nangaparbat3
14.05.06, 13:53
Troche mnie niepokoja liczne na tym forum watki o histerii
kilkunastomiesiecznych czy niewiele starszych dzieci.
Jakos łatwo przychodzi postawienie diagnozy: histeria, czyli, jesli dobrze
rozumiem, nieadekwatna, nadmierna reakcja, majaca wywrzeć presję na rodzicach.
Oczywiscie takie reakcje sie zdarzają. Czy jednak zawsze mozemy byc pewni, że
mamy do czynienia z histerią? Pamietam atak "histerii" mojej niespełna
rocznej corki, w miescie na głownej ulicy, oboje z meżem , kompletnie
zdezorientowani i przerażeni, usiłowaliśmy uspokoić rozwścieczone,
wrzeszczące dziecko, trwało to długo, wydawało się, że nigdy sie nie skończy,
kiedy nagle zauważyłam na ramieniu coreczki dwa wbite żądła i opuchliznę.
Wystarczyło, ze zorientowała się, ze zrozumieliśmy, o co chodzi, kiedy
zaczęła się uspokajać. Nie umiala wtedy jeszcze mowić, ale przecież rozumiala
bardzo dużo i wygladalo to, jakby sam fakt, ze zrozumieliśmy, o co jej
chodzi, ukoił ją.
Wydaje mi się, że dobrze by bylo pamietać, że oprocz histerii są jeszcze lęk,
rozpacz, przerażenie, smutek i tesknota - może jestem niesprawiedliwa, ale
często wydaje mi się, ze "histerię" widzimy zbyt często.
Moje dziecko hiteryczne nigdy nie bylo, zapewne w duzej mierze dlatego, ze po
prostu urodziło sie takie. Ale moze też dlatego, że zabraniajac corce czegos
czy odmawiając zazwyczaj mowiłam, ze rozumiem, ze tego chce, że
akceptuję "chcenie", mimo to nie zgadzam się(np.: Tak, kochanie, to śliczny
kwiatek, tez chciałabym go mieć, ale absolutnie nie wolno zrywac kwiatów w
parku").