Gość edziecko: gutki
IP: *.*
11.09.02, 13:34
Moja córka niedawno skończyła cztery lata. Owszem, wcześniej zdarzały jej się okresy niegrzeczności, „sprawdzania granic” i prowokacyjnych zachowań, ale, ogólnie rzecz biorąc, dawało się z nią dogadać. A teraz... Chwilami mam po prostu dość. Jej zachowanie to jedna wielka prowokacja. Z pokojowych rozmów, które czasami udaje się przeprowadzić, wynika, że wszystko powinno być „tak jak JA chcę” – a kiedy nie jest, wpada w złość. Polecenia trzeba powtarzać po sto razy (ostatnio odkryliśmy, że forma „Proszę, żebyś...” jest przez nią traktowana dosłownie – tzn. jak prośba, której można odmówić – bardziej sprawdza się formuła „Mama/tata każe, żebyś...” – choć moje jestestwo wzdraga się przed takim „pruskim drylem”

. Pokrzykuje na nas, na każde nasze „nie” jest jej „tak” i odwrotnie, do bicia jeszcze się nie posunęła

ale czasami widzę, że miałaby ochotę. A ja też mam czasem ochotę ją stłuc. Hamuję się, bo 1) wiem, że dawanie klapsów jest niewychowawcze, prowadzi do brutalizacji stosunków w rodzinie itp. 2) przyznam się: kilka klapsów, które ode mnie dostała, nie przyniosło ŻADNEGO skutku. Oprócz tego, że mnie potem było przykro i głupio. Do repertuaru dodać należy jeszcze głupawy śmiech, strojenie min, wymądrzanie się... Podobno to typowe zachowania czterolatka. Ale nie uwierzę, dopóki nie usłyszę tego od Was, drogie mamy (kiedyś) szalonych i nieznośnych czterolatków, z których wyrosły spokojne i miłe pięciolatki. Czy to rzeczywiście kwestia wieku? I jak przetrzymać ten okres i nie oszaleć? Dziękuję z góry za słowa pocieszenia i światłe rady...