nadużycie, to Ty napisałaś:
                      >>Niestety nie jestem w stanie odmówić jedzenia córce, kiedy mówi: Mamo, jestem
                      >>głodna.

                      I Ty napisałaś również:
                      >>A ja biegam.
                      >>Staram się nie terroryzować dzieci, ale jak widzę nietknięte jedzenie na
                      >>talerzu, to pilnuję, namawiam, szntażuję, karmię itp.

                      I jak to rozumieć?

                      Ja nie twierdzę, że mam patent na rację, nie wierzę w dogmaty o nieomylności
                      nawet u papieży, a cóż dopiero o zwykłych śmiertelników. Ale widziałam setki
                      szczupłych francuskich dzieci, karmionych w inny sposób niż polskie, czy
                      ameryklańskie. I co do nadwagi, polskie plasują się po środku, a te francuskie
                      były w zdecydowanej większości szczuplutkie...

                      Czyżby jednak te wieczorne kolacje nie były aż tak szkodliwe?
                      • mama.ludzika Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 16:23
                        Też nie wiem. Więc może chodzi o niepodjadanie, albo to, że francuska kuchnia
                        jest bogatsza w warzywa, a mniej tłusta i mączna niż polska?
                        Nchyb, nie spodobało mi się Twoje spekulowanie na temat przyszłości, bo to, czy
                        córka będzie miała problem z nadwagą, czy też nie, będzie zależeć od wielu,
                        wielu czynników.
                        Córka ogólnie je bardzo mało, żeby zjadła jakąś namiastkę obiadu, naprawdę
                        muszę ją przypilnować. Kiedy nie zje(mimo usilnych starań z mojej strony)
                        kolacji albo obiadu, nie odmawiam jej przekąski jakiś czas później. Ot i
                        wszystko. Nie widzę możliwości, żeby od tego utyła.
                        Pozdro.
                    • figrut Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 18:00
                      Francuzi jedzo obiado-kolacje, ale za to sniadania bardzo lekkie i w niewielkich
                      ilosciach. Czy widzialas kiedys tylu otylych francuzow co polakow ?
              • moofka Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 16:37
                nchyb napisała:

                > Krótka opowieść o mojej szwagierce, będącej jakiś czas temu baby siter we
                > Francuskiej rodzinie. Jedno z dzieci lat ok.2,5. Siedzi ze wszystkimi
                > domownikami przy stole, jest kolacja (a raczej obiadokolacja, bo tak się u
                nich
                >
                > jada). Dziecko grymasi, że jeść czegoś tam nie będzie. Tatuś dziecka mówi -
                > zastanów się dobrze, nie zjesz, nic już dziś więcej nie będzie. Dziecko nie
                > zjada, po pół godzinie marudzi, że głodne. Tatuś jest konsekwentny, jedzonka
                > nie ma.
                ______________________________
                dla mnie to głupie i okrutne, nie wiem, co tu pochwalać
                Tobie sie podoba?
                • nchyb Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 16:45
                  mnie się grube nie podoba, nic nie poradzę!

                  A najważniejszą zasadą w moim życiu jest to, że wszelkie zasady można obchodzić
                  i trzymanie się ściśle i zawsze wszystkich zasad jest bardzo głupie i często
                  okrutne. Ale pewnakonsekwencja jest wskazana.

                  Ale, np. niemowlaka karmiłam na żądanie, gdy tego chciał. A chciał niemal bez
                  przerwy smile
                  • moofka Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 17:22
                    grube mnie tez nie smile
                    ale gdyby moje dziecko kilka dni pod rzad zachowywało sie tak, jak w opisanej
                    prze zciebie sytuacji bylby to dla mnie sygnal, ze nalezy przesunac pore
                    posilkow dostosowujac sie do dziecka a nie kazac mu isc spac bez kolacji
                    oczywiscie, mozna wytresowac, ze bedzie sie slinic na dzwiek dzwonka, ale czy
                    to o to chodzi?
                    • nchyb Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 17:50
                      E tam, ja myślę, że to nie chodzi o to, by wytresować dziecko tak, by do
                      kolacji siadało równo o 19.42 i 35 setnych sekundy, ale bardziej o to, by znało
                      pory posiłków i jednocześnie nie podżerało 14 razy pomiędzy 1 a 2 śniadaniem i
                      jeszcze 6 przekąsek pomiędzy podwieczorkiem a kolacją.

                      Dla mnie to bardziej wskazanie, że jest pora na jedzenie wraz z rodziną (warto
                      ją faktycznie dostosować tak, by dla każdego była jak najbardziej odpowiednia,
                      a przy tym możliwa do spędzenia razem - co chyba w wielu rodzinach jest możliwe
                      do zrealizowania tylko w okolicach kolacji), jest też pora na przerwy od
                      jedzenia.
                      I wskazanie również, że jedzenie nie jest ani karą, ani nagrodą, a jedynie albo
                      aż - jednym z nieodłacznych elementów życia, czasami całkiem przyjemnych smile

                      A co do pójścia spać bez kolacji - czym innym jest wysłanie dziecka bez żadnego
                      posiłku spać, a czym innym posłanie do wspomnianego łóżka dziecka bez kolacji,
                      ale po 5 biszkoptach, 4 herbatnikach, paczce miśków żelek itp itd...

                      I aby uniknąć takich sytuacji własnie, trzeba sprawić, by dziecko zjadało
                      kolację, a nie marudziło, że nie zje, więc matka w obawie o głodujące dziecię
                      coś tam szantażem, przemocą czy podstępem dziecku wciśnie...
                • jagaga Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 21:05
                  To wcale nie glupie i nie okrutne, to sa zasady. A dzieci wbrew pozorom lubia
                  miec jasne zasady. I o ile dziecko samo decyduje, co zje z talerza i w jakiej
                  ilosci, tak o tym, co jest na talerzu i o porach posilkow (w tym brak
                  podjadania) decyduja rodzice. Wiele osob, ktore sie tu wypowiedzialo trzymaja
                  sie tej zasady i to u nich i u mnie dziala. Dlaczego mamy tzw niejadkow nie
                  chca w to uwierzyc ani nawet zastanowic sie??? tego ja nierozumiem. i chyba
                  dalsza dyskusja niema sensu bo kazdy tylko obstaje przy swoim i nawet, pomimo,
                  ze pytanie bylo o rady w kwestii biegania z lyzeczka nikt tych rad nie chce
                  sluchac. Mysle, ze juz wszystko zostalo powiedziane na temat jak zrobic, zeby
                  dziecko jadlo z przyjemnoscia, no ale niektore mamy wola karmic na sile i dadza
                  sobie ani swoim dzieciom pomoc.

                  Mieszkam we Francji i potwierdzam, ze Francuzi rzeczywiscie jedza w
                  wyznaczonych porach i zawsze przy stole. Wszystko co o ich zwyczajach jest juz
                  napisane jest prawda, moge dodac tyle ze uwielbiaja desery i jedza je
                  codziennie, czasen to tylko jogurt czy lody, w weekend ciasto, natomist mus
                  czekoladowy czy ciasto czekoladowe uwielbiaja. (to oczywiscie uogolnienie). A
                  dzieci jedza 4 razy dziennie: sniadanie, obiad, podwieczorek i kolacja.
                  W zlobku na obiad w poludnie jest zawsze przystawka, danie glowne i deser!
                  Mniam!
                  • moofka Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 22:41
                    jagaga napisała:

                    > To wcale nie glupie i nie okrutne, to sa zasady. A dzieci wbrew pozorom
                    lubia
                    > miec jasne zasady. I o ile dziecko samo decyduje, co zje z talerza i w
                    jakiej
                    > ilosci, tak o tym, co jest na talerzu i o porach posilkow (w tym brak
                    > podjadania) decyduja rodzice.
                    ________________________________________
                    czyli rodzice wiedzą lepiej, kiedy dziecko jest głodne?
                    dla mnie to niepojete
                    kaza mu jesc, kiedy glodne nie jest
                    a kiedy glodne jest jesc nie dostanie, bo czas minął
                    to ja dziekuje za takie zasady
                    dla mnie wazniejsze jest dziecko, niz jakies dziwne zasady
                    (my sluzymy zasadom, czy zasady nam?)
                    cóz, widać jestem z tych rodziców, ktorzy nie uwazaja ze zelazna konsekwencja
                    zawsze jest cnotą, dom to nie koszary, a dwulatek nie szeregowy
                    czasem warto posłuchac nawet dwulatka, szczegolnie, kiedy mowi, ze jest glodny
                    tak samo, jak wymyslną tortura jest dla mnie karmienie na sile, tak samo odmowa
                    proszacemu dziecku posiłku nie miesci mi sie w glowie
                    i prosze mi snuc czarnych wizji, ze takie podejscie grozi zaburzeniami
                    laknienia badz dzika otyloscią, bo wiem, ze nie
                    mam zdrowe szczuplutkie dziecko, ktore je samodzielnie i bez wymyslnych
                    sztuczek
                    • nchyb Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 08.12.05, 08:33
                      > czyli rodzice wiedzą lepiej, kiedy dziecko jest głodne?
                      > dla mnie to niepojete
                      Moofka, nie chodzi o to, by rodzice autorytatywnie stwierdzali: teraz jesteś
                      głodny i już. Nie! Chodzi o to, by przyzwyczaili dziecko do określonych pór
                      posiłków.
                      • moofka Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 08.12.05, 10:42
                        nchyb napisała:

                        > > czyli rodzice wiedzą lepiej, kiedy dziecko jest głodne?
                        > > dla mnie to niepojete
                        > Moofka, nie chodzi o to, by rodzice autorytatywnie stwierdzali: teraz jesteś
                        > głodny i już. Nie! Chodzi o to, by przyzwyczaili dziecko do określonych pór
                        > posiłków.
                        >
                        ________________________________
                        ale to chyba nie tedy droga, zeby nauczyc je jesc w okreslonych przez rodzicow
                        porach
                        racjonalne jedzenie to jedzenie, raz regularne
                        ale dwa - nie mniej wazne - kiedy jest sie glodnym, a nie na rozkaz
                        trzy - nieglodzenie sie, bo przeglodzony organizm je wiecej niz potrzebuje
                        podany przez ciebie schemat spelnia tylko pierwszy warunek
                        niczego dobrego nie uczy, a dla dziecka jest komunikatem - bedziesz wtedy jadl,
                        gowniarzu, jak ci powiem
                        tak to odczytuje, przykro mi
                        • nchyb Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 08.12.05, 18:33
                          > racjonalne jedzenie to jedzenie, raz regularne
                          > ale dwa - nie mniej wazne - kiedy jest sie glodnym, a nie na rozkaz
                          Wyobraźmy sobie kilka scenek:

                          Przedszkole
                          Pani woła - dzieci - obiadek - mała Kasi stwierdza - teraz nie jestem głodna,
                          nie jem. Pół godziny później - Dzieci idziemy na spacer - Kasia mówi - Ja nie
                          idę, będę jeść, jestem głodna.

                          Szkoła
                          Nauczycielka mówi - wyjmujemy karteczki, krótka kartkówka. Nasza przykładowa
                          Kasi amówi - Ja teraz nie piszę, bęę jeść drugie śniadanie, bo jestem głodna.
                          Nauczycielka - Ależ Kasiu, długa przerwa jest za 45 minut. Nie szkodzi, ja
                          jestem teraz głodna.

                          W trakcie matury i egzaminów na studiach sytuacja może się powtarzać...

                          Praca, Kasia jest dorosła
                          Prezes - Pani Katarzyno, proszę przynieść mi zestawienie klientów - Teraz nie
                          mogę, muszę zjeść.
                          Ależ Pani Kasiu, teraz nie ma przerwy śniadaniowej. Panie Prezesie, nie
                          szkodzi, z domu rodzinnego wyniosłam naukę, że nie jemy w wyznaczonych porach,
                          ale wtedy, gdy jesteśmy głodni. Trudno, praca i pan musicie poczekać...
                          • moofka Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 09.12.05, 08:11
                            nchyb napisała:

                            *************************

                            czy ja coś przeoczyłam czy w omawiananej sytuacji chodziło o głodnego dwulatka?
                            jesli tak, to równie a propos bedzie jeszcze przykład z poligonem smile)
                            • nchyb Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 09.12.05, 08:18
                              chodzi o dwulatka, który rośnie i osiąga kolejne stadia rozwoju, wspomniane
                              powyżej. A czym skorupka nasiąknie za młodu...

                              A tak we wspomnieniach o poligonie. Mój rodzony mąż, na wieść o tym co jego
                              kolega je w wojsku, tak się tym przejął, że na studia poszedł, by do woja nie
                              pójść i salcesonu uniknąć. Studia skończył, do rezerwy go przenieśli, slacesonu
                              uniknął, jada w wyznaczonych (przez mnie!) porach to co sam lubi i w ilości
                              jakie lubi smile
                              • moofka Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 09.12.05, 11:14
                                nchyb napisała:

                                > chodzi o dwulatka, który rośnie i osiąga kolejne stadia rozwoju, wspomniane
                                > powyżej. A czym skorupka nasiąknie za młodu...
                                _________________________________
                                o ile ludowe madrosci cenie bardzo, to z ta nie zgadzalam sie nigdy smile
                                i przeczy jakby teorii rozwoju i wychowania na roznych etapach zycia dziecka w
                                ogole
                                jak do koszar ma sie wobec tego potrzeba snu w dzien i karmienie na zadanie
                                albo drzemka w dzien?
                                idac tym tropem
                                kazdy kto spal w dzien w wieku dwoch lat bedzie to tez robil przy prezesie,
                                a z frazesem o skorupce trudno dyskutowac, bo nie bardzo wiem, co mialas na
                                mysli
                                w marcu jak w garncu, mozna tylko odpowiedziec smile)
                                • nchyb Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 09.12.05, 15:12
                                  > kazdy kto spal w dzien w wieku dwoch lat bedzie to tez robil przy prezesie
                                  Jakby ten prezes był przystojny, to może bym i przy nim zasnęła smile (he, he)
                                  • moofka Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 09.12.05, 16:59
                                    nchyb napisała:

                                    > > kazdy kto spal w dzien w wieku dwoch lat bedzie to tez robil przy prezesi
                                    > e
                                    > Jakby ten prezes był przystojny, to może bym i przy nim zasnęła smile (he, he)
                                    _________________________
                                    ale chyba nie tak od razu, co? big_grinD
                                    • nchyb Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 09.12.05, 17:16
                                      mam to szczęście, że mam męża prezesa
                                      przystojnego w dodatku
                                      zasypiam przy nim dopiero po jakimś czasie big_grin
                        • jagaga Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 08.12.05, 21:22
                          Moofka, a Ty w jakich porach jesz posilki? Moglabys nam opisac co i kiedy jesz?
                          A jak sie zmienil czas na zimowy, czy zmienily sie pory twoich posilkow czy
                          jadasz wg czasu letniego? A moze zdazylo Ci sie podrozowac gdzies za ocean w
                          jedna czy druga strone - ciekawe czy jadlas (jadlabys) wtedy, co wszyscy czy
                          kiedy akurat bylas (bylabys) glodna...
    • lila1974 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 13:54
      O nie, żadnego biegania. O ile czasami podstępnie uda mi się przemycić dwa
      gryzy więcej, to naczelną zasadą jest - siedzę i jem. Zreszto podsumował mnie
      za to mój teść - "Jesteś przewrażliwiona". Trudno.
      Nela jeszcze jest mała ale karmiąc wsadzam ją do fotelika i dosuwam do stołu.
      Niech się przyzwyczaja. Koniczyna je przy stole, a na koniec pyta, czy może od
      niego odejść i dziękuje za posiłek. Może przesada ale to jedyna rzecz, której
      skwapliwie pilnuję. Poszanowanie jedzenia jako takiego i osoby, która posiłek
      przygotowała.
      • myelegans Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 07.12.05, 16:16
        I jeszcze dodam jedno, tu nie chodzi tylko o dostarcznaie dzieciom budulca, ale
        rowniez o wyksztalcanie prawidlowych nawykow zywieniowych, jedzenia w celu
        zaspakajania glodu, wtedy gdy jest sie glodnym. Przygoda z jedzeniem zaczyna
        sie od urodzenia, a jak to jest wazne to wiedza mamy anorektyczek i bulimiczek,
        otyli ludzie z chorobami wiencowymi i 90% tych, ktorzy walcza z waga, bo sa ze
        swojej niezadowoleni. Na drugim biegunie od Francuzow sa Amrykanie, ktorzy
        pojadaja CALY DZIEN, jedzenie towarzyszy wszystkiemu, CALY CZAS, no i wystarczy
        popatrzec jak wygladaja jedni i drudzy, niestety model amerykanski
        rozprzestrzenia sie jak zaraza.
        Jedzenie to rowniez aspekt spoleczny i towarzyski. Nasza pediatra powiedziala,
        ze mniej wazne jest ile je, ale zeby synek jadl z nami, przy stole, zeby bral
        udzial w posilkach, rozmowach rodzicow od poczatku, zeby nie bylo
        przeszkadzaczy typu TV, radio itd. zeby to byl czas rodzinny. Nasz maly je z
        nami posilki, kiedys po kilku minutach juz wstawal z fotelika, teraz wysiedzi
        caly obiad, czy obiadokolacje, nie je caly czas, ale jak juz sie naje to nam
        towarzyszy, daje mu male krakersy jako deser, i siedzi i uczestniczy
        w "rozmowach". To jest dla mnie najlepsza pora dnia, kiedy wszyscy jestesmy
        razem, w tym samym miejscu smile. Tak jak przy spaniu mamy rytual kolacji,
        zapalam swiece i maly juz wie, ze obiad na stole, jak gasimy i
        mowimy "dziekuje" to podnosi rece, zeby go wyciagnac z fotelika.
        Lila1974 jestem z toba wink
    • minerwamcg Anegdota z przedwojennego Radomyśla 08.12.05, 10:19
      Babcia, osoba mocno przedwojenna, opowiadała nam nieraz historie o Rabince i
      Mojsiu. W żydowskim miasteczku żona rabina i jej synek - jedyny, wytęskniony i
      w związku z tym psuty najfatalniej w świecie, dostarczali niezłego materiału do
      anegdot.
      Rabinka bez przerwy latała za Mojsiem i wtykała mu coś do dzioba - dzieciak nie
      chcąc pęknąć (i chcąc mieć odrobinę spokoju) opędzał się jak mógł. Wreszcie
      obiecał matce, że owszem, zje, ale jak ona wlezie na szafę. I co? I wlazła.
      Mojsiu zaś odstawił stołek, powiedział "to sobie siedź" i poszedł się bawić.
      Kiedy trochę podrósł, powiedział matce: "prałem chłopaków, jak mówili, że
      jesteś głupia. Ale oni chyba mieli rację".
      • kasia-j Re: Anegdota z przedwojennego Radomyśla 08.12.05, 21:46
        Do około 1,5 roku, moje dziecię pieknie jadło, tylko w foteliku, nie było
        żadnego problemu i wtedy zarzekałam się, że nie będę biegać z jedzeniem za
        dzieckiem. Teraz jak jest głodny i zawołam na jedzenie, to usiądzie w foteliku,
        ale po kilku kęsach, jak pewnie uważa, że jest już najedzony to ucieka do
        zabawy. I jeśli właśnie odgrzałam np. zupę to idę z tą zupą do Niego, żebym nie
        musiała za chwilę znowu podgrzewać. Co inego kanapki - jak zgłodnieje to
        weźmie, ale ciepłe posiłki? Jak rozwiązujecie ten problem?
        • nchyb Re: Anegdota z przedwojennego Radomyśla 09.12.05, 06:29
          Podgrzewam zupę jeszcze raz, lub nie daję jej już wcale...
          • lidqa Re: Anegdota z przedwojennego Radomyśla 09.12.05, 11:59
            nie daje juz.

            PIsalam niedawno ze mamy kryzys. Jest juz lepiej i kuba wogole bieże obiad do
            buzi ale jak skonczyl to skonczyl. Idzie sobie a ja za nim nadal nie lece.
            Takze obiad chwilowo z glowy a sniadania i kolacje to nadal koszmar.

            Mam kuzynke ktora ma prawie 2 latka. I tak grubego dziecka nie widzialam nigdy.
            A przy tym tak ruchliwego. Przy jego ruchliwosci powinien spalać bardzo duzo co
            dla mnie oznacza ze ona go straszliwie przekarmia. Kiedys spedzilam z nią 3
            godziny (mieszkamy daleko od siebie widujemy sie zadko). W tym czasie Patryk
            caly czas jadł. NOn stop. A jak chcial pic dostawal mleko Bebiko 3R. Jak tylko
            zaplakal dostawal jesc. Ona wogole nie przyjmuje do wiadomosci ze dziecko moze
            plakac z nudow a ie z glodu. JEj mąz jest bardzo gruby i oczywiscie ona uwaza
            ze Patryk tak wygląda bo to dziedziczne... Tia... Ale nie tyje sie z powietrza.
            Probowalam jej mowic ze taka ilosc mleka to po pierwsze caly posilek a po
            drugie nie dobre dla jego organizmu- nei dotarlo. Ja dla niej autorytetem nie
            jestem, moje gadanie nic nie da a dziecko tyje i teraz to on juz sam sie
            dopomina o jedzenie. I z dwojga zlego wole mojego niejadka...

            A swoją drogą to poczytalaby czasem forum jakies w necie to moze by dotarlo do
            niej a tak... - to tak apropos tego ze trzeba sie dzieckiem zajmowac a ie fora
            czytac. Jak widac nie kazdy ma swoj rozum.
            • jagaga Re: Czy ktokolwiek skorzystal z rad tej dyskusji?? 09.12.05, 12:09
              Powoli dochodze do wniosku, ze forum jest tylko po to zeby sie pocieszyc lub
              utwierdzic w tym, co sie mysli. Jesli jest choc jedna osoba, ktora wziela
              udzial w tej dyskuji i sklonilo ja to do zastanowienia sie i zweryfikowania
              swojego postepowania, oczywiscie z tych osob, ktore maja problem z jedzeniem,
              albo wydawalo im sie, ze maja problem, to prosze o zgloszenie sie.
              • moofka Re: Czy ktokolwiek skorzystal z rad tej dyskusji? 09.12.05, 13:10
                jagaga napisała:

                > Powoli dochodze do wniosku, ze forum jest tylko po to zeby sie pocieszyc lub
                > utwierdzic w tym, co sie mysli. Jesli jest choc jedna osoba, ktora wziela
                > udzial w tej dyskuji i sklonilo ja to do zastanowienia sie i zweryfikowania
                > swojego postepowania, oczywiscie z tych osob, ktore maja problem z jedzeniem,
                > albo wydawalo im sie, ze maja problem, to prosze o zgloszenie sie.
                ________________________________
                oczywiscie chodzi o twoje zlote rady?
                • sek_unda Re: Czy ktokolwiek skorzystal z rad tej dyskusji? 09.12.05, 18:30
                  Hm... To ja założyłam ten wątek i po przeczytaniu wszystkich postów miałam
                  mieszane uczucia. Właściwie chciałam usłyszeć, że też gonicie za bawiącym się
                  dzieckiem z kanapką, albo zagadujecie żeby zjadło obiad. Wczoraj pomyślałam, że
                  wprowadzę w życie zasady takie jakie Wy stosujecie. I przypomniałam sobie, że
                  już to przerabialiśmy. Dziecko nie jadło NIC przez dwa dni, wołało tylko o
                  słodycze odmawiając czegokolwiek konkretnego, szybko wróciłam wtedy do starych
                  metod z zagadywaniem. Tym bardziej, że mały jest alergikiem, nie wszystko jada,
                  ma skłonności do anemii, jest szczuplutki i waży trochę za mało jak na swój
                  wzrost (opinia lekarza).
                  Może po prostu tego potrzebuje żeby bawić się z mamą w czasie posiłków???
                  Złe nawyki? Guzik prawda! Ja byłam niejadkiem, mama zawsze uciekała się do
                  różnych sztuczek żeby mi coś przemycić i jedzenie było dla mnie po prostu
                  nudne! Żadnych złych nawyków nie mam, lubię jeść zdrowo, smacznie, lubię
                  gotować, jedzenie jest dla mnie jakimś rytuałem, jest fajne.
                  Na pewno nie wmuszam dziecku, bo jemu się nie da wmusić. Jeśli czegoś nie chce
                  to nie zje pomimo najlepszego zabawiania, zagadywania itp. Nie zamierzam
                  zmieniaćsposobu postępowania. A rozgrzeszenia udzielam sobie sama skoro nie
                  otrzymałam go od Wassmile
                  • falafala Do sek_unda 09.12.05, 19:15
                    Sa dzieci, ktore duzo jedza, sa takie ktore malo, wlasciwie gdyby rodzice sie
                    nie denerwowali to pewnie okazaloby sie, ze nie jest tak zle z tym jedzeniem i
                    nawet po dwoch dniach niejedzenia dziecko zje. Najwazniejsze czy dziecko rosnie.
                    Ja tez mam corke niejadka, ma prawie trzy lata i sie juz do tego przyzwyczailam,
                    ze sa dni kiedy ona zjada tylko sucha bulke, choc dziadkow przyprawia to o zawal
                    serca. Kiedys przy jedzeniu dawalam jej zabawke by utrzymac ja na siedzeniu,
                    teraz robie "gorsza" rzecz, jak nie je z nami, to wlaczam jej bajke je sama i
                    oglada bajke. Ale powiem jedno, ze nie dawalam jej slodyczy do ponad 2 lat
                    wogole, a teraz tylko po zjedzonym obiedzie czekolade. Nie ma nic gorszego niz
                    slodycze dla niejadka, zabieraja i tak juz maly apetyt nie dajac nic w zamian.
                    Moj sposob na jedzenie dla niejadka jest jeszcze taki, by wykorzystac chec
                    dziecka do samodzielnego wybierania. Na talerzyku kladziesz rozne rzeczy jak
                    pokrojony chleb z maslem, kielbaske, ser zolty i plesniowy, jajko, papryke,
                    ogorek (moze oliwke, albo inna orginlna smakowo rzecz) i co tam twoje dziecko
                    lubi i moze jesc i dajesz tak, dziecko nawet jak nie siedzi przy jedzeniu i
                    biega bedzie co jakis czas podbiegalo i sobie cos bralo. Dla mnie to byl zawsze
                    dobry sposob na jedzenie lunchu, do tej pory corka lubi taki talerzyk z tym ze
                    teraz przy nim siedzi i zjada na raz wszystko innym razem pare kesow.
                    • ikpk Re: Do sek_unda 12.12.05, 00:58
                      Coz, zabawialam przy jedzeniu mojego niespelna dwulatka. Od jakiegos czasu
                      zaczal trzymac jedzenie w buzce przez nawet ponad godzine i potem albo to
                      polknal, albo na sile mu wyciagalam. Stwierdzilam, moze nie nalezy zabawiac -
                      slyszalam w programie 'Pytanie na sniadanie' jak jeden lekarz twierdzil, iz nie
                      nalezy zmuszac, ile zje tyle zje, odstawic i czekac do nastepnego posilku.
                      Ponoc kazdy niejadek (poza przypadkami chorobowymi) po trzech dniach staje sie
                      jadkiem. Zastosowalam to u siebie. Coz, minelo wiecej jak trzy dni, a moj
                      maluch moglby z checia zjesc rano mleczko, kolo 17, 18.00 serek i ew. kilka
                      lyzeczek kaszki na noc, zadnych obiadkow, owocow, chlebka. Znam osoby, ktorych
                      dzieci majac tzw. luz na jedzenie owszem nie zaglodzily sie, ale wpadly w
                      ciezka anemie. Moj nie podgryza poza posilkami, ale nie wiem jak postepowac, bo
                      licze kalorie, ktore zjada i jest to najczesciej ok. 500 przez cala dobe. W
                      madrej ksiazce p. T.Hogg przeczytalam, ze taki dwulatek potrzebuje 'niewiele -
                      1000 do 1200 kilo kalorii na dobe', moj jak widac zaledwie polowe, albo i
                      mniej. Co nalezy robic w tej sytuacji? Jest bardzo zywiolowy i przezywa bunt
                      dwulatka, nie wyglada na chorego, choc moim zdaniem jest to dieta
                      przetrwaniowa, a nie taka jaka powinna byc. Coz, moge jedynie za jakis czas
                      pojsc do lekarza i zwazyc go i miec nadzieje, ze wszystko bedzie OK. Moze
                      jeszcze ktos napisze, kto ma jakies spostrzezenia, podobne doswiadczenia itp...
                      Pozdrawiam
                      • myelegans do ikpk 12.12.05, 01:41
                        Czasami wydaje nam sie, ze nasze dzieci zyja powietrzem, ale jak policzyc ile
                        zjadaja/wypijaja to robi sie tego wystarczajaco duzo. W tym wieku dzieci maja
                        opcje "przetrwania" nie rosniecia tak jak w pierwszym roku, kiedy potroily wage
                        urodzeniowa, gdyby teraz chcialy potroic to mielibysmy 35-40kg dwulatkow.
                        Ja tez gdzies wyczytalam, ze nie trzeba patrzec ile dziecko je w danym dniu,
                        tylko ile je w tygodniu. W tym wieku dzieci czesto jedza jak male prosiaczki w
                        jednym dniu i nic na drugi dzien i to jest normalne. One w ten sposob rowniez
                        kontroluja otoczenie, bo nad tym maja kontrole i trzeba to uszanowac. Ja
                        szczerze powiedziawszy ze zgroza czytam dopajanie dwulatkow gesta kaszka przez
                        sen. To brak szacunku dla malego czlowieczka, jak czulaby sie mama, gdyby ja
                        ktos przez sen karmil. ,
                        W ksiazce ukochanego bostonskiego pediatry Dr. Brazeltona wyczytalam, ze jak
                        dziecko w tym wieku podejmnie strajk glodowy to o ile zjada 400-500ml mleka
                        dziennie i troche wody to jest to wystarczajace, w najgorszym wypadku mozna
                        podac witaminy. Oczywiscie tez zdecydowanie odradza zmuszanie do jedzenia.

                        Moj synek urzadzil sobie miesieczny strajk, kiedy jadl tylko mleko 2 razy
                        dziennie i tyle, i nie stracil na wadze. Teraz tez je niewiele: ma 15 miesiecy:
                        dzisiaj np. mleko rano, troche owsianki na 2 sniadanie, jogurt maly na lunch,
                        miseczka zupy i mandarynka na obiad, kilka malych krakersow i mleko przed snem,
                        probowalam dac mu kanapke na kolacje, ale odmowil. Jest szczuply, ale taki
                        zawsze byl, w 25 centylu wagowo, ja nigdy nie zmuszalam, staram sie podczas
                        posilkow wprowadzic mila atmosfere, chociac czasami wrzody mi w zoladku rosly,
                        jak buzia sie zamykala, albo jedzenie od razu zostawalo wypluwane.
                        Robimy badania krwi co 3 miesiace (tak rutynowo robi moj pediatra), wazymy, maly
                        jest zdrowy, wiec sie nie czepiam.
                        Powodzenia
                      • surviver_30 Re: Do ikpk 12.12.05, 09:32
                        Ja też mam podobne dziecko... Je mało, choć ma mnóstwo energii. Woli mniejsze
                        porcje. Przestałam się denerwować przy jedzeniu, bo to nie pomagało ani mi ani
                        mojemu synkowi. Ma niespełna dwa lata, je jak wróbelek, a biega, skacze bawi
                        się na pełnych obrotach cały dzień. Stopniowo przybiera na wadze, więc chyba
                        jest OK. Ale przy posiłkach też go zabawiam, bo jedzenie go nudzi. No i
                        niestety też zdarza się, że trzyma jedzenie w buzi. Obrzydliwość! Ale wolę dać
                        mu serek przed telewizorem niż dostawać białej gorączki, gdy zbuntowany
                        dwulatek ryczy w foteliku NIE, a potem i tak trzeci kęs chleba "memla" przez 2
                        godziny.
                    • lila1974 Re: Do sek_unda 13.12.05, 11:01
                      Zauważyłaś co napisałaś? Dziecko dopomina się o słodycze - to znaczy, że je
                      często dostaje. Może właśnie nimi zaspokaja głód i nie ma ochoty na nic
                      konkretnego.

                      Nie zmuszam dziewczynek do jedzenia. Wiem, że nie zjedzą, jeśli mają coś
                      atrakcyjnego w zasięgu wzroku - zwyczajnie szkoda im czasu. W dodatku są
                      ruchliwe i to uziemienie przy stole bywa nie na rękę. Wyłączam więc bajki,
                      jeśli akurat oglądały (oczywiście nie na siłę - umawiamy się, że jeszcze np 10
                      min i wtedy wyłączę). Słodycze dostają po posiłku. I też nie na zasadzie -
                      zjesz obiad to dam ci wafelka, o nie! Kiedy Koni prosi o coś słodkiego, a wiem,
                      że zbliża się pora jedzenia i prawdopodobnie nie zje, bo nie będzie czuła
                      głodu, to uprzedzam. Już niedługo będzie obiad, więc "słodycza" dostaniesz na
                      podwieczorek.

                      Oczywiście, że moje dzieci marudzą czasami ale z reguły idzie nam gładko.
                  • wana Re: Czy ktokolwiek skorzystal z rad tej dyskusji? 12.12.05, 10:59
                    A wiesz, dlaczego jedzenie było dla Ciebie nudne? Bo mama przyzwyczaiła Cię do
                    jego uatrakcyjniania, i jak się tego nie robiło, jedzenie stawało się nudne.
                    Proste. Moja Córka też wołała o słodycze, ale nie dostawała. Sama regulowała
                    sobie posiłki wiedząc, że na żadne przegryzki nie może liczyć i co? Z głodu nie
                    umarła, wyrosła na szczupłą, zdrową i silną pannę, a ja nie mam zszarganych
                    nerwów.
                    Ale - każdy robi, jak woli. Ja bym nie biegała.
                    Pozdrawiam
                    wana
              • izabela_741 my skorzystalismy 04.01.06, 10:24
                Przez dobrze ponad 3 miesiace towarzyszylo nam plucie i uciekanie, karmilismy
                go przy kazdym posilku, mimo, a maly zakrywal buzie raczkami po 2-3 lyzkach.
                Zaczelam wiec biegac za dzieckiem z jedzeniem, bo sie biedactwo przeciez
                zaglodzi.
                Po przeczytaniu Waszych wypowiedzi stwierdzilam, ze sprobuje wrocic do starych
                dobrych metod nie przesadzania z zagadywaniem i ograniczenia do minimum
                zabawiania.
                Robie wiec posilek sobie i dziecku, siadamy przy normalnym stole (mimo, ze jest
                dla niego nieco za wysoki i jedzenie mamy rozwalone pozniej gdzie popadnie) i
                jemy dokladnie to samo i gadamy o zyciu wink)). Czasem mlody zje wszystko, czasem
                podziubie oba dania. Ogolnie jest swietnie, bo sporo zjada. Slodycze jemy
                sporadycznie, raz-dwa razy w tygodniu (zazwyczaj suszone owoce), po jedzeniu.
                Dzieki za watek, mnie sie przydal.
    • sob_nazi Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 12.12.05, 02:06
      szybko
      • lidqa Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 12.12.05, 09:57
        Ale to ze nie biegasz z jedzeniem za dzieckiem wcale nie musi oznaczac ze jest
        ono nudne. U mnie posilek wygląda tak ze najpierw nakrywan do stolu, kuba to
        widzi, potem podaje jedzenie, wszyscy razem siadamy i jemy rownoczesnie karmiąc
        go na zmiane (ostatnio tez sie uczy jesc sam). I to jest fajne takie rodzinne
        jedzenie. Jak sie naje mowi: papa i idzie. Jesli chodzi o sniadania i kolacje
        to nie zawsze jem z nim wiec siedze w jednym miejscu a on przychodzi bieże
        gryza, lata gdzies potem wraca i tak w kolko. nie jest to ideal ale nie ganiam
        za nim. Moim zdaniem moje dziecko wie jesli mi zalezy na tym zeby jadl i wtedy
        wlasnie nei chce z przekory. A jak widzi ze mama i tata jedzą z apetytem to sam
        chce. Wogole nie wiem jak wasze ale jak moj sie uprze ze nie, to chocby to bylo
        cos super pysznego - nei wezmie do ust.

        A ty jak nei biegalas te 2 dni to jak mu dawalas jesc? i te slodycze dostawal?
    • lolinka2 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 12.12.05, 10:24
      1. Nie biegałam i nie biegam bo mi się nie chciało, nie miałam czasu a teraz
      dodatkowo nawet wstać nie mogę.
      2. Nie karmię bo szkoda mi pań z przedszkola i siebie samej - niesamodzielne
      dziecko to dodatkowe utrapienie w kazdej grupie i fura roboty dla rodzica - mały
      rozumek w lot pojmuje co mamę boli i nie je dla osiągnięcia jakichś celów (to
      wiem na własnym przykładzie) a poza tym w końcu mu przechodzi ochota na
      smodzielne zarcie.
      3. je sama, na krzesełku, z nami lub bez (w zależności od rozkładu danego dnia),
      z zakazem podniesienia się w trakcie, bo potem już apetyt nie wróci ani nogi w
      to samo miejsce (przetestowane)
      4. W przypadku kanapek czy owoców tekst jest zawsze ten sam "usiadź w jednym
      miejscu"- w rezultacie Talka klapie tyłkiem tam gdzie akurat stoi. OK, akceptuję...
      5. Jednego dnia je jak kombajn, innego dnia prawie nic - średnio mnie to wzrusza
      szczerze powiedziawszy, bo przekonałam się że młoda nawet na radykalnej diecie
      tak regulowała sobie składniki, że nigdy nie miała żadnego niedoboru choć
      generalnie jest drobniutka.
      • mama.ludzika Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 13.12.05, 11:51
        No dobrze. Teraz przyznam sie do czegoś.
        Poczytałam trochę tych waszych wypowiedzi, i stwierdziłam, że moje dzieciaki za
        bardzo są coś rozpuszczone w temacie jedzenia...
        Poza tym nigdy praktycznie nie jadamy razem, no bo ja stoje przy garach i
        wydaję posiłki, mąż zaraz się zmywa z talerzem, dzieci męczą, a ja poganiam.
        Od tygodnia zreorganizowałam jedzenie. Tzn. przychodzę do stołu z jedzeniem.
        stawiam na stół gary i miski, i każdy nakłada sobie, ile chce i co chce. Jemy
        razem i rozmawiamy, a...dzieci nawet nie uciekają od stołu. (powaga)
        Śniadania i kolacje wyglądają podobnie. Na stół wjeżdżają bułki i cały majdan
        na kanapki, i każdy komponuje, co chce. A niech się męczą! (bardzo to lubią)
        Czasem dodatkowa atrakcja: świece i muzyka. (tv wyłączone) Syn (starszy)
        zapala, córka (młodsza) gasi.
        A kolację daję 15 minut przed dobranocką i ustawiam im zegar na widoku, to sie
        mobilizują. Acha, ustaliłam też, że jedzenie tylko przy stole.
        Po jedzeniu nie ma podjadania. I wiecie co? Chyba im to wystarcza, bo więcej
        jedzą, i nie domagają się dokładek.
        Czyżby to było aż takie proste...?
        • lidqa Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 13.12.05, 15:34
          Fajnie nie? wspolne posilki są fajne. NIektorzy by powiedzieli: jak w
          telewizji big_grin
          • nchyb Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 13.12.05, 15:52
            ja bym posunęla się dalej - nie uogólniajmy - jak w telewizji - tylko piszmy
            dokładnie: JAK W SERIALU! smile
            • sek_unda Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 13.12.05, 17:24
              Pięknie, pięknie. Zazdroszczę. Ale jak tak czytam, to widzę, że po prostu Wasze
              dzieci są inne niż moje. Nakrywanie do stołu przez mojego synka to... masakra
              piłą meksykańską. I większość czynności domowych. Jest to straszny szałaput,
              broi, gdzie i jak tylko może, wcale się nie dziwię, że jedzenie go nudzi.
              Słodycze jeśli dostaje, to tylko po jedzeniu. Awantury z wrzaskiem na cały
              blok o lizaka nie odnoszą skutku, chociaż bardzo nadszarpują moje nerwy. Po
              awanturze synek jest obrażony. Nie dostał lizaka, obiadu też nie zje. Odczekuję
              wtedy godzinę i jakoś ten obiadek trafia do wnętrza smyka. Z obiadem za nim nie
              ganiam, siedzimy przy stole i oglądamy gazety, albo Maciek kopie w grzejnik, a
              ja go zagaduję itp. Telewizji przy jedzeniu nie ma nigdy, może dlatego że moje
              dziecko w ogóle TV się nie interesuje.
              • mama.ludzika Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 13.12.05, 18:05
                Sekunda, podejrzewam, że masz małe dziecko? Jeśli tak, to się pociesz, bo
                wyrośnie z tego. Zwłaszcza w przedszkolu nabierze manier przy jedzeniu.
                A fochami się nie przejmuj.
                U mnie z nakrywaniem to czasem jest tak, że dzieci kłócą się i biją, kto ma
                nakrywać...Tak źle i tak niedobrze...
          • mama.ludzika Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 13.12.05, 17:57
            Powiedzmy bez ogródek: jak w "Klanie" wink
            • nchyb Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 13.12.05, 19:00
              > Powiedzmy bez ogródek: jak w "Klanie" wink
              Prawda, że sympatycznie smile
    • selka25 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 02.01.06, 09:44
      Witam!
      Ja początkowo nie biegałam bo wychodziłam z założenia, że dziecko się nie
      zagłodzi smile. Niestety do czasu...bladość, podkrążone oczka, złe samopoczucie,
      złe spanie w nocy - badania i anemia. Dwa miesiące brania żelaza i nic -
      hemoglobina drgnęla niewiele w górę. Badania na pasożyty wyszły poprawnie czyli
      nic. Pani doktor do której jeździmy powiedziała - trudno jakoś jej Pani musi
      przemycać to jedzonko. No i się zaczęło: zagadywanie, zabawianie i dosłownie
      bieganie. Małe i częste posiłki. Teraz Kasia jest już większa i jesteśmy na
      etapie uczenia jedzenia na siedząco i przy stole. Jak coś jej bardzo smakuje to
      sama zje, ale to nie zdarza się często Czasem jest płacz bo jak ona
      mówi: "denelwuje mnie, że tak mi ciągle dajesz i dajesz ten obiad". Myślę, że
      wszystko zależy od dziecka.
      • agniesia_f1 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 04.01.06, 08:31
        sama mam dwójke dzieci 11 i 5 lat. Nigdy nie miałam problemu z jedzeniem, ale
        nie rozpieszczałam dzieci w ten sposób że podstawiałam im co chwilę coś innego
        bo na to akurat nie miały ochoty. Jeżeli marudziły to chowalam kanapki do
        lodówki mówiąc że widocznie nie są głodne. Kiedy faktycznie zgłodniały to
        zjadały to co było przygotowane i bardzo im smakowało. nie uwieżycie pewnie ale
        jedzą teraz wszystko a młodsza córka uwielbia chleb ze smalcem, boczkiem i
        różne inne potrawy na które dzieci z reguły nie chcą nawet patrzeć. NIC NA SIŁĘ
        • karolcia801 ZGADZAM się 04.01.06, 11:04
          nic na siłę. Moja mała jak miała z 1.5 roku narzekałam że tak mało je, że musze
          ją zabawiać itd. Moja koleżanka, która ma syna rówieśnika córki chwaliła się
          ile on to je! Cała micha zupy, kaszy, całe drugie danie a za chwile deserki
          itd.I fakt zjadał ale ona własnie robiła ciagle podchody, a to jedzenie przy
          bajce, zagadywanie, z zabawkami itd. Ja po jakims czasie dałam na luz..nie chce
          to nie.Nawet jak zjadła 3 łyżki zupy! Obecnie ( oboje mają po 3.5lat) syn jej
          jest niejadkiem, bardzo mało je i nie dopomina się.A moja je normalnie.Sama
          dopomina się o kanapkę, o bułke, o kaszę. Woła mamo głodna jestem!!! Czasem
          sama się dziwię że tylke może zjeść.Aha i na śniadanie i kolację zawsze jej
          składam 2 propozyję: chcesz płatki na mleku czy kanapeczki? (jajecznicę czy
          kasze? omleta czy twarożek? itd) Ona wie że ma wybór co chce zjeść w danej
          chwili i wybierze to na co ma ochotę.
          Najlepszy sposób jaki może być to własnie nic na siłę.Nie chce to nie,
          spróbowac później.
    • kura17 mniejsze dziecko 04.01.06, 10:56
      witam Wszystkich smile
      moze i mi doradzicie?
      moj syn jest mlodszy niz wiekszosc opisywanych tutaj dzieci, ma 10 miesiecy.
      generalnie ladnie je (jadl...), prawie wszytsko lubi (ciagle wprowadzamy nowe
      rzeczy, je jeszcze dziecinne "papki" itp, na ogol sama gotuje i mroze, ale i
      sloikami nie gardzi).
      jakis czas temu zaczely sie problemy... maly zje lyzke - dwie i... nudzi mu sie
      chyba... zaczyna rozgladac sie, wyciagac rece po coraz to nowe rzeczy... nie
      chce otwierac buzi. jak dostawal cos do reki, to otwieral buzie i jadl pieknie,
      po pewnym czasie przestawal otwierac, odpychal lyzke raczka i ja konczylam
      karmienie. ale teraz potrzeba mu coraz wiecej atrakcji sad najchetniej grzebalby
      w talerzyku, z ktorego je... jak pozwalam, to zjada ladnie, ale rece musza byc w
      talerzu... zabawki w raczce juz raczej nie dzialaja sad widze wyrazna tendencje
      do pogorszania sie i chce to skonczyc (kategorycznie). nie wyobrazam sobie
      niejadka i biegania za dzieckiem z jedzeniem sad
      ALE:
      - czy on nie jest za maly na takie drastyczne akcje typu nudzisz sie przy
      jedzeniu? wodac nie jestes glodny, nastepne jedzenie na 3-4 godziny... i co z
      kolacja? jesli nie zje? moj syn spi po 12-13 godzin, nie wiem, co bedzie bez
      kolacji? (w nocy nie je) jesli sie przebudzi, dac jesc??? a jesli nie (chyba
      jednak nie?), to jak uspic placzace z glodu dziecko?...
      - moze to jest taki wiek, ze swiat jest zbyt interesujacy by jes,c nawet jak sie
      jestr glodnym?? niektore mamy radza jednak dawac sie bawic, jesli dziecko wtedy
      chce jesc...

      co radzicie?

      dodam jeszcze, ze wiem dobrze, gdy synek nie jest glodny (albo nie chce jesc z
      dowolnego powodu), wtedy nie wmuszam. zabawiam gdy jest glodny, bo widze, ze
      potrzebuje atrakcji, bo mu sie samo jedzenie nudzi... ale nie chce tak robic...
      planujemy od jutra "szkole przetrwania" dla syna...

      i czy dawac sie "grzebac" w jedzeniu? jak pozwole - zawartosc talerza znika...
      jak nie - jest placz... ponoc to naturalna ciekawosc dziecka... co myslicie?
      • wana Re: mniejsze dziecko 04.01.06, 11:53
        Witaj!
        Po pierwsze: DAWAĆ!!! dziecko daje wyraz swojemu zainteresowaniu światem,
        poznaje go, a jedzenie jest częścią świata. Moje zaczęły same jeść właśnie w
        wieku ok. 10 miesięcy - jeść, to za dużo powiedziane - babrać w jedzeniu, ale i
        tak większość w końcu lądowała w buziach. Zaciśnij zęby, synek nabierze Ci
        sprawności i będzie posługiwał się lyżeczką ... z czasem. nie przegap tego
        okresu, bo jak teraz nie dasz dziecku poeksperymentować, możesz je zniechęcić
        do samodzielnego jedzenia i będziesz miała cyrki.
        Pozdrawiam
        wana
      • wana Re: mniejsze dziecko 04.01.06, 11:53
        Witaj!
        Po pierwsze: DAWAĆ!!! dziecko daje wyraz swojemu zainteresowaniu światem,
        poznaje go, a jedzenie jest częścią świata. Moje zaczęły same jeść właśnie w
        wieku ok. 10 miesięcy - jeść, to za dużo powiedziane - babrać w jedzeniu, ale i
        tak większość w końcu lądowała w buziach. Zaciśnij zęby, synek nabierze Ci
        sprawności i będzie posługiwał się lyżeczką ... z czasem. nie przegap tego
        okresu, bo jak teraz nie dasz dziecku poeksperymentować, możesz je zniechęcić
        do samodzielnego jedzenia i będziesz miała cyrki.
        Pozdrawiam
        wana
        • kura17 Re: mniejsze dziecko 04.01.06, 16:26
          kiedy to nie wyglada na jakiekolwiek proby jedzenia samodzielnego... on wklada w
          talerz lapke i "grzebie" i chlapie... ale wafelek ryzowy sam zjesc potrafi... i
          ryz dmuchany... ale nic innego nie sad
          • wana Re: mniejsze dziecko 05.01.06, 10:28
            Cierpliwości, to samo przyjdzie smile))
            Pozdrawiam
            wana
          • wana Re: mniejsze dziecko 05.01.06, 10:28
            Cierpliwości, to samo przyjdzie smile))
            Pozdrawiam
            wana
            • zeb1 Re: mniejsze dziecko 05.01.06, 11:47
              KURA17 - jak czytam Twojego posta, to jakbym sama go pisała o moim synku. czasem
              to juz nie mam sił, tym bardziej, ze mam 14 miesięczne trojaczki i tylko jeden
              synek robi takie numery. Próbowałam dawac mu swoją miske i troche jedzenia, ale
              na krótko pomagało, miska z zawartoscia lądowała na podłodze. Wczoraj jak nie
              chciał jesc kanapek,spróbowałam dwac mu podczas zabawy i zjadł wszystko, nawet
              musiałam dorobic. Nie wiem co to znaczy, ale napewno nie bede tego wiecej robic.
              Mam scisle ustalone pory jedzenia i jak nie chce to nie zmuszam, tym bardziej ze
              wyniki mają dobre i do chudzileców nie należa (cała trójka wazy 10.5kg). A
              samodzielne jedzenie jednak odstawiam an jakis czas.

              Pozdrawiam
              • kura17 Re: mniejsze dziecko 05.01.06, 13:37
                Zeb, my chyba juz spotkalysmy sie na watku na "jedzeniu" smile pamietam swoj podziw
                dla mamy trojaczkow smile)
                my z mezem podjelismy decyzje - odzwyczajamy od "paskudnego" jedzenia... od
                wczoraj... drugiego sniadania w domu nie zjadl - nie chcial bez zabawy... za to
                w zlobku obiad zjadl bylskawicznie... najbardziej balam sie kolacji, no bo jak
                nie bedzie chcial jesc bez zabawy, to co??? poslac glodnego spac na 12 godzin
                (on tyle w nocy spi bez jedzenie)??? a jesli sie obudzi i bedzie chcial jesc,
                to dac? nie dac?... na szczescie jakos to poszlo... najpierw wyciaganie raczek
                po zabawki i wszystko naookolo, marudzenie, troche placzu... a jak zobaczyl, ze
                nic nie wskora - ZJADL! bo glodny byl smile nie bylo to piekne jedzenie, ale bez
                "zabawiaczy" smile dzis od rana to samo. i znow proby wyludzenia zabawy... bylam
                twarda, dalam tylko talerzyk z odrobina jedzenia, zeby zobaczyl, co je. zjadl
                polowe porcji, z marudzeniem i poplakiwaniem za zabawa, ale znow "normalnie".
                przed nami obiad i kolacja, zycz mi szczescia smile

                mam nadzieje, ze Twoj synek tez latwo sie nauczy! zycze powodzenia i
                cierpliwosci i nieustajaco podziwiam smile)
                • myelegans Re: mniejsze dziecko 05.01.06, 14:18
                  Brawo kura, malymi kroczkami, synek zacznie kojarzyc, ze pora
                  posilkow=jedzenie, a nie zabawa.

                  Staraj sie nie przyuczac do jedzenia w nocy, to nawyk ktory ciezko pozniej
                  wykorzenic. Nie nalezy przerywac snu, nawet jak pojdzie spac na lekkiego
                  glodniaka, to nadrobi na drugi dzien. Mnie lekarz powiedzial, zeby nie skupiac
                  nad tym co dziecko je w danym dniu, ale popatrzec co zjada przez caly tydzien.
                  Pewnie juz gdzies o tym pisalam, dzieci w drugimi roku zycia potrafia jesc jak
                  male prosiaczki w jeden dzien, a na drugi zyja powietrzem. I to jest normalne.

                  Moj synek jak jest na prawde glodny, to jest skupiony na jedzeniu, siedzi
                  cierpliwie i je. Jak nie jest glodny, to jak go wsadze do fotelika, to sie
                  zaczyna wiercic, rzucac jedzenie na podloge, szukac atrakcji, wtedy wysadzam go
                  z fotelika i czekamy do nastepnego posilku. Wtedy gwarantowane, ze zje uczciwie
                  i ze smakiem.

                  Moze sprobuj dac mu do raczki lyzeczke, miseczke postaw na tacy, niech sobie
                  grzebie, albo usiluje sam jesc, a w miedzyczasie go karm. Tak samo z kanapkami,
                  daj mu kawaleczki, zeby sam sobie mogl jesc, a w przerwach, dawaj do gryzienia
                  sama. Moj Miki probuje jesc sam. Daje mu tylko np po 2-3 kawalki sera, czy
                  wedliny, czy chleba, czy kurczka, i dokladam, jak ma wiecej wtedy zaczyna bawic
                  sie jedzeniem. Do miseczki tez daje tylko odrobine, wieksza miseczke, mam przy
                  sobie na stole.

                  Poza tym, ja zauwazylam, ze jak MIki je z nami, albo nawet ze mna, tzn. ze my
                  tez wtedy jemy, to znacznie lepiej je. Najlepiej zjada jak jest cala rodzina
                  przy stole, a ja mu daje po kawalku obiadu na tace.

                  Powodzenia. dobrze Ci idzie. smile
                  • kura17 zabawa jedzeniem... 05.01.06, 15:56
                    jestesmy po kolejnym posilku...
                    ... maly dostal do malej miseczki lyzeczke kaszki, ktora jedlismy i lyzeczke.
                    karmienie poszlo jak z platka, maly grzebal w swojej miseczce (ale nie lyzeczka,
                    lapkami) i otwieral buzie szeroko i szybko...
                    ... tylko mam znow problem... bo niby czym sie rozni zabawa/zabawianie przy
                    jedzeniu od zabawy jedzeniem w trakcie?... on NIE probuje jesc, wklada lapki do
                    kaszki i grzebie... potem je oglada... jakos mam mieszane uczucia z tym dawaniem
                    jedzenia... a z drugiej strony kiedys musi zakapowac, ze moze jesc sam... na
                    razie sam je "ciasteczko" ryzowe i ryz dmuchany, innych rzeczy nie je sam (np
                    pokrojonych w kosteczke warzyw czy skorki chleba... bawi sie, ale nie je...)

                    co myslicie o tych zabawach jedzeniem? widze, ze wiekszosc jest za... ale czy to
                    na pewno dobrze? tak jak pisze, jak dam na mala miseczke jedzenie do zabawy, to
                    nie ma problemow z jedzeniem (jesli jest glodny, jesli nie - odpuszczam). tylko
                    czy zabawy jedzeniem roznia sie od innych zabaw? to mnie "dreczy"...
                    napiszcie cos szybko, bo nie chce synkowi wprowadzac zbyt duzo zametu - raz
                    pozwolic, a potem nie bawic sie jedzeniem... wink
                    • myelegans Re: zabawa jedzeniem... 05.01.06, 18:09
                      Nie mysle, ze wprowadzasz mu zamieszanie. Co innego zabawianie w celu
                      odciagniecia uwagi od jedzenia, co innego zabawa jedzeniem. To jest czesc
                      rozwoju i eksploracji srodowiska, wiele dzieci najpierw rozmazuje jedzenie po
                      sobie zanim zacznie jesc. Dokladnie, kiedys zakapuje ze musi jesc sam, zaczyna
                      sie od mieszania w misce, pozniej dojdzie wkladanie lyzeczki do buzi, ktorej
                      zawartosc i tak juz jest na sliniaku. U nas tez tak zaczynalismy i teraz moj 16-
                      miesieczniak, musi juz miec swoja lyzke, probuje nia jesc, albo nadal rozmauje
                      i, bada "strukture molekularna" kaszki itp.
                      One w ten sposob sie ucza i ja bym mu tego nie zabraniala, ale z drugiej strony
                      nie mam patentu na madrosc smile
                      • moofka Re: zabawa jedzeniem... 05.01.06, 18:35
                        pewnie,ze pozwalac
                        na nauke manier przyjdzie czas, kiedy odkruje radosc z jedzenia
                        jak tu jesc w spokoju jak cie caly czas strofują, ze brzydko jesz? tongue_out
                        siedmiolatek jedzacy zupe rekami pewnie by usluszal ode mnie jakas uwage,
                        niemowle na pewno nie smile
                        przypomnialam sobie, ze jednym z ulubionym zajec mojego synka bylo
                        przepuszczanie miekkiego jedzenia przez zacisniete paluszki, z apetycznym
                        dzwiekiem mlaź mlaź wyłaziło spomiedzy malenkich paluszków a on sie cieszyl i
                        wyjadał tongue_outPP
                        • kura17 Re: zabawa jedzeniem... 05.01.06, 20:48
                          no jesli bede dawac synkowi jedzenie do zabawy, to klopoty z jedzeniem znikna -
                          z jakiegos powodu on to uwielbia smile i otwiera wtedy buzie przepieknie smile

                          dzieki i napisze znowu, jak cos mi maluch zmaluje wink
                          • zeb1 Re: zabawa jedzeniem... 06.01.06, 14:48
                            Większość z Was pisze, ze jak nie chce jesc to nie zmuszacie az do nastepnego
                            posiłku. I tu mam pytanie czy jesli moj synek nie zje obiadu to mam mu go dac na
                            nastepny posiłek czy całkiem odpuscic a następny posiłek wg "rozkładu". Nastepny
                            posiłek to zazwyczaj jakis deserek. Czy pozbawiac go deserku a dac obiad? Obiad
                            to chyba podstawtoy posiłek w ciągu dnia dlatego mam delemat czy z niego rezygnowac.

                            Pozdrawiam, Aneta i trio
                            • kura17 Re: zabawa jedzeniem... 07.01.06, 20:46
                              ja bym jednak obiad podala. chyba, ze maluchy strajkuja konkretnie na warzywa!
                              moj syn tak mial - przez jakies 2 tygodnie zadnych obiadow nie chcial ruszyc, a
                              jak wtedy dawalam mleko lub kaszke (ale nic slodkiego), to wcinal z apetytem...
                              moze spobuj podac kaszke/mleko zamiast obiadu i zobaczysz, czy wtedy zjedza.
                              jesli tak - tzn pewnie masz strach na warzywa... wtedy najlepiej odpuscic na
                              jakis czas, nie dawac, i co kilka dni sprawdzac, czy strajk minal...
                              ja przemycalam warzywa w owocach do kaszki - jablko/gruszka/rodzynki+marchewka
                              lub dynia lub buraczek... zoltko dodawalam do kaszki, a mieso dawalam w zupie
                              jablkowej. potem do jablka dodawalam inne warzywa i po jakims czasie znow jadl
                              wszytsko smile
                        • i.r a co powiecie na to... 06.01.06, 23:28
                          Moj mąż stwierdzil, że skoro nasz 1,9mczny synek jest niejadkiem, to nalezy
                          powrocic do butli z kasza - a zostal odzwyczajony od butelek i smoczkow chyba
                          jakies 4mce temu !!!!
                          Kazdy je tyle, ile potrzebuje. Tymek np. wypija hektolitry przeroznych
                          ziolowych herbatek, rowniez tych na poprawe apetytu wink. Przy jedzeniu trzeba go
                          zagadywac i pokazywac ksiazeczki.... niania, niestety, potrafi stac z nim w
                          oknie i opisywac dym z komina, zeby tylko wcisnac mu zupke. Dla mnie ten cyrk
                          jest bez sensu, widze, ze nakreca sie taka spiralka - im wiecej sie skacze
                          wokol niego, tym bardziej on nie je. Wiec postanowialm, ze jak czegos nie zje,
                          to stoi to na stole i juz. Powoli dziala, tylko to podgrzewanie jest troche
                          wkurzajace.
                          Ja tez bylam niejadkiem, jakos przezylam, problemow z nadwaga czy zdrowiem nie
                          mam. Moja siostra natomiast miala etap w zyciu jako kilkulatka, kiedy wygladala
                          jak utuczone prosie. Efekt - wieczne zmagania z nadmairem kilogramow, rozstepy
                          na skorze niemal wszedzie, niejedrne cialo.
                      • zeb1 Re: zabawa jedzeniem... 05.01.06, 18:41
                        KURA - gratuluje sukcesu i wygranej walki z "zabawiaczami". Masz racje, ze sie
                        juz spotkałysmy. Tez kilka dni temu wprowadziłam metode własnej miseczki i
                        łyzeczki, ale skutkowała tylko 2-3 dni. Zjadał błyskawicznie a buzie otwierał
                        jak robot, nie wiem czy on w ogóle wiedział, ze cos je. Potem juz sie nudził i
                        wyrzucał miske poza krzesełko, wiec postanowiłam zaprzestac samodzielnego
                        jedzenia. Tez miałam mieszane uczucia czy zabawa zabawkami to nie jest to samo
                        co zabawa jedzeniem. Mysle, ze to to samo, ale po wypowiedzi MYELEGANS sam juz
                        nie wiem. Może to faktycznie taki etap rozwoju. W każdym bądż razie, dałam sobie
                        luz i jak nie chce to nie wciskam. U mnie największy kłopot jest z obiadem,
                        pozostałe posiłki je w miare dobrze. Cała trójka potrafi sama jesć kanapki,
                        skórki od chleba, owoce w kawłku w rączce, ciasteczka itp. Poczekam i zobacze.

                        Pozdrawiam, aneta i trio
                        • kura17 Re: zabawa jedzeniem... 05.01.06, 20:45
                          wiesz, ja nie zmuszam, jak naprawde widze, ze nie ma ochoty albo nie jest
                          glodny. ale czasem widze, ze jest glodny, ale taki rozkojarzony, ze bez
                          zabawiaczy nie zje... ale juz tak nie bedzie! wink staram sie byc dzielna smile
                          miseczki z jedzeniem tez staram sie nie dawac od razu... ale jednak daje, bo mam
                          wrazenie, ze to dla niego jednak jest wazne i to poznawanie swiata... bylo mi go
                          dzis zal, jak mowilam "nie, jemy a nie bawimy sie" w kolko i glaskalam po
                          glowie, bo poplakiwal... a jak udalo mi sie dac mu lyzeczke kaszki do buzi, to
                          od razu przypominal sobie, ze jest glodny i nastepne kilka zjadal
                          blyskawicznie... a potem znow sie nudzil...

                          ... ja mam takie cyrki z jednym smykiem, nie wyobrazam sobie, jak Ty sobie z
                          calym trio radzisz!!!
                          • myelegans Re: zabawa jedzeniem... 06.01.06, 15:37
                            Zeb1, ja z tym czekaniem do nastepnego posilku to robie tak. Jak odmowi obiadu,
                            (u mnie jest najczesciej jednodaniowy: albo zupa smietnik z wkladka miesna,
                            albo drugie danie w miesem, warzywami i jakas skrobia), to dostaje ten obiad na
                            nastepny posilek, bo to bardziej wartosciowe odzywczo niz deser, po obiedzie
                            ewentualnie daje np kawalek owoca. Zdarza sie nam jesc obiad na kolacje czyli
                            rboi sie obiadokolacja, ale my tez jemy obiadokolacje bo oboje pracujemy. Jak
                            odmowi sniadania, to dostaje nastepny posilek obiad. Tez odkrylam, ze jak nie
                            pojada pomiedzy posilkami, to apetyty ma lepszy. Ojejku, to Ty musisz miec
                            pelne rece roboty z trzeba buziami i 3 parami rak do poskromienia smile

                            kura, no ja to troche intuicyjnie robie, jak widze, ze maly grzebie w miseczce
                            lyzeczka, oddziela ziarno od plew, to znaczy, ze odkrywa i eksperymentuje, ale
                            jak np wczoraj wykatapultowal cala lyzke zupy na podloge i odkryl, ze to pyszna
                            zabawa, to odebralam lyzeczke, bo to juz pozniej robil to dla efektu, czyli
                            czekal na moje "nie wolno", usmiechal sie, wkladal lyzeczke, katapulta,
                            rzesisty smiech i czekanie na moja reakcje. Czasami rzeczywiscie te pierwszza
                            lyzka trzeba zainteresowac, jak poczuje smak, to najczesciej zaskakuje i skupia
                            sie na jedzeniu.
    • mama-zuzi Bieganie za dzieckiem z jedzeniem- tak 06.01.06, 21:11
      Niestety podobnie jak założycielka wątku biegam/zabawiam młodą przy prawie każdym posiłku. Od urodzenia córcia była niejadkiem- spała po 3 godzinki, budziła się na przewijanie i zasypiała przy piersi (zaledwie po kilku łyczkach). W nocy przesypiała po 8 godzin bez potrzeby jedzenia. Już wtedy zastanawiałam się jakim cudem jej to wystarcza. Potem posiłki Zuzi wcale nie były większe- zjadała po pół małego słoiczka a gotowanym przeze mnie jedzeniem pluła i wcale go nie chciała. W związku z tym, że urodziła się mała a potem też niewiele przybierała na wadze, zaczęłam starać się, aby zjadała jak najwięcej. Niestety do dziś jedzenie jest koszmarem, choć córka ma 2,5 roku. Gdy Zuzanka dostaje do ręki kromeczkę, to biega i zapomina o jedzeniu- chlebek najczęściej ląduje gdzieś na meblach albo na kzesełku. Gdy ją sadzam przy stoliku, żeby zjadła siedząc spokojnie, to jest najedzona na sam widok posiłku, albo najdalej po 2 kęsach. Ktoś mi powie, że być może akurat nie ma na coś ochoty. Pytałam niunię co chce i dawałam jej to- bez efektu. Raz spróbowałam nie wciskać, to nic nie jadła cały dzień (ewentualnie skórkę suchego chleba, bo z masełkiem też był niedobry) a w nocy budziła się z płaczem gryząc z głodu rączki. Oczywiście skończyło się nocnym wciskaniem chlebka, żeby tylko dziecko cokolwiek zjadło i spało. Nie pomaga jedzenie przy dzieciach (córka chodzi do przedszkola i też nie chce tam jeść). Wspólne posiłki zdarzają się u nas rzadko, bo taką mamy pracę. Zresztą nawet gdy w końcu jemy razem, to i tak nie pomaga. Najlepszym sposobem na nakarmienie Zuzi jest włączenie bajki lub pozwolenie jej na zabawę i karmienie jej w międzyczasie. Oczywiście, gdy faktycznie ma dosyć to nic jej nie pomoże i wtedy też więcej nie wciskam. Muszę też dodać, że karmiona przy bajkach czy zabawie córeczka zjada naprawdę sporo i stąd wiem, że kawałek suchego chlebka na śniadanie, 2 łyżki zupy czy kiszony ogórek na obiad raczej by jej nie wystarczyły. Nie obawiam się też o nadwagę mojej małej, bo jest szczuplutka (ledwo 25 centyl) a poza tym gdy jest najedzona to nie tknie nic, nawet kawałka słodkiego.
      Pozdrawiam i życzę wszystkim mamom niejadków wytrwałości w karmieniu swoich pociech.
      • kura17 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem- tak 07.01.06, 20:53
        uwazam, ze bajki to kiepski pomysl sad mam w rodzinie taki przypadek - chlopiec
        ma 12 lat (sic!) i je wylacznie przy telewizji lub ganiajac po domu (ale jak je
        to, co lubi, czyli albo chleb z nutella, albo z ketchupem albo z vegeta...).
        inne rzeczy je ewentualnie karmiony przez mame (tez przy telewizji, oczywiscie).
        nie ma obiadu, zeby zjadl normalnie przy stole sad byl kiedys u mnie z wizyta
        przez tydzien i niedobrze mi sie robilo, jak patrzylam na niego sad kazdy jego
        posilek to byl dla mnie stres...
        • aniaoskar Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem- tak 09.01.06, 13:14
          kura17 napisała:

          > uwazam, ze bajki to kiepski pomysl sad mam w rodzinie taki przypadek - chlopiec
          > ma 12 lat (sic!) i je wylacznie przy telewizji lub ganiajac po domu (ale jak
          je
          > to, co lubi, czyli albo chleb z nutella, albo z ketchupem albo z vegeta...).
          > inne rzeczy je ewentualnie karmiony przez mame (tez przy telewizji,
          oczywiscie)
          > .
          > nie ma obiadu, zeby zjadl normalnie przy stole sad byl kiedys u mnie z wizyta
          > przez tydzien i niedobrze mi sie robilo, jak patrzylam na niego sad kazdy jego
          > posilek to byl dla mnie stres...

          Czesc. Przeczytalam ten watek i sie troche przestraszylam. Mam synka 1,4m i
          wlasnie Go karmie przy wlaczonym tv i wtedy szybko,ladnie zjada cala porcje.Bo
          inaczej nie da rady.Myslalam,jak czym starsze dziecko to bedzie lepiej i ok,bo
          bedzie wiecej rozumial.Dzisiaj posadzilam malego w kuchni i moze zjadl 3
          lyzeczki z wielkim placzem,chcial wyjsc z krzeselka.
          Tragedia!
          Pozdrawiam.
          • kura17 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem- tak 09.01.06, 13:57
            no wlasnie sad dlatego radzilabym jednak sprobowac nauczyc jesc bez tv juz teraz...
    • bbb21 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 06.01.06, 21:17
      mój syn jest młodszy od Twojego. Nie biegam za nim z jedzieniem. Był taki czas,
      że syn nie chciał zbyt wiele jeść, wstawał z krzesełka; odpuszczałam; za 2-3
      godziny dawałam owoc. Ale na samym początku powiedziałam sobie, że biegać za
      dzieckiem z jedzeniem nie będę. Zgłodnieje-sam się upomni; raz zje mniej,
      następnym razem więcej. Pzdr
      • zeb1 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 09.01.06, 15:48
        U nas bez zmian. Nadal bez zabawiania itp. synek nic nie chce jesc. Próbowałam
        robic papki, podawac oddzielnie mięsko i ziemniaki i nawet zupke z butli, i
        efekt ten sam. Ale dzis sobie przypomniałam, ze kilka dni temu w porze obiadu
        bylismy na wyjeżdzie i dałam im kasze z butli. Zjedli bardzo chętnie i chcieli
        jeszcze, nawet ten co zawsze strajkuje. Czyli sa głodne w porze obiadu. Może na
        ten czas buntu dawac na obiad kasze? Juz sama nie wiem co robic, chyba w obliczu
        rozpaczy zaczne biegac za nimi z jedzeniem, bo wtedy na 100% zjedzą.

        Pozdrawiam, Aneta i trio
        • kura17 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 10.01.06, 10:16
          Aneta, ja proponuje 2 rozwiazania:
          - dac kasze (a moze lepiej mleko? nie wiem, ile Twoje smyki potrzebuja, ja
          swojemu dawalam mleko, bo duuuuzo kaszy je i duuuuzy i ciezkli jest wink, ALE bez
          zabawiania (i jesli kasza, to NIE z butlki, a lyzeczka); jesli nie chce kaszy
          bez zabawiania, NIE DAC i przetrzymac do nastepnego posilku. ja tak zrobilam i
          jas zalapal bardzo szybko. teraz daje mu sie tylko bawic jedzeniem (masakra...),
          bo ponoc tak trzeba...
          - jesli nei chce kaszki bez zabawiania, to wrocic do zup i tez probowac bez
          zabawiania. nie zje - poczekac do nastepnego posilku. jak juz pisalam, moj
          zalapal szybko (jeden dzien)

          kasze bym dala, zeby sprawdzic, czy to bunt przeciw warzywom, czy "nudnemu"
          jedzeniu... albo dala warzywa w czasie innego posilku, ktory na razie ladnie
          jedza. to powinno zdeterminowac, o co chodzi (teoretycznie wink

          Zeb, wiem, ze dobrze sie teoretyzuje, heh... no i Ty masz 3 pociechy, nie
          jedna... powodzenia! postaraj sie nie biegac z jedzeniem. zdrowe dziecko nie
          zaglodzi sie...
          • aniaoskar Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 10.01.06, 14:29
            Hej.Ja juz drugi dzien karmie malego w kuchni przy stole bez tv. Wczorajsze
            sniadanie porazka, po 2 godzinach poczul glod,strasznie plakal.Szybko zrobilam
            Mu kanapke i ugotowalam jajko na miekko.Posadzilam Oskarka na zwyklym krzesle i
            jadl z apetytem,nawet sam wolal am am. Z obiadem bylo gorzej.A kolacja byla
            wesola. Siedzielismy przy stole,tatus oczywiscie z nami.Na kolacje byly
            paroweczki, dalam Mu do reki widelczyk a ja karmilam Go drugim i zaczal mnie
            nasladowac, wbijal widelcem w pokrojone parowki i sam jadl,bilismy brawo, On
            sie cieszyl i jadl dalej sam. A dzisiaj znowu porazka przy sniadaniu,strasznie
            sie krecil,plul,jadl 40min.
            Ile to trzeba miec cierpliwosci....
            Pozdrawiam. Ania
            • kika48 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 12.01.06, 22:32
              Witam,
              ja zaczynalam od zalożeń, ze nie będę zabawiać dziecka przy jedzeniu. Nawet
              zlościlam się na teściową jak latala z malą na rękach i ją karmila. Uważalam,że
              jedzenie to jedzenie a nie zabawa.
              Niestety życie nieco zweryfikowalo moje zalożenia. Mala b. kiepsko przybiera na
              wadze, ma kiepski apetyt i chcąc nie chcąc zaczęlam stosować krytykowane
              dotychczas przeze mnie metody: opowiadam, daję różne zabawki, bawię się a nawet
              oglądamy TV. Oby tylko zjadla.
              Sorry dziewczyny, ale dla mnie takie opinie typu: nic na sile, nie chce niech
              nie je, w końcu zglodnieje są w porządku w przypadku dziecki mających "jako-
              taki" apetyt. Malo która matka prawdziwego niejadka się z Wami zgodzi(ale mi
              się zrymowalo smile).
              Wydaje mi się, że jeśli nie macie w domu problemu z niejadkiem to nie wiecie
              jak to jest. I nie chodzi o to, że chcialabym miec grube dziecko. O NIE!!! Sama
              cale życie się odchudzam i zawsze uważalam ,że czym szczuplej tym lepiej. Ale
              bez przesady.W tej chwili bez względu jak bardzo jest to niewychowawcze będę
              zabawiać dziecko, po to żeby ZJADLA. Chcialabym po prostu, żeby mając ponad
              póltora roku osiągnęla 10 kg. Choć jak narazie się na to nie zanosi sad
              • myelegans Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 13.01.06, 04:20
                Moj synek ma 1.5 roku i wazy niecale 10kg, jest chudy i dlugi, i nie je wcale
                duzo, sam sobie reguluje ile chce zjesc. Jego rowiesnica w tym samym wieku wazy
                8800g i ani lekarz (nasz i drugiej mamy), ani rodzice nie robia z tego problemu.
                Dziecko jest zdrowe, prawidlowo sie rozwija.
                Nasz pediatra zreszta nam powiedzial, ze oni wola widziec w ich praktyce takie
                dzieci, niz te pulchniutkie paczuszki. 90% ludzi w tzw krajach cywilizowanych
                nie jest zadowolona ze swojej wagi. Wszyscy sie odchydzaja, nie dotyczy to tylko
                pokojow dzieciecych, jak dziecko chude, znaczy sie matka nie dba. Przeciez tu
                nie o tucz i cyferki chodzi.

                Zreszta popatrz na siebie, mowisz, ze musisz sie odchudzac. Czy juz nie
                ksztaltujesz nawykow jedzeniowych corki? NIe dajesz jej szansy, zeby poczula
                glod i go zaspokoila i po zaspokojeniu powiedziala "dziekuje, juz dosc". Takie
                oglupiacze-zabawiacze stoja temu na przeszkodzie, dziecko bedzie otwieralo
                mechaniczne buzie nawet nie zauwazajac co je. Daj jej szanse, moze Cie mile
                zaskoczyc.

                • iwpal Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 13.01.06, 08:35
                  Jeżeli dziecko jest niejadkiem, to tzreba przyjrzeć sie temu, co w ciągu dnia
                  zjada: moze za duzo soków typu kubuś (robią bagno w żoładku i nie ma potem
                  miejsca na nic innego), moze za dużo słodyczy, a moze dziecko ma jakiś typ
                  alergii pokarmowej i po prostu broni sie przed tym, co mu moze szkodzić. Zwykle
                  niejadek, to problem wtórny, a nakręca sie i utrwala z powodu całego "cyrku"
                  jaki jest robiony wokół jedzenia.
                  Często dzieci, które jedza zbyt dużo nabiału (mleko+danonek+kaszka+...) nie
                  chcą jesć innych rzeczy, bo mleko zagęszcza śluz w organizmie i powoduje
                  zaburzenia poczucia smaku. Po odstawieniu mlecznych rzeczy dzieci-niejadki
                  zaczynają nagle jeść inne rzeczy.
              • wana Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 13.01.06, 09:11
                Nie do końca masz rację. Ja jestem mamą niejadka, panny, która mając 7 lat waży
                20 kg, ale mając rok ważyła 9 kg. Ula może żyć powietyrzem. Jest zdrowa, a ja
                wyszłam z założenia, że sama wie, co jest jej potrzebne, jak nie je, to
                widocznie nie chce. I żadnych dopychaczy. I co? Mam święty spokój, Ula rozwija
                się prawidłowo, choć wg powszechnej opinii jest niejadkiem. Mam porównanie, bo
                Julenio (teraz 2 lata) jest przeciwieństwem Uli. Poprostu dzieci są różne, a
                zabawianie może przyczynić się do wykształcenia nieprawidłowych nawyków
                żywieniowych. Jeżeli masz zdrowe dziecko, które rozwija się prawidłowo, to
                odpuść sobie, widocznie taka jeso uroda.
                Pozdrawiam
                wana
                • mama-zuzi Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 13.01.06, 22:33
                  Łatwo powiedzieć "odpuść sobie". Jeśli dziecko jest marudne, bo głodne, ale mimo tego nie chce jeść, to jak sobie odpuścić? Skąd wiadomo, że to głód, a nie np. nuda- po prostu jak nakarmię niunię to staje się radosna i przestaje płakać bez powodu. Ciężko jest pozwolić maluchowi na niejedzenie, zwłaszcza gdy widać mu wszystkie żebra i prawie do każdych spodni trzeba wciągać gumkę a gdy nie zje to bezustannie płacze o wszystko.
                  Chyba jednak wolę wyrabiać w dziecku złe nawyki niż doprowadzić je do anemii sad
                  Pozdrawiam.
                • kika48 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 13.01.06, 22:35
                  Nie wiem sama. Caly czas staram się nie popelniać blędów czyli np. mala nie
                  pije soczków, chyba że dopiero późnym popoludniem, po "ladnie" zjedzonym
                  obiadku. Nie jada kaszek - bo nie lubi, mleko pije 1 dziennie, nie daję jej
                  zapychaczy nawet chrupek kukurydzianych,nie zaznala smaku slodyczy.
                  Przestrzegam godzin jedzenia, pilnuję rytualów, a przy okazji w morfologii
                  wychodzi nam anemia. I cóż ja wolę mimo wszystko, mimo Waszch argumentów, z
                  którymi generalnie nie można się nie zgodzić, "skrzywić" jej nawyki żywieniowe
                  i dać obiad niż sprawdzać ile czasu moje dziecko wytrzyma żyjąc samym
                  powietrzem, a wiem, że wytrzyma dluuuugo.
                  ALe jak bylo to pisane na forum 50 000 000 000 razy każdy ma swoje zdanie,
                  swoje zasady i poglądy. Ja - biegam, ktoś inny - nie i ok - kwestia
                  podejścia...
                  • iwpal Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 13.01.06, 22:51
                    Anemia nie jest z powodu ilości, tylko jakości. Sprawdź czy jecie to co zawiera
                    dużo żelaza, bo moze masz jakiś błąd dietetyczny, albo ona ma generalnie
                    problem z przyswajaniem zelaza. To jest do zbadania.
                    • kika48 Re: Bieganie za dzieckiem z jedzeniem 13.01.06, 23:05
                      Iwono,
                      nie wiem czy się ze mną zgodzisz, ale jeżeli dziecko generalnie nie ma w
                      zwyczaju jeść, to bez względu na jakość podawanych posilków, jesli nie są
                      zjedzone, to żelazo nie zostanie przyswojone. Ja nie zmuszam malej ,żeby jadla
                      nie wiem jak wielkie ilości, pilnuję tylko, żeby zjadla obiad- kawalek mięsa
                      czy ryby mogę nawet pozabawiać. Nie wmuszam w nią na silę jedzenia- pokazuję
                      zabawki i opowiadam,żeby zająć jej uwagę,a kiedy mówi "NIE" to kończymy posilek.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja