mój mąż "wychowuje"dziecko

30.10.06, 11:07
Zdażyła się u nas w domu taka sytuacja, że musze o tym napisać, bo jest mi ciezko.
Wczoraj moj 19 miesieczny synek wpadl do lazienki i zanim zdazylam zareagowac chwycil mopa, którego kij stracil wszystkie rzeczy stojace na poleczce pod lustrem, w tym nowe, drogie perfumy mojego męza. Buteleczka roztrzaskala sie oczywiscie w drobny mak. Maz przylecial, nakrzyczal na malego. Ja tez oczywiscie bylam zdenerwowana,ale raczej tym, ze nie udalo mi sie dosc szybko zareagowac. Maz potem powiedzial, ze w takim razie on zniszczy jakas rzecz malego - na jego oczach...ze nie o chodzi nawet o perfumy,bo to tylko rzecz ale o to zeby synek poniosl kare, zeby poczul to na wlasnej skorze(on twierdzi,ze maly zrobil to specjalnie). Moje tlumaczenie ,ze to jest male dziecko i nie rozumie, nie trafilo mu chyba do przekonania.
Jestem przerazona jego sposobem myslenia, bo w sumie to nie pierwszy raz.
Kilka razy uderzyl malego, np.po rekach za jakies "brojenie", wiele razy sie na niego wydarl. Nasz synek jest naprawde madrym dzieckiem, nie bardziej ruchliwym niz inne, czesto mozna mu wiele rzeczy wytlumaczyc, jeseli ma sie dosc czasu i cierpliwosci. Nie twierdze,ze jestem bardzo dobra matka, ale ostatnio bardzo sie staram,bo widze, ze maly jest bardzo wrazliwy i mozemy mu wyrzadzic duza krzywde, przez ciagle karcenie i krzyk.
Nie zna innych sposobow. Z drugiej strony mowi czesto jak bardzo go kocha, jaki jest cudowny, chce go przytulac ( o wiele czesciej niz ja).Jakis czas temu dalam mmezowi ksiazke pt"Jak mowic,zeby dzieci nas sluchaly...", przeczytal do tej pory kawalek.
Smutno mi i nawet zastanawiam sie , czy nie zostawic meza. Moze to myslenie pod wplywem emocji.
prosze poradzcie mi cos.
    • kasiap1981 Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 30.10.06, 12:52
      Chyba najlepiej porozmawiaj z mężem i wytłumacz mu,że synek jeszcze pewnych
      rzeczy nie rozumie i krzykiem, bądź stosując metody wychowawcze z gatunku
      niszczenie zabawki osiągnie się mniej niz tłumaczenie. Najlepiej tez żeby coś
      takiego mąż usłyszał również od innych osób (bo żony to przeciez nigdy racji
      nie mają). Oj, a ksiązki to chyba raczej nie przeczyta..
      • malgoska13 Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 13.11.06, 09:10
        Tak, tylko czy on to zrozumie??? Odbierze jako atak na jego ego i się obrazi..
    • monia_73 Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 30.10.06, 13:23
      zaproponuj, że zastosujesz tę sama zasadę wobec niego (męża), że ilekroć zrobi
      Ci przykrość, albo nie wywiąże się z danego słwoa, z premedytacją potraktujesz
      go tak samo. i zapytaj, czy uważą takie rozwiązanie za prowadzące do
      jakichkolwiek pozytywnych zmian
      • mamapiotra Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 30.10.06, 13:32
        popieram takie postawienie sprawy!
        a prawda jest taka, ze mały nie zrozumie krzyku, bicia i niszcznia rzeczy. Po prostu nauczy się, ze są to codzienne, normalne zachowania ludzkie, i że może je stosować do woli. i co z niego wyrośnie? rozwrzeszczane i agresywne dziecko? no bo czego może się nauczyć obserwując krzyczącego ojca, albo bijącego go po rękach? On nie zrozumie że ojcu tak wolno, a jemu nie.
        • chrenata Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 30.10.06, 13:48
          mnie zastanowiło co innego w Twoim poście. Rzucone w emocjach - chyba zostawię
          meża.. To daje mi podstawę do myślenia, ze różnicie sie nie tylko w metodach
          wychowawczych. Weź głęboki oddech. Może dziecko poczuje sie skrzywdzone, bo
          tata niszczy jakaś ukochaną zabawkę - dlaczego? - ale, tak wygląda życie, nie
          wszystko jest sprawiedliwe i logiczne.
          Wiem, Wasz synek jest jeszcze malutki, ale nigdy nie nadchodzi dobry czas, aby
          wystawić dziecko spod klosza. Matki są zazwyczaj nadopiekuńcze. Ojcowie
          stanowią powiew rzeczywistości.
          Jak synek zareagował? Może w Twoich oczach było to wielką karą dla małego,a on
          tak tego nie potraktował.Za tydzień innaczej będziesz widziała całą sytuacje.
        • alfika Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 30.10.06, 13:50
          przede wszystkim, nie jestem zwolenniczką takich metod wychowawczych jak
          stosuje ojciec - to działa dopiero przy starszym dziecku, jeśli rozmowy nie
          pomagają

          ale tłumaczenie 19-miesięcznemu dziecku też nie daje oczekiwanych efektów
          rozmawiałbym z mężem i uzbroiła w cierpliwość

          poza tym - traktowanie męża jak synka jest świństwem i wobec partnera, i wobec
          dziecka, które uczy się, że jest traktowane na równi

          zaś jeśli ktoś uważa, że syn nie zrozumie, że ojcu wolno więcej niz dziecku -
          to chyba zdrowo przesadza? nasze pokolenie było bite - i każdy bił swoich
          rodziców, bo nei zrozumiał, że rodzicom wolno więcej????????
          bez przesady w fantazjowaniu, proszę państwa
          • andaba Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 30.10.06, 13:54
            Rozśmieszyła mnie chęć zniszczenia rzeczy dziecka - przypomina mi to sprzeczki między przeszkolakami - pobazgrałeś mój rysunek, to ja to samo zrobię z twoim...
            To juz bardziej rozumiem klapsa czy reprymendę.
            • myelegans Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 30.10.06, 14:09
              Wina jest przede wszystkim Wasza, bo nie zabezpieczyliscie mieszkania.
              Kosmetyki na poleczce i kij pod reka. Toz to az sie prosi, zeby maly maukowiec
              poeksperymentowal. W tym wieku dziecie dopiero poznaja zwiazki przyczynowo-
              skutkowe i nasza rodzicow rola jest im w tym eksperymetowaniu pomagac.
              Takich metod nie zastosowalabym w zadnych relacjach, w zadnym wieku. Tzn.
              sasiad wycofujac wjechal Wam w samochow i rozbil zderzak, wiec ja mu karoserie
              porysuje.

              Czy w Twoim malzenstwie jeszcze sa jakies "wiszace" sprawy, ktore rzutuja na
              stosunki pomiedzy tata a synem? Odchodzic nie ma powodu, ale wziac rzeczy pod
              lupe i osiagnac jakis konsensus warto. Im dziecko starsze, tym wiecej bedizecie
              mieli konfliktow do rozpracowania i musicie miec wspolny front.
              Powodzenia
          • blackcat Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 30.10.06, 14:49
            Dziwne, Skąd wniosek żę nasze pokolenie było bite. Mnie ani mojej siostry nikt
            nie bił. Pójdę dalej - rozmawiałam kiedyś z moim tatą, który ma 60 lat a jego
            rodzeństwo ponad 70 i u nich w rodzinie nikt nigdy nie dostał lania. Wyrośli na
            wspaniałych ludzi. To chyba nie jest tak że kiedyś wszyscy bili a teraz nie
            biją bo co? Jak się szanuje drugiego człowieka, także swoje dziecko to się go
            nie bije i tyle.
            Agnieszka
            • alfika Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 01.11.06, 16:49
              dziwne, ale też byłam dzieckiem smile
              obrywała większość dzieci z mojej klasy i z tzw. "podwórka", obrywało moje
              cioteczne rodzeństwo, a dziecko, które nie dostawało, było ewenementem dla
              reszty
              (a, przyznam, że z marginesem społecznym do czynienia nie miałam, a chyba
              wszyscy z nas wyrośli na wspaniałych, mądrych i nawet wykształconych ludzi wink)

              mam nadzieję, że Twoje zdziwienie nieco opadło smile

              ps. i proszę nie operować wyświechtanymi frazesami
          • mamapiotra Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 31.10.06, 12:26
            jak wiadomo powszechnie, dzieci uczą się od dorosłych życia. od podstawowych rzeczy jak jedzenie łyżką, po bardziej skomplikowane zachowania społeczne. A zachowanie takiego ojca wskazuje na to, że przemoc jest wskazana, w niektórych niewygodnych lub kłopotliwych sytuacjach.
            A gdzieś przeczytałam anegdotkę o biciu.
            Mówi córeczka do mamy, która dała jej klapsa: zobaczysz, jak będziesz stara i nie będziesz mogła się już bronić, to też cię zbiję.
            • alfika Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 01.11.06, 16:50
              no, i wszystko jasne: jak ojciec będzie stary i niemrawy, to syn popsuje mu
              zabawki smile)))))))))))

              ps. co do bicia: zaręczam, z enigdy nie przylałam mojej mamie smile)))
              • mamapiotra Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 01.11.06, 22:54
                smile))))
                syn i tak popsuje mu zabawki gdy będzie dorastał: będzie "palił gumy" i zawracał na ręcznym ukochanym autem taty. smile))
                • alfika Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 02.11.06, 11:33
                  tata mu wtedy wyrzuci wieżę przez okno smile
                  wieżę, za którą wyda wcześniej pewnie trochę kasy

                  baaardzo, ale to baaardzo sensowne smile)))))))))
                • paupau Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 02.11.06, 19:06

                  Mam nadzieje, ze niedlugo mu te gumy porzadnei popali i inne rzeczy tezsmile.
                  A tak w ogole to juz mi przeszlo. Wczoraj porozmawialam na spokojnie z mezem o
                  jego metodach, zapytalam czy byl bity w dziecinstwie(podobno przez ojca,ale
                  tylko kilka razy), wyjasnilam mu swoje stanowisko.Mam nadzieje, ze cos z tego
                  wyniknie. Zapytal mnie co wobec tego ma robic kiedy maly robi cos z
                  premedytacja i nie reaguje na upomnienie.Ja sadze, ze mowic stanowczo:nie,
                  ewentualnie tlumaczyc, albo zajac czyms innym. Nie mam wiecej pomyslow...
                  aa..przypomnialo mi sie: jaksi czas temu synek zaczal bic tatusia, np. po
                  twarzy czy po glowie, a maz zdziwiony spytal skad taka agresja. Mysle sobie, ze
                  dziecko cos tam jednak kojarzy, bo mnie niegdy nie uderzyl.
                  Kiedy czytalam "madre" ksiazki, myslalam ,ze wychowanie dziecka jest prostsze.
    • 35lat Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 02.11.06, 11:21
      Do alfika,
      Nasze pokolenie było bite??? Jakie pokolenie???
      Bicie, już co najmniej od 20 lat jest uważane za fatalną metodę wychowawczą.
      Prawdę mówiąc to wogóle nie metoda. Zawsze oznacza bezsilność dorosłego wobec
      słabszego.
      Zawsze rodzi agresję - nie zawsze jawną... I to jest bardzo niebezpieczne.
      A do autorki wątku - postępowanie męża jest bardzo niedojrzałe. No i niestety,
      ktoś już to napisa, winę za całe zajście ponoszą dorośli, bo nie zabezpieczyli
      "terenu" działań Maluszka.

      • alfika Re: ja już odpowiedziałam na to pytanie... 02.11.06, 11:36
        a przypadkowo mam niewiele lat mniej, niż umieściłeś/aś w twoim nicku

        to co piszesz, jest tak przesycone przekonaniem o wyjątkowej słuszności, że
        trąci demagogią smile

        pozdrawiam
        • 35lat Re: ja już odpowiedziałam na to pytanie... 02.11.06, 11:44
          Demagogią? Może poczytaj troszkę jakiś książek o wpływie bicia na dzieci? Może
          poczytaj coś o karaniu i jak karać aby osiągnąć efekt a nie krzywdzić. I czy
          wogóle karać?...
          No i błagam - nie uogólniaj. Może Ty byłaś bita, ale CAŁE POKOLENIE? jedni byli,
          inni nie. I nie było to, na szzcęście, zjawisko powszechne.
          Jeśli moją wypowiedź odebrałaś jako "pszesyconą słusznościa" to przepraszam.
          Chciałam tylko wyrazić swoje zdanie.
          • alfika Re: ja już odpowiedziałam na to pytanie... 03.11.06, 12:41
            aniele, cóż ty o mnie wiesz, że jak stara, nieudana nauczycielka odsyłasz mnie
            do książek???
            o rany smile)) zmierzymy się na skrypty, podręczniki i wykładowców i się wycofasz
            czy jak? smile

            nie masz wrażenia, że zbyt agresywnie rozmawiasz jak na osobę, która jest aż
            tak oddaną przeciwniczką agresji?

            ps. nie napisałam, że każda jednostka naszego pokolenia była bita smile ale że
            generalnie kary cielesne w wychowywaniu naszego pokolenia były powszechnie
            stosowane

            ps.ps. A jak się mówi o pokoleniu wojennym, a ktoś spokojnie siedział w Ameryce
            w tym czasie i z wojną nic wspólnego nie miał - to też źle się się mówi? smile

            rozśmieszyłaś mnie smile
            pozdrawiam ciepło
            • 35lat Re: ja już odpowiedziałam na to pytanie... 03.11.06, 17:42
              Ja także pozdrawiam, a poczytać nigdy nie zaszkodzi...wink
              • alfika Re: ja już odpowiedziałam na to pytanie... 03.11.06, 20:10
                miłej lektury więc życzę - lubię ludzi, którzy sobie stawiają cele, nie innym smile
                • 35lat Re: ja już odpowiedziałam na to pytanie... 03.11.06, 20:42
                  A ja lubię ludzi, którzy nie uogólniaja...
                  Heja wink
            • haganna Re: ja już odpowiedziałam na to pytanie... 04.11.06, 12:08
              Alfika, wyluzuj. Jad aż kapie z twoich wypowiedzi. Ktoś by pomyślał, że byłaś
              bita i teraz się na wszystkich chcesz odegrać. Takie zaciekłe bronienie kata
              przez ofiarę jest w przypadku bitych dzieci symptomatyczne, można powiedzieć
              typowe.
              • alfika Re: ja już odpowiedziałam na to pytanie... 05.11.06, 14:08
                za dużo sobie dopowiedziałaś, śliczna smile
                po pierwsze, skup się na czytanych słowach - w tym wątku jeszcze nikogo nie
                broniłam, amusiałabyś mi wyraźnie określić, w kim tu widzisz kata

                ale dziękuję za jakże wiarygodną i opartą na realiach psychoanalizę smile
    • gonar75 Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 09.11.06, 04:45
      Powiedz mężowi że robi bardzo źle. Mój ojciec stosował tego typu metody. To
      zostaje na całe życie. Różnica polega na tym że dla męża te perfumy to kolejne
      przedmioty, a dla dziecka zabawka ma znaczenie dużo głębsze, emocjonalne. Ja
      pamiętam każde takie działanie ojca, i pewnie nigdy mu tego nie zapomnę. Zapytaj
      męża czy właśnie tego chce. Kiedy wasz syn dorośnie będzie to pamiętał, może
      nigdy mu tego nie powie, ale gdzieś tam w głębi będzie miał żal.
      Mój ojciec kiedyś nie zgodził się żeby mi kupić komputer /pierwszego pcta/ "bo
      nie jestem tego wart", dziś jestem informatykiem.. Obecnie nasze wspólne rozmowy
      są jedynie na gruncie zawodowym. On jest elektronikiem, ja informatykiem, gdzieś
      na przecięciu tych dwóch płaszczyzn jest relacja ojciec - syn. Smutny przykład,
      dość skrajny, ale mówiący o tym że trzeba słuchać i nie mierzyć dziecka swoją
      miarą bo ma się ona nijak do tego jak ono widzi świat. Można się strasznie
      pomylić w ocenie zachowania dziecka.
      • maksimum Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 09.11.06, 05:15
        paupau napisała:

        > Zdażyła się u nas w domu taka sytuacja, że musze o tym napisać, bo jest mi
        ciezko.
        > Wczoraj moj 19 miesieczny synek wpadl do lazienki i zanim zdazylam zareagowac
        chwycil mopa, którego kij stracil wszystkie rzeczy stojace na poleczce pod lustr
        > em, w tym nowe, drogie perfumy mojego męza.

        Widze,ze dwie baby wychowuja dzieciaka,w tym baba-chlop jest bardziej
        emocjonalna od matki.

        > Buteleczka roztrzaskala sie oczywi
        > scie w drobny mak. Maz przylecial, nakrzyczal na malego. Ja tez oczywiscie
        byla
        > m zdenerwowana,ale raczej tym, ze nie udalo mi sie dosc szybko zareagowac.
        Maz potem powiedzial, ze w takim razie on zniszczy jakas rzecz malego - na jego
        oczach...ze nie o chodzi nawet o perfumy,bo to tylko rzecz ale o to zeby synek
        poniosl kare, zeby poczul to na wlasnej skorze(on twierdzi,ze maly zrobil to
        >specjalnie).

        Na dodatek msciwe bydle z niego.

        >Moje tlumaczenie ,ze to jest male dziecko i nie rozumie, nie trafilo mu
        > chyba do przekonania.
        > Jestem przerazona jego sposobem myslenia, bo w sumie to nie pierwszy raz.
        > Kilka razy uderzyl malego, np.po rekach za jakies "brojenie", wiele razy sie
        >na niego wydarl.

        Facet jest niezrownowazony emocjonalnie,to widac golym okiem i zastanawiam sie
        po co za taka babe wyszlas?

        > Nasz synek jest naprawde madrym dzieckiem, nie bardziej ruchliwy
        > m niz inne, czesto mozna mu wiele rzeczy wytlumaczyc, jeseli ma sie dosc
        czasu
        > i cierpliwosci. Nie twierdze,ze jestem bardzo dobra matka, ale ostatnio
        bardzo
        > sie staram,bo widze, ze maly jest bardzo wrazliwy i mozemy mu wyrzadzic duza
        krzywde, przez ciagle karcenie i krzyk.
        > Nie zna innych sposobow. Z drugiej strony mowi czesto jak bardzo go kocha,
        >jaki jest cudowny, chce go przytulac ( o wiele czesciej niz ja).

        Tak samo jak i Ciebie przed slubem i tym Cie zdobyl,a teraz gdy trzeba wykazac
        minimum doroslosci,to w dalszym ciagu reaguje jak dzieciak.


        > Jakis czas temu dal
        > am mmezowi ksiazke pt"Jak mowic,zeby dzieci nas sluchaly...", przeczytal do
        >tej pory kawalek.
        > Smutno mi i nawet zastanawiam sie , czy nie zostawic meza. Moze to myslenie
        >pod wplywem emocji.
        > prosze poradzcie mi cos.

        Lepiej go zostaw,bo pozniej bedzie jeszcze gorzej.
        • frania_1 Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 13.11.06, 15:26
          Maksimum, dlaczego piszesz "baba"? Najgorsza baba by tego nie zrobila, wybacz.
          To moze zrobic tylko facet, ktory wie tyle co nic (albo tyle, co mu wygodnie
          wiedziec o wychowaniu). Znam malo facetow, ktorzy wysilaja sie, zeby siegnac po
          jakas pedagogiczna ksiazke...
          Moj maz jest bardzo podony do przypadku tutaj opisywanego, z tym ze na razie
          swoja agresje wyladowywal na mnie. Mial tate bardzo podobnego do tutaj
          opisywanego i do tego, o ktorym pisal Gonar. Gonar zrozumial glupote swojego
          ojca, moj maz tez ja rozumie. Problem z tymi facetami z takimi doswiadczeniami
          jest taki, ze juz sama wiedze uwazaja za swoj ratunek. Ale nawyki i wzorce sa
          silniejsze i oni tego nie sa swiadomi - przynajmniej nie zawsze. Niektorzy
          wysmiewali tu tego tate, a prawda jest taka, ze - jesli dziecko jest wrazliwe -
          to konswkwencje moge byc bardzo powazne. Chlopiec moze stac sie taki jak tata
          (oko za oko, zab za zab; agresja) albo tlumic w sobie te zle emocje do ojca (bo
          ojciec nie bedzie mu przeciez pozwalal takich metod stosowac w stosunku do niego
          samego). A to stlumienie moze przerodzic sie w nerwice albo inne swinstwo.
          To co moge Ci poradzic w stosunku do meza, to badz dla niego wymagajaca i
          konsekwentna. W spokojnych rozmowach ustalcie zasady jak postepowac z dzieckiem,
          omawiajcie kazde takie sytuacje. I ustalonych regul trzeba sie trzymac sztywno.
          Jesli maz mimo uzgodnien nadal bedzie agresywny, to znaczy, ze nie panuje nad
          swoimi emocjami i bedzie mu potrzebna pomoc psychologa. Jesli to sie nie uda,
          wtedy rozwazylabym odejscie. Ale nie rezygnuj tak szybko. Wlasnie dlatego mamy
          tak duzo rozwodow... To bedzie Cie duuzo kosztowac - cos o tym wiem.
          • maksimum Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 13.11.06, 19:30
            frania_1 napisała:

            > Maksimum, dlaczego piszesz "baba"? Najgorsza baba by tego nie zrobila, wybacz.

            Masz racje,ale zdziwilo mnie jak facet moze byc bardziej emocjonalny niz kobieta
            i podchodzic w taki zupelnie niewyszukany sposob do wychowania dziecka.
            Rewanzowanie sie takim samym zachowaniem dzieciakowi,ktory nie bardzo kuma co
            sie stalo jest bardzo zlym postepowaniem.
            Facet zupelnie nie panuje nad soba i moze zrobic to samo w stosunku do zony.

            > To moze zrobic tylko facet, ktory wie tyle co nic (albo tyle, co mu wygodnie
            > wiedziec o wychowaniu). Znam malo facetow, ktorzy wysilaja sie, zeby siegnac
            >po jakas pedagogiczna ksiazke...

            Bo te ksiazki pisane sa glownie dla kobiet.
            Ja siegnalem po jedna i nie znalazlem tam zadnych rewelacji,do ktorych sam bym
            nie mogl dojsc myslac na spokojnie.
            Sa tam oczywiscie rzeczy wazne na temat zywienia,ktorych nie wiedzialem,ale
            generalnie dawalem sobie bardzo dobrze rade bez ksiazek.

            > Moj maz jest bardzo podony do przypadku tutaj opisywanego, z tym ze na razie
            > swoja agresje wyladowywal na mnie. Mial tate bardzo podobnego do tutaj
            > opisywanego i do tego, o ktorym pisal Gonar. Gonar zrozumial glupote swojego
            > ojca, moj maz tez ja rozumie. Problem z tymi facetami z takimi
            doswiadczeniami
            > jest taki, ze juz sama wiedze uwazaja za swoj ratunek. Ale nawyki i wzorce sa
            > silniejsze i oni tego nie sa swiadomi - przynajmniej nie zawsze. Niektorzy
            > wysmiewali tu tego tate, a prawda jest taka, ze - jesli dziecko jest
            wrazliwe -
            > to konswkwencje moge byc bardzo powazne. Chlopiec moze stac sie taki jak tata
            > (oko za oko, zab za zab; agresja) albo tlumic w sobie te zle emocje do ojca
            (bo
            > ojciec nie bedzie mu przeciez pozwalal takich metod stosowac w stosunku do
            niego
            > samego). A to stlumienie moze przerodzic sie w nerwice albo inne swinstwo.

            To prawda i dlatego ja uwazam,ze ona nie da sobie rady ze swoim mezem,bo jest
            juz z nim pare lat i dziecko umie juz chodzic.
            Takie sytuacje mialy juz miejsce przedtem,tylko ona o nich nie pisala i beda
            mialy miejsce pozniej.
            Kwestia jest taka,jak ona sobie da rade bez takiego meza,bo on na pewno i jej
            zycie zatruwa?

            > To co moge Ci poradzic w stosunku do meza, to badz dla niego wymagajaca i
            > konsekwentna. W spokojnych rozmowach ustalcie zasady jak postepowac z
            dzieckiem,
            > omawiajcie kazde takie sytuacje. I ustalonych regul trzeba sie trzymac
            sztywno.
            > Jesli maz mimo uzgodnien nadal bedzie agresywny, to znaczy, ze nie panuje nad
            > swoimi emocjami i bedzie mu potrzebna pomoc psychologa. Jesli to sie nie uda,
            > wtedy rozwazylabym odejscie. Ale nie rezygnuj tak szybko. Wlasnie dlatego mamy
            > tak duzo rozwodow... To bedzie Cie duuzo kosztowac - cos o tym wiem.

            Ona juz z nim jakis czas jest i prawdopodobnie nie widzi postepow w jego
            zachowaniu i stad bylo jej pytanie o dalsze wspolne zycie.
            Twoje zalozenie jest,ze moze byc lepiej,a nie bierzesz pod uwage tego,ze moze
            byc gorzej.
    • alabama8 Re: mój mąż "wychowuje"dziecko 13.11.06, 15:15
      "Jak mowic,zeby dzieci nas sluchaly..."
      hmm... ta książka dotyczy jednak dla starszych dzieci, minimum 2-3 latków i
      starszych. Stosowanie tych metod u dziecka półtorarocznego jest lekko bez
      sensu. Dziecko w tym wieku prawie wogóle nie mówi, nie można z nim nawiązać
      dialogu.
      Uświadom męża że metoda wet za wet się nie sprawdzi, zemsta zawsze powoduje
      rozżalenie. Już lepiej żeby razem posprzątali.
Pełna wersja