dirgone
29.09.06, 10:47
Właśnie przeczytałam na onecie, że kilkulatkowie i nastolatkowie oraz ich
rodzice szturmują poradnie psychologiczne czy pedagogiczne ( nie pamietam),
żeby dostać świstek o dyskleksji.
Cholewa ciężka. W pierwszej klasie podstawówki miałam problemy z ortografią.
Mama i tata się przyłożyli - robili mi codziennie dyktanda w domu, a po dwóch
miesiącach, byłam z ortografii najlepsza w klasie. I już nigdy potem nie
miałam z nią problemów.
Mój brat również miał problemy, rodzice również się przylozyli, ale efektów
nie dawało to żadnych.Było to dość dawno, o dyskleksji nikt wtedy nie
słyszał.Mama chodziła z nim jednak do psychologa (co wywoływało wielkie
poruszenie, bo wtedy nikt nie chodził w Polsce), no i została stwierdzona -
dyskleksja, dysgramatyka i dysortografika. Mój brat gorzej się uczył, gorzej
czytał, pisał straszliwie. Brylował przy odpowiedziach ustnych, a z klasówek
dostawał jedynki. Wiecznie był wyzywany od tumanów, bo w jednym zdaniu
potrafił napisać burak i bórak - dla niego nie było żadnej różnicy.
Znienawidził naukę na bardzo długi czas, szkoły średnie zmieniał kilka razy,
aż w końcu trafił do zaocznej i tam zdał maturę. Wtedy nagle świat się dla
niego odmienił. Zaczął więcej czytać (nie cierpi beletrystyki, uznaje tylko
naukowe pozycje), poszedł na studiach i teraz jest jednym z lepszych studentów
politologii. Jego wiedza mnie zadziwia (skończyłam podobny kierunek), bo choć
mi nauka przychodziła łatwiej, to byłam leniwa i nigdy swoich zdolności nie
wykorzystywałam.
Brat nadal robi straszliwe błędy. "pżyslij mi film móżyn i wiewiurka" - to
jest autentyczny przykład jego możliwości.Załamałam się, jak to dostałam

Jego braki na studiach nie są aż tak srasznie widoczne - prace zaliczeniowe
zawsze ktoś mu sprawdza (word nie wychwytuje wszystkich błędów), zawsze
wybiera egzaminy ustne. Zresztą nawet na pisemnych nie jest źle (profesorowie
znają przykłady dysklektycznych geniuszy, np. Einstein)
A teraz słyszę, że co 3 dziecko jest dysklektyczne!! I krew mnie zalewa, bo
wiem, ze tak samo mnie mama mogła zaciągnąć do psychologa w pierwszej klasie
podstawówki i wyrobić papier. Wątpię w to, żebym nauczyła się wtedy zasad
ortograficznych. Stawianie osób leniwych obok autentycznie chorych (jak moj
brat) jest dla mnie straszliwym nadużyciem. A to dlatego, że ponownie
dysklektycy będą traktowani jak lenie, którym nic sie nie chce.
Kiedy ktoś nazywa mojego brata kretynem, bo nei potrafi poprawnie napisać
słowa "biuro", aż sie coś we mnie gotuje. Bo ten "kretyn" wyrwany ze snu w
środku nocy potrafi wygłosić długi wykład na dowolnie zadany temat z zakresu
politologii, posiłkując się setką przykładów.
Jest mi też szkoda uczniów, że przez nadopiekuńczość ich rodziców (lub po
prostu lenistwo), nigdy nie będą potrafili pisać poprawnie, co może mieć
niemiłe konsekwencje w przyszłości (brak możliwości pracy w niekórych zawodach)