przyznaje się do porażki!

01.01.06, 03:00
myślcie o mnie co chcecie ale ja przyznaje ,że nie radzę sobie z 5 letnią
córką. Kiedy się urodziła miałam dużo lat ale to drugie dziecko... myślałam
dam sobie radę...ale nie dałam i ...nie daję, 2 -lata byłam w domu i
zajmowałam się małą , bawiłam się, budowałam babki z piasku... poddałam się
teraz, bo już nie mam sił...ona jest wiecznie niezaspokojona....ciągle się
rusza i mówi coś...wracam z pracy a ona gada, gada i kręci się a ja?nie
odpoczywam wcale tylko jej słucham, słucham, słucham, słucham , nie robię z
siebie bohaterki , mnie już nie ma jest cień kobiety, schudłam-6-8 kg
    • orald Re: przyznaje się do porażki! 01.01.06, 08:50
      Tak to właśnie jest. Męczarnia.
      Za wychowanie dzieci, idziemy wprost do nieba.
      Znam to, masz rację, współczuję.
      • lidqa Re: przyznaje się do porażki! 01.01.06, 10:12
        Agata a w pracy? odpoczywasz gdzies? Kto sie zajmuje małą jak chcesz isc na
        zakupy albo do kina?
    • judytak Re: przyznaje się do porażki! 01.01.06, 15:06
      agatamazur napisała:

      > ciągle się
      > rusza i mówi coś...wracam z pracy a ona gada, gada i kręci się a ja?nie
      > odpoczywam wcale tylko jej słucham, słucham, słucham, słucham

      nie ma innej rady, trzeba znaleźć rozwiązanie praktyczne
      na te kilka lat, bo potem będzie gadała z koleżankami, a nie z mamą ;o)

      np. wracasz z pracy, półgodziny z dzieckiem, potem dziecko do siebie, z jakimś
      zadaniem (np. żeby coś namalowało, zbudowało, itp.) albo z nastawionym zegarem
      ("mama musi odpocząć, póki budzik nie zadzwoni, będziesz się bawiła sama"),
      znów "słucham, słucham", potem dobranocka - następne 30 minut spokoju...

      może jakiś czas mała by rozmawiała z tatusiem (jeśli taka opcja jest możliwa),
      albo ze starszym rodzeństwem (np. w ramach "pomocy mamie", jako zadanie
      zamienne np. za zmywanie), ważne, żeby było jasne, że to służy temu, "żeby mama
      sobie odpoczęła, róbcie tak, jakby mnie w ogóle w domu nie było"

      z innej strony taka twoja drażliwość, że ci przeszkadza samo to, że "kręci się
      i gada" jest raczej objawem jakichś problemów, zmęczenie, stres, brak czegoś
      tam w organiźmie (żelazo, magnez, już nie pamiętam, ale brak jakichś tam
      witamin czy mikroelementów powoduje własnie nerwowość, drażliwość)

      pozdrawiam
      Judyta
      • ka1311 Re: przyznaje się do porażki! 01.01.06, 15:21
        Magnez i wit B6 smile Możesz jeszcze zaaplikować sobie jaiś syrop ziołowy, np
        neospasminę przez jakieś dwa tygodnie, do czasu jak magnez się wyrówna. Kawa
        tenże magnez wypłukuje z organizmu, więc wskazane jest zmniejszenie wypijanych
        ilości kawy, na rzecz magnezu, czekolady i orzechów. Po pracy herbatka z melisy
        i wszystko wróci do normy smile
    • prunio4 Re: a kto powiedział,że będzie kolorowo?i! 01.01.06, 15:58
      Jej, agato, jak ja cię rozumiem!!!

      Ale jak wcześniej pisano powodów tej drażliwości jest kilka.
      U mnie m.in. to, że za długo nie pracowałam.Z szybkiego ,ciekawego rozpędzonego
      życia trafiłam do domowego zacisza i monotonii obowiązków, które na długą metę 4
      lat okazały się zbyt męczące.Poza tym fakt, że nie moge liczyć na babcię,
      ciocię,męża który weźmie na kilka chil dłuższych lub krótszych to głośne
      pisklę(dosłownie!).

      To, co mnie ratuje przed zwariowaniem to żelazne (konsekwentne)chwile dla
      siebie:babskie zaspokajanie próżności typu fitness, basen, kino, koncert.Ale też
      aby nie mieć wyrzutów sumienia za swą wyrodność, zostawiam synusia z nianią po
      położeniu go spać tzn. zwykle po kąpieli, czytanku i utulanku.Ale marzy mi
      siętaki tydzienń bez szczebiotu z rana, samotnie przespana (lub niekiss)noc.Lub
      szalona ucieczka z domu.Byle gdzie i byle z kim .Byle daleko od tego młyna.
      Ale jak to mówi bezdzietny 45 letni ojciec syna:kto ma pszczoły ten ma miód, kto
      ma dzieci ten ma smród.Chciałaś?Masz.
      Pozdrawiam i cierpliwości do swoich słabości życzę(ale mi się zrymowało, he, he)
      • prunio4 Re: a kto powiedział,że będzie kolorowo?i! 01.01.06, 16:00
        kurtka coś mi się nie dopisało-chodzi mi oczywiście o ojca chrzestnego
    • maaniakot Re: przyznaje się do porażki! 01.01.06, 16:36
      kazda z nas ma takie same problemy, pytanie tylko czy to co przezywamy odnosimy
      tylko do siebie i czy jesli cos myslimy to zaczynamy od "ja", mnie , ..., czy
      zaczynamy od innych, za duzo jest w nas egoizmu, zacznij myslec o corce ,
      dzieciach a nie o sobie, zgodnie z chinska maksyma dzieci sa nam wypzyczone
      przez Pana Boga tylko na chwile, ta chwila szybko minie, dzieci wyfruna, i
      czy wtedy bedziesz chodzic od okna do okna i wygladac na corke, czy ona bedzie
      chciala do ciebie przyjezdzac, i byc z toba, jak zapracujesz tak bedziesz
      miala, pomimo zmeczenia pokochaj swoja corke i naucz sie cieszyc takimi
      chwilami, bardzo szybko plynie czas
      czy kochasz swoje dzieci czy siebie, zmeczenie mozna pokonac
      matka 3-jki dzieci, corka swojej matki
      • lidqa Re: przyznaje się do porażki! 01.01.06, 17:08
        z tym magnezem to bardzo dobra rada. Ja pracuje w szkole i tez miałam takie
        chwile ostatnio ze ewidentnie sobie nie razilam. NIe chodzi o dyscypline tylko
        o mnie. Wybuchowa sie zrobilam nie umialam odreagowac, wszystko mnie
        wkurzalo... I teraz są swieta wiec moge sie cieszyc przerwa w pracy, biore
        duzo magnezu z witaminą b6 i robie sobie maseczki i juz widze poprawe.
        • verdana Re: przyznaje się do porażki! 01.01.06, 17:59
          A ja zwyczajnie, jak miałam dosyć mowilam - teraz czytam, nie przeszkadzaj mi i
          ostro to egzekwowałam. Nie musze przecież słuchać cały czas dziecka - to nie
          jest dobre dla nikogo. Dla matki, bo pada na nos i ma dziecka dosyć i dla
          dziecka - bo słucham go z przymusu, a nie z checi.
          Czy naprawdę 5-letnie dziecko nie mogłoby zrozumieć, że chcesz miec trochę
          czasu dla siebie? Wydaje mi się, że to jest do zrobienia.
          • migotka2000 Re: przyznaje się do porażki! 01.01.06, 21:45
            Zgadzam sie z Verdaną - czas wyegzekwować czas i przestrzeń dla siebie.

            Moje 3,3 letnie Złoto też należy do tych z niezamykającą się buzią, na dodatek
            niesamowicie fantazjuje i często nie nadążam za jego tokiem myślowym. Że nie
            wspomne o ruchliwośi i pomysłowości. Dotąd jakoś mi to nie przeszkadzało,
            cieszyłam sie, że mam wesołego, zabawnego kompana, ale optymistyczna
            perspektywa i rezerwy energi skończyły sie wraz z drugą ciążą. Od kiedy jestem
            w ciąży konsekwentnie egzekwuję czas dla siebie, nie tylko pod pretekstem
            zmęczenia, ale wszystkich zajęć domowych, czytania i choćby oglądania "M jak
            Miłość"wink.
            Konsekwentna jestem też w innych sprawach - zawsze dotrzymuję danego słowa,
            zawsze czytam przed snem, zawsze odpowiadam na pytania i pomagam w zabawkowych
            kłopotach.

            Pozdrawiam
      • prunio4 Re: coś jeszcze 02.01.06, 13:23
        Z tym egoizmem i robieniem sobie przyjemności jest tak, że chyba każda z nas- w
        większości Matek-Polek mamy jakieś wyrzuty sumienia.Wtedy przypominam sobie
        słowa zasłyszane(lub wyczytane)wówczas, kiedy będąc w ciąży przewalałam mnóstwo
        informacji o wychowaniu potomstwa:

        szczęśliwa matka to także i szczęśliwe dziecko.

        I wydaje mi si,że nie można wychować na szczęśliwego,małego człowieka bez
        poczucia i atmosfery tego sczęścia w matce(rodzicach).Przynajmniej od czasu do
        czasu.
        • olkamaz Re: coś jeszcze 02.01.06, 16:45
          oj dziewczyny , dziecko dziecku nie równe... pytacie o ojca małej - pracujemy
          na pełnych etatach na zmiany .. noce , swieta , mamy bardzo cięzkie zawody,
          magnez z b-6 wcinam od lat przez zmiany nocne...bawimy się z małą i ona imie
          sie bawic sama ale problem w tym ,ze ona bardzo bardzo duzo mówi i wiecznie
          jest w ruchu.. problemu nie ma latem bo biegamy na place zabaw ale teraz? dom
          za mały do jej ruchliwosci mimo ze ma dużo " przyrządów gimnastycznych " w
          pokoju, ta jej ruchliwość wywołuje u mnie rozstrój nerwowy, a do tego ciagłe
          zapytania i zawoływania, wiem ,ze ktos powie to się ciesz ,ze jest zdrowa i
          normalna ale gdyby kazdy z takiego załozenia wyszedł nie byłoby tego forum ,
          napisałam ten list bo tylko w necie mozna byc naprawde szczerym w zyciu
          trzeba duzo spraw maskować niestety....
          • ardzuna Re: coś jeszcze 02.01.06, 22:35
            To wygląda na typowe wypalenie niestety i uratować by cię tylko mogła porcja
            solidnego wypoczynku, który musisz sobie jakoś zorganizować. Nawet jeśli może
            to być tylko kilka malutkich porcji solidnego wypoczynku.
    • cynta Re: przyznaje się do porażki! 02.01.06, 00:13
      Mysle ze to nie jest tak latwe jak piszecie. Ja np. kiedy tylko robie cos "dla
      siebie" od razu mam wyrzuty sumienia ze nie pelnie wlasciwie mojej roli matki.
      A z drugiej strony czasem trzeba odpoczac jakos od tej wlasnie roli, i tak w
      kolko. Czasami latwiej jest popracowac nad soba i powiedziec sobie ze rozmowa z
      malym dzieckiem ktore nas nie widzialo od 8-10 godzin jest wlasnie odpoczynkiem
      i tym czyms co chcemy robic a nie czyms co musimy.
    • lolinka2 Re: przyznaje się do porażki! 02.01.06, 09:39
      A wiesz co ona powie o tobie za kilka(naście) lat?? Już ci mówię: "Ona mi nie
      dała odrobiny swobody, jak się z nią bawiłam ciagle musiały być jej scenariusze,
      wymyślała sama zabawy a ja nawet nie mam wyobraźni porządnie rozwiniętej, nie
      miałam ani chwili spokoju. No i nie czułam się bezpieczna bo widziałam ze ona
      nie ma do mnie siły a mi brakowało kogoś kto mi pokaze moje miejsce" Skad wiem??
      Bo mam taką matkę. Urodziła mnie po 30stce, jako drugi dziecko (pierwsze zmarło
      we wczesnym niemowlęctwie) i miała hopla na moim punkcie, mimo licznych
      obowiązków zawodowych (pełny etat po 5 latach siedzenia ze mną w domu) i
      domowych (samotna matka). Tworzyła zabawy...ona, nie ja, odpowiadała na
      pytania...wszystkie bez wyjątku, czasem nazbyt obszernie faszerując mnie
      informacjami (dzieci nieraz pytają 'sztuka dla sztuki', część pytań kierując się
      właściwym dorosłemu rozeznaniem można olać). Tym samym kierując się wyłącznie
      dobrymi chęciami (a piekło nimi wybrukowane) skutecznie ograniczała moją
      indywidualność wklepując mnie w ramy własnych marzeń, tłamsiła kreatywność i
      zaburzała poczucie bezpieczeństwa bo realizując się w ten sposób wpadła w kierat
      z którego nie potrafiła wyjść gdyz nie potrafiła powiedzieć mi "nie" (każde
      takie 'nie' do tej pory uważa za ranienie uczuć dziecka, rażące zaniedbanie i
      zwyrodnialstwo). W tej chwili jest 55 letnia nieszczęśliwą kobietą, której sens
      życia jakieś 10 lat temu wyniósł się z domu, kończąc szkołe podstawową a ona z
      roku na rok zaczęła gorzknieć, nie mając poza mną innego życia (praca zawodowa
      itp to był tylko wypełniany z konieczności przykry obowiązek). No i podobne
      podejście prezentuje aktualnie w stosunku do mojej córki - w pierwszej chwili
      oskarżała nas o zaniedbywanie dziecka, że mu nic nie tłumaczymy (czyt nie
      tłumaczymy się przed nim ze wszystkiego i nie oddajemy 200% swojego czasu),
      olewamy higienę (bo nie szoruję jej rączek domestosem co 5 minut a w piaskownicy
      nie zmieniam równie częsteo ubranka). Ostatnio, kiedy wnuczka podobnie jak
      niegdyś ja, zaczęła jej włazić na głowę (a ma prawie 4 lata i też ją energia
      rozpiera), spojrzała innym wzrokiem na swoje wcześniejsze i moje obecne
      postępowanie...i zaczęla mnie pytać o radę ("a co ty robisz ze ona was tak
      słucha ??', "co ja mam jej powiedzieć jak nic nie skutkuje??'). Co więcej
      potrafi już powiedzieć dziecku (czasem wprawdzie ale zawsze to coś) 'Natalka,
      teraz rozmawiamy, z tobą pobawię się później".

      Więc podsumowując ten arcydługi wywód, to świetnie ze teraz widzisz zgrzyty w
      obranej metodzie. Masz czas na "uzdrowienie' swojego życia i danie wolności (w
      pewnych rzecz jasna granicach) córce. Ona musi zrozumieć, ze 'matka tez
      człowiek' i ma prawo odpoczać w ciszy przez jakis czas, położyć się,
      pomilczeć... i ogólnie nie być na każde zawołanie. W moim domu istnieje magiczne
      zdanie 'ty też musisz dbać o to zeby nam wszystkim było razem dobrze'. Ileż
      rozmów fajnych da się na tym oprzeć. A potem wystarczy je tylko powtórzyć i
      powiedzieć "teraz odpoczywam, przyjdę do ciebie za 10 minut, porysuj narazie
      albo włącz sobie płytę z piosenkami". W zabawach chcąc się nie wyeksploatować
      najlepiej iść krok za dzieckiem słuchając go, wtrącając uwagi w stylu (ach tak??
      to interesujące... A dlaczego tak??). Dowiesz sie dzieki temu wielu rzeczy o
      własnym dziecku, nie będziesz ganiać jak wściekła (przy tej metodzie to i jednym
      okiem da się książĸę czytać, a już leżeć to z całą pewnością). A jeśli nie masz
      na coś ochoty w danym mommencie, to jej to otwarcie powiedz. No i zadbaj o swoja
      nie-matczyno-dziecięce życie - jakieś hobby, znajomi, zeby coś ci zostało bo ona
      juz powoli idzie w inną stronę a szkoda byłoby przeżywać pustkę tym bardziej ze
      człowiek po 40 stce chyba jeszcze nie jest taki stary... big_grin

      gtg
Pełna wersja