blanka33
27.09.06, 21:15
Co zrobić z tatusiem, który uważa, że najlepiej zna sie na wychowaniu, a
jedyne co potrafi wymyślić to kary, krzyk i klapsy. Tatuś mieszka daleko od
nas - nie chce sie do nas przeprowadzić, a ja powiedziałam, że z dzieckiem na
Śląsk nie pojadę. Przyjeżdża do nas na weekendy i próbuje "wychowywać"
Jeszcze niedawno nasz maluch był całkiem grzeczny. Owszem, zdarzały mu się
ryki i histerie, ale takie zupełnie w normie i niezbyt często. Ja zawsze
starałam się go chwalić, że był taki grzeczny i tylko przez chwile sie
złościł. Mąż odwrotnie - widział tylko te 15 min krzyku, a nie cały dzień w
którym był grzeczny. Widział, że mały mówi "nie", ale nie liczył ile razy nas
posłuchał. Zawsze było źle, a ja byłam winna, bo w końcu to ja go wychowuję.
Uprzedzałam go, ze kiedyś mały nie będzie chciał, żeby tatuś przyjeżdżał. I
taraz kiedy mały przechodzi typowy "bunt dwulatka" i naprawde dobre dni
zdarzaja się żadko tatuś usłyszał wielokrotnie to co przewidywałam"nie chcę
tatusia" - oczywiście moja wina. Mąż wielokrotnie złościł się na mnie, że
czytuje literaturę dla mam, poradniki o wychowaniu, fora. Twierdził, ze stare
metody wychowawcze były lepsze i mam nie czytać tych wszystkich bzdur. Jak
kończy się weekend i mały zostaje część dnia z babcia i część ze mną jest o
niebo lepszy. Najgorzej było na wakacjach, spedziliśmy razem cały miesiąc i
nadmiar wrażeń i emocji+podejście tatusia - krzyki, kary, klapsy spowodowały,
ze było strasznie - awantura za awanturą. Starałam sie nie wtrącać i zostawić
wychowanie tatusiowi, ale jak widać stare metody zawiodły. Oj, pożaliłam sie.
Już nie wiem jak mam z mężem rozmawiać. On nie chce drugiego dziecka - bo
przecież to jest takie straszne, nie potrafi zrozumieć, ze to tylko malutkie
dziecko, a nie dorosły, który jak patrzę na niektórych ludzi niewiele sie
różni od tego dwulatka.