vibe-b
31.08.06, 19:46
Ciekawa jestem, jak sie forumowicze zapatruja na kwestie odpowiedzialnosci za
cudze dzieci, konkretnie w miejscu: plac zabaw.
Jako,ze moje dziecko pasjami uwielbia sie hustac, czesto go na hustawce
sadzam. Krotki opis: za hustawke robi wielka, ciezka opona na lancuchach.
Takie rozbujane "cos" na duza wysokosc ma niezla sile razenia przy
ewentualnym uderzeniu.
JUz mi sie dwa lub trzy razy zdarzylo, ze dziecko jakiejs mamuski, ktora
przyszla na plac zabaw chyba tylko po to by poplotkowac z kolezanka i wcisnac
paczusia, podeszlo pod rozbujana hustawke. Oczywiscie dzieciecym sposobem-
czyli raptownie i znienacka. Chwala Bogu- udalo mi sie fruwajaca opone na
tyle wyhamowac, ze obylo sie bez wiekszych szkod.
Ale to, do diaska, nie jest w porzadku, ze ja narazam wlasne dziecko na
wypadniecie z hustawki- przy gwaltownym zatrzymaniu tejze- tylko dlatego ze
jakas nieodpowiedzialna mimoza akurat nawija przez telefon komorkowy.