magda762
16.06.06, 13:30
Mój syn ma 9 m-cy. Wszyscy dookoła (z wyjątkiem przyjaciółki) uważają, że
rozpieszczam małego.
Twierdzą, że ciągle go noszę i robię to co on chce.
Faktycznie bardzo dużo czasu "wisi" na mnie, czały czas spędzam z nim, bawimy
się, zapewniam atrakcje (np. teatrzyk pluszaków, który uwielbia), ciągle coś
mu pokazuję np. klucz w drzwiach jest bardzo intrygujący itp.
Mój mąż ma do mnie pretenscje o to, że na każde "miałknięcie" syna już przy
nim jestem, gotowa do przejęcia go z rąk innych.
Tak jest w istocie, ale ja nie widzę w tym nic złego. Po prostu daję mu to
wszystko czego on potrzebuje. Poza tym ja pracuję (zostaje z babcią) i kiedy
wracam on jest taki stęskniony (o sobie nie wspomnę), że nie umiem inaczej.
Być może trochę go krzywdzę tym, że nie będzie umiał się sam sobą zająć, ale
jak 9 m-ny bobas ma się sam bawić, kiedy niedawno zaczął samodzielnie
siedzieć. Chwilkę sam się bawi, ale nie za długo - wg mnie to normalne.
Rodzinka nabija się, że chowam dzieciaka wg książki. Ale co w tym złego, że
chcę być wszystkiego świadoma? Uważają mnie za panikarę.
Jakie macie zdanie na ten temat, czy trochę przesadzam? nie chcę go
skrzywdzić.
Pozdrawiam Magda