babsee
03.07.06, 11:33
Moze Wy mi pomożecie w jaki sposób mam postepowac z moją 2 latką?
Moja córcia jest na etapie małego buntu.Jak coś jest nie po jej mysli(czy to
w sklepie nie chce jej czegoś kupic, czy tez musi poczekać az zrobie picie)to
jest płacz jakby ja ktoś obdzieral ze skóry.To jakoś mnie nie rusza bo wiem
ze to taki etap.ale w czym rzezc.Od jakiegoś miesiąc czesto mowi "psitulić"
ja klękam i ją tulę.Zawsze.
I odkąd zaczęły sie te sceny,za każdym razem staje w odległości metra ode
mnie i sie drze "psitulić!!!" wiec ja ją tule, ale zauważylam ze jest coraz
gorzej.Bo ona sama nie chce podejsc, musze ja.I jak bylo to "psitulić" raz
podczas sceny tak teraz jest po 5,6 razy.
Jak mąz zwróci jej głosno uwage ze coś robi zle,Mala w ryk i wrzeczy "Mama!
psitulić!" i ryczy na calego.Ja chocbym w wanniew byla, musze wyjśc i ją
tulić, inaczej stoi pod łazienką i ryczy w głos.
"Psitulić" jest obecnie jekiś tysiąc razy dziennie.Juz szału dostaje.Jak
wychodze na balkon(!!!) to musze ja przytulić z 6 razy i buziaczka.Jak ide do
sklepu-to samo,"psitulić"z pięc razy.
1.czy to przejdzie?
2.Czy metoda "pzsitulić" podczas gdy jest nieposłuszna nie jest
jakimś "wybiegiem" bo w końcu to ja przychodze i ją tule i uspokajam. Wiec w
konsekwencji ona nie rozumie ze zle sie zachowala.
Dodam jeszcze, ze gdy mnie nie ma-nie ma scen.Jak spie w pokoju obok (w
dzien) to Mała jest grzeczna.Tzn sceny sie zdarzają ale niezywkle rzadko i
trwają kilka chwil i nie ma tego "psitulić"
Co robie żle?
Podpowiedzcie coś, bo czuje ze oszaleje.