alkonauta
16.06.06, 17:12
Poproszono mnie, a wlasciwie zatelefonowala do mnie kuzynka z pytaniem kiedy
mialbym czas ich odwiedzic (dodam ze z rodzina malo utrzymuje, moze przez to
ze dzieli nas odleglosc 600km i pewna roznica wiekowa - jestem jednym z
najmlodszych). Zadzwonila owa kuzynka, pyta czy mam plany na lipiec bo mam
zostac chrzestnym. Nawet nie spytala czy wogole mam ochote! Poniewaz nigdy nie
mialem zamiaru trzymac dziecka do chrztu jestem zdecydowanie na nie, ale nie
powiedzialem tego wprost. Rozmowe tak prowadzilem ze skonczylo sie na tym ze
"ja sie odezwe kiedy sie bede wybieral do was..." i unikalem tematu jak diabel
swieconej wody. Nie padly zadne konkrety z mojej strony. Generalnie nie lubie
dzieci, w sytuacji takiej gdyby cos stalo sie memu chrzesniakowi na pewno nie
chcialbym sie nim zajmowac, a juz na pewno nie mam zamiaru byc tylko sponsorem
przy kazdej okazji. Jestem studentem i mam tez swoje potrzeby. Moze inaczej
bym wogole zareagowal gdyby byli to na prawde bliscy mi ludzie, a nie tacy do
ktorych tylko ja wysylalem co roku zyczenia swiateczne nie uzyskujac nawet
odpowiedzi, natomiast teraz nagle raczyli sobie o mnie przypomniec. Tak jak
mowie - moj kontakt z rodzina, czy raczej ich kontakt ze mna jest bardzo
ograniczony. Oczywiscie w moim domu powazna dyskusja jak ja tak moge wogole
zareagowac, rodzina sie obrazi i do konca zycia nie bede mial sie od kogo
odezwac. Jakos nie czulbym sie winnym. Mam prawo odmowic, tak samo gdyby
poproszono mnie o zyrowanie kredytu.
W zwiazku z tym daje publiczne ogloszenie: SCEDUJĘ PRAWO DO BYCIA OJCEM
CHRZESTNYM! Wiem ze sa osoby ktore o tym marza wiec na pewno bardziej sie beda
umialy znalezc w tej roli niz ja.
Pozdrawiam i licze na goraca dyskusje!