paupau
30.10.06, 11:07
Zdażyła się u nas w domu taka sytuacja, że musze o tym napisać, bo jest mi ciezko.
Wczoraj moj 19 miesieczny synek wpadl do lazienki i zanim zdazylam zareagowac chwycil mopa, którego kij stracil wszystkie rzeczy stojace na poleczce pod lustrem, w tym nowe, drogie perfumy mojego męza. Buteleczka roztrzaskala sie oczywiscie w drobny mak. Maz przylecial, nakrzyczal na malego. Ja tez oczywiscie bylam zdenerwowana,ale raczej tym, ze nie udalo mi sie dosc szybko zareagowac. Maz potem powiedzial, ze w takim razie on zniszczy jakas rzecz malego - na jego oczach...ze nie o chodzi nawet o perfumy,bo to tylko rzecz ale o to zeby synek poniosl kare, zeby poczul to na wlasnej skorze(on twierdzi,ze maly zrobil to specjalnie). Moje tlumaczenie ,ze to jest male dziecko i nie rozumie, nie trafilo mu chyba do przekonania.
Jestem przerazona jego sposobem myslenia, bo w sumie to nie pierwszy raz.
Kilka razy uderzyl malego, np.po rekach za jakies "brojenie", wiele razy sie na niego wydarl. Nasz synek jest naprawde madrym dzieckiem, nie bardziej ruchliwym niz inne, czesto mozna mu wiele rzeczy wytlumaczyc, jeseli ma sie dosc czasu i cierpliwosci. Nie twierdze,ze jestem bardzo dobra matka, ale ostatnio bardzo sie staram,bo widze, ze maly jest bardzo wrazliwy i mozemy mu wyrzadzic duza krzywde, przez ciagle karcenie i krzyk.
Nie zna innych sposobow. Z drugiej strony mowi czesto jak bardzo go kocha, jaki jest cudowny, chce go przytulac ( o wiele czesciej niz ja).Jakis czas temu dalam mmezowi ksiazke pt"Jak mowic,zeby dzieci nas sluchaly...", przeczytal do tej pory kawalek.
Smutno mi i nawet zastanawiam sie , czy nie zostawic meza. Moze to myslenie pod wplywem emocji.
prosze poradzcie mi cos.