asia_i_p
02.09.06, 21:07
Tak niedawno do mnie dotarło - jak my nauczymy dzieci tolerancji, skoro sami
jesteśmy nietolerancyjni? I nie mówię tu o młodzieży wszechpolskiej, tylko o
sporej grupie osób przekonanych o światłości swoich poglądów i swojej
tolerancyjności, w tym o sobie. My nie jesteśmy tolerancyjni, tylko dobrze
wychowani. Mamy w głowie katalog "inności", na które nie wypada reagować
agresywnie, rozmieszczony pomiędzy innymi nakazami dobrego wychowania - nie
jedz nożem, nie dłub w nosie, nie bij Murzyna, nie naśmiewaj się z kaleki,
nie pokazuj palcem. To nie ma nic wspólnego z prawdziwą tolerancją, czyli
otwarciem na inność drugiej osoby, obserwowaniem zamiast oceniania. Najpierw
oglądałam to wśród swoich uczniów, którzy tolerowali Żydów, protestantów,
homoseksualistów, itp., a nie tolerowali nieśmiałych, dziwaków, z piskliwym
głosem, źle ostrzyżonych. Potem na e-mamie, gdzie nie wypada wieszać psów na
nikim za zdradę męża, ale już za niewydepilowane nogi - owszem. A potem u
siebie, w wyniosłym uśmieszku na widok faceta w dresie co najbardziej lubi
disco-polo. A co mnie do cholery obchodzi jego dres? A w czym jego disco polo
gorsze od mojego Kaczmarskiego? Dlaczego nie potrafię powiedzieć to mi się
podoba, to mi się nie podoba, nie wartościując? Dlaczego muszę opierać swoje
dobre samopoczucie na szukaniu gorszych od siebie? Moje dziecko ma 10
miesięcy i coraz mniej mam czasu, żeby się wychować.