magdus74
04.04.06, 14:47
Witajcie drogie mamy.Moja dotąd spokojna,cicha,słodka córcia manifestuje swój
charakter.Kiedy tylko nie ma ochoty iść,chwyta mnie za nogę i chce"na
rączki". Ja mam na plecach plecak z zakupami,ale tłumaczenie nie
działa.Mówię,że wezmę ją za rączkę - zaczyna się bunt, histeria i krzyk na
całe osiedle, tak,że wszyscy się na nas gapią. Mała wpada w szał ,szarpie
mnie,ja nie ustępuję.Staram sie być spokojna.Ale ona też nie ustępuje,kładzie
się na błocie i wierzga nogami.Ludzie do nas podchodzą.Czuję się,jakbym była
potworem i jest mi wstyd.Stajemy z boku,by się uspokoiła.To nie był żaden
długi marsz,parę kroków do sklepu,więc wiem,że to jej fanaberie.
To się powtórzyłojuż kilkakrotnie-raz w naszej bramie.Sąsiad wyszedł i
patrzył na mnie,jakbym była tyranem. Czytałam w "Języku dwulatka",ze powinno
się ustalić granice,ale to niebywale trudne...
Martwię się,bo mała była dotąd spokojna. Wiem,że jest wrażliwa,oddaje
dzieciom wszystkie swoje zabawki, właściwie to trochę dzieci unika.Nie lubi
tłumów,gonitw,woli razej zabawy w piasku. Jej nieśmiałość to historia na
drugi list. Obawiam się, że jej płaczliwe buntowani i obawa przed
rówieśnikami,nie przysporzą jej zwolenników. Jak mogę jej pomóc?
pozdrawiam