Gość edziecko: Mila
IP: *.*
26.06.02, 14:59
Przeczytałam wszystkie posty o histerii, buntach, wyganianiu, biciu. Moja dwuletnia Julia jest typowym dwulatkiem (w trakcie jednej z histerii dławiła się ciągnącą się pianą ze śliny), od urodzenia jestem z nią w domu i około 4 miesiące przed urodzeniem się się siostry zaczęły się "wycia" z byle powodu. Po porodzie cieszyła się przez 2-3 tygodnie siostrą, a teraz:*Madzia obudź się - wrzask nad główką śpiącej (mała budzi się i płacze - Julia szczęśliwa)*Madzia nie je - kiedy karmię bije ją po główce, szarpie za włoski i rączki (mała płacze j.w.)*Inna wersja - kiedy karmię wyciąga z szafek wszystko co się da, rzuca zabawkami itp. wykorzystkując mój brak zasięgu.Problem dotyczy właśnie braku zasięgu, bo jak mam co chwila ściągać ją ze stołu skoro karmię (boję się, że mała dostanie nerwicy). Nie chcę jej krzywdzić, bo wiem jak przeżywa brak mojej wyłączności, ciągle myślę, że ją ranię (jestem przewrażliwiona, bo miałam młodszego brata i nikt mi nie pogagał oswoić się z zazdrością). ALE PRZECIEŻ MUSZĘ BYĆ KONSEKWENTNA I EGZEKWOWAĆ PEWNE DOBRZE ZNANE JEJ ZASADY POSTĘPOWANIA. W skrajnych sytuacjach (wrzask nad głową, agresja fizyczna wobec siostry) tłumaczę, że MAgdę to boli, potem uprzedzam, że wypowadzę ją z pokoju, a potem zamykam w pokoju obok, gdzie się drze w niebogłosy - nie chcę mamusi, nie chcę Magdy. Jak się uspokaja (czasem wcześniej) przytulam ją i tłumaczę, żę ją kocham, ale ciągle mam dylematy czy jej nie ranię za bardzo tym zamykaniem. Stosuję to coraz częściej i coraz lepszy odnoszę skutek, ale czy nie ze strachu ona się słucha, a może dobrze, że ze strachu? Czasem mówię specjalnie podniesionym głosem nie wyj, bo nie dostaniesz tego co chcesz i ona się uspokaja, bo bardzo jej zależy. Kiedy mogę jej ustąpić, czy za wszelką cenę mam jej pokazywać, że my jesteśmy górą (nie mogę pochować wszystkiego z jej zasięgu, bo nie da się).W wolnych chwilach bawię się cały czas z Julią, ale boję się czy mała się nie znerwicuje. Dodam ,że Julia badzo lubi opiekować się siostrą, kiedy ta jest w jej zasięgu - przytula ją itd. Są też dni, że jest grzeczna jak aniołek. Ale jak wytłumaczyć wrzeszczącej i płaczącej Julii, że trzeba wracać ze spaceru, kiedy mała placze z głodu (ta cholerna wietrzna pogoda nie zawsze pozwala na karmienie na dworzu). CZasem Julia płacze jak zraniony ptaszek, wtedy serce mi się kraja. Ratujcie!!!!