galia29
06.10.06, 21:16
przepraszam ,że zakładam osobny wątek zamiast podpiąć się pod terrorystę ale
potrzebuję rady.Mój prawie siedmiomiesięczny synek terrorystą nie jest- to
niewiarygodnie słodkie i uśmiechnięte dziecko- jest moim drugim synem, pewnie
ostatnim i dlatego rozpieszczam go na maksa.Przez ostatnie pół roku nie
opuszczałam go ani na chwilę, byłam na każde jego skinienie bo
uważam ,że "małe dzieci po to są aby kochać je", o dziwo mały nie stał się
przez to rozpieszczony- nie zmusza mnie do noszenia, jak na takiego malca to
dość długo potrafi zająć się sobą.Tak jakby czuł ,że nie musi się tej uwagi
domagać bo ją ma.Ale...mały nie jest śpiochem delikatnie mówiąc- potrzebuje
mało snu i tak było od początku.W dzień sypiał 3 razy po 15 minut, no chyba
że u mnie na kolanach to dłużej.A że uwielbiam niemowlaki zwłąszcza śpiące no
to włączałm sobie "ostry dyżur" no i niech kima na kolankach...Wieczorem
kąpiel , karmienie przy którym przysypiał i kładłam do łóżeczka ze smokiem.I
teraz kurde jest meksyk bo mały nie dość ,że budzi się 4 -5 razy na karmienie
to jeszcze łatwo się przy tym rozbudza i nie może zasnąć przez jakąś godzinę
( wczoraj przez trzy od 2 do 5).Będąc nawet zdecydowana rozpieszczać moje
dziecko i wiedząc ,że to nie szantaż tylko potrzeba bliskości i tak
fizycznie nie daję rady.Właśnie leżałam przez godzinę na łóżku obok jego
łóżeczka , słuchając jak zawodzi i się wierci i jest mi go tak strasznie żal
i serce mi się wyrywa,żeby to moje słodkie dziecko utulić a jednak chyba
muszę go nauczyć zasypiać samemu i to bez smoka (bo on go co 12 sekund gubi i
muszę mu go znowu wkładać), bo taki brak snu wykończy nas oboje. Poradźcie
coś bo czuje się bezradna.Acha ja wiem ,że on ząbkuje ale ewidentnie problem
leży w jego przyzwyczajeniu do zasypiania przy piersi albo w moich objęciach:-
(