kasia_mm
29.05.06, 10:26
Szczerze mowiac nie mam juz sil..... Marta jest w pierwszej klasie i staje
sie z dnia na dzien coraz bardziej nieznosna
W domu:
nie reaguje na zadne prosby do momentu podniesienia glosu przez nas i naszego
widocznego zdenerwowania (13 x wypowiedziane spokojnie "idz umyc zeby" zero
reakcji - od momentu kiedy widzi moja irytacje i krzyczenie - idzie to
zrobic)
pyskuje, uzywa czasem niecenzuralnych slow w sytuacjach kiedy o cokolwiek sie
ja poprosi - od pomocy przy sprzatnieciu pokoju do pojscia spac
ciagle zglasza pretensje ze za malo jej kupujemy roznych rzeczy (przewaznie
drogie i "na topie" w szkole ktorymi sie nudzi po 2 dniach a my nie mamy na
to kasy), tlumaczenie spokojne wyjasnianie = reakcja "nic mnie to nie
obchodzi"
reaguje agresja i biciem w sytuacjach kiedy np ktos przypadkowo ja potraci
badz uderzy przechodzac (to samo jest w szkole)
w szkole
jw +
nie lubi jednej pani i np na prosbe o otwarcie podrecznikow na stronie
jakiejs tam - odmawia - "nie otworze" czemu? "bo nie"; pani sie irytuje bo
nie moze zaczac lekcji, dzieci sie denerwuja i krzycza na nia "Marta
otworz!!" a ona nie
potrafi sie obrazic na w/w pania bo nie spytala jej jako pierwszej; w zwiazku
z czym cala lekcje odmawia wykonywania zadan, polecen "bo nie"
uzywa brzydkich slow podczas jakis spornych sytuacji z innymi dziecmi.....
Jest tego o wiele wiecej oczywiscie, wybralam najbardziej drastyczne sytuacje:
(
Gwoli wyjasnienia - jestesmy 4 osobowa rodzina, mamy 3 letniego syna i Marte
Marta bardzo kocha brata, ale oczywiscie tez potrafia sie poklocic, pobic;
czasem mam wrazenie ze jest o niego zazdrosna, co potrafi w furii
powiedziec "tylko Marka kochacie nie mnie" - naprawde bardzo staramy sie nie
wyrozniac dzieci, wrecz bardziej wyrozniac ja skoro tak sie czuje.... a tu i
tak reakcja odwrotna

Martwi mnie uzywanie brzydkich slow - w domu
nie "rzucamy miesem", oczywiscie slowa te slyszy sie wszedzie i ona to
doskonale wykorzystuje chcac zwrocic na siebie uwage...
Wyraznie sprawia jej przyjemnosc sprawianie nam przykrosci - chce jesc -
zrobie obiad - nie juz nie chce; reakcja na prosby pomocy czy wspolnej
zabawy - nic ja to nie obchodzi etc etc
Chodzimy do psychologa ktory jak na razie nie umie dojsc do wnioskow co
zrobic z takim uparciuchem. Jest cenionym specjalista od dzieci ale na razie
widze ze skupia sie na rozmowie z nami bo... Marta sie nie chce odzywac do
niego a chodzenie tam uwaza za okropne zlo jakie jej wyrzadzamy

To jest
zreszta nastepny problem - jesli jedziemy do kogos lub ktos przychodzi do
nas - NIGDY nie przywita sie, nie pobawi z dziecmi, zawsze chowa sie w pokoju
i mowi ze ma to w nosie. Bywa niegrzeczna dla naszych znajomych.
Naprawde opadam z sil. Pracujemy ciezko zeby zapewnic im co tylko mozna;
staramy sie spedzac duzo czasu, jemy wspolne posilki (ona oczywiscie nie jest
zainteresowana i siedzi naburmuszona); a dziecko ciagle jest niezadowolone,
ma pretensje sama nie wie juz czasem o co... Boli mnie ze potrafi powiedziec
tekst "po co kupilac waniliowe danio, jakbys byla moja matka to bys wiedziala
ze ja nie lubie waniliowego" - a te "ulubione" zmieniaja sie co tydzien......
Zupelnie zgubilam moment kiedy moje slodkie malenstwo stalo sie mala
terrorystka ktora przyprawia mnie o ciagly stres.. Takie to bylo usmiechniete
kochane dziecko...
Troche sie wyzalilam...