O wyrodnych matkach....

IP: *.* 15.11.02, 09:12
Istnieja tzw. "tematy zapalne".Chodzikspaniebiciei pare innych te mi przychodza do glowy ;)Ortopedzi (en masse) przekonuja nas do nieuzywania takowego.Psychologowie apeluja o nie serwowanie dziecku stresu zasypiania w osobnym pokoju i nie karania go fizycznie.Dyskusja z przeciwniczkami tych opinii psychologicznych nieuchronnie prowadzi do reakcji nastepujacych.Jestem wyrodna matka :cry:Bede tak robic bo u mnie to dziala.Jak juz zaczelam to skoncze.Dolujecie mnie.Robisz bledy ortograficzne ;)itd.Pytanie- calkiem retoryczne brzmi- DLACZEGO?Przeciez ksiazke usnij wreszcze nie napisala (chyba) gospodyni domowa?Chyba padaja w niej jakies uzasadnienia co do slusznosci tej metody, dobrodziejstw wynikajacych dla dziecka itd.Jesli zas jedynym argumentem za ta metoda, jak i za stosowaniem chodzika czy karami cielesnymi jest wygoda rodzicow- to PRZEPRASZAM- jak mozna te metody stosowac z czystym sumieniem i nie walczyc z naszymi ciagotami w kierunku?Takie mam refleksje. Dlaczego? Poniewaz w klotniach z moja duza corka walcze z impulsem zgarniecia jej ciuchow z szafy i wywalenia ich z wlascicielka za drzwi, sprania jej na kwasne jablko i podobne katalizmy. Pogodzenie sie z jej dorastaniem, z tym ze coraz czesciej na moj sperzeciw nie reaguje wrzaskiem i kopaniem w podloge ;) ale rzeczowym argumentem, na ktory sila rzeczy i ja musze odpowiedziec- to wszystko przychodzi mi z coraz wiekszym trudem.Jestem gotowa na wysluchanie rzeczowych argumentow na temat tego ze lanie czy "przetrzymywanie" dziecka jest sluszne. Moze to JA popelniam bledy, moze ja zbytnio pochylam sie nad dzieckiem?
    • Gość edziecko: eBeata Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 15.11.02, 10:24
      Gosiu, to takie trudne. Nikt, żadna książka, żaden autorytet choćby najwiekszy dziecka za nas nie wychowa.Ja stosuję zasadę: wszystko co mnie otacza /książki, gazety, rady-porady, forum, koleżanki, słowa Papieża/ traktuję jak pudełko z farbami. Ode mnie zależy które nabiorę na pędzel i w jakiej ilości. Niektóre kolory jeszcze czekają, niektórych nie chciałabym nigdy użyć.Staram się kierować intuicją, rozumem, wiedzą którą mam, doświadczeniem.Ogromnie nie lubię skrajności. Nie wyrzucam z pudełka żadnej farbki /to a propos dyskusji w wątku o kształtowaniu dzieci/. Nie zgadzam się też z teorią aby wyeliminować w wychowaniu kary i nagrody. Staram się najwięcej czerpać z natury. Chcę wykorzystać jak najwięcej dobrych barw.Nigdy nie byłam za całkowitym, bezstresowym wychowaniem, bo rozum mi mówi, że dziecku potrzebne są granice. Jestem oczywiście przeciwna katowaniu dzieci. Przeciwna także klapsom. Na razie bez klapsów się obywam /prawie, te 4x dobrze pamiętam/, ale może są dzieci do których tłumaczenia nie trafiają? Nie wiem. Za małe mam doświadczenie. Bicie jest złe. Ale może czasem jest mniejszym złem. Może niektórzy potrzebują mocniejszych wrażeń aby zrozumieć, a czasem nie po to aby zrozumieć lecz aby przed strachem czegoś nie robić. Tłumaczenie, inne kary nie działają... Nie wiem. Jesteśmy różni. Nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli. Jestem przeciwko biciu, przemocy. W chwili obecnej Jestem i chciałabym być nadal. Ale nie wiem co mnie czeka. Korczak też podobno za uszy tarmosił ;-). Dzieci uczą się przez obserwację i własne doświadczenie. I do każdego dziecka trzeba mieć INDYWIDUALE podejście.Bo jedno dziecko może spaczyć to co inne ukształtuje pozytywnie.Takie to moje szybkie przemyślenia. Przemyślenia o praktyce. No bo w teorii to wszystko wygląda inaczej... ;-).Beata
    • Gość edziecko: ATAX Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 15.11.02, 13:26
      Gosia, ja Ci mogę dostarczyć szereg argumentów, nawet rzeczowych, popartych faktami, ale co z tego ? Sama je znam, z wieloma się zgadzam, bo wygladają rozsądnie tylko ... Ostatnio wkurzona maksymalnie w nocy wiercącym się dzieckiem w naszym łóżku przez dwie godziny od 3.00 w nocy i ze świadomością, że niewyspana pójdę do pracy, wsadziłam go do łóżeczka z mocnym postanowieniem, że tym razem nauczę go zasypiać w swoim łóżeczku dla jego i swojego dobra. Ale kiedy mały się rozpaczliwie rozryczał i wisiał na łóżeczku wołając "mamusia, chce do ciebie" to przestałam się wkurzać na małego, wszelkie rzeczowe i rozsądne argumenty wzięły w łeb, a ja wzięłam ryczącego dzieciaka z powrotem do łóżka. I kiedy się uspokoił i przytulił do mnie to zaczęłam się wkurzać na siebie, że zamiast słuchać siebie, słucham rzeczowych i rozsądnych argumentów :)ATA
    • Gość edziecko: Gruszka Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 15.11.02, 15:06
      A mnie się wydaje, że Gosi chodziło raczej o to, że w dyskusjach na te zapalne tematy (bicie, zasypianie, chodzik i szereg innych) pojawiają się często gorące emocje i podejrzenie wrogiego ataku ze strony przeciwnika zamiast rzeczowej dyskusji... Jeśli opowiesz się przeciw biciu dzieci, to ktoś stosujący tę metodę zaraz zarzuci, że próbujesz mu wmówić iż jest złą niekochającą matką/ojcem. Itd... Wybacz Gosiu, że poważyłam się na interpretację Twoich słów i zachowanie w stylu "co autor miał na myśli" ;)A swoją drogą myślę, że takie gorące tematy wywołują taką furę emocji, że czasem trudno rozmawiać. Ktoś, kto używa chodzika (dajmy na to! To tylko przykład) pewnie zna opinie lekarzy, psychologów itp. Podejmuje jednak decyzję o zastosowaniu urządzenia, ale czuje się nieco głupio. Nie dlatego, że uważa swą decyzję za złą,tylko my ludzie mamy taką głupią potrzebę konformizmu.Lubimy, żeby większość podzielała nasze opinie i bycie w mniejszości (zwłaszcza wobec tzw.autorytetów) nieco uwiera. A może się mylę? Marta
    • Gość edziecko: as Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 15.11.02, 15:48
      Cześć,Czasem o sobie tak myślę (że jestem wyrodna) i podobnie jak Beata pamiętam wszystkie swoje porażki. Najpierw zaklinałam się, że nie zaproszę chodzika do naszego domu, a potem mój kręgosłup nie wytrzymał - na szczęście niedługo to trwało i mała szybko zaczęła sama się przemieszczać. Ale jakie miałam wyrzuty sumienia! Potem były kolejne "chodziki" w moim wychowywaniu. I kolejne porażki. I wiesz co doszłam do wniosku, że nie jest ważne jakie błędy się popełnia tylko jak się je naprawia, co z nich wynika dla mnie, dla dziecka, dla reszty otoczenia. No i usłyszałam albo przeczytałam (chyba u W.Eichelbergera), że wystarczy być Wystarczająco Dobrą Matką, a nie Matką Genialną i Nieomylną. I myślę, że jestem taką wystarczająco dobrą, popełniającą błędy i lubiącą siebie matką. Staram się być szczęśliwa w tym swoim macierzyństwie - tylko tyle. Nie dajmy się zwariować. Poza tym w 100 % zgadzam się z eBeatą.PozdrawiamAS
    • Gość edziecko: Aluc Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 15.11.02, 16:15
      i wredna.... napisała/ł:> > Dyskusja z przeciwniczkami tych opinii psychologicznych nieuchronnie prowadzi do reakcji nastepujacych.> Jestem wyrodna matka :cry:> Bede tak robic bo u mnie to dziala.> Jak juz zaczelam to skoncze.> Dolujecie mnie.> Robisz bledy ortograficzne ;)> itd.oraz "ty Matko Polko" z tendencją uwłaczającą :lol: po pierwsze dlatego, że nie potrafimy dyskutować (nie my tutaj konkretnie na tym forum, ale Polacy w ogóle), bo nikt nas tego nie nauczył (kto nigdy nie usłyszał od rodziców albo nauczycieli "nie dyskutuj" niech pierwszy rzuci kamieniem :lol:)po drugie, bo czujemy się niepewni we własnych wyborach i reagujemy agresją, gdy ktoś te wybory kwestionujepo trzecie, bo czujemy się zagubieni jako rodzice i jesteśmy skłonni bardziej uwierzyć innym, niż sobie, bo siebie z jakichś nieznanych bliżej przyczyn uważamy za głupszych, choć za cholerę nie chcemy się do tego przyznać, a ponieważ czujemy się niepewni w tych wyborach, to patrz punkt drugiMcDonaldyzacja świata otaczającego sprawia, że wychowanie dzieci też zaczyna być czymś w formule "fast", szybka recepta, sukces gwarantowany w siedem dni, tylko forsy nie zwracają ani dziecka nie wymieniają, jak się nie uda :lol: ostatnio bardzo podobało mi się sformułowanie "nauka sikania na nocnik w weekend" :lol: nie pamiętam, kto to napisał na emamie, ale było trafione w dziesiątkęjesteśmy zagubieni w tym naszym rodzicielstwie, osaczeni sprzecznymi teoriami, informacjami "dziecko w wieku x powinno robić to, tamto, siamto", gdzie pasus o indywidualnym tempie rozwoju jest umieszczony na dole, drobnym nieczytelnym drukiem, nic dziwnego, że czujemy się, jakbyśmy zgubili instrukcję obsługi do bobasa :D w dodatku obowiązujący model rodziny nuklearnej sprawia, że mało które z nas przed swoim własnym pierwszym dzieckiem miało doczynienia z niemowlakiem dłużej niż przez kwadrans, Amelka w popularnym serialu co prawda była śmiertelnie chora przez kilka odcinków, ale oprócz tego najwyraźniej przesypia całe noce, nigdy nie marudzi, nie włazi z upodobaniem w najbardziej zakazane kąty i generalnie pełni funkcję atrakcyjnego i niekłopotliwego elementu wystroju wnętrza domu nowoczesnej mamy :D a jej mama, czyli święta doktor Zosia, jakoś też nie uskarża się na śmiertelne zmęczenie, nie ma jej dosyć, a poza tym robi sobie wycieczki Warszawa-Świecko-Warszawa w ciągu jednego dni, a wieczorem cała radosna idzie do szpitala odwiedzić pacjentkę albo na kolację z repatriantem ;)a nasze dziecko jakoś za nic nie chce się dostosować do obowiązującego wzorca szczęśliwego uśmiechniętego niemowlaka z pisemek, podręczników do dzieci i telewizji, a my nie mamy siły być lansowaną przez media młodą, zadbaną matkąi oto nagle pojawia się książeczka albo gadżet typu "możesz zjeść ciastko i mieć ciastko", obiecująca szybkie efekty, opakowana w dobro dziecka, bo dobro dziecka jest towarem łatwo sprzedawalnym :D a co najważniejsze - dająca jasną receptę "pierwszego dnia robisz to, drugiego dnia tamto"poza tym koncepcja poszanowania autonomii dziecka, dynamiki jego psychicznego rozwoju (madziu23, nie mająca wiele wspólnego z dogmatem bezstresowego wychowania, koncertowo zresztą odszczekanym przez przemiłego skądinąd Dr Spocka :D)jest chyba koncepcją bardzo nową, trudniejszą do przyjęcia przez brak gotowych przepisów właśnienawet w naszych pisemkach niemowlę ma przede wszystkim fizjologię (złagodzona wersja "najedzone, suche, wyspane, nie ma prawa płakać"), psychikę ma dopiero dziecko tak gdzieś od etapu buntu dwulatkai już mnie nic nie dziwi ... trochę to chaotyczne pewnie, ale tak sobie filozuję :lol:
      • Gość edziecko: Hermiona Re: O wyrodnych matkach.... do Aluc IP: *.* 15.11.02, 17:40
        Aluc!!!! :love: :love: :love:Wspaniała jesteś!!!! Gdybym tylko mogła, sama bym Ci zafundowała tego laptopa, żebyś pisała okrągłą dobę!!!!:hello: Monika
    • Gość edziecko: eKachna Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 15.11.02, 21:32
      Gosiu, wydaje mi się, że problemem jest przede wszystkim brak tolerancji. Ostatnio dużo na ten temat myślałam i doszłam do wniosku, (och, wcale nie rewelacyjnego i odkrywczego), że za bardzo próbujemy ( siebie również mam na myśli) uszczęśliwiać kogoś na siłę swoimi metodami wychowawczymi i poglądami na świat. Jeżeli ktoś na forum radzi się na przykład czy używać chodzika czy nie to chce po prostu poznać wszystkie za i przeciw, a ktoś, kto odpowiada dzieli się własnym doświadczewniem. Niby wszystko w porządku, prawda? Otóż nie, bo zawsze pojawi się ktoś, kto oceni czyjąś wypowiedź a tym samym sposób postępowania. A tego przecież nie lubimy ,nie? Wystarczy troche sarkazmu, ironii lub wręcz powiedzenia wprost "głupia jesteś "i awantura gotowa. I być może ten ktoś obiektywnie będzie miał rację, ale cóż z tego? Nie lubimy takich ocen.Moim zdaniem kluczem do wszystkiego jest uświadomienie sobie, że każde dziecko jest inne i choćby matka nie wiem jak się starała wprowadzać w życie ideały podręcznikowe to po prostu czasami to nie wychodzi. Co z tego, że ambitnie już w szkole rodzenia założyłam sobie, że moje dziecko nie będzie używać smoczka i butelki, bo tak oczywiście radziły panie położne. Moja córka miała takie kolki ( zresztą do dzisiaj je ma mimo swoich 15 miesięcy, ale to inna historia), że trzeba było dać jej jakąś herbatkę i okazało się, iż próba napojenia drącego się dziecka łyżeczką kończy się zakrztuszeniem. Szybko zmieniłam zdanie na temat butelki z herbatką. I tak dalej...I kiedy czytałam dawno temu o metodzie samodzielnego zasypiania pukałam się w głowę. Ale znowu życie było przekorne. W pewnym momencie usypianie trwało półtorej godziny i dalej nic. Michalina po prostu potrzebowała takiej nauki, jestem o tym przekonana. Ale nie będę wszystkich przekonywać, że jest to idealna metoda, dla każdego odpowiednia. Na pewno dla tych, którzy mają poważny problem z usypianiem dzieci. Trochą zazdroszczę mamom, które mogą poprzytulać sie do swoich maleństw przed ich zaśnięciem, ja jestem tego pozbawiona. Miśka po prostu nie lubiła tak zasypiać, moja obecność ją rozpraszała.Ale wracając do meritum, każde dziecko rozwija się inaczej i myślę Gosiu, że mając czwórkę dzieci potwierdzisz to a jadnocześnie metody, które sprawdzają się nawet w przypadku czwórki czy piątki dzieci nie muszą być odpowiednie dla innych. Nie można używać argumentu: ja tak robię i ty tak musisz bo to jest najlepsze. To taki moje wnioski i muszę przyznać, że mnie też czasami nosi i wypowiem się nie w duchu tolerancji i zrozumienia.
      • Gość edziecko: Gosia_wiecznie_mŁoda Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 15.11.02, 23:13
        Ja chcialam jedno zauwazyc.Uczymy (czy tez bedziemy uczyli) nasze dzieci ze fakt ze czynia gluio i zle nie sprawia ze sa glupie i zle ;) Tymczasem CIEN niezgody w powyrzszych tematach wywoluje reakcje- ktos krytykuje moje postepowanie= krytykuje mnie= jestem wyrodna i zle kobieta. No i w zasadzie mozna na tym skonczyc...A przeciez mozemy sie roznic pieknie. Mozemy czerpac z naszej innosci inspiracje.
        • Gość edziecko: Behemot Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 16.11.02, 08:06
          Masz rację Gosia. Nawet jak coś nam się nie podoba w postępowaniu innych np. uważamy, że ktoś postąpił chamsko nie jest równoznaczne z tym, że jest chamem. Niestety ludzie często nie zauważają różnicy. Powinno krytykować się postępowanie jesli jest ewidentnie źle, a nie obrzucać epitetami człowieka i automatycznie go skreślać.Niby przyznajemy prawo do własnego zdania, do życia wg własnych reguł, jesteśmy tolerancyjni, a w praktyce różnie to bywa. Wystarczy poczytać niektóre dyskusje np. "Czy dbać o męża". Pozdrawiam. :hello:
    • Gość edziecko: Magda_D Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 16.11.02, 14:49
      Gosiu,Ja wielokrotnie pisałam o "wypłakiwaniu się", czyli o spaniu. Wydawało mi się, że moje posty zawsze pełne były merytorycznych uzasadnień ;-). Ale widać to tylko mi się tak wydawało ;-).Domyślam się, że nie chodzi Ci o to, żeby poznać te uzasadnienia, tylko o sposób w jaki należy się porozumiewać, ale podam CI jedno uzasadnienie merytoryczne ww. metody:czasami/niektóre dzieci nie śpią, mimo że tego potrzebują. Wolą się bawić z rodzicami, mimo że potem zmęczenie powoduje atak furii/histerii (co ma podłoże hormonalne a nie emocjonalne). Z tego samego powodu dzieci budzą się w nocy, żeby przebywać z rodzicami, mimo że powinny spać. Jeśli rodzic decyduje za dziecko i kładzie je spać, kiedy przychodzi na to pora, umożliwia mu otrzymanie wystarczającej porcji snu, co ułatwia wszystkim życie - dziecko jest spokojne, nie ma problemów z koncentracją, nie ma problemów emocjonalnych, (wyspani) rodzice mają dla niego większą cierpliwość, etc. Dziecko szybko przyzwyczaja się, że w kwestia spania nie jest kwestią przetargową, że przychodzi czas na sen i wtedy idziemy do łóżeczka.Powtarzam po raz kolejny, że metoda usypiania nie jest doskonałym środkiem wychowawczym dla wszystkich, tylko dla tych którzy jej potrzebują. Jak ktoś ma dzieci, które chętnie przesypiają noce, albo sam może nie spać przez miesiąc i nie tracić dobrego humoru - to nigdy nie musi zaglądać do tych książek i nawet nie powinien. Dla mnie ta metoda była wielkim dobrodziejstwem i nie uważam siebie za wyrodną matkę - a stosowałam też chodzik i również zdarzało mi się przywalić klapa (ale teraz stosujemy metodę ustną w nadziei na większą skuteczność).Magda
      • Gość edziecko: Magda_D Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 16.11.02, 15:20
        Cóż, teraz przeczytałam cały wątek i widzę, że napisałam nie na temat. Więc chcę się poprawić. na urodziny dostałam książkę "Dobra miłość" i przeczytałam z wypiekami na twarzy - jest naprawdę dobra. Obaj panowie psychologowie są przeciwnikami metody usypiania, ale sami przyznali, że dziećmi kiedy były malutkie się nie zajmowali. Więc w sumie nie powinni zabierać głosu.Ale nie o tym chciałam. Czytając tą książkę właściwie co chwila wracały do mnie wspomnienia z mojego własnego dzieciństwa, zresztą w ogóle mając własne dzieci często myślę o moich rodzicach. Ile to błędów popełnili moi rodzice, aż strach pomyśleć! Właściwie robili wszystko nie tak. Ale przecież mimo tych błędów nauczyli mnie bardzo wiele, o życiu, o konsekwencjach pewnych wyborów, o tym jak można się unieszczęsliwić, ale też i o tym co waźne, cenne. Całe szczęście, że przed przeczytaniem tej książki (oraz urodzeniem dzieci) zdążyłam wybaczyć rodzicom moje raczej nieudane dzieciństwo i "uwolnić się" od nich. Teraz nie podchodzę do ich błędów (=mojej krzywdy) tak emocjonalnie - bo wiem, że jestem szczęśliwą, dorosłą kobietą.No chyba znowu nie na temat.Magda
        • Gość edziecko: Aluc Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 18.11.02, 13:38
          mama Ewelinki i Zosi napisała/ł:> na urodziny dostałam książkę "Dobra miłość" i przeczytałam z wypiekami na twarzy - jest naprawdę dobra. Obaj panowie psychologowie są przeciwnikami metody usypiania, ale sami przyznali, że dziećmi kiedy były malutkie się nie zajmowali. Więc w sumie nie powinni zabierać głosu.Magda, idąc tym tokiem rozumowania, żeby zostać pediatrą, należałoby najpierw wylegitymować się posiadaniem dziecka ;) a psychiartą? strach się bać ;)a do rzeczy - jak najbardziej powinni zabierać głos, bo po pierwsze wiedzą zapewne więcej od nas o psychice dziecka ze względu na wykonywany zawód, po drugie, bo każdy ma prawo zabrać głos w każdej dyskusji, wszystko jedno czy się zna, czy nie - najwyżej wyjdzie na durniaja często mam wrażenie, że dyskusja w rozmieniu wielu dziewczyn z tego forum to gremialne zgadzanie się ze sobą, takie "niby masz prawo myśleć inaczej, ale nie masz prawa się ze mną nie zgadzać, a tym bardziej starać się, żebym ja swoje poglądy zmieniła"i nagle jak któraś wskoczy i zacznie przekabacać na swoje, to jest skandal, darcie piór i w ogóle Bonanza :lol:no może ja jestem skrzywiona przez pracę, ale dla mnie dyskusja polega właśnie na skonfrontowaniu swoich poglądów (tak - skonfrontowaniu, a nie przedstawieniu ich w punktach i tyle mnie widzieli) z innymi, a jeśli uważam, że moje poglądy są słuszniejsze, to naturalne jest dla mnie, że będę starała się przekonać do nich inne kobiałki :) W niektórych dyskusjach nie warto kruszyć kopii i jest całe morze tematów, gdzie wątki czytam trzęsiona piekielnym chichotem :lol: ale się nie wtrącam, bo po co. I jest parę tematów, które traktuję jako bardziej żywotne i gdzie uważam swoje poglądy za jedynie słuszne (i do tego też mam prawo) i staram się przekonać do nich szanowne intterlokutorki. Mam do tego prawo i nie ma to nic wspólnego z tolerancją albo jej brakiem. Jeśli uważam, że jakaś metoda jest szkodliwa dla dziecka to mam prawo stosującą ją mamusię odwodzić od tego pomysłu, choćbym była w straszliwej mniejszości. I szanowne interlokutorki mają prawo nazwać moje poglądy bzdurnymi i się z nimi nie zgodzić. A ja, mimo, że przytaczają pięć ton argumentów, w dalszym ciągu mam prawo się nie zgadzać i dawać temu wyraz :spookie:Sztuka cała to nie zejść do poziomu wycieczek osobistych, nie zacząć się obrażać albo obrzucać błotem. madziu22, wszystko jest względne (co to ma wspólnego z Einsteinem to zupełnie inna historia :lol:), nie ma nawet jedynie słusznej recepty na zrobienie owsianych ciasteczek, co dopiero mówić o wychowywaniu dzieckamamy prawo się nie zgadzać, trochę klasy w dyskusjach by nam się przydało, ot i wszystko :D co nie zmienia wyrażonego wcześniej przeze mnie poglądu, że dyskutować, spierać się, czy nawet kłócić z wdziękiem i sensem to my nie umiemy i czego się od nas te biedne dzieci nauczą ...
          • Gość edziecko: madzia22 Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 18.11.02, 14:05
            Widzisz Aluc, ale my też nie mamy skąd brać przykładu kulutralnej dyskusji, bo może od polityków? może od hierarchii kościelnej? a może od.... No właśnie, od kogo?!Madzia
            • Gość edziecko: Aluc Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 18.11.02, 14:19
              Magdalena Malinowska-Orfinger napisała/ł:> Widzisz Aluc, ale my też nie mamy skąd brać przykładu kulutralnej dyskusji, bo może od polityków? może od hierarchii kościelnej? a może od.... No właśnie, od kogo?!> Madziaa tu się z szanowną interlokutorką wyjatkowo ;) zgadzam w całej rozciągłości i również ubolewamno cóż, od siebie trzeba zacząć, jak zwykle, parę mądrych rzeczy o dyskusjach mądrzy ludzie napisali (ciekawe, czy sami dyskutują, prawda, Magdo_D :D), pomalutku, drobnymi kroczkami identyfikować te paskudztwa, które nam się do języka albo do palców przyczepiają :D jak w każdej metodzie ;) grunt to konsekwencjanawet w Wysokich Obciachach był niedawno na ten temat artykuł, nie powiem, parę rzeczy staram się stosować :D
          • Gość edziecko: Magda_D Re: O wyrodnych matkach.... - do Aluc IP: *.* 18.11.02, 23:10
            Kończ Waść - wstydu oszczędź. Faktycznie faktycznie głupio to napisałam, oczywiście panowie Samson i Eichelberger mają święte prawo a i obowiązek szerzyć swoje poglądy. Zaraz wytłumaczę co miałam na myśli, narażając się na dalsze drwiny, ale co mi tam.Ich poglądy są dla mnie teorią. W wychowaniu ścierają się dwa podejścia - twarde i miękkie (w dużym uproszczeniu). Stare podręczniki z lat 70-tych to podejście twarde, panowie E. i S. to podejście miękkie.Życie często weryfikuje nasze poglądy - ja byłam przekonana, że będę moje dziecko non-stop nosić w chuście (podejście miękkie) a zafundowałam swoim dzieciom sleep training (p. twarde). Uważam, że dobrze nie trzymać się w wychowaniu podręczników, tylko dostosowywać się do potrzeb dziecka i swoich. Przez wieki dominowało podejście twarde, aż wreszcie odkryliśmy, że dzieci to też ludzie. Wydaje mi się, że obecnie nieco przegina się w drugą stronę, tzn. przypisuje dzieciom te same odczucia co dorosłym. Może za kilka lat (w końcu postęp jest coraz szybszy) znajdziemy jakiś złoty środek w postaci teorii - na razie złoty środek istnieje tylko w praktyce, tzn. dostosowywanie się matki i dziecka do siebie.Gosia (ta wredna) pisze, że pochyla się nad dzieckiem i (chyba) podejrzewa, że jest zbyt pobłażliwa (?), tolerancyjna (?) - a pamiętam z innych postów, że nie da dzieciom jeść, jeśli nie posprzątają; że mówi im, że teraz jest zajęta i nie będzie się z nimi bawić; że nie wpuszcza ich do kuchni. Czyli doskonale potrafi ustalić swoje granice. Ja żadnej z tych rzeczy nie potrafię zrobić, zazwyczaj po wydaniu zakazu zaczynam się zastanawiać, czy to naprawdę ma sens i często ulegam (chcą biegać nago - no właściwie dlaczego nie?) - i dlatego by przetrwać (bo nienawidzę być pod presją) musiałam się uciec do bardziej drastycznych metod.Reasumując (bo czas spać) - jeśli chodzi o wychowanie dzieci chętniej posłucham osoby, która poradziła sobie z ryczącym niemowlakiem, czy pyskatym nastolatkiem (i to niedawno, bo nasze metody wychowawcze bardzo szybko pięknieją w naszej pamięci) - niż psychologa-teoretyka. Myślę, że dzieci są ewolucyjnie przystosowane do otrzymywania twardej miłości, co nie znaczy że nie staram się postępować zgodnie ze wskazówkami panów E i S (i profesora Hołówki - też był kiedyś z nim fajny wywiad w "Dziecku")Magda
            • Gość edziecko: Aluc Re: O wyrodnych matkach.... - do Aluc IP: *.* 18.11.02, 23:28
              mama Ewelinki i Zosi napisała/ł:> Kończ Waść - wstydu oszczędź. Faktycznie faktycznie głupio to napisałam, oczywiście panowie Samson i Eichelberger mają święte prawo a i obowiązek szerzyć swoje poglądy. Zaraz wytłumaczę co miałam na myśli, narażając się na dalsze drwiny, ale co mi tam.Madga, reszta to już była ogólnie na temat i do wszystkich :D
    • Gość edziecko: madzia22 Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 16.11.02, 16:38
      Tak sobie myślę dziewczyny, że problem tkwi jednak w nas, we mnie w tobie Gosiu, Moniko i w tobie.... Brak nam pewności siebie, tak na prawdę same nie do końca wiemy, jak być matkami. Staramy się jak możemy, ale tej pewności ciągle nam brak. Ale tak to już chyba jest w życiu - dopiero pod jego koniec możemy je podsumować.A swoją drogą jeśli ktoś w piekarni mi powie, pani jest głupia, że kupuje ten chleb, bo powinna pani tamten, to uznam go za wariata. Przecież ja ten chleb po prostu lubię...Madzia
      • Gość edziecko: Gosia_wiecznie_mŁoda Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 18.11.02, 09:37
        Madzia punktujesz za ten chleb ;)jednak pociagajac jego watek- zalozmy, ze znalazlas ksiazke o jego szkodliwosci. Czy artykul. Czy normalna reakcja nie jest a. przemyslenie tematu chleba ;)b. znalezienie sobie innego gatunku ;)a co najwazniejsze- czy ktoras z nas by stwierdzila wtedy ze jest glupia i wyrodnia.:)Kto jest bez winy nech rzuca kamieniami mnie od mego idealu matki dzieli odleglosc 3n kwadrat, gdzie n= odleglosc Ziemia Słońce :lol:Gadalysmy sobie z moja mama wczoraj i ona mi powiedziala, ze przez epizod hospitalizacyjny ucierpialy obie strony- ona- bo chocby chciala nie moze mi pomoc, gdyz jej pokolenie wychowywalo dzieci totalnie inna metoda, wyplakiwalo dzieci, nie karmilo ich piersia za zadne skarby itd.I nasze pokolenie, bo miotamy sie w macierzynstwie jak z pieprzem nie ufamy do konca sobie, ksiazkom, a matkom w szczegolnosci, chociaz z drugiej strony zadna z nas nie jest dla drugiej autorytetem ;) to jasne- tyle samo wiemy ;)
      • Gość edziecko: eBeata Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 18.11.02, 10:38
        Madziu, chlebek smaczny jest ;-) ale chyba za łagodny przykład. Rodzaj pieczywa nie szkodzi. A tutaj chodzi o ewentualne szkody w psychice dziecka, jego budowie, rozwoju.Nie poruszamy kwestii bić pasem czy kablem od żelazka.SmacznegoBeata
        • Gość edziecko: madzia22 Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 18.11.02, 12:51
          Jasne że przykład chlebka jest za łagodny, ale czy można znaleźć coś porówynwalnego do kształtowania innego człowieka? toż to przecież najtrudniejsze zadanie na świecie!Poza tym - jak Gosia pisała - chleb także moze być szkodliwy. Pan w piekarni może powiedzieć, że to pieczywo podobno zwiększa ryzyko raka, albo Alzhaimera albo... wystąpienia debilizmu u następnych pokoleń.A ja?, co zrobię? Jasne, mogę zmienić rodzaj chleba, ale swojego smaku nie zmienię. Jeśli mam mi smakować to co jem, a cóż jest bez tego warte jedzenie, to i tak wybiorę chleb podobny do poprzedniego.Ale nie o to chodzi.Teoria względności Einsteina już dawno wyszła poza ramy fizyki i dotyczy już całego naszego życia. Wszystko jest względne i miłość, i dobro i zło, i... cokolwiek tu dodacie.Ponieważ szczycę się mianem człowieka myślącego muszę myśleć i rozważać.Nie mam patentu na prawadę ani na nieomylność, nie staram się wmówić tego moim dzieciom. Jeśli podejmę złą decyzję, przepraszam ich za nią. Są jednak w naszej rodzinie prawa i zasady, które umożliwiają nam wspólne życie i chłopcy także muszą ich przestrzegać. I tu już nieobowiązuje teoria względności Einsteina.Jednkaże przez tą względność często czuję się zagubiona. Wypracowanie sobie jakiegoś planu działania kosztuje mnie sporo wysiłku - bo te wszystkie rozważania za i przeciw, dyskusje z mężem, nieprzespane noce (jejku, jak ciężko jest być homo sapiens). A potem ktoś mi mówi, że to wszsytko bzdura, że on..., że jego... I wszystko zaczyna się od początku. Ale przedtem, zgodnie z moją naturą, strasznie się wściekam na niego, na siebie, na zycie, na cały świat, bo do stoików bardzo mi daleko.Madzia
    • Gość edziecko: Becik Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 18.11.02, 12:13
      i wredna.... napisała/ł:> Przeciez ksiazke usnij wreszcze nie napisala (chyba) gospodyni domowa?> Jestem gotowa na wysluchanie rzeczowych argumentow na temat tego ze lanie czy "przetrzymywanie" dziecka jest sluszne. Moze to JA popelniam bledy, moze ja zbytnio pochylam sie nad dzieckiem?Gosiu, a czy widziałaś podręczniki o pielęgnacji i wychowaniu niemowląt sprzed 30 lat? Tych broszurek również nie napisała gospodyni domowa, lecz lekarze specjaliści, a to co w nich czytamy to w naszych oczach bluźnierstwo i rozbój w biały dzień! Dlatego uważam że do wszystkiego co czytamy, niezależnie od tego, kiedy to zostało napisane, powinniśmy podchodzić z pewnym dystansem.Do dziś pamiętam jak to kiedyś na forum rodzinnym "wymądrzałam" się na temat babcinych zaleceń dotyczących przepajania niemowląt i usłyszałam odpowiedź jednej ciotki: "Kiedy ja miałam małe dzieci, również przychodziła moja matka i negowała ówczesne książkowe metody dotyczące pór karmienia - po latach okazało się że miała rację". Od tamtej pory już się nie wymądrzam i staram się do wszystkiego podchodziś sceptycznie i "brać" wszystko na swój rozum.A oto moje pogłądy ( niekoniecznie jedyne słuszne ) na poruszone przez Ciebie drażliwe tematy:1. Chodzik: moje dzieci sprawnie raczkowały ( młodsze jeszcze raczkuje ) i nie odczuwałam nigdy potrzeby, żeby czegoś takiego używać, a jeśli nie widzę takiej potrzeby, to szkoda mi na to pieniędzy.2. Bicie: zdarzało mi się, kiedy mnie tak bardzo poniosło, przyłożyć klapsa, a nawet powiedzieć tak jak to kobiecie podobno nie wypada, ale na codzień, tak na zimno, to jestem zwolenniczką bardziej wyrafinowanych metod wychowawczych ;).3. Zasypianie: z noworodkiem to jest tak, że wie tylko że chce cyca i nic więcej. Ale kiedy maluch ma już 2 miesiące i więcej, nie jest już noworodkiem i zaczyna rozumieć więcej niż nam się wydaje. Dlatego im wcześniej zaczniemy, tym łatwiej będzie nam wpoić dziecku pewne nawyki. Dlatego dobrze jest, jeśli taki niemowlak wie że kiedy jest ciemno, to wtedy się śpi ( z ewentualną przerwą na posiłek - do czasu ) a nie "tańcuje" u mamy rękach, wie do czego służy łóżeczko itp... Zapewniam ze jest to wykonalne: mój 8-miesięczy synek zasypia bez płaczu sam w łóżeczku (podobnie było z naszą córeczką) i nie zauważyłam u niego jak na razie symptomów choroby sierocej.4. Takich tematów może być jeszcze kilka: podawanie smoczka, używanie poduszki, długie karmienie piersią, dawanie słodyczy... o tym też się trochę pisze, można by podyskutować.Pozdrawiam.
      • Gość edziecko: w Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 19.11.02, 20:40
        Dziewczyny, jestesmy pokoleniem, ktore zostalo wychowane metodami, ktore teraz tak negujemy na tym forum. Po pierwsze nikt nas nie karmil piersia (nie mowie na 100% ale ogolnie), wciskano nam smoka, pozniej wsadzano nas w chodzik. Ubierano nas w zwylke kapcie albo tenisowki, a nie super Bartki z wkladka ortopedyczna. Nikt nam nie robil co miesiac USG bioderk i moglabym jeszcze tak wymieniac z godzine albo dluzej. A i jeszcze polozyli nas do lozeczka nie nosili, kolysali i mialysmy spac same i nie domagac sie zbyt duzo uwagi. A i nie tylko klapsa nam sie obrywalo.I co i nic. Platfusa nie mamy, o kulach nie chodzimy, 90% z nas w wariatkowie nie siedzi. Czyli jaki wniosek - dopowiedzcie sobie same. No i po co te dyskusje.:hello:
        • Gość edziecko: 220571 Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 19.11.02, 22:55
          wan napisała/ł:> I co i nic. Platfusa nie mamy, o kulach nie chodzimy, 90% z nas w wariatkowie nie siedzi. A ja się z tym nie zgadzam. Jak wiele dziewczy tu na Forum pisze, że mają problemy z porozumieniem się z rodzicami, że rodzice są toksyczni. Wiele dziewczyn pisze, że mają problemy z dogadaniem się z rodzeństwem, z partnerem. TO WSZYSTKO bierze się właśnie z (hm, jak to napisać) "błędów wychowawczych"?. Błędy są po to, żeby się na nich uczyć. A nie po to, żeby tych, którzy je popełnili krytykować. Ważne jest, żeby się rozwijać, szukać, uczyć. Nie można bezmyślnie powielać "schematu wychowawczego" naszych rodziców. Nie twierdzę, że rodzice robili wszystko źle. Ale nasi rodzice też nie powinni odbierać tego co robimy jako działań przeciwko nim (rodzicom). Pozdrawiam serdecznie :hello:
          • Gość edziecko: Becik Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 20.11.02, 10:20
            A ja myślę że choćbyśmy nie wiem ile mądrych ksiazek przeczytały i nie wiem jak stosowały się do ich zaleceń to i tak nie uda sie nam uniknąć błędów. Kto wie czy po latach nie stwierdzimy, że metody, które wcześniej tak krytykowałyśmy nie były wcale takie złe...A co do rodziców to warto uczyć sie nie tylko na ich błędach. Im zdarzało się też osiągać powne sukcesy wychowawcze ( w końcu nas kochali i starali się jak mogli )-je też warto zauważyć i z nich czerpać!!!
        • Gość edziecko: Aluc Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 20.11.02, 10:41
          wan napisała/ł:Platfusa nie mamy, o kulach nie chodzimy, 90% z nas w wariatkowie nie siedzi. co nie znaczy, że z 50% się nie powinno :lol:ale do adremu :D ja się z Goską zgadzam - tu chodzi o nasze relacje z rodzicami i światem otaczającym. To że nie naskakujemy jeszcze na siebie z siekierą nie znaczy, że te relacje są zdrowe. A to co wan napisałaś to właśnie podejście - nie choruje, czyste jest, głodne nie chodzi, znaczy jest OK. Ja się z takim podejściem nie zgadzam, a do czego w związku z tym mam prawo to usiłowałam już wytłumaczyć :Dna marginesie już zupełnym - syndrom wyuczonej bezradności to ten sam psychologiczny schemat co dziedziczne bezrobocie w postpegeerowskich gospodarstwach - jesli dzieci wychowały się w domach, gdzie nikt nie mógł (albo nie chciał) znaleźć pracy, to same też jej nie szukają, bo przecież pracy nikt im nie da :crazy: w takich Stanach czy innych Niemczech (tak czytałam) wyrosły całe pokolenia, dla których życie na zasiłku z opieki społecznej to coś jak najbardziej naturalnego i normalnego... pewnie, że nie zamyka się ich w wariatkowie, ale czy to jest tak do końca zdrowe?Aluc :D która (nie mówiłam już tego? :lol:) była karmiona co trzy godziny, wysadzona na nocnik w wieku ośmiu miesięcy, usypiana wyłacznie w swoim łóżeczku do skutku :D która niby na ludzi jakoś wyszła, ale której mama stosująca te metody z błogosławieńswtem lekarzy i innych podręczników dziś mówi, że te nowoczesne jakoś bardziej jej się podobają :DPS chodzika nie miałam, bo w naszym ówczesnym mieszkaniu chyba by się nie zmieścił :D
          • Gość edziecko: Gosia_wiecznie_mŁoda Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 20.11.02, 13:21
            Wan, nie wiem czy zwrocilas uwage jak na poczatku tej dyskusji (ktora w zamierzeniu autorki miala byc jedynie swobodnym ptzreplywem elektronow ;) Spytalam sie retorycznie zreszta dlaczego na kwestionowanie pewnych metod pozostaje tylko atak. Aluc wtedy napisala o metodzie, w ktorej takze wiekszosc z nas zostala wychowana czyli "milcz i sluchaj gowniarzu ;)"I dokladnie o to mi chodzi. Zyjemy OK.Ale ile z nas nie domowilo tylko dlatego ze mama mowila ze doroslym sie nie domawia- i np znienawidzona ciocia wpadla do nas na pol roku- jak do Ani Blythe nie przymierzajac....A teraz- same uczymy ze doroslym mozna i trzeba odmawiac.Ile z nas na studiach przechodzi szkolenia z prowadzenia dyskusji i argumentowania? Ile nieporozumien z mezem wyrasta z nieumiejetnosci komunikowania wlasnych potrzeb i bycia "grzeczna", co konczy sie awantura swiatowa, a powinno byc jednodiowym spieciem?Ja mysle wan, ze fakt ze mamy sie dobrze, zyjemy i mamy co jest jest chwalebny ;) Ale przy okazji rosnie nam odsetek alergiczek i alergikow, osob korzystajacych z pomocy neurologa, osob samotnych w zwiazkach i generalnie cierpiacych na bole duszy. Mysle ze dyskutowanie o wychowaniu jest bardzo potrzebno, chociazby po to, by skonfrontowac nasze poglady. Bo matka czlowiek sie nie rodzi, tylko sie staje. Powiedzialabym nawet ze dzieci wychowuja sie praktcznie same- majac dobrze wychowanych rodzicow ;) Moi rodzice mnie wychowali- nie powiem. Ale juz chociazby fakt ze mnie lali- zamknal pewne drzwi. Teraz Ania mam 5 lat mniej niz ja gdy zrobilam ja z tatusiem :lol: Bedzie mi.... o matko bedzie mi starsznie zle gdy popelni moje bledy. Ale chyba jeszcze gorzej bedzie mi gdy ja popelnie bledy mojej mamy. Bo o ile na jej zycie mam ograniczony wplyw- moge tylko podsuwac pomysly- to na swoj mam duzy, wrecz zasadniczy :lol:I dlatego od czasu do czasu podziele sie refleksja a propos spania w lozku z dzieckiem czy niespania ;) lazenia w chodziku czy nie. Karmienia piersia itd. Chociazby tylko dlatego, zeby gdy przeczyta to zupelnie nowa mama- zeby miala glosy za i przeciw. I zeby mogla wybierac z czegos a nie pomiedzy jedna opcja a milczeniem ;)
            • Gość edziecko: w Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 20.11.02, 15:07
              Hej, dziewczyny nie wiedzialam, ze z mojej wypowiedzi wyniknie naukowa dyskusja. Ja to tylko tak pol zartem pol serio (ale chyba za malo tych odpowiednich buziek tam wstawilam ;) ). Chodzi mi o to, ze to wszystko co tak krytykujemy, nie jest tak naprawde zle, bo czasem wychodzi, ze jest dobre.A czy jestescie pewne, ze nasze dzieci to nas tylko ocenia pozytywnie. Przeciez nasi rodzice tez sie starali. A moj dziadek uwazal, ze jego "stary" to byl wyjatkowy wapniak. Nie my wymyslilismy konflikt pokolen. To juz znali starozytni Indianie. ;)A tak do tego jak sie dzisiaj wychowuje dzieci w Polsce (swoje spostrzezenia biore z tego forum, bo juz od wielu lat tam nie mieszkam) to Polacy probuja nasladowac system ktory jakis czas temu byl lansowany w Ameryce, tzn. bez klapsow, bez placzu itd., czyli bezstresowo.Tylko, ze w Ameryce sie od tego odchodzi bo dojzeli, ze to do niczego dobrego nie prowadzi. Ostatnio np. w Kanadzie wszystkie te organizacje, ktore bronia praw dzieci (i np. jeszcze niedawno za danie dziecku klapsa mozna bylo stracic prawa rodzicielskie i mogli odebrac dziecko) stwierdzily, ze ten klaps jest czasami uzasadniony i nie robi dziecku krzywdy (nie mylic z znecaniem sie nad dzieckiem). Tak samo w szkolach zaostrzaja rygor bo dochodzilo do tego, ze w klasie rzadzili uczniowie a nie nauczyciele, bo nauczyciel nie mogl krzyknac zwrocic uwagi itd. Stwierdzili po prostu, patrzac na Europe Zachodnia czy kraje azjatyckie, ze ta droga ktora oni wybrali prowadzi do nikad. Teraz widze np. ze w polskich szkolach w klasach 1-3 nie stawia sie ocen tylko jakies buzki, znaczki itd. To tez juz tutaj bylo i sie nie sprawdzilo. Jak nie ma ocen tylko opis, ze uczen robi to i to i umie to, to nikt sie bardzo nie przyklada, bo po co. I sie okazalo, ze dzieci po trzech latach edukacji niewiele wiecej umieja niz na poczatku, bo nie bylo motywacji do nauki. A i sami rodzice byli tez skolowani, bo jak taki zobaczyl na swiadectwie, ze dziecko robi postepy to byl pewien, ze wszystko jest OK. A pozniej sie okazywalo jak to jest naprawde.Takze moze nie krytykujmy tak bezwzglednie tego co my niestsujemy, bo sie moze okazac, ze to wcale nie jest takie zle.Pozdrowienia. :hello:
              • Gość edziecko: Aluc Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 20.11.02, 15:59
                heh wan nie ma to jak od czasu do czasu podyskutować naukowo ;)z tym bezstresowym to się pozwolę nie zgodzić, jedno z większych nieporozumień to mylenie wychowania z poszanowaniem autonomii i dynamiki rozwoju psychicznego (alem mądra, aż się kurzy :lol:) z tym bezstresowym wedle pierwszych wydań Spocka, któremu (wychowaniu a nie Spockowi :D) całym swym jestestwem jestem przeciwna, bo rzeczywiście więcej szkody przynosi niż pożytku, ale to temat na zupełnie inną dyskusję ;)a z buźkami i słoneczkami to jest pic na wodę, bo dzieciaki moich znajomych doskonale się orientują, jak to się przekłada na system stopni :lol: i uczą się w dalszym ciągu z tego samego powodu co my (a bynajmniej nie dla pogłębiania wiedzy) :lol: i motywację mają też taką samą - w klasie mojej siostrzenicy (pierwszaka podówczas) doszło do zwinięcia dziennika z pokoju nauczycielskiego i akcji dopisywania słoneczek :ouch: myśmy to jednak robili dopiero jak się w programie zaczęła fizyka ;)
                • Gość edziecko: w Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 20.11.02, 16:14
                  He, he, he. Aluc, to widze, ze te dzisiejsze dzieciaki to madrzejsze i sprytniejsze od nas. I zadne sloneczka i gwiazdeczki im niepotrzebne. Ciekawe co to bedzie jak pojda na studia?:hello:
                • Gość edziecko: joannabo Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 20.11.02, 20:25
                  To wahadło, o którym pisze wan, nie pierwszy raz zmienia kierunek i jakoś nigdy nie było dobrze. To znaczy, że prawda nie lezy ani pośrodku (jak ja nie lubię tego pośrodka!), ani w żadnym innym miejscu jego biegu. Leży gdzie indziej. A szukać prawdy trzeba dopóki nie ma 100% pewności, że nie da się znależć.joanna
            • Gość edziecko: Adzia Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 21.11.02, 08:35
              i wredna.... napisała/ł:> Wan, nie wiem czy zwrocilas uwage jak na poczatku tej dyskusji (ktora w zamierzeniu autorki miala byc jedynie swobodnym ptzreplywem elektronow ;) Spytalam sie retorycznie zreszta dlaczego na kwestionowanie pewnych metod pozostaje tylko atak. Aluc wtedy napisala o metodzie, w ktorej takze wiekszosc z nas zostala wychowana czyli "milcz i sluchaj gowniarzu ;)"No to ja wreszcie wiem, o co w tej dyskusji chodzi :-) Czytam od paru dni (iskry z Was lecą, dziewczyny, jak z porządnej lokomotywy :-) - jeśli ktoś nie czai, to właśnie wyraziłam swój zachwyt ).> A teraz- same uczymy ze doroslym mozna i trzeba odmawiac.Tak, to prawda, bo i czasy niebezpieczne...Ale jednak mam tu pewną wątpliwość. Mianowicie, czy ucząc dzieci pełnej asertywności (ty wybierasz, co jesz, ty masz dopominać się o swoje prawa, wyrażać swoje poglądy - no właśnie, w jakiej formie - czy dziecko jest aby dojrzałe do naprawdę rzeczowej dyskusji) - nie wychowujemy egoistów, którzy będą umieli tylko walczyć o przetrwanie, bez refleksji, bez pochylania się nad drugim człowiekiem... "Bądź grzeczna", "nie dyskutuj ze starszymi" - zgadzamy się, że to wychowywanie po linii najmniejszego oporu. Ale jak dać dziecku margines wolności, żeby ono sobie tego marginesu nie naciągało - bo przecież ewolucja mówi, ze wszystko, co żyje, dąży do ekspansji? Jak to wypośrodkować?Pozdrawiam AGnieszka
              • Gość edziecko: ruda Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 21.11.02, 10:00
                Po wczorajszej akcji z usypianiem dziecka aż mi się chce dopisać do tej dyskusji...Moim zdaniem podstawowe to szacunek dla dziecka i poczucie, że ma ono swoją "integralność" psychiczną, choć sobie tego nie uświadamia.Kiedy wczoraj próbowałam wytłumaczyć teściom, że moja 2,5 roczna prawie córka myśli, kombinuje i świetnie wie, co się wokół niej dzieje i to wykorzystuje (kolejny raz uratowana przez dziadka przed spaniem, siłą zabrał wyjca o 21.30 oddał o 23, myślę, że wyobrażacie sobie, co się działo rano...)usłyszałam, że demonizujemy dzicko, bo ono jeszcze nie myśli.A przecież ja wiem, że myśli, wiec ile się da mówię jej, że ją kocham, a kiedy się nie da dostaje nawet klapsa, trudno, sama siebie nie lubię, ale czasem nie wytrzymuję. A oni uważają, że nie myśli i tylko potrzebuje miłości, tulenia, żadnych zakazów i nakazów. Na moją propozycję, by basia spała dziś u nich i niech się wykażą w usypianiu bezstresowym, odpowiedzieli, że są zmęczeni. A ja, kurna, nie? Teść uważa, że to nienormalne, że dziecko płacze i że ona się boi łóżeczka. Bo on i jego obaj synowie jak widzą łóżeczko, to już im się śni. I tak mieli w niemowlęctwie. A Baśka ma to po mnie: spanie jest nudne i kombinuje, jakby to ominąć. JA to robiłam całe dzieciństwo. Tylko że trzymana w karności przez mojego ojca nie otwierałam dzioba, tylko pokornie szłam po dobranocce spać, choć potem leżałam i się nudziłam oraz wiedziałam, że inne dzieci bawią się dłużej. I to bym chciała od mojej córki wyegzekwować (jak dziakowie są tydzień czy dwa obrażeni, ona dużo mniej wydziwia i beczy). Bo odkąd się urodziła uważałam ją za osobę z określonym charakterkiem: choleryczka po tatusiu i uparta oślica po mamusi. Wkurzały mnie stwierdzenia, że wszystkie noworodki/niemowlaki są takie same (szczególnie teoria mojego teścia i teściowej, bo moi rodzice osobiście wychowali dwa potwory urodzone rok po roku i nigdy nie mówili, że byłyśmy takie same). Albo że można zająć dziecko czymś innym, jak nie chce mu się dać czegoś niedozwolonego. Baśki nidgy i nikomu nie udało się zająć czymś innym, jak chciała konkretną rzecz. Bo każde dziecko jest inne i nie można napisać recepty na jego wychowanie. Można tylko starać się, by nie zrobiło sobie krzywdy, czasem spało i czasem jadło i miało poczucie, że ma w nas oparcie.To mówię ja, w trudnych czasach karmiona piersią, wychowana bez chodzika, śpiąca bez rodziców za to z siostrą. Aha i odstawiona od pieluch, gdy urodziła się moja siostra czyli gdy miałam rok. Ojciec z 20 pieluch obskoczył 2 niemowlaki bez ciepłej wody w domu i z ręką w gipsie, kiedy urodziła się moja siostra.Ale muszę to też napisać, szczególnie, że moja mama jest teraz bardzo chora a ojciec w depresji, że moi rodzice nie byli toksyczni. Gdyby nie to, że za dużo piją, byliby dla mnie najlepszą podporą w wychowaniu dziecka, bo wiem, jak wychowali mnie: bez przemocy fizycznej i psychicznej, z jasnymi regułami postępowania, matki, z którą moge porozmawiać i ojca robiącego naleśniki dla połowy bloku zazdrościły mi wszystkie koleżanki. Nigdy nie miałam okresu buntu, zawsze mogłam wypowiedzieć swoje zdanie, ale też wiedziałam, że jak są goście w domu to miejsce dzieci jest w ich pokoju, a jak powiem, że w domu będę o tej i o tej, to mam być. Ale mogę wybrać też opcję: nie wiem, kiedy wrócę. Zresztą co się będę rozpisywać, bez sensu. Ale chciałabym, żeby moja córka kiedyś żyła bez kompleksów, z poczuciem własnej wartości i umiejętnością podnoszenia się, jak się upadnie. I wydaje mi się, że podstawowe tu jest: akceptacja i szacunek rodziców do dziecka. wtedy nawet jak się czasem na dziecko krzyknie czy da mu klapsa, nie robi mu się jakiejś dziury w psychice. Bo można tak, jak moi teściowie: bez klapsa i z miłością ich zdaniem, ale ta miłość to: mówienie dziecku co powinno a co nie robić w życiu, jak się uczyć i co osiągnąć, to chęć ukształtowania dziecka którego motywem jest miłość, ale ich własna do jakiejś wizji, a nie bezwarunkowa do dziecka. JA się czułam kochana bezwarunkowo, nie bałam się powiedzieć o pierwszej dwói, bo wiedziałam, że nikt się tym nie zezłości - bo za szkołę odpowiadam ja sama, kiedy miałam z 11 lat i omówiłyśmy z mamą sprawy damsko męskie powiedziała mi, że wolałaby, żeby jej córka nie wpadła, ale żebym się nie denerwowała, bo to nie tragedia (Gosiu, to do Ciebie, moja mama postanowiła ustrzec mnie przed swoimi błędami, choć ona miała lat 20, no ale...) i sobie damy radę...Mogłabym mnożyć, ale po co, kto mnie zna, wie, że jestem człowiekiem, który nie ma w sobie toksyn od rodziców (tzn mam te z ich picia, ale to inna bajka) i chciałabym czerpiąc z tych wzorów wychować moje dziecko.Chyba przesadziłam z długością i niezbyt składne to, ale jak wszystko teraz chcę zrobić szybko i na wczorajkasia
                • Gość edziecko: eBeata Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 21.11.02, 10:42
                  Spodobał mi się Twój post Kasiu.W sumie to przydałby się mały sondaż: czy osoby które w okresie dojrzewania nie przechodziły drastycznie fazy buntu, /bo nie miały przeciw czemu się buntować/, mają "mniejsze" problemy z wychowaniem swoich dzieci? Bo w ich przypadku ten szacunek dla autonomi dziecka przychodzi naturalnie. Skoro same czują w sobie "wolność" nie umieją odmówić jej dziecku. Bo łatwiej godzą się z tym, że popełniają błędy i nie czują się wtedy psychicznie zdruzgotane.
          • Gość edziecko: kayak Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 20.11.02, 17:35
            Hello, ja byłam wychowywana właśnie na twardo ;) i widzę jakie problemy w moim dorosłym życiu to stworzyło. Mi marzy się przede wszystkim partnerski układ z moim dzieckiem i to że nigdy nie zarzuci mi że otrzymała ode mnie za mało czułości. I żeby nie było złudzeń jak najbardziej jestem przeciwna wychowaniu bezstresowemu z przyczyn które mądrze Aluc przedstawiła- moja ty mędrczyni ;). Przyznaję się bez bicia że często czytając posty o usypianiu czy inne podobnie zapalne dyskusje trochę dorabiam sobie w podświadomości wizję niektorych mam i postrzegam je jako kobity przed telewizorem które robią głośniej gdy maluch coraz bardziej przeraźliwie ryczy. Chyba tak do końca nie jest- ale cóż moja wyobraźnia bujną jest- mam nadzieję.Moim skromnym zdaniem dzieciństwo jest tak krótkie że chce je całe spędzić efektywnie z moim dzieckiem i dać jej tyle czułości i uwagi ile wlezie. I Boże broń niech nikt tego nie nazywa poświęceniem- pół mojego życia o nim słyszałam. To moja świadoma decyzja i nigdy bym tego jej nie wypomniała. I dlatego spię z młodą, noszę ile jej się podoba i nie czekam kiedy płacze. I każdy może mnie skrytykować takie jego prawo. Myślę że żadna z nas nie jest wyrodna tylko ma inny sposób na życie i macierzyństwo.Ja dziś chyba zupełnie nie na temat ;) ale pogoda jakaś taka że mój skołowany umysł wzięło na przemyślenia.Czy ktoś coś zczaił??Marta wieeeelka orędowniczka "Dobrej miłości", Aluc pamiętaj kto Ci ją polecił :)
            • Gość edziecko: Aluc Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 20.11.02, 18:07
              Marta mama Gaby napisała/ł:> Aluc pamiętaj kto Ci ją polecił :)a nawet pożyczył :jap:
            • Gość edziecko: madziara Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 20.11.02, 23:23
              Moje zdanie na temat wychowania jest takie: mówić dziecku często ze je kochacie, okazywać poprzez uściski , całuski przytulania a zarazem ustalać zasady i reguły. Moje bączki mają rok i jest tak śpią i zasypiają w innym pokoju jak płaczą ide uspakajam tule całuje i wychodze. Pokazuje co wolno a co nie wolno. Mąż długo pracuje więc musze dawać sobie rade sama dzieci muszą czasem zostać same w domu abym mogła znieść na parter wózek, czy chcą czy nie muszą choć troszke bawić się w kojcu abym mogła sprzątnąć, o ile odkurzyć moge z nimi to włorzyć naczynie do zmywarki i umyć podłogi nie. Podczas kąpieli również na sekunde je zostawiam aby przygotować kasze w butli bo po ubraniu w piżamke jest już ryk. Czasem dzieci muszą zostać na dole same w wózku abym mogła zanieśc zakupy do domu. Może pomyślicie że jestem złą mamą ale do wszystkiego zmusza życie. Mam sąsiadke której nie mieści się to w głowie że ja tak robie ale ona ma jedno dziecko a ja dwójke i ona wózeczkiem wjedzie do windy a ja nie. Ale czasem też robi to co ja tylko siebie nie widzi.Moje dzieci też chodziły w chodziku bo jak prowadzać dwójke dzieci jednocześnie?Może w tym poście jest chaos ale kobieta kochająca dziecko, dbająca o nie i zapewniająca mu bezpieczeństwo nie jest wyrodną matką, a reszta to rzecz względna. Moje dzieci na każdym kroku się do mnie tulą, kładą na mnie i wogóle się pieścimy bo na wszystko jest czas, na tulenie , nauke , zabawe.Nie sądze że jestem złą matką dziweczynki się wspaniale rozwijają, w porównamiu do rówieśników a wszystko dzięki mojej pracy najważniejsze nie dać się zdominować.PS. Moje teściowa jak patrzy na maluszki mówi że są rozpieszczone bo tulą się do mnie a nie do niej. Sorki za długość Magda
              • Gość edziecko: Gosia_wiecznie_mŁoda Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 21.11.02, 12:56
                Magda mam miedzy dziecmi rok roznicy, wiec pewne problemy blizniakow sa mi bliskie, problem znoszenia wozka przynajmniej ;)Tez zostawiam dzieci w mieszkaniu na czas znoszenia wozka ;) nawet raz :( zostawilam Anie na zakupy- byla mala spala w lozeczku, nacycana....najgorsze zakupy w moim zyciu ;) pelne wizji jak to wracamy po dwoch godzinach, czy po pol dnia bo cos sie stalo... albo nie wracamy....Moi rodzice wychowywali mnie hmmm.... z mloscia, dyscyplina, ale niekonsekwentnie.A chyba najgorsze jest to- ze bez prawa glosu. Nie zdarzylam sie zbuntowac tak naprawde ;) bo jak to sie buntowac z wozkiem ;) ale zauwazam w swoim zyciu te prawidlowosc, ze wiekszocs glupstw i wielka czesc rzeczy madrych popelnilam nie mowiac o tym rodzicom. Glupstwa wychodzily na jaw, dobre rzeczy nie ;) Nie mowilam im o tym, poniewaz miala glebokie wewnetrzne przekonanie ze sie nie zgodza ;) a jak sie nie zgodza to po co pytac ;)Staram sie nie ustalac wiec regul co do ktorych nie jestem pewna czy nie zmiekne- nie ma np w moim domu lazenia w kapciach bo sama przepis traktuje liberalnie ;) za to jest wspomniane sprzatanie przed jedzeniem kolacji i bajka, bo dla mnie to tez dobry trening ;)
                • Gość edziecko: ruda Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 21.11.02, 16:14
                  Dlatego lepiej wychowują faceci, mają naturalną skłonność do niewymyslania czegoś, co życie skomplikuje, a tylko ułatwi. I nie ustępuja dziecku dla świętego spokoju (ja to czasem robię). Do dziś pamiętam, jak jadłam przez całe popołudnie lody, bo się uparłam, że chcę duże. I ojciec odesłał mamę do domu wczasowego, a siedział z nami, aż się nie ściemniło w lodziarni. I już nigdy potem nie decydowałam, co i kiedy jem (jako 3 latek naturalnie, potem już tak). A moje dziecko na stwierdzenie ojca, że nie zrobiło kupy, to nie dostanie czekolady, poszło po nocnik i zrobiło.Aha, mój mąż też nie przechodził okresu buntu - to do eBeaty - i szanuje wybory Baśki, częściej jednak niz ja każe jej ponosić tego konsekwencje. Więcej w nim porządku niż miłości, no ale on do 22 roku życia (aż poznał mnie, nie chwalący się ;)))), uważał, że rodzice go nigdy nie kochali, a jedynie tresowali. Wspominał tylko opiekunkę Stefę. JA mu wytłumaczyłam, że go kochają ,a le inaczej, jednak nie jest łatwo, kiedy się tej akceptacji w dzieciństwie nie dostało.
    • Gość edziecko: kayak Re: O wyrodnych matkach.... IP: *.* 23.11.02, 13:52
      Myślałam sobie ostatnio o tej dyskusji i przypomniało mi się pewne wydarzenie z okresu ciąży. Czekając na wizytę na Karowej przysłuchiwałam sie wywodom kobiety w piątej ciąży na temat wychowania. I ta dumna z siebie opowiadała jak to kiedyś jej synek płakał bez powodu, sprawdziła czy nic mu nie jest- jej słowa "pielucha czysta, najedzony i chory nie był wiec go zlałam wie pani takim kabelkiem od żelazka od razu przestał jojczyć i był cicho" Mnie wzdrygnęło i miałam ochotę wbić jej igłę od glukometru w czoło, szykując już jakąś wypowiedz na to pani sie zwinęła do gabinetu. I pewnie dalej tłucze te piątke dzieciaków nigdy nie zastanawiając się czy jest wyrodną matką. Ta historia nie ma być tu głosem na tak czy nie, tylko tak mi się jakoś przypomniało. Chyba wszystkie uczestnicząc w forum dajemy dowód że nam na naszych maluchach zależy. Tylko tak potwornie mi szkoda tych dzieci i tego że wtedy nic nie zrobiłam. :(Ale świat trzeba zacząć zmieniać od siebie......Pozdr na smutnoMarta i śpiąca Gabencja
Pełna wersja