moje dziecko jest aniołem-dla obcych ;-(

30.12.05, 09:43
wielokrotnie pisałam jakiego mam w domu "diabełka". Nic się nie zmieniło,
poza jednym: w kontaktach z obcymi Kubuś robi się aniołek, jest nieśmiały,
spokojny, grzeczny. Oczywiście do czasu ale zazwyczaj mamy mówią mi że
przesadzam, że on jest taki grzeczny...
A ja znów mam dziś 5 godzin snu (bo więcej mu nie potrzeba) i od 5 rano jazdę
bez trzymanki. Synus mnie bije, rzuca czym popadnie, awanturuje się, krzyczy
i lata jak z motorkiem w pupie. A może to ja nie umiem sobie z nim poradzić??
Ale tata i babcia mają podobne odczucia.
Na swiętach porozbijał wszystkie bańki na choince, porozlewał wszystko na
nowe teletubisie, porysował ściany, poodbijał pieczątki na kanapie, zniszczył
kilka zabawek, a laptop na którym ogląda bajki ledwo żyje.
czy wasze ruchliwe dzieci też się zmieniają jak kameleon?
    • kaylii Re: moje dziecko jest aniołem-dla obcych ;-( 30.12.05, 13:42
      He, he, a ja myślałam, że mój synek to łobuz...wiesz i mój pry obcych do czasu,
      aż się nie rozkręci jest grzeczny, ale potem już nie...
      • bukacz Re: moje dziecko jest aniołem-dla obcych ;-( 30.12.05, 14:51
        heh ostro, laptop na ktorym oglada bajki? w dodatku ledwozyjacy? niezle, jak sie
        popsuje poprostu kupcie mu nowy smile
    • katklos Re: moje dziecko jest aniołem-dla obcych ;-( 30.12.05, 14:57
      Trochę przeraząjacy opis....gdy moj 2-latek przymierza sie do rysowania po
      ścianie, kredka czy ołówek zostaje mu zabrana, pieczątek też bym jeszcze mojemu
      nie dała, nie wie też, ze bajki można ogladać na komputerze...
    • cocosek1 Re: moje dziecko jest aniołem-dla obcych ;-( 30.12.05, 16:01
      mój syn nie ogląda wogóle tv, a bajki to jedynie teletubisie uwielbione na dvd,
      a że dvd jest tylko na laptopie to ogląda na laptopie, który stoi na stole. zy
      to takie okropne? niewychowawcze?
      a co do kredek i pieczątek to również ich nie używa z wcześniej opisanych
      powodów ale ma wyjątkową zdolność do wyszperania w różnych torebkach,
      szufladach wszystko co pisze, ja mam trochę własnych pieczątek i chowam je
      przed nim ale dla niego stołek przysunięty do szafy albo wspinaczka po półkach
      na książki nie jest problemem więc zdarz mu się coś dorwac a wtedy z prędkością
      huraganu przebiega przez dom i zaznacza wszystko, zanim mu wyrwę ślady już są.
    • bea58 ja mam to z mężem :) 01.01.06, 14:09
      też anioł wśród obcychsad eh...
    • dziubulek111 Re: moje dziecko jest aniołem-dla obcych ;-( 01.01.06, 14:39
      Cocosku mam takiego "aniołka" który ma już 4 lata. Dziś w sekrecie odkręcił kran
      z gorącą wodą z bojlera i lała się nikt nie wie jak długo. Jest kochany i bardzo
      samodzielny, ale wcale nie słucha, ma pomysły rodem z piekła (pisanie po
      ścianach w łazience, pocięte nożyczkami spodenki, narzuta itp.)

      Napisałam "nie martw się" i skasowałam to. Bo sama się martwię. Mały nie potrafi
      gadać z rówieśnikami, w przedszkolu bawi się sam, nie rozumie układów
      m/ludzkich. Jest inny od reszty. Gdy miał 1,5 roku, czytał z nami o kiszkach w
      encyklopedii o ciele dla dzieci, puzzle na 50-60 kawałków układał jako 2,5-3
      latek. Zna mnóstwo literek, liczy pięknie, zna cyferki do 6, ale co z tego? To
      nie tak, że wymuszamy jakoś "edukację" na siłę. To samo przychodzi, on to kocha
      i domaga się takich zadań. Rysuje świetnie, sam był wczoraj w sklepie na rogu,
      sam robi sobie kanapki. Ale nie umie z innymi rozmawiać, bawić się, ma napady
      złości i wycia sad

      To nie my wymagaliśmy, to samo przyszło. Nie pomagaliśmy mu nadmiernie we
      wszystkim i tyle. Sam chwycił za karton z mlekiem i nalał sobie, jak ja nie
      miałam czasu. Był pod namiotem na wakacjach, wziął rurkę i zaczął składać
      stelaż. Tak ze wszystkim.

      Świetnie czuje się będąc duszą towarzystwa, uwielbia być z dorosłymi i mądrzyć
      się. Gada jak nakręcony i naprawdę jak mały profesorek. Śmieszne to czasem, ale
      smutne. Nie jest tak, że cały czas jest sam z dorosłymi - ma brata (15 mies.),
      miał od dłuższego czasu kolegę-sąsiada (teraz kontakt się urwał), zaczął chodzić
      do przedszkola w maju, a wcześniej była próba ze żłobkiem (gdy miał 2 lata),
      która nie wypaliła (choróbska).

      Do czego zmierzam? Maluch nas martwi. Nie wykonuje poleceń. Nie wiem nawet, czy
      je zawsze słyszy... Czasem myślę, że może trudniej mu się skoncentrować, ale
      dokładne i cierpliwe wykonywanie ulubionych zadań temu przeczy. Nie wiem,
      dlaczego to takie trudne. Trudne jest i tyle. Potwierdzają to wszyscy bliscy,
      którzy mają kontakt z Wojtusiem.

      Za to w przedszkolu... Aniołek, nieśmiały, kulturalny itd. Od czasu do czasu
      zdarzają się wybuchy, ale rzadkie. Z zasady jest ok.

      Co pomaga nam?
      - dawanie zadania do wykonania gdy mamy robotę w domu
      - wymaganie konkretnych rzeczy, jasne granice
      - przeczekiwanie ataków wycia (ale nie zawsze mamy na to nerwy ze stali, mój Boże!)
      - czas dla nas - na wspólne czytanie, gadanie, granie w gry kostkowe itp. i
      przytulanie przede wszystkim
      - wymęczenie - zabawy na świeżym powietrzu, spacery, saneczkowanie, skakanie po
      łóżku, gilgotanie do łez itp.
      - przytrzymywanie, gdy jest agresywny (nie mam tej cierpliwości, niestety,
      zazwyczaj)
      - mówienie do Wojtka, gdy na mnie patrzy, z bliska

      Mimo wszystko to dla nas ogromne wyzwanie, nie dajemy rady. Teściowa ostatnio
      opiekowała się dzieciakami przez okres choroby Wojtka (~2 tygodnie) dopołudniami
      i miała dość. A my go mamy 24h na dobę! Stałam się zdolna do czynów gwałtownych,
      nawet do bicia. Dlaczego? Łatwo zrozumieć: niewyspanie i zmęczenie (karmię
      mniejszego synka, a Wojtek wielokrotnie budzi się w nocy, przychodzi nam do
      łóżka, poza tym pracuję w trzech miejscach, uczę w domu i studiuję, poczucie
      bezsilności i nagromadzona złość - to jego ciągłe NIE jest nieznośne!

      Nie bardzo to pomogło, ale nie jesteś sama.

      PZDR T.
      • lolinka2 Re: moje dziecko jest aniołem-dla obcych ;-( 02.01.06, 10:27
        Słówko do cocosek1: to weź coś na podkręcenie, ciężko mi uwierzyć ze dorosły
        człowiek jest tak powolnym stworzeniem w porównaniu z kilkulatkiem...

        do dziubulek111:
        wszystko w życiu ma swoją cenę i ja świetnie wiem o czym piszesz- z własnego
        życia i z życia mojej córki. Potencjał z jakim rodzi się dziecko w takich czy
        innych warunkach (przy odpowedniej stymulacji- i nie dyskutuję kto ją
        zapoczątkował) powoduje gigantyczny skok intelektualny malca, cierpi na tym
        zazwyczaj strona emocjonalna a uściślając kontakty z rówieśnikami, bo wśród
        dorosłych te 'przedwcześnie oświecone' dzieci czuja sie doskonale. Moje ulubione
        chwile w przedszkolu to były momenty kiedy wyświetłałam kolegom z grupy bajki na
        rzutniku (bo jako jedyna od poczatku edukacji przedszkolnej - 3 lata- umiałam
        płynnie czytać) albo podczytywałam jakieś ksiażeczki dla dzieci... Ulubione
        momenty mojej córki to późne popołudnie kiedy ma dla siebie dwie panie (jest
        odbierana dość późno) i grają we 3 w Chińczyka albo jakąś inną grę (jest w
        3-latkach, a reszta dzieci nie liczy...). Kontakty z rówieśnikami u mnie do
        bani, u niej ciut lepiej ale też nie cudownie - prosi nas o zmianę grupy,
        podobno najlepiej czuje się z pieciolatkami (to wiem z obserwacji nauczycielek -
        bo to ja stymuluje intelektualnie, chyba się od tego uzależniła smile, a najmniej
        odstaje umiejętnościami i tempem pracy od czterolatków (chociaz zabawa z nimi to
        nie wyzwanie więc Nutella nosem kręci...). I powiem szczerze ze nic nie dało
        kojarzenie jej z takimi czy innymi dziećmi, aranżowanie wspólnych zabaw, bo ona
        po prostu traktuje ich... jak nauczycielka (przekleństwo zawodu, odziedziczyła
        po mnie...?). W domu szalona, to fakt, ale generalnie daje się okiełznać -
        zainteresowana jest mocno medycyną (sporo leków zna z nazwy choć nie zawsze ją
        wyartykułuje i zna też ich zastosowanie, kiedy leżałam w szpitalu za każdym
        razem prosiła o dokładny raport co mi jest i jak to jest leczone, jakie
        'narzędzia pan doktor ma do badania' i co sie z nimi robi, chociaż wczoraj
        przegięła w badaniu palpacyjnym wciskając mi dwie ręce w brzuch z 15 tyg
        rodzeństwem), religią (ostatni konik z tej branży to wyjaśnianie proroctw z
        księgi Daniela), poza tym jest zagorzałą fanką słuchowisk i piosenek dla dzieci
        (momentalnie na pamięć łącznie z jadłuższymi kwestiami). Przy okazji jej
        zainteresowań mamy graffiti na drzwiach od łazienki i podłodze (malowałam
        tatusiu nie na ścianach bo mówiłeś ze nie wolno), pieczatki na blacie biurka (bo
        to mamo twoje firmowe biurko) i urwany kran (przecież jak spadałam z kibla to
        czegoś się musiałam złapać), cóż samodzielność kosztuje. No i też bywa pyskata -
        ale to normalne gdy treść (zawartość umysłu) przerasta formę (ciało 4 letniej
        prawie dziewczynki).

        Ale mnie też Twój post pomógł, fajnie jest nie czuć się samotnym na świecie wink)
Pełna wersja