Problem,poradzcie!!!

11.12.06, 13:48
Jak czyta posty o tym od kogo mieliscie najwiecje miłości luz "czy mówic
dziecim ze sie lubi""....to poprostu płacze.
Nie otzymałam w swym zyciu zbyt duzo miłości, nie mam takiej osoby (ani
babcu, ani matki), o kórej moge powiedziec z eotzymałam od niej bezwarunkowa
miłosć.Nikt mnie nie mówił ze mnie lubi, ze cos dobrze zrobiłam, pprosty
niec. Nikt mi nie składał zyczen na urodizny...POPROSTU NIC....A aprost
przeciewnie, zawsze pouczenia nazakazy, zakazy.
Niby normalna rodzina,pracujący ojcie- (z natury agresywny, co oczywiscie
miało wpływ na dosc mocne klapsy do póznego dzieciństwa) matka, dwóch braci.
Teraz z perspektywy lat (mojego wieku), a takze z innego punktu widzenia, mam
dwie córki *2,5 letnie oraz 2 mc) czasmi sie dziwie ze jetsem taka jaka
jestem, cos jednak w zyciu osiagnelam. moze to troche "wina" genów.
w każdym badz razie mam bardzo małe poczycie wartosci ( z tymi zwiąkami to
zupełna prawda), a przytym wszytskim jestem bardzo osoba uczuciowa oraz
wrazliwa.
Zawsze barkowała mi wspólnych obiadów (a nie kazdy w swoim kacie), spacerów z
mama.
A przy tym wszystkim mój brat.....zadufany wsiebie egoista, z poczuciem
wartości ponad miare, co oczywiscie wyrobiły w nim matka czy babcia.
Dalej mieszkam wsod tych ludzi i juz poprostu MAM DOSC.
Jak w tym wszytkim wychowac moje córki??
Oczywiscie kocham je ze wszystkich sił,chwale- zwłaszca starsza, stram sie z
nim dosc aktywnie spedzac kazda chwile, jemy wspólnnie sniadania i obiady
itd. Z drigiej strony nie pozwalam sobie wymuszanie histeria, co jest
oczywiscie w domu którym mieszkam nie dopuszczalen, bo jak mozna pozwolic
dziecku na takie rzeczy, a co za tym idzie, zapewnianie mnie na kazdym kroku
jaka to jestm kopnieta i "głupia" matka.
Czuje sie bardzo niesczęśliwa, no i sie tez zastanawiam zcemu moje dziecko
sie do mnie nie przytula (ma 2,5 roku), poprostu sama juz sie w tym wszytskim
gupie, czy czasmi nie przesadzam.
Tak bardzo chce zeby moja rodzina byla prezpełniona wzajemna miłościa, i tak
bardzo chce dac moim córka tego co ja nie miałam, by mialy ze mna dobry
kontakt, aby cale zycie mogly na mnie polegac, by wyrosły na spokojne,
dobre , szanujace sie kobiety.
Oczywiscie jak tylko sytuacja mi na to pozowli to planuje wyprowadzka.
Nawet nie wiem czego od Was oczekuje. moze tylko potrzebuje sie wygadac o
chodz odrobimy zrozumienia.
Pozdrawiam
    • zosia811 Re: Problem,poradzcie!!! 11.12.06, 13:51
      przepraszam za literówki ale jestem odrobine zdenerwowana.
      No i czy taka matka jak ja, potrafi wychowac dzieci na dobrych ludzi??
      bardzo zadko sie usmiecham.....
      • bri Re: Problem,poradzcie!!! 11.12.06, 16:22
        Po pierwsze to wyzbądź się przekonania, że to co przeżyłaś w dzieciństwie ma
        tak przemożny wpływ na Twoje życie, że nie uda Ci się tego nigdy zmienić. Teraz
        jesteś dorosła i Twoje zachowanie zależy od Ciebie. Jeśli masz tyle żalu wobec
        rodziców radzę się jak najszybciej wyprowadzić. Nie musisz się też przejmować
        ich opiniami - to tylko opinie.
    • supernova12 Re: Problem,poradzcie!!! 11.12.06, 22:20
      jakbym czytała swoją historię...
    • jacksparrow1 Re: Problem,poradzcie!!! 11.12.06, 23:31
      Zacznij od wyprowadzki.
      Potem malymi kroczkami.
      To co ty sie starasz dzieciom zapewnic czego nie mialas jest niszczone przez
      otaczajacych cie ludzi.Wyprowadz sie i juz.
    • jufalka Re: Problem,poradzcie!!! 12.12.06, 09:53
      u mnie bardzo podobnie sad( nie czuje bym miała (psychiczne) wsparcie w rodzicach, ja chodzę do psychologa może to coś pomoze
      • zosia811 Re: Problem,poradzcie!!! 12.12.06, 10:24
        DZIEKUJE!!!!!
    • gblu Re: Problem,poradzcie!!! 12.12.06, 13:22
      Wg. mnie:
      1.Raczej trudno będzie ci mieć dobry kontakt ze swoimi dziewczynkami i wzajemny
      szacunek jeśli one od Twoich bliskich słyszą, że jestes "głupią matką" - wiec
      wyprowadź się jak najprędzej
      2.Jesteś wspaniałą matką, która zdaje sobie sprawę z wielu rzeczy (choć to o
      czym piszesz to straszne)i dlatego ma duze szanse wychować swoje pociechy na
      wartościowe kobiety
      3.To że 2,5 roczna dziewczynka się nie przytula to rzeczywiście zastanawiające,
      ale może tak też sie u niej objawia ten bunt dwulatka? MOże czuje się trochę
      zazdrosna o siostrzyczkę?
      Pozdrawiam
    • ladne_kwiatki Re: Problem,poradzcie!!! 12.12.06, 13:42
      Miałaś rodzinę toksyczną. Masz meża? Jakie macie relacje? Jeśli dobre - powiedz
      mu o wszystkim. Dzieci trzeba przytulać i mówić im, że się je kocha i akceptuje
      bezwarunkowo. Jeśli karcisz, to zachowanie dziecka, nie samo dziecko. Mów o tym
      zawsze. Powtarzaj, że kochasz, ale nie podoba Ci się takie, czy takie
      zachowanie. Miłość to też wymagania, wychowanie. Niemniej dzień ma
      wystarczająco dużo minut, aby sobie uczucie okazać. Może wprowadź rytuał
      przytulania, komplementów przed zaśnięciem wink- miłę podsumowanie dnia, jaki by
      nie był. I walcz już teraz tylko o swoją rodzinę, którą tworzycie z dziećmi.
      Nie daj podważać swojego autorytetu.
      pzdr
    • zosia811 Re: Problem,poradzcie!!! 14.12.06, 08:53
      męża mam, podziela równiez moje metody wychowacze , jak i równiez pogladowe.
      To dobry, inteligentny, cierpliwy człowiek, no i bardzo wyrozumiały, ....lecz
      cały czas mam wrażenie,że mnie nie kocha.

      Ciągle i wziąż mam podgórke, czy kiedykolwiek uda mie sie na nią wyjść.

      Pozdrawiam
      • a_sadaj Re: Problem,poradzcie!!! 14.12.06, 12:26
        To powiedz mu to że czujesz że Cię nie kocha i chcesz by cię częściej przytulej
        facej czasm nie wiedzą czego chcą kobiety. A poza tym trzeba rozmawiać i
        jeszcze raz rozmawieć to jest podstawa każdego związku nawet jeśli rozmowy są
        trudne. I tak też należy postępować w stosunku do dzieci rozmawiać, rozmawiać i
        jeszcze raz rozmawiać nawet z dwumiesięcznym dzieckiem. A to co inni mówią o
        Tobie to złe i nieprawdziwe (a czasem to wynika z zazdrości że potrafisz
        wprowadzić harmonie w rodzinie)
      • supernova12 zosia811 14.12.06, 15:34
        masz poprostu kompleks niższości... tak jak ja...
        całe życie starałam się udowodnić, że jestem warta by mnie kochać, gdy coś się
        nie udało, zwalałam winę na siebie, że widocznie za mało się starałam...
        mooja rodzina, niby "normala", a jednak teraz to widzę, że nie miałam solidnych
        podstaw.
        mój tato, bity w dzieciństwie przez ojca, wychowywany przez macochę.
        mama adoptowana, przez całe życie ze świadomością, że nie miała prawdziwej
        matki. przelewali na mnie tą gorycz... nie umieli kochać bo ich tego nikt nie
        nauczył.
        tereaz gdy mam swoja rodzine to rozumiem. i walczę z całych sił, by moim
        dzieciom dać MIŁOŚĆ. idę trochę w ciemno bo mnie tego też nikt nie nauczył
        ale...
        często krzyczę na moje dzieciaczki, to silniejsze ode mnie . ale po chwili
        staram się im to zrekompensować, tulę, całuję, powtarzam, że kocham ich nad
        życie... i to prawda, i czuję, ze wygram z przeszłością, że stworzę im
        prawdziwy dom, na przekór wszystkiemu.


        a mąż... mój też mnie nie kocha, tak myślę. może dlatego że ja nie kocham
        siebie... bardzo duą wina wszystkiego tkwi w braku samoakceptacji...

        nie rozdrapuj starych ran, nie cofaj się wstecz, myśl o przyszłości i o
        dzieciach, że jesteś dla nich wszystkim, że to TY musisz nauczyć ich żyć.

        wierz mi, nie piszę tego ot tak sobie, mam podobne doświadczenia...
    • ja1974 Re: Problem,poradzcie!!! 15.12.06, 15:14
      Widzę, że nie jestem osamotniona...

      Ja moim dzieciom staram się dać jak najwięcej miłości, kocham je, zapewniam o
      tym, przytulam, poświęcam im swój czas i troszczę się, a jeśli broją, to mówię,
      że źle zrobiły, a nie neguję ich samych. I najważniejsze, przynajmniej dla
      mnie, staram się je traktować sprawiedliwie i nie wyróżniać żadnego z nich.

      Oj, wielu błędów staram się nie popełnić...
    • ik_ecc Re: Problem,poradzcie!!! 15.12.06, 16:08
      Moj maz wychowywal sie w takiej rodzinie, bardzo oschlej i nieprzyjemnej. Jest
      najmlodszy z 3 braci, najstarszy byl mocno faworyzowany, pozostali dwaj
      zostawieni sami sobie, wiecznie krytykowani, wysmiewani, popychani z kata w
      kat. Nigdy nie obchodzili zadnych urodzin czy innych swiat, nigdy nigdzie nie
      jezdzili na wakacje, nie chodzili nawet do kina czy na basen. Uprzykrzali synom
      zycie jak tylko mogli, np. pierwszy rower moj maz sobie kupil za wlasne
      zarobione pieniadze w wieku 12 lat i rodzice mu ten rower wyrzucili na
      smietnik - za kare, bo na glupstwo wydal. Zawsze wysmiewali jego
      zainteresowania, mowili mu ze niczego nie osiagnie, do niczego sie nie nadaje,
      itd. Dodam, ze rodzice sa zamozni, wyksztalceni, zawsze mieli piekny dom,
      samochod, itd. Tzn. ojciec (tesc) bardzo dobrze zarabial, ale bardzo tez na
      wszystko skapil - procz rzeczy na ktorych mu zalezalo.

      Kiedy poznalam meza, byl bardzo niesmialy i malomowny, niezbyt dobrze radzil
      sobie w kontaktach z nowymi ludzmi, bardzo latwo sie wycofywal, zamykal w
      sobie. Zawsze uciekal w prace, tak na marginesie bardzo dobra (czyli costam
      osiagnal). Nie utrzymywal z rodzicami i bracmi prawie zadnych kontaktow. Dobra
      chwile trwalo zanim nabral do mnie zaufania i zaczal sie troche otwierac.
      Jestesmy ze soba 6 lat, mamy niespelna dwuletnia corke - maz jest fantastycznym
      ojcem i na prawde wspanialym partnerem. Wiele rzeczy przychodzi mu z trudem,
      wielu rzeczy dopiero teraz sie uczy, ale sie nie poddaje, bardzo sie stara
      przeskoczyc to co mu wmawiano w dziecinstwie. Nigdy nie jest niemily do mnie
      czy do corki, wrecz przeciwnie, ma bardzo duzo cierpliwosci, zawsze usmiech i
      dobre slowo. Ma na prawde wspanialy kontakt z corka, ktora go uwielbia.
      Tesciow widzialam 4 razy w zyciu. Sytuacja jest absurdalna, bo oni go krytykuja
      do mnie! Brat i rodzice, narzekaja na niego, jaki jest okropny, jak ja z nim
      moge wytrzymac, przeciez on sie nie nadaje na meza i na ojca, itd. Ostatnim
      razem powiedzialam im zeby sobie darowali, bo ja nim jestem zachwycona.
      Darowali sbie rzeczywiscie, przestali sie zpelnie do nas odzywac, olewaja tez
      kompletnie wnuczke. No coz, takie zycie, nie bedziemy z tego powodu plakac.

      Pisze to wszystko po to, zeby Ci pokazac ze to jak bylas wychowywana nie
      decyduje u tym jaka bedziesz matka i jak wychowasz swoje dzieci! Ale musisz sie
      oderwac od swojej rodziny. Ja widze jak moj maz cichnie przy swojej. Im
      rzadziej ich widzimy tym lepiej dla nas.

      Pozdrawiam i trzymam kciuki!
    • summer2306 Re: Problem,poradzcie!!! 17.12.06, 20:45
      przeczytalam i rycze jak glupia. nie mam pojecia jak ci pomoc. najchetniej
      zabralabym ciebie i dzieci do siebie i dala wam baaaaaardzo duzo ciepla. wierze
      ze jestes dobra mama i ty tez w to uwierz. pozdrawiam
      • zosia811 Re: Problem,poradzcie!!! 18.12.06, 20:30
        Dziekuje wam wszystkim za słowa wsparcia oraz otuchy.
        Mam nadzieje że za kilka lat wszystko sie jakoś poukłada, że bede waraz z moja
        jaukochańsza rodinąmieszkac we wpaniałym "domu" (home sweet home).
        Chodz na razie ni jest łatwo, tym bardziej ze moje 2,5-letnie dziecko coraz
        częściej mówi nie i róznymi sposobami sie próbuje dąpiąc swego. Mam nadzieje że
        to tylko buntowniczy okres dwulatka a nie moje błedy wychowcze....nie wiemjak
        sobie ztym poradze.
        Poprostu czasmi trace siły i ni eiwem co począc i jak jej np. wytłumaczyc ze
        lalka nie otworzy oczu bo tak poprostu ma--zamkiniete lub gdy sie wraca ze
        spaceru to zanim sie zacznie cos jesc to trzeba rece wymyc, czasami trace siły
        w wysłuchiwaniu jej przerażliwego płaczu.
        Wiem ze nie moge sobie na to pozwalac by cokolwiek na mnie wymuszala w ten
        sposob i tego staram sie trzymac.....lecz czasmi juz brak mi sił.
        Tym bardzie ze zaraz jej reakcja np. mojego brata i krzyki, czemu ona sie tak
        drze...no ja mu tłumacze...no i np. on" No to jej nie myj tych rąk, przeciez
        nie ma takich brydnych". Tylko nikt nei pomysli o tym.....ze ja z tym
        jadrozyzm ,njukochanszym moim małym skarbem mam sspedzic cale zycie....z nie
        tylko tak jak on....te chwile...mam nadziej ze rozumiecie


        Byc rodzicem to najtrudniejsza rola w zyciu.

        pozdrawiam
        • mordaruda Re: Problem,poradzcie!!! 19.12.06, 12:06
          Trzymam kciuki, by jak najszybciej udało wam się wyprowadzić, bo bez tego sie nie da. Sama miałam taki dom. Teraz mam swój i robię co mogę by nie przypominał mojego rodzinnego domu. Mąż cię pewnie kocha, tylko że jak z dzieciństwa człowiek wyniesie deficyt miłości to mu ciągle mało, jest jak worek bez dna, ale z tym da się żyć. Tylko trzeba zdawać sobie z tego sprawę. A błedy wychowawcze popełnia każdy, nikt nie jest doskonały. Mnie ostatnio mąz zwrócił uwagę, że nie rozumie czemu ja tak narzekam na zachowanie syna. No fakt, narzekam, choć nie mam powodów, jak moja matka... Wiem na co mam zwrócić uwagę i sie staram.
Pełna wersja