peggy1
09.05.06, 20:16
Moj niespelna dwuletni synek zafascynowany zabawami starszych (4 letnich)
kolegow od kilku dni namietnie strzelal z patyka. Dzis w wielkiej radosci
wywlokl u swojego wujka (a mojego szwagra - niewazne) na dzialce jakies
starozytne pistolety na wode. No i bylo szalenstwo.... Oczywiscie wszystkie
(5) musielismy ze soba zabrac. Wracajac z dzialki stapilismy na plac zabaw.
Oczywiscie nasi znajomi koledzy wywlekli wszystkie pistolety (woda juz byla
wylana) i jak zwykle zaczeli szalec. Pistolet dostal sie rowniez jakiemus
nieznanemu mi chlopczykowi. Za chwile slysze jak tatus glosno tlumaczy mu ze
to wiertarka (???) i przynosi mi ten nieszczesny pistolet i w niewybrednych
slowach tlumaczyl mi zebym takich rzeczy na plac dla dzieci nie przynosila.
Szczerze powiedziawszy to mnie zatkalo. Poczulam sie jakbym przez te
nieszczesne pistolety na wode zachecala dziecko do hmmmm..... mordowania???
A swoja sciezka.... pistolety zakazane, a slownictwo oglednie
powiedziawszy ... niewybredne....
Nie jestem zwolenniczka zabawek militarnych, ale jakas zdecydowana
pzeciwniczka rowniez nie jestem. A Wy - co myslicie o tej sytuacji. Bo ja mam
jakies niejasne wyrzuty, ze sprowadzam swoje i ine dzieci na zla droge...