Dyscyplina wobec zazdrosnej i histeryzującej dwulatki

IP: *.* 26.06.02, 14:59
Przeczytałam wszystkie posty o histerii, buntach, wyganianiu, biciu. Moja dwuletnia Julia jest typowym dwulatkiem (w trakcie jednej z histerii dławiła się ciągnącą się pianą ze śliny), od urodzenia jestem z nią w domu i około 4 miesiące przed urodzeniem się się siostry zaczęły się "wycia" z byle powodu. Po porodzie cieszyła się przez 2-3 tygodnie siostrą, a teraz:*Madzia obudź się - wrzask nad główką śpiącej (mała budzi się i płacze - Julia szczęśliwa)*Madzia nie je - kiedy karmię bije ją po główce, szarpie za włoski i rączki (mała płacze j.w.)*Inna wersja - kiedy karmię wyciąga z szafek wszystko co się da, rzuca zabawkami itp. wykorzystkując mój brak zasięgu.Problem dotyczy właśnie braku zasięgu, bo jak mam co chwila ściągać ją ze stołu skoro karmię (boję się, że mała dostanie nerwicy). Nie chcę jej krzywdzić, bo wiem jak przeżywa brak mojej wyłączności, ciągle myślę, że ją ranię (jestem przewrażliwiona, bo miałam młodszego brata i nikt mi nie pogagał oswoić się z zazdrością). ALE PRZECIEŻ MUSZĘ BYĆ KONSEKWENTNA I EGZEKWOWAĆ PEWNE DOBRZE ZNANE JEJ ZASADY POSTĘPOWANIA. W skrajnych sytuacjach (wrzask nad głową, agresja fizyczna wobec siostry) tłumaczę, że MAgdę to boli, potem uprzedzam, że wypowadzę ją z pokoju, a potem zamykam w pokoju obok, gdzie się drze w niebogłosy - nie chcę mamusi, nie chcę Magdy. Jak się uspokaja (czasem wcześniej) przytulam ją i tłumaczę, żę ją kocham, ale ciągle mam dylematy czy jej nie ranię za bardzo tym zamykaniem. Stosuję to coraz częściej i coraz lepszy odnoszę skutek, ale czy nie ze strachu ona się słucha, a może dobrze, że ze strachu? Czasem mówię specjalnie podniesionym głosem nie wyj, bo nie dostaniesz tego co chcesz i ona się uspokaja, bo bardzo jej zależy. Kiedy mogę jej ustąpić, czy za wszelką cenę mam jej pokazywać, że my jesteśmy górą (nie mogę pochować wszystkiego z jej zasięgu, bo nie da się).W wolnych chwilach bawię się cały czas z Julią, ale boję się czy mała się nie znerwicuje. Dodam ,że Julia badzo lubi opiekować się siostrą, kiedy ta jest w jej zasięgu - przytula ją itd. Są też dni, że jest grzeczna jak aniołek. Ale jak wytłumaczyć wrzeszczącej i płaczącej Julii, że trzeba wracać ze spaceru, kiedy mała placze z głodu (ta cholerna wietrzna pogoda nie zawsze pozwala na karmienie na dworzu). CZasem Julia płacze jak zraniony ptaszek, wtedy serce mi się kraja. Ratujcie!!!!
    • Gość edziecko:  Dorka Re: Dyscyplina wobec zazdrosnej i histeryzującej dwulatki IP: *.* 27.06.02, 00:22
      Hej, Mila.Choć nie wiem, jak Ci pomóc, postanowiłam napisać, gdyż też mam dwulatkę (plus 4 mies.) i 5-miesięcznego dzidziusia w domu.Nasz Sikora lżej znosi bycie starszą siostrą. Jest mniej agresywna (choć też potrafi pacnąć w głowę, a nawet próbuje ugryźć) i nie manifestuje swojej niechęci do mnie czy malutkiej. Nie widać również po niej, żeby cierpiała lub przeżywała nową sytuację.Tak , jak Twoja córka, okazuje siostrze zainteresowanie, bawi się z nią (uwielbiam patrzeć jak szczebioczą do siebie), głaszcze, całuje podaje grzechotki i przykrywa kocykiem. Potrafi jednak za chwilę diametralnie zmienić front i np. pacnąć małą w głowę.Co robię? Cierpliwie tłumaczę, że nie wolno bić innych (celowo używam tego określenia, by nie myślała, że chodzi tylko o dzidzię). Kiedy zaś widzę, że Sikora znowu podnosi rękę, odsuwam ją od małej i wypraszam z pokoju. Sikora dobrze wie, że źle robi. Ja natomiast wiem, że nie potrafi sobie poradzić z nagłymi emocjami, więc gdy przejdzie jej ostry bunt wobec mojej decyzji o odizolowaniu jej od nas, zawsze ją przytulam. Postępujemy podobnie. To nasze dzieci są różne.W jakimś innym dużo wcześniejszym wątku pewna mama radziła, by na czas karmienia młodszego dziecka wyciągać starszemu jakąś atrakcyjną zabawkę (która zwykle jest schowana). Nie wiem, czy to działa, gdyż nie byłam aż tak zdesperowana, by to zastosować (pierwsze dni po powrocie ze szpitala były koszmarne, ale szybko nastąpiła stabilizacja).Twoja dwulatka jest bardzo wrażliwa, bardziej z Tobą związana i ma takie cechy charakteru, które nie ułatwiają jej znalezienia sie w nowej sytuacji. Moja Sikora jest taką małą indywidualistką - ma swoje sprawy, które tak ją pochłaniają, że nie zawsze zwraca uwagę na otoczenie. Egzekwowanie przestrzegania zasad jest ważne.Ja często mówię: "Nie bawimy się z bijącym dzieckiem" i wychodzę do drugiego pokoju. Ale chodzi tu właśnie o zasady wspólnego przebywania.Nie jest to pokazywanie "kto tu jest górą" - takie podejście na pewno jest Ci obce, prawda? Póki napominamy dziecko i przywołujemy do porządku w trosce o jego (i wspólne )dobro - sytuacja jest zdrowa. Gdy robimy to z przeświadczeniem "ja ci pokażę, kto tu rządzi", zapominając o istocie problemu - to już jest złe.Nie znam Twojej córki, znasz ją Ty i na pewno potrafisz dobrać środki wychowawcze do jej charakteru, wrażliwości i osobowości.Zaufaj swojemu instynktowi.PowodzeniaDorkamama Eleonory i Marceliny
      • Gość edziecko: Mila Re: Dyscyplina wobec zazdrosnej i histeryzującej dwulatki IP: *.* 27.06.02, 06:50
        Dzięki Dorka!Wczoraj Julia była taka kochana, że zastanawiałam się już, czy nie przesadziłam, ale doszłam do wniosku, że dobrą terapią byłaby zabawa ich obu przy moim pilnowaniu. Może z czasem zrozumie, że nie ma o co być zazdrosną. Twoja najmłodsza ma 5 m-cy, może Jula też za 3 m-ce jakoś się otrząśnie. Zbroję się w dobrych chwilach na te gorsze. Moją odwieczną zasadą na złe dni jest: Dzieci tak szybko rosną. Mila
        • Gość edziecko: 0107 Re: Dyscyplina wobec zazdrosnej i histeryzującej dwulatki IP: *.* 27.06.02, 07:32
          Milu!Ja też mam takie dwa maluchy - Łuki za miesiąc skończy 2 lata, a Kalina ma 4 miesiące. Moim sposobem na unieruchomienie przy karmieniu jest również unieruchomienie synka - po prostu gdy karmię (zazwyczaj na leżąco Łuki przytulony do moich pleców popija soczek. Zawsze też z nim rozmawiam, tłumaczę, pytam o pozwolenie i proszę o pomoc. Podobnie jak u Dorki po kilku pierwszych dniach, które były ciężkie do przeżycia, teraz jest w porządku, choć czasem zdarzają się napady złości.Pozdrawiam, Basia.
        • Gość edziecko:  Dorka Re: Dyscyplina wobec zazdrosnej i histeryzującej dwulatki IP: *.* 27.06.02, 08:07
          A, to Twoja maleńka ma 2 miesiące.Na pewno będzie dobrze. Gdy zacznie żywo reagować na otoczenie, starsza zainteresuje się nią i zmieni nastawienie. W końcu z takim 5-miesięcznym dzidziulem można już "pogadać", pośmiać się, pobawić grzechotkami :-)Trzeba tylko mieć nadzieci baczenie. Starsza może zapragnąć wziąć małą na ręce, lub w zapomnieniu przygnieść.Dorka
    • Gość edziecko: 21081970 Re: Dyscyplina wobec zazdrosnej i histeryzującej dwulatki IP: *.* 27.06.02, 23:40
      Hej,Jestem mamą Marianny 2 lata 3m-ce i Majki 4 tygodnie. Też nie jest lekko, szczególnie wieczorami gdy obie dziewczyny są zmęczone i jednocześnie płaczą. W takich chwilach zostawiam Maję, chociaż serce mi pęka i noszę na rękach i przytulam Mariannę. Moja starsza pociecha generalnie zachowuję się przyzwoicie ale widzę, że robi się smutna i zamknięta w sobie kiedy biorę na ręce Majeczkę. Dużo więcej też płacze i domaga się abym się cały czas z nią bawiła,potrafi też stanąć i patrząc na mnie robić siusiu na dywan chociaż już od jakiegoś czasu załatwiała się na nocnik. Sytuację ratują mi spacerki. Trudniej jest w te dni kiedy pogoda nie pozwala na całodniowy pobyt na dworze. W trakcie karmienia Marianna zaczyna głaskać Maję lub tak przytulać się do mnie, żebym nie mogła nakarmić małej. Czasami martwi mnie taka stłumiona zazdrość bo w zasadzie nie mam pretekstu, żeby pomóc Mariannie oswoić to uczucie. Zobaczymy jak to się dalej potoczy. Jeśli mam być szczera to cała ta sytuacja we mnie wyzwala dużą agresję i poddenerwowanie. Cały czas muszę sobie tłumaczyć, że zmiana pogodnego dzieciaczka w płaczliwą marudę nie jest niczyją winą i że muszę znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły i cierpliwości aby pomóc mojej córeczce odzyskać pogodę ducha Pozdrowionka, Gośka
    • Gość edziecko: Mila Re: Dyscyplina wobec zazdrosnej i histeryzującej dwulatki IP: *.* 28.06.02, 14:47
      Przez pomyłkę mój ostatni post ukazał się jako nowy - A do tego krytyka z zewnątrz. Sorry za utrudnienia.
    • Gość edziecko: bridgett Re: Dyscyplina wobec zazdrosnej i histeryzującej dwulatki IP: *.* 29.06.02, 12:24
      Emocje targają Twoją dwulatką, z którymi nie może sobie porazić i Ty muisisz jej pokazać, jak sobie z tym radzić. Wszelkie rękoczyny są oczywiście zabronione, ale może pozwól jej na wyrażanie swoich negatywnych uczuć wobec dzidzi słownie?
    • Gość edziecko: joannabo Re: Dyscyplina wobec zazdrosnej i histeryzującej dwulatki IP: *.* 29.06.02, 15:42
      Ojej, Mila, tylko się nie nabierz na to "pozwalanie wyrażania negatywnych uczuć". Dorka świetnie napisała, to całkowicie wystarczy. Jeżeli wiesz, że słusznie postępujesz, to łatwiej Ci będzie zachować spokój, a wtedy i dziecko szybciej się oswoi z sytuacją. Kiedy malutkie dziecko wyraża słownie negatywne emocje, to przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie mu "nie pozwalał", czyli na przykład okazywał oburzenie czy karał. Ale jednak nie można takiego zachowania akceptować tzn. pozostawiać bez komentarza albo wręcz do niego zachęcać, co właśnie robią zwolennicy teorii wyrażania uczuć jako modelu wychowawczego. To nieprawda, że jedyne, co można zrobić ze złym uczuciem to uzewnętrznić je albo stłumić, jest jeszcze możliwość trzecia i bardzo dobra - po prostu pozbyć się negatywnego uczucia i trzeba w tym dziecku pomagać od razu, kiedy tylko pojawi się potrzeba. To zalecane przez bridget "pozwalanie" na pewno nie prowadzi do pozbycia się złych emocji, raczej do ich utrwalenia skoro nie są ani trochę złe, a nawet ich okazywanie przynosi korzyści. I tu dochodzimy do najgorszego skutku "pozwalania" to znaczy do robienia dziecku zamieszania w sferze wartości - jeżeli uczucie jest, jak sama bridget pisze "negatywne" to negatywne i już, stanowczo za wcześnie na niuanse i subtelności z dwulatkiem, dla niego nawet podział na czarne i białe jest jeszcze niewyrażny. joanna
    • Gość edziecko: bridgett Re: Dyscyplina wobec zazdrosnej i histeryzującej dwulatki IP: *.* 29.06.02, 16:15
      „Jest jeszcze możliwość trzecia i bardzo dobra - po prostu pozbyć się negatywnego uczucia i trzeba w tym dziecku pomagać od razu, kiedy tylko pojawi się potrzeba”No dobra, tylko jak dziecko ma się pozbyć tych negatywnych emocji? Nie wolno mu bić (zrozumiałe), nie wolno mu pokrzyceć, czy powiedzieć. Nie możesz nakazać dziecku, żeby pokochało siostrę, która w dodatku jest przyczyną lekkiego odsunięcia od matki. Wyobraź sobie, że mąż przyprowaza Ci do domu drugą żonę i mówi, że teraz kocha Was obie, tylko dla Ciebie ma teraz mniej czasu, bo tamta wymaga więcej uwagi. Od Ciebie oczekuje, że też ją od razu pokochasz i zabrania Ci być zazdrosną. W tajemniczy sposób masz się pozbyć swoich negatywnych emocji wobec niej i być zadowolona z życia. Dziecko potrzebuje czasu na pokochanie siostry a jej negatywne emocje po prostu są i karanie za nie powoduje, że dziecko czuje się jeszcze bardziej samotne i niezrozumałe. Poza tym termin „negatywne emocje” jest po prostu obiegowy, a psychologowie uważają, że nie tyle emocje są negatywne, co to, co w związku z tym uczynimy. I tego właśnie należy nauczyć dziecko.„To zalecane przez bridget "pozwalanie" na pewno nie prowadzi do pozbycia się złych emocji, raczej do ich utrwalenia skoro nie są ani trochę złe, a nawet ich okazywanie przynosi korzyśc”iDlaczego ich okazywanie ma przynosić korzyści??? O niczym takim nie pisałam. Nazywanie emocji uczy dziecko zrozumienia tego, co odczuwa. Wyrażenie słowne już powoduje pozbycia się części ładunku emocjonalnego. Jeśli powiesz komuś, kto Ci zrobł przykrość, co o nim myślisz, od razu jesteś już mniej zła (?)”Kiedy malutkie dziecko wyraża słownie negatywne emocje, to przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie mu "nie pozwalał", czyli na przykład okazywał oburzenie czy karał. Ale jednak nie można takiego zachowania akceptować tzn. pozostawiać bez komentarza albo wręcz do niego zachęcać, co właśnie robią zwolennicy teorii wyrażania uczuć jako modelu wychowawczego”Dla mnie pierwsza część powyższej wypowiedzi jest sprzeczna z drugą.MonikaS
    • Gość edziecko: joannabo Re: Dyscyplina wobec zazdrosnej i histeryzującej dwulatki IP: *.* 30.06.02, 12:21
      Moniko!Jednak uważam, że są emocje negatywne i pozytywne. Możesz poznać, co ktoś czuje widząc czy się nieświadomie uśmiecha, czy zaciska pięści. Ale nawet trzymając się Twojej definicji, czy nie jest "negatywnym" czynem kiedy ktoś pochyla się nad inną osobą i mówi powiedzmy, "nienawidzę cię, zabrałaś mi mamę"? I tu jest właśnie sedno sprawy. Na jakiej podstawie przesądzać, że to jest lepsze od bicia? Dwumiesięczne niemowlę nie rozumie słów, ale intencję może wyczuwać. A intencją jest właśnie zrobienie krzywdy, ono CHCE zrobić źle. Jest coś w dziecku, co skłania je do zła (agresja, egoizm, mniejsza z tym, co) , a moim obowiązkiem jako rodzica jest pomóc mu to źródło osłabić, nauczyć je samowychowania, traktowania siebie nie jak przedmiot miotany emocjami tylko jak podmiot podejmujący decyzje, również w sferze emocji. Jasne, że to nie stanie się na zawołanie, ale trzeba pracować nad likwidacją przyczyn zła, a nie nad samym łagodzeniem skutków. Znamy takie osoby publiczne, co do których mamy przeświadczenie, że negatywne emocje się ich po prostu nie imają. Czy one doszły do tego metodą wypuszczania nadmiaru pary? Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić Papieża albo Dalajlamy jak psioczą w kącie, kiedy nikt nie widzi.Co do tych korzyści, to właśnie to miałam na myśli, o czym napisałaś, że wyrażanie złych emocji powoduje automatycznie ich zmniejsznie. To tak, jakby osobie rzucającej palenie zalecać palenie kolejnych papierosów, bo wtedy zmniejsza sie głód nikotynowy i łatwiej jest rzucić palenie. Taka sama w tym pozorna logika i takie samo zwolnienie z odpowiedzialności za siebie i pracy nad sobą. Jeszcze coś upodabnia te sytuacje - uzewnętrznianie negatywnych emocji staje sie bardzo szybko podobne do nałogu, bo utrwala się jako sposób postępowania, wyrabia sie automatyzm. Rozmawiamy o małym dziecku, które dopiero szuka sposobów radzenia sobie z rozmaitymi problemami, a te najpierw poznane i najczęściej powtarzane zostaną mu na całe życie i będą niezwykle trudne do zwalczenia. Musimy więc być pewni, że dajemy dziecku sposoby rzeczywiście dobre.Ta teoria, na którą się powołujesz, powstała jako reakcja na przegięcie, ale sama jest przegięciem w drugą stronę. Było:"nie wolno co odczuwać tego, co odczuwasz, masz nie odczuwać, bo pożałujesz", a teraz jest:"to, co odczuwasz, nie jest ani dobre ani złe, dawaj się ponosić emocjom, tylko kogoś nie uszkodź (fizycznie) przy okazji". Trzeci sposób i najwłaściwszy to zrozumieć, że emocje są jednak dobre albo złe, że złe szkodzą innym ludziom i samemu dziecku, że można i trzeba nad nimi panować, rozumiejac jednocześnie, że nic od razu, że każde dziecko ma swoje tempo i indywidualne zapotrzebowanie na wsparcie w tym wysiłku. Przekładając to na praktykę, trzeba z zupełnym spokojem i życzliwością traktować wyrażanie złych emocji i fizyczne i słowne, ale mówić, co jest w nich złego, tłumaczyć dziecku to, co się z nim samym dzieje i jak inaczej można spojrzeć na sytuację, która wyprowadza je z równowagi. Pomga mu w ten sposób uzyskać dystans do własnej osoby i do sytuacji, okazuje wsparcie i pobudza do myślenia oraz aktywnego samowychowania.joanna
      • Gość edziecko: bridgett Re: Dyscyplina wobec zazdrosnej i histeryzującej dwulatki - do Joanny IP: *.* 01.07.02, 22:07
        Cześć Joanno,emocje również te "negatywne" są nam potrzebne, dlatego je mamy. A skoro są potrzebne, to nie możemy ich wypierać, ponieważ w ten sposób spychamy je do podświadomości i nie możemy ich poznać. I wtedy są tak naprawdę niebezpieczne,bo nieznane mogą wybuchnąć z niekontrolowaną siłą.Dlatego trzeba je poznać. Dziecko musi nauczyć się je nazywać i wyrażać w bezpieczny dla niego i otoczenia sposób. Dlatego uważam, że należy dziecku umożliwić ich wyrażenie, jakiekolwiek, ale nie wolno tego tłumić. Sposoby wyrażania uczuć są przeróżne: można malować (konstruktywne chyba?), tupać, krzyczeć, wybiegać się, płakać, powiedzieć co się myśli. Nie wiem, dlaczego widzisz coś złego czy niegrzecznego w powiedzeniu komuś, co się czuje?"Ale nawet trzymając się Twojej definicji, czy nie jest "negatywnym" czynem kiedy ktoś pochyla się nad inną osobą i mówi powiedzmy, "nienawidzę cię, zabrałaś mi mamę"? Dziecku nie wolno bić ani straszyć młodszego rodzeństwa, więc wykrzyczenie tego nad głową odpada - ale z odległości 2 metrów - dlaczego nie?"A intencją jest właśnie zrobienie krzywdy, ono CHCE zrobić źle." Myślę, że ono chce się tylko rozładować i dlatego trzeba mu pomóc to uczynić w bezpieczny sposób."Jest coś w dziecku, co skłania je do zła (agresja, egoizm, mniejsza z tym, co)Ja jestem zwolennikiem teorii, że dziecko to jednak tabula rasa, że nie jest z natury złe. Poza tym w zależności od kultury i sytuacji czasami zło jest rzeczą względną, zatem to my uczymy dziecko zasad moralnych, które akceptujemy. Ale powiedzenie "to co czujesz jest złe", to tak jakby powiedzić dziecku, że to ono jest złe. Złe lub dobre może być jedynie to, co uczynimy pod wpływem tych emocji, ale nie same emocje. "a moim obowiązkiem jako rodzica jest pomóc mu to źródło osłabić, nauczyć je samowychowania, traktowania siebie nie jak przedmiot miotany emocjami tylko jak podmiot podejmujący decyzje, również w sferze emocji."Niestety nie możesz podjąć decyzji co do tego, co czujesz: nie pokochasz kogoś tylko dlatego, że rozum Ci mówi, że tak byłoby dobrze. Nie przestaniesz się złościć na kogoś, kto Ci wyrządził krzywdę, wybaczenie jest procesem duchowym a nie umysłowym. Te "negatywe" emocje możesz jedynie zepchnąć do nieświadomości, tylko po co, kiedy można decydować suwerennie i postępować dobrze również wtedy, gdy się je odczuwa i się jest ich świadomym?"uzewnętrznianie negatywnych emocji staje sie bardzo szybko podobne do nałogu, bo utrwala się jako sposób postępowania, wyrabia sie automatyzm. Rozmawiamy o małym dziecku, które dopiero szuka sposobów radzenia sobie z rozmaitymi problemami, a te najpierw poznane i najczęściej powtarzane zostaną mu na całe życie i będą niezwykle trudne do zwalczenia."Automatyzmem staje się wtedy, gdy dziecko wyrasta w otoczeniu, które reaguje zaspokojeniem jego potrzeb a także zachcianek wyrażonych przez dziecko tylko w taki sposób. Tzn np matka zajmuje się dzieckiem dopiero wtedy, gdy to wrzeszczy, tupie i miota przedmiotami. Gdy jest spokojne i grzecznie o coś poprosi, jest zazwyczaj ignorowane. Czyli, gdy gwałtowne wyrażanie "negatywnych" uczuć staje się środkiem do celu. Natomiast samo wyrażanie różnych uczuć nie prowadzi do żadnego nałogu - co najwyżej uczy dziecko, że doznaje ono różnych uczuć, co to są za uczucia i że należy to do życia a również do jego smaku. "Znamy takie osoby publiczne, co do których mamy przeświadczenie, że negatywne emocje się ich po prostu nie imają. Czy one doszły do tego metodą wypuszczania nadmiaru pary? Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić Papieża albo Dalajlamy jak psioczą w kącie, kiedy nikt nie widzi.No podałaś za przykład akurat osoby święte. Ale nawet jeśli nie potrafisz sobie wyobrazić klnącego papieża, to wcale jeszcze nie znaczy, że on tego jednak gdzieś po kątach nie robi. Poza tym aby być papieżem czy dalajlamą, trzeba mieć zapewne do tego powołanie czy być wybranym przez Boga i ćwicznie w tym kierunku przez nas dziecka nie uczyni go drugim Chrystusem. Dziecku należy raczej pokazać, że wszyscy popełniamy błędy i ono też, ale świat przez to nie runie a najlepszym co możemy zrobić to wyciągnięcie wniosków z tych błędów i starać się na przyszłość tych samych już nie popełniać."Trzeci sposób i najwłaściwszy to zrozumieć, że emocje są jednak dobre albo złe, że złe szkodzą innym ludziom i samemu dziecku,"A co powiesz, gdy jakiś miły pan uprowdzi takie posłuszne i niezbuntowane dziecko, by je skrzywdzić? Jeśli będziesz je ćwiczyć w upychaniu gdzieś po kątach jego złości, gniewu i buntu, w byciu grzecznym i nie krzyczeniu, czy myślisz, że będzie się potrafiło obronić, skoro w celu obrony musi zrobić coś złego (krryzyknąć, odepchnąć - tylko dlatego, że się czuje zagrożone)? Być może nazywamy podobne sprawy różnymi nazwami, bo z resztą Twojego postu się zgadzam - jedynie co do tych emocji, to nie!!!PozdrawiamMonikaS
        • Gość edziecko: 220571 Re: Dyscyplina wobec zazdrosnej i histeryzującej dwulatki - do Joanny IP: *.* 02.07.02, 21:06
          Ja zupełnie inaczej zrozumiałam post Joanny. Złościć się wolno, tylko bardzo ważny jest sposób złoszczenia się.Może na swoim prykładzie. Co robię kiedy jestem wściekła? Krzyczę na kogo popadnie (nie koniecznie na tego, który zasłużył), trzaskam czym popadnie (drzwi, szafki). Zaczęło się niewinnie (przecież nie mogę dusić złości w sobie!) to ja miałam nad tym kontrolę. A teraz moje wybuchy kontrolują mnie (a to wygląda jak nałóg). JEDYNĄ metodą jest do nich NIE DOPUŚCIĆ i nie jest to równoznaczne z duszeniem złości w sobie. Trzeba wyeliminować "czynnik denerwujący" zanim się zaczniesz złościć. Poza tym jest jeszcze inna kwestia - kwestia rozpamiętywania. Jak mnie wkurzy mąż to mam dwie możliwości - albo będę szukała usprawiedliwienia dla jego zachowania (może jest chory, może coś w pracy) - albo będę roztrząsać i sama nakręcać swoją złość (na pewno jest złośliwym cymbałem).To tyle w kwesti dorosłych i ich złości. Tylko jak nauczyć radzenia sobie ze złością maluchy (np. "ryczącą" 4-latkę :lol: ). Joanno, ratuj ;) :).Pozdrawiam :hello:
          • Gość edziecko: joannabo Re: Dyscyplina wobec zazdrosnej i histeryzującej dwulatki - do Joanny IP: *.* 03.07.02, 18:50
            Moniko!Ja uważam, że są emocje dobre i złe, a Ty, że wszystkie są dobre i nie porozumiemy się, dopóki któraś z nas nie zmieni zdania.Spróbuję Cię jeszcze poprzekonywać. Czy nie jest tak, że radość Cię ROZPIERA a złość DUSI? Kiedy czuję złość albo nienawiść, to nie traktuję tego jak ubarwienie życia, tylko jak coś, co mnie niszczy, poniża, odbiera energię życiową, pozbawia optymizmu. Wiem, że takie uczucia mnie zaślepiają, to znaczy wyłączają racjonalność myślenia i mogę zrobić komuś krzywdę. Negatywne uczucia o wiele silniej absorbują moją uwagę niż pozytywne i odbijają się źle również na ludziach, których lubie i kocham. Nie chcę takich kłopotów i komplikacji i dlatego staram się jak najszybciej negatywnych emocji pozbyć. Chcę ich też zaoszczędzić moim dzieciom, a jestem przekonana, ze to jest wykonalne.Zdaję sobie sprawę, że pojęcie samowychowania w stosunku do dwuletniego dziecka brzmi trochę dziwnie, ale nie chodzi o stopień skuteczności samowychowania tylko o to, żeby dziecko posiadło dobry mechanizm rozwiązywania problemów, zrozumiało siebie właściwie. Żeby nie mieliło najpierw w miejscu albo, co gorsza, utrwaliło sobie mechanizm sprzeczny z jego podświadomym samooglądem. Kiedyś RybkaKasia napisała, ze jej dziecko, kiedy jest rozzłoszczone, mówi, że ma w środku lwy. No i właśnie chodzi o to, czy te groźne i niewygodne lwy będa robiły co chcą i wyrządzały dziecku szkody, czy dziecko, przekonane, że jest to w jego mocy, poskromi je. Tu nie chodzi o stawianie wymagań, tylko o podpowiedź, jak sobie radzić z problemem i o to, żeby tej podpowiedzi udzielić we właściwym czasie, bo im szybciej, tym będzie dziecku łatwiej. Na tym przykładzie dobrze widać, jak można w najlepszej wierze nabroić. Synek RybkiKasi ( i każde inne dziecko) czuje, że jest w nim coś złego, co nie jest nim, co jest mu obce i bywa wrogie, a ktoś myślący jak Ty, pod hasłem poszanowania uczuć dziecka właśnie jego uczuciu zaprzecza, nazywając tego "lwa" dobrym.Zagrożenie ze strony "miłego pana" o który pisałaś to temat na inną dyskusję. Te uczucia, które decydują o instynkcie samozachowawczym dziecka nie są złe w sensie moralnym i oczywiście nie można przy nich manipulować.Gosiu!Chyba nie ma innego sposobu niż chodzić za takim stworem pilnując, żeby nie zaszkodził sobie, komuś albo jakimś rzeczom i uważać, żeby nie przegapić momentu, kiedy będzie już chciał się przytulić. Kiedy się uspokoi, można spróbować, rozmawiając, dociec, co było powodem złości. (Nie piszę tego w opozycji do różnych sposobów na osłabienie napięcia, które w wielu watkach polecano, tylko w opozycji do zaleceń Moniki).W ogóle najskuteczniej się uspokaja dzieci wtedy kiedy są spokojne, czyli wtedy, kiedy mogą logicznie myśleć. Z czterolatką można już całkiem rozsądnie pogadać o życiu, o psychologii, o moralności (o "lwie"), pofilozofować i przez to pomagać dziecku zrozumieć świat i siebie. Przeciwwagą dla emocji jest rozum i trzeba mu dostarczyć materiału. Myślę, że te napady złości i niepokoju wynikają m.in.z tego, że dziecko, uświadomiwszy sobie, ze nie jest centrum wszechświata, nie nadąża ze zrozumieniem reguł, którym podlega. Co sobie zbuduje jakąś konstrukcję, to coś nowego dociera do jego świadomości i kłopot od nowa. To raczej nieuniknione, ale na pewno bardziej sprzyja poukładaniu sobie świata poczucie dystansu do siebie niż przeświadczenie o własnej wyjątkowości. Jeżeli dziecko czuje się takim samym człowiekiem jak inni, podlegającym takim samym regułom i mechanizmom, to może z tego podobieństwa czerpać otuchę (ktoś był chory, ale wyzdrowiał, więc i ono wyzdrowieje, ktoś nie umiał, a nauczył się, więc i ono się nauczy, ktoś był smutny, ale już się śmieje, i.t.d.). Natomiast poczucie wyjątkowości, które rodzice tak często i w najlepszej wierze pielęgnują jest równoznaczne z osamotnieniem i stanowi tylko dodatkowy ciężar. Oj, chciałabym jeszcze umieć tak jasno to napisać jak jasno to czuję.joanna
            • Gość edziecko: 220571 Re: Dyscyplina wobec zazdrosnej i histeryzującej dwulatki - do Joanny IP: *.* 03.07.02, 21:02
              Dziękuję za odpowiedź :jap:. I proszę o jeszcze :) w każdej sprawie :).Pozdrawiam :hello:
    • Gość edziecko:  Dorka Re: Dyscyplina - Wklejony zagubiony post Mili IP: *.* 30.06.02, 22:30
      Czy nie uważacie, że nasze mamy, teściowe, babcie, sąsadki etc. zapomniały jak to było z ich dziećmi? Wczoraj usłyszałam, że Julia jest znerwicowana (moje metody są zbyt drastyczne), bo do dziecka wystarczy łagodnie przemawiać (gdy wali młodszą po głowie?). Odosobnienie jest tragedią, bo w odosobnieniu zanosi się płaczem i wciąż pogłębia się nerwica. Moja odpowiedź, że większość dzieci w tym wieku tak się zachowuje, została skwitowana tym, że te dzisiejsze matki są jakieś dziwne. (?) Co Wy na to, czy Julia jest znerwicowana? Czy czujecie się dziwne? Myślę, że to właśnie kiedyś nie zastanawiano się nad potrzebami i godnością malucha, tylko walono po pupie.A do tego powinna już robić na nocnik, bo wszyskich znajomych dzieci są młodsze i już robią, a poza tym kiedyś szybciej się przyuczało do nocnika. Aha i nie powinnam słuchać, że to taki wiek, bo co chwila moda na wychowanie się zmnienia, tak jak z karmieniem co 3 h. Komentowały osoby wykształcone i kulturalne. Musiałam się wyżalić, bo kiedy przychodzi teściowa w odwiedziny (pod wieczór) to jestem już tak padnięta, że nie mam czasem siły na kreatywne rozładowywaniw napięcia, tylko na proste, wypróbowane metody. Julia jest też już zmęczona i rozdrażniona i ona wtedy tuli biedną Julię (która notabene tego nie chce i wyrywa się). Czy nie ma ciepłych pełnych zrozumienia teściowych? Dodam, że nigdy nie podrzucamy Julii do babci, żeby mieć spokój, czy gdzieś pójść.
      • Gość edziecko:  Dorka Re: Dyscyplina ... IP: *.* 30.06.02, 22:49
        Mila, chcę zapytać o coś ważnego.Gdy Julia jest agresywna wobec malutkiej i np. ją bije, a Ty na to reagujesz, co czujesz? Czy sama jesteś zdenerwowana?Dlaczego pytam.Gdy Sikora zamienia się na chwilę w małą jędzę, jest złośliwa i podnosi rękę na Marcelinę, ja reaguję stanowczo, ale bez nerwów. Zauważyłam bowiem, że gdy jestem poddenerwowana (albo wściekła), Sikora reaguje "odzwierciedleniem emocji". Gdy zaś asertywnie odstawię ją na bok i powiem, że żle robi, trochę się powścieka, ale zaraz znowu jest spokojna. Dorka
        • Gość edziecko: maminka Re: Dyscyplina ... IP: *.* 26.07.02, 20:23
          Oj, nie jest łatwo przetrwać, gdy trzeba młodsze nakarmić lub uśpić, a starsze jest "w transie", wrzeszcząc i zachowując się agresywnie domaga się zainteresowania swoją osobą i nie reaguje na spokojne argumenty.
          • Gość edziecko: iza33 Re: Dyscyplina ... IP: *.* 01.08.02, 10:43
            U nas czas karmienia o dwa lata mlodszej siostry mial cala oprawe. Siadalismy w trojke, ja z mala, synek obok i czytalismy ksiazeczki. Malej to wogole nie przeszkadzalo, slodko zasypiala przy monotonnym czytaniu, a starszy byl dowartosciowany i zadowolony, ze czas karmienia, to czas poswiecony takze jemu. Wszyscy uwielbialismy te chwile, totalnego wyciszenia i uspokojenia.
Pełna wersja