Wysyp dyslektyków wśród uczniów

29.09.06, 10:47
Właśnie przeczytałam na onecie, że kilkulatkowie i nastolatkowie oraz ich
rodzice szturmują poradnie psychologiczne czy pedagogiczne ( nie pamietam),
żeby dostać świstek o dyskleksji.
Cholewa ciężka. W pierwszej klasie podstawówki miałam problemy z ortografią.
Mama i tata się przyłożyli - robili mi codziennie dyktanda w domu, a po dwóch
miesiącach, byłam z ortografii najlepsza w klasie. I już nigdy potem nie
miałam z nią problemów.
Mój brat również miał problemy, rodzice również się przylozyli, ale efektów
nie dawało to żadnych.Było to dość dawno, o dyskleksji nikt wtedy nie
słyszał.Mama chodziła z nim jednak do psychologa (co wywoływało wielkie
poruszenie, bo wtedy nikt nie chodził w Polsce), no i została stwierdzona -
dyskleksja, dysgramatyka i dysortografika. Mój brat gorzej się uczył, gorzej
czytał, pisał straszliwie. Brylował przy odpowiedziach ustnych, a z klasówek
dostawał jedynki. Wiecznie był wyzywany od tumanów, bo w jednym zdaniu
potrafił napisać burak i bórak - dla niego nie było żadnej różnicy.
Znienawidził naukę na bardzo długi czas, szkoły średnie zmieniał kilka razy,
aż w końcu trafił do zaocznej i tam zdał maturę. Wtedy nagle świat się dla
niego odmienił. Zaczął więcej czytać (nie cierpi beletrystyki, uznaje tylko
naukowe pozycje), poszedł na studiach i teraz jest jednym z lepszych studentów
politologii. Jego wiedza mnie zadziwia (skończyłam podobny kierunek), bo choć
mi nauka przychodziła łatwiej, to byłam leniwa i nigdy swoich zdolności nie
wykorzystywałam.
Brat nadal robi straszliwe błędy. "pżyslij mi film móżyn i wiewiurka" - to
jest autentyczny przykład jego możliwości.Załamałam się, jak to dostałam smile
Jego braki na studiach nie są aż tak srasznie widoczne - prace zaliczeniowe
zawsze ktoś mu sprawdza (word nie wychwytuje wszystkich błędów), zawsze
wybiera egzaminy ustne. Zresztą nawet na pisemnych nie jest źle (profesorowie
znają przykłady dysklektycznych geniuszy, np. Einstein)
A teraz słyszę, że co 3 dziecko jest dysklektyczne!! I krew mnie zalewa, bo
wiem, ze tak samo mnie mama mogła zaciągnąć do psychologa w pierwszej klasie
podstawówki i wyrobić papier. Wątpię w to, żebym nauczyła się wtedy zasad
ortograficznych. Stawianie osób leniwych obok autentycznie chorych (jak moj
brat) jest dla mnie straszliwym nadużyciem. A to dlatego, że ponownie
dysklektycy będą traktowani jak lenie, którym nic sie nie chce.
Kiedy ktoś nazywa mojego brata kretynem, bo nei potrafi poprawnie napisać
słowa "biuro", aż sie coś we mnie gotuje. Bo ten "kretyn" wyrwany ze snu w
środku nocy potrafi wygłosić długi wykład na dowolnie zadany temat z zakresu
politologii, posiłkując się setką przykładów.
Jest mi też szkoda uczniów, że przez nadopiekuńczość ich rodziców (lub po
prostu lenistwo), nigdy nie będą potrafili pisać poprawnie, co może mieć
niemiłe konsekwencje w przyszłości (brak możliwości pracy w niekórych zawodach)
    • mamapodziomka Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 12:54
      No coz mnie wkurza w zasadzie tylko jedno. Zalatwienie dziecku papierka, i nie
      katowanie go terapia, bo szkoda dziecinstwa. Niestety mam taki przyklad w
      najblizszym otoczeniu.
      • dirgone Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 15:03
        No właśnie o to mi chodzi. Mój brat, żeby to wszystko osiągnąć, przez całą
        podstawówkę chodził na specjalne zajęcia (chociaż bardzo trudno było wtedy takie
        znaleźć). A w tej chwili widzę, że załatwienie takiego papierka nie pociąga za
        sobą żadnych konsekwencji.
        • titta Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 15:27
          Absolutnie sie zgadzam, z tym co napisalas. Poza jednym: tzw. terapia. Czy dala
          cos twojemu bratu? Bo ja po miesiacach przepisywania slowek doszlam tylko do
          jednego: jest to bez sensu. Przez miesiac nie uzywam i znowy pisze we
          wszystkich mozliwych wersjach. Lepiej juz np. jezdic na rowerze, wyrabiajac
          rownowage, koordynacje i refleks - co wberw pozora przeklada sie na pisanie.
          Pomijam oczywiscie "dyslektykow" ktorzy w zyciu zadnej ksiazki nie przeczytali
          a pisownie lapia po trzecim przepisaniu.
          I kondolencje dla brata - ja chyba jestem starsza, a w szkole, zednych
          problemow nie mialam, nigdy tez nikt nie nazwal mnie (lakka dysleksja), ani
          chlopaka z mojej klasy z ciezka dysleksja tlumanem (poza mama).
          • dirgone Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 15:48
            Terapia mu dała sporo, ale nie polegała na tępym przepisywaniu, bo to nie daje
            zupełnie nic. To może jest jakaś metoda dla zdrowego dziecka z problemami, ale
            na pewno nie dla dyslektyka. U niego ćwiczenia były raczej na kojarzenie faktów,
            na koncentrację (problem ogromny) i na ogólny rozwój - już w sumie ne pamiętam.
            Do tego była też forma terapii ruchowej, jakaś gimnastyka i tak dalej. Mama
            kupowała mnóstwo książek na ten temat, żeby pomóc bratu. Myślę, że bez ciężkiej
            pracy rodziców (i również mojej), brat na pewno by tyle nie osiągnął, bo
            załamałaby się na starcie.
            A jeśli chodzi o nauczycieli, to mieszkaliśmy w małym mieście, a poziom
            niektórych nauczycieli w podstawówce był po prostu żałosny. Nadal zresztą jest.
            Wyzwiska od kretynów i tumanów były normą. Moja mama wiecznie interweniowała w
            szkole, a gdy mówiła, ze brat jest zdolny, tylko chory, nauczycielki kiwały
            głową, choć nic totalnie nie rozumiały. I potem sytuacja się powtarzała. A brat
            osiągnął już w tej chwili o wiele więcej w życiu, niż te niedouczone kobiety
            (same często przypominające słynną panią od historii, co tak pięknie dzieci uczyła)
        • liripipe Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 02.10.06, 16:11
          No właśnie. Ja mam z kolei dysortograficzną siostrę. Moja matka, ktora miala
          podobne problemy, juz we wczesnych klasach szkoly podstawowej zwracala
          nauczycielce uwage, ze nie potrafi sobie poradzic z nauczeniem siostry
          ortografii (dzialo sie to na tyle dawno, ze o dyskleksji nikt z nas wowczas nie
          slyszal). Nauczycielka twierdzila jednak, ze siostra z tego "wyrośnie". Na
          szczescie w siodmej klasie zmienila sie wychowawczyni i ta dala siostrze
          skierowanie do poradni, gdzie po szeregu testow psychologicznych postawiono
          wreszcie diagnoze. Ale nie oznaczalo to automatycznego otrzymania "papierka"!!
          Siostra przez cala siodma i cala osma klase jezdzila raz w tygodniu na specjalne
          zajecia( ktore naprawde bardzo jej pomogly) i dopiero na egzaminy do liceum
          dostala specjalne zaswiadczenie o dysortografii. I uwazam ze tak wlasnie powinno
          byc. Papierek nie zalatwia problemu. Obawiam sie jednak, ze teraz rodzice
          zamiast wlozyc troche wlasnego wysilku w zapewnienie dziecku pomocy wola
          najprostrze i odciazajace ich samych rozwiazania.
    • stypkaa Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 15:01
      Masz świętą rację. Tylko jak niektórzy rodzice (np. ci średnio wykształceni,
      albo biedni, których nie stać na badania) mają rozróżnić czy dziecko jest
      leniem czy dyslektykiem? Skoro bardzo często oni sami nie umieją poprawnie
      pisać? Albo nie mają wiedzy, że coś takiego jak dysleksja w ogóle istnieje?
      Smutne, ale prawdziwe...
      • dirgone Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 15:13
        Oczywiście, że rodzice tego nie potrafią rozróżnić, bo od tego właśnie są
        psychologowie. Moi rodzice nawet myśleli, że brat ma jakieś opóźnienie w rozwoju
        umysłowym (u dyslektyków faktycznie ono jest - mama do dziś powtarza, że mój
        brat był pod wieloma względami opóźniony od rok lub dwa w stosunku do
        rówieśników). Trafili na bardzo dobrą panią psycholog, która dość szybko
        rozpoznała problem.
        Niestety, często tak jest, że rodzice po prostu wręczają łapówki za papier.
        Według nich chyba ułatwiają życie swojemu dziecku, a tak naprawdę niesamowicie
        mu szkodzą. Takie dziecko, słysząc że jest chore, zupełnie przestaje się starać
        (a najczęściej możliwości pokonania problemów z pisanie i czytaniem są przedtem
        bardzo duże). Z drugiej strony często sami psychologowie nie wnikają w to zbyt
        głęboko - wypisują papier i po krzyku.
        To tak jakby przyszedł pacjent do lekarza ze złamaną ręką. Lekarz - "proszę
        podnieść rękę". Pacjent nie podnosi (bo jest złamana). Lekarz - "ręki brak". I
        do końca życia pacjent posługuje sie jedną ręką, no bo przecież lekarz mu
        powiedzial, że drugiej brak.
      • liripipe Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 02.10.06, 16:18
        >Tylko jak niektórzy rodzice (np. ci średnio wykształceni,
        > albo biedni, których nie stać na badania) mają rozróżnić czy dziecko jest
        > leniem czy dyslektykiem?

        Nie wiem, jak jest w innych miastach, ale w moim funkcjonuje cos co sie nazywa
        "Poradnia Pedagogiczno-Psychologiczna". Skierowanie na badania dostaje sie ze
        szkoly i sa one bezplatne.
    • reni_78 Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 15:52
      o matko...
      a mnie się wydawało, że jestem jedyna z takimi podlądami

      dobrze, że jesteście!!!

      opowiem wam o mojej znajomej, która ma potężne problemy z ortografią
      a raczej przywołam jej słowa:
      "Żeby ich szlag trafił. Żółte papiery mi chcą dać na jakiegoś dys-czorta."

      o własnych siłach zdała maturę
      "I co z tego, że za czwartym razem?" - rezolutnie spytała

      i może w co trudno uwierzyć, ma dość odpowiedzialne stanowisko
      "Nie jestem na tyle głupia, żeby z worda nie umieć skorzystać. A jak mi na
      czymś bardzo zależy, to literówki sprawdza mi mąż albo dzieci." - mówi poważne,
      bo dla niej to zupełnie normalne. (dzieci - szkoła podstawowa)

      codziennie przez godzinę ćwiczy ortografię na programach komputerowych dla
      dzieci i mówi, że najpiękniejszą nagrodą dla niej jest to, jak jej pociechy
      szczerze z serca chwalą mamę za przejście do planszy na której jeszcze nie
      była, lub pocieszają, że następnym razem to napewno się uda

      pozdrawiam serdecznie

      i życzę dobrego samopoczucia wszystkim dys-leniom-oszukańczym
      bo jak ich najdzie dys-choroba-prawdziwa,
      to pewnie na własne życzenie i na własnej piersi wyhodowana,
      a wtedy to już naprawdę trudno im będzie,
      bo symulacja rzeczywistością się stanie...
      • maksimum Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 16:11
        > opowiem wam o mojej znajomej, która ma potężne problemy z ortografią
        > a raczej przywołam jej słowa:
        > "Żeby ich szlag trafił. Żółte papiery mi chcą dać na jakiegoś dys-czorta."
        >
        > o własnych siłach zdała maturę
        > "I co z tego, że za czwartym razem?" - rezolutnie spytała
        >
        > i może w co trudno uwierzyć, ma dość odpowiedzialne stanowisko
        > "Nie jestem na tyle głupia, żeby z worda nie umieć skorzystać. A jak mi na
        > czymś bardzo zależy, to literówki sprawdza mi mąż albo dzieci." - mówi
        poważne, bo dla niej to zupełnie normalne. (dzieci - szkoła podstawowa)
        >
        > codziennie przez godzinę ćwiczy ortografię na programach komputerowych dla
        > dzieci i mówi, że najpiękniejszą nagrodą dla niej jest to, jak jej pociechy
        > szczerze z serca chwalą mamę za przejście do planszy na której jeszcze nie
        > była, lub pocieszają, że następnym razem to napewno się uda

        Ta twoja znajoma jest po prostu malo zdolna,ale pracowita i ambitna,bo gdyby w
        jej wypadku byla to dysleksja,to dzieci by po niej ja odziedziczyly.
        Jesli dzieci sa lepsze od niej,tzn ze ona jest malo zdolna ale przynajmniej wie
        jak wychowac dzieci na uczciwych ludzi.
        • stypkaa Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 02.10.06, 08:43
          >Ta twoja znajoma jest po prostu malo zdolna,ale pracowita i ambitna,bo gdyby w
          > jej wypadku byla to dysleksja,to dzieci by po niej ja odziedziczyly.

          To dysleksja jest dziedziczna????????
          • reni_78 Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 02.10.06, 09:49
            nawet jakby była dziedziczna (w co wątpię!)
            to z biologicznego i genetycznego punktu widzenia dziecko ma dwoje rodziców
            a ze społecznego - rodzice starają się ustrzec dzieci przed własnymi błędami
            • iwpal Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 02.10.06, 09:55
              >reni_78 napisała:
              nawet jakby była dziedziczna (w co wątpię!)<

              Genu dysleksji jeszcze nie znaleziono, ale naukowcy szukają tego specyficznego
              miejsca w chromosomach, które powoduje, ze w rodzinie występuje więcej
              przypadków dysleksji, to znaczy takich a nie innych zaburzeń ze strony układu
              nerwowego. Bo problemy występują w określonych strukturach mózgu, a nie w
              zeszycie.
              To, że ktoś robi błędy (co moze wykazac badanie pedagogiczne) nie jest
              równoznaczne z dysleksją; musza jeszcze wystąpić specyficzne zaburzenia w
              funkcjach poznawczych (to wykazuje badanie psychologiczne), a tego tak łatwo
              sie nie oszukuje.
    • maksimum Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 16:05
      dirgone napisała:

      > Właśnie przeczytałam na onecie, że kilkulatkowie i nastolatkowie oraz ich
      > rodzice szturmują poradnie psychologiczne czy pedagogiczne ( nie pamietam),
      > żeby dostać świstek o dyskleksji.
      > Cholewa ciężka. W pierwszej klasie podstawówki miałam problemy z ortografią.
      > Mama i tata się przyłożyli - robili mi codziennie dyktanda w domu, a po dwóch
      > miesiącach, byłam z ortografii najlepsza w klasie. I już nigdy potem nie
      > miałam z nią problemów.
      > Mój brat również miał problemy, rodzice również się przylozyli, ale efektów
      > nie dawało to żadnych.Było to dość dawno, o dyskleksji nikt wtedy nie
      > słyszał.Mama chodziła z nim jednak do psychologa (co wywoływało wielkie
      > poruszenie, bo wtedy nikt nie chodził w Polsce), no i została stwierdzona -
      > dyskleksja, dysgramatyka i dysortografika. Mój brat gorzej się uczył, gorzej
      > czytał, pisał straszliwie. Brylował przy odpowiedziach ustnych, a z klasówek
      > dostawał jedynki.

      A jak mu szlo z matematyki?
      Domyslam sie,ze tez zle bo dysleksja o ktorej piszesz szla w parze z brakiem
      logicznego myslenia.Piszesz,ze matka uwazala,ze brat by opozniony w rozwoju o
      rok czy dwa i to chyba prawda,bo samo pisanie z bledami nie jest wielkim
      problemem jesli dzieciak umie myslec logicznie.

      > Wiecznie był wyzywany od tumanów, bo w jednym zdaniu
      > potrafił napisać burak i bórak - dla niego nie było żadnej różnicy.
      > Znienawidził naukę na bardzo długi czas, szkoły średnie zmieniał kilka razy,
      > aż w końcu trafił do zaocznej i tam zdał maturę. Wtedy nagle świat się dla
      > niego odmienił. Zaczął więcej czytać (nie cierpi beletrystyki, uznaje tylko
      > naukowe pozycje), poszedł na studiach i teraz jest jednym z lepszych studentów
      > politologii. Jego wiedza mnie zadziwia (skończyłam podobny kierunek), bo choć
      > mi nauka przychodziła łatwiej, to byłam leniwa i nigdy swoich zdolności nie
      > wykorzystywałam.

      Politologia to jest taki kierunek,gdzie co bys nie powiedziala,to zawsze masz
      racje,bo sprawa rozbija sie o punkt widzenia.
      Mozna powiedziec ze Clinton byl dobrym politykiem,jak i ze Bush jest bardzo
      dobrym politykiem i wszystko zalezy jakimi argumentami to poprzesz,choc jak
      sama wiesz Clinton i Bush prowadza diametralnie rozna polityke.

      > Brat nadal robi straszliwe błędy. "pżyslij mi film móżyn i wiewiurka" - to
      > jest autentyczny przykład jego możliwości.Załamałam się, jak to dostałam smile
      > Jego braki na studiach nie są aż tak srasznie widoczne - prace zaliczeniowe
      > zawsze ktoś mu sprawdza (word nie wychwytuje wszystkich błędów), zawsze
      > wybiera egzaminy ustne. Zresztą nawet na pisemnych nie jest źle (profesorowie
      > znają przykłady dysklektycznych geniuszy, np. Einstein)
      > A teraz słyszę, że co 3 dziecko jest dysklektyczne!!

      Widzisz ,problem jest w tym,ze bardzo duzo zdolnych ludzi wyjezdza za granice
      jak lekarze,dentysci itd. i to sie nazywa drenaz mozgow.

      > I krew mnie zalewa, bo
      > wiem, ze tak samo mnie mama mogła zaciągnąć do psychologa w pierwszej klasie
      > podstawówki i wyrobić papier. Wątpię w to, żebym nauczyła się wtedy zasad
      > ortograficznych. Stawianie osób leniwych obok autentycznie chorych (jak moj
      > brat) jest dla mnie straszliwym nadużyciem.

      To prawda,ze pracowici i zdolni wyjezdzaja,a spora czesc reszty kombinuje jak
      sobie papiery zalatwic by przezyc.

      > A to dlatego, że ponownie
      > dysklektycy będą traktowani jak lenie, którym nic sie nie chce.
      > Kiedy ktoś nazywa mojego brata kretynem, bo nei potrafi poprawnie napisać
      > słowa "biuro", aż sie coś we mnie gotuje. Bo ten "kretyn" wyrwany ze snu w
      > środku nocy potrafi wygłosić długi wykład na dowolnie zadany temat z zakresu
      > politologii, posiłkując się setką przykładów.
      > Jest mi też szkoda uczniów, że przez nadopiekuńczość ich rodziców (lub po
      > prostu lenistwo), nigdy nie będą potrafili pisać poprawnie, co może mieć
      > niemiłe konsekwencje w przyszłości (brak możliwości pracy w niekórych
      >zawodach)

      Niestety dla Polski,jesli Polak za granica za ta sama prace dostanie wyzsze
      wynagrodzenie i potrafi sie przystosowac do innych warunkow,to sytuacja jest
      dokladnie taka jak ja opisujesz.
      • dirgone Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 16:32
        Brat z matematyki był niezły. Myśleć potrafił logicznie - kiedyś z mamą przez 15
        minut się zastanawiałyśmy, jak rozcieńczyć ocet, żeby nam wyszło prawidłowe
        stężenie, a brat problem rozwiązał w 2 sekundy. Niestety, gorzej było na
        papierze, czyli na klasówkach. Podawał gotowe odpowiedzi, bez przeprowadzania
        działań, co oczywiście było odbierane jako ściąganie od kogoś. A on po prostu
        robił to sobie w głowie na skróty. Poza tym jak już przeprowadzał działania na
        papierze, to plusy i minusy były gdzie indziej niż powinny być. Wynik był dobry,
        ale całość działania zupełnie nielogiczna. bo dla niego napisany plus i minus
        nie miał znaczenia.

        "Politologia to jest taki kierunek,gdzie co bys nie powiedziala,to zawsze masz
        > racje,bo sprawa rozbija sie o punkt widzenia."
        Brat jest strasznym teoretykiem - to go najbardziej interesuje - przykładem nie
        byłby Clinton czy Bush (choć to oczywiście też), ale Huntington i Sun Tzu.
        Potrafi przejść przez straszliwie dla mnie traktaty i je zrozumieć. Politologia
        jest dla mnie strasznym kierunkiem, wymającym naprawdę pojemnej głowy, więc nie
        można sprowadzać tego do punktu widzenia. To tak jakby F.Fukuyamę porównywać z
        Andrzejem Lepperem - i jeden i drugi ma swój pogląd na współczesną politykę smile

        Ale jak ktoś mu każe napisać 100 razy słowo "warzywo", to i tak po chwili
        nieuwagi, za 101 napisze "ważywo". ja sobie to czasami porównuję do daltonizmu smile
        • maksimum Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 16:49
          dirgone napisała:

          > Brat z matematyki był niezły. Myśleć potrafił logicznie - kiedyś z mamą przez

          Zycze mu wszystkiego najlepszego i duzo sukcesow w zyciu i ciesze sie,ze moje
          dzieci nie maja podobnych problemow.
          Moj syn rozwijal sie troche za wolno jak dla mnie,ale po 2 latach w szkole byl
          juz dobry.
    • nangaparbat3 Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 16:17
      Nie umiem zrozumieć, Dirgone, czemu Cię krew zalewa, skoro tak dobrze wiesz, co
      to znaczy by dysortografikiem. Na Twopim miejscu cieszylabym się, ze dzieci i
      mlodzi ludzie nie przezywaja juz takich stresów jak Twoj brat (a z jego powodu
      moze i cala rodzina), ze moga rozwijać te umiejetności, w ktorych maja szanse
      się rozwinąć.
      Nie mogę pojać, skąd informacje o licznych rodzicach dających lapowki za opinie
      o dysortografii.
      Skad przekonanie, ze wystawiane są falszywe opinie.
      Skad taka wścieklość (to juz chyba do wszystkich wypowiadajacych sie w tym
      wątku).
      Jesli ktoś nie ma dysleksji czy dysortografii, nauczenie się poprawnej pisowni
      jest dla niego fraszką. Jeśli ma - raczej sie nie nauczy. Moze oczywiscie pisać
      stopniowo coraz lepiej, nie ma jednak co porownywać go z osobą niedysfunkcyjną.
      Nauczenie się poprawnej pisowni nie wymaga ani szczegolnego wysilku, ani
      specjalnej inteligencji. Jesli pani, o ktorej ktos pisał, czterokrotnie zdawala
      maturę TYLKO z powodu ortografii - to jakis zły sen.


      .
      • dirgone Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 16:44
        proszę przeczytać dokładnie, co napisałam smile
        Mój brat jest chory, ja nie. Obydwoje mielismy problemy z ortografią na starcie.
        Gdybym dostała papier, to na pewno nigdy bym się ortografii nie nauczyła. Nie
        miałabym tej pracy, co teraz (heh, jak widać po ilości postów - niezwykle
        czasami "absorbującej"). Chodziłam do szkoły całkiem niedawno, więc pamiętam
        doskonale, kto był reformowalny, a kto nie. Nie jestem pewna statystyk, ale na
        30 osób dysklektyków jest chyba 3 (naukowo). A słyszę, że nagle co drugi uczeń w
        klasie jest dysklektyczny! Denerwuję się, bo po pierwsze jest to niefajne w
        stosunku do naprawdę chorych (opinia publiczna odbiera to teraz tak - "masz
        papier, pewnie załatwiłeś! czyli jesteś leń" - wystarczy poczytać wypowiedzi pod
        artykułami na temat dyskleksji. wielokrotnie się tam udzielałam i wtedy naprawdę
        mnie krew zalewała), a po drugie - jeśli na prawo i lewo rozdaje się takie
        papiery, to dzieci po prostu przestają się uczyć. Ten papier do niczego ich nie
        zobowiązuje. Bo jeśli jest się chorym, to powinno się zwalczać tę chorobę, albo
        przynajmnie niwelować jej skutki. W praktyce wygląda to tak, że papier jest
        potrzebny, żeby nikt się nie czepiał o ortografię. Więc jeśli zapobiegliwa
        mamusia (o korupcji "dyslektycznej" naprawdę co jakiś czas jest głośno) załatwi
        papier synowi lub córce, to zamyka im po prostu dostęp do niektórych zawodów.
        Czy napisałam zrozumiale?
        • robalrobal Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 17:04
          dirgone osoba ubiegajaca się o opinię z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej musi mieć udokumentowaną min. półroczna pracę samokształceniową. Czyli musi pokazać zeszyty z ćwiczeniami, zostanie przepytana czy zna regóły gramatyczne. Wydana raz opinia nie zwalnia z ćwiczeń. Dzieciak musi pracowac w domu samodzielnie, w szkole z pedagogiem szkolnym i współpracować z nauczycielem j. polskiego. Jeśli dokumentacji takiej pracy nie będzie nikt nie wystawi mu kolejnej opini gdy upłynie termin ważności poprzedniej. Bo opinie nie są wydawane raz na całe życie ale na jakis czas np. do końca szkoły podstawowej i potem trzeba ją uaktualnić gdy dzieciak będzie w gimnazjum.
          • titta Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 03.10.06, 22:44
            Tak wyglada teoria. w praktyce jest roznie. Ze mna nikt w szkole nie pracowal.
            Po dostaniu zaswiadczenia nauczyciele odetchneli z ulga - nie musieli juz
            poprawiac moich wypocin. Szczegolnie z angielskiego - odpowiadalam tylko
            ustnie. Skutek: plynnie mowiac nie bylam po szkole w stanie napisc nic. (to byl
            blad, bo po angielsku oczywiscie robie glupie literowki, ale pisowni da sie
            nauczyc na pamiec - fonetycznie, jak drugiego jezyka).
            A w to, ze naprawde mam jakas dysfunkcje uwierzylam dopiero jak zobaczylam swoj
            egzamin z biochemi z polawa wzorow strukturalnych w lustrzanym odbiciu albo z
            dziwnymi przestawieniami - choc bylam pewna ze znam je dobrze... A na to
            niestety zaswiadczenie nie dziala....
            (Ps. biochemie zdalam za trzecim podejsciem)
        • nangaparbat3 Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 17:18
          dirgone napisała:

          > proszę przeczytać dokładnie, co napisałam smile
          Wydaje mi się, ze czytalam dokładnie.
          > Mój brat jest chory, ja nie. Obydwoje mielismy problemy z ortografią na
          starcie
          > .
          > Gdybym dostała papier, to na pewno nigdy bym się ortografii nie nauczyła.
          Nie dostalabyś papieru, skoro nie masz dysfunkcji (to nie jest choroba).


          Nie
          > miałabym tej pracy, co teraz (heh, jak widać po ilości postów - niezwykle
          > czasami "absorbującej").
          Jakos nie dotarlo do mnie o jaka pracę chodzi - i nie wiem, jakiej pracy nie
          może wykonywać dyslektyk. Korektora?

          Chodziłam do szkoły całkiem niedawno, więc pamiętam
          > doskonale, kto był reformowalny, a kto nie. Nie jestem pewna statystyk, ale na
          > 30 osób dysklektyków jest chyba 3 (naukowo). A słyszę, że nagle co drugi
          uczeń
          > w
          > klasie jest dysklektyczny!

          Ja pamiętam statystyki amerykańskie cytowane w polskiej książce, ktorą czytałam
          20 lat temu - mowa była o 20% populacji.



          Denerwuję się, bo po pierwsze jest to niefajne w
          > stosunku do naprawdę chorych (opinia publiczna odbiera to teraz tak - "masz
          > papier, pewnie załatwiłeś! czyli jesteś leń" - wystarczy poczytać wypowiedzi
          po
          > d
          > artykułami na temat dyskleksji. wielokrotnie się tam udzielałam i wtedy
          naprawd
          > ę
          > mnie krew zalewała), a po drugie - jeśli na prawo i lewo rozdaje się takie
          > papiery, to dzieci po prostu przestają się uczyć.
          Niefajne jest opowiadanie, ze na prawo i lewo wydaje się fałszywe opinie - to
          jest oszczerstwo wobec pracownikow poradni, wobec rodziców. Prawdopodobnie
          zdarzaja się wyłudzone opinie, jak wyłudzone renty. Ale to nie powod, by by z
          taką wścieklością atakować - wlaściwie nie wiadomo kogo, za to odbija sie to
          potem na wszystkich dyslektykach.
          Jesli wiesz o przypadkach wyludzenia opinii, zwroć się do prokuratury, bo to
          przestepstwo. I tyle.

          Ten papier do niczego ich nie
          > zobowiązuje. Bo jeśli jest się chorym, to powinno się zwalczać tę chorobę,
          albo
          > przynajmnie niwelować jej skutki. W praktyce wygląda to tak, że papier jest
          > potrzebny, żeby nikt się nie czepiał o ortografię.

          I bardzo dobrze. Pamietam czasy, kiedy uczeń z dysortografią nie miał szans na
          zadną dobrą ocenę z polskiego, bo gdyby nawet miał wielki talent literacki,
          umial genialnie analizować utwory, był świetny z gramatyki, i tak byłby
          oceniany nizej niż przeciętniak piszący poprawnie tylko dlatego, że
          dysortografii nie ma.

          Więc jeśli zapobiegliwa
          > mamusia (o korupcji "dyslektycznej" naprawdę co jakiś czas jest głośno)
          Korupcję trzeba udowodnić.


          załatwi
          > papier synowi lub córce, to zamyka im po prostu dostęp do niektórych zawodów.
          > Czy napisałam zrozumiale?

          Nie. Dalej nie rozumiem, o co Ci chodzi. Dalej nie rozumiem, dlaczego Cie krew
          zalewa.
          • dirgone Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 17:50
            Odpowiadam hurtem smile
            Krew mnie zalała po przeczytaniu artykułu na onecie. Jestem dzisiaj strasznie
            zmęczona, więc ciężko myślę, przepraszam. Tytuł artykułu brzmiał jak tytuł
            wątku. Sami psychologowie się wypowiadali, że poradnie są po prostu szturmowane.
            To samo było w marcu i kwietniu, czyli przed maturami. Ja naprawdę rozumiem
            problem dysleksji - toż opisuję go drobiazgowo powyżej! Żyłam z takim
            człowiekiem całe lata i nieraz go broniłam. Chodzi mi po prostu o nadużywanie
            takich opinii, czy to trudno zrozumieć? A że są nadużywane, to co jakiś czas
            wypływa w gazetach. I nikt z tym nic nie robi, no bo w sumie po co? Każdy mówi,
            że komu to szkodzi, że dziecko ma papier i brak problemów w szkole. I proszę
            wybaczyć, ale jeśli ktoś mówi, że jeśli się oskarża psychologów, to trzeba dać
            dowody, to po prostu rozkłada mnie na łopatki. Zapewne jest to ostatnia polska
            ostoja czystości i moralności? Można przekupić polityka, urzędnika, lekarza
            (mało było spraw o renty?), policjanta, psychiatrę, ale psychologa
            rozpoznającego dysleksję nie?? fajnie, że są w Polsce jeszcze tacy praworządni
            ludzie...
            A jeśli chodzi o zawody, to faktycznie - tylko korektor w Polsce powinien pisać
            poprawnie. Sekretarce czy tłumaczowi jest to najwidoczniej zupełnie niepotrzebne smile

            Nie chcę się tu kłócić, bo nie o to mi chodziło. Po prostu - tak jak na innych
            forach pisze się o innych nadużyciach, tak ja napisałam o wielkim (według mnie)
            nadużyciu w tej sprawie. Sama znam ludzi, którzy po otrzymaniu dokumentów, do
            żadnej poradni juz nigdy się nie zgłosili (najwidoczniej przedłużenie ważności
            już im nie było potrzebne). I jeśli ktoś taki w wypracowaniu na 15 stron ma 3
            błędy, ja mu o tym mówię, a on odpowiada, że "jest przecież dyslektykiem!", to
            chyba ja tego problemu nie rozumiem.
            Sama czasami strzelam błędy straszliwe. Ale wiem, ze jeśli się przyłożę, to mogę
            się ich ustrzec. Czasami zapominam, jak się pisze grzegrzółka, jednak na jakiś
            czas potrafię to zapamiętać. Jeśli miałabym te same zdolności w dzieciństwie,
            ale papier na to, że ich nie mam, to pewnie nigdy bym się nawet nie starała
            znaleźć poprawnej pisowni.
            Przepraszam za składnię, ale padam z nóg.
      • a_weasley A ja Dirgone rozumiem 29.09.06, 17:35
        nangaparbat3 napisała:

        > Nie umiem zrozumieć, Dirgone, czemu Cię krew zalewa, skoro tak dobrze wiesz,
        > co to znaczy by dysortografikiem.

        Jak podejrzewam dlatego, że im więcej jest lipnych dysów, tym podejrzliwiej
        traktuje się dziecko z zaświadczeniem. Z góry i każde. Co w oczywisty sposób
        bije w rzeczywistych dysów.
        Tak samo jak z niepoczytalnymi popełniającymi przestępstwa, przewlekle chorymi
        niezdolnymi do służby wojskowej, zwyczajnie chorymi potrzebującymi zwolnienia z
        pracy. Wszyscy oni cierpią za winy oszustów i symulantów.
    • vharia Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 22:05
      Moje dziecko ma (najprawdopodobniej) takie problemy w stopniu, powiedzmy,
      lekkim. Po mniesmile))
      Ortografii nauczyłam sie dopiero do matury, kując słówka z jezyka polskiego tak,
      jak język obcy- a i tak mi nieraz jeszcze szwankuje.
      A jednak czytam bardzo dobrze i pisuję nieźle. Nigy bym do tego etapu nie
      dotarła, gdyby mnie ktoś w klasach I-III zdiagnozował (ech, inne czasy były, o
      dysgrafii mało kto słyszał) i gdyby dano mi luz.
      Dlatego mimo sugestii ze strony szkoły NIE ZGODZIŁAM się na wyrobienie "papiera"
      córce. Jeśli problem nas kiedyś zacznie przerastać, to wyrobię. Narazie dziecko
      równa w górę i bardzo dobrze sie uczy.
      Mnie także razi i irytuje szturm na poradnie, bo poza przypadkami takimi, jak
      Twój brat są i takie, jak Ty czy ja, które wcześniej czy później nauczą sie
      tago, czego się miały nauczyć. A tymczasem wszyscy zostają zwolnieni z obowiązku
      pracowania nad sobą. Kiepski system.
      • verdana Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 29.09.06, 22:31
        ja rozumiem, że "krew zalewa" bo mnie też zalewa.
        Uwazam za bardzo słuszną postawę, ze jesli dziecku sie "poprawia" skoro ćwiczy
        w domu, to papier jest nie tylko niepotrzebny, ale wręcz szkodliwy. Nie uwazam
        jednak, żeby az tylu oszustów bylo wśrod rodzicow - w Polsce wcale nie tak
        chętnie chodzi się z dzieckiem do psychologa. Taka postawa, jak "wolę oblać
        mature niż mieć papiery dyslektyka, bo kto chodzi do psychologa i ma
        zaświadczenie ten jest wariat" - jest wcale nierzadka.
        Ja zwalalabym sporą część winy na nauczycieli. Juz w pierwszj klasie mojego
        syna (5 lat temu) rodzice słyszeli od nauczycielki, że dzieci robią straszne
        błędy. Wielu osobom radzono wizytę w poradni. Tymczasem pierwszak robi błedy,
        bo nie umie pisac i trzeba go nauczyć - a przeładowane programy powodują, ze
        nie ma kiedy. Dziecko nie uczy sie ortografii, za to wysłuchuje, ze ma z nia
        trudności - samospelniajace sie proroctwo, powiedzialabym.
        Jako matka trzech dysortografików, z czego dwoch poważnie "upośledzonych"
        jestem wściekła. Gdy najstarszy syn był mały, nauczyciele nie uznawali
        istnienia dysortografii, mimo zaświadczenia. Teraz z kolei na dysortografików
        patrzy się jak na leni i oszustów.
        Zaręczam wam, ze moje dzieci dałyby wszystko, by nauczyć się pisać i nie mieć
        zaświadczenia. Ale nauczyć się nie potrafią.
        • maksimum Wysyp dyslektyków wśród uczniów w Polsce 29.09.06, 23:06
          Bo tego wysypu nie ma w USA,a polski w porownaniu z amerykanskim to zwykla
          kaszana,gdzie sie pisze jak sie mowi i slyszy.
          Mam dwojke dzieci w szkolach i nie slyszalem jeszcze o jakichs zaswiadczeniach
          o dysleksji w ich szkolach.
          Widac,co kraj to obyczaj,a do kombinowania to rodacy sa w czolowce swiatowej.
          • verdana Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów w Polsce 29.09.06, 23:14
            Wiesz co?
            jak się pisze, to trzeba przynajmniej wiedzieć co.
            na mojej półce stoja ksiązki amerykańskich autorów, opisujące przypadki
            dysleksji (żeby daleko nie szukać, rozdzial o tym znalazl sie w nowym wydaniu
            Spocka). Na niektorych amerykanskich uniwersytetach prowadzi się kursy
            czytania. W amerykanskich powieściach roi się od dziecki, ktore mają trudności
            z nauką.
            Być może, amerykaństcy nauczyciele wiedza co to jest dysleksja i nie wymagają
            zaswiadczeń?
            • edytka_73 Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów w Polsce 29.09.06, 23:41
              Poradnie są teraz szturmowane, bo do 30 wrzesnia jest zcas, by uczniowiom,
              którzy mają dys- wystawić opinie, które uprawniałyby ich do dostosowania
              warunków sprawdzianu po SP/egz. po Gimn./matury. Nie rozumiem więc, o co
              uczniowie mogliby sie dobijac w PPP w kwietniu i maju, bo to o ponad pół roku za
              późno.
              PPP nie wydają papierów "od ręki". Proceder jest taki, że najpierw badanie
              psychologiczne (przy niskim IQ nie diagnozuje się dys-), potem pedagogiczne z
              zestawem zeszytów, potem minimum pół roku pracy na zajeciach w PPP (min. 2
              godziny tygodniowo + w domu) i wtedy opinia o dys-. Która bynajmniej z pracy nie
              zwalnia, bo z dys- jest jak z krzywym kręgosłupem: pewnych ćwiczeń nie jesteś w
              stanie i nie możesz robić, a zamiast tego masz zajęcia korekcyjne. Niektóre
              szkoły posuwają się do tego, że jesli uczeń ma dys- a nie pracuje nad tym - nie
              zgadzają się na dostosowanie warunków egzaminu. Bo dys- oznacza poczatek a nie
              koniec pracy nad czytaniem, pisaniem, ortografią.

              I całe szczęście, że PPP to diagnozują, bo dzieci z dysfunkcjami nie muszą
              wysłuchiwac od niedouczonych nauczycieli, że sa głupimi leniami i że nic z nich
              nie wyrośnie dobrego.
              • maksimum Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów w Polsce 29.09.06, 23:54
                > I całe szczęście, że PPP to diagnozują, bo dzieci z dysfunkcjami nie muszą
                > wysłuchiwac od niedouczonych nauczycieli, że sa głupimi leniami i że nic z
                >nich nie wyrośnie dobrego.

                To prawda,bo taki Walesa,to potrafil sam sobie w jednym zdaniu ze dwa razy
                zaprzeczyc a jednak prezydentem byl.Zastapil go geniusz,ktory stwierdzil ze
                jest magistrem i jego nie mniej genialna zona to potwierdzila.
                Jak kariere robic,to tylko w Polsce.
                Nic dziwnego,ze ludzie nienawidza Ziobro i Kaczynskich.
            • maksimum Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów w Polsce 29.09.06, 23:48
              verdana napisała:

              > Wiesz co?
              > jak się pisze, to trzeba przynajmniej wiedzieć co.

              To kto wreszcie mieszka w NYC,Ty czy ja?

              > na mojej półce stoja ksiązki amerykańskich autorów, opisujące przypadki
              > dysleksji (żeby daleko nie szukać, rozdzial o tym znalazl sie w nowym wydaniu
              > Spocka).

              Spock to historia i nigdy go nie czytalem.Znajoma mi go podrzucila gdy mialem
              pierwsze dziecko.Od czasu do czasu zagladalem do niego,ale tam zadnych
              rewelacji nie bylo.


              > Na niektorych amerykanskich uniwersytetach prowadzi się kursy czytania.

              Nie rozsmieszaj mnie.
              Ja widze co moj 12 letni syn robi w szkole i ostatnio zrobil 27 stron pisanego
              tekstu na komputerze oczywiscie w 3 dni na temat wczesnych odkrywcow obu
              Ameryk.Owszem siedzial 3-4 godziny dziennie,ale zrobil to bardzo dobrze.

              > W amerykanskich powieściach roi się od dziecki, ktore mają trudności
              > z nauką.

              Jeden byl taki w klasie syna w podstawowce,to powtarzal rok.Teraz syn jest w
              takiej szkole,ze tam ani jednej niemoty nie ma.

              > Być może, amerykaństcy nauczyciele wiedza co to jest dysleksja i nie wymagają
              > zaswiadczeń?

              Nie rozsmieszaj mnie.Albo sie umie pisac,albo sie nie umie i wtedy powtarza sie
              klase.A ci z dysleksjami za granice nie wyjezdzaja,bo i po co.
              Patrzac na ilosc i jakosc noblistow z Polski,jak np Walesa,ktory tez bez
              watpienia ma niejedna dysleksje,widac,ze Polacy nie sa najzdolniejszym narodem.
            • jacksparrow1 Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów w Polsce 30.09.06, 02:20
              Ze nie wspomne o programach SULIVAN czy jak sie je pisze dla dzieciakow z
              roznymi problemami w nauce.
              Roznica w szkolach amerykanskich i kanadyjskich jest taka ze( no moze bede
              mowila za szkole moich dzieci)nauczycielom zalezy na uczniu i potrafia wylapac
              jezeli ma jakies problemy jak i potrafia wylapac jak jest szczegolnie
              uzdolniony.Nie zawsze tak jest w Polsce.
          • acorns Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów w Polsce 30.09.06, 10:30
            > polski w porownaniu z amerykanskim to zwykla
            > kaszana,gdzie sie pisze jak sie mowi i slyszy.

            Chyba pomyliłeś polski z serbskim. To tam tak się pisze, a w Polsce masz te
            wszystkie "rz i ż", "h" i "ch", "ó" i "u". Trzeba by dążyć do zaniku tych
            archaizmów a nie na siłę przestrzegać poprawności pisowni. Trzeba ułatwiać a
            nie utrudniać.
        • mallard Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 02.10.06, 08:52
          verdana napisała:

          > Ja zwalalabym sporą część winy na nauczycieli.

          ...Tymczasem pierwszak robi błedy,
          > bo nie umie pisac i trzeba go nauczyć - a przeładowane programy powodują, ze
          > nie ma kiedy.

          I to jest wina nauczycieli?!

          Pozdr.
    • dirgone Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 30.09.06, 10:10
      Auguste Rodin (1840-1917) słynny rzeżbiarz w dzieciństwie postrzegany był jako
      idiota i absolutnie niezdolny. Przez całe życie nie mógł opanować wiedzy
      z zakresu ortografii i arytmetyki.
      Thomas Alva Edison (1847-1939) światowej sławy naukowiec, fizyk
      i wynalazca, nigdy nie przyswoił sobie ortografii, miał też problemy z arytmetyką.
      Winston Churchill (1874-1965) wielki angielski polityk, historyk, w szkole
      był chłopcem, któremu ciągle się coś nie udawało. W swoich wspomnieniach
      napisał: "...czas szkoły to czas ciemności, czarna dziura na mapie mojej
      życiowej podróży".
      Albert Einstein (1879-1955) jeden z największych uczonych XX w., miał wielkie
      trudności w nauce czytania. Zaczął czytać, mając 9 lat. Trudności z pisaniem
      miał zawsze.

      To pierwsze lepsze z rzędu przykłady. Nie wolno mylić niedouczenia z dysfunkcją.
      A jeśli chodzi o powyższy komentarz dotyczący poradni i pracy z dysklektykami,
      długiego rozpoznawania a potem terapii, to właśnie tak powinno być i o to mi
      chodziło, gdy rozpoczynałam wątek. Taka dokładnie powinna być cała procedura.
      Powinna, a nie jest na pewno. Mój chłopak dwa lata temu zdawał maturę ( w małym
      mieście - 30 000 mieszkańców). Przed maturą chyba z 5 chłopaków z jego klasy
      (klasa męska) w marcu dostało papier. Szybko i sprawnie. Dyrekcja szkoły papiery
      zaaprobowała równie szybko. Przez to, że mój chłopak od lat przyjaźni się z moim
      bratem, wiec jak wygląda prawda. A ci chłopcy byli po prostu niedouczeni. Nie
      wiem, czy kupili papiery czy nie. Jeden opowiadał, że miał testy przez 3 godziny
      i po tym rozpoznanie. Oczywiście na testach specjalnie robił byki i udawał, że
      jest z nim coś nie tak.
      Obawiam się, że takich poradni w Polsce jest o wiele więcej.
      Ach, zapomniałam dodać, że kiedyś pisałam nawet o pani psycholog tam pracującej.
      Dawno temu, jeszcze przed katolizacją życia publicznego, prowadziła dla mojej
      klasy wychowanie seksualne (czwarta klasa liceum). Dowiedziałam się z niego, że
      stosowanie prezerwatyw wywołuje raka, pigułek antykoncepcyjnych - raka i
      stuprocentową bezpłodność (szczególnie szczęśliwe na pewno były te, które
      pigułkami były leczone) i że najlepszy jest kalendarzyk, ale tego wszystkiego
      dowiemy się i tak po ślubie.

      Dla mnie jest to podobne do kombinowania, żeby przypadkiem nie dostać kategorii
      A do wojska - nie myśli się o tym, jakie będą tego konsekwencje, ale że dzięki
      temu nie pójdzie się w kamasze. A nauczyciel nie ma prawa wyzywać żadnego ucznia
      od głąbów i kretynów - zarówno tego, który nie potrafi liczyć, jak i tego, który
      nie potrafi pisać.
      • verdana Co myślą nauczyciele 30.09.06, 18:34
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=37249&w=49204269
        To link do dyskusji na innym forum. Dyskusja, z udzialem nauczycieli ciężko
        mnie przeraziła. Kilku z nich uwaza, że dzieci z dysfunkcjami powinny chodzic
        do innych szkół, że ich miejsce jest w zawodówce...
        • maksimum T.Edison 30.09.06, 20:33
          en.wikipedia.org/wiki/Thomas_Edison
          Od dziecinstwa byl gluchy i jego edukacja zajela sie matka,po 3 miesiecznym
          pobycie w szkole,ktora zawiodla jego oczekiwania.
          Dla lepszego zrozumienia sytuacji,kiedys nie bylo programow dla specjalnie
          uzdolnionych jak to jest teraz i moja corka zostala juz w pierwszym roku ,w
          wieku 4 lat wylowiona z normalnej szkoly.
          Edison poszedl do szkoly w wieku 9 lat.Do szkoly poszedl pozno z powodu choroby
          w dziecinstwie,a jego matka,ktora byla nauczycielka,zajela sie jego edukacja.
          --------------
          [1] He had a late start in his schooling as the result of an illness. His mind
          often wandered and his teacher the Reverend Engle was overheard calling
          him "addled". This ended Edison's three months of formal schooling. His mother
          had been a school teacher in Canada and happily took over the job of schooling
          her son. She encouraged and taught him to read and experiment. He recalled
          later, "My mother was the making of me. She was so true, so sure of me;
          -----------------
          en.wikipedia.org/wiki/Thomas_Edison
          Czyli to nie bylo tak,ze Edison nie byl zdolny lub nie nadawal sie do normalnej
          edukacji,bo ta zapewnila mu matka.
          Polska wersja zyciorysu Edisona sporo odbiega od angielskiej pewno po to by
          wzbudzic tania sensacje.
          pl.wikipedia.org/wiki/Thomas_Alva_Edison------------
          Home schooling jest popularne w USA,szczegolnie w malych miejscowosciach,gdzie
          trudno jest o dostep do wlasciwej szkoly.
      • nangaparbat3 Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 01.10.06, 12:14
        jestem gleboko przekonana, ze szkoła szkodzi. Że jej głowną (choć tajoną)
        funkcja jest selekcja osob, ktore bedą najbardziej przydatne utrwaleniu
        społeczeństwa w takim stanie, w jakim się znajduje 9lub znajdowało np. 20 lat
        temu).
        Moglabym bez końca cytowac przyklady osob, ktore w szkole uważane byly za
        niezdolne czy zgola "niewyuczalne", albo za "zdolnych leni", a potem okazuja
        się przedsiębiorcze, pracowite, nierzadko wybitne. Rownie dużo osob, ktore są
        prymusami w szkole, a w dorosłym zyciu okazują w najlepszym razie
        przeciętniakami, a czesto neurotykami.
        Znam naprawdę madrych, wrażliwych ludzi, ktorzy w szkole odnieśli kompletną
        porażkę i zostali wyuczeni "nastawienia na porażkę" - rzecz gorsza niż
        powtarzanie klasy czy oblana matura.
        Znam ludzi, ktorzy dla przyjemności czytają Prousta i Becketta, pięknie piszą,
        a ledwo z polskiego przechodzili z klasy do klasy.
        Znam ludzi, ktorzy piszą bezbłędnie, ale dowiedziawszy się, ze uczyłam kiedyś
        polskiego, wstydzą się pisać do mnie listy, bo są przekonani, ze popełniają
        błędy.
        Znam ludzi, ktorzy mając dysgrafię byli zmuszani do przepisywania w
        nieskończoność zeszytów, matkę, która opowiada, jak biła syna po rękach za
        brzydkie pismo. Adwokata z Nowego Jorku, ktory w elitarnej szwajcarskiej szkole
        był za błędy bity linijką.
        mam głęboko w d... osoby, które wyludziły opinie o dysleksji - to ich problem,
        niech one się martwią.
        Cieszę się, ze żadnemu nauczycielowi nie wolno wyśmiać dyslektyka za błędy,
        znieważyć dysortografika za kulfony. Kiedy sama byłam uczennicą, takie
        zachowania były na porządku dziennym.
        Jeśli w klasie "męskiej" 5 chłopcow ma opinię o dysleksji (część pewnie o
        dysgrafii), to ja się dziwię - w szkole, gdzie pracuję (100% zdanych egzaminow
        maturalnych) w klasach "meskich" jest opinii co najmniej 10.
        Poza tym fakt, ze ktoś oszukuje na teście, nie jest jeszcze dowodem na to, że
        dysleksji nie ma - test "oszukany" na temat obecnosci dysfunkcji prawdopodobnie
        nie mowi nic (choć oczywiście nie pochwalam oszukiwania).
        W poradni, z ktorą wspołpracuję, zauważono takie proby, wtedy uczniowie dostają
        dodatkowe testy.
        Nie sadzę, zeby poglądy na seksualizm przekładały się wprost na jakość
        przeprowadzanych badań w kierunku dysleksji.
        I na koniec - wolę , zeby dziesięciu oszustom wydać opinię, niż żeby jednemu
        dyslektykowi jej odmówić.
        Bo to jest w ogole pytanie o to, co dla nas wazniejsze: nie dać się oszukać czy
        nie skrzywdzić. Dla mnie nie skrzywdzić. Oszust niech sie martwi o siebie.
        • verdana Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 01.10.06, 14:02
          Z prawdziwą przyjemnoscią przeczytałam Twój post.
          Przynajmniej nie ja jedna mam taka opinię. Gdy czytam wypowiedzi na forum dla
          nauczycieli, o konieczności eliminacji uczniow z dysfunkcjami z "normalnych"
          szkół i nie stosowaniu taryf ulgowych na egazminach i maturze - zastanawiam
          się, co oni własciwie chcą osiągnąć. Dlaczego sa tak zacietrzewieni.
          Mam wrażenie pewność?), ze polska szkola cierpi na bardzo ciężkie schorzenie.
          Jest nastawiona przede wszystkim na piętnowanie błędow i niedociągnięć uczniów -
          a nie na odnajdywanie ich talentów i dobrych stron. Polska szkoła woli ucznia
          przeciętnego, który nie ma z niczym specjalnych klopotów, ale i w niczym się
          nie wybija, od ucznia, który jest rewelacyjny w jednych dziedzinach, a marny w
          innych. Ci pierwsi są chwaleni. Tym drugim każe się uczyć tego, czego nie
          umieją, co ich nie interesuje i w wypadku starszych uczniów -
          najprawdopodobniej im się nigdy nie przyda. Powinni to robić kosztem czasu
          poświeconego ich prawdziwym zainteresowaniom i talentom. W ten sposób szkoła
          nieszczy osoby wybitne. (Nie kazda - zaznaczam. Chwała Ci, LO im. Górskiego w
          Warszawie - dodam lizusowsko)
          Tak więc dziecko z dysfunkcjami jest widziane przez pryzmat swojej dysfunkcji,
          a nie zdolnosci. Zdolności sa bowiem "kwiatkiem do kożucha", nikomu w szkole na
          nic nie potrzebne.
          Druga sprawa - to, wybaczcie , wygodnictwo. O wiele łatwiej i przyjemniej mieć
          klasę zlożona z dzieci pracowitych, bez dysfunkcji, nawet przeciętnych, niż
          męczyć się z odczytywaniem pracy napisanej nieczytelnie i z błędami. Pare razy
          czytalam argument "kto mi za to dopłaci"?
          Uwazam, ze nauczyciel, ktoremu nie chce uczyć się dzieci z problemami po
          prostu nie powinien być nauczycielem.
          • maksimum Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 02.10.06, 05:56
            verdana napisała:

            > Z prawdziwą przyjemnoscią przeczytałam Twój post.
            > Przynajmniej nie ja jedna mam taka opinię. Gdy czytam wypowiedzi na forum dla
            > nauczycieli, o konieczności eliminacji uczniow z dysfunkcjami z "normalnych"
            > szkół i nie stosowaniu taryf ulgowych na egazminach i maturze - zastanawiam
            > się, co oni własciwie chcą osiągnąć. Dlaczego sa tak zacietrzewieni.

            A moze to ty jestes zacietrzewiona?
            Wymagania i testy sa identyczne dla wszystkich i ci ,ktorzy je robia lepiej sa
            nagradzani awansem do lepszych gimnazjow czy szkol srednich.
            Ci ktorzy te testy robia gorzej ida do gorszych szkol i to jest wlasnie
            selekcja naturalna.
            Mnie nie interesuje powod dlaczego uczen robi testy gorzej,to jest sprawa TYLKO
            i wylacznie ucznia.

            > Mam wrażenie pewność?), ze polska szkola cierpi na bardzo ciężkie schorzenie.

            To prawda i to wlasnie dlatego,ze akceptuje te rozne zaswiadczenia o dys....

            > Jest nastawiona przede wszystkim na piętnowanie błędow i niedociągnięć
            >uczniów -a nie na odnajdywanie ich talentów i dobrych stron.

            Talent objawia sie bardzo dobrymi wynikami z testow.

            > Polska szkoła woli ucznia
            > przeciętnego, który nie ma z niczym specjalnych klopotów, ale i w niczym się
            > nie wybija, od ucznia, który jest rewelacyjny w jednych dziedzinach, a marny
            w innych. Ci pierwsi są chwaleni. Tym drugim każe się uczyć tego, czego nie
            > umieją, co ich nie interesuje i w wypadku starszych uczniów -
            > najprawdopodobniej im się nigdy nie przyda.

            Moze o tym nie wiesz,ale wiekszosc materialu przerabianego w szkole jest malo
            przydatna w zyciu,a przerabia sie go po to,bo szkola to gimnastyka umyslu,tak
            jak W-F jest gimnastyka ciala.Nie z kazdego wyrosnie sportowiec,ale czy to
            znaczy ,ze w szkole ma nie byc W-F?

            > Powinni to robić kosztem czasu
            > poświeconego ich prawdziwym zainteresowaniom i talentom. W ten sposób szkoła
            > nieszczy osoby wybitne.

            Osob wybitnych NIKT nie zniszczy,bo nikt nie zniszczyl gluchego Edisona i matka
            go w domu sama uczyla.

            > (Nie kazda - zaznaczam. Chwała Ci, LO im. Górskiego w
            > Warszawie - dodam lizusowsko)
            > Tak więc dziecko z dysfunkcjami jest widziane przez pryzmat swojej
            dysfunkcji,
            > a nie zdolnosci. Zdolności sa bowiem "kwiatkiem do kożucha", nikomu w szkole
            >na nic nie potrzebne.
            > Druga sprawa - to, wybaczcie , wygodnictwo. O wiele łatwiej i przyjemniej
            mieć
            > klasę zlożona z dzieci pracowitych, bez dysfunkcji, nawet przeciętnych, niż
            > męczyć się z odczytywaniem pracy napisanej nieczytelnie i z błędami. Pare
            razy czytalam argument "kto mi za to dopłaci"?
            > Uwazam, ze nauczyciel, ktoremu nie chce uczyć się dzieci z problemami po
            > prostu nie powinien być nauczycielem.

            W USA sa specjalne klasy dla tych dzieci z problemami i juz od gimnazjum szkoly
            sa podzielone na lepsze i gorsze i ten ktory ma problemy nie bedzie zawalidroga
            w dobrej szkole,tylko znajdzie swoje miejsce z innymi zawalidrogami.
            • nangaparbat3 Maksiu! 02.10.06, 17:28
              maximum napisał:

              >>>Talent objawia sie bardzo dobrymi wynikami z testow.


              Twoja naiwność czy raczej prostoduszność po prostu rozłożyła mnie na łopatki.
              Rozśmieszyła, ale i rozczuliła.
            • sir.vimes Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 02.10.06, 22:54
              >>>Talent objawia sie bardzo dobrymi wynikami z testow.

              Tak, tym się objawia talent do rozwiązywania testów.
          • zlamacocha Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 02.10.06, 08:18
            Wydaje mi się, że programy szkolne nie są przeznaczone dla uczniów genialnych,
            zdolnych tylko przeciętnych.
            Przeciętnie zdolny uczeń przy przeciętnej pracy może dostać przeciętne stopnie.
            Wyrabianie papierów dysfunkcyjnych to nauka cwaniactwa i drogi na skróty.
            Innymi słowy mówiąc, jeśli uczeń ma jakąś dysfunkcję, to wkładając dużo pracy w
            ćwiczenia może tę dysfunkcję zredukować. Podobnie jak uczeń mniej zdolny do
            matematyki ćwicząc może jej się nauczyć. Może nie na 6 a na 4, ale może.
            Czy uczeń mniej zdolny do matematyki ma przynieść papier potwierdzający ten
            fakt i bez wysiłku mieć 6?
            Czy będzie to sprawiedliwe w stosunku do innych i tych zdolnych i pracowitych?
            Każdy z nas ma jakieś dysfunkcje i musi z tym żyć, albo starać się je naprawić.
            Jeśli jest to niemożliwe trzeba po prostu unikać czynności, w których ta
            dysfunkcja przeszkadza.
        • mgla_jedwabna Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 01.10.06, 23:44
          "I na koniec - wolę , zeby dziesięciu oszustom wydać opinię, niż żeby jednemu
          dyslektykowi jej odmówić. "

          tylko, ze wtedy nikt nie bedzie bral na powaznie tych opinii, rowniez
          prawdziwych. czyli zamiast odmowy wydania opinii bedzie odmowa traktowania jej
          powaznie

          moja polonistka miala inny sposob- osobom, ktore przynosily zaswiadczenia o
          dysleksji kazala rowniez przynosic zaswiadczenia, ze nad problemem pracuja (tak
          jak pracowal np. brat autorki watku) inaczej NIE BEDZIE respektowac zaswiadczen
          o dys-. bo taka opinia to nie jest przepustka do odpuszczenia sobie problemu.

          IMHO wiekszosc tych "dyslektykow" bierze sie stad, ze slowo pisane widuja oni
          wylacznie na instrukcji obslugi telewizora...
          • nangaparbat3 Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 02.10.06, 17:32
            > IMHO wiekszosc tych "dyslektykow" bierze sie stad, ze slowo pisane widuja oni
            > wylacznie na instrukcji obslugi telewizora...


            To naprawdę "humble opinion" - nie mam pojęcia, co Cie do takiej opinii
            upoważnia.
        • maksimum Wysyp dyslektyków wśród uczniów.Mozna inaczej. 02.10.06, 05:40
          > I na koniec - wolę , zeby dziesięciu oszustom wydać opinię, niż żeby jednemu
          > dyslektykowi jej odmówić.

          I tu jest twoj i wiekszosci polskich "naukowcow" podstawowy blad.
          Komuna juz minela jesli raczysz zauwazyc i nie mozesz pozwolic ludziom oszukiwac
          tylko dlatego,ze oni chca oszukac.
          A co by bylo ,gdyby ciebie kasjerka oszukala przy placeniu rachunku w sklepie?
          Podnioslabys rwetes,czy spuscila glowe i dala sie oszukac dla "dobra sprawy",bo
          ten co cie oszukuje i tak kiedys w przyszlosci poniesie kare?
          Widzisz,bo ja znam ludzi,ktorzy oszukuja od poczatku do konca zycia i kara ich
          zadna nie spotyka.I co ty na to?
          Jesli nie chcesz zyc w spoleczenstwie kanciarzy,to musisz reagowac na zwykle
          kanciarstwo,bo inaczej ty bedziesz kiedys jeszcze bardziej przez tych
          rozzuchwalonych oszukana.
          No wiec ja jestem za tym,zeby z tych jedenastu osob(10 oszustom + 1
          dyslektykowi) wszystkim odmowic,to wtedy dyslektyk pojdzie do innego lekarza po
          druga opinie i dostanie nalezyta a oszustow sie wyeliminuje.
          Ty po prostu nie masz pojecia jak walczyc z cwaniakami i nie nadajesz sie na
          kierownicze stanowisko.Wlasciwe decyzje trzeba umiec podejmowac tak,zeby nie
          zranic wiekszosci spoleczenstwa.

          > Bo to jest w ogole pytanie o to, co dla nas wazniejsze: nie dać się oszukać
          >czy nie skrzywdzić. Dla mnie nie skrzywdzić. Oszust niech sie martwi o siebie.

          A jestem przekonany,ze oszustow trzeba karac,czyli mam diametralnie odmienne
          zdanie od twojego.
          Przy pierwszej probie,powiadomienie szkoly,ze uczen probowal wyludzic
          zaswiadczenie o dys....
          Gdy taki uczen pojdzie do drugiego lekarza,szkola juz bedzie powiadomiona o
          decyzji pierwszego.

          • verdana Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów.Mozna inaczej 02.10.06, 09:14
            Proponowałabym najpierw cos poczytać, a potem się wypowiadać.
            Dysfunkcje nie są rzeczą, którą można ot tak, zlikwidować ciężką pracą. Gdyby
            tak było, to nikt nie mówił by o dysfunkcji, tylko najwyżej o mniejszych
            zdolnościach.
            Propozycja, aby nie dawać zaświadczeń , tylko zmusić, aby się nauczyli to
            propozycja równie rozsądna i przemyślana, co zaproponowanie, aby dziecko z wadą
            wzroku pracowalo nad soba tak długo, az przestanie nosić okulary. A okularów mu
            nie kupowac, bo się rozleniwi. Ma widzieć jak wszyscy.
            Polonistka, która żądała "pracy nad sobą" w gruncie rzeczy robiła dokładnie to
            samo co poradnie, wystawiające zaswiadczenia. Bez pracy nie ma przedłużenia
            zaświadczenia - i tyle. Szkoda, że nauczyciele nie mają o tym pojęcia.
            I na koniec - w Polsce jest sporo osób, które biorą nienależne renty. Wobec
            tego, ze wśród rencistów są oszuści proponuję zlikwidować w całości system
            rentowy. Co z tego, ze część osób umrze z głodu - to nie ważne. Najważniejsze
            jest ukrócenie oszustwa, nawet kosztem osób niewinnych.
            • zlamacocha Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów.Mozna inaczej 02.10.06, 11:12
              No to będziemy mieli dysgrafików lekarzy, którzy napiszą recepty w taki
              sposób, że aptekarz opacznie je odczyta i wyda zły lek.
              Dyslektyków aptekarzy, którzy nawet dobrze wypisaną receptę źle odczytają i
              zeralizują.
              Kierowcy pomyli się lewa strona z prawą, co też jest charakterystyczne dla
              dyslektyków i skręci odwrotnie niż sygnalizował powodując wypadek.
              Inżynier z dyskalkulią coś tam źle policzy i konstrukcja się zawali.
              Czy ci ludzie będą odpowiadać z spowodowanie śmierci i kalectwa? Skąd, oni mają
              zaświadczenia, papiery, więc nie można ich karać. Chcieli dobrze, ale jakieś
              dys....im to uniemożliwiło.
              A przykład z okularami jest chybiony. Krótkowidz niech nosi okulary, ale
              pilotem odrzutowca już nie będzie, bo dyskwalifikuje go wada wzroku.
              • verdana Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów.Mozna inaczej 02.10.06, 11:25
                Wybacz - Twoje rozumowanie jest idiotyczne. Krótkowidz nie zostanie lotnkiem, a
                dyslektyk- filologiem, ani nikim, gdzie bezbłędne pisanie jest warunkiem
                wykonywania zawodu. To nie oznacza, ze nalezy go pozbawić prawa do wykonywania
                innych zawodów.
                W ten sposób nie można dać matury nikomu. Dzieciom niesprawnym manualnie, bo
                jesli zostaną chirurgami, to potną pacjenta na dzwonka. Dzieciom wolno
                biegającym - bo jako nauczyciele w-f-u będa do niczego. Dzieciom nie radzącym
                sobie z fizyką, ale świetnym z polskiego - bo jako inżynierowie zbudują most,
                który się zawali. Dzieciom, które źle rysują - bo jako architekci zaprojektują
                krzywe domy.
                Nikt nie moze wykonywać każdego zawodu. Dysortografik nie pójdzie na
                polonistykę, student z dyskalkulia nie zda egzaminów na pierwszym roku
                politechniki, facet, który niedowidzi nie zostanie przyjęty do pracy w
                lotnictwie.
                Co nie oznacza, ze nie może wykonywac w sposób absolutnie bezbłędny innych
                zawodów.
                Przy Twoim rozumowaniu - nikt nie powinien dostać matury, może poza mistrzem
                Leonardo.
                • zlamacocha Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów.Mozna inaczej 02.10.06, 13:40
                  Daruj sobie inwektywy. Nie twierdzę, żeby maturę otrzymał jedynie mistrz
                  Leonardo, ale nie widzę powodu, aby osobom z dysfunkcjami należała się taryfa
                  ulgowa.
                  Ma problem z ortografią - niech popracuje, ciężko popracuje i zda maturę na
                  ocenę dopuszczającą. Nie musi iść na polonistykę, jeśli w innej dziedzinie jest
                  dobry.
                  Papiery dyslektyka, dysortografika, dysgrafika powodują, że młodzi ludzie czują
                  się zwolnieni z pracy, z nauki, bo "papier" załatwie sprawę.
                  Jeśli ktoś jest nie radzi sobie ze sprawnym liczeniem, trudno, niech zda maturę
                  z matematyki na najniższą ocenę i nie pcha się na politechnikę. Nie
                  dyskwalifikuje go to jako wspaniałego studenta polonistyki.
                  A tak dzięki "kwitom", cwaniactwu, "zaradności" mamy uczniów ze świadectwani z
                  paskami i pustką w głowach.
                  Zapewniam Cię, że gdybym została dokładnie diagnozowana stwierdzono by u mnie i
                  dysleksję i dysgrafię. I pewnie ze stosownymi papierami nie chciałoby mi się
                  pracować, wyeliminować dysfunkcję.
                  Na maturze miałam 4 ( pewnie gdybym miała "kwity" byłyby to 6) , zdałam na
                  studia, ukończyłam je, bez taryfy ulgowej i obijania się.
                  • verdana Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów.Mozna inaczej 02.10.06, 17:14
                    Widzę, ze rzeczywiscie z dysleksji pozostał Ci jeden element - nieumiejetność
                    czytania ze zrozumieniem.
                    Po raz ostatni chciałam wytłumaczyć Ci jedną podstawową sprawę - w wypadku
                    wielu dzieci z dysfunkcją, niezależnie od ilości włożonej pracy NIE ma
                    mozliwości pozbycia się dysfunkcji całkowicie. W wielu wypadkach nigdy,
                    pracując nawet ciężko i systematycznie, nie osiągnie poziomu ortografii
                    pozwalajacego zdać maturę. Moze Tobie się udało, bo nie mialas dysfuncji, tylko
                    wolniej niz inni uczylas sie czytac i pisać - a to dwie zupełnie rózne rzeczy.
                    nie kazdy, kto źle czyta i pisze jest dyslektykiem.
                    Mlodzi ludzie , ktorzy maja autentyczna dysortografie czy dysleksję pracują
                    zazwyczaj niezwykle ciężko nad swoja dolegliwością. Mimo to sa stale obrażani i
                    wyzywani od leni przez takie osoby jak Ty, ktore "wiedza", ze cięzka praca
                    mozna pozbyć się każdej dolegliwości.
                    Wierzę, ze Tobie nie chciałoby się pracować. Zaręczam jednak, że sa osoby,
                    którym się chce.
                  • nangaparbat3 Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów.Mozna inaczej 02.10.06, 17:47
                    zlamacocha napisała:

                    > Daruj sobie inwektywy. Nie twierdzę, żeby maturę otrzymał jedynie mistrz
                    > Leonardo, ale nie widzę powodu, aby osobom z dysfunkcjami należała się taryfa
                    > ulgowa.
                    > Ma problem z ortografią - niech popracuje, ciężko popracuje i zda maturę na
                    > ocenę dopuszczającą. Nie musi iść na polonistykę, jeśli w innej dziedzinie
                    jest
                    >
                    > dobry.

                    Dysortografik może byc polonistycznie znakomity - to nie ma nic do rzeczy.
                    poprawność zapisu jest tylko znikomym ułamkiem wiedzy i umiejętności
                    polonistycznych.

                    > Papiery dyslektyka, dysortografika, dysgrafika powodują, że młodzi ludzie
                    czują
                    >
                    > się zwolnieni z pracy, z nauki, bo "papier" załatwie sprawę.

                    Niektorzy tak, inni nie. Jak ze wszystkim.

                    > Jeśli ktoś jest nie radzi sobie ze sprawnym liczeniem, trudno, niech zda
                    maturę
                    >
                    > z matematyki na najniższą ocenę i nie pcha się na politechnikę. Nie
                    > dyskwalifikuje go to jako wspaniałego studenta polonistyki.
                    > A tak dzięki "kwitom", cwaniactwu, "zaradności" mamy uczniów ze świadectwani
                    z
                    > paskami i pustką w głowach.
                    > Zapewniam Cię, że gdybym została dokładnie diagnozowana stwierdzono by u mnie
                    i
                    >
                    > dysleksję i dysgrafię. I pewnie ze stosownymi papierami nie chciałoby mi się
                    > pracować, wyeliminować dysfunkcję.

                    Wydaje mi się, ze nie masz pojecia, o czym piszesz.

                    > Na maturze miałam 4 ( pewnie gdybym miała "kwity" byłyby to 6) , zdałam na
                    > studia, ukończyłam je, bez taryfy ulgowej i obijania się.

                    J.w.
                • nangaparbat3 Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów.Mozna inaczej 02.10.06, 17:42
                  Dysortografik jak najbardziej moze pojść na polonistykę - znam takich, ktorzy
                  są wybitnymi polonistami (w znaczeniu rozumienia tekstow literackich,
                  znajomości literatury i gramatyki, umiejętności językowych) ale nie panują nad
                  ortografią. Tak naprawdę może się zdarzyć. Nie bedą nauczycielami, korektorami,
                  redaktorami - ale mogą być tłumaczami, jak najbardziej. W koncu pod wzgledem
                  ortograficznej poprawności byle ciołek może sprawdzić ich tekst.

                  Jeden z moich wykładowców na polonistyce, pan zresztą bardzo konserwatywny i
                  wymagający, oppowiadał, ze Wyspiański pisał "Bohater" przez "ch". To co -
                  wykasujemy Wyspiańskiego?
                  • verdana Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów.Mozna inaczej 02.10.06, 19:13
                    Andersena i Churchilla też do kasacji.
            • maksimum Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów.Mozna inaczej 02.10.06, 16:24
              verdana napisała:

              > Proponowałabym najpierw cos poczytać, a potem się wypowiadać.

              Na pewno chcesz zebym czytal ta sama literature co ty,to wtedy moze dojde do
              tych samych wnioskow co ty.
              Niestety dla ciebie ja mam calkiem inny dobor tego co czytam.

              > Dysfunkcje nie są rzeczą, którą można ot tak, zlikwidować ciężką pracą. Gdyby
              > tak było, to nikt nie mówił by o dysfunkcji, tylko najwyżej o mniejszych
              > zdolnościach.
              > Propozycja, aby nie dawać zaświadczeń , tylko zmusić, aby się nauczyli to
              > propozycja równie rozsądna i przemyślana, co zaproponowanie, aby dziecko z
              wadą
              > wzroku pracowalo nad soba tak długo, az przestanie nosić okulary. A okularów
              >mu nie kupowac, bo się rozleniwi. Ma widzieć jak wszyscy.

              Znowu zle zrozumialas i dlatego uwazam,ze do pracy na samodzielnym stanowisku
              kierowniczym zupelnie sie nie nadajesz.
              Sa rzeczy ktore mozna latwo sprawdzic jak np wzrok i uczen ktory ma dobry wzrok
              bedzie sie bardzo zle widzial noszac okulary.
              Inna sprawa sa roznego rodzaju dysfunkcje.
              Szkola jest od sprawdzania zdolnosci dzieci w bardzo roznych kierunkach i testy
              sa TAKIE SAME dla wszystkich,jak i swiadectwa szkolne sa takie same dla
              wszystkich,no wiec ci ,ktorzy maja jakies dys..... nie sie martwia we wlasnym
              zakresie o swoje dys... a nie narzucaja szkole i wszystkim uczniom warunkow na
              jakich beda przystepowac do testow czy egzaminow.
              Jesli jest slaby z polskiego pojdzie studiowac nauki scisle.Jesli slaby ze
              scislych,skoncentruje sie na humanistycznych ale nie powinno byc dziadostwa
              typu polskie renty,gdzie zdecydowana wiekszosc rencistow sobie
              renty "zalatwila" bo tak wlasnie w Polsce mozna.Polska ma najwiekszy na swiecie
              odsetek rencistow w spoleczenstwie i to tylko dlatego,ze poblazliwi przymykaja
              oczy na kombinacje cwaniakow.

              > Polonistka, która żądała "pracy nad sobą" w gruncie rzeczy robiła dokładnie
              to samo co poradnie, wystawiające zaswiadczenia. Bez pracy nie ma przedłużenia
              > zaświadczenia - i tyle. Szkoda, że nauczyciele nie mają o tym pojęcia.
              > I na koniec - w Polsce jest sporo osób, które biorą nienależne renty. Wobec
              > tego, ze wśród rencistów są oszuści proponuję zlikwidować w całości system
              > rentowy.

              Znowu zaczynasz swoje.
              A moze po prostu zasiegnac drugiej opinii niezaleznego lekarza?
              Nie przyszlo ci to do glowy?
              Moze postawic wszystkich rencistow przed komisja lekarska,ktora zbada ich
              bardzo dokladnie i wszechstronnie?
              Nie przyszlo ci to do glowy?
              Jak juz robic cos,to trzeba to robic z glowa,a nie wylewac dziecko z kapiela.

              > Co z tego, ze część osób umrze z głodu - to nie ważne. Najważniejsze
              > jest ukrócenie oszustwa, nawet kosztem osób niewinnych.

              Zawsze mozna sie odwolac od decyzji komisji jesli ma sie ku temu powody.
              A jak na razie to Polska jest rajem dla cwaniakow i kombinatorow i sami
              Kaczynscy z Ziobro tego nie ukroca,bo juz zbiera sie koalicja PO z SLD ktora
              chce przejac wladze.Renka Beger i Andrzej Lepper na pewno im w tym pomoga.
              Z Lepperem to bym uwazal,bo on chetnie wejdzie do kazdej koalicji a pozniej
              bedzie sra. we wlasne gniazdo jak to juz zrobil.
              Renka to ten sam poziom inteligencji co Andrew i nie zdziwilbym sie,gdyby przy
              nastepnych wyborach dostali kopa od wyborcow.
              • nangaparbat3 Maksiu! 02.10.06, 17:48
                naprawdę z daleka widać, słychać i czuć, ze czytasz zupełnie inne książki niż
                Verdana.
                • maksimum Re: Maksiu! 03.10.06, 03:13
                  nangaparbat3 napisała:

                  > naprawdę z daleka widać, słychać i czuć, ze czytasz zupełnie inne książki niż
                  > Verdana.

                  Podpowiem Ci jeszcze,ze moje dzieci czytaja zupelnie inne ksiazki niz jej
                  dzieci i tak to wlasnie jest,ze nie musimy byc tacy sami,ani mieszkac w jednym
                  miescie.
                  Oczywiscie do innych szkol chodza ma sie rozumiec.
                  Syn chodzi do 7 klasy a corka do 4 i ani razu nie slyszalem,zeby jakikolwiek
                  uczen w ich klasach przyniosl zaswiadczenie ,ze jest dys.... .
                  Dziwna ta Ameryka w porownaniu z Polska.
                  Dla ulatwienia dodam,ze w amerykanskiej podstawowce co rok zmienia sie sklad
                  osobowy klas i sa zazwyczaj po 4 rownolegle klasy.
                  A teraz bede logicznie wnioskowal.
                  Jesli ja sie z tym w USA nie spotkalem,a wszyscy piszacy z Polski sie z tym
                  dys.... spotkali,to by znaczylo,ze w Polsce jest wyjatkowo duzo dzieci z
                  roznymi dysfunkcjami a jeszcze wiecej kombinuje by dostac papierem o
                  dysfunkcyjnosci bo to w Polsce ulatwia zycie.
                  Ci ktorzy nie znaja angielskiego moga mnie uwierzyc na slowo,ze jezyk polski w
                  porownaniu z angielskim to jest zwykla kaszana,gdzie sie pisze jak sie mowi,bo
                  w angielskim tak samo wymawiane wyrazy czestokroc pisze sie calkiem roznie.
    • rycerzowa Zmienia się postać tego swiata... 02.10.06, 19:05
      A może przestańmy mysleć linearnie, czyli potraktujmy problem z innej strony.
      "Każda epoka ma swój porządek i ład", a także swoje dysfunkcje.

      W społeczeństwie łowiecko-zbierackim niedojdą był osobnik niespostrzegawczy,
      flegmatyczny.
      W tradycyjnym rolnictwie trzeba było być silnym fizycznie "chłopem do kosy".
      Chuderlak nie miał szans, choćby miał "głowę na tranzystorach".
      Jeszcze niedawno dziewczęta musiały się uczyć szycia, haftu, tkactwa. Ta, która
      miała mniej sprawne paluszki, nie miała szans na na bycie dobrą gospodynią.

      Przez lata umiejętność sprawnego czytania i wyraźnego, bezbłędnego pisania była
      przepustką do zawodów inteligenckich, gdyż była to jedyna droga zdobywania i
      przekazywania informacji.

      A teraz?
      Po co kaligrafia, gdy rękopisy zastąpił maszynopis?
      Nie są problemem błędy, gdy jest Word z korektą.
      Istnieją programy komputerowe czytające teksty.
      Istnieją inne sposoby na zdobywanie informacji - radio, tv, internet, wykłady.

      A przede wszystkim jest zapotrzebowanie na inne zdolności - łatwość
      nawiązywania kontaktów, umiejętność pracy w zespole, kreatywność, umiejętność
      słuchania.

      No i zmienił się system szkolny. Matura kończy etap edukcji elementarnej.
      Studia, zwane dawniej wyższymi, to praktycznie szkoła zawodowa, taka dawna
      zawodówka; i podobny procent je kończy - 60 % rocznika studiuje.
      Odpowiednikiem dawnej matury jest doktorat i dopiero wtedy można planować
      zdobycie prawdziwie wyższego wykształcenia, jeśli się chce wejść do elity
      umysłowej.
      A nawet w tej elicie znajdzie się miejsce dla dysortografika, jeśli tylko ma
      "elitarny", twórczy umysł.

      Ja się zatem nie gorszę na wysyp zaświadczeń o dysleksji. Znak czasów. Ten
      papierek jest tylko informacją, że dany uczeń ma określone kłopoty w zdobyciu
      umiejętności wcale nie najistotniejszych we współczesnym świecie.
      Prawdziwe zdolności i umiejętności ostatecznie weryfikuje rynek pracy.
      Nawet trzy fakultety nie wystarczą, gdy się nie ma cech pożądanych przez pracodawcę.

      Co z tego,że ktoś świetnie i bezbłędnie pisze? Jeśli nie ma zmysłu do interesów,
      zawsze będzie "najemnym". Na jego pracy wzbogaci się ktoś, kto wprawdzie pisma
      napisać nie umie, ale umie "robić pieniądze".
      Na brak tego talentu na razie nie wydają papierka...
      • verdana Re: Zmienia się postać tego swiata... 02.10.06, 19:11
        Kochana!
        Czekałam na taki post. Ja nawet nie śmialam napisac, ze może ta ortografia już
        nie jest aż tak bardzo w życiu potrzebna, ze by wg. niej klasyfikować ludzi?
        I że można być osobą niezwykle tworczą i bez znajomości prawidłowej pisowni.
        • linka9 konsekwencja 02.10.06, 20:06
          verdana napisała:

          > Czekałam na taki post. Ja nawet nie śmialam napisac, ze może ta ortografia już
          > nie jest aż tak bardzo w życiu potrzebna, ze by wg. niej klasyfikować ludzi?

          Tylko dlaczego taryfa ulgowa ma dotyczyć tylko tych z dys ...(czyt.
          zaświadczeniami)?
          Zarówno dysfunkcyjni, jak i słabi, mało zdolni w efekcie tak samo NIE POTRAFIĄ
          się nauczyć ortografii i poprawnego wysławiania na piśmie.

          > I że można być osobą niezwykle tworczą i bez znajomości prawidłowej pisowni.

          Ja mam tylko takie małe pragnienie, aby - owszem, jak najbardziej doceniając
          tych tórczych - osobę z szóstą z j.polskiego czuć było na odległość na co dzień,
          m.in. po sposobie pisania (a niech tam, nawet z pomocą edytorów). Póki co, tak
          niestety, nie jestsad
          • rycerzowa Re: konsekwencja 02.10.06, 21:42
            Linka, to nie tak. Mnie chodziło o spojrzenie pod innym kątem.
            Jaki jest cel edukacji? Przygotowanie do życia w społeczeństwie.

            Miło jest, gdy absolwent zna literaturę, muzykę, ortografię i fizykę.
            Gdy umie pięknie się wysłowić, napisać bezbłędnie esej, rozumieć zasady
            dziedziczenia, podyskutować o czarnych dziurach i wiedzieć co to mechanika
            kwantowa.
            Ilu takich jest?
            Statystycznie kilka procent.

            Kiedyś to wystarczyło, reszcie zostawała przysłowiowa łopata.
            Ale czasy się zmieniły i świat potrzebuje zdolności i talentów tej reszty.
            I nie poprawna pisownia jest tu kryterium, bo ona w epoce komputerów przestaje
            mieć znaczenie.
            Ja jeszcze miałam lekcje kaligrafii w szkole. Moje dzieci już nie, bo to
            niepotrzebne.
            Kiedyś przynoszono mi prace do sprawdzenia. Teraz młodzi w rodzinie mają Worda.
            Kiedys w biurach projektowych pracowali kreślarze. Teraz projektanci korzystają
            z komputerów. Nie ma juz rajzbretów.
            Liczy się myśl, nie dokładna ręka.
            Kiedys pisało się prace egzaminacyjne. Teraz pisze się testy wyboru.
            Katowanie ucznia w zakresie puryzmu ortograficznego jest dziś jak zmuszanie
            dziewczyn do nauki szycia. Owszem, guzik każdy powinien umieć przyszyć.

            Przyjeżdża chłopak na studia i nie umie napisać życiorysu. Skończył ten swój
            marketing i dalej nie umie. Bo uczył się tylko tego , co mu potrzebne w jego
            pracy przedstawiciela handlowego. Zarabia wiele więcej, niż ja, która mu te
            życiorysy piszę.
            Kolega z klasy licealnej syna nie miał szans na maturę z polskiego, ale jest
            swietnym programistą.

            Ci z dysleksją , jak i ci bez, moga być w jakiejś dziedzinie zdolni, albo i
            nie. Linia podziału przebiega w poprzek, nie między tymi grupami.
            Zadaniem szkoły jest te ewentualne zdolności rozwijać, a wszystkim dać szanse na
            poradzenie sobie w życiu.

            PS. Żeby nie było wątpliwości: moje dzieci poszły do zerówki z umiejetnością
            biegłego czytania, pisania, i nigdy nie robiły błędów. Z matmy też były szóstkowe.
            Ale nie mają głowy do interesów, i w tym mój ból.
            Tą dysfunkcją, my, rodzice, powinniśmy się w dzisiejszych czasach przejmować.sad
            Kto wie o jakiejś reedukacji?
            • linka9 Re: konsekwencja 02.10.06, 22:01
              rycerzowa napisała:

              > Ale czasy się zmieniły i świat potrzebuje zdolności i talentów tej reszty.
              > I nie poprawna pisownia jest tu kryterium, bo ona w epoce komputerów przestaje
              > mieć znaczenie.

              Mogę zgodzić się z tym poglądem. Niemniej w takim wypadku powinniśmy zmieniać
              kryteria oceniania w ogóle, a nie hołubić tych dys ...Zaświadczenia uczą
              cwaniactwa, a sposób ich wydawania jest - mimo wszystko - dość eleastyczny.

              > Katowanie ucznia w zakresie puryzmu ortograficznego jest dziś jak zmuszanie
              > dziewczyn do nauki szycia. Owszem, guzik każdy powinien umieć przyszyć.

              Dobrze, jest w tym dużo racji (choć po lektura forum odnoszę wrażenie, że cofam
              się do epoki kamienia łupanego i a oczy bolą od błędów). Natomiast protestuję
              przed jakąś dziwną dumą z bycia dys...

              > Zarabia wiele więcej, niż ja, która mu te
              > życiorysy piszę.

              Ale tu już wchodzimy w ślepy zaułek. Bo najwięcej zarabiają ci z mafii,
              nieuczciwi, itp, itd. Więc wychodząc z takiego założenia i uniewrsytety -
              niepotrzebnewink

              > Zadaniem szkoły jest te ewentualne zdolności rozwijać, a wszystkim dać szanse
              >na poradzenie sobie w życiu.

              Jasne, ale kryteria muszą być przejrzyste.

              > Ale nie mają głowy do interesów, i w tym mój ból.

              Wiesz, ale bycie dyslektykiem też gwaracji sukcesu w biznesie nie daje, to tak
              na pocieszeniesmile

              > Tą dysfunkcją, my, rodzice, powinniśmy się w dzisiejszych czasach przejmować.sad
              > Kto wie o jakiejś reedukacji?

              W dzisiejszych czasach jedną z największych dysfunkcji jest uczciwość w szerokim
              tego słowa rozumieniu. Zaczynamy reedukcję ? W biznesie, polityce będzie jak
              znalazłwink
          • zlamacocha Re: konsekwencja 03.10.06, 08:11
            To po co bawić się w "kwity", angażować psychologów, wydawać pieniądze. Może
            wystarczy oświadczenie - rodzica lub ucznia, że NIE POTRAFI nauczyć się czytać,
            pisać, liczyć, myśleć.
            Nieważne - z powodu dysfunkcji czy lenistwa. Mniejszych zdolności czy
            czegokolwiek innego. Efekt identyczny.
            Nie potrafi, nie może, nie chce mu się, jest mniej zrolny, no, ale można
            przeciez pisać z błędami ( komputer poprawi), nie czytać lektur ( są filmy),
            żle obliczyć ( jakoś to będzie, ktoś poprawi), i koło się kręci.
            No, chyba, że chodzi o utrzymywanie specjalistów stwierdzających dysy...
            • linka9 Re: konsekwencja 03.10.06, 08:57
              zlamacocha napisała:

              > Nie potrafi, nie może, nie chce mu się, jest mniej zrolny, no, ale można
              > przeciez pisać z błędami ( komputer poprawi), nie czytać lektur ( są filmy),
              > żle obliczyć ( jakoś to będzie, ktoś poprawi), i koło się kręci.

              W dzisiejszym świecie po co się w ogóle jakimiś szkolnymi sprawami zajmować ...wink

              > No, chyba, że chodzi o utrzymywanie specjalistów stwierdzających dysy...

              Kto wie ...smile
              I jeszcze cel jeden: wydatnie poprawić samopoczucie co poniektórych, bo przecież
              oni nie potrafią z powodu DYSLEKCJI a nie jakiegoś zwykłego ograniczenia (małych
              zdolności itp).
              • maksimum Re: konsekwencja Mata Hari 03.10.06, 19:31
                linka9 napisała:

                > zlamacocha napisała:
                >
                > > Nie potrafi, nie może, nie chce mu się, jest mniej zrolny, no, ale można
                > > przeciez pisać z błędami ( komputer poprawi), nie czytać lektur ( są film
                > y), żle obliczyć ( jakoś to będzie, ktoś poprawi), i koło się kręci.
                >
                > W dzisiejszym świecie po co się w ogóle jakimiś szkolnymi sprawami
                zajmować ...wink
                >
                > > No, chyba, że chodzi o utrzymywanie specjalistów stwierdzających dysy...
                >
                > Kto wie ...smile
                > I jeszcze cel jeden: wydatnie poprawić samopoczucie co poniektórych, bo
                przecież
                > oni nie potrafią z powodu DYSLEKCJI a nie jakiegoś zwykłego ograniczenia
                (małych zdolności itp).

                Zauwazylyscie jak sie polskiej Mata Hari humor poprawil,gdy dokonala prowokacji
                o posadke w Ministerstwie Rolnictwa?
                Zwykla,glupia baba wsiowa juz sie niemal wepchnela do ministerstwa,bo przeciez
                madry narod wybral ja do Sejmu,to cos chyba jej sie od zycia nalezy,no nie?

                P.S.Oczywiscie to nie byla zadna prowokacja,bo nastepnego dnia poszlaby do
                prokuratury a nie 5 dni pozniej gdy cala sprawa wyszla na jaw.
                Chciala cos dla siebie ukrecic jak ci malo zdolni co zabiegaja o zaswiadczenia
                o dys...
      • nangaparbat3 Rycerzowo 02.10.06, 22:53
        święte słowa.
      • maksimum Zmienia się postać tego swiata..Chlonny umysl! 03.10.06, 03:32
        rycerzowa napisała:

        > A może przestańmy mysleć linearnie, czyli potraktujmy problem z innej strony.
        > "Każda epoka ma swój porządek i ład", a także swoje dysfunkcje.

        Jesli dobrze rozumiem,to trzeba przystosowac sie do wymagan chwili a nie latac
        po lekarzach,zeby wydali zaswiadczenie o dysfuncyjnosci????

        > Po co kaligrafia, gdy rękopisy zastąpił maszynopis?
        > Nie są problemem błędy, gdy jest Word z korektą.
        > Istnieją programy komputerowe czytające teksty.
        > Istnieją inne sposoby na zdobywanie informacji - radio, tv, internet,
        >wykłady.

        Powtorze,bo widze,ze nie czytalas poprzedniego wykladu.
        Szkola to gimnastyka umyslu i czym wiecej umiejetnosci nabierzesz za mlodu,tzn
        ze twoj umysl jest bardziej chlonny.

        > A przede wszystkim jest zapotrzebowanie na inne zdolności - łatwość
        > nawiązywania kontaktów, umiejętność pracy w zespole, kreatywność, umiejętność
        > słuchania.

        Jeszcze raz!
        Chodzi o zglebianie chlonnosci umyslu ludzkiego,czyli przyswajanie jak
        najwiekszej ilosci wiedzy by moc z niej nastepnie wybiorczo korzystac.
        Ci ,ktorzy tej wiedzy nie przyswoja nie beda mogli z niej korzystac.

        > A nawet w tej elicie znajdzie się miejsce dla dysortografika, jeśli tylko ma
        > "elitarny", twórczy umysł.

        W Polsce tak!!!
        Bo system jest zbudowany tak by ulatwiac zdobywanie kolejnych szczebli edukacji
        ludziom dysfunkcyjnym.
        Domyslam sie,ze inteligentniejsi ktorzy nie maja problemow z przyswajaniem
        wiedzy juz dawno wyjechali w ramach drenazy mozgow.
        Innymi slowy,robi sie ciasto z czego sie ma.

        > Ja się zatem nie gorszę na wysyp zaświadczeń o dysleksji. Znak czasów. Ten
        > papierek jest tylko informacją, że dany uczeń ma określone kłopoty w zdobyciu
        > umiejętności wcale nie najistotniejszych we współczesnym świecie.

        A skad wiesz jakie on ma zdolnosci w innych dziedzinach?
        Moze jest tak samo uposledzony jak i w ortografii?

        > Prawdziwe zdolności i umiejętności ostatecznie weryfikuje rynek pracy.
        > Nawet trzy fakultety nie wystarczą, gdy się nie ma cech pożądanych przez
        >pracodawcę.
        >
        > Co z tego,że ktoś świetnie i bezbłędnie pisze? Jeśli nie ma zmysłu do
        interesów,
        > zawsze będzie "najemnym". Na jego pracy wzbogaci się ktoś, kto wprawdzie
        >pisma napisać nie umie, ale umie "robić pieniądze".
        > Na brak tego talentu na razie nie wydają papierka...

        Zeby byc dobrym w biznesie trzeba byc duzo lepszym niz ten,ktory jest najemny.
        Widze,ze wam sie sni dysfunkcyjny geniusz,no wiec uprzedzam,ze nie ma czegos
        takiego.

        • rycerzowa Re: Zmienia się postać tego swiata..Chlonny umysl 03.10.06, 09:39
          Maksiu, z tobą strach dyskutować, bo sprowadzisz do swego poziomu i wygrasz
          doświadczeniem!
          Powtórzę tylko: dobrze, że wyjechałeś do Stanów.
          Gratuluję fajnych dzieciaków. Niech się dobrze chowają!
    • rycerzowa Linko! 03.10.06, 10:46
      Rozumiem, o co ci chodzi z tym "hołubieniem" wszelkich dys.
      To tak jak z Murzynami. Tak długo nam się tłumaczyło najprostsze rzeczy, że
      wytworzył się odwrotny stereotyp: Skoro Czarny, to na pewno dobry, a Biały,
      wiadomo - zły.
      Tymczasem zarówno Czarny jak i Biały może być i dobry, i zły.

      W ciagu ostatnich kilku lat tyle razy słyszeliśmy, że nieumiejętność
      prawidłowego pisania m o ż e iść w parze z wysoką inteligencją, że aż
      odnosimy wrażenie, że ktoś usiłuje nas przekonać, że dyslektyk to znaczy geniusz.

      Tymczasem dyslektyk, jak każdy, może być i geniuszem i głupkiem.
      Po prostu umiejętność pisania należy niejako wyjąć ze wskaźników zdolności i
      przyjrzeć się ewentualnym trudościom pod kątem przyczyn.

      Przykładowo: jeśli 7-letnie dziecko nie potrafi odróżnić i nazwać kolorów, jest
      to zwykle objawem upośledzenia umysłowego.
      Ale dziecko może też być daltonistą.
      Może być daltonistą-geniuszem, jak sam Dalton.
      Może być daltonistą przeciętnym, i tak jest najczęściej.
      Może byc daltonistą upośledzonym umysłowo.
      W każdym przypadku powinniśmy wiedzieć o daltonizmie, by móc pokierować
      przyszłością dziecka.

      Jeśli dziecko przynosi do szkoły papierek o dysortografii, nauczyciel wie, że
      powinien oceniać to, co dziecko ma do powiedzenia, a nie z jaką ilością błędów
      to napisze.
      Dyslektyk tak samo jak daltonista może zrobić karierę w dziedzinie, w której
      wykazuje wybitne zdolności, a jeśli jest przeciętny - zdobyć zwykły zawód i
      wieść dobre, przeciętne zycie.

      Ale nikt, żadne dziecko nie może być w szkole zdołowane, przekonane ,że jest
      głupkiem, nic nie wartym głąbem, a w dodatku oszustem.
      Największe zdolności można w ten sposób zmarnować, najlepszy charakter zwichnąć.

      A co do uczciwości jako dysfunkcjii, to widzę to nastepująco:
      Jeśli człowiek jest uczciwy, bo ma zasady - to jest to walor charakteru, na plus.
      Jeśli człowiek jest uczciwy, bo organicznie nie potrafi oszukać, czerwieni się i
      poci przy krętactwie itp. - to jest to faktycznie dysfunkcja, ale taka
      pozytywna, bo człowiek pozostaje uczciwym, czyli na plus.
      Człowiek głupi, nawet jak jest uczciwy, narobi szkód i kłopotów.
      Pozdrawiam.
      • linka9 Re: Linko! 03.10.06, 11:07
        rycerzowa napisała:

        > Rozumiem, o co ci chodzi z tym "hołubieniem" wszelkich dys.

        W sumie jest rozwiązanie: oceniać np prace z j.polskiego na kilku płaszczyznach.
        Osobno ortografia i interpunkcja, osobno zawartość merytoryczna, osobno styl
        itp, itd. W dobie przeliczania wszystkiego na punkty daje to każdemu szanse,
        zdolnemu i wybitnemu dysortografikowi również.

        > W ciagu ostatnich kilku lat tyle razy słyszeliśmy, że nieumiejętność
        > prawidłowego pisania m o ż e iść w parze z wysoką inteligencją, że aż
        > odnosimy wrażenie, że ktoś usiłuje nas przekonać, że dyslektyk to znaczy >geniusz.

        Tak, dokładnie odnoszę wrażenie, że KTOŚ (chyba x 3 szt)usilnie mnie o tym
        przekonujesmile Podobnie jak o tym, że trudności w nauce świadczą o wybitnych
        zdolnościach i wysokiej inteligencji.

        > Jeśli dziecko przynosi do szkoły papierek o dysortografii, nauczyciel wie, że
        > powinien oceniać to, co dziecko ma do powiedzenia, a nie z jaką ilością błędów
        > to napisze.

        Wiesz, osobiście spotkałam sie z sytuacją, kiedy nauczucielka z polskiego wręcz
        sugerowała powszechne staranie się o stosowne papierki, bo to pozwoli podnieść
        jej średnią w klasie ...

        > Ale nikt, żadne dziecko nie może być w szkole zdołowane, przekonane ,że jest
        > głupkiem, nic nie wartym głąbem, a w dodatku oszustem.

        Zgadzam się. Tylko że to można i należy załatwić bez zaświadczeń. Szukać w
        każdym dobrych stron, zachęcać, wskazywać możliwości rozwoju i akceptacji ( a
        nie dumy z) własnych ograniczeń.

        > A co do uczciwości jako dysfunkcjii, to widzę to nastepująco:
        > Jeśli człowiek jest uczciwy, bo ma zasady - to jest to walor charakteru, na >plus.

        No... polemizowałabym patrząc chociażby na szanse wyborcze (karierę jak się
        patrzy) takiego delikwentawink

        > Człowiek głupi, nawet jak jest uczciwy, narobi szkód i kłopotów.

        Ale jaki przy tym może być szczęśliwy ...

        > Pozdrawiam.
        Ja równieżsmile
        • linka9 recepta? 03.10.06, 11:23
          Rycerzowo, co o tym sądzisz?

          "mój brat dysortografik pełną gebą
          mógł by być redaktorem - bez trudu wyłapuje błędy nawet w gazetach"

          Bo ja mam pomysł.
          Może takiemu dysortografikowi podsunąć jego własny tekst jako cudzy, wyłapie
          błędy, poprawi przy okazji i po kłopocie?
        • verdana Re: Linko! 03.10.06, 11:28
          Wydaje mi się, ze nikt Cię nie przekonywał, ze dyslektyk= geniusz.
          Przekonywaliśmy cię tylko, że dyslektyk nie= człowiek niezdolny i nieuczciwy
          zarazem.
          To nie jest to samo.
          Bez zaświadczeń nie da się, niestety, oceniać dyslektyków w szkole. Choćby
          dlatego, ze zupełnie inaczej pracuje się z dzieckiem dysortograficznym a takim,
          które żle pisze nie majac dysortografii. I zupełnie inaczej należy oceniać ich
          wysiłki - jeden, skoro się nie nauczy jest rzeczywiscie leniem, drugi - jednak
          nie.
          Ocenianie na wielu płaszczyznach tez nie jest najlepszym rozwiązaniem. Dlatego,
          ze pewnych spraw dys- "nie przeskoczy". A moim zdaniem ocenianie kogoś przez
          pryzmat jego wrodzonych dolegliwości jest głęboko niewłaściwe.
          • linka9 Re: Linko! 03.10.06, 11:46
            verdana napisała:
            >I zupełnie inaczej należy oceniać ich
            > wysiłki - jeden, skoro się nie nauczy jest rzeczywiscie leniem, drugi - jednak
            > nie.

            Widzisz Verdana, Ty uparcie bronisz swoich racji rozumianych jako poparcie dla
            sytuacji we własnej rodzinie. I ja z tym nie mogę sie zgodzić. Z Twojej
            wypowiedzi wynika dziwny podział osób, które nie opanowały czynnie ortografii na
            leni i dyslektyków.

            > Ocenianie na wielu płaszczyznach tez nie jest najlepszym rozwiązaniem.

            Jest uczciwsze, daje wszystkim szanse. Pozwala wykazać swoje mocne strony.

            >Dlatego,
            > ze pewnych spraw dys- "nie przeskoczy".

            Podobnie jak ten nie mający zdolności humanistycznych, a biegły w fizyce.

            > A moim zdaniem ocenianie kogoś przez
            > pryzmat jego wrodzonych dolegliwości jest głęboko niewłaściwe.

            Ale takie jest życie. Człowieka ograniczonego umysłowo też oceniasz przez
            pryzmat jego wrodzonych dolegliwości.
            Pisze z błędami? Zadawala się więc 3 z j.polskiego (no, niech bedzie 4 dla tych
            wybitnych) i ... żyje dalej!


            • verdana Re: Linko! 03.10.06, 11:53
              A jak Ty byś podzieliła osoby, które nie opanowały ortografii?
              I rozumiem, że jezeli nie bierzemy pod uwage wrodzonych dolegliwości - to nie
              bierzemy pod uwagę żadnych.
              Więc może sytuacja sprzed 5 lat - wysłanie próbnych matur z historii, gdzie do
              rozwiązania były zadania z fotografiami i mapami - do Lasek, do liceum dla
              niewidomych, bylo zupełnie dobrym pomyslem i zupełnie niepotrzebnie wybuchł
              skandal.
              Ostatecznie, brak wzroku jest też wrodzoną dolegliwoscia i należalo oceniac
              uczniów przez jej pryzmat. Mogli przeciez rozwiązać pozostałe zadania i zdać na
              trójkę czy dwojkę. Takie jest życie.
              • linka9 Re: Linko! 03.10.06, 12:21
                verdana napisała:

                > A jak Ty byś podzieliła osoby, które nie opanowały ortografii?
                > I rozumiem, że jezeli nie bierzemy pod uwage wrodzonych dolegliwości - to nie
                > bierzemy pod uwagę żadnych.

                Czyli konsekwentnie tym z ograniczeniem umysłowym, na podstawie zaświadczenia o
                ich wrodzonych dolegliwościach (dysfunkcjach, jakby nie było)dajemy w
                powszechnej szkole 6 na maturze?

                > Ostatecznie, brak wzroku jest też wrodzoną dolegliwoscia i należalo oceniac
                > uczniów przez jej pryzmat.

                Na świadectwie widać, z kim mamy do czynienia i jakie stosujemy kryteria oceny.
                Ponadto rzeczywiście, skala problemu taka samawink Można pójść do poradni i
                zalatwić zaświadczenie o byciu niewidomym, 2 okulistów wyda zupełnie odmienne
                opinie na ten temat, a co więcej dla korzyści pójdziemy szkolić się do szkoły w
                Laskach (kurcze, a Ty tak grzmiałaś na temat odrębnych szkół dla dyslektyków),
                byle tylko tę taryfę ulgową mieć i dumnie mówić: jestem niewidomymwink No i ten
                zalew, nawet i 50% w klasach...



                • verdana Re: Linko! 03.10.06, 12:36
                  Wiesz co Linko.
                  Nie ma sensu z Tobą dyskutować.
                  Na studiach uczono mnie, w czym przejawiają się uprzedzenia.
                  Głównym wskaźnikiem uprzedzenia jest nie przyjmowanie do wiadomości żadnych
                  rzeczowych argumentów. Osoby głęboko uprzedzone nie dadzą się przekonać - i
                  próby polemizowania z nimi są skazane na porażkę - bowiem one i tak "wiedzą".
                  Tu wiesz.
                  Wiesz, że dyslektycy to osoby, które maja zaświadczenia, tylko po to, żeby
                  ułatwić sobie życie. Że większość zaświadczeń (o ile nie wszystkie) jest
                  falszywa. Że osoby z zaswiadczeniem nie musza sie juz starac. Że inne ocenianie
                  osób z dysfunkcjami jest złe. Wiesz i już.
                  Na tym konczę dyskusję. Mam tylko nadzieję, ze wśród nauczycieli jest więcej
                  osób z otwartym umysłem.

                  • linka9 błąd w założeniach 03.10.06, 13:15
                    verdana napisała:

                    > Wiesz co Linko.
                    > Nie ma sensu z Tobą dyskutować.

                    Ale Ty nie dyskutujesz na argumenty (jak np Rycerzowa)tylko rzucasz, co Ci slina
                    na język przyniesie. Raz sie wsciekasz z oburzenia (w innym wątku)na propozycję
                    (nie moją zresztą) szkoły specjalnej dla dyslektyków, a potem odnosisz się i za
                    przykład podajesz maturę w ... Laskach (czyli w szkole specjalnej). I gdzie tu
                    konsekwencja?

                    > Głównym wskaźnikiem uprzedzenia jest nie przyjmowanie do wiadomości żadnych
                    > rzeczowych argumentów.

                    Problem w tym, że Twoje argumenty są w tym wypadku mało rzeczowo, w koło
                    powtarzasz o dyskryminacji, oskarżaniu o lenistwie,zamykaniu drogi itp,itd . Nie
                    ustosunkowałaś się nawet (w innym wątku)do moich zarzutów o błędzie w Twojej
                    wypowiedzi natury merytooryczno-historycznej.

                    >Osoby głęboko uprzedzone nie dadzą się przekonać - i
                    > próby polemizowania z nimi są skazane na porażkę - bowiem one i tak "wiedzą".

                    No własnie, przyjęłaś błąd w założeniu: nie chcesz dyskutować, tylko przekonać (
                    z gory zakładasz, że Ty masz rację, jakby mogło być inaczej, chociaż ja nie
                    jestem ododsobniona w swoich poglądach). Trudno jest wmmówić komuś, ze
                    najpiekniejszy jest czerwony, skoro jemu podoba się niebieski.Łożę na publiczne
                    szkolnictwo i mam prawo wyrażać swoją opinię na temat sposobu oceniania i tym
                    samym finansowania nauki różnym osobnikom. Twój przerost ambicji jest
                    przerażający (moje dzieci w zawodówkach? czwórka z polskiego, skoro tyle
                    osiągnięć?) Nie jestes zdolna do żadnych kompromisów w sferze systemu oceniania.

                    > Wiesz, że dyslektycy to osoby, które maja zaświadczenia, tylko po to, żeby
                    > ułatwić sobie życie.

                    Skoro tak uważasz ...

                    Mniej emocji, więcj rozsądku i akceptacji dla odmiennych postaw!

                • maksimum Re: Linko! 03.10.06, 19:49
                  linka9 napisała:

                  > Laskach (kurcze, a Ty tak grzmiałaś na temat odrębnych szkół dla dyslektyków),
                  > byle tylko tę taryfę ulgową mieć i dumnie mówić: jestem niewidomymwink No i ten
                  > zalew, nawet i 50% w klasach...

                  Dokladnie tak.
                  Jesli dzieciak sobie nie daje rady w normalnej szkole wsrod normalnych
                  dzieci,to powinnien uczeszczac do takiej szkoly,gdzie uczeszczaja dzieci z
                  podobnymi dys....
            • linka9 verdana, trochę prywaty, sorry 03.10.06, 12:00
              Czytam wypowiedzi Twojej córki. I na pierwszy rzut oka wcale nie wysuwa się
              problem błędów ortograficznych, ale zwykłe niechlujstwo i nieporadność językowa.
              A ja chciałabym, aby osoby z 6 z j. polskiego prezentowały inny, wyższy poziom
              kultury słowa pisanego NA CO DZIEŃ, a nie zasłaniały sie swoją dysfunkcją.
              Ośmielam się pisać te słowa i czuję się upoważniona do oceny dlatego, że sama
              ciągle wysuwasz przykład Twojej rodziny.

              • verdana Re: verdana, trochę prywaty, sorry 03.10.06, 12:08
                Moja córka, gdy jest wściekła, nie czyta po napisaniu postów. Ja jej się w tym
                wypadku nie dziwię.
                Nie umie tez, przyznaję - co jest wynikiem dysfunkcji - stosować znaków
                interpunkcyjnych.
                Dziwi mnie tylko postawa komercyjnego wydawnictwa, które wydało jej dwie
                ksiązki, oraz postawa szesciu róznych gremiów , ktore dały jej sześć różnych
                nagród za poezje. Dziwi mnie też, chyba najbardziej, postawa egzaminatorów na
                maturze z polskiego i historii, oraz profesorów sprawdzających prace roczne.
                I czekam na merytoryczną wypowiedź w sprawie osob z wrodzonymi dysfunkcjami, a
                nie na wycieczki osobiste.
                • linka9 Re: verdana, trochę prywaty, sorry 03.10.06, 12:34
                  verdana napisała:

                  > Dziwi mnie tylko postawa komercyjnego wydawnictwa, które wydało jej dwie
                  > ksiązki,

                  Ciekawe ile osób było zatrudnionych do korekty ...(ile masła w maśle, czyli
                  pracy własnej)?
                  Jaki sukces odniosła publikacja, kiedy wznowienie?
                  A pozatem, co to ma wspólnego z opanowaniem materiału szkolnego (minimum
                  programowego) i prawem do szóstki?

                  > oraz postawa szesciu róznych gremiów , ktore dały jej sześć różnych
                  > nagród za poezje.

                  Poezja rządzi się własnymi prawami. I rózne nagrody też (wystarczy poczytać na
                  opinie na temat Masłowskiej). Ale rozumiem, że Ciebie to cieszy; nie mam zamiaru
                  umniejszać Twej radości ani polemizować z werdyktem jury. Dyskutuję natomiast oo
                  wymaganiach i ocenach SZKOLNYCH

                  >Dziwi mnie też, chyba najbardziej, postawa egzaminatorów na
                  > maturze z polskiego i historii, oraz profesorów sprawdzających prace roczne.

                  Mnie też dziwi, jeśli chodzi o j. polski...

                  • verdana Re: verdana, trochę prywaty, sorry 03.10.06, 12:44
                    Sugerujesz wiec oszustwo - czyli napisanie książek przez kogos innego? Nie
                    dziwi mnie to wcale, bowiem traktujesz wszystkich dys- jako oszustów. Jednak
                    powiem Ci, że insynuacje to bardzo marny argument w dyskusji. Jeśli chodzi o
                    sukces - pierwsza ksiązka rozeszła się tak szybko, ze wydawnictwo zadzwonilo
                    zamowić kolejną. Nie jest to sukces na miare Masłowskiej, ani nawet zbliżony,
                    ale jak na 15 i 17-latkę - spory.
                    Oczywiscie, szkoły nie powinno interesować, czy uczennica wydaje książki,
                    publikuje artykuły, wygrywa konkursy, ma sukcesy w zawodach sportowych. Dla
                    szkoły powinno byc wazne tylko to, co dzieje w szkole. Inna aktywność ucznia w
                    ogóle sie nie liczy - szkola jest zamknieta caloscia i jej celem jest
                    przygotowanie ucznia do zdobywania dobrych stopni, a nie do wykorzystywania
                    wiedzy ze szkoły w praktyce. jesli chodzi o minimum programowe- to rozumiem, ze
                    ortografia jest najistotniejszym skladnikiem tego miniumum i reszta sie nie
                    liczy.
                    No i moze sie zastanów, dlaczego egzaminatorzy, oceniajac anonimowa pracę
                    maturalną, także uznali ją za dobrą? Dziwne, prawda?

                    • linka9 merytorycznie? 03.10.06, 13:22
                      verdana napisała:

                      > Sugerujesz wiec oszustwo - czyli napisanie książek przez kogos innego?

                      Nie, nawiązuję do "obróbki" tekstu autorskiego przed publikacją. Normalna rzecz.

                      >Nie
                      > dziwi mnie to wcale, bowiem traktujesz wszystkich dys- jako oszustów.

                      Sama sobie wystawiasz świadectwo czy można z Tobą dyskutować merytorycznie. Ile
                      jeszcze pogladów włozysz w moje usta?


                      > Oczywiscie, szkoły nie powinno interesować, czy uczennica wydaje książki,
                      > publikuje artykuły, wygrywa konkursy, ma sukcesy w zawodach sportowych. Dla
                      > szkoły powinno byc wazne tylko to, co dzieje w szkole.

                      Przede wszystkim, na ile opanowała materiał szkolny. Dla wybitnych sa toki
                      indywidualne i odmienny system. W Olimpiadach przedmiotowych też się wykazała?

                      > ortografia jest najistotniejszym skladnikiem tego miniumum i reszta sie nie
                      > liczy.

                      To merytoryczne odniesienie do mojej propozycji oceniania na róznych
                      płaszczyznach???

                  • maksimum Re: verdana, trochę prywaty, sorry-D.Maslowska 03.10.06, 20:16
                    linka9 napisała:

                    > verdana napisała:
                    >
                    > > Dziwi mnie tylko postawa komercyjnego wydawnictwa, które wydało jej dwie
                    > > ksiązki,
                    >
                    > Ciekawe ile osób było zatrudnionych do korekty ...(ile masła w maśle, czyli
                    > pracy własnej)?
                    > Jaki sukces odniosła publikacja, kiedy wznowienie?
                    > A pozatem, co to ma wspólnego z opanowaniem materiału szkolnego (minimum
                    > programowego) i prawem do szóstki?

                    Obejrzalem kilka dni temu jak to "znakomita pisarka" Dorota Maslowska odbierala
                    nagrode od samego Mi Mi Michnika.
                    Wyszla na scene ubrana jak dresiara,fryzura z Wejcherowa.Slowa z siebie nie
                    umiala wydukac i zgarnela 100 tys zetow.
                    Teraz jest moda na to,by lud rzadzil i lud decydowal i dlatego taka dresiara
                    odbiera nagrody od innego dys.... nazwiskiem Michnik.Upraszczajac
                    rozumowanie:dys.. nagradzaja dys... .
                    A na jakiej zasadzie jest Mata Hari w Sejmie?
                    Przeciez to tlumok,ktory ledwo mature zdal po znajomosci.
                    Na jakiej zasadzie jest Andrew Lepper w Sejmie,przeciez facetowi sloma z
                    gumofilcow wystaje jak przyjezdza do stolicy.
                    Dostal cham zloty rog w nagrode za koalicje i zaraz potem zaczal ta koalicje
                    obalac.
                    Kto go wybral do Sejmu??
                    Jacy ludzie ,taka literatura i ich przedstawiciele w Sejmie.
                    Po raz pierwszy w miare normalni ludzie sa u wladzy i juz motloch kombinuje jak
                    sie ich pozbyc.
                    Musza minac ze 2 kadencje normalnych ludzi u wladzy,zeby ta "ludowa" tendencja
                    w "sztuce" minela i wszystkie dziedziny zycia znormalnialy.

                    > > oraz postawa szesciu róznych gremiów , ktore dały jej sześć różnych
                    > > nagród za poezje.
                    >
                    > Poezja rządzi się własnymi prawami. I rózne nagrody też (wystarczy poczytać na
                    > opinie na temat Masłowskiej). Ale rozumiem, że Ciebie to cieszy; nie mam
                    zamiaru
                    > umniejszać Twej radości ani polemizować z werdyktem jury. Dyskutuję natomiast
                    o o wymaganiach i ocenach SZKOLNYCH
                    >
                    > >Dziwi mnie też, chyba najbardziej, postawa egzaminatorów na
                    > > maturze z polskiego i historii, oraz profesorów sprawdzających prace rocz
                    > ne.
                    >
                    > Mnie też dziwi, jeśli chodzi o j. polski...

                    Dajcie Kaczynskim i Ziobro co najmniej 5 lat i sytuacja ulegnie normalizacji.
                    Polska wyrosla na cwanych postkomunistach i ich poplecznikach z PO,ktorzy nie
                    przypadkiem sa z nimi w oPOzycji.
            • nangaparbat3 Re: Linko! 03.10.06, 16:23
              Pisze z błędami? Zadawala się więc 3 z j.polskiego (no, niech bedzie 4 dla tych
              wybitnych) i ... żyje dalej!

              A dlaczego 4 dla tych wybitnych?
              Dlaczego nie 6?


              Nawet na maturze częśc oceny za "poprawność zapisu" jest naprawdę znikoma - a
              Ty od razu chcesz w doł o dwie oceny? Za jedną jedyną umiejętność?
              • vharia nangaparbat? 04.10.06, 12:05

                > Nawet na maturze częśc oceny za "poprawność zapisu" jest naprawdę znikoma - a

                Naprawdę??? Piszę szczerze zainteresowana, bo o ile pamiętam 3 błędy ort. w
                jednej pracy to był niezaliczony polski pisemny (czyli katastrofa) "za moich
                czasów". Trzy interpunkcyjne przeliczało sie na jeden ortograficzny- i nie było
                zmiłuj. Czy to się naprawdę zmieniło???
                • nangaparbat3 Re: nangaparbat? 04.10.06, 15:59
                  Oczywiscie, zmieniło się juz lata temu i o ile wiem, ortografia ma juz naprawde
                  niewielki wpływ na ocenę - zdecydowanie mniejszy niż skladnia. W tej chwili nie
                  jestem na bieżąco, ale spytam się koleżanek - egzaminatorek.
                  • vharia dziękuję! n/t 04.10.06, 21:57

                    • nangaparbat3 Re: dziękuję! n/t 05.10.06, 22:48
                      Załozyłam osobny watek, zeby bylo widać, ale chyba bez sensu, i nazwałam
                      go "dysleksja na maturze" - zmeczona jestem. W kazdym razie na maturze za blędy
                      ortograficzne mozna odjać 3 punkty z 70 (2,1%) - na podstawowej.
                      To tyle co nic.
                      • gaika Re: dziękuję! n/t 05.10.06, 23:54
                        nangaparbat3 napisała:

                        > Załozyłam osobny watek, zeby bylo widać, ale chyba bez sensu, i nazwałam
                        > go "dysleksja na maturze" - zmeczona jestem. W kazdym razie na maturze za
                        blędy
                        >
                        > ortograficzne mozna odjać 3 punkty z 70 (2,1%) - na podstawowej.
                        > To tyle co nic.


                        Tyle gadania po próżnicy? wink
                        Ale niektórzy pięknie gadali, to może i warto byłosmile
                  • maksimum Re: nangaparbat? 04.10.06, 22:06
                    nangaparbat3 napisała:

                    > Oczywiscie, zmieniło się juz lata temu i o ile wiem, ortografia ma juz
                    naprawde
                    > niewielki wpływ na ocenę - zdecydowanie mniejszy niż skladnia. W tej chwili
                    >nie jestem na bieżąco, ale spytam się koleżanek - egzaminatorek.

                    To by znaczylo dobitnie o tym,ze ludzi zdolnych jest coraz mniej w Polsce,a
                    zaczyna przewazc nowa fala pod dyrekcja D.Maslowskiej
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=49770948&a=49771167
                    czy tez Beger i Lepper w Sejmie.
            • titta Re: Linko! 03.10.06, 23:14
              Byla by to swietna sprawa, gdyby przyjac, ze ortografia nie ma prawa obnizac
              ocen z innych przedmiotow. A tak nie jest. wielokrotnie obnizono mi ocene np. z
              matematyki za bldy ortograficzne w uzasadnieniu (przy poprawnych wyliczeniach).
              Szcegolnie dotkliwie pamietam dwuje (jedynej jeszzce wtedy nie bylo) za
              calkowicie porawnie napisana klasowke w ktorej zrobilam tylko jeden blad: w
              swoim imieniu. Niestety ortografia wplywa na to jak oceniany jest uczen nawet z
              tych przedmiotow, z ktorych jest bardzo dobry. I jakos tak sie sklada, ze
              zaswiadczenie eliminuje (wiekszasc) z tych problemow. Troja z polskiego by mi
              nie przeszkadzala, troje z chemi dlatego ze napisalam "wodur" uwazam za gleboko
              niesprawiedlaiwa.
              • maksimum Re: Linko! 04.10.06, 04:35
                titta napisała:

                > Byla by to swietna sprawa, gdyby przyjac, ze ortografia nie ma prawa obnizac
                > ocen z innych przedmiotow. A tak nie jest. wielokrotnie obnizono mi ocene np.
                z matematyki za bldy ortograficzne w uzasadnieniu (przy poprawnych
                wyliczeniach).
                > Szcegolnie dotkliwie pamietam dwuje (jedynej jeszzce wtedy nie bylo) za
                > calkowicie porawnie napisana klasowke w ktorej zrobilam tylko jeden blad: w
                > swoim imieniu. Niestety ortografia wplywa na to jak oceniany jest uczen nawet
                z tych przedmiotow, z ktorych jest bardzo dobry. I jakos tak sie sklada, ze
                > zaswiadczenie eliminuje (wiekszasc) z tych problemow. Troja z polskiego by mi
                > nie przeszkadzala, troje z chemi dlatego ze napisalam "wodur" uwazam za
                >gleboko niesprawiedlaiwa.

                A zastanowialas sie nad tym,ze ortografia jest stosunkowo prosta w porownaniu z
                przedmiotami scislymi?
                Czy to trudno zapamietac,ze wodor odmienia sie na wodory?
                Bo jesli tego nie pamietasz a pamietasz skomplikowane wzory chemiczne czy
                matematyczne,to rzeczywiscie bardzo wybiorcza pamiec masz.
                Z tego samego zalozenia wychodzi nauczyciel chemii.
                Jesli robisz tak podstawowe bledy z polskiego,to bardzo mozliwe ze sciagalas z
                chemii.
                Pamietasz date swojego urodzenia a nie pamietasz,ze "oo" wymienia sie na "o" ?
                Ortografia rzadzi zbior regul,ktore nie sa takie trudne do zapamietania jak
                reguly w kazdym innym przedmiocie ktorego sie uczysz w szkole.
                Mozesz mnie wierzyc lub nie,ale ja z polskiego bylem bardzo przecietny w
                szkole,ale na maturze nie zrobilem ani jednego bledu i ciekawie pisac potrafie:
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30&w=2448626&s=4
                A teraz troche o sztuce:
                www.bunkier.com.pl/index.php?section=teksty_bunkier&sub=krytyk&more=3--------------
                5. przez generalne założenie w stosunku do całej sztuki
                Jest to podejście jeszcze gorsze niż szukanie w sztuce przyjemności, przede
                wszystkim mniej uczciwe. Patrzący przyjmuje, że sztuka – forma ludzkiej
                działalności – musi spełniać określone funkcje, na przykład podnosić moralność
                społeczeństwa. Przyjmując takie absurdalne założenie, które najczęściej wynika
                z tego, że próbuje się przerzucać na innych swoje obowiązki, ocenia się całą
                sztukę pod kątem spełniania tej funkcji. W tej sytuacji w ogóle nie mówimy o
                sztuce. Takie przegięcie interpretacyjne – wcale nie takie rzadkie – jest
                ciekawym przypadkiem patologii intelektualnej i pojawia się nie tylko w
                kontekście sztuki.
                ----------------
                Popularnosc ksiazki nie ma nic wspolnego z jej jakoscia,a kazdy chetnie lubi
                obcowac ze sztuka,czyli z tym co sprzyja rozwijaniem zdolnosci intelektualnych.

                • maksimum A teraz troche o sztuce.Czy Maslowska tworzy sztuk 04.10.06, 22:51

                  > A teraz troche o sztuce:
                  > www.bunkier.com.pl/index.php?section=teksty_bunkier&sub=krytyk&more=3--------------
                  > 5. przez generalne założenie w stosunku do całej sztuki
                  > Jest to podejście jeszcze gorsze niż szukanie w sztuce przyjemności, przede
                  > wszystkim mniej uczciwe. Patrzący przyjmuje, że sztuka – forma ludzkiej
                  > działalności – musi spełniać określone funkcje, na przykład podnosić mora
                  > lność
                  > społeczeństwa. Przyjmując takie absurdalne założenie, które najczęściej
                  wynika
                  > z tego, że próbuje się przerzucać na innych swoje obowiązki, ocenia się całą
                  > sztukę pod kątem spełniania tej funkcji. W tej sytuacji w ogóle nie mówimy o
                  > sztuce. Takie przegięcie interpretacyjne – wcale nie takie rzadkie –
                  > ; jest
                  > ciekawym przypadkiem patologii intelektualnej i pojawia się nie tylko w
                  > kontekście sztuki.
                  > ----------------
                  > Popularnosc ksiazki nie ma nic wspolnego z jej jakoscia,a kazdy chetnie lubi
                  > obcowac ze sztuka,czyli z tym co sprzyja rozwijaniem zdolnosci
                  >intelektualnych.

                  Biorac pod uwage powyzsza definicje,co powinno byc uwazane jako sztuka,czy
                  tworczosc Maslowskiej ma cos wspolnego ze sztuka?

                • titta Re: Linko! 08.10.06, 00:32
                  Z chemi sciagac nie musialam. Prosta i logiczna. To jak sie pisze np. wodor
                  wiem. Wiem ale nie widze - i jedna i druga wersja zapisu mi odpowiada. Podobnie
                  jak nie widze, czy wzor chemiczny jest poprawny czy nie. Musze go przemyslec,
                  bo wiem, jak powinien wygladac - opisowo, a nie wzrokowo. Ale to nie jest do
                  pojecia dla kogos kto jest bardzo w sobie zadufany.
                • titta Re: Linko! 08.10.06, 00:34
                  A i moze nie uwierzysz, ale wiele ludzi nie potrafi zapisac sojego imienia, za
                  to bez problemu wyjasni ci wiekszasc praw fizyki, chemi czy biologi.
    • rycerzowa Zupa z gwoździa czyli syn Verdany 03.10.06, 13:10
      Verdana i jej dzieci to dobry przykład na problem.

      Jestem na forum od roku i niejednokrotnie czytam, jak Verdana zapewnia,że
      niepowodzenia szkolne NIE MUSZĄ być spowodowane lenistwem ani brakiem zdolności,
      ani NIE MUSZĄ determinować przyszłości dziecka.
      Daje przykład swych dzieci, szczególnie syna, który ledwo skończył byle jaką
      szkołę, a radzi sobie świetnie na studiach (dwa fakultety) i ma szanse osiągnąć
      wiele w wybranym zawodzie.

      Czytelnik otrzymuje informację: nie martw się jedynkami dziecka, potem będzie
      dobrze.
      Czyli będzie zupa z gwoździa.
      Każdy jednak wie, ze zupy z gwoździa ugotować się nie da.

      Jaki jest zatem prawdziwy przepis na tę zupę?
      1. Najpierw jest ten zardzewiały gwóźdż, czyli dysleksja i niechęć do nauki.
      Wrzucamy gwóźdż do wody.
      2. Potem okazuje się,że syn Verdany jest ponadprzecięnie inteligentny - opinia
      kilku niezależnych psychologów.
      Do zupy wrzucamy zatem kawał porządnego mięsa.
      3. Okazuje się,że całe otoczenie chłopca (rodzina), to ludzie inteligentni i
      wykształceni, dbający o dzieci.
      W zupie ląduje pęczek włoszczyzny.
      4. Okazuje się,że chłopiec jest zapalonym czytelnikiem , ma pasję techniczną,
      wszystko rozkręca i naprawia, czyli ma swoją pasję.
      Dodajemy sól.
      5. Okazuje się,że w otoczeniu chłopca nie brakuje ludzi oryginalnych,
      nietuzinkowych, "dziwnych". Moim zdaniem to bardzo ważne.
      Dosypujemy do zupy garść aromatycznych przypraw.
      6. Koledzy chłopca, dzieci znajomych, to dobrzy uczniowie. Jest i trochę
      "marginesu" - w tej byle jakiej szkole - ale tylko tyle, ile trzeba, żeby
      znać, ale się za bardzo nie "zintegrować".
      Dodajemy do zupy zasmażkę.

      Zupa gotowa, pyszna i pożywna. Jest wprawdzie ten metaliczny smak,wink, ale za
      bardzo nie szkodzi.

      Verdana ma rację - mimo dysfunkcji, marnych stopni, dziecko może wiele osiągnąć.
      Ale nie można zapominać o tych pozostałych warunkach. Jeśli bedą spełnione,
      rzeczywiście niepowodzenia szkolne mogą nie mieć znaczenia.

      Co do córki - róże są sposoby pisania, różna poetyka, że tak powiem.
      "Konopielka" napisana jest językiem prymitywnym, ale ciekawie.
      Masłowska zdobywa sławę i nagrody, chociaż moim zdaniem..., no, daruję sobie.
      Niektóre wiersze napisane są bez przecinków, dużych liter, bez specjalnego ładu
      i składu. Taka poetyka, nomen omen. Wielu się podoba.
      Może tak jest i z pisaniem Ratyzbony? Jeden powie: bełkot, inny - strumień
      świadomości. De gustibus... itd.
      • verdana Re: Zupa z gwoździa czyli syn Verdany 03.10.06, 13:16
        Dzięki...
        Dawno nie przeczytałam tylu komplementów.... Od razu lepiej mi sie zrobiło, bo
        jakoś dziwnie zdenerwowana jestem.
      • linka9 Re: Zupa z gwoździa czyli syn Verdany 03.10.06, 13:40
        rycerzowa napisała:

        > Czytelnik otrzymuje informację: nie martw się jedynkami dziecka, potem będzie
        > dobrze.

        I z tym przesłaniem nie polemizuję. Tylko jedynki dostaja nie tylko lenie i
        dys... Moga je dostawać osoby zbyt wrażliwe, wolniej rozwijające się, z
        przejściowymi problemami zdrowotnymi (psychicznymi i fizycznymi), itd. I nie
        widzę powodu gloryfikacji dyslektyków. Po prostu szansę należy dać każdemu
        dziecku, a nie temu, którego rodzice są zapobiegliwi i zdobędą świstek.

        Rycerzowa,załóżmy oceniasz 2 identyczne (merytorycznie)prace: jedna z 1 błedem
        ort, druga z 6. Na studia dostaje się autor 6 błedów (bo ma zaświadczenie). I to
        jest sprawiedliwość i równość szans wg Verdany, dla mnie nie do zaakceptowania.




        • rycerzowa Re: Zupa z gwoździa czyli syn Verdany 03.10.06, 14:12
          linka9 napisała:

          >
          > > Czytelnik otrzymuje informację: nie martw się jedynkami dziecka, potem bę
          > dzie
          > > dobrze.
          >
          > I z tym przesłaniem nie polemizuję.

          No, ja własnie z tym przesłaniem jednak polemizuję. Bo, jak piszesz, jedynka
          może mieć różną przyczynę, i czasem trzeba się jednak mocno pomartwić, pomóc
          dziecku, obstawić korepetycjami itd.
          "Nie martwić się" mogą jedynie rodzice takich "synów Verdany", zdolnych, z
          pasją, z backgroundem.


          Po prostu szansę należy dać każdemu
          > dziecku, a nie temu, którego rodzice są zapobiegliwi i zdobędą świstek.

          Powtórzę: ja rozumiem świstek jako informację, że dziecko należy oceniać za
          wiedzę a nie za błędy, które w dzisiejszym świecie (komputery) przestają być
          przeszkodą w przekazywaniu informacji.

          >
          > Rycerzowa,załóżmy oceniasz 2 identyczne (merytorycznie)prace: jedna z 1 błedem
          > ort, druga z 6. Na studia dostaje się autor 6 błedów (bo ma zaświadczenie). I t
          > o
          > jest sprawiedliwość i równość szans wg Verdany, dla mnie nie do zaakceptowania.

          Linko, czasy się zmieniły - studia to nie nowe szlachectwo, to szkoła
          zawodowa, gdzie jest więcej miejsc, niż kandydatów, również na studiach
          państwowych, bezpłatnych.
          Mam odpowiedzieć szczerze? Jeśli obie prace byłyby merytoryczne ( a nie tylko
          identyczne merytorycznie), to przyjęłabym obydwóch. Bo tak rzadko zdarza się, że
          ktoś coś napisze merytorycznie, z błędami czy bez. Tacy kandydaci skasowaliby
          resztę.
          • linka9 Re: Zupa z gwoździa czyli syn Verdany 03.10.06, 14:23
            rycerzowa napisała:
            > Mam odpowiedzieć szczerze? Jeśli obie prace byłyby merytoryczne ( a nie tylko
            > identyczne merytorycznie), to przyjęłabym obydwóch. Bo tak rzadko zdarza się,
            >że ktoś coś napisze merytorycznie, z błędami czy bez. Tacy kandydaci
            skasowaliby resztę.

            Cóż, braku dyplomacji czy erudycji odmówić Ci nie sposóbsmile
            Jednak, jak to w życiu bywa, często dwóch się bije o jedno miejsce i wyborów
            dokonywać trzeba. A skoro merytorycznie dyslektycy będą super, to nie ma o co
            kruszyć kopii, pobiją o głowę tych przeciętniaków, nawet jeśli im się obniży
            punkty za ortografię ...

            • ratyzbona Re: Zupa z gwoździa czyli syn Verdany 03.10.06, 23:01
              Czytając post linki9 poczułam się głęboko urażona. Tego typu personalne ataki
              są dla mnie dowodem, że przy braku argumentów zaczyna się negować fakty. Z
              pewnością lince9 było by dużo łatwiej bronić swoich tez gdyby nie było osób
              takich jak ja. Niestety ja istnieje a moje osiągnięcia nie są wyimaginowane.
              Opanowałam program języka polskiego szkoły średniej w całości w stosunku do
              czego nie miała wątpliwości ani komisja egzaminacyjna ani czterech polonistów
              uczących w mojej szkole. Wydałam dwie książki i piszę nagradzane wiersze.
              Obywam się przy tym bez cudzej pomocy ( poza wstawianiem przecinków) bo
              ortografię sprawdzam w nich sama z pomocą komputera. W moich postach jest dużo
              błędów składniowych podobnie jak w mowie osoby wzburzonej jest dużo błędów
              językowych. W powyższej dyskusji więcej się nie wypowiem ponieważ straciła ona
              swój merytoryczny charakter a stała się nagonką na mnie i Verdanę na co żadna z
              nas obie nie zasłużyła.

              Rycerzowej dziękuję za jedne z lepszych postów dotyczących dysfunkcji jakie
              czytałam na forum. Oby więcej osób potrafiło myśleć.
              • maksimum Re: Zupa z gwoździa czyli syn Verdany 04.10.06, 03:42
                ratyzbona napisała:

                > Czytając post linki9 poczułam się głęboko urażona. Tego typu personalne ataki
                > są dla mnie dowodem, że przy braku argumentów zaczyna się negować fakty. Z
                > pewnością lince9 było by dużo łatwiej bronić swoich tez gdyby nie było osób
                > takich jak ja. Niestety ja istnieje a moje osiągnięcia nie są wyimaginowane.
                > Opanowałam program języka polskiego szkoły średniej w całości w stosunku do
                > czego nie miała wątpliwości ani komisja egzaminacyjna ani czterech polonistów
                > uczących w mojej szkole. Wydałam dwie książki i piszę nagradzane wiersze.
                > Obywam się przy tym bez cudzej pomocy ( poza wstawianiem przecinków) bo
                > ortografię sprawdzam w nich sama z pomocą komputera. W moich postach jest
                dużo
                > błędów składniowych podobnie jak w mowie osoby wzburzonej jest dużo błędów
                > językowych. W powyższej dyskusji więcej się nie wypowiem ponieważ straciła
                ona
                > swój merytoryczny charakter a stała się nagonką na mnie i Verdanę na co żadna
                >z nas obie nie zasłużyła.

                To nie jest nagonka a szukanie rzeczywiscie dobrej jakosci w zyciu.
                Nagroda dla D.Maslowskiej,ktory chyba nawet matury nie ma,jest nagroda ludzi z
                dys.... dla innej osoby z dys.... .
                Nie wyobrazasz chyba sobie,zeby osoba z porzadnym wyksztalceniem czytala
                wypociny maturzystki?
                No wiec D.Maslowska pisze dla podobnych sobie ,a ze tych jest w Polsce duzo,to
                nic dziwnego ze jest popularna.
                Ja sie wychowalem w Polsce ale juz od ponad 20 lat mieszkam w NYC i uwierz
                mi,to sa dwa rozne swiaty.Ja po prostu nie pasuje juz do Polski jakbym sie nie
                przymierzal.
                Moda jest teraz w Polsce na slowo pisane przez ludzi bez specjalnego
                wyksztacenia ani przygotowania do pisania ciekawie rewelacyjnych rzeczy.
                Efektem tej mody na tzw "ludowosc" jest obecnosc Beger i Leppera w Sejmie.
                Nawet nie probuje sobie przypomniec kiedy w dziejach USA w Kongresie byly osoby
                bez studiow i na podobnym poziomie jak w/w dwojka.
                Z powodu poteznej emigracji ludzi przedsiebiorczych i wyksztaconych sytuacja w
                Polsce jest taka jaki i sklad Sejmu.
                Ta moda na "ludowosc" i roznego rodzaju Maslowskie przejdzie,gdy nieco
                madrzejsi ludzie utrzymaja sie u wladzy przez kilka lat i wysla Leppera i Beger
                do ich rodzinnych gospodarstw ,a nie do decydowania o losach panstwa.

                > Rycerzowej dziękuję za jedne z lepszych postów dotyczących dysfunkcji jakie
                > czytałam na forum.

                Jak dla jej ocena ludzi z dysfunkcjami jest tak optymistyczna jak i nagroda dla
                D.Maslowskiej wreczana przez innego dysfunkcyjnego geniusza nazwiskiem Michnik.

                > Oby więcej osób potrafiło myśleć.

                My nie mamy problemow z mysleniem.My po prostu z calkiem innej pozycji oceniamy
                sytuacje.
                Zastanawialas sie kiedykolwiek nad tym,dlaczego osoba po maturze nie moze byc
                wykladowca na wyzszej uczelni?
                Po prostu calkiem inny poziom zainteresowan.
                Great minds think alike.
                Wiesz chyba,ze tych po maturze jest duzo wiecej niz tych po dobrych studiach i
                ci po maturze pisza dla tych po maturze i stad bierze sie ich popularnosc,czego
                nie nalezy mylic z jakoscia.
                Czy Lepper i Beger prezentuja soba jakosc?
                Nie,to jest zwykla popularnosc dana im przez niezbyt wyszukane spoleczenstwo.

              • linka9 Ratyzbona 04.10.06, 10:55
                ratyzbona napisała:
                > Tego typu personalne ataki
                > są dla mnie dowodem, że przy braku argumentów zaczyna się negować fakty.

                Argumenty merytoryczne i sposoby rozwiązań przedstawiłam.
                Nie atakuję Cię, lecz oceniam; dajesz na to przyzwolenie pisząc publicznie o
                sobie. Ty natomiast w swej pokorności zaliczyłaś mnie niemal do faszystów (w
                innym watku); ale to oczywiście nie jest atakwink

                > pewnością lince9 było by dużo łatwiej bronić swoich tez gdyby nie było osób
                > takich jak ja.

                Wręcz przeciwnie, to właśnie PRZYKŁAD Twojej osoby przekonuje mnie ogromnie do
                pozostania przy swoich poglądach.

                >Niestety ja istnieje a moje osiągnięcia nie są wyimaginowane.

                Rzecz dyskusyjna. To co komercyjnie robisz i za co płacą inni - Twoja prywatna
                sprawa. Nie widzę powodów do ograniczania życia i działalności prywatnej
                dyslektyków. Pomińmy już fakt, że wypromować można każdego, ale to nie jest
                temat na ten wątek. Istotne jest natomiast jedno: kwestia wyboru kogo i jak
                kształcić i nagradzać za publiczne pieniądze.

                > Wydałam dwie książki i piszę nagradzane wiersze.

                Suchaj dziewczyno, czy Tobie już całkiem woda sodowa uderzyła do głowy? Gdybyś
                20 lat temu powiedziała mi, że wydałaś ksiażkę być może patrzyłabym na Ciebie z
                podziwem. Osobiście znam 2 osoby, które ksiażki wydały ( i to nie po
                znajomości); ot, zwykłe przeciętniaki, co więcej same są tego świadome, a Ty
                żądasz honorów.


                • zlamacocha Re: Ratyzbona 04.10.06, 11:55
                  Rozumiem, że Ratyzbona ma bardzo dobre samopoczucie, ale chyba rzeczywiście
                  trochę uderzyła jej do głowy woda sodowa. A to źle rokuje.
                  Książkę może wydać każdy, pod warunkiem , że nie zawiera treści zabronionych
                  prawem.
                  Może je wydać autor za własne pieniądze, może poszukać sponsora, któremu wcale
                  nie muszą zwrócić się koszty.
                  Wiersz może być nagrodzony przez panią od polskiego, i też to będzie nagroda.
                  Nie wiem czy utwory Ratyzbony maja jakąś wartość - po pierwsze ich nie znam, po
                  drugie nie jestem krytykiem literackim.
                  Wiem jednak, że jeśli ktoś stworzył coś naprawdę wybitnego, nie musi o tym
                  o s o b i ś c i e wypisywać w internecie.
                  • linka9 Re: Ratyzbona 04.10.06, 12:43
                    zlamacocha napisała:

                    > Wiem jednak, że jeśli ktoś stworzył coś naprawdę wybitnego, nie musi o tym
                    > o s o b i ś c i e wypisywać w internecie.

                    Ja mam całkiem podobne odczucia. Być może utwory ratyzbony to prawdziwe dzieła
                    (nie wiem, nie znam), jednak sam fakt wypowiadania się w stylu : ja, ona jest
                    wielka, BO wydała ksiażkę nasuwa jednoznaczny wniosek.
    • zlamacocha Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 04.10.06, 08:01
      Zacznę od historii. Chodziłam do szkoły w latach osiemdziesiątych. Podstawówka
      normalna, państwowa- innych nie było. W 32 osobowej klasie też zapewne były
      osoby z róznego rodzaju dysami... i dawały sobie radę. Jedni lepiej, drudzy
      gorzej, jednym chciało się pracować innym mniej.
      I nikt nie zakończył edukacji w szkole specjalnej, większość poszła do liceum
      czy technikum.
      Nieco później chodziłam do ogólniaka. Tam też jakoś nie mówiło się o dysach...,
      choć jedni pisali ładniej, inni brzydziej a jeszcze inni sadzili byki
      ortograficzne. Ci ostatni mieli dwóje i musieli nauczyć się ortografii.
      I widzisz Verdano, jakoś im się udało. 100% klasy zdało maturę i wiele poszło
      na studia. Edukacji na poziomie matury nie zakończyła chyba ani jedna osoba.
      Czyżby dysy różnej maści niczym choroba zakaźna rozprzestrzeniły się teraz?
      Nie sądzę, wydaje mi się, że zarówno moje pokolenie jak i obecne pod tym
      względem niewiele się różni.
      Natomiast obecnie w szkołach pojawiła się tendencja do wynajdowania
      specyficznych trudności. Bada się więc w kierunku takiego czy innego dysa i
      znajduje gorzej czytających, piszących, liczących.
      Psycholog sięga za pióro, pisze stosowny kwit, a delikwent jest zwolniony z
      pracy nad sobą, bo jest chroniony.
      No i wychodzą tłuki, a spod klawiatury komputera, żeby broń Boże nie pisał
      odręcznie, gnioty.
      Gniotów nikt nie kwestionuje, więc mają się znakomicie.
      pokolenie dyslektyków czuje się dobrze, psycholodzy mają poczucie spełnionej
      misji, tylko co dalej?
    • vharia doleję oliwy do ognia? 04.10.06, 11:47
      Wprawdzie nie pasjonuje mnie zbyt mocno temat dysleksji,
      ale zaciekawiły mnie toczace sie dyskusje o wartości "innych" dokonań
      dyslektyków. Szczególnie, przepraszam szczerość, POCIESZNE są próby wykazania że
      takie czy inne s.w.o.b.o.d.n.e utwory literacke (wiersze, proza- nie mówię o
      pracach maturalnych, bo to co innego) różnych "dys" są wartosciowe lub watpliwej
      wartości.
      Na początek dystansuje się od oceniania, jakie faktycznie są takie czy inne.
      Chciałam jednak posłużyc się przykłądem z ogródka obok, czyli z malarstwa.
      Przypominam, że od dawna świetnie prosperuje nurt abstrakcjonizu (plus
      pokrewne). Jak wygląda- każdy wiesmile Otóż razu pewnego kilku złośliwcówwink dało
      płutno i farby szympansom. Niektórzy znają zapewne tę historię: powstały
      niczego-sobie obrazki. Szanowne gremium krytyków sztuki (nie znajac autora)
      miało baaaardzo wiele dobrego do powiedzenia o jego warsztacie, ekspresyjności,
      przesłaniu, odniesieniach artystycznych.

      Tak mniej wiecej wyglada w praktyce oceniania "nietypowych" dzieł. Nie to ładne
      co ładne, tylko co sie podoba, a kryterium co jest a co nie jest wartościowe
      artystycznie jest chyba najbardziej subiektywnym zagadnieniem ze wszystkich.
      • linka9 doleję oliwy do ognia? 04.10.06, 12:51
        vharia napisała:
        > Nie to ładne
        > co ładne, tylko co sie podoba, a kryterium co jest a co nie jest wartościowe
        > artystycznie jest chyba najbardziej subiektywnym zagadnieniem ze wszystkich.

        Dokładnie. Tak więc szkoła nie jest najlepszym miejscem do oceny wybitnych(?)
        dzieł sztuki (lierackich). Szkoła jest odpowiedzialna za przejrzyste kryteria
        oceniania, za nauczanie i weryfikowanie wiedzy ucznia w nawiązaniu do programu.
        Natomiast na ile program jest odpowiedni i przystosowany do realiów życia, to
        juz temat na odrębna dyskusję.

      • rycerzowa Nie róbmy tu Sejmu! 04.10.06, 13:19
        Przede wszystkim nie obrażajmy się!
        I "się" i nawzajem!

        Zawiązała się ciekawa dyskusja, zebrało się parę ciekawych osób, wykorzystajmy
        to, by spróbować zrozumieć problem dysleksji.

        Linka - jako nauczyciel, chce być gwarantem wysokiej jakości wykształcenia;
        a rozumie je klasycznie.
        Ja - jako przedstawiciel , hm. hm. współczesnego społeczeństwa, wołam o ludzi
        mi potrzebnych, o analityków giełdowych, o sprawnych przedstawicieli handlowych,
        o administratorów sieci, o speców od reklamy, o inzynierów, o opiekunów środowiska .
        Widzę, że są kandydaci, ale trzeba im specjalistycznego wykształcenia, które
        można zdobyć tylko na wyższej uczelni.
        A Linka mówi : "nie, ja ich nie przepuszczę na maturze, nie dam im prawa do
        studiowania, bo magister to brzmi dumnie, a oni nie potrafią napisać bezbłędnie
        >góra<".
        Ja, czyli społeczeństwo, mówię wtedy, że dla mnie ważne jest, dlaczego on nie
        pisze tego "góra" prawidłowo. Jeśli z powodu braków umysłowych, to zgoda, na
        analityka giełdowgo rzeczywiście się nie nadaje.
        Ale jeśli to tylko taka wydzielona dysfunkcja, a poza tym facet(ka) jest OK, to
        dla mnie ta "góra" nie ma wielkiego znaczenia. Nie na korektora go chcę.

        A od oceny tego jest specjalistyczne badanie i ewentualny papierek.
        I proszę Linkę, by umiała odkryć i ocenić inne walory umysłowe ucznia, aby
        wiedział, jaki kierunek kształcenia może wybrać.
        Bo ocenić ortografię, to nawet komputer potrafi, nie opłaca się po to kształcić
        nauczyciela.

        O to mi w skrócie chodzi.

        Co do wątków osobistych, to wiadomo - Verdana i Ratyzbona.
        Wątek osobisty oznacza problem własnego dziecka. Problem dziecka , znaczy ból
        matki, każda z nas to wie.
        Verdana tak bardzo przeżyła problemy swych dzieci,że pragnie zaoszczędzić tego
        innym. Stąd te uspakajające posty: "Nie martw się, mój też miał wielkie
        problemy, ale teraz ho ho". Czyli będzie zupa z gwoździa.
        Tymczasem akurat ten chłopiec miał spełnione wszystkie inne warunki, by zupa z
        gwoździa sie udała. Z innymi różnie bywa, najczęściej gorzej, zatem i pomartwić
        się trzeba, i pomóc, a czasem zrezygnować z ambicji.

        Abstrahując od tematu, Verdana pełni na forum funkcję Rzecznika Praw Dziecka, i
        za to należy się jej uznanie.

        Co do Ratyzbony, to dziewczę młode jest , wrażliwe.
        W innym wątku próbowałam dowiedzieć się od niej czegoś konkretnego o dysleksji,
        "co dyslektyk widzi, gdy nie widzi".Pytanie rzeczywiście jest nielogiczne, więc
        ciekawość moja nie została zaspokojona. Na innym forum dyskusja rozwija się wg
        schematu "nie rozumieją nas". Zgadzam się, ale wobec tego trzeba coś robić,
        tłumaczyć, nie obrażać się.

        Vharia podsunęła pomysł porównania do malarstwa.
        Oczywiście, ten dowcip z szympansami jest równie popularny, jak i opowiadanie
        wśród muzyków,jak to publicznośc na Warszawskiej Jesieni nagrodziła brawami
        stroiciela fortepianu. Stare kawały.

        Stoi Ratyzbona ze swoim obrazem, a widz pyta: co to?
        - To wyraz moich uczuć, wyrażony barwą i kształtem.
        - Ale co on oznacza?
        - Mój lęk i zagubienie.
        - Ale tu są same jakieś plamy bez sensu, i bohomazy.
        - Kto odczuwa podobne, jak ja, zrozumie mnie.
        - Wolę "Bitwę pod Grunwaldem".
        - To w następnej sali.
        - A dokładnej twarzy narysować nie potrafisz?
        - Od tego jest fotografia.
        • linka9 Re: Nie róbmy tu Sejmu! 04.10.06, 13:56
          rycerzowa napisała:
          >
          > Linka - jako nauczyciel,

          Rycerzowa, i TY TEŻ czytasz miedzy wierszami? Owszem mam za sobą pracę z dziećmi
          i krótkie nauczania, ale nie jestem nauczycielem.

          > a rozumie je klasycznie.

          Tak, klasycznie w kwestii założeń, kryteriów.

          > Ja - jako przedstawiciel , hm. hm. współczesnego społeczeństwa, wołam o
          ludzi mi potrzebnych, o analityków giełdowych, o sprawnych przedstawicieli
          handlowych o administratorów sieci, o speców od reklamy, o inzynierów, o
          opiekunów środowiska .

          A my tu dyrdymały o rzeczach niepotrzebnie gimnastykującyh umysł w szkole ...

          > Widzę, że są kandydaci, ale trzeba im specjalistycznego wykształcenia, które
          > można zdobyć tylko na wyższej uczelni.

          I tak grubo ponad połowę (a czasem i 90%)wiedzy z uczelni nie wykorzystuje się w
          ogóle, nawet pracując w wyuczonym zawodzie.

          > A Linka mówi : "nie, ja ich nie przepuszczę na maturze, nie dam im prawa do
          > studiowania, bo magister to brzmi dumnie, a oni nie potrafią napisać
          >bezbłędnie >góra<".

          Tak, takie było moje załóżenie (dążenie do doskonałości?). Niemniej powoli
          odchodziłam od tego i przyjęłam Twoje argumenty (matura to wszak prawie
          podstawówkawink: dajmy więc punkty za każdy człon osobno. Jesteś zdolny, masz
          wiedzę NADROBISZ minusy z ortografii, gdzie indziej.

          > Ja, czyli społeczeństwo, mówię wtedy, że dla mnie ważne jest, dlaczego on nie
          > pisze tego "góra" prawidłowo.

          Dla mnnie jest to ważnie w procesie uczenia, przy ocenianiu (od pewnego
          poziomu)schodzi na dalszy plan. Tym bardziej, że wszelkie oceny na poziomie
          psychologicznym są w pewnym stopniu względne. Ponadto niespecjalnie interesuje
          mnie, dlaczego lekarz źle wypisze mi receptę.

          > I proszę Linkę, by umiała odkryć i ocenić inne walory umysłowe ucznia, aby
          > wiedział, jaki kierunek kształcenia może wybrać.

          Ale trudno mi ocenić pozytywnie walory umysłowe osobnika, który ma same 1 i 2 w
          szkole średniej(i znowu mam na myśli konkretny przykład)

          > Verdana tak bardzo przeżyła problemy swych dzieci,że pragnie zaoszczędzić tego
          > innym.

          Widzisz, ale ja główne źródło problemów jej syna (zakładając, że rzeczywiscie
          jest bardzo zdolny) widzę gdzie indziej, a nie jedynie w dyslekcji (dysortografii)

          >Stąd te uspakajające posty: "Nie martw się, mój też miał wielkie
          > problemy, ale teraz ho ho". Czyli będzie zupa z gwoździa.

          Tylko że ona popada z jednej skrajności w drugą, a to też jest niebezpieczne.
          Ponadto jest emocjonalnie związana z tematem, walczy jak lwica o swoje dzieci,
          nawet przez moment nie próbując zrozumieć tej drugiej (a nawet trzeciej czy
          czwartej) strony.

          > Tymczasem akurat ten chłopiec miał spełnione wszystkie inne warunki, by zupa z
          > gwoździa sie udała.

          Teoretyzujemy trochę, bo bazując jedynie na wypowiedziach verdany trudno mi
          ocenić, czy rzeczywiscie się udała.

          > Abstrahując od tematu, Verdana pełni na forum funkcję Rzecznika Praw Dziecka,
          >i za to należy się jej uznanie.

          Oczywiście, forum bez Verdany straciłoby na uroku i wartości (chylę czołasmile. Jej
          posty (mimo że wielu razi fomą) są nieocenione, choc wyjątkow subiektywne i
          jednostronne. Ale wiesz, i kota (i dziecko) mozna zagłaskać ("zamegalomanić")na
          śmierć ...

          > Co do Ratyzbony, to dziewczę młode jest , wrażliwe.

          Wcześniej czy poźniej spotka się z brutalnością życia (choć fakt ja mogłam ją
          podejść dyplomatyczniej i zaoszczędzić w tym momencie trzęsawki).
          Nie ma to jak Rycerzowa, każdego ujmie za serce i sprawi wrażenie, że akurat
          jego poglądy w pełni popierasmile
          Pozdrawiam.
          • rycerzowa O tempora! O mores! 04.10.06, 15:16
            linka9 napisała:
            > , ale nie jestem nauczycielem.

            Sorry, pisano o tobie jako o belfrze.
            (Zresztą bycie belfrem to żaden wstyd).

            Klasyczne wykształcenie i klasyczne standardy rozumiemy jednakowo.
            Ja jednak widzę,że ten klasyczny poziom nijak się ma do wymagań współczesego
            świata.
            Inteligencja wg powszechnej definicji oznacza umiejętność odnalezienia się w
            zmiennej rzeczywistości. Na wszelki wypadek dodam - uczciwego odnalezienia
            się, nie mafijnego. To RYNEK od niedawna machnął ręką na piękne i bezbłędne
            pisanie, bo bardziej potrzebne mu są inne walory.

            "Klasycy" znajdą dla siebie jakąś niszę, nie martw się.
            Jeśli nie w realnym świecie, to czasem na forum spotyka się kogoś obdarzonego
            nie tylko wiedzą, łatwością i bezbłędnością wypowiedzi, ale i poczuciem humoru.
            Niech żywi nie tracą nadziei!

            PS. Jestem matka wielodzietna, zatem mam wyćwiczoną umiejętność łagodzenia sporów.
            • linka9 Re: O tempora! O mores! 04.10.06, 15:41
              rycerzowa napisała:

              > Sorry, pisano o tobie jako o belfrze.
              No właśnie ...

              > (Zresztą bycie belfrem to żaden wstyd).
              Żaden. Kiedyś chciałam i czasami trochę (tak ciut, ciut) żałuję, że się jednak
              nie zakotwiczyłam.

              > Ja jednak widzę,że ten klasyczny poziom nijak się ma do wymagań współczesego
              > świata.

              Widzisz, ja lubię konsekwencję. Jest dużo racji w tym, co piszesz. Może więc
              pora zmienić programy? To są wielopłaszczyznowe decyzje, jakkolwiek by jednak
              nie patrzeć faworyzowanie "gęb" to nie jest dobry pomysł.

              > Inteligencja wg powszechnej definicji oznacza umiejętność odnalezienia się w
              > zmiennej rzeczywistości.

              I mamy jeszcze inteligencję emocjonalną ...

              >To RYNEK od niedawna machnął ręką na piękne i bezbłędne
              > pisanie, bo bardziej potrzebne mu są inne walory.

              Ale rynek machnął ręką również na wiele innych rzeczy, ale jakąś bazę, minimum
              programowe dla wszystkich stworzyć musimy. Zanim ktoś zacznie wirtuozerię,
              wariacje i inne improwizacje musi zaliczyć palcówkisad I na nic zda się
              tłumaczenie, że na koncertach grać tego nie będzie. I zaświadczenie, że on do
              wyższych celów stworzony i z palcówek musi być zwolniony (bo dys...) nie przejdzie.

              Rezygnujemy z ortografii (bo wymogi czasów?), odpuśćmy wszystkim (oj, żal)

              > Niech żywi nie tracą nadziei!

              Ten niedyslektyk z taką samą merytorycznie pracą JUŻ straciłwink

              > PS. Jestem matka wielodzietna, zatem mam wyćwiczoną umiejętność łagodzenia sporów.

              Ach, te matki...Są niezastąpione!
        • vharia Re: Nie róbmy tu Sejmu! 04.10.06, 14:14

          >
          > Vharia podsunęła pomysł porównania do malarstwa.
          > Oczywiście, ten dowcip z szympansami jest równie popularny, jak i opowiadanie
          > wśród muzyków,jak to publicznośc na Warszawskiej Jesieni nagrodziła brawami
          > stroiciela fortepianu. Stare kawały.

          Niestety albo i stety to nie dowcip tylko "doświadczenie naukowe" przeprowadzone
          już dośc dawno temu. Dla mnie dość wymowne, bo parałam się tą dziedziną sztuki a
          aktualnie skręciłam na naukę i "szympansy"wink. Nie wiem jak z tym stroicielem,
          ale podejrzewam, ze takze z życia wziętysmile))
        • titta Of topic: co dyslektyk widzi jak nie widzi... 08.10.06, 01:24
          Moze ja - troche of topic - ale podejme sie odpowiedzi na pytanie "co dyslektyk
          widzi jak nie widzi" - otoz widzi. Ale nie wzbudza to rzadnych skojarzen w
          mozgu cos jakby patrzenie sie chinski pismo. To w przypadku ciezkiej dysleksji
          (albo zdenerwowania smile. W przypadku dysortografi, zwykle widzi, rozumie
          i ...zupelnie tego obrazu nie pamieta po zdjeciu z niego wzroku. Dlatego
          tez "gora" i "gura" wygaldaja tak samo, bo brzmia tak samo. I dopiero musi sie
          uruchomic myslenie "gora" (dziek) poszemy przez o z kreska. Sztuka jest wiec
          uruchomienie tego dodatkowego skojarzenia. dlatego w pospiechu czy
          zdenerwowaniu robi sie wiecej bledow.
          Jako ciekawostka podam, ze dla takiego kogos ciagi CTG, GTC wygaldaj atak samo
          i w praktyce - zapisywane pojedyncza sa nierozroznialne. (o czym przekonalam
          sie wielokrotnie pracujac w laboratoriumsmile
    • anek.anek Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 04.10.06, 12:10
      polecam książkę (beletrystyka) dla dzieci dyslektycznych i ich rodziców:
      www.edu.info.pl/strona.php?2840
      • maksimum Wysyp dyslektyków wśród uczniów vs nauka w NYC 04.10.06, 15:53
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=37673622&a=43927054
        Moj syn ktory jest teraz w J.H. wlasnie przygotowuje sie do egzaminow do
        Stuyvesant H.S.
        Przyjecia do wszystkich lepszych szkol w NYC sa na podstawie egzaminow i nikt
        nie przynosi kwitow na egzaminy ze jest dyslektykiem,bo nikogo to nie
        interesuje.
        Albo sie zda egzamin,albo sie nie zda i to jest selekcja amerykanska.
        W Polsce od dosc dawna licza sie kwity i to kto na ile kogo potrafi zastraszyc:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=575&w=37673622&a=49143330
        bo jak ratyzbona napisala mnie ,ze nie umiem czytac ze zrozumieniem,to nie
        mialem pojecia,ze to corka verdany i to wlasnie ta z dyslekcja.
        Na tym skromnym przykladzie widac,kto rzadzi w Polsce i w jakim kierunku
        zmierza edukacja w kraju nad Wisla.
        • titta Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów vs nauka w NY 08.10.06, 01:07
          Maximum, choc z toba rozmawiac nie warto, bo pomijajac wulagarnosc, to i
          tak "wiesz".
          USA i wiele innych krajow ma ta przewage nad Polska, ze system edukacyjny
          zamiast wyklucac sie ze "dyslektyk to idiota" albo akceptowac i ignorowac jest
          przystosowany do pracy z takimi dziecmi i obejscia ich problemow.
          Ot chodzby :www.dyslexia.com/
          W Polsce ciagle jest tendecja, ze trzeba trzymac sie zasad i stac rowno w
          szeregu. Co z tego, ze ktos wietnie rozumie zasady np. fuzji jadrwej, skoro
          robi bledy w zapisie? Zreszta ty myslisz w sposob podobny. Pozostalosci z
          wpojonej w mlodosci filozofi?
          • maksimum Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów vs nauka w NY 09.10.06, 05:38
            titta napisała:

            > Maximum, choc z toba rozmawiac nie warto, bo pomijajac wulagarnosc, to i
            > tak "wiesz".

            A moja wulgarnosc polega na tym,ze mam inne zdanie niz od twojego,bo wiadomo,ze
            Ty wszystko najlepiej wiesz.

            > USA i wiele innych krajow ma ta przewage nad Polska, ze system edukacyjny
            > zamiast wyklucac sie ze "dyslektyk to idiota" albo akceptowac i ignorowac

            Nikt sie z nikim tu nie wykloca.Albo dzieciak daje sobie rade w normalnej szkole
            albo jest kierowany do klas,gdzie sa inne dzieci z podobnymi problemami.

            >jest przystosowany do pracy z takimi dziecmi i obejscia ich problemow.
            > Ot chodzby :www.dyslexia.com/
            > W Polsce ciagle jest tendecja, ze trzeba trzymac sie zasad i stac rowno w
            > szeregu. Co z tego, ze ktos wietnie rozumie zasady np. fuzji jadrwej, skoro
            > robi bledy w zapisie? Zreszta ty myslisz w sposob podobny. Pozostalosci z
            > wpojonej w mlodosci filozofi?

            Kazdy ma jakas swoja filozofie i nie mam zamiaru swojej zmieniac.
    • gaika Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 05.10.06, 16:56
      1.Jeżeli ktokolwiek jest świadkiem oszustwa(tu: wydawania lewych zaświadczeń)
      powinien taki fakt zgłosić. Jeśli tego nie robi, współuczestniczy w
      przestępstwie i jęczy potem po próżnicy, że korupcja w przychodniach
      psychologiczno-pedagogicznych się szerzy.
      2.Jeżeli w jakiejś klasie rzeczywiście jest 50% zaświadczeń, to nauczyciel
      (każdy) doskonale wie, że w przyrodzie "tak nie ma". Jego obowiązkiem jest
      działać.
      3.Dyskusja nie dotyczy wiary w duchy. Dotyczy działki przyzwoicie zbadanej,
      opisanej, "doświadczonej" i nie ma potrzeby opierania się na opiniach
      forumowych ( nierzetelnych, nieprawdziwych, stronniczych, emocjonalnych,
      niesprawdzonych, prywatnych i co tam jeszcze). Wystarczy sięgnąć do literatury
      tematu, zapoznać się z opisem problemu ( może też lepiej zrozumieć) i
      zobiektywizować sobie wiedzę.
      4.Podatki płacimy, żeby mogło funkcjonować państwo. Chciałoby się mieć kontrolę
      i pewność, że wydawane są zgodnie z przeznaczeniem i potrzebami. Niestety
      zdarzają się nadużycia, więc i fakt, że zapłacimy za reedukację "lewego
      dyslektyka", jest możliwy. Nie jest niestety możliwe, że żadna złotówka nie
      zostanie zmarnowana, albo że zostanie ona przeznaczona na jedynie słuszne cele
      (ludzie mają różne priorytety). Jednak korupcja w służbie zdrowia nie oznacza
      jeszcze likwidacji usług medycznych, a korupcja w urzędach państwowych -
      państwa. A jak już przy kasie jesteśmy, to żadnemu państwu nie opłaca się
      mnożenie grup klasyfikowanych jako "anomalia".
      5. Sporo jest opinii, że szkoła ma służyć masie niewyróżniających się w żadnym
      kierunku osób. Tyle, że we wszelkiej maści przepisach dotyczących edukacji,
      szkoła jest zobowiązana świadczyć usługi także "odszczepieńcom", którzy w
      odgórnie przyciętych ramach nigdy się nie zmieszczą. Światowe standardy
      zmierzają ku temu, by coraz bardziej integrować, a nie separować, czyli
      wykonywać ramy z bardziej elastycznego materiału. A to jest wynik między innymi
      doskonalszej diagnozy, pełniejszego zrozumienia(postęp w nauce) i
      wszechstronniejszego przygotowania nauczycieli( pominę inne różne tzw.
      wartości).
      6. Wydawać by się mogło, że w dużej mierze chodzi o to, żeby ten wózek pchać
      naprzód. A tu na forum czytam, że dobrze było 20 lat temu i komu to
      przeszkadzało.
      • maksimum Re: Wysyp dyslektyków wśród uczniów 05.10.06, 19:21
        gaika napisała:

        > 1.Jeżeli ktokolwiek jest świadkiem oszustwa(tu: wydawania lewych zaświadczeń)
        > powinien taki fakt zgłosić.

        Oszustwo jest dokonywane miedzy lekarzem a pacjentem i kto z nich ma to zglosic
        i komu?

        > 2.Jeżeli w jakiejś klasie rzeczywiście jest 50% zaświadczeń, to nauczyciel
        > (każdy) doskonale wie, że w przyrodzie "tak nie ma". Jego obowiązkiem jest
        > działać.

        Nauczyciel ma zwiazane rece i jest od nauczania a nie przeciwdzialania
        kombinacjom,ktore odbywaja sie poza szkola.

        > 3.Dyskusja nie dotyczy wiary w duchy. Dotyczy działki przyzwoicie zbadanej,
        > opisanej,

        Ciekawe,ze ja sie w USA z ta dzialka nie spotkalem.
        Moze za malo polskich dzieci jest w szkolach moich dzieci?

        > 4.Podatki płacimy, żeby mogło funkcjonować państwo. Chciałoby się mieć
        kontrolę

        Polska jest krajem,gdzie modne sa kwity i zbyt duzo ludzi dobrzez tego zyje,by
        to moglo nagle zaniknac.

        > 5. Sporo jest opinii, że szkoła ma służyć masie niewyróżniających się w
        żadnym
        > kierunku osób. Tyle, że we wszelkiej maści przepisach dotyczących edukacji,
        > szkoła jest zobowiązana świadczyć usługi także "odszczepieńcom", którzy w
        > odgórnie przyciętych ramach nigdy się nie zmieszczą. Światowe standardy
        > zmierzają ku temu, by coraz bardziej integrować, a nie separować,

        Swiatowe,czyli jakie?
        Polskie,unijne?
        Bo w USA jest selekcja,ta na wzor naturalnej i sie bardzo dobrze sprawdza.
        W klasach moich dzieci NIGDY nie bylo ani nie ma dyslektyka.

        > 6. Wydawać by się mogło, że w dużej mierze chodzi o to, żeby ten wózek pchać
        > naprzód. A tu na forum czytam, że dobrze było 20 lat temu i komu to
        > przeszkadzało.

        Trzeba bylo umozliwic dyslektykom jak Beger i Lapper dojsc do wladzy by miliony
        bezimiennych dyslektow mialy swoja reprezentacje w Sejmie.
        I dlatego trzeba bylo nagrodzic D.Maslowska by jej podobni lepiej poczuli sie
        na duchu.
        • maksimum Wracajac do verdany i ratyzbony. 06.10.06, 00:07
          verdana ma racje,ze jest dumna ze swoich dzieci i ja mam racje ,ze jestem dumny
          ze swoich.
          To ze ratyzbona pisze ksiazki,ktore sa drukowane jest rowniez niewatpliwym
          sukcesem i zycze jej jeszcze wiecej takich sukcesow.
          Nie widze tego by dzieci z dysfunkcjami mialy specjalne ulgi w USA i tez mnie
          sie to jak najbardziej podoba.Do tej pory nie spotkalem sie z czyms takim jak
          zaswiadczenie o dysortografii czy innej dyslekcji w szkolach moich dzieci i
          uwazam to za rzecz jak najbardziej normalna.
          Faktem jest rowniez ,ze D.Maslowska dostala nagrode za swoja ksiazke,ale ta jej
          ksiazka nie jest ani dla mnie ani dla moich dzieci,co nie zmienia faktu,ze
          Maslowska powinna sie cieszyc z tego wyroznienia.
          Na ten sam problem patrzymy z dwoch calkiem innych punktow widzenia.
          • linka9 król jest nagi ... 06.10.06, 10:50
            Gaika w innym wątku napisała

            >geniusz zazwyczaj nim jest *ponieważ* ma dysleksję. Rzecz w tym, że sposób
            >funkcjonowania umysłu dyslektyka jest taki sam jak u osoby wybitnej.

            Przy takich teoriach to nie wiadomo już czy śmiać się, czy płakać...

            >Po pierwsze większość dysow jest "wyleczalna",

            Trzeba sie poważnie zastanowić nad tym leczeniem, bo jak usuniemy nie tylko
            skutki, ale i przyczynę kłopotów, to zaczniemy cierpieć na niedobór osób
            wybitnych winkwinkwink
            • maksimum Re: król jest nagi ... 06.10.06, 14:58
              linka9 napisała:

              > Gaika w innym wątku napisała
              >
              > >geniusz zazwyczaj nim jest *ponieważ* ma dysleksję. Rzecz w tym, że sposób
              > >funkcjonowania umysłu dyslektyka jest taki sam jak u osoby wybitnej.

              Zaraz sie dowiemy,ze geniuszem zostala dotknieta D.Maslowska.
              Wsrod roznych ludzi kraza rozne listy osob wybitnych i dla jednych np. Michnik
              jest osoba wybitna a dla innych jest dyslektykiem.

              > Przy takich teoriach to nie wiadomo już czy śmiać się, czy płakać...
              >
              > >Po pierwsze większość dysow jest "wyleczalna",
              >
              > Trzeba sie poważnie zastanowić nad tym leczeniem, bo jak usuniemy nie tylko
              > skutki, ale i przyczynę kłopotów, to zaczniemy cierpieć na niedobór osób
              > wybitnych winkwinkwink

              Czyzby mijala juz moda na Michnika i Maslowska?
            • gaika brak dysleksji jako dysfunkcja 07.10.06, 22:31
              linka9 napisała:

              > Gaika w innym wątku napisała
              >
              > >geniusz zazwyczaj nim jest *ponieważ* ma dysleksję. Rzecz w tym, że sposób
              > >funkcjonowania umysłu dyslektyka jest taki sam jak u osoby wybitnej.
              >
              > Przy takich teoriach to nie wiadomo już czy śmiać się, czy płakać...
              >
              > >Po pierwsze większość dysow jest "wyleczalna",
              >
              > Trzeba sie poważnie zastanowić nad tym leczeniem, bo jak usuniemy nie tylko
              > skutki, ale i przyczynę kłopotów, to zaczniemy cierpieć na niedobór osób
              > wybitnych winkwinkwink



              Choć ani o krok nie przybliżyło do oświecenia, to czy przynajmniej ulżyło?
              • rycerzowa Smalec 07.10.06, 23:01
                - Małgosiu, co mamy z gęsi?
                - Szmalec, proszę pani.
                - Ale pomyśl, co jeszcze?
                - Szmalec.

                - Hm, Małosiu, a na czym ty śpisz?
                - Na wyrze.
                - Ale co masz pod głowa?
                - Poduszkę.
                - Super. A co jest w poduszce?
                - Dziura.
                - Ale co z dziury wychodzi?!
                - Pluskwa.
                - Ale co oprócz pluskwy?
                - Pierze.

                - Super! Więc co jeszcze mamy z gęsi?
                - Szmalec!!!
                • titta Re: Smalec 08.10.06, 00:54
                  Rycerzowa, nie pierwszy raz chyle przed toba glowe smile
                  • anita53 Dirgone-jesteś wielka 09.10.06, 19:46
                    To słowa prawdy, nareszcie ktoś się odważył. Brawo!
Pełna wersja