czy mówicie dziecom za co je lubicie?

08.12.06, 21:20
zastanowiło mnie kiedyś pytanie: kochamy swoje dzieci, ale czy je lubimy?
Jestem przekonany, że kochając swoje dzieci czasem nie udaje się nam ich
polubić i stąd może dochodzić do problemów komunikacyjnych, itd.

Teraz jednak zastanawia mnie kwestia czy mówię swojemu dziecku za co je
lubię? hm? Wydaje mi się, że to ważne i czy czasem komunikaty o nauce,
chorobach i problemach nie stały się dominujące? Dużo się bawimy, ale chyba
mógłbym częściej mówić mojemu dziecku za co je lubię bo chwalić to chwalę,
ale chyba jednak chwalenie to kwestia wychowania, a lubienie to kwestia
kontaktu.

To może zacznę od ćwiczenia za co mógłbym lubić moje dziecko?
- że jest ładną dziewczynką, podoba mi się, że moja córka jest ładna smile
- lubi muzykę i dziś pod prysznicem podśpiewywała lekki hip-hop, który i ja
lubię
- ma poczucie rytmu i potrafi fajnie skakać do rytmu - to jej mówiłem
- że jest inteligentna - mówiłem smile
- że lubię jak razem robimy sobie kolację i ona też coś przygotowuje smile

Wierzę w moc mówienia ludziom dobrych rzeczy smile
Co ma potem wymiar mocno praktyczny, takie dziecko wystarczy poprosić i
prawie nigdy nie trzeba mu nic kazać smile

ciekaw jestem Waszych opinii?

ukłony
ed
    • joa8 Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 08.12.06, 22:07
      mówię codziennie smile
      mój dwulatek jest łasy na pochwały smile
      a ja nie skąpię mu dobrych słów. Mówię, że jest ekstra chłopczykiem, mądrym,
      zabawnym, ślicznym, że pięknie coś zrobił, że jestem z niego dumna.
      A teraz z lubością mu powtarzam, ze uwielbiam wprost chodzić z nim na spacery
      na rączkę. I nie mówię tego, żeby go zachęcić do takiego spacerowania, bo nie
      mamy problemu z wyrywaniem się.
      Idziemy sobie wolniutko, jego łapka w mojej ręce, coś tam sobie opowiadamy,
      gadamy, smiejemy się. Mówię mu wtedy: "synku, mama uwielbia takie spacery z
      Tobą." Bo ja naprawdę jestem dumna, że jestem jego mamą!
      • hedonista.oswiecony kategorie wiekowe 08.12.06, 22:09
        bardzo to bradzo śliczne.

        pomyślałem jednak, że jak dzieci rosną to tę więź trudniej utrzymać,ale ten
        początek też jest b. ważny, ale jakby łatwiejszy (?).

        a jak to jest w kategoriach 10-latków i rówieśników?

        ukłony
        ed
        • joa8 Re: kategorie wiekowe 08.12.06, 22:24
          tak to prawda, teraz jak jest takim maluchem jest chyba łatwiej mówić takie
          dobre rzeczy. Chciałabym to utrzymać. Ciekawe, czy jak będzie rozbrykanym 10-
          latkiem będzie mi to przychodzić z taką łatwością?
          Ze swojego dzieciństwa pamiętam, że takie słowa z ust bliskich -dorosłych dają
          skrzydła.
          • hedonista.oswiecony kto nam dał skrzydła :) 08.12.06, 23:07
            zaraz mi się wątek podobny do tego o miłości zrobi wink

            ale to dodawanie skrzydeł to strasznie fajne określenie. Tak, takie słowa
            wsparcia i wiary dają dużo energii, a te z dzieciństwa są chyba najważniejsze.

            uśmiechy
            ed
            • joa8 Re: kto nam dał skrzydła :) 08.12.06, 23:14
              no, jak mama po szkolnym przedstwieniu mówiła: "ale jestem z Ciebie dumna", a
              tata dodawał: "świetnie recytowałaś" smile) 8-letni człowiek rósł pod niebo smile)
              Pare razy udało mi sie też podsłuchać, jak moi rodzice mówią o mnie komuś tam i
              mnie chwalą, że jestem fajna, mądra, zdolna. Te słowa miały dla mnie szczególną
              wartość - uwiarygodniały moich rodziców smile)
              • hedonista.oswiecony Re: kto nam dał skrzydła :) 08.12.06, 23:33
                wow, ale fajnie. tak, słyszenie, że mówią o nas dobrze jest zawsze fajne smile A
                dla dziecka najważniejsze.
                uśmiechy
                ed
    • lola0071 Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 08.12.06, 23:19
      Ale Ty super wątki zakładasz. Pozdrawiam
      • hedonista.oswiecony Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 08.12.06, 23:37
        dziękuję za miłe słowa smile
        tym bardziej, że magia miłych słów działa całe życie i z czasem udaje się tę
        magię wywoływać na "żądanie" ;D Tak trochę jak z wróżką, która przychodzi i
        jednym ruchem różdżki roztacza aurę szczęścia smile Jak pisał Kundera, że
        najważniejsze ludzie potrzeby emocjonalne mają wyraz w kiczu. Ale jak nie kupić
        dziecku zestawu laleczek Polly jeśli aż się jej oczy do nich świecą smile
        uśmiechy
        ed
    • ik_ecc Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 08.12.06, 23:43
      Mowie, mowie dziecku (chociaz male), mowie mezowi, mowie nastoletniej
      siostrze... Jesli chodzi o dziewczynki (siostre i corke) staram sie skupic na
      rzeczach innych niz wyglad, a przynajmniej nie stawiac tego na piewszym miejscu
      (a latwo by bylo bo obie ladne).
      Mezowi za to moge powiedziec ze go lubie bo ma zgrabny tylek. wink
      • verdana Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 09.12.06, 15:13
        Co innego pochwały (popieram) i komplementy (też popieram), a co innego mówić
        dziecku, za co się je lubi (nie popieram).
        Dziecko powinno wiedzieć, ze jest lubiane bo jest. Nie za coś konkretnego. Bo
        mowienie "lubię Cię, bo jesteś grzeczny, mądry, dobrze się uczysz i miło się
        usmiechasz" oznacza jednocześnie, ze dziecko musi się nadal starać być
        grzeczne, mądre, pilne i usmiechać się nawet jak jest wściekłe. Bo ZA TO go
        lubią, a nie za "całokształt". Nie chciałabym, by mąż czy przyjaciółka zaczęli
        mi mówić, za co mnie lubią. Mam nadzieję, ze lubią mnie raczej mimo czegoś.
        Owszem, kilka razy w życiu zdarzylo mi sie powiedzieć dziecku "i tak cię
        lubię" - ale "lubię cię bo..." - chyba nigdy.
        • joa8 Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 09.12.06, 19:31
          verdano,
          zgadzam się z tobą, lubienie kogś za coś nie jest fajne.
          Ale SZCZERE powiedzenie: "lubię, jak tak brykasz", "lubię twoje
          rysunki", "lubię tak z tobą rozmawiać", nie jest chyba niczym złym?
          Ja nie chwale za grzeczne zachowanie, nie daje nagrod za grzeczosc, wogole nie
          lubie tej kategorii. Lubie za to powiedziec, ze jakies zachowanie mjego synka
          sprawia mi szczegolna przyjemnosc, zachwyca mnie, nawet, jak jest rysunek na
          scianie wink
        • hedonista.oswiecony Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 10.12.06, 01:13
          hm, niekoniecznie podzielam Twój punkt widzenia. Nie rozumiem dlaczego nie
          można lubić kogoś za coś? Kocham moje dziecko za to, że jest, ale lubię za
          konkretne rzeczy. Wiesz, mam także na myśli to, że wielu rodziców nie lubi
          swoje dzieci. Są tak skoncentrowani na miłości, ale na co dzień swoich pociech
          nie lubią i czas wspólnie spędzany nie całkiem bywa ok. Mało razy słyszałem jak
          rodzicie besztali dzieci, a potem się dziwią, że dziecko agresywne. Lubienie za
          konkretne rzeczy pozwala dostrzec coś co może się okazać budulcem kontaktu.
          Mówienie, że się lubi za to, że jest to sobie można odfajkować, a potem nadal
          nie mieć do dziecka cierpliwości.
          ukłony
          ed
        • croyance Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 14.12.06, 23:06
          Oj, verdana. Nie zgodze sie z Toba.
          Moja mama zawsze stosowala takie rozszerzone komplementy: jestes super,
          wspaniale piszesz, jestes inteligentna ... nic nie znaczace komplementy moim
          zdaniem. Bo co to znaczy, ze jestem inteligentna? Co konkretnie lubi w moim
          pisaniu? W czym konkretnie jestem super?
          O wiele bardziej, zamiast takich pustych frazesow, wolalabym uslyszec cos, co
          faktycznie odnosi sie do mnie: lubie twoje plene humoru riposty; twoje pomysly
          i to, w jaki sposob uzywasz slow opisujac cos zwyczajnego; lubie Twoj usmiech
          (a nie: jestes ladna)
          Takie detale pokazuja, ze jestesmy zauwazani, ze komplementy sa jak prezent
          wybierany specjalnie dla nas; ja zawsze slyszalam, ze jestem piekna i madra,
          ale i tak mialam mnostwo kompleksow, bo "piekna i madra" nie znacza absolutnie
          nic!
          Co innego "masz sliczny kolor wlosow", "lubie twoj tok myslenia" etc.
    • green_land Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 09.12.06, 23:43
      Nie mówię, za co kocham, bo to niepoważne.
      Mówię, że ma dobre serduszko, jest dobra córeczką, dobrym dzieckiem, choc
      czasami jest niegrzeczna. Mówię,że kocham jej małe stopki, paluszki , nosek,
      brzuszek...
    • ewa620 Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 10.12.06, 18:24
      ja również uważam, że bliskich lubi się (i kocha zresztą też) nie za coś a mimo
      wszystko...
      dziwne by to było dla mnie powiedzieć dziecku: "lubię Cię bo jesteś ładna..."
      coś tu się komuś pomyliło....Mogę doceniać urodę dziecka, ale żeby je za to
      lubić??? To jeśli by (odpukać ) tą urodę straciło przestaje się lubić takie
      dziecko?? Nie rozumiem tego toku myślenia..
      • mamadacja Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 10.12.06, 20:51
        A ja często mówię, że lubię coś robić w towarzystwie synka. Że lubię wspólne
        spacery, wspólne gotowanie, rysowanie. I codziennie kilka razy dodaję, że go
        kocham - nawet jak jest niegrzecznysmile
      • hedonista.oswiecony Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 10.12.06, 21:31
        a zatem po pierwsze nie utożsamiam kochnia z lubieniem. Po drugie każdy ma
        jakieś zalety więc jakby dziecko nie było ładne to bym miał pełno innych cech,
        które bym lubił i o nich bym mówił bo mówienie o tym dodaje skrzydeł.
        Cóż możemy to nawet nazwać pochwałami.

        dla mnie znacznie ważniejszy temat to uświadominie, że wielu rodziców po prostu
        nie lubi swoich dzieci i jak się ich spytać o zalety swoich pociech to nagle
        mają problem. Chodzi mi o ukierunkowanie myślenia na taki trop właśnie, że
        chodzi o świadome kształtowanie więzi z dzieckiem i uświadomienie sobie za co
        je konkretnie lubimy pomaga tę więź mieć, a poza tym mówić o czymś konkrentym
        dziecku bo to wzmacnia w nim rozwój w tym kierunku, daje dziecku energię do
        koncentracji na osiąganiu pozytywnych rezultatów własnych działań... ufff ;D

        no i pozwólcie, że słówko o urodzie wrzucę jeszcze. Świadomie o niej piszę i
        mam ten temat przemyślany bo nie raz spotkałem się z poglądami innymi. Uważam,
        że nie ma nic złego w tym, aby ładna dziewczynka wiedziała, że jest ładna. Żeby
        świadoma swej urody potrafiła to użyć w dorosłości jako atut. Ale niejedyny bo
        nie na samym byciu ładnym polega życie. Uważam, że mówiąc córce o jej zaletach
        pomogę jej wyrosnąć na spokojnego i dobrego człowieka. Nie chcę by miała niskie
        poczucie własnej wartości bo z takiej niskiej samooceny to się ludzie w byle
        jakie związki pakują.

        ukłony
        ed
        • verdana Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 10.12.06, 22:31
          Dla mnie zupełnie inna treść kryje sie w zdaniu "lubie z toba chodzic na
          spacer"', czy 'lubie z toba rozmawiać', bo tu niczego w dziecku nie oceniamy.
          Lubimy cos robić z dzieckiem, a nie lubimy dziecko za coś. Dziecko nie jest
          więc lubiane lub nie za swoje cechy.
          Ale powiedzieć dziecku "lubię cię za..." to dla mnie proszenie się o kłopoty.
          Bo dziecko zrozumie, ze bez tego "za" jest niczym, nie ma szans na sympatię.
          Zamiast pewności siebie, stanie się niepewne - bo musi się starać, żeby
          rodzice je lubili. Pewne cechy u dziecka nie sa stałe - uroda, dobre maniery,
          żywiołowośc , no mozna tak wyliczać. I dziecko może "zafiksować się", że jak
          nie bedzie wesołe, ladne, wrażliwe itd. to straci sympatię najważniejszych dla
          niego ludzi. Takie "lubienie za..." nie pozwala dziecku być sobą.
          Nie mówiąc już o niebezpieczenstwie - jezeli rodzice lubią za coś, to znaczy,
          ze wszyscy tak robia, ze nalezy stosownym zachowaniem zyskiwać ich sympatię. A
          wtedy koledzy moga łatwo dzieckiem manipulować, skoro wie ono, że aby zyskać
          sympatię musi mieć cechy aprobowane pzez drugą stronę. "Lubię cię, bo się
          niczym nie przejmujesz" - jak łatwo takie zdanie przyjaciółki może stac się
          przyczyna kłopotów.
          Nie sadze, aby rodzice , ktorzy dzieci nie lubia, nagle je polubili, gdy
          uswiadomia sobie, ze dzieci maja zalety. Mogłabym sie raczej spodziewać się, ze
          rodzice, ktorzy dzieci naprawdę lubia, po starannym przeanalizowaniu swoich
          uczuć, nie bedą w stanie powiedziec za co. Bo jezeli potrafię powiedziec
          dokładnie, za co kogos lubię, to chyba nie lubię go za bardzo. Naprawdę ludzi
          lubi sie za to, jacy są, a nie tylko za ich zalety.
          • aluc Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 10.12.06, 23:55
            o! właśnie o to chodzi

            a do tego jeszcze wchodzimy w relacje pomiędzy rodzeństwem, a rodzeństwo
            przecież pomiędzy sobą się różni, więc o powodami do lubienia różnić się musi

            bo jeśli powiem starszemu, że go lubię za to, że świetnie rysuje, to mam jak w
            banku, że z tego wykombinuje, że młodszego nie lubię, bo młodszy rysuje
            nieświetnie (zresztą jak ma rysować inaczej, skoro jeszcze nie ma dwóch lat)

            jak młodszemu powiem, że go lubię za małpie zdolności wspinaczkowe (czego on
            prawdopodobnie i tak nie zrozumie wink), dla starszego wyślę sygnał, że z tego
            powodu lubię go mniej, bo on takowych nie posiada

            dla mnie w ogóle konstrukcja lubienia za coś jest o tyle chybiona, że sprowadza
            sympatię/lubienie do absolutnego zracjonalizowania relacji z drugim
            człowiekiem, jakby to można było zracjonalizować i zmierzyć uczucia

            a przecież lubi się kogoś w sumie nie za bardzo wiadomo dlaczego wink pewne
            rzeczy można lubić wyjątkowo, a pewnych nie znosić, ale ogólne lubienie kogoś
            to nie jest po prostu suma lubień specyficznych minus suma specyficznych
            nielubień

            Jak mam za co, to chwalę to zdechu. I bardzo często mówię, że coś z nimi lubię
            robić. I że czegoś robić nie lubię, też mówię. I lubię ich po całości, ale
            pewnych cech w nich nie znoszę. Ale o tym mogę pogadać tylko wtedy, kiedy tego
            nie słyszą wink
            • emonik Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 13.12.06, 09:57
              lubię aluc za to, że zawsze się z nią zgadzam smile
        • scher Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 10.12.06, 23:29
          hedonista.oswiecony napisał:

          > Uważam, że mówiąc córce o jej zaletach pomogę jej wyrosnąć na spokojnego
          > i dobrego człowieka.

          Lepszą drogą, uważam, jest chwalenie _wysiłków_ dziecka, nie talentów danych
          przez Boga.

          > Nie chcę by miała niskie poczucie własnej wartości bo z takiej niskiej
          > samooceny to się ludzie w byle jakie związki pakują.

          Druga skrajność to zarozumiała egoistka o _zawyżonym_ poczuciu własnej
          wartości, przyzwyczajona do hołdów na swoją cześć.

          Sz.
          • ninaa Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 10.12.06, 23:51
            Jest dużo racji w tym , ze lubienie kogoś, niekoniecznie ma związek z
            kochaniem. Kocham moje dziecko bezwarunkowo. A lubię...? Bardzo ! Ale nie za
            coś. Lubię w niej pewne zachowania.., lubię jej cierpliwość do zbierania i
            układania na półeczce dziesiątek koników, lubię kiedy chętnie biega z psem po
            lesie, choć słota, że nie jest nudziarą, która nie potrafi czynnie spędzać
            czasu, lubię jej pływackie wybryki i dzikie skoki do wody.... Ma cztery lata
            (za 2 miesiące) a lubię z nią rozmawiać, lubię to, że cierpliwie potrafi mnie
            wysłuchać, ze chce sama do mnie mówić... Pewne zachowania wywołują nasz -
            rodziców - lekki uśmieszek ...,małą łezkę w oku ze wzruszenia.. Lubić
            dziecko,to znaczy chętnie spędzać z nim czas , bo odpowiada nam jego sposób
            bycia - a sytuacji jest tak wiele !
            Zgadzam się więc, że kochać to nie wszystko. Powinniśmy polubić własne dzieci.
            Bo tylko wtedy nasz kontakt wzajemny ma sens i realne efekty może przynieść.

            Pozdrawiam
            Ninka
            • ninaa Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 10.12.06, 23:53
              Jeszcze jedno. Nie mówię za co, ale często w odpowiedzi na jakąś sytuację czy
              słowa, mawiam: lubię cię, emilia, fajna jesteś !
              • anetta114 Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 11.12.06, 04:19
                lubie i kocham swoje dziecko, ale nie za cos tylko tak calosciowo. nie mowie jej
                lubie cie za to czy tamto, ale staram sie ja chwalic, mowic mile rzeczy np ze
                ladnie wyglada, albo ladnie rysuje etc, mowie jej ze lubie z nia wychodzic
                gdzies tam, ze lubie z nia spedzac czas, i ze ogolnie wziawszy kocham ja nad
                zycie, i jest moim szczesciem i skarbem. czesto jej okazuje milosc, przytulam i
                mowie slodkie rzeczy.jezeli mi sie nie podoba jak cos robi to tez jej mowie,
                niech wie ze matka nie jest taka slodka hahaha
                a tak w ogole to mysle ze jest taka fajna dziewczyna, z charakterem i to w niej
                lubie.
          • hedonista.oswiecony dualistyczne manowce 11.12.06, 07:25
            aluc napisał(a)
            lubienie kogoś
            to nie jest po prostu suma lubień specyficznych minus suma specyficznych
            nielubień
            scher napisał:
            Druga skrajność to zarozumiała egoistka o _zawyżonym_ poczuciu własnej
            wartości, przyzwyczajona do hołdów na swoją cześć.

            oczywiście, że jak się mówi lubi to można pomyśleć nie lubi, że jak ktoś
            słyszy "pewny siebie" to rozumie "zarozumiały". Ale takie dualistyczne
            dzielenie na czarne-białe jest mi obce i mówiąc za co lubię nie muszę myśleć za
            co nie lubię bo jestem skupiony na lubieniu i dobrze jest.

            ukłony
            ed
            • aluc Re: dualistyczne manowce 11.12.06, 10:26
              hedonista.oswiecony napisał:

              > Ale takie dualistyczne
              > dzielenie na czarne-białe jest mi obce i mówiąc za co lubię nie muszę myśleć
              za
              >
              > co nie lubię bo jestem skupiony na lubieniu i dobrze jest.

              ty tak
              pomyśl jednak o nieletnim adresacie smile
              • hedonista.oswiecony Re: dualistyczne manowce 11.12.06, 12:43
                myślę o nieletnim adresacie i jak mu komunikuję pozytywne aspekty to nie pyta
                co z negatywnymi bo mu się pozytywy podobają smile. Mam wrażenie, że ten dualizm
                to jednak aspekt bardziej dorosłych jest. Nie musimy tego dziatwie przekazywać.
                ukłony
                ed
      • croyance Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 14.12.06, 23:08
        A co, gdyby powiedziec "lubie jak twoje wlosy blyszcza w sloncu - masz taki
        sliczny, nietypowy ocien wlosow, coreczko"?
    • joannab-o Re: czy mówicie dziecom za co je lubicie? 11.12.06, 13:44
      No i spapraliście mi wątekwink)) Miałam nadzieję na 100 wpisów od osób, które kiedy indziej kłóciłyby się zażarcie, że akceptują swoje dzieci bezintersownie (no przecież, że bezinteresownie!)smile

      Hedonisto, a powiedz Ty mi, jak właściwie odróżniasz lubienie dziecka od kochania? Ja odróżniam osoby, które kocham od osób, które lubię, ale kiedy kocham kogoś, to nie umiałabym oddzielić takich składowych uczucia.

      Właśnie, ja nie odróżnaim lubienia od kochania, nie chwalę za cechy, i nawet się nad nimi nie zastanawiam. A jeżeli już się zastanowię, to mi wychodzi, że nie umiem na tyle pożądnie jakiejś cechy zdefiniować, żeby w ogóle zawracać sobie głowę przypisywaniem ich komuś, a w szczególności dzieciom, które są tak "pantarej"smile
      I powiem, że w tym właśnie widzę powód, dla którego moje dzieci mają takie wielkie poczucie bezpieczeństwa i poczucie wartości, że aż im zazdroszczęwink
    • hedonista.oswiecony lubienie 11.12.06, 20:46
      czy to naprawdę źle lubić swoje dziecko za coś konkretnego? Ostatnio
      dowiedziałem się, że moja córa z tej kasy co jej podsuwam (z reguły po 10 zł.
      dwa, trzy razy w miesiącu) i z innych datków uzbierała już ponad 400 zł., a ma
      10 lat. Bardzo mi to zaimponowało i pochwaliłem ją za to bo to też spora
      wartość "zdolność odkładania zaspokojnia". Lubię ją ale i jestem w stanie
      powiedzieć jakie konkretnie cechy w niej lubię i mówię jej to. Myślę, że
      powinna znać swoje mocne strony bo to się potem cholernie w życiu przydaje,
      żeby znać swoją wartość bo wtedy człowiek bierze się do tego co umie i będzie
      lubić. Ktoś tym dzieciom powiniem podpowiedzieć jakie są ich mocne strony i
      pozwolić się w nich realizować. Dlatego m.in. nie bardzo rozumiem dlaczego
      lubienie w dzieciach konkretnych cech miałoby mieć na nie niewłaściwy wpływ.
      ukłony
      ed
      • verdana Re: lubienie 11.12.06, 22:03
        Bo dziecko może te konkretne cechy uznać za jedyną swoja wartość.
        Na przyklad powiesz córce, ze lubisz ją za to, ze oszczędza. W ten sposób Twoje
        dziecko , gdy oszczędzanie jej się znudzi, nie będzie wiedziało, czy nadal
        zasługuje na to, zeby być lubianą. W ten sposób nie tykle wzmacniasz w
        niej "mocne strony" ile nia manipulujesz. mowidsz bowiem tak naprawde "lubie
        cię, poki jesteś taka a taka i robisz to i to". W ten sposób zmuszasz dziecko
        do takich zachowań, aby było przez ciebie lubiane. Nie wie, czy zaakceptujesz
        ją taże jako osobe rozrzutną.
        W gruniec rzeczy mówiac dziecku "lubie cie za to i za to" mówisz "lubię cię,
        poki spełniasz moje oczekiwania".
        • joannab-o Re: lubienie 12.12.06, 09:49
          To może jeszcze inaczej.
          Czy dobrze jest mieć takie miejsce i takich ludzi, którzy się zawsze szczerze cieszą, że nas widzą, nie przyglądają się, czy dziasiaj ładnie wyglądamy, nie porównują nas z nikim? Ludzi do których mamy takie zaufanie, że możemy im powiedzieć, jakich głupstw narobiliśmy i nie zostaniemy potępieni, tylko wsparci. Takich, którzy ucieszą się, jeśli odniesiemy jakiś "sukces", ale nie zaczną nas z tego powodu bardziej cenić, bo już bardziej nie umieją, nie da się bardziej. Którzy nas wcale nie oceniają, a ich akceptacja jest niezależna ani od naszych cech i czynów, ani od dotyczących nas zdarzeń?

          Dobrze? No to uświadom sobie, że wszelkie ocenianie, uzależnianie lubienia od właściwości dziecka, po prostu psuje tę powyżej opisaną rajską rzeczywistość, której każde dziecko doświadcza w pierwszych kilkunastu lub kilkudziesięciu miesiącach swojego życia. Psuje, to wystarczy, niezależnie od rodzaju negatywnych konsekwencji.
          • hedonista.oswiecony Re: lubienie 12.12.06, 10:39
            nadal w kręgu dualizmu,
            dlaczego zakładacie, że jeśli mówię dziecku za co je lubię to od razu jak tej
            cechy mieć nie będzie to je lubić przestanę. Istotą jest dla mnie poszukiwanie
            w człowieku (każdym) fajnych cech i mówienie ludziom o tym. Przecież jeśli to
            jest mocna strona to nic się złego nie stanie, że o niej komuś powiem, a wręcz
            przeciwnie. Miałem mnóstwo takich sytuacji i tylko to ludzi pozytywnie nastraja
            (dorosłych) więc czemu by miało dziecko nie nastroić. Nadal uważam, że jak
            mówię dziecku o tym jakie są jego mocne strony to dodaję mu energii żeby umiało
            znaleźć dla siebie w życiu to co dobre. Nie oznacza to ani narzucania wzorca
            ani krytykowania jeśli ma inne cechy. Po prostu można mówić o tym co dobre.
            Zauważcie poza tym, że wielu rodzicom z łatwością przechodzą przez gardło słowa
            potępiające dziecko, wytykające jego wady itd itp, często podane b. agresywnie
            i jest to potępiane. Ale dlaczego potępiać mówienie dobrych. Tego chyba nie
            zrozumiem.
            ukłony
            ed
            • asia889 Re: lubienie 13.12.06, 10:12
              Mówienie ludziom, że mają fajne cechy jest super. Problem leży w samym sformułowaniu "lubię cię za ...".
              Wyjaśnię od początku jak ja to rozumiem. Dla mnie kochanie i lubienie wykluczają się. Oznaczają stopniowanie naszej sympatii i antypatii: kocham,lubię, jest mi obojętny, nielubię, nienawidzę. Własne dziecko kochamy, kolegę, ciotkę tylko lubimy. Możemy również lubić pewne zachowania, cechy (czyli to o czym pisałeś) ale nie własne dziecko.
              Przykład:
              "Lubię cię za śpiewanie" - lubimy dziecko (dlatego, że ma taką cechę)
              "Lubię twój śpiew" - lubimy cechę (dziecko jest 'tylko' sprawcą przyjemności i nie jest jedynie lubione tylko nadal kochane).
              Dla mnie to ogromna różnica.

              Pozdrawiam
              • hedonista.oswiecony lubię w tobie, a nie lubię cię za 13.12.06, 12:33
                słusznie, z tą uwagą chętnie się zgodzę bo rzeczywiście lubienie za brzmi jak
                transakcja. Lubię w moim dziecku, że jest inteligentne i dociekliwe... itd, itp.

                Co do stopni kocha, lubi.... Wiesz nie do końca się zgodzę, bo powtórzę, znam
                wiele przypadków gdzie ludzie kochają swoje dzieci, ale ich nie lubią, a
                przynajmniej po sposobie w jaki się do nich odnoszą nie widać tego. Jest troska
                i martwienie się o dziecko, ale na poziomie zachowań nie widać, że je lubią.

                może zatem myślenie "co lubię w moim dziecku" mogłoby pomóc sobie ten problem
                uświadomić, a potem coś z tym zrobić dla poprawy relacji

                ukłony
                ed
                • asia889 Re: lubię w tobie, a nie lubię cię za 13.12.06, 14:17
                  hedonista.oswiecony napisał:

                  > Co do stopni kocha, lubi.... Wiesz nie do końca się zgodzę

                  I ja się zastanawiam, czy do końca mam rację smile, bo przecież można powiedzieć dziecku, że się je lubi. Takie lubienie rozumiałabym jako przyjemność ze wspólnie spędzonych chwil.

                  Pozdrawiam
                  • aluc Re: lubię w tobie, a nie lubię cię za 13.12.06, 14:23
                    asiu, ja się też podepnę smile
                    gradacja kochania i lubienia to dla nie zupełnie dwie różne skale, często
                    wzajemnie się wykluczające

                    jak już wcześniej pisałam, swoje dzieci kocham, co do zasady je lubię, jednak
                    pewnych cech i zachowań nie znoszę

                    hedonisto smile często uważamy formę za zupełnie zbędny dodatek do treści wink
                    • hedonista.oswiecony Re: lubię w tobie, a nie lubię cię za 13.12.06, 21:17
                      o ile jest możliwe oddzielenie formy od treści. Czym jest uprzejmość bez
                      uśmiechu i życzliwości?
                      ukłony
                      ed
            • joannab-o Re: lubienie 13.12.06, 16:15
              Gdybyś miał takich przyjaciół czy rodzinę, jakich opisłam i nagle po paru latach
              usłyszał "Wiesz, my w Tobie lubimy to, że, jak na faceta, masz świetną cerę" to
              poczułbyś jedynie przyjemność z pochwały?
              Pytanie pomocnicze: na dzień przed wizytą wyrasta Ci na nosie wielki pryszcz.
              Wizytujesz z tym samym co zwykle spokojem?

              Nie doceniasz Hedonisto, jak logiczne są dzieci. Ostatnio moja siostrzenica,
              dziecko rozpieszczane pochwałami przez babcie, ciocie i rodziców powiedziała do
              mamy: "niepotrzebnie mnie urodziłaś, po co ci takie dziecko, które nie umie
              czytać". (mała chodzi do I klasy i nie może się nauczyć czytać).

              Sześcioletnia dziewczynka uważa, że nie ma prawa do akceptacji, a nawet do
              życiasad(( i to jest naprawdę wstrząsające. Zaręczam Ci, Hedonisto, że
              wywnioskowała to na prostych zasadach logicznych z pochwał i deklaracji sympatii
              dla "mądrej dziewczynki". Złego słowa na pewno nigdy nie usłyszała od nikogo z
              bliskich.

              No i jeszcze. Czego mała oczekuje od matki po wypowiedzeniu tych słów? Pochwały
              czy deklaracji o niezależności akceptacji od jej cech?
              • hedonista.oswiecony przejaskarwienia 13.12.06, 21:09
                wiesz Joanno-b,
                przykład z pryszczami to taki wiesz na udowodnienie i jakiś taki skrajny.
                Oczywiście, że tak być może, ale dla każdego stanowiska i poglądu takie skrajne
                przykłady wyprodukować można, ale czy to służy rozmowie czy okopaniu się na
                pozycjach? Dla mnie to drugie i wiesz parę wiosen już mi jest i nie będę szukał
                kontrargumentu wiedząc również, że nie znam odpowiedzi na wszystkie pytania.

                to co opisujesz w przypadku dziewczynki to przecież może być również pod
                wpływem treści, które usłyszała gdzieś indziej być może, może nawet w tv. To,
                że bliscy mówią wiele dobrych rzeczy nie ma tu nic do rzeczy. Przecież dzieci
                także takie pytania stawiając poszukują tego bezpieczeństwa i pytają nas o
                różne takie kwestie. Również o śmierć, chorobę i cierpienie. Ciężko jest mi
                zatem się zgodzić, że to właśnie mówienie dobrych słów jest prostą przyczyną
                pytania dziewczynki.

                ukłony
                ed
                • joannab-o Re: przejaskarwienia 14.12.06, 09:54
                  Aaa, czyli Ty się nie okopujesz na pozycjach, tylko Twoje pomijanie pytań, ich "nierozumienie" oraz odrzucanie z powodu ich niskiej jakości jest rozmawianiem...
                  No to mi się rozjaśniło. Bo już myślałam, że masz braki w logicznym rozumowaniu i problem z braniem wszystkiego co się świeci za złoto, a Ty po prostu stosujesz takie chwyty erystyczne! Powodzenia.
                  • hedonista.oswiecony Re: przejaskarwienia 14.12.06, 12:14
                    hm, zaskakujesz mnie. Piszę ugodowo, a odbierasz to atakująco... W pewnych
                    przypadkach pewne reguły mogą nie działać bo rzeczywistość jest bogatsza od
                    naszych klasyfikacji. Ale generalnie mówienie ludziom dobrych rzeczy ma dobre
                    działanie. Wiesz, jestem pragmatykiem i tyle już razy widziałem dobre skutki,
                    że nie będę zmieniał mojego zachowania pod wpływem niepowodzenia w jakiejś
                    konkretnej sytuacji. Raczej ją przemyślę i poszukam tego co w tym akurat
                    przypadku nie zadziałało.
                    ukłony
                    ed
            • alfama_1 Re: lubienie 13.12.06, 16:47
              hedonista.oswiecony napisał:

              Ale dlaczego potępiać mówienie dobrych. Tego chyba nie
              > zrozumiem.

              Nawet chwalenie cechy (nie tylko dziecka) może być w efekcie etykietkowaniem.
              Wiemy jak świetnie dzieci potrafią zapamiętać nawet jednorazową wypowiedź,
              którą my już dawno puściliśmy w niepamięć i jak pokrętnie ją zinterpretować.
              Warto mówić dzieciom, że dobrze coś robią ale i wtrącać "mimochodem", że świat
              by się nie zawalił gdyby było inaczej. Najprostszym przykładem jest wyścig, w
              którym dziecko przybiegło pierwsze. Warto pochwalić i się ucieszyć, warto też
              dodać (trochę później), że gdyby było drugie albo ostatnie, też by było dobrze.
              • hedonista.oswiecony dystans i luz 13.12.06, 21:15
                oczywiście. Hm, wiesz ani mi w głowie namawiać do wyścigu dla rywalizacji. Ale
                na szczęście mówienie dobrych rzeczy nie musi oznaczać braku wyrozumiałości.
                Moje dziecko dostało kilka jedynek w tym roku i wtedy się skupiam na odkryciu
                przyczyny. Małe dzieci się bardzo przejmują niepowodzeniami i wtedy przecież
                się je normalnie pociesza i wskazuje na te mocne strony bo się wie, że sobie
                poradzą. A poza tym to nie we wszystkim trzeba być dobrym bo i nawet się nie da.
                ukłony
                ed
                • alfama_1 Re: dystans i luz 13.12.06, 23:02
                  Przykład z wyścigiem był najprostszy ale ta zasada odnosi się do wszystkiego.
                  Chodzi mi nie o brak wyrozumiałości tylko o pokazywanie dziecku właśnie przy
                  okazji momentu "zwycięstwa", że inna opcja nie będzie oznaczała "porażki".
                  Czyli bąkam coś o istnieniu jedynek krótki czas po tym jak dziecko dostało
                  szóstkę. Oczywiście nie przy każdej okazji bo stałoby się to nieznośnie również
                  dla mnie smile
Pełna wersja