przedszkolny fenomen

07.01.06, 19:38
Chcialam poprosic o rade, wskazowki czy moze logiczne wyjasnienie zachowania
mojego synka. Maly ma 4 lata, nie jest zbyt samodzielny jak na swoj wiek
(wiem, ze glownie z naszej winy). W domu jest wzglednie grzeczny i posluszny,
oczywiscie w granicach "normy czterolatkowej", po namowach (lub szantazu)
mozna go namowic do posprzatania po sobie, potrafi sie sam bawic, kiedy my
nie mamy czasu. Bawi sie w "poprawne" zabawy (samochody, wyscigi, rysuje,
etc) nie niszczy celowo zabawek. Jak cos zbroi przyjdzie przeprosic, obieca
poprawe. W zasadzie uwazam, ze wszystko jest ok, gdyby nie przedszkole. Z
relacji pan nauczycielek i wlasnych obserwacji wydaje mi sie, ze maly w
przedszkolu jest takim ... jak to nazwac? Czlonek gangu? Broi, nie slucha,
zawsze robi to czego akurat inne dzieci nie robia (wszyscy rysuja a on woli
klocki etc.) Pani bardzo podkreslala te "odmiennosc", choc ja uwazam, ze to
dobrze, ze nie leci za "owczym pedem" - moze sie myle? Moze powinien byc
slepo posluszny. W przedzkolu jest grupa chlopcow (w tym moj synek), ktorzy
zamiast grzecznie (czytaj:nudno) bawic sie, biegaja, wariuja, szaleja. W
zwiazku z tym przerwacaja inne dzieci, niszcza zabawki. Ten obraz mojego
dziecka zupelnie kloci sie z tym, co widze w domu. Owszem, maly jest zywy,
lubi zabawy ruchowe, ale kiedy cos lub kogos przy tym lekko uszkodzi, zaraz
przeprasza, martwi sie czy nie zrobil krzywdy. Bardzo przezywa, jak
przypadkiem uszkodzi jakas zabawke... A pani przedszkolanka ostastnio
wykluczyla go z udzialu w przedstawieniu (maly ma doskonala pamiec, szybko
uczy sie wierszykow, piosenek), bo zabieral dzieciom zabawki... czy to
sluszna kara? czy to wina dziecka, czy pani? czemu maly pokazuje tak odmienne
charakterki: ten w domu i ten w przedzkolu? czy mam go karac, ze jest w
przedszkolu niegrzeczny? a jest? czy moze pani nie mogac sobie poradzic z
dziecmi, zwala wine na nie, i na rodzicow. Maly jest pogodny, usmiechniety,
lubi dzieci.
nie jest to moze ogromny problem, moze nie warty uwagi, ale szukam
odpowiedzi... moze jest wsrod was przedszkolanka, ktora ma podobne przypadki
w grupie?
z gory dziekuje za pomoc
pozdrawiam
Andzina
    • lolinka2 Re: przedszkolny fenomen 07.01.06, 19:48
      nie no, z karą przegięła... nie w tym wieku, on tego nie zrozumie.........
      A co do zmian- gdzieś i jakoś trzeba grzeczność odreagować i wyładować nadmiar
      energii- to raz, po wtóre- dziecko robi to, czym najskuteczniej ściąga uwagę
      dorosłych- a skoro pani się niem przejmuje (nieważne w jaki sposób) wtedy kiedy
      broi.....
      Tylko Wam gratulować ze w domu tego nie macie- świadczy to o dobrych relacjach smile)
      A panią proponuję wziąć na rozmowę umoralniającą (bez obecności i gumowego ucha
      synka koniecznie) i wyłożyć jej te kilka argumentów: ze kara nie natychmiastowa
      i długoterminowa nie działa bo zatraca się jej przyczynę, że moze to metoda na
      zwrócenie uwagi dorosłych i/albo rówieśników i zdobycie takiej czy innej
      popularności, ze proponujesz ustalenie wspólnego frontu ale nie zgadzasz się na
      dłuższy okres ograniczenia swobód obywatelskich swojego dziecka. Powinno pomóc
      moim zdaniem.
      • verdana Re: przedszkolny fenomen 07.01.06, 20:09
        A może za duzo od niego w domu wymagacie? Moze musi byc grzeczny i spokojny
        ponad swoje możliwości i wyładować się może jedynie w przedszkolu. Bo obraz
        dziecka , czterolatka, który sprząta (nawet zmuszany), bawi się tylko w
        grzeczne zabawy (czyli nie biega, nie psoci, nie rozwala mieszkania) i niczego
        nie niszczy jest - nie ukrywam- raczej nietypowy i dosyć przerażający. Zwykle
        nawet grzeczny czterolatek to tajfun, który coś zniszczy, coś wyleje, przewróci
        krzesło, a jak cicho rysuje to na swiezo odmalowanej scianie.... Moim zdaniem -
        więcej luzu w domu moze zaowocować grzeczniejszym zachowaniem w przedszkolu.
        • andzina Re: przedszkolny fenomen 07.01.06, 21:12
          Moze jest w tym duzo racji, tylko, ze on w domciu aniolkiem nie jest, tez
          wyleje, popisze sciane, zepsuje. tylko jakos tak na tyle w normie, ze nie
          uwazam, zeby robic z tego taki problem jak pani w przedzkolu. no i zdaje sobie
          sprawe, ze zrobil zle, bo mu o tym powiem. ze mi przykro bo wylewajac sok
          zniszczyl mi ksiazke. zrozumie, przeprosi. jest kara ale tak jak piszecie -
          natychmiastowa. jak nie posprzatasz zabawek nie wezmiesz nowej. jak zepsujesz
          zabawke, nie polece do sklepu jej odkupic - kara jest brak zabawki. ale moze
          racja, ze gdy w domu grzeczny w przedszkolu trzeba pokazac rogi... no i w domu
          jest tylko on - cala uwaga, dobra czy zla (kiedy sie gniewam) skierowana jest
          na niego. a w przedszkolu cala grupa. i jedna, max dwie panie. a rozmowa z
          pania... coz wiem, z doswiadczenia, ze zawsze odbija sie na dziecku. kiedys
          poprosilam, zeby nie zmuszac go do jedzenia (nie chcial chodzic do przedzkola,
          bo pani zmusza go do jedzenia, nawet jak czegos nie lubi) i wiecie czy sie
          skonczylo? maly praktycznie w przedszkolu nie jada nic. bo nie kazalam go
          zmuszac. i pani ma do mnie pretensje, czy tez uwagi, ze on nie je. w domu je
          normalnie, ma dobry apetyt, co prawda wstret do warzyw, ale je duzo nabialu,
          miesa. a pani potraktowala moja uwage "nie zmuszac" jako nie namawiac, zostawic
          samemu sobie. pisalam juz ze jest malo samodzielny (pracujemy nad tym) i z
          zupka czy kaszka trzeba mu pomoc. ale jak nie zmuszac to... wiadomo. mowic zle,
          nie mowic jeszcze gorzej.
          pewnie jest tu sporo naszej winy - fakt, nie pozwalam w domu na np. granie w
          pilke, jezdzenie rowerem. moze te zakazy odbija sobie w przedzkolu, gdzie w
          grupie ciezej to zauwazyc a odpowiedzialnosc bedzie, choc troche zbiorowa
          (chlopcy biegaja, a nie Kacper biega).
          dzieki wam za opinie!
          pozdrawiam
          Andzina
          • lidqa Re: przedszkolny fenomen 08.01.06, 09:02
            Zapanowanie nad grupą jest inne niz panowanie nad pojedynczym dzieckiem. Trudno
            sie dziwic pani ze nie chce np zeby dzieci latały bo sobie wyobraz ze 20-cioro
            dzieci biega. Wtedy jest bardzo łatwo o kontuzje. Gdyby to twoj synek sie
            grzecznie bawil a inny latał i np zniszczylby mu wieże z klockow -
            najprawdopodobniej bylabys niezadowolona.

            Tak sie zastanawiam czy moze oni sie z pania nie polubili i on jej robi na
            zlosc. Moze byc taka opcja? Ja wiem ze dorosly musi byc mądrzejszy i powinien
            lubic wszystkie dzieci ktore ma pod opieką ale dorosly to tez czlowiek i czasem
            ma emocje. I jak ktos go wyjątkowo denerwuje to moze nie lubic. A dzieci to
            czują i sie odwdzieczają tym samym. A drugie co mi przyszlo do glowy to moze on
            chce byc w centrum zainteresowania. I jak jest grzeczny to tego nie osiąga.
            Rozwiazania nei widze sad
          • paacynka Re: przedszkolny fenomen 17.01.06, 11:17
            z tym jedzeniem to przegięcie, świadczy o braku kontaktu i zrozumienia ze
            strony nauczycielki tego co do niej mówisz. Porozmawiaj o tym jedzeniu, brak
            samodzielności a nie lubienie któregoś ze składników obiadku to dwie
            różnerzeczy i trzeba panią uświadamiać. A swoją drogą głodne dziecko sobie
            poradzi i zje. I szybko sie uczy samodzielności. Coś sie zacietrzewia ten twój
            synek sad
        • paacynka Re: przedszkolny fenomen 17.01.06, 11:12
          może i przerażający ale moja czterolatka nigdy nie zbroiła nic mimo wielkiego
          luzu. w końcu brat jej pokazał że można porysować ścianę. Niektóe dzieci
          naprawdę rodzą się grzeczne. Bawi się w bieganie po domu ale nie niszczy celowo
          zabawek, bawi się w ładne zabawy. Ja w to nie ingeruję.
    • rycerzowa Re: przedszkolny fenomen 08.01.06, 22:07
      Jest jeszcze inne możliwe wytłumaczenie tego "fenomenu".
      Otóż często słyszymy, że jakaś grupa dzieci lub nastolatków dopuściła się
      jakiegoś nagannego zachowania, czegoś, czego każdy z tej grupy , jako
      indywiduum, na pewno by nie zrobił. Taki jest nacisk grupy. W grupie człowiek,
      mały czy duzy, często nie myśli,nie analizuje swego zachowania. Synek jest
      jedynakiem, bardzo zależy mu na towarzystwie innych dzieci, zatem naśladuje ich
      zachowanie. W przedszkolu dobrała się grupka chłopców, nad którą nauczycielka
      nie panuje. Jeden drugiego naśladuje - i jest jak jest. Przypuszczalnie kazda
      z mamuś tych chłopaczków zastanawia się, dlaczego jej dziecko jest inne w domu,
      a inne w przedszkolu.

      Z tą sytuacją powinna dać sobie radę nauczycielka. Synek nie jest jedynym
      dzieckiem, zachowującym się niesfornie, zatem nie w jego charakterze leży
      przyczyna kłopotów. Wychowawczyni, widać, ma dobre chęci, ale sprawa ją
      przerasta. Powinna umieć skierować energię "gangu" na właściwe tory.

      Na sprawe można machnąć ręką i przeczekać albo przenieść synka do innej grupy,
      lub innego przedszkola. Czyli zmienić mu towarzystwo.
    • andzina Re: przedszkolny fenomen 11.01.06, 19:54
      Nie chcialabym posuwac sie do tak drastycznych krokow, jak zmiana przedszkola.
      nigdy nie wiem co zastane w tym drugim? A poza tym, ten sam problem moze
      pojawic sie w szkole.

      Co do stosunkow malego z pania - ciezko mi oceniac czy sie lubia. wprost nie
      zapytam smile a musialabym chyba ukryta kamera zainstalowac. ale powaznie - z
      kontaktow "w drzwiach", przy odprowadzaniu i odbieraniu, trudno ocenic takie
      rzeczy. Mysle, ze chyba jedyna rozsadna opcja, to zostawic sytuacje wlasnemu
      tokowi. Chyba poszukam tez jakis publikacji na temat "jak wychowac dziecko,
      zeby nie poddawalo sie presji grupy" czy cos w tym stylu. Moze przedszkolna
      psycholog pomoze? w kazdym razie - dzieki za rady. pewnie kazda z Was ma ciut
      racji.
      Pozdrawiam
      Andzina
    • mirandel1 Re: przedszkolny fenomen 15.01.06, 21:52
      serdecznie współczuje. miałam ten sam problem. teraz synek poszedł do szkoły i
      jest coraz gorzej. zaczynam wątpić w umiejętności wychowawcze ludzi którzy
      zajmują się dziećmi w przedszkolach i szkołach. moje ruchliwe dziecko zostało
      wywalone z zajęć sportowych bo jest za bardzo ruchliwe(?!)
    • rycerzowa Re: przedszkolny fenomen 16.01.06, 00:15
      Ojej, za bardzo się ta sytuacja nie zamartwiaj. Używamy takich słow, jak "gang",
      "nacisk grupy" - i brzmi to bardzo groźnie.
      Tymczasem chodzi nam tylko o to, aby wyjaśnic mechanizm zachowania dziecka.

      Miałam podobny problem ze swoim synkiem, gdy miał 5 lat.
      W domu mądry, rozsądny, wrażliwy, aż za grzeczny.
      Latem na podwórku utworzyła się grupa kilkulatków. Dzieci biegały, szalały, jak
      to dzieci. Ktoś tam się na nich skarżył, ale nie zwracałam uwagi, zajęta dwiema
      maleńkimi córeczkami.
      Prawde mówiąc, cieszyłam się, że zachowuje się "normalnie", że nie jest już za
      grzeczny. Ale skargi powtarzały się, aż usłyszałam,że on właśnie "jest
      najgorszy". To było za wiele i dla mnie i dla synka, który dotychczas słyszał
      jedynie zachwyty na swój temat.
      Przyjrzałam się tej grupie, porozmawiałam z synkiem.
      On po prostu myślał, że tak trzeba się zachowywać wśród dzieci, ganiać,
      wrzeszczeć, dokuczać dziewczynkom. Nie było między nimi starszego dziecka, które
      miałoby ciekawsze pomysły na zabawę.
      Tak naprawdę synek tego nie lubił, i po gonitwach z ulgą wracał do swoich
      książek. Ale skoro tak go zachęcalismy do zabawy z rówieśnikami..., to się
      bawił, jak umiał.
      Sytuacja rozwiązała się sama - lato minęło, dzieci poszły do przedszkola.

      Te dzieci juz dorosły; nie słyszałam, aby któreś z nich sprawiało poważniejsze
      kłopoty wychowawcze

      Skoro dobrze wychowujesz synka - będzie mieć wpojony odpowiedni system
      wartości i będzie pewny siebie. Wtedy nie będziesz musiała bać się negatywnego
      wpływu grupy rówieśniczej.

      BTW czy on się przejął, zmartwił tym, że wykluczono go z przedszkolnego
      przedstawienia?
    • michalamama Re: przedszkolny fenomen 16.01.06, 09:28
      Na początku roku przedszkolnego napisałam bardzo podobny post smile I muszę Ci
      powiedzieć, że juz nie muszę sie powtarzać. Nie jestem pewna co konkretnie
      pomogło ale:
      1. moja mama "krytyczna", która często odbiera Miśka z przedszkola, zwróciła
      Pani uwagę, że może lepiej byłoby go polubić, niż nieustannie wytykać mu złe
      zachowanie
      2. Ja, jako "współpracująca" porozmawiałam z Panią, powiedziałam, że na pewne
      zachowania syn w domu również nie ma przyzwolenia (boksowanie, kopanie,
      szarpanie) i tu obiecuję zwracanie mu uwagi, że takie zachowanie w przedszkolu
      jest niebezpieczne. I proponuję częściej angażować go w różne zajęcia typu -
      naprywanie do sniadania, sprzątanie zabawek, rozkładanie leżaków itp /jego
      energia znalazła ujście/
      3. Rozmawiałam z mamą chłopca, z którym najczęściej były przepychanki - obie
      tłumaczyłyśmy, że to jest niebezpieczne itp.
      4. W domu na dobranoc od czasu do czasu opowiadałam bajki z morałem smile

      I jest znacznie lepiej, ale i tak jak spotka Konrada w szatni obaj jak kogutki
      zaczynają się popisywać smile

      Tak więc polecam porozmaiwać z Panią /ton dopasuj sama/ i z synem ale raczej
      bez takich kar, chyba, że notorycznie nie stosuje sie do waszych /rozsądnych/
      zasad. Agnieszka
    • aniko16 Re: przedszkolny fenomen 16.01.06, 10:38
      Podobnie jak Verdana odnoszę wrażenie, że dziecko jest zbyt stłamszone (to
      chyba za mocne słowo ale nie znalazłam lepszego) w domu i odreagowuje to w
      przedszkolu. Nie wyobrażam sobie zmuszania szantażem 4-latka do robienia
      czegokolwiek. W ogóle nie stosujemy żadnych kar nie innych metod przymusu,
      nawet tak z pozoru niewinnych jak "dostaniesz deser po zjedzeniu obiedu".
      Jedzenie obiadu nie powinno być karą, a słodycze nagrodą. O zbytniej presji na
      dziecku świadczą też sformułowania "pracujemy nad większą samodzielnościa" czy
      że jest jedynym obiektem uczuć zarówno pozytywnych jak i negatywnych. Przecież
      dziecko staje się samodzielne zupełnie naturalnie, samo do tego dąży. Błąd
      wielu rodziców polega na ograniczaniu tej naturalnej chęci bycia samodzielnym
      (poprzez np. nie pozwalanie na samodzielne posmarowanie chleba, nalanie czy
      wyciśnięcie soku) a zmuszanie do czynności które zdaniem rodziców powinny być
      wykonywane samodzielnie np. ubieranie się czy sprzątanie zabawek. Pozwól mu na
      więcej w domu a jednoczesnie wyręczaj w czynnościach których nie lubi. Nich się
      czuje dobrze i swobodnie w miejscu gdzie tak szię czuć powinien czyli w domu.
      Nie koncentruj na nim zbytnio uwagi, daj mu sie pobawić swobodnie, bez
      przesadnego poczucia winy i przepraszania jak coś zbroi. Wcale nie musicie mu
      towarzyszyć w zabawach zawsze wtedy gdy tylko czas wam na to pozwala. Dziecko w
      tym wieku samo organizuje sobie zabawę. Wystarczy że będziesz gdzieś w pobliżu.
      Mój synek odkąd pamiętam bawił się sam: buduje łódź czy szałas z krzeseł,
      urządza "przyjęcie" pod schodami, odgrywa rozmaite scenki z zabawkami itp.
      Więcej luzu!
      • andzina Re: przedszkolny fenomen 16.01.06, 11:16
        No coz, chyba mnie nie dobrze zrozumialas w wielu kwestiach. Jezeli prosze o
        wrzucenie sterty zolnierzy do pudla zanim sterta samochodow znajdzie sie obok i
        calkiem zapelni podloge, to chyba nie jest szantaz? (z jedzeniem nie mamy
        klopotow - zarowno obiadu, jak i deserusmile. a co do samodzielnosci to fakt -
        zbyt ja ograniczalismy na etapie, kiedy maly sam chcial sie ubierac, jesc,
        kroic chelebek etc. teraz za to placimy bo on nic nie chce robic sam. a to, ze
        nad tym pracujemy znaczy, ze przestalam go karmic i zachecam do samodzielnego
        jedzenia, pomagam, jak sa problemy, pewnie. ale nie wyreczam. tak samo z
        ubieraniem - pomoge z rajstopami, bo trudno, ale majtki, spodnie czy kapcie
        zaklada sam. I wybacz, ale nie zamierzam wyreczac go w czyms bo tego nie lubi.
        Niestety dzieci nie lubie wielu rzeczy (myc zebow, czy wlasnie sprzatac po
        swojej zabawie) i jesli bede go w tym wyreczac nie nauczy sie nigdy. bedzie
        robil tylko te rzeczy, ktore lubi. a kto zrobi za niego te nielubiane? uwazam,
        ze to nawyki na cale zycie. trzeba je wyrabiac juz teraz.

        ale zgadzam sie z Toba co do zabawy - moze faktycznie powinnam tylko
        obserwowac. chyba mam po prostu wyrzuty sumienia, ze nie zawsze mam dla niego
        czas i wtedy kiedy mam, staram sie z nim bawic. nie patrzac czy maly akurat
        potrzebuje czyjegos towarzystwa.

        Co do hasla wiecej luzu... pewnie macie racje, ale z drugiej strony boje sie
        wychowac potwora, ktory powie mamie czy tacie "sam sobie posprzataj, jak chcesz
        miec porzadek, mi balagan nie przeszkadza", albo "nie bede bawic sie z X-em
        (dziecko znajomych, ktorzy przyszli w odwiedziny), bo to niedorozwiniety
        matol". Bo i takie teksty slyszalam, od dzieci, ktorych rodzice daja im tzw.
        luz, czyli bezstresowe wychowanie. A co najgorsze, ci rodzice byli niezmiernie
        dumni z powiedzonek swoich dzieci i uwazali je za przejaw geniuszu! oczywiscie
        najlepiej znalesc zloty srodek - nie popadac w skrajnosci, dac dziecku i luz i
        odrobine dyscypliny - TYLKO JAK?! jesli ktos (bez przygotowania pedagogicznego)
        znajdzie taki srodek (przy pierwszym dziecku) to pochyle czolo bardzo nisko.
        tylko po co wtedy takie forum, prawda?
        serdecznie pozdrawiam
        Andzina
        • aniko16 Re: przedszkolny fenomen 16.01.06, 17:11
          może rzeczywiście nie wszystko zrozumiałam, jednak to Ty napisałaś wyraźnie o
          wymuszaniu pewnych zachowań poprzez szantaż na pewno tego nie wymyśliłam. A
          skąd wiesz, że stos samochodzików nie powinien znajdować się przy stosie innych
          zabawek? Może właśnie synkowi potrzebne są jedne i drugie jednocześnie. Poza
          tym ja też nie zostałam zrozumiana. Jeżeli piszę o byciu w pobliżu dziecka w
          czasie jego zabawy, wcale nie mam na myśli "obserwacji" o której wspominasz.
          Wręcz przeciwnie, wcale go nie obserwuj, zajmij się swoimi sprawami. Uważam
          też, że wcale nie potrzeba zmuszać dziecka do robienia czynności których nie
          lubi po to aby w przyszłości stały się nawykiem. Dziecko z wiekiem rozumie o
          wiele więcej, również potrzebę robienia czy nie robienia pewnych rzeczy. To, że
          dzisiaj jest do czegoś zmuszane nie zaowocuje niczym dobrym. Mój synek np. b.
          lubi nakrywać do stołu ale wcale nie jestem pewna, że mu to "zostanie". A
          traktowanie z miłością i poszanowaniem sprawia, że dziecko odpłaca tym samym,
          anie zachowuje się jak psiak spuszczony ze smyczy za każdym razem gdy ma ku
          temu okazję (czyli poza surowym wzrokiem rodziców).
          • andzina Re: przedszkolny fenomen 17.01.06, 09:37
            Teraz to faktycznie nie rozumiem. To znaczy znowu w twoim poscie widze kilka
            trafnych uwag, ale jednego nie rozumie - wiec jesli twoje dziecko nie lubi
            nosic np. kapci to nie zrobisz nic, zeby je do tego zachecic? pozwolisz, zeby
            bieglo boso po kafelkach, bo on to lubi? bez wzgledu na skutki? ja mysle ze
            jesli pozwole malemu na urzadzenie w domu graciarni, czyli np. rozsypanie
            trzech skrzyni z zabawkami a potem pozwole mu obejrzec dobranocke i sama
            sprzatne balagan (bo on tego nie lubi) to wybacz ale nie wiele ma to wspolnego
            z wychowaniem...

            wyobraz sobie, ze gotujesz obiad i nie myjesz (lub twoj partner) potem naczyn
            bo nie lubisz... ja nie lubie robic wielu rzeczy, ale zeby jakos funkcjonowac
            staram sie je sobie ulatwiac, umilac. i robie je. tak samo z malym - "wiem
            kochanie, ze nie lubisz sprzatac, ale trzeba to zrobic. pomoge ci - ja
            pozbieram samochody czerwone a ty czarne" etc. sztuka kompromisu? i jesli maly
            powie mi, ze nie chce bawic sie juz samochodami, woli rysowac, to dopiero jak
            pozbiera samochody wezmie kredki. to tez nie znaczy, ze mis nie moze jechac
            samochodem - czasem bawi sie nawet wszystkimi zabawkami (np. sluza jako
            obserwatorzy wyscigu), ale kiedy skonczy i mi o tym powie, musi po sobie
            posprzatac. oczywiscie tez bywaja wyjatki - znajomi z dziecmi sie zasiedza,
            dzieci narobia balaganu to przeciez nie kaze mu siedziec do polnocy i sprzatac.
            zrobie to bez problemu (choc tez tego nie lubiesmile

            Masz duzo racji, ze dziecko z wiekiem rozumie duzo wiecej. jak mu potem
            wytlumaczyc, ze matematyki tez trzeba sie uczyc, jesli bedzie mial wpojone, ze
            nie musi robic tego, czego nie lubi (np. uczyc sie matematyki). Ma juz prawie 5
            lat i musi zrozumiec, ze pewne rzeczy trzeba robic. za rok zerowka, wiecej
            obowiazkow, mniej przyjemnosci. dla mnie to jasne jak slonce.

            jest na to kilka starych ludowych przyslow: czym skorupka za mlodu..., lub
            czego jas sie nie nauczy... itd.

            pewnie, ze nie w rygorze metoda. nie pasem czy wrzaskiem. Miloscia,
            tlumaczeniem, szacunkiem. Ale efekt musi byc ten sam- dziecko musi znac pewne
            granice, swoje obowiazki i swoje prawa. On tez ma prawo miec gorszy dzien, zle
            sie czuc. Tez czesto przymykam oczy na pewne grzeszki (sama je popelniam - nie
            jestem cyborgiem).

            Pewnie mamy zupelnie inne poglady na temat wychowania, zakladam, ze bardzo sie
            roznimy, pochodzimy z innych srodowisk, ale mimo wszystko ciesze sie, ze
            piszesz swoje opinie na ten temat. mysle, ze duzo mi pomogly.
            dzieki i pozdrawiam
            Andzina
    • andzina Re: przedszkolny fenomen 16.01.06, 10:49
      Troche mnie pociesza, ze nie on jeden... ale marne to pocieszenie. Teraz przez
      poprzedni tydzien siedzial w domu, przeziebiony, ale nie na tyle chory, zeby
      nie dokazywac. Faktycznie jest rozbrykany, to byl "ciezki" tydzien, a na dwor
      trudno go wyciagnac - nie lubi. a szkoda, bo jak wraca ze spaceru ma troche
      mniej "pary". A czy wykluczenie z przedstawienia sprawilo mu przykrosc? Kiedy
      ostatnio mowil o tym byl bardziej zly, niz smutny. Ale moze wyczul moje
      nastawienie do tej sprawy i je powiela? Ja, nie ukrywam, troche sie wscieklam
      na pania. Dzis jest pierwszy dzien po tygodniu "wolnego", zobaczymy jak sobie
      poradza - on i pani.
      Acha, jeszcze jedno. Czy Waszym dzieciom zdaza sie cytowac cale watki z bajek,
      ksiazek? Maly ma ostatnio na topie Toy Story (a ze byl chory i siedzial w domu
      to ogladal kilka razy) i powtarza doslownie cale sceny, sytuacje z tej bajki
      (na zmiane z pierwszej i drugiej czesci). albo fragmenty z ulubionej
      ksiazeczki - to zalezy co akurat jest u niego na pierwszym miejscu. slowo w
      slowo, kropka w kropke. ja wiem, ze ma dobra pamiec, ale to chyba przesada.
      Jesli jakas kreskowke zobaczy wiecej niz raz (czasem odcinki sa powtarzane) to
      uprzedza bohaterow z ich kwestiami... czasem to jest po prostu meczace.
      a swoja droga... rozbieram go wczoraj do kapieli i nagle maly odwraca sie i
      krzyczy "mama nie patrz na mnie bo mi koreczek wylecial" (kwestia swinki
      skarbonki z Toy Story). skubany, wie kiedy uzyc tych cytatow...
      pozdrawiam Was i jeszcze raz dzieki za odpowiedzi
      obiecuje, ze jesli temat bedzie mial ciag dalszy (moze zdobede sie na rozmowe z
      pania) to napisze. najgorsze, ze ja ta pania bardzo lubie, i zawsze uwazalam,
      ze ma super podejscie do dzieci - jest bardzo ciepla i serdeczna.
      Andzina
      • lolinka2 Re: przedszkolny fenomen 16.01.06, 18:59
        A to owszem, Nutella zna na pamięć całe książki, słuchowiska, bajki i bawi ją powtarzanie tego lub ubieganie bohaterów albo osoby czytającej smile)
        WIęc potem jak jej próbuję coś powiedzieć gada 'znowu cały wykład' (no co mamo- mały miś tak mówił...)
    • jogo2 Re: przedszkolny fenomen 16.01.06, 21:03
      Jeszcze nie jestem mamą przedszkolaka, ale chyba będę miała podobny problem co
      Ty. Wydaje mi się, że niektórym paniom najłatwiej jest po prostu naskarżyć na
      dziecko mamie i nie robić nic. Nie wszystkie dzieci reagują na łagodnie zwróconą
      uwagę, po prostu mają takie usposobienie, że trzeba z nimi porozmawiać inaczej,
      ale pani to nie obchodzi, woli myśleć, że ma w grupie łobuza, wykluczać go z
      przedstawienia, a że wówczas na ciebie spada cały ciężar karania, to pani ma w
      nosie.
      Byłam niedawno w Smykolandii z moim synkiem, bawił się z innymi dziećmi i
      dostałam skargi na niego. Pani też się ograniczyła do łagdonego zwracania uwagi.
      Smykolandia to co innego, rozumiem, grupa mimo wszystko obcych sobie i pani
      dzieci, rodzic w pobliżu itp. Ale też przy mnie synek jest grzeczny, bo jakby
      był niegrzeczny to go przywołam do porządku (niekoniecznie od razu strzelając z
      grubej rury zakazem dobranocki, spędzeniem następnych trzech dni wyłącznie o
      chlebie i wodzie, itp., bo zakaz udziału w przedstawieniu porównałabym do tego)
      ponadto, jak rozumiem, dostał tę karę za "całokształt", to chyba najmniej
      zrozumiałe dla dziecka w tym wieku. Pani chyba nie powinna się zajmować dziećmi,
      a co najwyżej grzecznymi dziewczynkami, które przedtem dostały relanium na dodatek.
      Chyba czeka mnie podobny los, bo mój synek jest bardzo ruchliwy, przekorny, co
      nie znaczy że jest źle wychowany i że z zachwytem wpatruję się w tą jego
      przekorę i ruchliwość, tylko reaguję odpowiednio w danej chwili, bo nie mam do
      kogo polecieć z gębą, i nie wiem jak będę musiała paniom uświadomić, że radzenie
      sobie i z takimi dziećmi jest częścią ich obowiązków, a moją rolą nie jest na
      przywitanie po przedszkolu spranie dziecka po tyłku za to, że uprzykrzył pani
      żywot.
      Pozdrawiam,
      Jogo
      • rycerzowa Re: przedszkolny fenomen 17.01.06, 10:52
        Tu są dwa problemy w jednym:
        1) dlaczego dziecko tak się zachowuje,
        2) dlaczego nauczyciel tak się zachowuje.

        Dziecko można zrozumieć, gdyż ono dopiero uczy się wszystkiego - najłatwiejszym
        sposobem, czyli przez naśladowanie.

        Uczy się wyrażać swoje myśli i uczucia naśladując nie tylko osoby z najbliższego
        otoczenia, ale także bohaterów z książek i filmów. Czyli dba o uatrakcyjnienie
        swoich wypowiedzi. To dobrze świadczy o jego intelekcie.

        Uczy się zachowań społecznych poprzez naśladowanie innych dzieci. Tym razem też
        wybiera ciekawsze sposoby spędzania czasu w przedszkolu.

        Ale jest on jeszcze bardzo mały i niedoświadczony. Jeszcze nie rozumie, że
        niektóre zachowania są absolutnie nieakceptowalne.
        Wspomniany wyżej mój synek, był przekonany,że dziewczynki lubią, gdy się je goni
        i im dokucza. "Przecież one aż piszczą z uciechy!" - tak się wyraził.
        Dziecko nie wie też, że mozna spędzić czas w grupie w sposób atrakcyjny.
        I tu jest rola nauczyciela.

        Co może zrobić rodzic? Spokojnie tłumaczyć. Spytałam reakcję twego synka na
        zakaz wystepów. Był zły, czyli nie rozumie, dlaczego został ukarany. Tak samo
        mój synek był zszokowany na wiadomość, że "on jest najgorszy".
        Można ten szok wychowawczo wykorzystać, wyjaśniając, że takie są właśnie
        konsekwencje "szaleństw".

        Z panią można porozmawiać, pytając o jej zdanie, o radę, proponując obciążenie
        synka jakimiś atrakcyjnymi obowiązkami.
        Z moich i cudzych doświadczeń z kadrą pedagogiczną wynika, że jeśli nauczyciel
        jest całkiem niemądry albo ma złą wolę, to się dziecko z przedszkola bez
        ceregieli zabiera.
        Jesli jest tylko niezbyt lotny, to należy dążyć do porozumienia, do wzajemnego
        polubienia się.
        • andzina Re: przedszkolny fenomen 17.01.06, 11:51
          W czwartek jestem umowiona z pania na rozmowe. sama jestem ciekawa, czy
          zapropnuje jakies ciekawe rozwiazanie. ja chce jej podsunac wlasnie Twoja
          propozycje - zeby obarczyla go jakims milym ale odpowiedzialnym zajeciem.
          wczoraj maz odbierajac go (po cichu otworzyl drzwi do sali) zauwazyl, podobno
          typowa dla niego sytuacje: dzieci wstaja od stolu, pani zaprasza wszystkie na
          dywan, zeby usiadly w koleczko, bo bedzie czytac bajke. wszystkie dzieci
          chetnie wstaja od stolikow a nasz synek marudzi, piszczy, ze on nie chce czytac
          bajki (w domu uwielbia jak mu czytamy), ze on woli zostac przy stoliku... czy
          to tez moze byc chec zwrocenia uwagi? na zasadzie "jesli nie bede robil tego co
          inne dzieci, zostane zauwazony". Takie sytuacje wedlug pani relacji to norma.
          nigdy nie chce robic tego, co pani akurat... powinnam napisac proponuje, ale
          samo mi sie nasunelo - narzuca? no a to nazywa sie nieposluszenstwem...

          strasznie jestem ciekawa tej rozmowy i swojej reakcji. na pewno napisze jak
          wyniki. bardzo dziekuje za (fachowa jak sadze?) ocene sytuacji.
          pozdrawiam
          Andzina
Pełna wersja