emigracja a bunt dziecka

08.12.06, 09:23
Czy są jakieś publikacje na temat, jak dziecko przeżywa emmigrację jednego z
rodziców? Siedże w irlandii,córka w Polsce, do kraju pojadę dopiero w lutym,a
pięcioletnia córa nie chce ze mną gadać. Chętnie bym na ten temat poczytała,
jak dziecko to przeżywa. Może ktoś mi podpowie choćby ciekawy link?
    • marzeka1 Re: emigracja a bunt dziecka 08.12.06, 09:49
      Dziwisz się swojemu dziecku? Bo ja nie. Mam w rodzinie taki przypadek, zerowy wpływ na wychowanie, bycie tatą tylko z nazwy. Ten człowiek tylko dostarcza kasy i ograniczył się do spłodzenia dziecka.W Twoim wypadku dochodzi jeszcze to, że masz córkę, która po prostu potrzebuje matki, bo to matka przekazuje pewne sprawy, których nie jest w stanie zrobić ojciec, niania, babcia.
    • m.fiorella Re: emigracja a bunt dziecka 08.12.06, 10:01
      jakbym byla twoja corka to tez bym sie do ciebie nie odzywala, jak mozna tak
      dziecko zostawic, nierozumiesz jak ona cieropi bez matki? przeciez to małe
      dziecko
    • bri Re: emigracja a bunt dziecka 08.12.06, 10:54
      Ciężko się domyśleć? Gdyby np. mój mąż wyjechał mimo moich protestów też nie
      chciałabym z nim gadać.
      • bri Re: emigracja a bunt dziecka 08.12.06, 10:54
        Może z czasem Ci wybaczy. Pisz do niej listy, czy coś takiego.
    • kkokos Re: emigracja a bunt dziecka 08.12.06, 14:16
      o matko boska, serdecznie ci współczuję megg, że musisz czytać te wypociny
      powyżej! Powiedziały co wiedziały, przemądrzałe paniusie. Megg najwyraźniej
      prosiła o radę, a nie o ocenę swego postępowania. Czy wam się to podoba, czy
      nie, panny mądralińskie, w sytuacji takiej jak megg będzie coraz więcej kobiet.
      A ja megg podziwiam za to, że odważyła się zaryzykować i wziąć sprawy w swoje
      ręce, zamiast siedzieć na zasiłku lub na kasie za 500 zł. Sfrustrowana i
      wściekła na świat tutaj byłaby lepszą matką? Zazdrośnice! Niejedna pryncypialna
      paniusia z gatunku "też bym się nie odzywała" w cudowny sposób zaniedbuje swoje
      dziecko emocjonalnie nie opuszczjąc go jednocześnie nawet na jeden dzień.

      Nie podrzucę ci żadnego linku, niestety. Ale z obserwacji - choć innej sytuacji
      niż twoja - wiem, że absolutnie nie wolno ci przyjąć postawy "nie chce ze mną
      gadać, to nie. odrzuca mnie, to się nie będę narzucać". Dzwoń, pisz, wysyłaj
      kartki - nie prezenty, bo nie chodzi o przekupywanie, ale o stałe dowody
      pamięci, dowody na to, że stale o niej myślisz, że tęskinisz. MOże sie tak
      zdarzyć, ze tych kartek też nie będzie chciała oglądać, ale pewnego dnia
      zacznie. Zapewne twoja nieobecność ją na tyle głęboko zraniła, że nie potrafi
      sobie poradzić z tym uczuciem inaczej, niż odrzucając cię i kontakty z tobą.
      Ale to ty jesteś dorosła i ty musisz odpowiedzialnie dążyć do tego, by ten
      kontakt jednak utrzymać.
      Skądinąd bardzo wiele zależy od tego, w jaki sposób twój wyjazd i ciebie
      przedstawiają osoby, które z twoją córką są na codzień. Jeśli nie daj boże masz
      teściową jak te paniusie w postach powyżej, to rzeczywiście twoja sytuacja
      jest znacznie trudniejsza...
      Pozdrawiam i trzymam kciuki, by wszystko ułożyło się najlepiej, jak może.

      • mamapiotra Re: emigracja a bunt dziecka 08.12.06, 14:35
        zgadzam się w zupełności z poprzedniczką.
        twoja córka czuje się opuszczona przez ciebie, ale ty jej wcale nie opuściłaś!!! kochasz ją i dawaj jej to cały czas do zrozumienia. ona ma dopiero 5 lat i ciężko jest jej pogodzić się z twoim wyjazdem.
      • marzeka1 Re: emigracja a bunt dziecka 08.12.06, 16:58
        Nie "przemądrzałe paniusie", nie "zazdrośnice"- tylko osoby, któe znają takie sprawy z autopsji. Podałam tylko jeden, znam więcej, nie ma tu dobrego rozwiązania, ale wiem,że nie można dziecka w takim wieku zostawić jak bagaż, niech poczeka aż mamusia wróci i zabierze się za wychowywanie i pokaże, jak bardzo kocha. Pewne sprawy są nie do nadrobienia, nie do odwrócenia. Najbardziej znany przykład braku matki to historia Agnieszki Osieckiej i jej córki,Agaty Passent, nigdy dziewczyna nie pogodziła się z porzuceniem przez matkę, mimo że ona się z nią spotykała, spędzała wakacje, święta. I o dziwo, ona też wtedy miała 5 lat! Więc nie obrażaj innych, jak nie wiesz, jak może być.Bo tu życie nie napisze dobrego scenariusza.
    • owocoskala Re: emigracja a bunt dziecka 08.12.06, 14:48
      Chętnie bym na ten temat poczytała,
      > jak dziecko to przeżywa. Może ktoś mi podpowie choćby ciekawy link?
      No cóż, a nie mogłaś poczytać przed "emigracją"? Piszesz o emigracji a nie o
      wyjeździe np. noa 4 miesiące. Czy nam się to podoba czy nie nikt dziecku nie
      zastąpi matki w tym wieku. Jest to jeszcze najważniejsza osoba dla dziecka.
      Jeśli jest to dla Ciebie sposób na dalsze życie oczekuj dalszych problemów -
      np. złego patologicznego zachowania córki w szkole itd.
      • patssi Re: emigracja a bunt dziecka 08.12.06, 21:05
        Patologicznego?czyli jakiego?sądzisz,że będzie agresywna,będzie piła czy brała
        narkotyki?bzdura!!!napewno nie ma to reguły!!mój tata jest od 14 lat za granicą
        mama od 4 a ja skończyłam szkołę średnią,kończę studia,jestem w związku od 7
        lat i mam zdrową,śliczną córeczkę-także jakoś przeżyłam...a nie musiałam
        zazdrościć koleżankom kurtek butów itp.i to mnie nie frustrowało!
        Znam ludzi w Polsce którzy z braku pieniędzi i bezradności popadli w patologię
        i pociągnęli za sobą swoje dzieci-tak jest lepiej??

        Kończę pedagogikę-autorce postu radzę utrzymywać kontakt z córką,dzwonić,słać
        kartki i od czasu do czasu upominek(coś małego)by wiedziała,że Twoja praca za
        granicą ma jakiś sens...
        wiem,że jest jej ciężko i jak wrócisz to często będzie to wspominała,ale
        wkrótce zapomni jak zobaczy,że jest Ci lżej psychicznie i finansowo

        pozdrawiam
        patssi
        • verdana Re: emigracja a bunt dziecka 08.12.06, 21:36
          Lepiej miec kurtke niż rodziców?
          Ja to właśnie nazywam patologią. Nie musi sie pic, ćpać i kraść. Z dwóch
          wartości - fajne ubranie - albo matka, wybrac ubranie - to własnie jest
          patologia. A że się jej samemu nie dostrzega - no cóż, to własnie skutek
          wychowania, gdzie miłość zastąpily pieniądze
          Oczywiscie pięciolatka doskonale zrozumie, ze upominek to sens pracy mamy za
          granicą i lepiej dostawać paczki, niż przytulić się do mamy. Jak już to
          zrozumie, to przepadło...
          • kropkacom Re: emigracja a bunt dziecka 08.12.06, 22:12
            verdana napisała:
            > Lepiej miec kurtke niż rodziców?

            Jeżeli kobieta zdecydowała się na wyjazd za granice do pracy, zostawiając
            jednoczesnie córke w kraju, to chyba miała poważny powód żeby to zrobić. Nie
            wszyscy wyjeżdżają na saksy żeby się dorobić. Wielu decyduje się na ten krok bo
            nie ma co do garnka włożyć. Znam takie przypadki. Dla takich mam to też jest
            tragedia. Drogie mamuśki mniej jadziku a więcej zrozumienia. Varedna, patologią
            by było gdyby autorka postu nie interesowała się córką.
            • patssi Re: emigracja a bunt dziecka 08.12.06, 22:24
              brawo kropkacom!!
              • megg29 Re: emigracja a bunt dziecka 08.12.06, 22:35
                Wiecie co, ręce mi opadają, gdy czytam połówę tych postów. Czasem człowiek nie
                ma innego wyjścia. Kto pamięta przypowieść o dwóch matkach z Biblii? czasem
                dziecka nie da się podzielić na pół. Czasem nie warto się szarpać przy
                rozwodzie, tylko się wybiera dla dziecka najkorzystniejszą sytuację, by miało
                wszystko zapewnione. Czadsem człowiek chce, by dziecko, będąc w gimnazjum,
                miało możliwośc przyjechania na miesiąc na Wyspy i szkolenia języka obcego, a
                może kiedyś studiowania na Wyspach. Ale przewaznie człowiek chce, by dziecko
                miało lepiej niż on sam. Jeśli rodzic nie chce, by dziecko już za młodu miało
                lepiej, to do bani taki rodzic. Nie będę się przed nikim tłumaczyła. Po prostu
                chciałam wiedzieć więcej, a z dzieckiem mam kontakt regularny, a jej tatuś
                rozmawia ze mną normalnie, bo jesteśmy ludźmi cywilizowanymi. Nasza rozprawa
                rozwodowa trwała 40 minut i było over. Pisze do niej, dzwonię, codziennie mam
                od tatusia informacje rano, jak się czuje. Po prostu myślałam, że ktoś mi coś
                podpowie, a nie będzie na mnie psy wieszać. No i co Wy na to? Dziękuję
                niektórym forumowiczom za wsparcie, Bóg zapłać za to. Miłego wieczoru. smile
                • marzeka1 Re: emigracja a bunt dziecka 08.12.06, 22:49
                  A skąd masz pewność, że będzie chciała, będąc w gimnazjum, jeździć do Ciebie?Na razie ma poczucie porzucenia, to dziewczynka i zostawiłaś ją z ojcem (nawet najlepszy, najwspanialszy, nie da jej tego, co potrzebuje od matki).Mam 2 synów i widzę, jak bardzo garną się do męża, on daje im to, czego ja nie mogę dać i tyle. Po prostu trudno mi to zrozumieć, nie tylko mnie widać po postach. Nieobecności po prostu nie da się zastąpić czymkolwiek innym, po prostu nie da.
                  • verdana Re: emigracja a bunt dziecka 08.12.06, 23:10
                    Lepiej finansowo to nie znaczy lepiej.
                    Absolutnie rozumiem wyjazd i zostawienie dziecka, gdy się nie ma co dac dziecku
                    jeść i gdzie z nim mieszkać. Ale zostawienie na dłuzej małego dziecka,
                    aby "miało lepsze życie" to zwyczajnie glupota. Dla malego dziecka lepiej
                    mieszkać z biednymi rodzicami, niż sprawić, ze poczuje się porzucone.
                    Co z tego, ze dziecko bedzie miało lepsze jedzenie i lepsze ciuchy, gdy straci
                    poczucie bezpieczeństwa?
                    • megg29 Re: emigracja a bunt dziecka 09.12.06, 09:06
                      Głupota? To lepiej w Polsce zarabiać 700 zł i nie wiedzieć, na co to wydać- czy
                      na opłaty, czy na jedzenie, czy na alimenty? I tak jak 50 procent naszych
                      emerytów żyć 30 lat później- dostac 500 zł emerytury i to dopiero jest mądre,
                      gdy człowiek nie jest się w stanie utrzymać. To lepiej spotykac sie z dzieckiem
                      i mieszkać pod mostem? Nie wrócę do Polski na stałe, bo mnie ta wizja
                      państwowej emerytury skutecznie odstrasza od powrotu. Jak ktoś chce dzidować na
                      starość, to jego wybór. Gratuluję podejścia. A jej ojciec wcale nie jest biedny
                      i nie sam. Gdyby każde dziecko miało tyle poczucia bezpieczeństwa, co moje, to
                      by żadne polskie dziecko nie czuło się opuszczone. Akurat ma wielką kochającą
                      rodzinę w Polsce i wie, że ją kocham. A wątek był założony po to, by je lepiej
                      zrozumieć. Miłego weekendu.
                      • owocoskala Re: emigracja a bunt dziecka 09.12.06, 09:38
                        A jej ojciec wcale nie jest biedny
                        >
                        > i nie sam.
                        Czyli wyjechałaś dla siebie, żeby poprawić własne życie i zostawiłaś dziecko.
                        Nie masz kontaktu z dzieckiem jak piszesz w postach powyżej bo się do ciebie
                        nie odzywa... Większość matek wyjechało by z córką na tą emigrację albo wcale.
                        Przykro nam to pisać ale może jeszcze nie jest za późno i wrócisz. Zastanów się.
                        Co do biedy cóż... pieniądze raz są raz ich nie ma wiele dzieci żyjących ubogo
                        później się dorabia - mają większą motywację niż ci wychowani w dobrych
                        warunkach. Miłości matki, wsparcia, nic nie zastapi.
                        • megg29 Re: emigracja a bunt dziecka 09.12.06, 10:27
                          jak to nie mam? mam, i to stały. owocoskala, może bby niektórzy chcieli, by
                          Twoje stwierdzenie było takie oczywiste: "Czyli wyjechałaś dla siebie, żeby
                          poprawić własne życie i zostawiłaś dziecko.", ale to tak nie jest.
                          Co do dzieci żyjących ubogo- ha, ha, kpisz sobie ze mnie, wcale nie mają
                          większej motywacji, mimo że czasami otoczenie robi wszystko, by miały. Uczyłam
                          w szkołach polskich cztery lata, to wiem coś o dzieciach ubogich i patologiach.
                          I ile szkoły robią dla dzieci zanidbywanych w domu, a one tego nie doceniają.
                          Nie rozśmieszaj mnie stwierdzeniami podobnymi do happy endu z amerykańskich
                          filmów. Może poucz trochę sam(a) w polskiej szkole, to będziesz wiedzieć ciut
                          więcej, czym jest motywacjasmile. See you later.
                          • patssi Re: emigracja a bunt dziecka 09.12.06, 10:38
                            megg29 dobrze zrobiłaś...zawsze będzie jakieś ale..córcia podrośnie, zrozumie!!
                            Jeśli faktycznie masz super rodzinę to wytłumaczą jej to,a z czasem może zachce
                            dojechać do mamusi smile)uciekaj bo tak ja było na innym forum Matki Polki Cię
                            zjedzą smile

                            pozdrawiam pati
                            • megg29 Re: emigracja a bunt dziecka 09.12.06, 10:49
                              Dzięki, patssi, za zrozumienie. smile Jakoś mój facet tez twierdzi, że dziecka
                              nie zostawiłam, rozumie moją potrzebę kontaktu z nią, patrzy na nią ze mna, gdy
                              rozmawiam przez skype, twierdząc, ze mam fantastyczne dziecko, a z moich
                              znajomych nikt mi nie powiedział, że zostawiłam dziecko. trzy godziny trwa lot
                              do niej. To krócej niż pociąg jedzie ze Śląska do warszawy niekiedy? daleko?
                              smiechu warte.
                              • patssi Re: emigracja a bunt dziecka 09.12.06, 11:00
                                wiem co myślisz-ja teraz jestem w uk i faktycznie lecę szybciej do Torunia niż
                                jadę z niego do mojego rodzinnego miasta...ja też będę pewnie musiała zostawić
                                córcię z tatą,conajmniej na rok-chcemy ją tu posłać do żłobka,by potem nie
                                robić mydlin z głowki.


                                Głowa do góry
                                Będzie dobrze,tylko trzeba pielęgnować miłość smile

                                patssi
                              • marzeka1 Re: emigracja a bunt dziecka 09.12.06, 11:40
                                Założyłaś wątek, chciałaś rad, otrzymałaś różne, także takie, któe Ci się zupełnie nie podobają. W końcu życie i czas pokażą, czy dobrze zrobiłaś, prawda? Żadna z nas nie życzy Ci źle, bo i niby z jakiego powodu, źle życzyć komuś, kto ma problem z dzieckiem? Widać jednak po Twoich postach (szczególnie gdy tłumaczysz swoją decyzję emigracji, że jednak nie jest wszystko takie oczywiste). Są tylko dwa wyjścia: albo córka kiedyś to zrozumie (na razie widać nie rozumie, jesli nie chce z Tobą rozmawiać), albo nie. Nie istnieje inne rozwiązanie. Osobiście życzę Ci szczęścia,jakokolwiek je definiujesz, bo nikt nie chce być nieszczęsliwy. Pozdriawiam.
                • jakw Re: emigracja a bunt dziecka 09.12.06, 19:24
                  Może zainteresuj się tematem pt. dziecko a rozwód? Na ten temat na pewno
                  znajdziesz więcej niż nt. emigracji.
    • rycerzowa Re: emigracja a bunt dziecka 09.12.06, 11:38
      Droga megg, rzucasz kilka zdań wyrwanych z kontekstu życiowego, i oczekujesz
      sensownych rad. Trzeba znać dziecko i sytuację, aby spróbować zrozumieć ,
      dlaczego "nie chce z tobą gadać".
      Inaczej sprawa wygląda, gdy jedno z rodziców wyjeżdża za chlebem, a to drugie
      codziennie dziecku o tacie lub mamie z miłością i tęsknotą opowiada, inaczej,
      gdy się potomka zostawia przykładowo w internacie.

      W przypadku twojego dziecka różnie może być.
      1. Córeczka mogła poczuć się odrzucona i łaskawa właściwość dziecięcej natury
      wyrzuca cię z jej pamięci, by nie cierpieć.
      2. Albo tak: córeczka przebywa w świecie bez ciebie, o tobie się tam nie mówi
      wcale, albo mówi źle, stałaś się jej obca. O czym mam gadać z obcą osobą?
      3. Najbardziej prawdopodobne: dziewczynka nie umie z tobą rozmawiać, jest na to
      za mała. Nie wie, co ma ci mówić, twoje kwestie wydają jej się dziwne, oderwane
      od jej codziennego doświadczenia.

      U nas w rodzinie tez wyjechała za granicę dziewczyna z 8-letnią córeczką.
      I babcia rozpacza, że wnuczka nie chce z nią przez telefon rozmawiać.
      Rozeznałam sprawę i rozumiem dziecko.
      Na pewno mama uprzedza dziewczynkę, by nie mówiła "tego czy tamtego",
      szczególnie o partnerze mamy.
      Dziecko raczej nie umie grać, zatem każda rozmowa łączy się z napięciem, czy
      się aby z czymś nie wygadało. No to potem napięć się unika.
      Babcia oczekuje, że wnuczka powie jej, jak się w tym obcym kraju czuje, jak
      tęskni za rodzinnym domem, za babcią i innymi ciotkami, jak poznaje nowe
      środowisko, itd itp. A dziecko nie umie tak dorośle czuć, myśleć i rozmawiać.
      Jest na to za mało dojrzałe.
      Gdy poradziłam babci, by spytała, co wnuczka robiła wczoraj na zajęciach z
      techniki w szkole, to mała rozgadała się na kwadrans.
      Ale zaraz babcia wyskoczyła z pytaniem: "A nie przykrzy ci się tam?" i znów blok.
      Nie przykrzy jej się, bo żyje w lepszym świecie, a jeśli nawet jej się przykrzy,
      to nie umie tego wyrazić, albo nie ma na to ochoty.

      Co ci poradzić? Rozmawiaj z nią krótko, zawsze o tej samej porze, i pytaj o
      konkrety.
      Jeśli to tak niedaleko (3 godziny), to przylatuj co dwa tygodnie. Istnieje coś
      takiego jak tanie linie.
      Co tydzień wysyłaj drobny upominek i list, najlepiej obrazkowy. Niech o tobie
      nie zapomni.
      • kropkacom Re: emigracja a bunt dziecka 09.12.06, 12:08
        rycerzowa napisała:
        > Droga megg, rzucasz kilka zdań wyrwanych z kontekstu życiowego, i oczekujesz
        > sensownych rad.

        Autorka postu prosiła tylko o linki na temat. A nawet jak się chce się radzić
        to nie trzeba oceniać bo rzeczywiście na podstawie kilku zdań nie mamy prawa
        tego robić.

        > Dziecko raczej nie umie grać, zatem każda rozmowa łączy się z napięciem, czy
        > się aby z czymś nie wygadało. No to potem napięć się unika.
        > Babcia oczekuje, że wnuczka powie jej, jak się w tym obcym kraju czuje, jak
        > tęskni za rodzinnym domem, za babcią i innymi ciotkami, jak poznaje nowe
        > środowisko, itd itp. A dziecko nie umie tak dorośle czuć, myśleć i rozmawiać.
        > Jest na to za mało dojrzałe.
        > Gdy poradziłam babci, by spytała, co wnuczka robiła wczoraj na zajęciach z
        > techniki w szkole, to mała rozgadała się na kwadrans.
        > Ale zaraz babcia wyskoczyła z pytaniem: "A nie przykrzy ci się tam?" i znów blo
        > k.
        > Nie przykrzy jej się, bo żyje w lepszym świecie, a jeśli nawet jej się przykrzy
        > ,
        > to nie umie tego wyrazić, albo nie ma na to ochoty.

        Bardzo trafne i mądre spstrzeżenia. Też tak myśle.
        • owocoskala Re: emigracja a bunt dziecka 09.12.06, 14:08
          > Autorka postu prosiła tylko o linki na temat. A nawet jak się chce się radzić
          > to nie trzeba oceniać bo rzeczywiście na podstawie kilku zdań nie mamy prawa
          > tego robić.
          Ja życzę autorce wątku jak najlepiej dlatego właśnie pisze to co piszę.
          Najłatwiej potakiwać i w realu wiele osób to robi dla świętego spokoju.
          Co do osądzania sorry że myslę logicznie - zazraz, zaraz autorka tłumaczy się
          że ma blisko do córki (3 godziny lotu a równocześnie planuje wizytę na luty
          (?). Znaczy się ma w planach odwiedziny pewnie tak raz na pół roku? Po prostu
          obawiam się że to się nie uda i że córka może powiedzieć kiedyś gdzie dokładnie
          ma ewentualną podróż do Włóch jak rózwnież spadek i inne rzeczy zarobione przez
          mamę..... Akurat znam takie przypadki. Wyrodny rodzic nie bywa nawet
          poinformowany o tym że ma wnuka.
          • kropkacom Re: emigracja a bunt dziecka 09.12.06, 17:48
            owocoskala napisała:
            > Akurat znam takie przypadki. Wyrodny rodzic nie bywa nawet
            > poinformowany o tym że ma wnuka.

            Tak jak napisałam wcześniej za mało wiem żeby osądzać autorkę postu(zresztą
            myśle że forum nie od tego jest). Jeżeli chodzi o moje wypowiedzi to zawsze
            staram się ważyć słowa i unikać stwierdzeń typy "wyrodna matka". Co do
            przykładów z życia to też znam osoby w podobnej sytuacji, czyli wyjazd na
            zarobek a dziecko u dziadków. I nie są to negatywne przykłady. Ja zdaje sobie
            sprawe że może być i dobrze i źle.
            • myelegans Re: emigracja a bunt dziecka 10.12.06, 05:18
              Znam pare przypadkow mam, ktore wyjechaly zostawiajac dziecko pod opieka mezow,
              czy dziadkow. Jedna to kolezanka z klasy, bylysmy wtedy w 2 klasie, mama
              wyjechala do USA, ona z tata w domu. Jak ja jej zazdroscilam zabawek, lalek,
              ubran, ale jak kiedys bylam u niej, to mi powiedziala, zebym sobie zabrala co
              chce, bo jej na tym nie zalezy i nie chce wcale tych zabawek, bo ona to
              wolalaby, zeby mama mieszkala z nimi. Tesknila, bardzo tesknila. Rozmowy
              telefoniczne byly sporadyczne. Pozniej juz w liceum pamietam jak zerwala z matka
              kontakt zupelnie, zarzucala jej, ze ja porzucila, ze jej nie kochala. Pozniej
              kontakt sie urwal, wiec nie wiem jak sie to potoczylo pozniej. Wiadomo, ze
              dziecko przezyje, przeciez sieroty tez przezywaja, dzieci latwo sie dostosowuja
              do sytuacji.

              Pytanie tylko, czy warto. Czy jak spojrzysz za 20 czy 30 lat wstecz na swoje
              zycie i czy nie bedzie Ci zal tych chwil, ktore Cie ominely bezpowrotnie.
              Rozumiem, ze mozesz miec trudna sytuacje, ale czy w tym nie moglabys znalezc
              lepszego rozwiazanoa np. zabrac dziecka do siebie? Albo widywac ja raz w miesiacu?

              Niania mojej przyjaciolki(mieszkam za granica) tez zostawila dwoje dzieci (7 i
              11 lat) i wyjechala najpierw na pol roku, tyle u mnie pracowala. Mlodsza nie
              chciala z nia tez rozmawiac jak dzwonila, wiec przez pol roku praktycznie nie
              miala z nia kontaktu. Ona zreszta po pol roku wrocila.

              Sama, nie wyjechalabym bez dziecka, wyjechalam sama, wiec wiem jaki jest los
              emigranta, ale zrobilabym wszystko, zebysmy byli razem, zal by mi bylo, tego co
              trace. Przeciez te dzieci sa z nami tak krotko, pomysl, za 10 lat, 12 lat, to
              juz wlasciwie samodzielne osoby i jak pojda na studia, to juz sie z domu
              wyprowadza na zawsze i tyle. Uwierz mi, 10 czy 13 lat zleci tak, ze nawet sie
              nei zorientujesz. Przemysl jeszcze jak bys mogla sytuacje poprawic. Poza tym to
              jest dziewczynka, rozstanie z matka moze byc bardziej szkodliwe, niz w przypadku
              chlopca.
              • maksimum Re: emigracja a bunt dziecka 10.12.06, 10:02
                Marian wyjechal z Polski zostawiajac tam dwoje dzieci.Corka dorosla i wyjechala
                do Wloch a syn marnowal sie w Polsce.Jedno i drugie pisalo listy by tatus
                pieniadze przysylal,wiec Marian postanowil sciagnal Damiana do USA.
                Ja jako bardziej kumaty kontaktowalem sie z immigration a Marian czekal z
                utesknieniem.Wreszcie Damian dostal papiery i przyjechal,a juz jest doroslym
                facetem.
                No i szok.Zadnego kontaktu z ojcem nie ma.
                Najpierw pracowal z ojcem,pozniej przeniosl sie do innej gorzej platnej pracy.
                Na poczatku mieszkal z ojcem a niedawno sie wyprowadzil i jeszcze ojca na nowe
                mieszkanie nie zaprosil,choc juz narzeczona pokazal,ale tylko przez 5 minut.
                Teraz sie zupelnie nie widuja i nie gadaja.
                Pamietam jak dzieci z mamuska przed laty wyjechaly do Polski ,to po powrocie
                corka do mnie ze 2 dni nie mowila,choc wakacje w Polsce jej sie podobaly.
                Nie wyobrazam sobie bym mogl opuscic dzieci na wiecej niz kilka dni i nie isc z
                synem pograc do parku w kosza czy jak dzisiaj w hokeja.Jutro pojdziemy chyba na
                tenisa i zauwazylem,ze on tez nie chce z nikim innym grac w tenisa jak tylko ze
                mna.
                Do swiat jeszcze 2 tygodnie a Marian zaczal juz pic.Nie zanosi sie na to,zeby
                mial sie z synem na swieta zobaczyc,a mieszkaja chyba z 3 mile od siebie.
                • kropkacom Re: emigracja a bunt dziecka 10.12.06, 11:35
                  maksimum napisał:
                  > Nie wyobrazam sobie bym mogl opuscic dzieci na wiecej niz kilka dni i nie isc z
                  > synem pograc do parku w kosza czy jak dzisiaj w hokeja.Jutro pojdziemy chyba na
                  > tenisa i zauwazylem,ze on tez nie chce z nikim innym grac w tenisa jak tylko ze
                  > mna.

                  Ja też bym dzieci nie zostawiła ale wiem że są różne sytuacje życiowe. Nasza
                  sytuacja też była niałatwa. Owszem miałam co do garnka włożyć ale co miesiąc
                  trzeba było pożyczać na życie. Warunki mieszkaniowe tez mieliśmy trudne: 4
                  oosoby w kawalerce. Wtedy Ślubny dostał pracę za granicą. Więc dylematu nie
                  było. Wyjeżdżamy. Mimo odważnych planów nie dało się inaczej - poszukiwanie
                  odpowiedniego mieszkania dla rodziny z dwojką małych dzieci oraz zarobienie na
                  jego wynajem zajęło prawie 3 miesiące. W tym czasie zmieściły się tylko dwie
                  połtoradniowe wizyty męża w domu. Dzieci tęskniły, ale nie przeszły wielkiej
                  traumy - starałam się je przed tym uchronić. Tata był ciągle obecny, czy to w
                  rozmowach o nim, czy poprzez oglądanie zdjęc albo przez telefon. Między nami też
                  się nic nie popsuło.
                  • owocoskala Re: emigracja a bunt dziecka 10.12.06, 14:10
                    Nasza
                    > sytuacja też była niałatwa. Owszem miałam co do garnka włożyć ale co miesiąc
                    > trzeba było pożyczać na życie.
                    Nropkocom tak jak napisałaś sytuacje są różne. Niedy nie przyszło by mi do
                    głowy krytykować to co napisałaś o swojej sytuacji. Jest całkowicie zrozumiała.
                    Twój mąż wpadał jak tyko mógł do domu. Rozłaką była tymczasowa i ja naprawdę
                    rozumiem ludzi którzy nie chcą żyć w naszym kraju. Mam nadzieję że Wam teraz
                    lepiej. Nieobecność ojca jest tez bardziej naturalna (oczywiście czasowa).
                    Matkowane przez internet do zupełnie co innego. Ja teraz np. mam duże wyrzuty
                    sumienia że nie zauważyłam uszkodzeń szkliwa na zębach mojej córki mimo że
                    jestem z nią na co dzień. Mąż nigdy by tego nie zauważył.Faceci przeważnie się
                    nie nadają do takiej opieki, pilnowania zdrowia dziecka, pogadania o problemach
                    z koleżeńskich w szkole tak jak matka. Być może maksimum jest tu wyjątkiem smile.
                    Kiedy mój mąż wyprawia córkę do szkoły jest nieuczesana, ma dziwnie dobranie
                    ubrania itd smile to oczywiście tylko drobny przykład.
                    • paprotka1975 Re: emigracja a bunt dziecka 10.12.06, 22:44
                      Moja mama wyjechała, jak mialam 12 lat - byłam starsza od Twojej córeczki,a
                      jednak było mi bardzo trudno.
                      Wyjechała, zeby "żyło nam sie lepiej", zostałam z babcią. Wróciła po 4 latach,
                      ale nie odbudowałysmy już nigdy tego, co zostało zerwane...
                      Do tej pory nie jest między nami dobrze, nie ufam jej, nie zwierzam się, nie
                      czuję, ze jest mi bliska.
                      Mam już własne dzieci i wiem, że nigdy nie zrobiłabym im tego, co ona zrobila
                      mi. Zbyt wielka jest cena takich rozstań...
                      • megg29 Re: emigracja a bunt dziecka 11.12.06, 23:58
                        Myślę ogólnie, że nie będzie źle. Nawet jeśli jej sienie chce czasem czytać
                        kartek ode mnie, bo pisze do niej całkiem sporo prócz rozmawiania z nią, to
                        moze je kiedyś przeczyta, gdy będzie jej smutno. Czasem jest tak, że nie zawsze
                        ci, którzy zostają na miejscu, są w stanie poprawić dziecku humor, gdy jest
                        dziecku smutno. Akurat coś o tym wiem.
                        Luty człowiek rzuca, bo wtedy na pewno będa tanie bilety lotnicze, ale nie
                        sądzę, bym wytrzymała do lutego, tym bardziej, że juz mam perspektywę na jakieś
                        finanse w grudniu. Czasem jest tak, że duma nie pozwala na to, by nowy facet,
                        który właściwie mnie utrzymuje, płacił za moje bilety lotnicze, by odwiedzić
                        córkę. pewne rzeczy to tylko moja sprawa. Może są kobiety, które nie mają
                        skrupułów przed wykorzystywaniem ludzi, ale ja mam i dopiero, gdy zarobię na
                        bilety teraz w grudniu, to je zarezerwuję.
                        Czuję, jakbym wsadziła kij w mrowisko. Czasem chyba jednak trzeba, gdyż takie
                        sytuacje teraz wcale nie będą rzadsze, wręcz przeciwnie. A dzisiejs za technika
                        dostarcza więcej sposobów na podtrzymanie kontaktu. Dlatego opowieści o tym,
                        jak kiedyś było cięzko utrzymać więź, mnie nie wzruszają, bo mój ojciec 30 lat
                        jeździł po świecie, a bardzo byłam z nim związana, mimo że jedyne sposoby
                        kontaktu to był telefon albo kartka. I to nie telefon codziennie, tylko z
                        różnych zapalnych stron świata raz na trzy dni lub raz na tydzień. Teraz jest
                        tego troszkę więcej, na szczęście. A co mają powiedziec na przykład rodziny
                        wojskowych? Teraz coraz więcej wyjeżdża na rozmaite misje- odsyłam na
                        www.nfow.pl, tam można poczytać o rozłące z rodziną. Jak wszędzie, wszystko
                        zależy od ludzi, moi drodzy. Miłego wieczoru.
                        • owocoskala Re: emigracja a bunt dziecka 12.12.06, 09:30
                          > Czuję, jakbym wsadziła kij w mrowisko. Czasem chyba jednak trzeba, gdyż takie
                          > sytuacje teraz wcale nie będą rzadsze, wręcz przeciwnie.
                          Masz rację. To jest znak naszych czasów i będzie więcej takich postów. Trzymaj
                          się i powodzenia smile
                          • megg29 Re: emigracja a bunt dziecka 12.12.06, 09:42
                            A dziękuję. I nawzajem, powodzenia we wszystkim i w Nowym Roku.
Pełna wersja