firella2
13.03.06, 00:13
Córka mojego brata we wrześniu poszła do przedszkola, do grupy średniaków. Na
początku było dość ciężko, bo mała jest bardzo wrażliwa i nie była
przyzwyczajona do przebywania bez rodziców, ale szybko się przyzwyczaiła i
dość chętnie chodziła. A przede wszystkim pięknie się tam rozwijała. Aż
nagle, jakiś miesiąc temu, z dnia na dzien zaczęły się problemy: płacze,
prośby, żeby jej nie zostawiać... Kiedy mała zaczęla zrywać się w nocy z
płaczem i wymiotować rano, brat z bratową dali spokój i wypisali ją. Martynka
nie chciała nic powiedzieć, tak że nikt nie wiedział, co się stało.
Podejrzewaliśmy, że ktoś jej dokuczył, może dlatego, że mała jest bardzo
"puszysta". Przykre, ale w końcu to tylko dzieci. Dopiero parę dni temu
dziewczynka powiedziała, że... zbiła ją pani Ania, przedszkolanka, za to, że
wylała zupę!!! Niechcący oczywiście. Złapała dziecko za rękę, zerwała z
krzesła, wsypala parę klapsów. Córka sąsiadów brata, która chodzi do tej
samej grupy, potwierdziła to. Chciałam się Was zapytać, czy sprawa
kwalifikuje się do zawiadomienia kuratorium? Czy pani Ania kochana może
zostać dyscyplinarnie zwolniona? muszę przyznać,ze jako ciocia martynki i
matka dziecka w podobnym wieku czuje, że nóż mi się otwiera w kieszeni. I
bardzo chętnie widziałabym tę przedszkolankę "na zielonej trawce". Napiszcie
proszę, co otym sądzicie, może ja przesadzam, może to w przedszkolach
normalne? Mój syn jeszcze nie chodzi, zapisałam go na wrzesień, a teraz się
zwyczajnie boję...