słowo "nie" u dwulatka

01.10.06, 12:01
Mój synek od pewnego czasu na wszystkie pytania odpowiada "nie". Do tej pory
nie było z nim żadnych problemów, prawie na wszystko sie zgadzał i słuchał
poleceń. Teraz jednak o cokolwiek go nie zapytam odpowiada przecząco. Nie chce
siedzieć przy jedzeniu, nie chce wejść do wanny (dotąd uwielbiał się kapać)nie
chce dać się posadzić w wózku, a jak juz siedzi to nie chce z niego wyjść itp.
A najgorsze jest, że jak postawię na swoim i na siłę go np.kąpię to wpada w
histerię i płacze (właściwie to wyje) przez pół godziny. Nie chcę żeby tak
było, ale muszę przecież zrobić co do mnie należy. Jak to jego zachowanie
wytłumaczyć? Czy to normalne zachowanie w tym wieku? Macie jakąś radę?
    • iwpal Re: słowo "nie" u dwulatka 01.10.06, 13:15
      To normalne i za chwilę minie, bo to próba sił. I tak pewne rzeczy trzeba
      zrobić - umyć sie, zjeśc, dac lekarstwa; ale częśc warto złagodzić - o
      ubraniach i zabawkach można z maluchem ponegocjowac.
    • triss_merigold6 Re: słowo "nie" u dwulatka 01.10.06, 14:47
      Też mam dwulatka. O rzeczy oczywiste typu kąpiel nie pytam tylko mówię, że
      idziemy się myć. O wyjście na spacer nie pytam. Jesli o co zapytam to w 50%
      sytuacji będzie "nienienie". Co do jedzenie to moje dziecko rzadko siedzi przy
      posiłku, bo się nudzi. Skoro może jeść i chodzic, bawić się itd. to prosze
      bardzo, mnie tam nie przeszkadza.
      • alfama_1 Re: słowo "nie" u dwulatka 01.10.06, 16:14
        U mojego syna faza "nie" trwała dosyć długo, to normalne. Co więcej, ma 4 lata
        i czasem mam wrażenie, że jeszcze się nie skończyła wink)
        Miałam zasadę, że o rzeczy nienegocjowalne (pójście do przedszkola, wyjście na
        dwór, ubranie się itp) w ogóle nie pytałam. Dawałam jednak możliwość wyboru w
        określonych ramach (jakie ubranie, czasem jedzenie, co bierzemy ze sobą do
        przedszkola). Oczywiście też nie chciał robić niektórych rzeczy, raczej nie
        rozmawiałam z nim o tym CZY je zrobi a bardziej JAK.
        Zdarzały się też kwiatki ja: "myjesz dziś zęby pastą truskawkową czy
        pomarańczową?...", on: "...czy nie" smile)
        • molla7 Re: słowo "nie" u dwulatka 01.10.06, 19:33

          bardzo dobrym pomysłem jest pozorne albo i prawdziwe dawanie dziecku alternatywy, mozliwosci wyboru, podejmowania decyzji. Oto w tym buncie chodzi, o podkreslenie swojego ja i wywalczenia pozycji swojego zdania. Pozwalajac mu na to w okreslonych sytacjach (na ktore mozemy sobie pozwolic) sprawamy ze dziecko mysli ze ma znacznie wiecej do powiedzenia i jego zdanie sie liczy. to duzy plus dla rodziców w tym okresie.
          A kwiatków sie nie uniknie, ale warto toczyc madre pertraktacje z dzieckiem bez biadolenia o tym, jakie to nasze dziecko niedobre.
          Ponoć bunt dwu, trzylatka plynnie przechodzi w bunt szesciolatkabig_grin
          • anita258 Re: słowo "nie" u dwulatka 01.10.06, 21:15
            To normalne że dwulatek mówi ''nie''prawie na wszystko co mu proponujesz bo sie
            buntuje i tak jak pisza poprzednicy próba sił.Ja osobiście uważam że nie na
            wszystko mozna pozwolić ale niemozna zmuszać bo mozna uzyskać odwrotny skutek
            .Mam takiego dwulatka w domu i jest ciężko ale jak to niektórzy mówią najgorzej
            pierwsze trzy miesiące , pózniej najgorsze trzy lat mysle że do 18-tki
            zejdzie...Pozdrawiam
    • kubinka Re: słowo "nie" u dwulatka 07.10.06, 02:48
      to o czym piszesz to zupełnie normalne-nazywa się to fazą lub okresem
      negatywizmu.
      Z moich osobistch doświadczeń- przychylam się do opinii, ze to co musi być
      zrobione należy dziecku komunikowac bezdyskusyjnie i nie zważać na jego "nie".
      Natomiast u nas rewelacyjnie działało dawanie alternatyw. Nie pytałam: "chcesz
      jeśc?" tylko "co zjesz-to czy to?" Zawsze był pozytywny rezultat.
    • aluc Re: słowo "nie" u dwulatka 07.10.06, 13:44
      "nie" to w tym wieku standardowa odpowiedź na każde pytanie

      młody jeszcze dwóch lat nie ma, więc dawanie alternatywy wydaje mi się nieco
      przekraczające jego możliwośći wink po prostu nie pytam, stosuję twierdzenia typu:
      "obiad na stole", "idziemy się kąpać", "zakładamy buty" itd., chyba, że
      odpowiedź "nie" jest dla mnie do przyjęcia wink

      dodam tylko, że moje młodsze dziecko NIGDY nie słuchało poleceń i NIGDY nie
      zgadzało się na wszystko, więc może przeżywam mniejszy szok wink
    • tredve94 Re: słowo "nie" u dwulatka 07.10.06, 22:58
      Moja córa, ten sam wiek, robi to samo.
      Smieję się , że na drugie imię powinna mieć "panna nie".
      Zawsze kiedy mówi nie , staram się przekonywać, że jednak powinna, że kąpiel,
      zabawa, czy wyjście na spacer jest fajne. Zazwyczaj pomaga.
      Kiedy płacze to ją pocieszam.... i robię swoje np. ubieram na spacer.
      W sumie szybko jej to mija kiedy tylko podsuwam pod nos coś interesująceg zobacz
      ile kolorowych liści, tam dalej są nowe huśtawki etc.
      Myslę, że nie powinno się dziecka ani osmieszać, ani złościć na niego. Gdzies
      czytałem że w tym wieku jest to normalne.
    • nisar Re: słowo "nie" u dwulatka 08.10.06, 07:41
      Nie pytaj o rzeczy, przy których dziecko i tak nie ma wyboru: kąpiel, spacer,
      jedzenie. Jeśli chcesz dawać możliwość decyzji, pytaj np. "Wolisz biec do wanny
      na jednej nodze, czy chcesz żeby cię tatuś zaniósł na barana?". Powinno
      odwrócić uwagę od celu (kąpiel) a zachęcić do zabawy (bieg na jednej nodze).
      Albo rób konkursy, kto pierwszy znajdzie ukrytą łyżkę do jedzenia zupy - Ty czy
      on. Kto pierwszy zanurzy łyżkę w zupie. Powinno pomóc.
      Pozdrawiam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja