Gdzie można zamknąć szaloną pannice?

24.04.06, 12:35
W mojej rodzinie jest problem z taką jedna szesnastoletnią postrzeloną
pannicą. W dziewczynę wszedł diabeł wcielony. Rodzice dawno stracili nad nią
kontrole. Nie wraca na noc nie ma jej czasami kilka dni, była wzorową
uczennica a teraz grozi jej poprawianie klasy. Nikogo nie słucha nie chodzi
do szkoły. Jej matka z tego wszystkiego wpadła w depresje i od kilku tygodni
jest na psychotropach. Niestety dziewczyna nic sobie z tego nie robi. Wobec
zaistniałej sytuacji i ze względu na to żeby pannica nie zrobiła sobie
krzywdy jej ojciec chciałby ją zamknąć w jakiejś szkole z zamkniętym
internatem lub w jakieś zamkniętej szkole katolickiej żeby mogła tam
przeczekać ten bydlęcy wiek. Nie wiecie przypadkiem czy jest coś takiego i
ile coś takiego może kosztować?
    • czajkax2 Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 24.04.06, 12:36
      Mozna ja wysłac do OHP. W tym ośrodku sporo ludzi wyprowadzją na prosta.
      • mufka51 Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 24.04.06, 13:07
        W Szymanowie u zakonnic.Prowadzą tam szkołę.Rygor jak ta lala.
    • ojejkuniu Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 24.04.06, 14:17
      do sądu opiekuńczego o przejaw demoralizacji- najpierw panna dostanie kuratora,
      a jak nie pomoże (czasem pomaga) to skierowanie do młodzieżowego schroniska.
    • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 24.04.06, 15:20
      Najlepiej nigdzie jej nie zamykać, tylko wysłać rodzinę na terapię rodzinną.
      Mało prawdopodobne, ze diabeł sam sie wcielił w pannice bez udziału porządnych
      i chcących dobrze rodziców, którzy w jakimś punkcie przegięli pałę. Chyba że
      młoda dostała choroby afektywnej dwubiegunowej i ma napad manii, co też jest
      możliwe - to trzeba zdiagnozować u psychiatry.

      Zamknięcie dziewczyny w jakimś miejscu nie pomoże, zwłaszcza w szkole
      katolickiej z internatem (mam koleżankę po takiej, chyba właśnie w Szymanowie -
      w tych internatach to sie dopiero dzieje!), chyba że rodzice chcą po prostu
      mieć problem daleko od siebie, a potem już nic ich nie będzie obchodzić. Nie
      radzę też prób zamykania w ośrodkach dla trudnej młodzieży, bo tak to sie
      dopiero mogą zacząć kłopoty wychowawcze i demoralizacja.

      Reasumując, byc moze rodzice nie sa temu winni, ale zawsze w takim przypadku
      powinni zacząć od siebie i sami się zastanowić co schrzanili, zamiast uciekać w
      psychotropy i zwalanie odpowiedzialności na diabła co wstąpił w córkę.
      • siasiuszek Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 24.04.06, 16:38
        Widzisz problem w tym ze rodzice nie mogą się już nią zająć, bo matka wpadła w
        ciężką depresje między innymi z powodu córki,(czym córeczka w ogóle się nie
        przejmuje). Przez tydzień nikogo nie poznawała dopiero teraz powoli z tego
        zaczyna wychodzić, ale prawdopodobnie będzie na lekach do końca życia. I myślę,
        że to nie wina rodziców tylko taki charakterek. Oni mają w sumie 4 dzieci 2
        córki i 2 synów pozostałej w wieku 21, 19 i 14 lat. Pozostałej trójce nic nie
        można zarzucić grzeczni dobrze się uczą teraz ten najstarszy jest na studiach
        naprawdę układne dzieciaki tylko w ta diabeł wstąpił. Fakt zawsze była z niej
        odważna i wygadana dziewczynka wszyscy byli zachwyceni, jaka to ona rezolutna i
        samodzielna do czasu aż weszła w wiek dojrzewania normalnie jej odbiło. Jak
        ktoś jej nie powstrzyma to zrobi sobie krzywdę? Czy w tym Szymanowie to
        uczennice pozostają zamknięte i nie mają jak uciec?
        • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 24.04.06, 16:54
          W rodzinach, w których coś się źle dzieje, często jedno tylko dziecko przyjmuje
          na siebie rolę czarnego charakteru, rodzinnej czarnej owcy. To zupełnie
          normalne zjawisko. Reszta jest porządna, bo przejawianie ich destrukcyjnych
          sklonności wzięła na siebie czarna owca.

          Z depresji sie wychodzi przy prawidłowym leczeniu, dlaczego myślisz, że do
          końca życia matka będzie na lekach?

          Zamknięcie raczej nie wyleczy tej dziewczyny i nie rozwiąze problemu; można ją
          gdzieś wysłać, ale w tym czasie trzeba pracowac z rodziną, oni wszyscy
          potrzebują terapii (a przynajmniej rodzice), żeby wyprostować pokręcone
          relacje.
          • siasiuszek Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 24.04.06, 17:03
            Dlatego myślę ze matka do końca życia będzie na lekach po psychiatra tak
            stwierdził żeby jej te depresje nie powracały musi być ciągle na lekach.
            Szczególnie ze to jest druga poważna depresja w jej życiu. Ogólnie mają
            skłonności rodzinne do chorób psychicznych jej siostra już od 2 lat jest
            leczona na nerwice i ciągle nie mogą jej z tego wyleczyć.
            • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 24.04.06, 17:05
              Nie wierzyć psychiatrom, iść do psychologa, na psychoterapię. Takich rzeczy się
              nie leczy farmakologicznie. Psychotropy mogą działać objawowo, ale nie na
              przyczyny depresji i nerwicy. A jak ktoś wierzy w chemię, to się moze
              rzeczywiścei faszerować chemią do końca życia (ze zgubnymi skutkami dla
              wątroby, żołądka, nerek itp.).
            • sol_bianca Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 00:32
              > Dlatego myślę ze matka do końca życia będzie na lekach po psychiatra tak
              > stwierdził żeby jej te depresje nie powracały musi być ciągle na lekach.

              no jest taka teoria wink
              wiesz co, tez kiedys uslyszalam cos takiego od psychiatry - o sobie. i jakos
              zyje, tfu, odpukac, bez lekow, bez depresji, chodzacy optymizm wink
              terapia rodzinna, to raz. matce zmienic lekarza, to dwa. jasne, najprosciej jest
              przepisac leki i miec pacjentke z glowy. mam nadzieje, ze sa jeszcze
              psychoatrzy, ktorzy nie ida na latwizne.
              • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 00:49
                sol_bianca napisała:

                jasne, najprosciej jes
                > t
                > przepisac leki i miec pacjentke z glowy

                Nie z głowy, nie z głowy. Przeciez co jakiś czas trzeba pacjentke przyjąć, żeby
                zapisać nową receptę i w ten sposób zapracować na swój chleb powszedni.
    • wobbler Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 07:37
      No i widzicie.Rejestr,o ktorym mowilam w swoim watku bedzie doprowadzal do
      takich wlasnie sytuacji.Bezstresowe wychowanie,utrata autorytetu rodzicow i w
      efekcie mlody czlowiek uwazajacy,ze sposobem na zycie jest "robta co
      chceta".Teraz zdesperowani rodzice zastanawiaja sie gdzie komu innemu oddac
      corke na wychowanie.I zrobia to instytucje-nie rodzice.
      Moze szansa dla dziewczyny byloby-paradoksalnie-gdyby zaszla w ciaze i z tego
      powodu stala sie nieatrakcyjna dla swego rozrywkowego towarzystwa?Zaleznie od
      stopnia demoralizacji-albo skruszona i osamotniona wroci na lono rodziny,albo
      pokatnie usunie ciaze.
      Prawde mowiac nie wiem co w tej okropnej sytuacji robic.Nie wydaje mi sie,zeby
      zamykanie gdziekolwiek mialo pomoc.Jezeli zechce to i tak ucieknie.Psycholog-
      nie bedzie go sluchac i powie,ze zgred pieprzy.(Jezeli w ogole da sie tam
      zawlec)Chyba rodzice musza to przeczekac kosztem wlasnego zdrowia.Albo
      dziewczynie wroci rozum,albo zmarnuje zycie.
      Ale oczywiscie probowac trzeba i psychologa,i szkoly katolickiej,bo powyzsze
      zdania to tylko takie moje "glosne myslenie".I trzeba sie spieszyc,bo za dwa
      lata dziewczyna powie "pocalujcie mnie w ..."bo juz bedzie pelnoletnia.
      • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 10:33
        wobbler napisała:

        > No i widzicie.Rejestr,o ktorym mowilam w swoim watku bedzie doprowadzal do
        > takich wlasnie sytuacji.Bezstresowe wychowanie,utrata autorytetu rodzicow i w
        > efekcie mlody czlowiek uwazajacy,ze sposobem na zycie jest "robta co
        > chceta".

        Hehe, rozbawiłaś mnie. Rejestr doprowadzający do tego, że dziecko popada w złe
        towarzystwo i ucieka z domu.
        Muszę cie rozczarować - najczęstszym powodem takiego zachowania jest zbyt
        autorytarne wychowanie w stylu "ja wiem lepiej, co dla ciebie dobre". Masz dużą
        szansę, żeby w przyszłosci to przetestować ze swoimi dziećmi na własnej skórze.
        • mijaczek A wam pamiec szwankuje? 25.04.06, 12:06
          Wydaje mi sie, ze wszystkie Panie zapomnialy troszku jak to jest miec 16,17 czy
          18 lat... a przeciez dla niektorych to wcale tak dawno nie bylo...
          Nie pamietacie juz jak to sie nienawidzilo starych, szlajalo sie po parkach nie
          po to, zeby matka zawalu dostala, ale po to, zeby sie szlajac, jak zaczynalo
          sie palic, pic i wszystko sie mialo w dupie oprocz znajomych...
          Wiekszosc z nas z tego wychodzi, zaczynaja sie studia, szlajanie byle gdzie
          przemienia sie w chodzenie na imprezy, konkretne juz itd. pali sie ziola, pije
          co akurat jest i zyje sie od sesji do sesji...
          Ja bym polecila troche poobserwowac to "wcielenie diabla rogatego" i moze
          probowac zrozumiec, bo to, ze matka dostala depresji nie swiadczy jeszcze o
          niczym... moze to mamusia jest przewrazliwiona... bo jak sie czasami chce, zeby
          dzieciak do konca zycia robil o, co my chcemy to taka "niesubordynacja" moze
          zszokowac tak, ze sie w depreche wpadnie... i mamusia pefno zastanawiala sie,
          gdzie popelnila blad wychowujac ideal...
          Tak sie nie da...
          Cofnijcie sie troche wspomnieniami i odpowiedzcie sobie jak bardzo wy
          sluchaliscie sie rodzicow...
          • siasiuszek Re: A wam pamiec szwankuje? 25.04.06, 12:37
            Wiadomo ze w młodości prawie każdy szaleje. Ale ja np. nie przypominam sobie
            żebym znikała z domu na 3 dni nic nikomu nie mówiąc. Żebym przestała chodzić do
            szkoły(wagary się oczywiście zdarzały, ale tej dziewczyny więcej nie ma w
            szkole niż jest). Żebym notorycznie nie wracała na noc nikomu nie mówiąc gdzie
            jestem i co robie. Żebym nie przejmowała się zdrowiem własnej matki, która
            przez kilka dni praktycznie leży i nikogo nie poznaje. I nie przypominam sobie
            żebym miała pieniądze z jakiegoś tajemniczego źródła. Wiadomo ze bunt to
            normalne w tym wieku, ale to już wyszło po za granice normalnego buntu. Tu nie
            chodzi o to ze dziewczyna imprezuje lub nie idzie na takie studia jak chcą
            rodzice nawet jakby ja przyłapali ze skrętem to było by pół biedy. Dlatego jej
            ojciec chciałby ją gdzieś zamknąć żeby w ramach tego buntu nie zrobiła sobie
            krzywdy i nie zmarnowała życia. On ma nadzieje ze jak przeczeka gdzieś ten
            bydlęcy wiek to może się uspokoi i zacznie normalnie myśleć o życiu. Terapia
            rodzinna chyba nie da tu rezultatu, bo pannica sama z własnej woli przecież na
            nią nie pójdzie a jest już za duża żeby wziąć ją pod pachę i zaprowadzić tam
            siłą.
            • sutra Re: A wam pamiec szwankuje? 25.04.06, 13:14
              Jak czytam "bydlęcy wiek", dostaję dreszczy. Jesli rodzice o niej tak mówią i
              określenie to nie jest twoim pomysłem, to przestaje sie dziwić, dlaczego
              dziewczyna zwiewa z domu i zachowuje się na przekór wszystkim. Wypraszam sobie
              to określenie; też byłam w tym wieku i bydlęciem się bynajmniej nie czułam.

              Siasiuszku, właśnie na tym polega terapia rodzinna, że chodzi na nią cała
              rodzina. Dziewczyna wcale nie musi na początku chodzić, rodzice powinni zacząć
              od siebie.

              Wbrew pozorom bunt wieku dojrzewania to nie jest automatyczna właściwość tego
              wieku, tylko produkt relacji z rodzicami.
              • siasiuszek Re: A wam pamiec szwankuje? 25.04.06, 13:21
                Nie tylko ja tak mówię "bydlęcy wiek", bo sama nazywam tak swój wiek 16-18 lat,
                kiedy to bynajmniej aniołkiem nie byłam i dużo głupstw też zrobiłam, ale nie
                przeginałam tak jak ta pannica.
                • sutra Re: A wam pamiec szwankuje? 25.04.06, 13:38
                  Moze w takim razie nie uogólniaj? nie każdy jest bydlęciem w tym czy innym
                  wieku.
                  • cocollino1 Re: A wam pamiec szwankuje? 26.04.06, 16:10
                    no straszna obraza nastąpila- bydlęcy wieksmile) fajne, mnie sie podoba, obrazona
                    sie bynajmniej nie czujesmile)
                    A w ogole super porada, wyslac rodzine na terapie, a corka niech dalej szaleje,
                    moze wszyscy i sie na terapie nadaja, ale chyba najpierw nalezaloby od
                    dziewczyny zaczac co?
                    • nangaparbat3 Re: A wam pamiec szwankuje? 28.04.06, 21:24
                      cocollino1 napisała:

                      > no straszna obraza nastąpila- bydlęcy wieksmile) fajne, mnie sie podoba,
                      obrazona
                      > sie bynajmniej nie czujesmile)
                      > A w ogole super porada, wyslac rodzine na terapie, a corka niech dalej
                      szaleje,
                      >
                      > moze wszyscy i sie na terapie nadaja, ale chyba najpierw nalezaloby od
                      > dziewczyny zaczac co?

                      Obraza, i owszem, ja sama kilkadziesiat lat temu byłam nastolatką, a poczułam
                      się dotknięta, okreslenie jest zupełnie nie do przyjecia, obraźliwe i wredne, z
                      gory ucina wszelki dialog.
                      Co do terapii tez się myslisz, rodzina jest strukturą i zachowania
                      poszczegolnych jej członkow sa od siebie nawzajem zależne, Sutra ma absolutna
                      rację pisząc, że mozna zacząć bez dziewczyny.
                      • siasiuszek Re: A wam pamiec szwankuje? 28.04.06, 22:42
                        > Obraza, i owszem, ja sama kilkadziesiat lat temu byłam nastolatką

                        Jak każda z nas

                        > okreslenie jest zupełnie nie do przyjecia, obraźliwe i wredne

                        A to, dlaczego jest to tylko określenie młodego wieku. Dlaczego niby ma być
                        wredne,- bydlęcy, cielęcy, szczenięcy po prostu młody jeszcze nie dojrzały? A
                        chyba się zgodzisz, że w wieku 16 lat jest się jeszcze nie dojrzałą osobą.
                        Nie wiem, co to dla ciebie znaczy, ale proszę nie dodawaj własnej ideologii do
                        moich słów.


                        • sutra Re: A wam pamiec szwankuje? 01.05.06, 13:29
                          siasiuszek napisała:

                          > > okreslenie jest zupełnie nie do przyjecia, obraźliwe i wredne
                          >
                          > A to, dlaczego jest to tylko określenie młodego wieku. Dlaczego niby ma być
                          > wredne,- bydlęcy, cielęcy, szczenięcy po prostu młody jeszcze nie dojrzały?

                          Bydlę to nie jest niedojrzale zwierzę, jak cielę, szczenię czy kurczę.

                          bydlę n IV, D. ~ęcia; lm M. ~ęta, D. ~ląt
                          1. «rogate przeżuwające zwierzę domowe (zwykle o krowie, wole, cielęciu)»
                          Mocne, ogromne, pociągowe, robocze bydlę.
                          Nakarmić, napoić bydlęta.

                          2. pot. «zwierzę w ogóle»
                          Pies to mądre bydlę.
                          ◊ posp. Upić się, spić się jak bydlę «upić się do nieprzytomności»

                          przen. obelż. «o człowieku małowartościowym moralnie, bezmyślnym, godnym
                          pogardy»
                          Zwykłe, skończone bydlę.
                          Wymyślać komu od bydląt.
                          sjp.pwn.pl/haslo.php?id=6107


                          Teraz już wiesz, dlaczego można się poczuć obrażonym w zwiazku z użytym przez
                          ciebie określeniem?
        • wobbler Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 22:21
          Nie rozczarowalas mnie,a Twoja diagnoza jest calkowicie bledna.Pisze o tym sama
          Siasiuszek pare postow nizej.Jaka to byla tolerancja ze strony matki i jacy
          wyrozumiali byli nauczyciele.Polecam lekture.
          • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 22:31
            wobbler napisała:

            Pisze o tym sama
            >
            > Siasiuszek pare postow nizej.Jaka to byla tolerancja ze strony matki i jacy
            > wyrozumiali byli nauczyciele.

            Oj, wobbler, naprawdę mało wiesz o mechanizmach psychologicznych. To, co
            napisała siasiuszek, o niczym tak naprawdę nie świadczy.
            • wobbler Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 26.04.06, 07:12
              O niczym.Poza tym,ze dziewczyna zostala po prostu rozpuszczona bezstresowym
              wychowaniem i na zbyt wiele jej pozwalano.Rzeczywiscie to nie ma zwiazku z
              obecnymi wybrykami.Zastanow sie moment...
              • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 26.04.06, 13:54
                Moja droga, naprawde nie świadczy to wszystko o rozpuszczeniu bezstresowym
                wychowaniem. Poza tym byłabym wdzięczna za przybliżenie mi, czym jest
                bezstresowe wychowanie, bo nie znam takiego prądu pedagogicznego (po 5-latnich
                studiach dziennych w kierunku pedagogicznym).
                • wobbler Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 26.04.06, 22:10
                  Trzeba bylo chodzic na wyklady miast imprezowac.No,chyba ze konczylas studia 20
                  lat temu.Wtedy istotnie takie wychowanie bylo nie do pomyslenia.
                  • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 26.04.06, 23:16
                    Moja droga; gratuluję pewnosci siebie, ale ona nie zawsze starcza za całość.
                    Nie wiesz, a pouczasz. Otóż wyjasnię ci coś. Nie ma niczego takiego, jak
                    bezstresowe wychowanie. Teksty o bezstresowym wychowaniu możesz znaleźć tylko
                    w "Radiu Maryja" i "Naszym dzienniku", a także czasem w jakichś kolorowych
                    pisemkach. Nie ma takiego prądu pedagogicznego, nie ma jego teorii.
    • natiania Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 12:47
      A mi żal tej dziewczyny, może nikt nawet nie stara się z nią porozmawiać, tylko
      od razu zamknąć. W sumie może ona jest oskarżana o każde nieszczęście w rodzinie
      i tak sobie radzi ze stresem, a i wiek swoje robi. Żal mi jej.
      • siasiuszek Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 13:02
        Ależ rozmawiali i próbują dalej z nią rozmawiać. To jest ukochana córeczka
        mamusi, dawniej były jak najlepsze przyjaciółki, dlatego też matka tak to
        przeżywa. Matka ogólnie jest naprawdę bardzo tolerancyjna w porównaniu np. do
        moich rodziców, ojciec jest surowszy. Ta dziewczyna nie miałaby problemu żeby
        zrobić sobie imprezę w domu albo żeby np. jej chłopak został na noc. Ale i tak
        robi wszystko na przekór. Specjalnie torpeduje wszelką pomoc. Np. miała
        zagrożenie z chemii. Rodzice wychodzili u nauczycieli żeby jej dała szanse i
        jeszcze przepytała. Nauczycielka po rozmowie z matką tak się dała wybłagać, że
        wystarczyłoby żeby po prostu pojawiła się w tym dniu w szkole. Oczywiście nie
        przyszła, następnego dnia poszła, ale w tym dniu specjalnie nie przyszła do
        szkoły.
        • kalina_p hmmm...tu się z "pannica"zgadzam 25.04.06, 22:29
          bo jakby moja mam czy tata wtryniali sie w moja nauke i biegali do nauczycielek
          ublagac o przepytanie, to tez bym nie poszla, na przekórwink
          Niejeden numer rodzicom odstawilam, szalałam, jak ...szalona, hehehe, ale nigdy
          nie zniknęłam bez uprzedzenia, nigdy nie zawiodłam ich zaufania w takim stopniu.
          Zgadzam sie z sutra, ze leczyc nalezy rodzine, a nie zamykac gdzies "pannicę",
          bo to bez sensu. Ucieknie i sie nie pojawi wiecej, w dodatku znienawidzi
          rodziców, matka wtedy dopiero w depresje totalna wpadnie i bedzie fajnie, prawda?
          zacząć od rodziny, od ich relacji...Może 'pannica" pogada z psychologiem i jemu
          opowie, co jej nie pasuje, co jest nie tak w rodzinie?
          zamykanie jej gdziekolwiek to chyba najgorszy pomyslsad
      • verdana Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 13:06
        Cos w tej rodzinie jest głęoko nie tak. Nie dostaje sie klinicznej depresji, bo
        córka źle sie zachowuje. Nie leczy się matki zamykając dziecko. Przecież, z
        tego co piszesz, rodzinie już nie tyle zależy na dziewczynie, ile na tym, by
        sie jej pozbyc dla zdrowia matki.
        Fatalne zachowanie tylko jednego członka rodziny ma na pewno jakieś przyczyny.
        czasem 'wina" nie lezy wcale po stronie "czarnej owcy" tylko całej rodziny -
        dlaczego ona wiec ma odpowiadać za wszystkich?
        No i ja bym się nie łudziła. przymusowe zamknięcie w internacie nie poprawi
        stosunków rodzinnych. A z internatu stosunkowo latwo uciec - a ze dziewczyna
        będzie sie zasadnie czuła wyrzucona i niechciana, dopiero wtedy moga być
        klopoty.
        • siasiuszek Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 13:18
          Matka ma depresje, ponieważ ma do tego skłonności już parę lat temu miała coś
          podobnego i teraz pod wpływem szaleństw córki wszystko jej powróciło. Chcą
          zamknąć dziewczynę nie, dlatego żeby ratować matkę, bo jej na pewno nie pomoże
          to ze ukochana córeczka siedzi gdzieś zamknięta, ale dlatego właśnie, że
          martwią się o dziewczynę a sami stracili nad nią wszelką kontrole i nie mają
          żadnego wpływu na jej postępowanie. Możliwe ze gdzieś tam jest wina rodziny
          jakiś błąd nie wiem. Ale myślę ze są też ludzie z natury już z takimi
          charakterami.
          • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 13:38
            siasiuszek napisała:
            Chcą
            > zamknąć dziewczynę nie, dlatego żeby ratować matkę, bo jej na pewno nie
            pomoże
            > to ze ukochana córeczka siedzi gdzieś zamknięta, ale dlatego właśnie, że
            > martwią się o dziewczynę a sami stracili nad nią wszelką kontrole i nie mają
            > żadnego wpływu na jej postępowanie.

            Są inne metody, nie takie drastyczne - wspomniana terapia rodzinna.

            Możliwe ze gdzieś tam jest wina rodziny
            > jakiś błąd nie wiem. Ale myślę ze są też ludzie z natury już z takimi
            > charakterami.

            Widzę, ze jesteś zwolenniczką ścisłego determinizmu biologicznego. Ja jednak
            wierzę, że człowiek ma wpływ na swoje postępowanie i że dobra psychoterapia ma
            sens oraz odnosi skutki.
            • siasiuszek Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 14:18
              A ja widzę ze ty wyznajesz teorie ze za wszystko odpowiadają rodzice. Nie
              wątpię ze wiele zależy od rodziców i ich wychowania, ale myślę ze nie można
              wpadać też w przesadę i przyjąć do wiadomości ze są jednostki, którym nie
              pomogą nawet najlepsze rodziny i tysiące godzin spędzonych na psychoterapii
              (np. mój teściu choćby przeszedł setki takich psychoterapii to i tak nic by do
              niego nie dotarło taki człowiek). Nie mówię, że z tą dziewczyna akurat taka
              jest i może faktycznie są gdzieś błędy w wychowaniu rodzinny i psychoterapia
              faktycznie by tu pomogła. Ale póki, co na współprace z jej strony nie ma, co
              liczyć.
              • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 14:43
                siasiuszek napisała:

                może faktycznie są gdzieś błędy w wychowaniu rodzinny i psychoterapia
                > faktycznie by tu pomogła. Ale póki, co na współprace z jej strony nie ma, co
                > liczyć.

                Siasiuszku, bo tu się nie liczy na współpracę z jej strony. Psychoterapię
                powinni zacząć matka i ojciec. Matce by to sie i tak zresztą przydało
                niezaleznie od problemów z dziewczyną. Jest depresyjna i zamierza niszczyć
                sobie organizm faszerując się chemią do końca życia, czego można by dzięki
                psychoterapii uniknąć.
                Rodzice tej dziewczyny idą po linii najmniejszego oporu, bo nie chcą przyznać,
                ze problem jest też w nich, tylko zamierzają zamknąć dziewczynę gdzieś z dala
                od siebie - co wedle wszelkiego prawdopodobieństwa i tak jej nie pomoże, a może
                poważnie zaszkodzic. To sa metody pedagogiczne sprzed co najmniej 100 lat,
                które sięne sprawdziły.
        • judytak Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 13:34
          ja wcale temu pomysłowi się nie dziwię
          i wcale nie interpretuję tak, że chcą "pozbyć się dziecka, żeby leczyć matkę"
          taki pomysł ("może, jak rodziców nie słucha, posłucha obcych? może, jak będzie
          miała wypełniony cały czas, będzie pod kontrolą, to się nauczy porządku? może,
          jak zobaczy, pozna takich, którzy są porządni, to sama się dostosuje?") jest
          owszem wyrazem rozpaczy, bezradności, tu spotęgowanej tym, że "dotąd matka
          mogła się dziewczyną zajmować, teraz nawet ona nie może, tym bardziej rodzice
          nic nie zrobią"...

          zdaje mi się, że szkoła z rygorem i z internatem tylko popsułaby sprawę
          za to warto poszukać szkołę "dla zbuntowanej młodzieży", są takie, licea na
          pewno, w warszawie na pewno, chociaż nie pamiętam ani nazwy, ani adresu...
          są to miejsca, gdzie nie zwraca się uwagi na drobnostki typu ubiór, fryzura,
          papierosy, tylko na to, żeby się jednak nauczyli tego, czego będą potrzebować
          do pójścia dalej, jak się uspokoją...

          pozdrawiam
          Judyta
          • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 13:36
            W Warszawie tzw. na", to ma w nazwie kształcenie ustawiczne czy coś w tym
            guście. Chodzą tam muzycy, zakonnice i niedostosowana młodzież.
            • verdana Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 14:34
              Jest chyba "Kat".
              Al4e z postu wynika, ze im własnie zależy, aby dziewczyny w domu nie bylo. Więc
              wszystkie szkoły dla niedostosowanych odpadają. Pozostaje swoiste więzienie z
              wyroku rodziców.
              Gdyby to miało pomóc, to moze bylabym i "za". Ale obawiam się, ze tylko
              dziewczyne do końca zdemoralizuje. Jeśli to co robi, jest buntem przeciw
              rodzinie, to bedzie teraz miała rzeczowe i logiczne uzasadnienie, dlaczego sie
              buntuje.
              • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 14:45
                verdana napisała:

                Jeśli to co robi, jest buntem przeciw
                > rodzinie, to bedzie teraz miała rzeczowe i logiczne uzasadnienie, dlaczego
                sie
                > buntuje.

                Może już wcześniej miała rzeczowe i logiczne uzasadnienie...
              • judytak Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 15:09
                verdana napisała:

                > Al4e z postu wynika, ze im własnie zależy, aby dziewczyny w domu nie bylo.

                dla mnie nie wynika
                zrozumiałam, że taki mają pomysł, bo inne, jakie mieli, nic nie dali...

                pozdrawiam
                Judyta
                • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 15:47
                  Z postu nie wynika, ze stosowali jakąkolwiek inną metodę oprócz próśb i gróźb.
                  • judytak Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 26.04.06, 09:56
                    nie musi wynikać
                    po prostu tak już w życiu bywa, że najpierw się rozmawia, tłumaczy, prosi,
                    stosuje się zakazy-nakazy, docieka się, co się dzieje, umawia się, rozmawia się
                    z nauczycielami, pedagogem szkolnym, bierze się korepetycje, ma sie rozmaite,
                    lepsze czy gorsze pomysły, a jak nic nie skutje, ma się te pomysły co raz
                    bardziej "dzikie", rozpaczliwe, takie, że samemu już się nie ma przekonania,
                    czy cos dają, ale odczuwa się też nacisk wewnętrzny, że "coś przecież muszę
                    robić, nie mogę patrzeć bezczynnie, jak ona sobie źle czyni"

                    bo jednak większość ludzi, to ludzie normalni

                    pozdrawiam
                    Judyta
            • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 14:45
              sutra napisała:

              > W Warszawie tzw. na",

              Zjadło mi nazwę: tzw. sorbona.
              Tu jest lista wszystkich Centrów Kształcenia Ustawicznego w całej Polsce:
              www.cdr.gov.pl/informator/cku.htm
              • judytak Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 15:08
                > Zjadło mi nazwę: tzw. sorbona.

                o, to właśnie miałam na myśli :o)

                pozdrawiam
                Judyta
        • croyance Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 03.05.06, 23:04
          Jako psycholog, potwierdzam.
          Ta dziewczyna po prostu ukazuje soba symptom choroby rodziny. Zazwyczaj
          najwwrazliwszy bierze to na siebie.
    • olamad Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 17:59
      Taka szkoła z internatem, prowadzona przez zakonnice znajduje się własnie chyba
      w Szymanowie - w każdym razie gdzieś w okolicach Warszawy. Kilka lat temu moja
      siostra oddała tam swoją dorastającą córkę, i co pewnie większośc Was zdziwi,
      obydwie bardzo sobie tę decyzję chwalą. Dziewczyna nie radziła sobie w
      normalnej szkole, została na drugi rok w tej samej klasie, wolała wagary i
      imprezki z przyjaciółmi - czyli wypisz-wymaluj sytuacja przedstawiona przez
      autorkę wątku. Po roku spędzonym wśród podobnych jej panien (większość z
      dobrych domów, które zeszły z "dobrej drogi"), siostrzenica była nie do
      poznania. Może nie jest orłem w szkole, ale jakos sobie radzi; na imprezki
      chodzi, ale z umiarem, a co najważniejsze - moja siostra twierdzi, że nigdy nie
      miała z nią tak dobrego kontaktu niż teraz.
      Pozdrawiam,
      • verdana Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 18:12
        Jezeli dziewczyna sie zgadza, albo przynajmniej nie sprzeciwia - i ma być to
        dla jej dobra - czemu nie. Wszyscy uwazaja, że dobrze jest odseparować
        od "złego towarzystwa".
        Tu jednak problem wydaje sie powazniejszy - ze wzgledu na zerwane w duzym
        stopniu wiezy z rodzina. No i wydaje się, ze rodzina bardziej ma ochote pozbyc
        sie kłopotu, pomoc matce, niż córce. Samo stwierdzenie "zamknąć" swiadczy o
        czyms niedobrym.
      • triss_merigold6 Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 22:04
        Pomysł jak dla mnie upiorny. Resocjalizacja u zakonnic. Hard core.
        Teza, że jakoby pani się pogorszyło z powodu zachowania córki do tego stopnia,
        że leży i słabo kontaktuje - mocno naciągana.
    • haganna Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 22:02
      Moim zdaniem to nie z pannicą jest coś nie tak, tylko z jej rodziną. I to od
      rodziców - a szczególnie od matki - powinno zacząć się terapię.
      Twierdzenie, że matka do końca życia będzie na psychotropach to jakieś totalne
      bzdury! Dziewczyna nic sobie nie robi z depresji matki i to jest problem? To
      matki "broszka", nie jej! Przyczyniła się do tego stanu? Czyżby?
      Ojciec chce ją gdzieś zamknąć? Chce mieć z głowy "problem"? Pozornie, na
      zewnątrz znów wszystko będzie "cacy"?
      Brrr. Aż mnie ciary przechodzą. Szkoda mi tej dziewczyny, bo coś mi się zdaje,
      że ma po prostu nieodpowiedzialnych rodziców.
      • triss_merigold6 Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 22:05
        Wygodnych, leniwych i dość okrutnych w dodatku. Długo matka będzie depresją
        szantażować rodzinę? Niektórzy potrafią całe życie podobno...
      • wobbler Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 22:31
        Problem polega na tym,ze na zbyt wiele coreczce pozwalano.Kiedy dostawala
        histerii przed zabawkarskim,pewnie kupowali jej zadana lalke,zeby tylko sie
        uspokoila.W sumie biedna dziewczyna.Wczesniejszy brak stresu zycie teraz
        wyrowna w okrutny sposob,weryfikujac jej przydatnosc do samodzielnej
        egzystencji.
        • a_pola Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 25.04.06, 22:55
          oczywiscie,ze jest to wynik bledow i wypaczen, a nie tak sobie z nikąd
          szalenstwa panny dorastającej ,ale znam taki przypadek i pannica zostala oddana
          do siostr w szymanowie i teraz jest wzietym lekazrem i dziekuje rodzicom,ze
          takie wyjscie wybrali...
        • black.and.white Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 26.04.06, 23:19
          > Kiedy dostawala
          > histerii przed zabawkarskim,pewnie kupowali jej zadana lalke,zeby tylko sie
          > uspokoila.

          Niestety nie wiem co by to miało mieć to zaistniałej sytuacji.

          >Wczesniejszy brak stresu [...]
          Znaczy stresujmy dziecko, niech się od małego przyzwyczaja?
      • judytak Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 26.04.06, 09:45
        haganna napisała:

        > Dziewczyna nic sobie nie robi z depresji matki i to jest problem? To
        > matki "broszka", nie jej! Przyczyniła się do tego stanu? Czyżby?

        normalny człowiek, nawet jeśli nic nie ma wspólnego ze sprawą, nawet jeśli jest
        małym dzieckiem, ma wyrzuty sumienia, czuje się niezręcznie, jak się komuś z
        najbliższych coś stanie...

        inna kwestia, że niektórzy właśnie z tej zgryzoty stają się na zewnątrz zimni i
        agresywni, niedostępni...

        pozdrawiam
        Judyta
        • haganna Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 27.04.06, 14:44
          Normalny człowiek, jeśli się go w ten sposób szantażuje, gra na jego sumieniu,
          po prostu się od takiego "wampira" odcina. To najzdrowsze co może zrobić.
          Takie emocjonalne gierki matki to zwykła podłość.
    • siasiuszek Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 26.04.06, 09:07
      No to się przekonałam na własnej skórze jak to jest pisać na forum, kiedy
      wszyscy wiedzą lepiej nią bezpośredni świadek wydarzeń. Co z tego ze ja znam te
      osoby i wiem jak jest skoro, co niektórzy tutaj wiedzą lepiej niż ja. Pisze po
      raz trzeci ze rodzina nie chce się pozbyć dziewczyny. Oni sa po prostu
      normalnie ludzko bezsilni nie wiedzą, co robić kochają ja martwią się o nią i
      widzą, że ich córka tonie, więc próbują ją choćby za włosy z tego wyciągnąć.
      Gdyby dało się z nią rozmawiać to by rozmawiali, ale nie da sie każde słowa
      odbijają się jak od ścianę o ile w ogóle chce słuchać. Mam nadzieje ze was
      nigdy nie spodka taka sytuacja, że czujecie ze nie macie już najmniejszego
      nawet wpływu na swoje dorastające dziecko a co gorsza to dziecko coraz bardziej
      się pogrąża. Matka nie szantażuje rodziny tylko po prostu wpadła w depresje. Ja
      również do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że można wpaść aż w taką
      depresje, do tej pory myślałam ze jak ktoś wpada w depresje to po prostu chodzi
      smutny lub zamyślony nie wiem a tu kobieta przestała poznawać członków rodziny
      tak ze psychiatra był wzywany w niedziele do domu. Teraz już jest prawie
      normalnie. Dziwi mnie też, że co niektórzy tak żałują dziewczyny, która choć
      widzi, co się z matka dzieje nie sfolguje, choć na pewien czas tylko szaleje
      dalej w najlepsze pewnie nawet jakby matka zmarła zrobiłaby sobie imprezę nad
      jej grobem.
      • zawsze-w-drodze Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 26.04.06, 11:37
        Siasiuszek to nie jest dorosły człowiek! Nazywaj ten okres jak chcesz -
        bydlęcy, durny i chmurny, postrzelony - ale to NIE jest jeszcze dorosły
        człowiek - ani z prawnego ani z psychologicznego punktu widzenia. Dodatkowo na
        pewno ma cechy charakteru, które nie ułatwiają przejścia przez oktes burzy i
        naporu. Ja np. NIENAWIDZĘ poleceń, rozkazów, kontroli - też dałam moim rodzicom
        popalić - na szczęście wytrzymali, nie próbowali mnie poskromic za wszelką
        cenę - i co - studia skończona (nawet dwa kieunki ha, ha), kariera nienajgorsza
        w toku... Co prawda dalej mam klopoty z dyscypliną, nie lubię jak mi się coś
        każe... Próby sprawowania nademną kontroli przez mężów skończyłu się rozwodami
        (dwoma) - ot taki niezależny duch. A w czasach licealnych - oj działo się -
        ucieczki na festiwal w Jarocinie (pamiętacie?), uprowadzenie ze szkoły
        dziennika w celu bezkarnego grania w brydża w pobliskim pubie, udawane omdlenia
        na matematyce w celu podmiany klasówek, szaleństwa na klasowej wycieczce w
        Petersburgu - taki z interwencją miejscowej milicji... Matka i ojciec byli na
        tyle przytomni, że nie interweniowali tak dlugo jak długo nie robiłam sobie
        TRWAŁEJ krzywdy - nawet w momencie groźby wyrzucenia ze szkoły wytrzymali -
        wiedzieli, że ich interwncjia pogorszy sprawę - ja po prostu jestem typem,
        któremu papiros najbardziej smakuje pod zakazem palenia... Oczywiście z wiekiem
        ograniczam swoje zapędy - uczę się samokontroli - ale ten charakter pozostanie
        dok końca życia - pracę też wybrałam taką, która pozawala się wyżyć ale
        jednocześnie nie zmusza do życia "na gwizdek" - w dziale księgowości wysadziła
        bym w powietrze bilans albo wyskoczyła oknem. Może ta znajoma nastolatka to
        podobny typ? Wiem, że gdy ze mną było naprawdę źle - zakochałam się w człowieku
        zupełnie nieodpowiednim - wręcz groźnym dla mojego zdrowia (narkotyki) i życia
        (jakieś okołomafijne układy)matka zainterweniowała - wywiozła mnie ale ZE SOBĄ
        daleko poza moje miasto, na kilka tygodni - wzięła urlop - i była ze mną non
        stop i gadałyśmy, chodziłyśmy na zakupy, awanturowałyśmy się, po prostu była ze
        mną poza moim środowiskiem - czułam się ważna nie odrzucona - i pomogło. Może
        to też jest dziewczyna - typ wilka - złapana w sidła prędzej łapę odgryzie niż
        da się utrzymać. Wiem, że ja jak tylko czuję łańcuch to zrobię wszystko żeby
        się urwać a dobrocią można ze mną wszystko! A - i żeby nie było wątpliwości -
        oboje moi rodzice są po studiach, robili kariery, sytuacja materialna - bardzo
        dobra. Ja jestem mężatką po raz trzeci - wreszcie wyszłam za kogoś kto nie
        próbuje mnie kontrolować - wszystko się ułożyło - więc głowa do góry. Może ten
        wyjazd - ale z rodzicami (matką) to dobry pomysł?
        • haganna Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 27.04.06, 15:07
          Zawsze-w-drodze, duża buźka.
          Otóż to! Ja też nie znoszę czegoś MUSIEĆ. Nie muszę nic! Moi rodzice też nie
          mieli ze mną łatwo, ale zawsze moje "szaleństwa" ocierały się tylko o
          niebezpieczeństwo. Nie znoszę kontroli, zakazów i nakazów. I patologią
          zdecydowanie nie jestem.
          A moje szaleństwa wystąpiły wraz z separacją rodziców. Nie ma dymu bez ognia!
          Próby umieszczenia mnie u ultra-katolickiej rodziny skończyły się ucieczką po 4
          miesiącach. Bywało ciężko, ale byłam wolna. Dawałam korki, kończyłam studia.
          Byłam sama, samodzielna, samofinansująca się i samowystarczalna - pracując na
          porządnym stanowisku w międzynarodowej korporacji, a nie "schodząc na psy" jak
          by zapewne chciała usłyszeć większość zwolenników "poskromienia złośnicy".
          Problem widzę w rodzinie tej dziewczyny a nie tylko w niej samej.
      • kalina_p siasiuszek 26.04.06, 12:19
        troszkę przesadzasz, jak to sie mówi - nie ma dymu bez ognia i zachwanie
        dziewczyny ma jakąs przyczynę, po prostu.
        Jelsi rodzice z nia nie moga nawiązać kontaktu, niech ja ktokolwiek przekona,
        żeby poszła do psychologa...
        Jak Ci juz wyzej pisałam - jeśli panna ma 16 lat a mama i tatus lataja do szkoły
        prosić o poprawienie oceny, to cos JESt nie tak, bo ja w wieku tej pannicy miała
        kompletnie wolna rekę jesli chodzi o szkołę, nauke i spaliłabym sie ze wstydu,
        gdyby moja mamusia biegała do nauczycielki...

        To ciężki wiek, wiadomo, ale zakmniecie jej raczej nie pomoże...Może jakas
        osoba, która ona lubi i w miare szanuje by z nia spokojnie pogadala? A czy ona
        nie bierze narkotyków? Wie ktos cos o tym?
        Rodzicom polecam także wizyte u psychologa, niech opowiedza, pogadaja o
        problemach z córką, może ktos mądry dpojrzy sie na to z innej strony i cos im
        doradzi. Jeśli oni sie zmienia, to ona w odpowiedzi na to pewnie tez.
        Tak sie np. leczy anoreksje - zaczyna sie od RODZINY. A tez by nikomu do głowy
        nie przyszlo, że to wina stosunków w rodzinie, prawda?
        Nie zaperzaj sie, tylko poczytaj jeszcze raz ten watek, sutra dużo madrych
        rzeczy pisze.
        • siasiuszek Re: siasiuszek 26.04.06, 12:43
          Ależ ja się nie zaperzamwink To czy narkotyków nie bierze tego nie wiadomo.
          Wiadomo natomiast ze ma pieniądze z jakiegoś dziwnego źródła, co jest bardzo
          niepokojące. Rodzice poszli do szkoły, ponieważ szkoła sama powiadomiła
          rodziców ze panna nie chodzi do szkoły, że prawie z wszystkiego ma pały.
          Podsunę jej ojcu pomysł z psychoanalizą może to coś pomoże. Ale musze się
          przyznać ze ja osobiście w żadne psychoanalizy nie wierze mnie by to jeszcze
          bardziej wkurzyło gdyby ktoś obcy chciał mieszać w moim życiu i mówił mi jak
          mam postępować. No, ale może jej pomoże. Rodzice sobie mogą chodzić, ale nie
          wydaje mi się żeby udało się ja tam zaciągnąć.
          • triss_merigold6 Re: siasiuszek 26.04.06, 12:52
            Psychoterapia, nie psychoanaliza jeśli już. Może spotkanie z mediatorem
            rodzinnym i ułożenie tzw. kontraktu dla obu stron. Niech zaczną rodzice i
            spróbują zmienić swoje podejście do dziewczyny a córka na to jakoś zareaguje.
            Pomysł z zamknięciem gdzieś uważam za niebezpieczny - dziewczyna ucieknie w
            Polskę i znajdą się "opiekunowie". Rodzice powinni dawno poszukać
            profesjonalnej pomocy. Przy depresji farmakologia + psychoterapia a nie tylko
            leki do końca życia, bez przesady.
            • melka_x Re: siasiuszek 26.04.06, 13:22
              Czytam i oczom nie wierzę.

              Co to za upiorno - naiwne założenie, że za wszystko odpowiadają rodzice?
              Bandyta - na pewno miał nieszczęśliwe dzieciństwo, mamusia zaniedbywała.
              Kradnie samochody - zapewne matka była emocjonalnie niedostępna, a on
              biedaczyna chce zwrócić na siebie uwagę. Nie chodzi do szkoły, znika na kilka
              dni, pije - na pewno tatuś molestował. Albo wystarczy, że nie dał w odpowiednim
              momencie odpowiedniego (odpowiedniego czyli zgodnego z wyobrażeniem
              oczekującego go osoby) psychicznego wsparcia. I buch trauma, tragedia i złamane
              życie. Cokolwiek by nie zrobić na pewno przyczyny należy szukać w rodzinie. Bo
              przecież nikt za własne postępowanie nie odpowiada, wszystko to zewnętrzne
              warunki.

              A na wszystko złote paneceum czyli psycholog i terapia rodzinna. Psycholog
              drogie panie to nie cudotwórca. Nie wyleczy z egoizmu, nieodpowiedzialności,
              braku empatii, lekceważenia innych.

              Człowiek to nie tabula rasa, rodzi się z określonym potencjałem, marksistowskie
              bajdurzenie o tym, że usposobienie i zachowanie człowieka można dowolnie
              kształtować dawno włożono między bajki. A nastolatek ma już wystarczająco
              rozwiniętą samoświadomość, potrafi odróżnić dobro od zła i podejmuje suwerenne
              decyzje.

              Przy okazji - depresja reaktywna - w przeciwieństwie do endogennej - może być
              efektem poważnych problemów w rodzinie. Przekonanie, że depresją (w klinicznym,
              ścisłym znaczeniu tego terminu) można szantażować otoczenie jest wynikiem
              niewiedzy. To tak jakby powiedzieć, że komuś tkanki nowotworowe mnożą się
              tylko dlatego, że chora chce zrobić na złość mężowi czy dziecku.
              • kalina_p melka 26.04.06, 13:30
                gdyby dziweczyna 16-letnia była w pełni swiadomym swoich decyzji i poczynań
                człowiekiem, to miałaby prawo wyborcze. I mogłaby wyjśc za mąz bez zgody rodziców.
                Ona jest mloda.
                Jej zachowanie to geny+wychowanie, cały czas trwaja spory, który z tych
                czynników jest silniejszy...Niemniej twierdze, że zachowanie mlodego czlowieka
                mozna zmienic i jakos nim kierować, jeśli jest sie jego rodzicem. A jeśli nie
                wychodzi to nalezy udac sie po porade do specjalisty.
                Dlaczego najwiecej przestepstw popełniaja nastolatkowie z rodzin patologicznych?
                Tez geny? Czy jednak "wzorzec" rodziny?
              • sutra Re: siasiuszek 26.04.06, 14:58
                melka_x napisała:

                > Co to za upiorno - naiwne założenie, że za wszystko odpowiadają rodzice?

                A gdzie je znalazłaś??
            • siasiuszek Re: siasiuszek 27.04.06, 09:18
              Matka jest pod opieką psychiatry to chyba jest fachowa pomoc? I tych leków do
              nie jej pomysł tylko specjalisty.
              • sutra Re: siasiuszek 27.04.06, 13:12
                siasiuszek napisała:

                > Matka jest pod opieką psychiatry to chyba jest fachowa pomoc? I tych leków do
                > nie jej pomysł tylko specjalisty.

                Psychiatra leczy podając środki farmakologiczne, które nie usuwają problemu, o
                ile tkwi on w psychice, a nie np. w metabolizmie. Specjalistą od leczenia
                psychiki jest psychoterapeuta, wazne żeby był dobry. Psychiatrzy są wysoko
                wyspecjalizowani w leczeniu pacjentów farmakologicznie i wielu z nich widzi
                pacjenta tylko pod kątem swojej wąskiej wiedzy. Jak przedstawiciele każdej
                specjalizacji wykonują pracę od-do i byłoby naiwnością myśleć, że zależy im na
                wyleczeniu pacjenta przy uzyciu wszelkich możliwych środków, równiez
                wykraczajacycych poza granice ich specjalizacji.
                • haganna Re: siasiuszek 27.04.06, 14:52
                  Każdy szanujący się psychiatra współpracuje z psychologiem. Terapia - jeśli ma
                  być skuteczna - obejmuje leczenie farmakologiczne plus sesje terapeutyczne
                  (prowadzi je albo psycholog, albo psychiatra). Jeśli lekarz przy depresji
                  przepisuje farmaceutyk i informuje, że pacjent ma go brać do końca życia, to
                  postępuje niezgodnie ze sztuką.
          • kalina_p ja nie o psychoanalizie pisze 26.04.06, 13:25
            tylko o rozmowie z psychologiem, a to sa dwie kompletnie różne sprawy.
            Niech ktos z ta dziewczyna pogada, do psychologa warto - czasem czlowiekowi
            łatwiej otworzyc sie przed kims zupełnie obcym. A psycholog tu pomoże na pewno.
            A zeby rodzice chodzili - jak najbardziej, może jesi oni zmienia coś w stosunku
            do niej, to zaowocuje tym, że ona sie zmieni.
            Może np. by nie zwracali uwagi na jej "wyskoki"?
            Może jak panna zobaczy, że nikt sie specjalnie nie interesuje tym, co ona robi,
            to przestanie, bo uzna, że nic nie osiagnie? A może własnie bardziej na nia
            zwracac uwagę? nie wiem, nie mam pojecia i nie mnie tu szukac rozwiazania.
            cala rodzina winna sie udac do jakiejs poradni...
            • melka_x Re: ja nie o psychoanalizie pisze 26.04.06, 16:14
              Ja też nie piszę o psychoanalizie, bo to już w ogóle pomysł z księżyca.

              Nie jestem przeciwniczką psychologów i terapii. Natomiast akurat w tej sytuacji
              terapia rodzinna jest chybionym pomysłem z dwóch powodów. Po pierwsze, żeby
              przyniosła jakiekolwiek efekty muszą chcieć chodzić WSZYSCY zainteresowani.
              Inaczej to jakby wierzyć, że alkoholika może wyleczyć chodzenie żony i dzieci
              na terapię dla rodzin AA. Terapia rodzinna niczego nie zmieni, jeśli
              którykolwiek członek rodziny będzie ciągnięty na nią siłą. Psycholog za nikogo
              chęci i pracy nie odwali, a sądząc po informacjach z postu dziewczyna raczej
              nie podejdzie do pomysłu z entuzjazmem. Po drugie terapia rodzinna w takiej
              sytuacji jest niczym innym jak sprzedaniem komunikatu "zachowujesz się
              skandalicznie, źle, ale my nie będziemy się zastanowiać się jakie powinnaś
              ponieść konsekwencje, tylko zajmiemy się szukaniem winy we wszystkich poza
              Tobą". To zaprzeczanie temu, że istnieje indywidualna odpowiedzialność, że
              ludzie mają wybór. Być może terapia rodzinna to bardzo dobry pomysł na
              przyszłość, jak dziewczyna się nieco uspokoi, ale nie teraz. Do psychologa mogą
              za to pójść rodzice, to ok, ale to wszystko.

              Za to pomysł z internatem jest dobry. Jeśli dziewczyna znika na kilka dni, to
              najprawdopodbniej nie włóczy się sama. A to oznacza, że jest towarzystwo od
              którego powinno się ją na dłuższy czas odseparować (co oczywiście nie znaczy,
              że wszystkiemu winne towarzystwo). Dobre (dobre mówię) szkoły zakonne kładą
              duży nacisk na samodyscyplinę i odpowiedzialność za siebie, to są umiejętności
              których ta nastolatka na pewno nie ma. Gwarancji, że to coś zmieni nie ma, ale
              próbować warto.
              • sutra Re: ja nie o psychoanalizie pisze 26.04.06, 17:37
                melka_x napisała:

                > Nie jestem przeciwniczką psychologów i terapii. Natomiast akurat w tej
                sytuacji
                >
                > terapia rodzinna jest chybionym pomysłem z dwóch powodów. Po pierwsze, żeby
                > przyniosła jakiekolwiek efekty muszą chcieć chodzić WSZYSCY zainteresowani.
                > Inaczej to jakby wierzyć, że alkoholika może wyleczyć chodzenie żony i dzieci
                > na terapię dla rodzin AA.

                Alkoholik jest człowiekiem dorosłym. 16-letnia panna jest jeszcze - mimo
                wszystko - dzieckiem, które mogło, podkreślam, mogło zacząć szaleć z powodu
                wychowania, jakie odebrało (i to, ze inne dzieci nie szaleją, naprawdę o niczym
                nie świadczy). Dlatego bardzo korzystne jest, żeby rodzice poszli na terapię
                nawet bez córki. Zwłaszcza przydałoby się to matce, i to nawet nie ze względu
                na corkę.

                Po drugie terapia rodzinna w takiej
                > sytuacji jest niczym innym jak sprzedaniem komunikatu "zachowujesz się
                > skandalicznie, źle, ale my nie będziemy się zastanowiać się jakie powinnaś
                > ponieść konsekwencje, tylko zajmiemy się szukaniem winy we wszystkich poza
                > Tobą".

                Czemu tak uważasz? Właśnie psychlog może doradzić rodzicom, jak postępować z
                córką, żeby poniosła konsekwencje za swoje zachowanie i nie czuła potrzeby,
                żeby w odwecie eskalować swoje buntownicze zachowania. A jednocześnie dobrze
                jest dać dziecku komunikat, ze szukamy winy również w sobie. Nikt nie jest
                nieomylny i naprawdę nie wiadomo, z jakich powodów ona zaczęła szaleć. Jesli
                jednak wpływ miało na to zachowanie rodziców, ważne, żeby ona odebrała
                wiadomość, iż dostrzegają problem, a przynajmniej starają sie go dostrzec. No,
                chyba ze wychodzimy z założenia "ja jestem nieomylny i nie popełnilem błędów, a
                szczeniarę niech ktoś weźmie i naprawi".

                Dobre (dobre mówię) szkoły zakonne kładą
                > duży nacisk na samodyscyplinę i odpowiedzialność za siebie, to są
                umiejętności
                > których ta nastolatka na pewno nie ma. Gwarancji, że to coś zmieni nie ma,
                ale
                > próbować warto.

                A w ogóle istnieją dobre szkoły zakonne?
                BTW, czy dziewczyna jest wierząca?
                Gdyby ktoś mnie resocjalizował w szkole zakonnej, uciekłabym do jakiegoś aśramu
                w Indiach i tyle by mnie rodzina widziała.
                • kalina_p Re: ja nie o psychoanalizie pisze 26.04.06, 20:04
                  zgadzam się z sutra a dodam jeszcze
                  - jesli rodzina alkoholika idzie na terapia, to przewaznie daje to efekty,
                  poniewaz wychodza z zakletego kregu współuzaleznienia i ich "domowy" alkoholik
                  szybciej zaczyna rpozumiec, że jest chory i jest szansa, że zacznie sie leczyć.
                  Np. kwestia ponoszenia konsekwencji picia - własnie rodzina powinna sie nauczyc,
                  zeby alkoholika nie tłumaczyc przed szefem itd...tak wiec argument chybiony.

                  - nie chodzi o szukanie WINY tylko o szukanie ROZWIĄZANIA a to dwie zupełnie
                  rózne sprawy. Do psychologa nie idzie sie po diagnozę "to przez Ciebie córka sie
                  tak zachowuje" tylko po porade : co robić, żeby nawiazac kontakt z córką,
                  zmienic jej postepowanie itd.
                • scher Re: ja nie o psychoanalizie pisze 27.04.06, 16:38
                  sutra napisała:

                  > Gdyby ktoś mnie resocjalizował w szkole zakonnej, uciekłabym do jakiegoś
                  > aśramu w Indiach i tyle by mnie rodzina widziała.

                  Gdyby uciekła do aśramu, przynajmniej nie zmarnowałaby sobie życia, a jest na
                  jak najlepszej drodze.

                  Sz.
                  • sutra Re: ja nie o psychoanalizie pisze 27.04.06, 21:13
                    Czyli umieścić ją w szkole zakonnej, żeby miała szansę uciec do aśramu?
                    • scher Re: ja nie o psychoanalizie pisze 27.04.06, 23:52
                      sutra napisała:

                      > Czyli umieścić ją w szkole zakonnej, żeby miała szansę uciec do aśramu?

                      Lepiej od razu umieścić ją w aśramie.
                      • sutra Re: ja nie o psychoanalizie pisze 01.05.06, 13:15
                        Popieram wink
            • melka_x Re: ja nie o psychoanalizie pisze 26.04.06, 16:22
              kalina_p napisała:

              > A psycholog tu pomoże na pewno.

              Może tak, może nie.
              Kalino skąd ta pewność? To naprawdę wiara, że psycholog to cudowtórca, że zna
              jakieś tajemne triki, które mogą zmienić każdego, trzeba tylko wiedzieć jak
              pstrykać palcami czy machać różdzką. Jest wiele sytuacji, wiele ludzi gdzie
              psycholodzy są zupełnie bezradni.
    • melka_x Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 27.04.06, 09:48
      melka_x napisała:

      > Co to za upiorno - naiwne założenie, że za wszystko odpowiadają rodzice?

      sutra napisała:

      > A gdzie je znalazłaś??

      Proszę bardzo, cytaty:

      "Mało prawdopodobne, ze diabeł sam sie wcielił w pannice bez udziału porządnych
      i chcących dobrze rodziców, którzy w jakimś punkcie przegięli pałę."

      " (...) zawsze w takim przypadku
      powinni zacząć od siebie i sami się zastanowić co schrzanili, zamiast uciekać w
      psychotropy i zwalanie odpowiedzialności na diabła co wstąpił w córkę."

      "Muszę cie rozczarować - najczęstszym powodem takiego zachowania jest zbyt
      autorytarne wychowanie w stylu "ja wiem lepiej, co dla ciebie dobre".

      "Wbrew pozorom bunt wieku dojrzewania to nie jest automatyczna właściwość tego
      wieku, tylko produkt relacji z rodzicami."

      "Zgadzam sie z sutra, ze leczyc nalezy rodzine"

      "Moim zdaniem to nie z pannicą jest coś nie tak, tylko z jej rodziną."

      "Szkoda mi tej dziewczyny, bo coś mi się zdaje,
      że ma po prostu nieodpowiedzialnych rodziców."

      "Wygodnych, leniwych i dość okrutnych w dodatku."

      "oczywiscie,ze jest to wynik bledow i wypaczen, a nie tak sobie z nikąd
      szalenstwa panny dorastającej"
      • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 27.04.06, 13:19
        melka_x napisała:

        > melka_x napisała:
        >
        > > Co to za upiorno - naiwne założenie, że za wszystko odpowiadają rodzice?
        >
        > sutra napisała:
        >
        > > A gdzie je znalazłaś??
        >
        > Proszę bardzo, cytaty:
        >
        > "Mało prawdopodobne, ze diabeł sam sie wcielił w pannice bez udziału
        porządnych
        >
        > i chcących dobrze rodziców, którzy w jakimś punkcie przegięli pałę."

        Mało prawdopodobne - nie równa się "za wszystko odpowiadają rodzice". Mało
        prawdopodobne oznacza tylko i wyłącznie mało prawdopodobne, a nie
        nieprawdopodobne.

        > " (...) zawsze w takim przypadku
        > powinni zacząć od siebie i sami się zastanowić co schrzanili, zamiast uciekać
        w
        >
        > psychotropy i zwalanie odpowiedzialności na diabła co wstąpił w córkę."

        Powinni zacząć od siebie i sami się zastanowić nad sobą, co nie oznacza, ze
        powinni również skończyć na sobie i dojsć do bezwarunkowego wniosku, że to ich
        wina, tylko i wyłącznie. Być może zastanowią się nad sobą i dojdą do innego
        wniosku, ale ZAWSZE powinni GŁEBOKO przemyśleć swoje postępowanie.

        > "Muszę cie rozczarować - najczęstszym powodem takiego zachowania jest zbyt
        > autorytarne wychowanie w stylu "ja wiem lepiej, co dla ciebie dobre".

        "Najczęstszym" nie równa się "jedynym".

        > "Wbrew pozorom bunt wieku dojrzewania to nie jest automatyczna właściwość
        tego
        > wieku, tylko produkt relacji z rodzicami."

        Pamiętaj, że relacje są zawsze dwustronne. Relacja z rodzicami to nie jest to
        samo, co "zachowanie rodziców". Relacja dzieci z rodzicami to interakcja
        rodziców i dzieci, w którą wkład wnosza wszystkie zaangażowane strony.

        > "Zgadzam sie z sutra, ze leczyc nalezy rodzine"

        Nie moje stwierdzenie, ale rodzinę zawsze nalezy leczyć. Należy leczyć każdą
        rodzinę, w której pojawiają sie - zawinione przez nią, czy nie - problemy nie
        do przezwyciężenia samodzielnie. Fachowej pomocy psychologów potrzebują np.
        rodziny, w których umarło dziecko, w których ktoś uległ ciężkiemu wypadkowi
        itp.

        Pozostałych ocen nie wyjaśniam, bo nie są moje.
        Jaki wniosek? Nalezy bardzo uważnie czytać, bo o nadinterpretację zawsze bardzo
        łatwo.
        • melka_x Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 27.04.06, 14:29
          Sutra nie tłumacz oczywistości i nie wyjaśniaj znaczeń powszechnie używanych
          terminów. Sprzeciw wobec tego co piszesz nie musi wynikać z tego, że ktoś Cię
          nie rozumie czy nie czyta uważnie. Przeciwniesmile

          > Należy leczyć każdą
          > rodzinę, w której pojawiają sie - zawinione przez nią, czy nie - problemy nie
          > do przezwyciężenia samodzielnie. Fachowej pomocy psychologów potrzebują np.
          > rodziny, w których umarło dziecko, w których ktoś uległ ciężkiemu wypadkowi
          > itp.

          A niby skąd to przekonanie? Każdą? Masz sporą skłonność do lecenia automatem.


          • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 27.04.06, 21:11
            melka_x napisała:

            > Sutra nie tłumacz oczywistości i nie wyjaśniaj znaczeń powszechnie używanych
            > terminów. Sprzeciw wobec tego co piszesz nie musi wynikać z tego, że ktoś Cię
            > nie rozumie czy nie czyta uważnie. Przeciwniesmile

            W tym przypadku wynikał niestety z tego, że sobie coś na mnie wyprojektowałaś.
            Dodałaś swoje nadinterpretacje. Świadczą o tym jaskrawo moje cytaty, których
            użyłaś w poście powyżej.

            > > Należy leczyć każdą
            > > rodzinę, w której pojawiają sie - zawinione przez nią, czy nie - problemy
            > nie
            > > do przezwyciężenia samodzielnie. Fachowej pomocy psychologów potrzebują n
            > p.
            > > rodziny, w których umarło dziecko, w których ktoś uległ ciężkiemu wypadko
            > wi
            > > itp.
            >
            > A niby skąd to przekonanie? Każdą? Masz sporą skłonność do lecenia automatem.

            Oczywiście, że każdą. Kazdą, w której pojawiają się problemy nie do
            samodzielnego przezwycieżenia, jak wyraźnie napisałam wyżej; mogę to jeszcze
            napisać drukowanymi literami. Uważasz, że takie rodziny lepiej sobie poradzą
            bez fachowej pomocy, żyjąc latami z problemem? A niby skąd to przekonanie?
            • melka_x Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 28.04.06, 08:52
              > Należy leczyć każdą rodzinę, w której pojawiają sie - zawinione przez nią,
              > czy nie - problemy nie do przezwyciężenia samodzielnie. Fachowej pomocy
              > psychologów potrzebują np. rodziny, w których umarło dziecko itp.

              Tytułem wstępu - Sutra ja nie mam do Ciebie pretensji, że Twoja wiedza na wiele
              tematów poruszanych w tym wątku (jak np. depresja, terapia rodzinna) jest
              szczątkowa. Nie ma obowiązku - nawet w przypadku ludzi wykształconych - być
              ekspertem w każdej dziedzinie. Tyle, że jak się czegoś nie wie, to warto jednak
              trzepać w klawiaturę z pewną rozwagą.

              Fragment z Twojego postu o leczeniu każdej rodziny, w której zmarło dziecko to
              również oczywisty, kolejny idiotyzm (przepraszam za ostrość wyrażenia, nie
              używam go z zaczepnymi intencjami, ono po prostu oddaje istotę rzeczy). Śmierć
              dziecka nie jest problemem czy to do samodzielnego przezwyciężenia, czy też z
              fachową pomocą. Śmierć dziecka oznacza długą i intensywną żałoba, którą trzeba
              przeżyć, a nie przezwyciężyć. Owszem fachowa pomoc jest czasem potrzebna, ale
              czasem, w specyficznych sytuacjach. Ekspert teoretyk z Ciebie marny - bez
              obrazy - praktyk żaden. Przyjmij proszę, że akurat dyskutowanie ze mną na ten
              temat wymaga choćby minimum wiedzy i minimum doświadczeń, którego to nie masz.
              Obawiam się, że nawet czynni terapeuci nie mają tyle do czynienia z osobami po
              stracie dziecka co ja. Jak klikiniesz w trzeci link w mojej sygnaturce to
              zobaczysz czym się zajmuje. Jedną z działek jest kontaktowanie ludzi z
              terapeutami.
              • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 01.05.06, 13:25
                melka_x napisała:

                > Tytułem wstępu - Sutra ja nie mam do Ciebie pretensji, że Twoja wiedza na
                wiele
                >
                > tematów poruszanych w tym wątku (jak np. depresja, terapia rodzinna) jest
                > szczątkowa. Nie ma obowiązku - nawet w przypadku ludzi wykształconych - być
                > ekspertem w każdej dziedzinie. Tyle, że jak się czegoś nie wie, to warto
                jednak
                >
                > trzepać w klawiaturę z pewną rozwagą.

                W takim razie może opisz czym się zajmujesz, skoro jestes taką ekspertką, ze
                nikt ci nie moze dorównać. Wybacz, ale od pisania, że niewiele wiem, twoje
                kwalifikacje ani trochę nie wzrastają, możesz najwyżej poczuć się lepiej i
                pobłyszczeć na forum. Napisz, co wiesz i co umiesz i zobaczymy, czy masz prawo
                wyrażać sie w ten sposób o wspóldyskutantach.


                > Fragment z Twojego postu o leczeniu każdej rodziny, w której zmarło dziecko
                to
                > również oczywisty, kolejny idiotyzm (przepraszam za ostrość wyrażenia, nie
                > używam go z zaczepnymi intencjami, ono po prostu oddaje istotę rzeczy).
                Śmierć
                > dziecka nie jest problemem czy to do samodzielnego przezwyciężenia, czy też z
                > fachową pomocą. Śmierć dziecka oznacza długą i intensywną żałoba, którą
                trzeba
                > przeżyć, a nie przezwyciężyć.

                Owszem, trzeba ją przeżyć, jednak wiele rodzin nie przeżywa jej, przeżywa w
                sposób desktrukcyjny itd. itp. Nieprzypadkowo statystyki rozpadu małżeństw po
                śmierci dziecka są bardzo wysokie, nieprzypadkowo ludzie często sie zamykają w
                swoim bólu na całe bardzo długie lata, czasem nigdy nie wracaja do normalnego
                funkcjonowania. O ile ludzie sami potrafią przejść przez proces żałoby, oznacza
                to, ze sobie radzą. Niestety wiele z tych rodzin nie potrafi i widziałam tych
                rodzin wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że pomoc psychologiczna jest im
                potrzebna. To samo dotyczy rodzin z niepełnosprawnymi członkami rodziny,
                których również mam w otoczeniu, i to bardzo bliskim, wystarczająco wiele, zeby
                widzieć, co się z nimi dzieje.
                Na Zachodzie pomoc psychologiczna jest dużo bardziej dostępna rodzinom
                przechodzącym traumatyczne przeżycia i jest to rozwiązanie dobre, o czym nie
                zamierzam dalej z tobą dyskutować, niezależnie od tego, ile razy jeszcze mnie
                będziesz usiłowała obrazić i zasugerować, ze jesteś jedyną wiedzącą, wrecz guru.

                Mam nadzieję, że komunikując się ze swoimi podopiecznymi wykazujesz więcej
                taktu i pokory osobistej oraz kompetencji w komunikowaniu interpersonalnym. No
                i oczywiście umiejętności rozumienia, co druga osoba pisze/mówi.
      • janowa Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 27.04.06, 13:35
        Chyba sie sutra strasznie zapetlila, skoro nie pamieta swoich wlasnych przekonan
        smile)
        ---
        "Pogląd, że mężczyzna nie może stale kochać tej samej kobiety, jest tak samo
        fałszywy jak pogląd, że skrzypek dla odegrania tego samego utworu musi mieć
        kilka instrumentów" Aleksander Spoerl
        • sutra Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 27.04.06, 21:12
          janowa napisała:

          > Chyba sie sutra strasznie zapetlila, skoro nie pamieta swoich wlasnych
          przekona
          > n
          > smile)

          Chyba lepiej wiesz, co myślę, koteńku. Moze w ogóle będziesz się wypowiadać
          zamiast mnie, zaoszczędzę sobie czasu?
          • krzys111 Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 27.04.06, 22:56
            to ze mlodu czlowiek ma wyjatkowo ostry napad glupawki zyciowej wcale nie
            oznacza ze 'z rodzina cos nie tak'. To sie czesto zdarza nawet w dobrej
            rodzinie jak 'mlode' ma silny charakter i akurat w wieku w ktorym
            nastepuje 'odpepowienie' od rodzicow trafia na towarzystwo ktore podziela
            wartosci jakie podzielaja rodzice - silny chrakter, nieodpowiednie towarzystwo
            i burza hormonow - na 100% oznacza konflikt z rodzicami, szkola etc. Nie wiem
            czy szkola z internatem pomoze ale chyba az tak bardzo nie zaszkodzi. Tak czy
            inaczej trzeba zadbac by mloda jak najszybciej odseparowac od jej towarzystwa
            zanim narobi sobie klopotow.
            W przypadku mojej znajomej i jej klopotow z synem zadzialalo zeslanie mlodego
            na 'szkole pod zaglami'. Inna znana mi mama w tajemnicy przed synem poporosila
            o wezwanie mlodego na komisariat na rozmowe prewencyjna, i to jeszcze proszac
            by rozmowa byla niezwykle nieprzyjemna i ostra. Tez pomoglo.
            • maksimum Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 28.04.06, 00:24
              siasiuszek napisała:

              > W mojej rodzinie jest problem z taką jedna szesnastoletnią postrzeloną
              > pannicą. W dziewczynę wszedł diabeł wcielony. Rodzice dawno stracili nad nią
              > kontrole. Nie wraca na noc nie ma jej czasami kilka dni, była wzorową
              > uczennica a teraz grozi jej poprawianie klasy.

              Byla wzorowa uczennica bo byla dorosla jak na swoj wiek,duzo bardziej niz jej
              rowiesnicy,a teraz gdy zaczynaja sie trudniejsze przedmioty,szczegolnie dla
              dziewczyn jak chemia,czy fizyka,rozumu jej zabraklo i jest tylko pod gorke.
              Musisz stawic czola 2 faktom:
              1-Dziewczyna nie jest zdolna i szkola wykancza ja psychicznie.
              2-Dziewczyna odziedziczyla chorobe psychiczna po mamusi

              > Nikogo nie słucha nie chodzi
              > do szkoły. Jej matka z tego wszystkiego wpadła w depresje i od kilku tygodni
              > jest na psychotropach. Niestety dziewczyna nic sobie z tego nie robi.

              To jest jej instynkt samozachowawczy,bo jakby zaczela sie bardziej
              przejmowac,to skonczylaby na psychotropach tak jak mamusia i one obie o tym
              wiedza.Ona dlatego byla oczkiem w glowie mamusi,bo byla bardzo do mamusi podobna
              i mamusia chciala by corka uniknela jej losu.
              Niestety te choroby sa dziedziczne i choc nie musza dotyczyc calej rodziny,to
              tych wybranych na pewno.

              > Wobec
              > zaistniałej sytuacji i ze względu na to żeby pannica nie zrobiła sobie
              > krzywdy jej ojciec chciałby ją zamknąć w jakiejś szkole z zamkniętym
              > internatem lub w jakieś zamkniętej szkole katolickiej żeby mogła tam
              > przeczekać ten bydlęcy wiek. Nie wiecie przypadkiem czy jest coś takiego i
              > ile coś takiego może kosztować?

              Moja znajoma tez kiedys umiescili rodzice w szkole u zakonnic,ale niespecjalnie
              jej to pomoglo.Najpierw liczyli ze ja na nia pozytywnie wplyne,ale ja wlasnie
              zaczalem studia i nie mialem czasu za nia latac,choc spotykalismy sie czesto.
              Aldona rzeczywiscie nie przejmowala sie niczym,a ze byla ladna to szybko
              znajdowala sobie nowych znajomych i przyjaciol.
              • melka_x Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 28.04.06, 08:26
                maksimum napisał:

                > Musisz stawic czola 2 faktom:
                > 1-Dziewczyna nie jest zdolna i szkola wykancza ja psychicznie.

                Jesteś jasnowidzem?

                > 2-Dziewczyna odziedziczyla chorobe psychiczna po mamusi

                I w dodatku psychiatrą stawiającym diagnozy na odległość, na podstawie postu?big_grin
                • scher Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 28.04.06, 09:22
                  melka_x napisała:

                  > maksimum napisał:
                  > > Musisz stawic czola 2 faktom:
                  > > 1-Dziewczyna nie jest zdolna i szkola wykancza ja psychicznie.
                  > Jesteś jasnowidzem?
                  > > 2-Dziewczyna odziedziczyla chorobe psychiczna po mamusi
                  > I w dodatku psychiatrą stawiającym diagnozy na odległość, na podstawie
                  > postu?big_grin

                  To forumowy Chuck Norris. Potrafi nawet policzyć do nieskończoności.
                  Dwa razy.

                  Sz.
                  • maksimum Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 28.04.06, 14:30
                    scher napisał:

                    > melka_x napisała:
                    >
                    > > maksimum napisał:
                    > > > Musisz stawic czola 2 faktom:
                    > > > 1-Dziewczyna nie jest zdolna i szkola wykancza ja psychicznie.
                    > > Jesteś jasnowidzem?
                    > > > 2-Dziewczyna odziedziczyla chorobe psychiczna po mamusi
                    > > I w dodatku psychiatrą stawiającym diagnozy na odległość, na podstawie
                    > > postu?big_grin

                    Rozumni mlodzi ludzie wiedza,ze jak chcesz poznac dobrze dziewczyne,to musisz
                    przede wszystkim poznac jej matke i rodzine.
                    Ja tak robie i nigdy mnie to nie zawiodlo.
                    Mozna oczywiscie wychodzic z zalozenia,ze wszystkie dzieci sa takie same i
                    zadnego wplywu genetycznego na ich rozwoj nie ma.Takie rozumowanie oczywiscie
                    charakteryzuje mlodych ludzi,ktorzy maja problemy ze zdaniem matury lub
                    liczeniem w nieskonczonosc.

                    > To forumowy Chuck Norris. Potrafi nawet policzyć do nieskończoności.
                    > Dwa razy.
                    >
                    > Sz.

                    Och! Jak ja sie stesknilem za Polska.
                • maksimum Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? Geny. 28.04.06, 14:23
                  melka_x napisała:

                  > maksimum napisał:
                  >
                  > > Musisz stawic czola 2 faktom:
                  > > 1-Dziewczyna nie jest zdolna i szkola wykancza ja psychicznie.
                  >
                  > Jesteś jasnowidzem?

                  Tak.
                  To bardzo ciekawe,ze w Polsce jest bardzo modne rozpatrywanie charakteru dzieci
                  bez przyjrzenia sie charakterom rodzicow.
                  Wsrod wlasnie tych ludzi dominuje poglad,ze dzieci dziedzicza po rodzicach
                  TYLKO urode,a nigdy charakter.
                  Poza tym kazdy ma jakis moment buntu w okresie dorastania i ja np. bylem dosc
                  porywczy i bilem sie czesto,ale to dosc szybko mnie przeszlo i nie mialo wplywu
                  na wyniki nauczania.
                  No wiec jesli ktos ma zapisane dobre studia w genach,to okres dojrzewania mu
                  ich nie przekresli.

                  > > 2-Dziewczyna odziedziczyla chorobe psychiczna po mamusi
                  >
                  > I w dodatku psychiatrą stawiającym diagnozy na odległość, na podstawie
                  >postu?big_grin

                  A na jakiej podstawie psychiatra stawia diagnoze?
                  Idzie zamieszkac z taka rodzina na 2 tygodnie do ich domu?
                  Nie dociera do Ciebie,ze jedni sa bardziej blyskotliwi i stawiaja lepsza
                  diagnoze przy mniejszej ilosci informacji,bo innym cala tona informacji nie
                  wystarczy na postawienie zadnej diagnozy.
                  • maksimum Duzo wspolnego z Aldona mialem!!!! 29.04.06, 03:15
                    nangaparbat3 napisała:

                    > cocollino1 napisała:
                    >
                    > > no straszna obraza nastąpila- bydlęcy wieksmile) fajne, mnie sie podoba,
                    > obrazona sie bynajmniej nie czujesmile)
                    > > A w ogole super porada, wyslac rodzine na terapie, a corka niech dalej
                    > szaleje,
                    > > moze wszyscy i sie na terapie nadaja, ale chyba najpierw nalezaloby od
                    > > dziewczyny zaczac co?
                    >
                    > Obraza, i owszem, ja sama kilkadziesiat lat temu byłam nastolatką, a poczułam
                    > się dotknięta, okreslenie jest zupełnie nie do przyjecia, obraźliwe i wredne,
                    >z gory ucina wszelki dialog.

                    W tym watku jest dosc duzo wypowiedzi,wiec to okreslenie absolutnie nie ucielo
                    zadnego dialogu.

                    > Co do terapii tez się myslisz, rodzina jest strukturą i zachowania
                    > poszczegolnych jej członkow sa od siebie nawzajem zależne, Sutra ma absolutna
                    > rację pisząc, że mozna zacząć bez dziewczyny.

                    To z zewnatrz tak wyglada,a wewnatrz to oni sie wszyscy znaja jak lyse konie i
                    te wyskoki malolaty sa dla nich mniejszym zaskoczeniem niz dla piszacych tutaj
                    forumowiczow.
                    Mamci terapia juz nie pomoze,a reszta rodziny uodparnia sie z dnia na dzien.

                    No wiec ta moja Aldona zaczela swoje wyskoki juz w wieku 15 lat i ja ja wlasnie
                    wtedy poznalem.Oj,co to byla za milosc.Ladna dziewczyna,wysportowana,bez
                    hamulcow,na zupelnym luzie i calkowicie olewajaca szkole.
                    Bardzo duzo mielismy wspolnego ze soba,bo ja tez bylem
                    przystojny,wysportowany,bez hamulcow i przy okazji bylem dobrym studentem.
                    Wspolne mielismy wszystko,poza podejsciem do nauki,ale tu juz genetyka dala o
                    sobie znac,bo mnie nauka przychodzila bez problemow mimo ze balowalem czesto,a
                    jej niestety nie,mimo ze tez czesto balowala.
                    Mnie troche sie w glowie nie miescilo jak ona mnie na noc do domu sprowadza,a
                    rodzina ani slowa na ten temat nie mowila.
                    Pozniej sie kapnalem,ze ja mialem byc tym,ktory Aldonke wyciagnie z tej
                    cielecej glupawki,a moze nawet i na slub liczyli.
                    Ja mialem 4 srednia na SGPiS a ona miala problemy w 2 klasie liceum i rodzina
                    jej te szkole u zakonnic znalazla.
                    • nangaparbat3 Re: Duzo wspolnego z Aldona mialem!!!! 29.04.06, 17:01
                      Obraza, i owszem, ja sama kilkadziesiat lat temu byłam nastolatką, a poczułam
                      > się dotknięta, okreslenie jest zupełnie nie do przyjecia, obraźliwe i wredne,
                      >z gory ucina wszelki dialog.

                      W tym watku jest dosc duzo wypowiedzi,wiec to okreslenie absolutnie nie ucielo
                      zadnego dialogu.


                      Maksiu, nie chodzilo mi o wątek na forum, tylko o dialog z dziewczyną. Nie
                      mozna go prowadzić z kimś, kogo sie okresla tak pogardliwie.
    • nangaparbat3 smutny ten wątek 29.04.06, 16:57
      Załozycielka od początku jest przekonana, ze "szalona pannice w bydlęcym wieku"
      nalezy zamknać, pytanie tylko gdzie.
      Siasiuszku, piszesz, że okreslenie "bydlęcy wiek" jest w porządku, bo czlowiek
      wtedy niedojrzały. Powiem Ci tajemnicę: czlowiek nigdy nie jest dojrzały. Musi
      dojrzewać przez cale zycie, bo stawia go ona w obliczu wciąż nowych i -
      niestety - coraz trudniejszych sytuacji, do ktorych nie jest przygotowany.
      Natomist = teoretycznie przynajmniej - starsi sa dojrzalsi od mlodszych.
      Owszem, znam parę osób dość dojrzalych. I wiesz, czym się przede wszystkim
      charakteryzują? Traktuja innych - kimkolwiek by nie byli - z szacunkiem. Nie
      etykietują, nie odrzucają, nie wysmiewają. Wiedzą, że dojrzalość zobowiązuje.
      Melkę obyrzył pomysł, że na zachowanie się dziewczyny mogło wpłynać to, co
      dzialo się w domu. Melka, mylisz "winę" z "przyczyną". Matka nie jest winna, że
      choruje na depresję, ale jej choroba (z zaczęla się już lata temu, jak pisze
      Siasiuszek) mogła wpłynąć na psychikę corki - wlaściwe dziwne by bylo, gdyby
      nie tak się stalo. Od ponad 20 lat pracuję z dziećmi i mlodzieżą i widzę, jak
      doskonale dzieci odzwierciedlają to, co dzieje się w rodzinie. Z rodziny
      wynoszą wszystko - i dobre, i zle. Oczywiście ze to naklada się na potencjał
      genetyczny = ale to nie zmienia faktu, ze rodzina nas kształtuje.
      Problem polega na tym, ze "błedy" rodzice popelniaja najczęściej w najlepszej
      wierze, ze sie starają jak mogą, a nie wychodzi. Albo sami byli skrzywdzonymi
      dziećmi i cenę płacą za to ich dzieci. Czy mozna mowić o "winie"? Na pewno nie.
      Ale do nich nalezy odpowiedzialność za probę zmienienia sytuacji, skorygowania
      wlasnych zachowań tak, aby poprawily się relacje w calej rodzinie. Do nich, bo
      sa starsi, silniejsi, madrzejsi. Kierowanie w strone nastolatki wylącznie żądań
      i skarg i cheć pozbycia sie jej to naprawdę nie jest dobra droga.
      • siasiuszek Re: smutny ten wątek 29.04.06, 21:32
        Mam nadzieje ze te dojrzałe osoby, które znasz mają więcej poczucia humoru i
        większy dystans do siebie i innych niż ty.
        • nangaparbat3 Re: smutny ten wątek 29.04.06, 21:38
          siasiuszek napisała:

          > Mam nadzieje ze te dojrzałe osoby, które znasz mają więcej poczucia humoru i
          > większy dystans do siebie i innych niż ty.

          Hmmm... Najwyraxniej oprocz dystansu do siebie i poczucia humoru jeszcze
          bystrosci mi brakuje, bo naprawde nie rozumiem do czego pijesz.
    • steffa Re: Gdzie można zamknąć szaloną pannice? 04.05.06, 00:08
      Przepraszam, ale wymiękłam w 3/4 wymiany zdań.
      Dodam tylko tyle: część zamieszania wynika z tego, że - siasiuszku - w ogóle
      nie uwzględniasz możliwości pójścia do psychologa, bo w to nie wierzysz.
      Zresztą, czy to ty masz wierzyć? Chyba, że należysz do tej rodziny, jesteś
      jedną z nich. Jeśli rodzina jest zdesperowana, dlaczego nie miałaby poszukać
      pomocy i tam? Także tam. Nie rozumiem. Dlaczego od razu 'odsyłać pannicę'? A
      szkoła dla nieprzystosowanej młodzieży plus próba psychoterapii nie może być
      chociaż brana pod uwagę?
Pełna wersja