dzieci uzdolnione

21.04.06, 23:00
chcialam zapytac mamy dzieci uzdolnionych, jak sobie radza? w czym wasze
dzieci przejawiaja szczegolne zdolnosci i czy zostaly zdjagnozowane w poradni
psychologicznej? jak sie zaczyna taka "przygoda" i kiedy, bo wiem, ze podobno
nie jest latwa. prosze podzielcie sie swoim doswiadczeniem. dziekuje i
pozdrawiam.
    • agnieszkas72 Re: dzieci uzdolnione 22.04.06, 11:42
      Mam sześciolatka uzdolnionego matematycznie i plastycznie.Nauka w zerówce
      okazała się całkowitą porażką.Wykonywał błyskawicznie swoje zadania i grał w
      głupie gry na komputerze-pani powiedziała,że zajmie się nim indywidualnie i nie
      ma potrzeby przynoszenia do szkoły książek,łamigłówek i ćwiczeń
      graficznych,które powinien robic.Obietnicy nie dotrzymała mimo małej grupy(14
      dzieci).Od wrzesnia syn idzie do szkoły społecznej -będzie w klasie z dziecmi w
      swoim wieku a jednoczesnie będzie miał zmodyfikowany program nauczania,został
      przebadany przez szkolną psycholog jako kandydat do klasy pierwszej.W domu
      wystarczy dostarczenie mu materiałów(książki do czytania i
      matematyki,odpowiednie gry i programy komputerowe,dostęp do
      farb,kredek,nozyczek) -nigdy się nie nudzi.Chodzi na dodatkowe zajęcia
      plastyczne.Takie dziecko to fajna sprawa,najgorszym problemem jest szkoła,w
      której nie ma co robić.Nie wyobrażam sobie pchania dziecka do starszej klasy,mój
      syn jest raczej drobny i wielu rówieśników jest od niego wyższych.
    • crusk Re: dzieci uzdolnione 22.04.06, 15:52
      jakie były wasze dzieci jak miały 2,5-3 lata? Czy zdradały wtedy już swoją
      nieprzeciętność?
      • agnieszkas72 Re: dzieci uzdolnione 22.04.06, 17:22
        Mój syn późno zaczął mówić.Jako dwulatek mówił wprawdzie zdaniami ale obcinał
        początki wyrazów.Uwielbiał klocki i puzzle,szybko układał coraz bardziej
        skomplikowane.Nie starałam się urabiać go na genialne dziecko w tym wieku.Był
        zainteresowany wszystkim-jak inne dzieci.
        • crusk Re: dzieci uzdolnione 22.04.06, 22:55
          Nawet nie przyszło mi do głowy urabiać młodego na dziecko uzdolnione.
          Taki tematyczny zbieg okoliczności, stąd moje pytanie. Byliśmy wczoraj oglądać
          przedszkole (za miesiąc kończy 3 lata, więc pora), po południu w odwiedzinach
          u mojej kuzynki (jest nauczycielką), która stwierdziła, że powinnam zapisać
          syna do 4-latków, albo poczekać rok i do zerówki, a wieczorem znalazłam ten
          wątek na forum.
          Młody jest zwyczajny – „czasem hop do przodu, czasem krok do tyłu” – raczej
          wszystko w normie. Tylko ciągle gada.
    • kawad Re: dzieci uzdolnione 23.04.06, 13:42
      A ja bym uważała z posyłaniem dziecka wcześniej do szkoły. Zgoda, poradzi sobie
      świetnie z materiałem ale czy będzie gotowy emocjonalnie? Rok różnicy to dużo i
      nawet jeśli na początku wszystko jest OK to różnice mogą wyjść do piero po paru
      latach. Znam sporo dzieciaków w gimnazjum, które poszły wcześniej do szkoły
      (jestem nauczycielką). Spora część tych dzieciaków jest wyraźnie bardziej
      dziecinna od pozostałych, odstają od grupy. A poza tym po co zabierać
      dzieciakom dzieciństwo, jeszcze zdąży sobie skrzywić kręgosłup siedząc w ławce.
      • agnieszkas72 Re: dzieci uzdolnione 23.04.06, 15:34
        Crusk,to nie do ciebie odnosiło się to urabianie.Po prostu ja się tak
        zastrzegam,żeby nikt nie pomyslał,że od pieluch miałam plan wykreowania z
        dziecka nie wiadomo jakiego geniusza.
        Zgadzam się,że posyłanie dziecka rok wcześniej do szkoły to taki sobie pomysł.Mi
        nigdy do głowy nie przyszedł,bo mój Adam jest niski,drobny i z końca roku,więc
        jest i tak jednym z najmłodszych w zerówce.Ma brata o dwa lata
        starszego,należącego też do bardzo dobrych,szybko myslących uczniów-a jednak
        czyta mu zadania w książce leżącej do góry nogami i podpowiada rozwiązania.Mam
        nadzieję,że szkoła społeczna sprawdzi się w jego przypadku,bo
        państwowa,uchodząca za bardzo dobrą,dała plamę na całej linii.
        • verdana Re: dzieci uzdolnione 23.04.06, 19:15
          Zabieranie dziecku dziecinstwa? Kłopoty z kolegami? To stereotypy i jak każde
          stereotypy - czasem prawdziwe, a czasem nie.
          Dziecko z 25 grudnia jest tak samo dojrzałe do szkoły jak dziecko z 2 stycznia.
          I czasem bywa tak, ze dziecko nie tylko umie czytac (co jest najmniej ważnym
          powodem posłania wczesniej do szkoły), ale i jego rozwój społeczny przebiega
          szybciej. Mnie w przedszkolu zasygnalizowano, ze syn nie dogaduje sie z
          rówieśnikami - tylko z dziećmi o co najmniej rok starszymi. Poradzono
          wczesniejsze wysłanie do szkoły. W imię ocalenia dzieciństwa powinnam była nie
          wysyłac go o rok (a wasciwie 5 tygodni) wcześniej do szkoły, tylko trzymać w
          grupie równolatków, z którymi nie miał o czym rozmawiać?
          Pewnie, gdybym go posłala rok później byłby pewnie najlepszym uczniem w klasie -
          a tak jest średnim. Za to ma kolegów i wyzwania intelektualne, a nie
          śmiertelną nudę na zbyt łatwych lekcjach.
          Ale zgodzę się z tym, ze rozwój społeczny jest chyba wazniejszy nawet od
          rozwoju intelektualnego. Zdolnego, ale dziecinnego dziecka nie ma co wysylac
          rok wcześniej do szkoły.
          No i to, ze dziecko wczesniej się rozwija wcale jeszcze nie oznacza, że jest
          uzdolnione.
          • lolinka2 Re: dzieci uzdolnione 23.04.06, 19:39
            verdana, mam to samo - młoda jest tak uspołeczniona ze w grupie równieśników
            pełni rolę... asystenta nauczyciela smile) natomiast w grupie rok starszej
            zaangażowała się w przyjaźnie itp, kosztem wyników, to fakt.
            I tu zdania są podzielone - jej wychowawczyni z 3-latków zabrałąby ja
            natychmiast z powrotem, pani z 4-latków widzi że w grupie jest super, ale widzi
            też ze młoda się zżyma bo nie moze błyszczeć bez trudu (mnie się to osobiście
            podoba, bo się z 'pępkostwa świata' wyleczy i jest ciagle zmotywowana do pracy a
            nie laurów za nic), po drugiej stronie barykady my i dyrekcja... - będący na pro
            jeśli chodzi o Talki funkcjonowanie w starszakach.
            • maksimum Re: dzieci uzdolnione. Stare czasy to byly.Selekcj 23.04.06, 23:11
              Kiedys w Stanach tez tak bylo,ze wysylalo sie rok pozniej lub rok wczesniej i
              zrezygnowano z tego.Duzo lepiej sie sprawdza wylapywanie zdolniejszych ze
              wszystkich klas i umieszczanie ich w jednej klasie.
              Do wszystkich lepszych J.H.(gimnazjum) sa konkursy swiadectw na podstawie testow
              z podstawowki lub egzaminy.Do wszystkich lepszych H.S. sa rowniez egzaminy.
              Duzo lepiej sprawdza sie zgrupowanie ze soba tych najlepszych w lepszych
              szkolach i klasach niz sadzanie bardziej zdolnych ze starszymi o rok.
              Selekcja naturalna sie klania,ktora zostala zaniechana w EU jako szkodliwa,no i
              Stany znowu wam uciekaja.
              Pozostaje wam ponowne odkrycie Ameryki.TYLKO selekcja naturalna.
              Dobry 13 latek nie ma szans z dobrym 14 latkiem,tak bylo i tak pozostanie.
        • crusk Re: dzieci uzdolnione 23.04.06, 23:45
          agnieszkas72, jak mogłaś napisać, że to nie do mnie, buuuuuu J., a mój synuś
          najzdolniejszy i najmądrzejszy jest na świecie itd. to jak dla każdej matki
          oczywiste. Tak naprawdę, chciałam się podzielić, owym zbiegiem okoliczności.

          Trzymam kciuki za szkołę, mam nadzieję, spełni oczekiwania Twoje i Twojego
          syna. Ciekawa jestem tego indywidualnego programu. Mam nadzieję, że
          przedstawili Ci ten program na cały rok (wydaje mi się, że masz prawo wglądu).
          W przypadku zdolnego dziecka w szkole wchodzi w grę tylko indywidualny tok
          nauczania. Oby dobrze przygotowany. Niestety programy są ułożone, a
          nauczyciele zaprogramowani na uśrednianie, a nie rozwijanie talentów. Ale to
          jest smutne.

          Kiedy Twój syn zaczął ujawniać swoją nieprzeciętność i co z tym robiłaś, tzn.
          czy jakoś starałaś się mu pomóc?
          Wiem, że młodsze rodzeństwo szybciej się rozwija, ale owo szybciej ma granice.
          pozdrawiam

          • agnieszkas72 Re: dzieci uzdolnione 24.04.06, 09:58
            Crusk,wszystkie nasze dzieci są mądre,zdolne i najwspanialsze.Ja opisałam w tym
            wątku tylko ten egzemplarz,który zaczął sprawiać problemy,a raczej po raz
            pierwszy zaczęłam mieć świadomość,że w szkole coś szwankuje.Jestem mamą
            czwórki,w tej chwili zdecydowanie najwięcej czasu poswięcam córeczce czterolatce
            z którą robię mniej więcej to,co dzieci w tym wieku robią w przedszkolu.Tak samo
            było z chłopcami:przygotowałam ich do szkoły i kiedy zaczynali zerówkę
            uważałam,że są inteligentni,dużo umieją,mają wiele zainteresowań,powinni dobrze
            sobie poradzić.Starszy miał szczęście do nauczycielek,młodszy nie.
            W nowej szkole do której pójdą chłopcy mamy do czynienia z pewną selekcją
            naturalną,o której pisze maksimum:starsze dzieci są przyjmowane na podstawie
            ocen,także z zachowania,młodsze przechodzą przez badania psychologiczne i
            poziomu umiejetności.Więc młody nie będzie w pierwszej klasie poznawał literek
            i spotka dzieci,z którymi faktycznie będzie mógł się uczyć,a nie wypełniać czas
            durnymi grami.Być może to wszystko kwestia złego podejscia nauczyciela bo mój
            najstarszy w zerówce miał czas wypełniony po brzegi i nie nudził się
            wcale.Pozdrawiam,życzę ci ,żeby twój synek spotkał na swojej drodze
            mądrych,fajnych nauczycieli.
            • crusk Re: dzieci uzdolnione 25.04.06, 01:52
              Naprawdę trzymam kciuki za Twoich synów i mam nadzieję, że szkoła którą
              znalazłaś jest super. Stawiaj nauczycielom wymagania, albo po prostu rozmawiaj
              z nimi, bo czasem czegoś mogą nie dostrzec. Jeśli to dobra szkoła nauczyciele
              powinni być wrażliwi na sugestie rodziców.
              „Pobrałam” nauki pedagogiczne, pracowałam kilka lat w szkole. Moja „pierwsza”
              klasa (2 klasa podstawówki) to w 70% (może więcej) dzieci z tzw. marginesu
              społecznego, wszystkie dzieci biedne albo bardzo biedne. Klasa równoległa
              to „zdolne, grzeczne” dzieci. Postawiłam na pracę indywidualną. Od dzieci
              zdolniejszych wymagałam więcej (ilościowo lub jakościowo). Czasem mnie
              zaskakiwali swoją wiedzą, czasem musiałam przyznać, że nie mam o czymś pojęcia,
              ale zawsze zweryfikować, zaakceptować lub zanegować – ale jaka satysfakcja.
              Niestety satysfakcja tylko moja, bo innym nauczycielom się nie chciało. Moi
              uczniowie w drugiej klasie podstawówki potrafili zaplanować wycieczkę rowerową
              i dogadać się z gospodarzem, że na jego łące zagrają w piłkę i rozpalą ognisko
              (a ten wyjechał z kiełbaskami dla wszystkich i gorącą herbatą), przygotować
              samodzielnie przedstawienie dla młodszych dzieci, konstruowali proste maszyny,
              itd. Trochę więcej pracy niż zalecają w poradnikach dla nauczycieli, ale efekt
              zaskakujący.
              Gdy przeszli do 4 klasy, po miesiącu, zapytali czy mogę poprosić polonistkę,
              żeby więcej od nich wymagała, bo „wejdą jej na głowę”. Moja prośba pozostała
              bez echa, a po kolejnym miesiącu „weszli jej na głowę” i nie była w stanie
              zrealizować minimum programowego. Ja ponieważ lepiej dogadywałam się i miałam
              większy wpływ na „szkolnych urwisów” popadłam w niełaskę nowej p. dyrektor
              (inna przyjęła mnie do pracy i zgodziła się na moje metody). Zrezygnowałam z
              pracy.
              To taki bliski mi przykład na marnowanie talentów (smutne to). Dlatego teraz
              tak nieufnie podchodzę do instytucji edukujących.
              Mój syn, rzeczywiście w kilku rzeczach jest hop do przodu, ale inne są zupełnie
              przeciętne. Staram się nie przeszkadzać, i niczego nie uczę go na siłę. Staram
              się wykorzystać naturalne zainteresowanie światem. I upieram się, że „nasze”
              dzieci są najcudowniejsze, bo do całej wiedzy dochodzą emocje.
              (ale się rozpisałam)
              pozdrawiam

    • rycerzowa Re: dzieci uzdolnione 24.04.06, 13:04
      kobieta.gazeta.pl/edziecko/1,56001,2141280.html
      Niedawno była dyskusja na ten temat na naszym forum.
      • myelegans Re: dzieci uzdolnione 24.04.06, 14:52
        Napisze zupelnie nie na temat. Jak bylam w zerowce w mojej szkole tworzono
        klase eksperymentalna, ktora miala isc nowym programem nauk scislych, biologii
        itd, od 1-4 klasy. NIe korzystalismy z podrecznikow, tylko nauka byla
        zindywidualizowana, dzien nie byl podzielony na lekcje, uczylismy sie
        wszystkiego na raz. Klasa byla mala, 18 dzieci i uczylo nas 5 nauczycieli.

        Dzieci do tej klasy wyselekcjonowano przez nauczycieli i psychologow na
        podstawie malego egzaminu, ktory do tej pory pamietam, bo wspominam go bardzo
        mile. Byly zadania na myslenie logiczne, wysuwanie wnioskow, przewidywanie
        konsekwencji, czytanie itd.

        Teraz z perspektywy wielu lat moge porownac te dzieci do rowiesnikow. Z naszej
        klasy prawie wszyscy poszli do liceum i 85% ukonczylo studia wyzsze, i wiele z
        tych ludzi zrobili tzw. kariere. Dla mnie tez dobor dzieci na podstawie ich
        uzdolnienia jest najlepszy, bo najbardziej stymulujacy, aczkolwiek troche malo
        sprawiedliwy i moze ograniczajacy bo odcinajacy od takiego prawdziwego swiata,
        ale to mozna nadrobic.

        Ja na razie obserwuje mojego 20-miesieczniaka, ktory jak mial 1.5 roku znal
        juz wszystkie litery, teraz juz liczy do 10 i recytuje alfabet, bo taki ma ped
        to tego i praktycznie sam sie nauczyl, pokazujac i domagajac sie od nas
        nazywania, za to nie potrafi zbudowac wiezy z 3 klockow, ale buduje konstrukcje
        z patyczkow, ktore sie kreca. Czy jest uzdolniony nie wiem, ale na pewno
        gentycznie obciazony, tata to jeden z najinteligentniejszych ludzi jakich znam,
        ale ja mam opory przed pchaniem go z tymi najzdolniejszymi, wolalabym, zeby
        poszedl do normalnej szkoly, mial do czynienia z calym wachlarzem ludzi i chyba
        bardziej stawialabym na spoleczne wychowanie.
    • agwa1 Re: dzieci uzdolnione 24.04.06, 23:22
      Moje dziecko ma dopiero 1,5 roku i jak na razie rozwija się podobnie jak wielu
      rówieśników. Chcę jednak napisać jak to był ze mną i mężem. Mąż jako 6 latek
      umiał doskonale czytać , znał tabliczkę mnożenia itp. Nie przyjęli go o rok
      wcześniej (jest ze stycznia) bo nie umiał na testach narysować kółka. Przez ok.
      5-6 klas nudził się w szkole, później pzryzwyczajony do tego że nic nie robił bo
      wszystko mu samo pzrychodziło zaczął mieć kłopoyt z nauką. I stał się
      pzreciętnym uczniem ale zaczął się realizować w sporcie.Późniejsza nauka
      wyglądała razcej przeciętnie.Nie rozwinął również jakiś ponadprzeciętnych
      zdolności. Ja uczyłam się czytać dopiero w pierwszej klasie, w czwartej nie
      potrafiłam zrozumieć jak się rozwiązuje równania. Później byłam najlepszą
      uczennicą, nie uczyłam się nigdy w domu, zdałam do najlepszej szkoły w mieście
      do eksperymentalnej matematycznej klasy i skończyłam studnia - kierunek na który
      przyjmowali tylko 30 osób.
      Wnioski wyciągnijcie same. Różnie to bywa ze zdolnościami.
      • maksimum Re: dzieci uzdolnione. Sept 17-1994 25.04.06, 05:28
        Trudno powiedziec w wieku 4 lat czy dziecko bedzie bardzo dobre w
        przyszlosci,czy tez w wieku 17 lat odechce mu sie uczyc.
        Najlepiej to prognozowac na podstawie osiagniec rodzicow.Jesli oboje rodzicow
        sa zdolni i dobrze sie uczyli,to prawdopodobnie i dziecko bedzie takie samo.
        Jesli rodzice sa bardzo dobrze wysportowani,to i dziecko bedzie takie samo.
        Jesli rodzice sa otyli ,to .......
        A tuz juz niedlugo wywiadowka sie zbliza.
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=427&w=4419965&a=40792141
        • myelegans Re: dzieci uzdolnione. 25.04.06, 14:54
          To jest dobre spostrzezenie, ze dzieci modeluja sie na rodzicach. Nawet jezeli
          dziecko jest inteligentne i uzdolnione, ale w domu nie ma ksiazek, nie widzi
          rodzicow czytajacych, dyskutujacych, chodzacych do muzeow, podrozujacych,
          otwierajacych na swiat, muzyke, sztuke, to pewnie pomimo uzdolnien bedzie
          gdzies w srodku. Wyksztalcenie i to co go w przyszlosci mierzy, sukces
          zawodowy, to nie tylko to czego uczy sie w szkole, ale rowniez ogolne obycie i
          zdobywanie doswiadczen wlasnie poprzez podroze, kontakty z innymi kulturami,
          jezykami, to daje mozliwosc lepszych wyborow. Dlatego szkola owszem, nie musi
          byc najlepsza i nie musi byc prywantna i nie musi byc indywidualny tok nauki,
          ale dla mnie to my bedziemy dziecku pokazywali i ksztaltowali jego swiadomosc
          pozaszkolna.

          Zauwazcie, ze to dzieci z rodzin wyksztalconych, ktorych rodzice biora aktywny
          udzial w wyksztalceniu, i o dobrym statusie ekonomicznym najdalej w zyciu
          zachodza, chociaz zdarzaja sie oczywiscie wyjatki wyjatkowo zdolnych, ktorymi
          zajeli sie nauczyciele, czy jakis sponsor, ale to jest rzadkie.

          Chyba odbieglam od tematu, ale tak mi sie nasunelo.
          • gaika Re: dzieci uzdolnione. 25.04.06, 20:24
            myelegans napisała:

            >To jest dobre spostrzezenie, ze dzieci modeluja sie na rodzicach.

            Sądzę, ze przedpiścy chodziło raczej o genysmile

            >Nawet jezeli
            >dziecko jest inteligentne i uzdolnione, ale w domu nie ma ksiazek, nie widzi
            >rodzicow czytajacych, dyskutujacych, chodzacych do muzeow, podrozujacych,
            >otwierajacych na swiat, muzyke, sztuke, to pewnie pomimo uzdolnien bedzie
            >gdzies w srodku.
            > Dlatego szkola owszem, nie musi
            >byc najlepsza i nie musi byc prywantna i nie musi byc indywidualny tok nauki,
            >ale dla mnie to my bedziemy dziecku pokazywali i ksztaltowali jego swiadomosc
            >pozaszkolna.

            >ale ja mam opory przed pchaniem go z tymi najzdolniejszymi, wolalabym, zeby
            >poszedl do normalnej szkoly, mial do czynienia z calym wachlarzem ludzi i
            chyba
            >bardziej stawialabym na spoleczne wychowanie.

            To jest prawda generalna, ze dzieci, które stymuluje dom rodzinny lądują
            najlepiej. Jeśli jednak temat ma dotyczyć dzieci wybitnie uzdolnionych, to po
            co takiemu dziecku szkoła jeżeli rodzice odwalają całą pańszczyznę? A jeśli
            dziecko wybitnie zdolne ma mało "wybitnych" rodziców, to z góry jest na
            straconej pozycji, bo szkoła nie ma nic do zaproponowania.
            Dziecko wybitne *musi* mieć dostosowaną edukację do swoich możliwości (temu
            m.in. służy indywidualny tok nauczania), bo inaczej każde pół dnia z życia (co
            najmniej) spisane jest na straty. Rodzaj i sposób kształcenia jest dla tych
            dzieci sprawą zasadniczą. No i nie ma albo-albo. Rozwój socjalny jest tak samo
            ważny jak intelektualny. Nie ma powodu, by zaniedbywać którąkolwiek sferę.
        • maksimum Sept 17-1994 "Natural Born Killers"Woody Harrelson 25.04.06, 23:38
          > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=427&w=4419965&a=40792141

          Widocznie syn za maly i za drobny jest jak na swoje lata,bo przyniosl z
          biblioteki wycinki z gazet z Sept 17-1995.
          W domu to zauwazyl,bo w bibliotece pomagal mu facet przegladac te mikrofilmy.
          A ze projekt jest do zrobienia na czwartek 27 kwietnia,wiec ja poszedlem do
          biblioteki zrobic kopie tych gazet.
          Ubralem sie wyjsciowo,bo spodziewalem sie,ze tam jakas mloda ponetna bedzie
          mnie pomagac z mikrofilmami,a trafilem na wysokiego,chudego czarnego faceta.
          Facet z biblioteki od razu do mnie zaczynatongue_outodobny jestes do syna jak dwie
          krople wody.Pamietam,pomagalem mu z tymi mikrofilmami.Ale on byl taki
          niesmialy,ze nawet nie chcial sie usmiechnac.
          No tak,ja jak na niego popatrzylem,to tez chec do smiechu mnie odeszla i
          zaczalem byc na siebie zly ,ze sie tak wystroilem.
          No wiec Maciek urodzil sie w sobote Sept 17-1994,temp wtedy byla 87F co daje
          30C-czyli goracy chlopak weekendowy.
          Exxon zostal skazany przez sad federalny na 5 miliardow doll kary za Exxon
          Valdez oil spill na Alasce.
          Clinton wyslal Jimmy Carter & Colin Powell do Haiti by wezwac militarna junte
          do ustapienia,zanim amerykanskie wojska tam sie zjawia.
          W kinach wlasnie lecial "Natural Born Killers" z Woody Harrelson,ta znerwicowana
          chudzina Juliette Lewis oraz narkomanem Robertem Downey Jr.
          www.imdb.com/title/tt0110632/
          Zapomnialbym,ze rezyserowl sam Oliver Stone.
Pełna wersja