Wspólny front?

06.09.06, 05:56
Zainspirowana dyskusją w innym wątku, ciekawa jestem, jak postrzegacie
niepodważalną zasadę trzymania przez rodziców wspólnego frontu w kwestiach
wychowawczych w sytuacji, kiedy jedno z nich (albo oboje) nie przestrzegają
ustalonych zasad. Robią coś, co przez drugie z rodziców (albo i nawet
obiektywnie) jest nie do zaakceptowania.

Dodam dla jasności, że nie chodzi mi tu o jasne sytuacje (np. obrony dziecka
przed jawną przemocą, pijanym ojcem itp) lecz raczej o takie, które mogą się
zdarzyć w normlnej, acz niedoskonałej rodzinie.
Na przykład - ojciec na co dzien nieobecny nie orientuje się w niuansach -
chociażby odmawia dzieciom wyboru batonika przy kasie, chociaż jest to
uświęcona rytuałem nagroda za dobre sprawowanie podczas cotygodniowych dużych
zakupów, dzieci są rozżalone, ojciec twardy, mama chwilowo nieobecna.
Albo, ojciec zabrania czegoś, na co mama pozwoliła (nie znając jej
stanowiska), robi to w na tyle apodyktyczny sposób, że dziecko nie podejmuje
próby wytłumaczenia.
Albo jedno z rodziców kpi z dziecka, wyśmiewa, zawstydza, robi
to "dobrotliwie", niby w żartach, dziecko jest urażone, speszone, jednym
słowem cierpi. A tenże rodzic nie uważa, że robi coś złego (np. wyniósł takie
zachowanie z domu) i można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że próba
wytłumaczenia mu prośby o zmianę postępowania przerodzi się w niemiłą wymianę
zdań.

Ot, takie zaobserwowane przykłady z życia...
Dla utrudnienia dodam, że rady "porozmawiaj z nim/nią" wcielono już w życie
i niewiele wniosły, bo a)rodzic ustalił z drugim zasady, ale ich nie
przestrzega, b)nie ma złej woli - nerwy mu puszczają albo nie rozumie
szkodliwości swojego postępowania, zweryfikuje je w tych przypadkach, ale w
podobnych powieli, c)nie poddaje się współpracy w ogóle.

Co ma wtedy robić drugi rodzic? Na przykład, sześciolatek się potyka, bo się
zapatrzył na lądujący helikopter, ojciec go beszta i zawstydza, że ciamajda.
Mały ma łzy w oczach i ze wstydem chowa się za matkę. Co robi mama?...
Albo, siedmiolatka posprzątała przedpokój, wchodzą goście, zastają małą
jeszcze z mopem w ręce, chwalą małą gosposię, matka na to - Gosia nie umie
sprzątać dobrze, guzdrze się jak widać. Mała ma ochotę wejść do szafki z
butamisad Co mówi ojciec?...
    • judytak Re: Wspólny front? 06.09.06, 07:45
      lepiej mi o tym nie wspominaj, wczoraj miałam w temacie przejście, że hej :o(

      tak normalnie, to udaje nam się normalnie
      tzn. jeśli ojciec się nie orientuje, i mówi coś, to matka spokojnie
      wyjaśnia "my zawsze robimy tak i tak", co ojciec przyjmuje do wiadomości,
      najwyżej poźniej w spokojniejszych warunkach kwestionuje, czy to dobry zwyczaj

      jeśli ojciec upiera się przy czymś, co matce się wydaje nie wartą uwagi
      pierdoła, to pyta ojca, czy to konieczne, albo proponuje, czy nie można
      inaczej, na co ojciec mówi np. że musi tak być, bo juz tak ustalił z dzieckiem,
      co matka przyjmuje do wiadomości (najwyżej wieczorem itd.)

      są też sprawy, które są ważne tylko dla mnie, albo tylko dla męża, przy
      okazji "musztrowania" dzieci w tych (nielicznych na szczęście) kwestii drugi
      rodzic zaciska zęby i nic nie mówi, a najlepiej znajdzie sobie pilne zajęcie w
      innym pomieszczeniu

      są też rzeczy, co do których obowiązują inne reguły, jak się jest z tatą, i
      inne, jak z mamą, dzieci przyjmują to wiadomości i się dostosowują

      ale wczoraj nam jakoś nie wyszło, taki dzień, zdarza się...

      > Na przykład, sześciolatek się potyka, bo się
      > zapatrzył na lądujący helikopter, ojciec go beszta i zawstydza, że ciamajda.
      > Mały ma łzy w oczach i ze wstydem chowa się za matkę. Co robi mama?...

      każe całej rodzince się zatrzymać i bacznie obserwować helikopter, ojciec się
      wtedy połapie, i rozmawia z dzieckiem po ludzku o właściwościach helikopterów
      albo ciągnie dziecko za rękę, wyjaśniając, że helikopter owszem ciekawy, ale
      teraz nie da się zapatrzyć, bo spóźnimy się na pociąg, a ojcu mówi "nie
      denerwuj się, na pewno zdążymy", na co ojciec przestaje gderać, a dziecko się
      mazać
      w zależności od sytuacji :o)

      > Albo, siedmiolatka posprzątała przedpokój, wchodzą goście, zastają małą
      > jeszcze z mopem w ręce, chwalą małą gosposię, matka na to - Gosia nie umie
      > sprzątać dobrze, guzdrze się jak widać

      tego, to sobie nie wyobrażam
      to jest brak elementarnej kultury
      jedyne, co ojciec może robić, to przyłączyć się do chóru pochwalnego, a połowę
      nocy poswięcić gruntownemu wyjaśnieniu sprawy...

      pozdrawiam
      Judyta
    • izabela_741 Re: Wspólny front? 06.09.06, 11:17
      O matko, ale dalas... przyklady.smile Ale nie bede kopiowala wypowiedzi Judyty.smile
      Dla utrudnienia dodam, że rady "porozmawiaj z nim/nią" wcielono już w życie
      > i niewiele wniosły, bo a)rodzic ustalił z drugim zasady, ale ich nie
      > przestrzega, b)nie ma złej woli - nerwy mu puszczają albo nie rozumie
      > szkodliwości swojego postępowania, zweryfikuje je w tych przypadkach, ale w
      > podobnych powieli, c)nie poddaje się współpracy w ogóle.
      a) Mysle, ze drugi rodzic powinien albo meczyc do upadlego pierwszego, zeby
      wspolnie ustalane zasady byly przestrzegane albo trzeba zasady zmienic. Moze
      drugiemu rodzicowi flaki sie wywracaja na te zasady a zaakceptowal je wylacznie
      dla swietego spokoju? W kazdym razie trzeba przegadac, co drugiemu nie pasuje w
      tych zasadach.
      b)nerwy mu puszczają albo nie rozumie > szkodliwości swojego postępowania
      My sie izolujemy na chwile w takich przypadkach ;P Wystarczy zapytac czy
      pierwszy/drugi rodzic chce pic/jesc/moze podac cos-tam lub wprost "wejsc" do
      akcji i powiedziec jakis sie ma zdanie na temat sytuacji
      c)Z czego wynika odmowa wspolpracy? przekonanie? nerwy? zmeczenie?
      zle/niezrozumiale ustalone zasady?
      • verdana Re: Wspólny front? 06.09.06, 12:02
        To nie jest kwestia "wspólnego frontu" - przez ktory rozumiem wspolne ustalenie
        pewnych zasad i trzymanie się ich przez oboje rodziców, tylko odmiennego
        taktowania dziecka. Jedna strona traktuje dziecko jak człowieka, druga nie ma
        dla dziecka cienia szacunku. Obawiam się, ze rozmowa rzeczywiscie nic nie da -
        bo jesli ktoś nie widzi w dziecku człowieka, nie ma zrozumienia dla jego
        potrzeb, to pod wplywem rozmowy się raczej nie zmieni. Mozna dziecko
        wychowywać, a można chcieć miec nad nim władzę - i te dwie postawy w jednej
        rodzinie sa, obawiam sie, nie do pogodzenia.
        Co robic w takiej sytuacji? Nie wiem. ja bylabym tu niepedagogiczna i w
        sytuacjach drastycznych stawała twardo po stronie dziecka.
    • crusk Re: Wspólny front? 06.09.06, 14:13
      > odmawia dzieciom wyboru batonika przy kasie, chociaż jest to
      > uświęcona rytuałem nagroda za dobre sprawowanie

      > Albo, ojciec zabrania czegoś, na co mama pozwoliła (nie znając jej
      > stanowiska), robi to w na tyle apodyktyczny sposób, że dziecko nie podejmuje
      > próby wytłumaczenia.

      Raczej nie powinien wycofać się ze swojej decyzji, gdyby uległ następnym razem
      mógłby zostać „naciągnięty. Powinien jednak obiecać, że po konsultacji z drugim
      rodzicem otrzymają swoją nagrodę, a może też jakąś „rekompensatę”.

      > Albo jedno z rodziców kpi z dziecka, wyśmiewa, zawstydza, robi
      > to "dobrotliwie", niby w żartach, dziecko jest urażone, speszone, jednym
      > słowem cierpi.

      To dosyć trudna sytuacja. Zakładamy, że tłumaczenie rodzicowi nie „pomoże”, to
      kpienie z niego będzie aprobowaniem jego zachowania. Może spróbowałabym
      porozmawiać z dzieckiem, wytłumaczyć, że owe „żarty” nie są w złej intencji i
      jeśli mu nie odpowiadają, niech mówi głośno, że tego nie lubi. W przypadku
      mojego syna pomogło na niechciane łaskotki, mówił „nie lubię takich łaskotek”,
      czasem dodawał „będę ryczał”.

      > sześciolatek się potyka, bo się
      > zapatrzył na lądujący helikopter, ojciec go beszta i zawstydza, że ciamajda.
      > Mały ma łzy w oczach i ze wstydem chowa się za matkę. Co robi mama?...

      Podstawiabym tacie nogę, ojciec zacząłby besztać też matkę, z dookoła zebraliby
      się gapie. A poważnie to chyba bym powiedziała dziecku, żeby następnym razem
      poprosił o zatrzymanie się, bo chce popatrzeć. Zwróciłabym uwagę całej rodziny
      na obiekt zainteresowania dziecka.

      > Albo, siedmiolatka posprzątała przedpokój,

      Chwali córkę, podkreśla, że każda czynność wymaga wprawy, a jeśli mała już w tym
      wieku pomaga sprzątać to tylko pozazdrościć takiej córki. A ze złośliwych
      odpowiedzi ciśnie mi się „dlaczego nie zrobiłaś tego sama, skoro wiedziałaś, że
      przyjdą goście” ale po czymś takim to goście wyszliby chyba natychmiast, więc
      może lepiej nie.

      Wydaje mi się, że należy od początku podkreślać różność opiekunów. Są rzeczy,
      których konsekwentnie przestrzegają wszyscy, włącznie z dziadkami, są też takie,
      na które jednym nie przeszkadzają, a innym bardzo. Mój syn doskonale wie, na co
      może liczyć u ojca, u mnie itd.
      • guderianka Re: Wspólny front? 06.09.06, 14:30
        my czasem nie zgadzamy sie do pewnych spraw dotyczących córki-M jest raczej
        konserwatywny a ja bardziej liberalna-czasami dochodzi do spięć z tego powodu .
        tłumacze córce ze my z tatą nie we wszystkim sie zgadzamy, ze mamy nieraz
        odmiennie zdanie bo kazdy ma prawo do swojego zdania i że musimy znaleźć
        kompromis. no i go szukamy
        mimo ze dziecko ma 6lat wie co oznacza kompromis-jest to bardzo pomocne np. gdy
        córka czegos chce (iść na dwór) a my np mówimy ze ma zjeść. wtedy idziemy na
        kompromis ze ona np zjada połowe dania, wychodzi na dwór, potem druga połowe

        co do niezgodności dotyczą np. przekłucia uszu-M jest przeciw a ja za
    • bri Re: Wspólny front? 06.09.06, 14:37
      Myślę, że nie da się po prostu żeby i mama i tata traktowali dziecko
      identycznie. I nie szkodzi. Dziecko może mieć różne rytuały z tatą i z mamą.
      Trzeba się porozumieć w ważnych kwestiach (różne dla różnego wieku). To co
      ważne też może być różne dla różnych rodziców.

      W sytuacji gdybym widziała, że mąż jakoś niesprawiedliwie ocenia naszą
      córeczkę, wyśmiewa itp. to na pewno bym ją brała w obronę mówiąc np. "mama ma
      inne zdanie niż tatuś"; "moim zdaniem bardzo pięknie posprzątałaś swój
      pokój".itp. Starałabym się jej pokazać, że te raniące ją oceny to tylko czyjaś
      opinia a nie niezaprzeczalny fakt.
    • steffa Re: Wspólny front? 06.09.06, 23:59
      To się zdarza nawet w najlepszej rodzinie wink
      Dyskusje między rodzicami (oczywiście kulturalne) są dla dziecka częścią nauki negocjacji. Dowodem na
      to, że może czasem można się porozumieć, mimo odmiennych zdań.
      Gdy mojemu mężowi puszczają nerwy, a ja się z jego zachowaniem nie zgadzam, mówię mu to, trzymam
      stronę dziecka, pocieszam go, a ojcu przypominam, że też kiedyś miał 4 lata. No ale nie wszystko jest
      takie proste. Dla mnie i tak najpoważniejsze są różnice w zdaniu na tematy fundamentalne, a nie to, czy
      można jeść batonika przed obiadem, albo sikać do wanny wink - (ja akurat przerabiałam takie problemy)
    • leeloo2002 Re: Wspólny front? 08.09.06, 18:05
      jestem za wspolnym frontem w kwestiach zasadniczych, co w naszym przypadku nie
      jest trudne bo mamy podobny swiatopoglad.
      Dziecko powinno miec jasny przekaz, a nie tulac sie i targowac od jednego
      rozica do drugiego
      Natomiast kwestie batonika przy kasie mozna dyskretnie wytlumaczyc mezowi na
      ucho.
      W ogole w zyciu trzeba byc elastycznym.
Pełna wersja