smigi2
03.09.06, 22:46
Moja 2,5 letnia corka jest dzieckiem smialym, latwo nawiazuje kontakty,
szczegolnie z osobami doroslymi, nie boi sie zapytac o rzeczy ja interesujace
czy poprosic o cos. cieszy mnie to, ale jest jedna rzecz, ktora mnie martwi
i sprawia wiele przykrosci. i wychodzi to wlasnie przy okazji kontaktow z
obcymi,
przyklad: jestesmy na wakacjach, poznajemy druga rodzine z rowiesnikiem mojej
corki, ona nie wykazuje zainteresownia zabawa z dzieckiem, natomiast probuje
wciagnac do zabawy ojca tego dziecka. do mnie zas mowi: mamo zostaw mnie, idz
do domu, pan bedzie mnie hustal albo gral ze mna w pilke.
goscia widzi pierwszy raz na oczy, daje mu reke nie ogladajac sie nawet za
mna, wrecz mnie odganiajac.
podobna sytuacja zdazala sie juz kilkukrotnie,
nie biore tu pod uwage, ze cos moze jej zlego przytrafic, bo przez najblizsze
pare lat bedzie zawsze pod opieka zaufanej doroslej osoby.
ale powiedzcie czy to jest normalne, takie zaufanie wzgledem kompletnie obcej
osoby i ignorowanie rodzica? nagle nasz autorytet-moj i meza-gdziez znika,
dziecko odrzuca nas i obcy staje nie najwazniejszy.
jest to przykre dla mnie, bo czuje sie olana przez corke, dziecko w tym wieku
powinno chyba w pierwszej kolejnosci zwracac sie do najblizszych osob i to
one sa dla niego autorytetami. ona nas przestaje zauwazac, malo tego odgania
nas, chce zostac sam na sam z kims obcym.
taka sytuacja tez ma miejsce w rodzinie, gdy jestesmy u dziadkow, tez odsyla
nas do drugiego pokoju, wrecz mowi nam, zebysmy szli do domu, ona tu zostaje.
wizyta u dalszej rodziny przebiega podobnie.
nie powiem, cierpi na tym moje ego(widze te nute satysfakcji szczegolnie w
oku jednej z babc-"widzisz, wybrala mnie",), po drugie po prostu sie boje, ze
przyjdzie taki moment, a nie bede umiala sobie z nia poradzic, skoro tak
latwo trace u niej autorytet.
dodam, ze jest dosc trudnym dzieckiem, a ja osoba latwo tracaca cierpliwosc.
staram sie jednak podchodzic do niej madrze i z szacunkiem, ale naprawde mnie
rozwala, gdy po raz kolejny slysze: idz mamo, pan/pani sie bedzie teraz ze
mna bawic... bo to chyba jest porazka wychowawcza,
co o tym sadzicie?
pozdrawiam,
J.