hedonista.oswiecony 26.12.05, 12:38 To, że wszyscy (prawie) kochają swoje dzieci to nie wątpię ale mam wrażenie, że wielu z nas choć je kocha ich nie lubi... a czy miłość bez lubienia wystarczy? HO Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
kwiaaatek1 Re: kochamy, ale czy lubimy? 26.12.05, 12:48 nie każda matka kocha swoje dziecko,nawet w jednej rodzinie jedne dzieci są kochane,inne nie,jedne bardziej akceptowane,inne mniej.trzeba się starać wychowywać tak,aby dziecko nigdy nie poczuło,że jest niekochane Odpowiedz Link Zgłoś
vinca Re: kochamy, ale czy lubimy? 26.12.05, 16:10 Jesli kocha to chociaz wiadomo, że krzywdy nie zrobi. Odpowiedz Link Zgłoś
grzalka Re: kochamy, ale czy lubimy? 26.12.05, 17:54 ja swoje lubię, bo fajne są, chociaż dwoje bardziej mnie denerwuje niż to trzecie Odpowiedz Link Zgłoś
mama.ludzika Re: kochamy, ale czy lubimy? 26.12.05, 18:50 To, że wszyscy (prawie) kochają swoje dzieci to nie wątpię ale mam wrażenie, > że wielu z nas choć je kocha ich nie lubi... a czy miłość bez lubienia > wystarczy? Nie wystarczy. Wiem co mówię, bo byłam "tylko" kochana. Co prawda w słowie "kochać", automatycznie powinno zawierać się słowo "lubić", jednak miłość macierzyńska (odnosząca sie do obydwojga rodziców!) przede wszystkim kojarzy mi się z instynktem macierzyńskim. Jest to: dbanie o potomstwo, odziewanie, chronienie, karmienie, zabezpieczanie przyszłości. Kochanie dziecka tak naprawdę to żadna zasługa...kocha się za nic...za to, kim dziecko jest (jest moje, więc je kocham) Natomiast "lubienie" to już jakiś wysiłek, jakaś zasługa dziecka, bo przecież lubi się za to, nie KIM, lecz JAKIM się jest. W "lubieniu" zawiera się przyjemność przebywania ze sobą, rozmawiania, nadawanie na tej samej fali. Lubienie, tak jak ja to rozumiem, to budowanie emocjomalnej więzi z dzieckiem, przekazywanie sygnału, że dziecko jest akceptowane, wartościowe, traktowane poważnie i partnersko. Bez tego "miłość macierzyńska" to zimny wychów cieląt...że tak się wyrażę. Ciekawe, co Wy na to? (oczywiście wszystko zależy od tego, jak rozumie się ww definicje) Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony Re: kochamy, ale czy lubimy? 26.12.05, 20:13 o coś takiego mi właśnie chodzi, lubienie wymaga wysiłku bo dziecko mamy takie jakie mamy i już. Wśród znajomych, przyjaciół możemy wybrać sobie osoby, które bardziej lubimy, wśród dzieci wybór raczej niewskazany jest. Obserwując wielu rodziców myślę, że nie wszyscy z nich lubią swoje dzieci choć je kochają, a nie lubiąc ich raczej nie przepadają za spędzaniem z nimi czasu. Przyznam, iż pewne cechy dziecka mogą czasami drażnić i osłabiać, ale to do rodzica należy wysiłek, to on się powinien starać i kombinować bo jest w tym układzie dojrzalszy (przynajmniej powinien). Rodzic powinien znaleźć sposób na lubienie swego dziecka, zainteresować się nim, a nie tylko ocenami w szkole. kłaniam się, HO Odpowiedz Link Zgłoś
bziu2 Re: kochamy, ale czy lubimy? 27.12.05, 08:16 Tak sie nad tym zastanawiam. Wydaje mi sie, ze to naturalne, ze swoje dziecko kochamy i lubimy. Jakos nie moge sobie wyobrazic zeby bylo inaczej. Wydaje mi sie dziwne zeby nie lubic swojego dziecka... Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony Re: kochamy, ale czy lubimy? 27.12.05, 09:55 bziu2 napisała: > Wydaje mi > sie dziwne zeby nie lubic swojego dziecka... o bo jest to dziwne, ale tak bywa niestety... jedyne co takie dziecko otrzymuje od rodziców to ciągłe pouczanie i opieprzanie... nie znasz takich? Odpowiedz Link Zgłoś
slawek73 Re: kochamy, ale czy lubimy? 27.12.05, 10:28 Bez urazy brachu ale chrzanisz jak potłuczony. Nie mozna kochać i nie lubić. Tyle, że miłość czasami różnie bywa okazywana. I tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony Re: kochamy, ale czy lubimy? 27.12.05, 10:38 może za mało znasz życie ludzi kolego... albo przydałaby się chwila refleksji... Odpowiedz Link Zgłoś
monika19782 Re: kochamy, ale czy lubimy? 27.12.05, 10:41 Znam rodziców którzy wręcz uwielbiaja swoje dzieci i znam takich co poszli do pracy w hipermarkecie na 2 zmiany chociaż nie musieli bo nie mogli juz z dziećmi wytrzymać, wszystko jest mozliwe niestety Odpowiedz Link Zgłoś
slawek73 Re: kochamy, ale czy lubimy? 27.12.05, 10:49 monika19782 napisała: > znam takich co poszli do pracy w hipermarkecie na 2 zmiany chociaż nie musieli bo nie mogli juz z dziećmi wytrzymać, Buchachacha!!! Tak ci powiedzieli? To musieli mieć w domu demony a nie dzieciaczki.... Dwie zmiany w hipermarkecie hahahaha!!! Zeby uciec od dzieci hahahahah!! A moze zwyczajnie potrzebowali pieniędzy zeby te "potwory" wyzywić? Mysl dziewczno! Myśl! Odpowiedz Link Zgłoś
monika19782 Re: kochamy, ale czy lubimy? 27.12.05, 11:20 Wyobrax sobie że właśnie tak powiedziała, mnie to zszokowało bo dzieci wcale nie są demonami i nie chodziło o pieniadze bo mąż za granicą bardzo dobrze zarabia i pieniadze przesyła a dzieci w ten sposób były cały dzień bo do 22 z opiekunką która gotowała kompała usypiała a matka zadowolona że w końcu wyszła do ludzi, widac bardzo mało w zyciu widziałeś i strasznie ograniczony jesteś, wspólczuję Odpowiedz Link Zgłoś
kacha.bacha Re: kochamy, ale czy lubimy? 27.12.05, 14:55 Znam dziewczynę która twierdzi, że kocha swojego synka, uwielbia i świata nie widzi poza nim. Pracuje od 9 do 17, mało czasu z nim spędza (myślę, że jej to pasuje). Dziecko wychowuje krzykiem i rozpieszczaniem, wyśmiewa (że się wstydzi obcych, że dzikus). Same skrajności. Chłopak szuka akceptacji, bywa bardzo niegrzeczny. Myślę, że to jest taka niby miłość, bez lubienia. Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony Re: kochamy, ale czy lubimy? 27.12.05, 10:59 widzę to w ten sposób, że miłość do dziecka jest po prostu biologiczna, a lubienie odnosi się do cech, do zachowania, charakteru, tego się nie wybiera i ma się na to moim zdaniem dość ograniczony wpływ. Obserwuję także, że są rodzice, którzy spędzają z dziećmi b. mało czasu (z różnych powodów) i potem po prostu nie znają swych dzieci... więc jak mają je lubić? kłaniam się, HO Odpowiedz Link Zgłoś
slawek73 Re: kochamy, ale czy lubimy? 27.12.05, 10:45 hedonista.oswiecony napisał: > może za mało znasz życie ludzi kolego... albo przydałaby się chwila refleksji.. > . > Swoje ew. przypuszczenia zachowaj dla siebie, bo nie wiesz co wiem a czego nie wiem. I przestań bełkotać o jakichś refleksjach bo to "życie ludzi" jest cholernym konkretem - stawianie jakiś absurdalnych pytań i udzielanie na nie równie bezsensownych odpowiedzi nowej jakości w to zycie nie wniesie. Niepotrzebnie sie egzaltujesz chłopcze. Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony Re: kochamy, ale czy lubimy? 27.12.05, 10:56 slawek73 napisał: > I przestań bełkotać o jakichś refleksjach bo to "życie ludzi" jest > cholernym konkretem - stawianie jakiś absurdalnych pytań i udzielanie na nie > równie bezsensownych odpowiedzi nowej jakości w to zycie nie wniesie. > Niepotrzebnie sie egzaltujesz chłopcze. nie gniewaj się kolego, ale nie będę z Tobą rozmawiał... Odpowiedz Link Zgłoś
slawek73 Re: kochamy, ale czy lubimy? 27.12.05, 11:03 hedonista.oswiecony napisał: > slawek73 napisał: > > > I przestań bełkotać o jakichś refleksjach bo to "życie ludzi" jest > > cholernym konkretem - stawianie jakiś absurdalnych pytań i udzielanie na > nie > > równie bezsensownych odpowiedzi nowej jakości w to zycie nie wniesie. > > Niepotrzebnie sie egzaltujesz chłopcze. > > nie gniewaj się kolego, ale nie będę z Tobą rozmawiał... > > Jakos mnie to nie martwi Zejdz na ziemię chłopie, im mniej ględzenia tym lepiej. I jeszcze jedno - nieco mniej epatuj swoimi wzorowymi ojcowskimi zachowaniami (vide topik o klapsach - ten dłuzszy)bo trąci to takim jakimś dziwnym zarozumialstwem lub próbą dowartościowania się - badz dla swojej córki ojcem - mężczyzną.... Ma 9 lat prawda? niech widzi w tobie tatę przez duże T a nie sfrustrowanego facecika żalacego sie na blogu na rzeczywistość i nieustannie miedlącego w ustach wyraz "hedonizm". Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
steffa Re: kochamy, ale czy lubimy? 27.12.05, 22:34 Już jako dziecko to odkryłam Że kocham babcię, ale jej nie lubię. Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony Re: kochamy, ale czy lubimy? 27.12.05, 22:41 zatem jest coś na rzeczy... myślę sobie jeszcze, że ogólnie dla trwałości związków (opuszczając relację rodzice-dzieci) lubienie jest ważniejsze od miłości, bo miłość czasem pomylić można z pociągiem seksualnym i jak wygaśnie jego natężenie to co nam zostaje bez lubienia? kłaniam się HO Odpowiedz Link Zgłoś
alba27 Re: kochamy, ale czy lubimy? 27.12.05, 11:24 ja moje uwielbiam!!!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony Re: kochamy, ale czy lubimy? 27.12.05, 11:29 alba27 napisała: > ja moje uwielbiam!!!!!!!!!!!!!!!!!! i to jest śliczne... ja moje też, ale bywają sytuacje kiedy się muszę zastanowić co dalej z tym fantem. Ostatnio moja córa ma fazę na "nudzi mi się"... czasem zgrzytam zębami... Odpowiedz Link Zgłoś
moofka Re: kochamy, ale czy lubimy? 27.12.05, 18:31 ja owszem bardzo jest uroczym dowcipnym facetem z fantazją ułańską jest madry i wrazliwy, rozumiemy sie bardzo dobrze ma dwa i pół roku - a to lubienie przyszło mi chyba z czasem złoty nie jest, nieraz mnie wkurzy, zresztą ja pewnie tez nie jestem Odpowiedz Link Zgłoś
pesteczka5 Re: kochamy, ale czy lubimy? 28.12.05, 00:44 Od zawsze widzę problem. Zgadzam się z HO w całej rozciągłości, a obserwuję rodziców z racji zawodu niemało. No i sama dzieci mam Te wszystkie matki, ciągające dzieci po specjalistach, z uporem godnym lepszej sprawy zmuszajce dzieci do płukania zdrowego gardłą solą, na pytanie "a boli ją to gardło?" odpowiadające "ja z nią nie dyskutuję na takie tematy!", przepytujące z lekcji, a czy dzień dobry powiedziałeś, a czy byłes grzeczny, a cicho siedź, a on MI ciągle choruje, no i zwymiotował MI itd. Jak najbardziej wielu rodziców NIE LUBI swoich dzieci, nie uważa za LUDZI godnych uwagi, szacunku, a tylko materiał do uciążliwego obrobienia. Do odchowania, ufff, a nie wychowania. Myślę, że dla dziecka komunikat - jesteś tak fajnym kimś, że lubię z Tobą spędzać czas, dobrze się bawię w Twoim towarzystwie, interesuje mnie, że ta bluza cię gryzie, skoro tak, możemy ją odłożyć - jest czymś bezcennym. I że dzieci to bezbłędnie czują. Odpowiedz Link Zgłoś
babe007 Re: kochamy, ale czy lubimy? 28.12.05, 10:14 A ja pewnie zostanę za chwilę zlinczowana, ale przyznam się, że czasami nie lubię swojego syna (chociaż kocham go bardzo, bardzo). Dzieci to poprostu trochę mniejsi ludzie, którzy mają swój charakter - nie zawsze łatwy. Co powiecie na 11-latka (trudny wiek), który ma dni, że tylko otwiera oczy i wszystko jest na nie. Nie takie śniadanie, nie takie ubranie, nie będzie pakował plecaka, a buty są beznadziejne i nie będzie ich wiązał. Do każdego polecenia jakiś komentarz pod nosem. No poprostu koszmar. W takie dni poważnie zastanawiam sie nad tym czy go lubię. Ale kiedy wieczorem przychodzi i przytula się do mnie - wtedy moje serce się rozpływa... Odpowiedz Link Zgłoś
hedonista.oswiecony ja Cię na pewno nie zlinczuję 28.12.05, 11:15 tylko przyznanie się do swoich emocji umożliwia poradzenie sobie z nimi. Ja też miewam sytuacje kiedy nie lubię swojej córki za pewne cechy i zachowania. Wtedy przede wszystkim staram się pamiętać, że to tylko jedna z cech i że prócz tej ma wiele innych fajnych. Staram się jakoś te złe zneutralizować. Ale jak trafiam na opór i jej zły humor to najczęściej się okazuje, że problem leży kompletnie gdzie indziej, że to z zupełnie innych powodów tak jest i jedyne co pomaga to próba do tego prawdziwego problemu dotarcia. Czasem to jest choroba. Już się rozwijająca, kiełkująca, niejawna, ale objawiająca się tak wrednym zachowaniem, że jakby to było obce to bym rodziców od czci i wiary odsądził, a tak trzeba przez to przejść. Najbardziej wtedy pomaga rozmowa i skupienie się na tym co dziecko czuje choć nie jest łatwo bo dzieci A przecie i ja nie jestem ideał Trochę mnie nauczył przykład mojej szwagierki. Jej syn bywał czasem okropnie nieznośny (wtedy lat 5). Całym swoim zachowaniem "starał się" nam dowalić. Ja wtedy jeszcze bezdzietny wywalałem go i nie odzywałem się aż mu przejdzie. Przyznam teraz, że było wtedy we mnie pełno niechęci do niego. Szwagierka po powrocie z pracy usłyszała moją wersję wydarzeń. Nic nie odrzekła tylko brała swego syna na stronę i... tuliła go, głaskała, rozmawiała z nim po cichu nie wiem o czym, ale chłopak po pół godzinie ćwierkał, tryskał radością i energią Totalna przemiana. Ona potrafiła go otworzyć i dowiedzieć się o co naprawdę chodzi. Nie jest łatwo słuchać dzieci, ale bardzo warto. Ciągle się uczę... kłaniam się, HO Odpowiedz Link Zgłoś
cynta Re: kochamy, ale czy lubimy? 28.12.05, 14:04 Wydaje mi sie ze latwiej jest chwilowo nie lubic dzieci niepodobnych do nas samych. Ja mam 4 dzieci i widze juz pewien schemat. Jezeli dziecko jest bardzo rozne od nas to trudniej jest sie zdobyc na akceptacje takich cech charakteru jakich sami nie reprezentujemy, np. dziecko z natury leniwe, kiedy sami jestesmy wulkanem energi, dziecko o zamilowaniu do dziedziny ktorej sami nie uwazamy za godna naszego zainteresowania. I moze tak sie zdarzyc ze dziecko na stale bedzie takie cechy prezentowalo i nic sie nie da na to poradzic. Trzeba sie bardzo starac ,w takim przypadku, dostrzec wartosc w tym co nie jest nasza mocna strona, w ogladaniu telewizji, w wiedzy o modzie, w braku wiedzy matematycznej. Mnie najbardziej zdziwilo jaki stosunek do plci przeciwnej reprezentuje moja najstarsza, 19-letnia corka, ode mnie sie tego nie nauczyla, srednio mi sie to podoba i ona o tym wie ale coz... ona potrzebuje akceptacji a nie oceny i mojej opini wiec sie staram... Odpowiedz Link Zgłoś