Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci?

12.12.06, 09:38
W trójki klasowe itp. Jak myślicie czy warto? Czy inni rodzice to doceniają,
czy bezinteresownie bojkotują Wasze działania uważając je za wydziwianie? Nie
wiem jak jest w innych krajach i ciekawa jestem opinii, ale mam wrażenie że w
Polsce przeważa model rodzca który boi się odezwać na zebraniu (o ile już się
na nim pojawi) by nie zrazić nauczyciela do swojego dziecka lub wręcz dąży do
utrzymania zastanego stus qvo.
    • 7betinka9 Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 12.12.06, 13:00
      tak, ale z braku czasu w zakresie ograniczonym
      często kseruję materiały dla dzieci
      podrzucam ciekawe pomysły na uatrakcyjnienie zajęć
    • e-ftalo Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 12.12.06, 14:56
      A cóż rodzice mogą narobić w szkole,to tylko pozornie jest jasne,poza tym
      nauczycielom nie na rękę zbytn i angażowanie się rodziców,zawsze są mądrzejsi
      od całego świata
      • owocoskala Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 12.12.06, 16:52
        poza tym
        > nauczycielom nie na rękę zbytn i angażowanie się rodziców.
        Zależy, my np. rezerwujemy bilety do kina, przynosimy bombki, choinki,
        urządzamy imprezy i kupujemy produkty, tez oczywiście bukiety dla pani
        nauczycielki, pomagamy w wyjściach z klasą i to jest dobrze widziane. Kiedy
        jest jakiś problem ze sposobem nauczania, bezpieczeństwem w szkole itd zadanie
        rodziców nie jest mile widziane ale w końcu możemy reagować. Moja znajoma z
        innej klasy 1 powiedziała że jej syn żle się tam czuje a w dodatku twierdzi
        jakoby pani go biła i inne dzieci po pupie. Chyba z nikim w swojej klasie o tym
        nie rozmawiała. Inni rodzice mogli by pomóc ale to chyba utopia...
        • andaba Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 12.12.06, 19:15
          Przeciwnie, uważam, że nauczyciele cenią współpracę z rodzicami.

          Doceniane przez innych rodziców to raczej nie jest, chyba, że na zasadzie: "Dobrze że to ona się męczy, a nie ja."
          • kalosze2 Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 13.12.06, 23:44
            Ja się angażuję. Wykładam pieniądze. Na wszystko.
            Zresztą tak, jak i inni rodzice.
    • jacksparrow1 Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 12.12.06, 19:29
      Ja mam ciagle wrazenie ze w Polsce jest model szkoly i rodzica nastepujacy -
      przysylasz dzieciaka do szkoly , my sie musimy z nim meczyc, ty masz dawac
      pieniadze na roznego rodzaju skladki i siedziec cicho i nie wscibiac nosa.

      W KAnadzie w obu szkolach w ktorych corka byla nauczyciele nastawieni
      pozytywnie do dzieci , chca uczyc i przejmuja sie jak dziecku nie wychodzi jak i
      ciesza sie jak maja w klasie uzdolnionego ucznia i go popychaja do dalszej i
      wytrwalszej pracy.Dyrektor chetny do pomocy przy rozwiazywaniu konfliktow.I co
      najwazniejsze.Ja pamietam jak moglam nie isc do szkoly bo przeziebiona, chora -
      to szal i radosc wielka.Tutaj moje dzieci sie awanturuja ze MUSZA isc do szkoly
      bo straca lekcje, bo cos im przejdzie kolo nosa.Dziecko nie ucieka ze szkoly,
      chetnie pomaga nauczycielom i chetnie bierze udzial w zajeciach pozalekcyjnych -
      a jest ich dosc sporo do wyboru.
      Odpowiadajac na pytanie - angazyje sie w zycie szkolne dzieci.Nie jestem
      pozapisywana do trojek klasowych bo nawet nie wiem czy cos takiego istnieje.Ale
      jak potrzeba pomocy jak o cos szkola prosi - to w nmiare mozliwosci pomagam .No
      i takze wazne - jest ciagly kontak nauczyciel - rodzic i jak sie ma jakis
      problem to nie jest sie traktowanym jako utrapienie i zlo konieczne tylko razem
      stara sie rozwiazac problem.
      Oczywiscie nie kazda szkola taka jest, ale akuratnie mysmy mieli szczescie ze
      corka trafila do takich co sie przejmuja swoja rola.
      pozdrawiam
      • maksimum Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? PTA 13.12.06, 02:09
        jacksparrow1 napisała:

        > W KAnadzie w obu szkolach w ktorych corka byla nauczyciele nastawieni
        > pozytywnie do dzieci , chca uczyc i przejmuja sie jak dziecku nie wychodzi
        jak i
        > ciesza sie jak maja w klasie uzdolnionego ucznia i go popychaja do dalszej i
        > wytrwalszej pracy.

        To samo jest w Stanach.Dyrektor jak mnie widzi z daleka,to leci z wyciagnieta
        reka,zeby sie przywitac.
        Ja jemu tez gratuluje,ze to jest najlepsza szkola na Brooklynie,a przeciez
        mieszka tu ponad 2 mln ludzi,czyli wiecej niz w Warszawie czy Toronto.
        Wyobrazacie sobie,ze dyrektor najlepszego gimnazjum w Warszawie zna rodzicow i
        sam do nich pierwszy reke wyciaga?

        > Dyrektor chetny do pomocy przy rozwiazywaniu konfliktow.I co
        > najwazniejsze.Ja pamietam jak moglam nie isc do szkoly bo przeziebiona,
        chora -
        > to szal i radosc wielka.Tutaj moje dzieci sie awanturuja ze MUSZA isc do
        szkoly
        > bo straca lekcje, bo cos im przejdzie kolo nosa.Dziecko nie ucieka ze szkoly,
        > chetnie pomaga nauczycielom i chetnie bierze udzial w zajeciach
        >pozalekcyjnych - a jest ich dosc sporo do wyboru.

        Tak samo jak w NYC.

        > Odpowiadajac na pytanie - angazyje sie w zycie szkolne dzieci.Nie jestem
        > pozapisywana do trojek klasowych bo nawet nie wiem czy cos takiego istnieje.

        A Stanach sa PTA-(Parent Teacher Association) gdzie rodzice zajmuja sie
        organizopwaniem roznych imprez szkolnych,wycieczek itd.
        www.ncpta.org.uk/
        www.nyspta.org/
        • owocoskala Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 13.12.06, 08:48
          > Wyobrazacie sobie,ze dyrektor najlepszego gimnazjum w Warszawie zna rodzicow
          i
          > sam do nich pierwszy reke wyciaga?
          Mój kolega jest dyrektorem gimnazjum w Wawszawie młodym i wizjonerskim i on
          może tak robić smile. U nas w podstawówce pani dyrektor czasami zdąży mi
          powiedzieć pierwsza "dzień dobry" i jest bardzo kontaktowa i miła, ale co z
          tego jak okazuje się że na przestrzeni lat ona nigdy chyba nie zwolniła
          pedagoga choćby nie wiem co robił. Najwyżej usuwany jest z klasy gdzie rodzice
          podnieśli bunt i dostaje od razu jakąś pierwszą czy dostaje roczny urlop na
          przeczekanie.
          • maksimum Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 13.12.06, 23:13
            > U nas w podstawówce pani dyrektor czasami zdąży mi
            > powiedzieć pierwsza "dzień dobry" i jest bardzo kontaktowa i miła, ale co z
            > tego jak okazuje się że na przestrzeni lat ona nigdy chyba nie zwolniła
            > pedagoga choćby nie wiem co robił. Najwyżej usuwany jest z klasy gdzie
            rodzice
            > podnieśli bunt i dostaje od razu jakąś pierwszą czy dostaje roczny urlop na
            > przeczekanie.

            Chyba wszedzie jest tak,ze szkola nastawiona jest na ksztalcenie przecietnego
            ucznia.Najlepsze szkoly ucza tych przecietnie najlepszych,ale bardzo wazna jest
            praca w domu.
            Za rok syn bedzie mial egzamin do H.S. i szkola przygotowuje do tego jako tako
            i bez pracy wlasnej sa raczej slabe szanse.
            • vikingowa1 Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 23.12.06, 21:46
              Aż się dziwię, że nie trafił tu żaden nauczyciel jeszcze.
              No to teraz trafił i chociaż przypadkiem, to nie może sobie odmówić, żeby nie
              odpowiedzieć.

              Moi drodzy, ja jestem nauczycielem w szkole podstawowej i bardzo mnie zabolały
              niektóre uwagi.
              Po pierwsze, to nieprawda, że nauczyciel nie ma ochoty na kontakty z rodzicami i
              uczniami. Zwłaszcza z tymi ostatnimi. Uczę kilku uczniów, którymi bardziej się
              interesuję niż jego rodzice. Nie chodzi tu oczywiście o zapewnienie bytu
              materialnego lecz emocjonalnego.
              Kilka przykładów?
              Piotruś, nie uczy się wcale, prac domowych nie odrabia, zeszytu nie prowadzi.
              Wychowawca codziennie sprawdza jego plecak, czy wziął wszystkie zeszyty i
              książki. Rodzina sytuowana bardzo dobrze, ale mama nie interesuje się synem
              zupełnie. Gdy proszę ją, żeby sprawdziła co jakichś czas, czy w zeszycie nie
              żadnych informacji ode mnie i podpisała, że zajrzała, przysięga, że to robi. Ale
              dzieciak dalej bez zeszytów, bez prac domowych, podpisu itp. Czy zajrzała? No
              wcale mnie dziecko nie obchodzi.
              Krzyś, trudno wydębić od niego jakiekolwiek informacje (nie dotyczące nauki).
              Jedyne co słyszę to "nie wiem". Smutny, dziwny chłopiec. Wielokrotnie
              rozmawiałam o tym z mamą, ale ona nie rozumie. Twierdzi, że w domu jest
              normalnie. Ale cóż, może jest normalnie, gdy przyjeżdża do domu trzy razy do
              roku na kilka dni. Bo trzeba zarabiać. A synkiem zajmuje się ojczym i wcale
              czasu nie ma, bo ciągle pracuje, a jak już jest to raczej procenty go obchodzą.
              Adaś, klasa piąta, lektury czyta mu mama, bo jemy się nie chce.
              Jaś, jest niegrzeczny, niekulturalny, nie ma ochoty współpracować. Do szkoły
              chodzi tylko po to, żeby coś nabroić, kogoś nalać. Jedyne co słyszę od mamy, to
              to że przecież nic się nikomu poważnego nie stało, Jaś biedny, bo ma daleko do
              szkoły, duzo lekcji do odrabiania itp.
              Przykładów można by mnożyć.

              Daleko szukać nie muszę, moja własna siostra ma syna w szóstej klasie. dlaczego
              się nie uczy? Nie dlatego, że rodzice pozwalają mu całymi dniami siedzieć przed
              komputerem, tylko dlatego, że pni w klasach I- III nic nie zdawał i on nie ma
              nawyku odrabiania prac domowych. Co się dziej, gdy gdy synek ma na jutro do
              zrobienia plakat na temat Jana Brzechwy. Dziecko dostaje długi monolog, że takie
              i owakie, kara oczywiście (anulowana po dwóch dniach, chociaż była na dwa
              tygodnie) i mamusia z tatusiem kleją plakat, a dziecko sobie smacznie wtedy śpi
              lub ogląda telewizję.

              Jak widzę to ja: czasem mam wrażenie, że za wszelkie niepowodzenie dzieci, ich
              złe zachowanie, złe stopnie i najlepiej wszelki plagi na ziemi należy obwinić
              nauczyciela. No bo w końcu ta szkoła ma wychowywać.
              Moi drodzy, trudno zmienić nawyki dziesięciolatka, skoro w domu i tak dostaje
              inny sposób wychowania. Wcale nie jesteśmy mądrzejsi od rodziców i prawie każdy
              nauczyciel oczekuje współpracy od rodzica, ale ten bardzo często nie przyjmuje
              do wiadomości, że dziecko w szkole zachowuje się często tak, a nie inaczej, bo
              nauczono je tak w domu. A czasem nie przyjmuje do wiadomości, że było
              niegrzeczne: "Mój Franuś, to niemożliwe?" Nie mówię tu, że każdy rodzic jest
              winny i każdy nauczyciel święty, ale nie generalizujmy, że nauczyciel, jest
              głupi i wcale się na pracy pedagogicznej nie zna. I najlepiej to od razu wywalić
              z pracy.

              Poza tym, moi drodzy, czy wy macie świadomość, że my też jesteśmy ludźmi? Mamy
              swoje rodziny, dom, przyjaciół, a ostatnio często drugą prace, bo z pensji
              nauczyciela wyżyć się nie da, nawet na niskim poziomie. A i tak, każdy z nas się
              boi o pracę i znosi przykre słowa, upokorzenia, bo na jego miejsce czeka wielu
              bezrobotnych nauczycieli.

              Jestem mamą dwulatka, pracuje w szkole na pełnym etacie, wychodzę rano na ósmą,
              wracam ok. 16. Kiedy wchodzę do szkoły, najczęściej nie mam czasu na wypicie
              herbaty, zjedzenie kanapki, zajrzenia do Internetu, a czasem nawet skorzystania
              z toalety. Bo przecież nie wyjdę sobie z lekcji na obiad, nie pójdę na kawę, gdy
              mam dyżur, nie zajrzę do komputera, gdy właśnie kolejny raz dyrektor ochrzania
              mnie o byle co. I kiedy wy najczęściej siadacie przed telewizorem, żeby
              odpocząć, ja dalej siadam do pracy (przygotowywanie lekcji, sprawdzanie
              klasówek, pisanie dokumentów (często absurdalnych) i mnóstwo pracy, której nie
              śniło się filozofom. Kiedy ostatnio koleżanka zapytała mnie, co ja właściwie
              robię, że nie mam na nic czasu, i gdy jej opowiedziałam, stwierdziła, że już
              woli te swoje osiem godzin i nigdy by się ze mną nie zamieniła.
              A czy wiecie ile dostanę podwyżki od naszego ukochanego ministra? 7 zł., a
              pracuję w szkole już piąty rok.

              Ja to mam fajnie, pracuję niewiele, dobrze zarabiam i mam jeszcze wakacje.
              Polecam zostanie nauczycielem crying((
              wybaczcie te przydługie wywody, ale łatwo jest mówić tym, co nigdy nie stali po
              drugiej stronie biurka.
              • maksimum Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 23.12.06, 23:02
                > Piotruś, nie uczy się wcale, prac domowych nie odrabia, zeszytu nie prowadzi.

                Zdecydowany kandydat na powtarzanie roku.
                Niestety dla polskich dzieci ,zostawianie na drugi rok nie jest w Polsce modne
                a wrecz zabronione w klasach 1-4.
                Jak by sie dobrze sytuowana rodzina dowiedziala,ze synek zostaje na drugi
                rok,to zaczeliby latac wokol jego prac domowych.
                Szkola amerykanska rozni sie tym od polskiej,ze w USA tych nieuczacych sie juz
                w pierwszej czy drugiej klasie zostawia sie na drugi rok oraz tym,ze rodzic w
                podstawowce MUSI podpisywac wszystkie prace domowe dziecka oraz wszystkie
                kartkowki,sprawdziany itd.

                > Wychowawca codziennie sprawdza jego plecak, czy wziął wszystkie zeszyty i
                > książki. Rodzina sytuowana bardzo dobrze, ale mama nie interesuje się synem
                > zupełnie. Gdy proszę ją, żeby sprawdziła co jakichś czas, czy w zeszycie nie
                > żadnych informacji ode mnie i podpisała, że zajrzała, przysięga, że to robi.

                To musi byc wymog szkoly,ze wszystkie prace domowe WSZYSTKICH dzieci musza byc
                podpisane przez rodzicow.
                A jesli matka nie troszczy sie o dziecko,to nie zostaje nic innego jak odebrac
                jej to dziecko.
                Zawsze jest jakies wyjscie,tylko ze w Polsce panuje moda na totalny brak
                odpowiedzialnosci.

                > Ale
                > dzieciak dalej bez zeszytów, bez prac domowych, podpisu itp. Czy zajrzała? No
                > wcale mnie dziecko nie obchodzi.
                > Krzyś, trudno wydębić od niego jakiekolwiek informacje (nie dotyczące nauki).
                > Jedyne co słyszę to "nie wiem". Smutny, dziwny chłopiec. Wielokrotnie
                > rozmawiałam o tym z mamą, ale ona nie rozumie. Twierdzi, że w domu jest
                > normalnie. Ale cóż, może jest normalnie, gdy przyjeżdża do domu trzy razy do
                > roku na kilka dni. Bo trzeba zarabiać. A synkiem zajmuje się ojczym i wcale
                > czasu nie ma, bo ciągle pracuje, a jak już jest to raczej procenty go
                >obchodzą.
                > Adaś, klasa piąta, lektury czyta mu mama, bo jemy się nie chce.
                > Jaś, jest niegrzeczny, niekulturalny, nie ma ochoty współpracować. Do szkoły
                > chodzi tylko po to, żeby coś nabroić, kogoś nalać.

                W USA po pierwszej bojce bylby zawieszony na 3 dni,po drugiej na tydzien a po
                trzeciej wyrzucony ze szkoly.
                No ale piszesz o Polsce,gdzie rygoru nie bylo i nie bedzie,bo wzorowac sie na
                amerykanskim systemie nauczania,to przeciez nie bedziecie,bo macie
                swoj "lepszy".

                > Jedyne co słyszę od mamy, to
                > to że przecież nic się nikomu poważnego nie stało, Jaś biedny, bo ma daleko do
                > szkoły, duzo lekcji do odrabiania itp.
                > Przykładów można by mnożyć.
                >
                > Daleko szukać nie muszę, moja własna siostra ma syna w szóstej klasie.
                dlaczego
                > się nie uczy? Nie dlatego, że rodzice pozwalają mu całymi dniami siedzieć
                przed
                > komputerem, tylko dlatego, że pni w klasach I- III nic nie zdawał i on nie ma
                > nawyku odrabiania prac domowych.

                Niech mi ktos jeszcze napisze,ze w Polsce jest wyzszy poziom nauczania niz w USA
                bo dawno tego na forum nie czytalem.
                • wieczna-gosia Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 25.12.06, 11:54
                  > Niech mi ktos jeszcze napisze,ze w Polsce jest wyzszy poziom nauczania niz w US
                  > A
                  > bo dawno tego na forum nie czytalem.

                  poziom nauczania w USA oceniam wylacznie po poziomie uniwersyteckim. I biorac
                  udzial w 3 projekcie miedzynarodowym dochodze do wniosku ze byc moze system
                  waskiej specjalizacji sprawdza sie w ich systemie gdzie pod reka specjalista od
                  kazdej osobnej srobki. Ale przytakiej wspolpracy, to koszmar. KOmpletny brak
                  decyzyjnosci przy wyniknieciu problemow, przeciagaja sie konsultacje, bo ten sie
                  na tym nie zna, a tamten nie zna sie na czyms drugim a musza wspolnie podjac
                  decyzje wiec potrzebuja trzeciego, co zna sie i na jednym i na drugim. I
                  zazwyczaj jest to Japonczyk, bo oni tez maja wyzszy poziom smile) Z Eurpopa zreszta
                  tez swietnie nie jest, najlepiej wypadaja Angole smile)

                  Zgadzam sie natomiast co do jednego- Amerykaie maja wysokie naklady na nauke,
                  oferuja bajeczne mozliwosci i faktycznie wlasny poziom ksztalcenia wtedy gra
                  mniejsza role, bo zawsze mozna obcokrajowcow lepiej wyksztalconych skusic, co
                  sie dzieje i dziac sie bedzie. Co oznacza jednakze ze kiedy czlowiek probuje
                  znalesc czlowieka z kompetencjami- nalezy przez telefon wsluchiwac sie w akcent smile
              • owocoskala Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 24.12.06, 09:55
                A i tak, każdy z nas si
                > ę
                > boi o pracę i znosi przykre słowa, upokorzenia, bo na jego miejsce czeka wielu
                > bezrobotnych nauczycieli.
                Ty tak masz że się boisz ale inni nauczyciele w innych szkołach ze stażem i
                układami z dyrekcją nie musza się bać choćby nie wiem co robili i to też jest
                prawda. Też byłam nauczycielem (co prawda w LO) i wiem jaka to ciężka praca. To
                co piszesz to jest prawdą i to co my piszemy tez jest prawda smile . Różni są
                rodzice i nauczyciele. W tamtym roku mielismy sytuację że jedną dziewczynkę
                opiekunowie przenieśli do innej zerówki bo pani wychowawczyni interesowała się
                losem dziecka, bezskutecznie prosiła o kontakt z matką, pytała dlaczego
                dziewczynka nie ma żadnych szczepień itd, a rodzina miała zdaje się sporo do
                ukrycia.
                • vikingowa1 Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 24.12.06, 13:39
                  No właśnie, o tym mowa, każdy kij ma dwa końce.

                  Wcale nie powiedziałam, że model polskiej szkoły jest dobry, wręcz przeciwnie.
                  Polskie szkolnictwo się stacza, mimo że wielu nauczycieli stara się do tego nie
                  dopuścić. My możemy coraz mniej, dyrektor, rodzic, a już na pewno uczeń coraz
                  więcej. Dojdzie po prostu do tego, że zaczniemy się bać przychodzić do szkoły.
                  Nie generalizujmy jednak, że nauczyciele be, a rodzice chcą się we wszystko
                  angażować, wiele podanych przez mnie przykładów pokazuje, że często bywa odwrotnie.
                  Bardzo bym chciała, żeby rodzice angażowali się w życie klasy i szkoły, ale gdy
                  coś proponuję na zebraniu słyszę tylko głuchą ciszę. Nikt nie chce nic
                  powiedzieć, zaproponować. Jedyne co słyszę to pretensje, że metody mamy
                  niesprawiedliwe, że nie potrafimy nauczyć itp. No tak, bo ja wiedzę do głowy
                  wprost wlewam, bez wysiłku ze strony ucznia.

                  Nie wiem jak jest z poziomem w szkołach amerykańskich, ale wiem, że w polskich
                  jest z tym coraz gorzej i coraz trudniej zainteresować ucznia czymkolwiek. No
                  chyba że rozmawialibyśmy na każdej lekcji o grach komputerowych. Gdy przychodzi
                  do włożenia jakiegokolwiek wysiłku nagle wszyscy nie mają czasu. Tak było, gdy
                  przygotowywałam przedstawienie. Bawić się na Kole Teatralnym chcą wszyscy, ale
                  nikt już nie chce nauczyć się tekstu i być cicho przez kilka minut, gdy coś
                  tłumaczę lub gdy próbują koledzy.

                  No, ale o szkole można by wiele. A ja wcale nie miałam zamiaru narzekać na uczniów.
                  Życzę wszystkim wesołych świąt, zarówno rodzicom, nauczycielom, a przede
                  wszystkim uczniom. I im i mnie potrzebny jest odpoczynek od szkoły.
                  Pozdrowienia.
                  • maksimum Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 25.12.06, 06:24
                    vikingowa1 napisała:

                    > Nie wiem jak jest z poziomem w szkołach amerykańskich, ale wiem, że w polskich
                    > jest z tym coraz gorzej i coraz trudniej zainteresować ucznia czymkolwiek. No
                    > chyba że rozmawialibyśmy na każdej lekcji o grach komputerowych. Gdy
                    przychodzi
                    > do włożenia jakiegokolwiek wysiłku nagle wszyscy nie mają czasu. Tak było, gdy
                    > przygotowywałam przedstawienie. Bawić się na Kole Teatralnym chcą wszyscy, ale
                    > nikt już nie chce nauczyć się tekstu i być cicho przez kilka minut, gdy coś
                    > tłumaczę lub gdy próbują koledzy.

                    W szkolach amerykanskich jest selekcja.
                    W podstawowkach jeszcze mozna spotkac zroznicowany poziom uczniow w jednej
                    klasie,ale podstawowka to tylko 5 klas.
                    Do gimnazjow idzie sie wg stopni z podstawowki i ten przydzial nastepuje na
                    poziomie dystryktu.
                    schools.nyc.gov/OurSchools/default.htm
                    Ja mieszkam w dystrykcie 20,ktory jest w rejonie 7.
                    No wiec do dystryktu 20 skladam podanie ,w ktorym wymieniam trzy szkoly(w
                    kolejniosci od najlepszej) do ktorych chcialbym poslac syna.
                    Wyniki nauczania wszystkich uczniow sa na komputerach w dystrykcie,a kazda
                    szkola stawia swoje wymagania,ze np przyjmuje uczniow ,ktorzy maja powyzej 720
                    pkt na 800 mozliwych z testow.Inna szkola przyjmuje od 700 pkt w gore,a trzecia
                    z kolei od 680 pkt w gore.
                    Dystrykt sprawdza punkty syna i wysyla go do najlepszej ze szkol,ktora
                    akceptuje jego wyniki.
                    W ten sposob syn sie znalazl w najlepszej szkole na Brooklynie.
                    Nie ma czegos takiego,ze ktos przyjedzie z Polski czy z Bostonu z perfekt
                    angielskim i zapisze sie do najlepszej szkoly.
                    Jak sie nie ma wynikow z testow do zweryfikowania przez dystrykt,to sie idzie
                    do slabej szkoly,ktora nie stawia zadnych wymagan.
                    Przyjezdza jakis dobry uczen z Polski i dostaje sie do slabej szkoly,bo dobre
                    sa dla niego zamkniete z powodu braku wynikow testow i narzeka na slaby poziom
                    nauczania w Ameryce.
                    Moze i ma racje,bo w USA jest duzo szkol o slabym poziomie nauczania,ale
                    potrzeba co najmniej 1 roku a czasami dwoch,zeby przeniesc sie na podstawie
                    swoich wynikow do dobrej szkoly i posmakowac Ameryki.
                    • owocoskala Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 25.12.06, 12:38
                      > Nie ma czegos takiego,ze ktos przyjedzie z Polski czy z Bostonu z perfekt
                      > angielskim i zapisze sie do najlepszej szkoly.
                      > Jak sie nie ma wynikow z testow do zweryfikowania przez dystrykt,to sie idzie
                      > do slabej szkoly,ktora nie stawia zadnych wymagan.
                      No, wiesz ale to chyba nie świadczy dobrze o systemie... Ja generalnie uważam
                      że to czy dana osoba jest zdolna czy nie weryfikują dopiero studia. Śmieszy
                      mnie kiedy nauczycielka mówi o zdolniejszych i mniej zdolnych uczniach w 1
                      klasie podstawówki, kiedy dzieci przychodza z zerówek szkolnych i
                      przedszkolnych o bardzo zróżnicowanym poziomie, a róznieca wieku między dziećmi
                      wynosi prawie rok co jest bardzo dużo w wieku 7 lat. W podstawówce, gimnazjum
                      czy liceum lepsze w ocenach są często nie osoby najzdolniejsze ale najbardziej
                      systematyczne - pilne. One niekoniecznie musza być najbardziej wartościowe i
                      twórcze. Pamętam że w podstawówce czytałam tony książek, ale niekoniecznie
                      lekcje były dla mnie najważniejsze smile. Są typy osobowości które męczy monotonia
                      i systematyczność.
                      Moja była szefowa, teraz pani profesor przyznała się też że nie zdała matury w
                      pierwszym terminie a jest to jedna z najbardziej inteligentnych kobiet jakie
                      znam. Reasumując uczeń może nagle zakoczyć na różnych poziomach eukacji i
                      trzeba mu dać równe szanse pójścia na studia itd, nawet jeśli miał gorszą
                      średnia na jakimś etapie edukacji.
                      • maksimum Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 26.12.06, 04:02
                        > Ja generalnie uważam
                        > że to czy dana osoba jest zdolna czy nie weryfikują dopiero studia. Śmieszy
                        > mnie kiedy nauczycielka mówi o zdolniejszych i mniej zdolnych uczniach w 1
                        > klasie podstawówki, kiedy dzieci przychodza z zerówek szkolnych i
                        > przedszkolnych o bardzo zróżnicowanym poziomie, a róznieca wieku między
                        dziećmi
                        > wynosi prawie rok co jest bardzo dużo w wieku 7 lat. W podstawówce, gimnazjum
                        > czy liceum lepsze w ocenach są często nie osoby najzdolniejsze ale
                        >najbardziej systematyczne - pilne.

                        Oczywiscie,ze to prawda,ale zauwaz,ze najwieksze osiagniecia w zyciu maja nie
                        ci najzdolniejsi ale ci najbardziej pracowici i odwazni.

                        > One niekoniecznie musza być najbardziej wartościowe i
                        > twórcze. Pamętam że w podstawówce czytałam tony książek, ale niekoniecznie
                        > lekcje były dla mnie najważniejsze smile. Są typy osobowości które męczy
                        >monotonia i systematyczność.
                        > Moja była szefowa, teraz pani profesor przyznała się też że nie zdała matury
                        w pierwszym terminie a jest to jedna z najbardziej inteligentnych kobiet jakie
                        > znam. Reasumując uczeń może nagle zakoczyć na różnych poziomach eukacji i
                        > trzeba mu dać równe szanse pójścia na studia itd, nawet jeśli miał gorszą
                        > średnia na jakimś etapie edukacji.

                        Ja tez tak mysle,bo przeciez najzdolniesi wykazuja sie tym co potrafia dopiero
                        po studiach.
                • maksimum Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 25.12.06, 06:00
                  > W tamtym roku mielismy sytuację że jedną dziewczynkę
                  > opiekunowie przenieśli do innej zerówki bo pani wychowawczyni interesowała
                  się
                  > losem dziecka, bezskutecznie prosiła o kontakt z matką, pytała dlaczego
                  > dziewczynka nie ma żadnych szczepień itd, a rodzina miała zdaje się sporo do
                  > ukrycia.

                  W USA jest tak,ze jak dzieciak nie przyniesie do szkoly poswiadczenia od
                  lekarza,ze ma wszystkie wymagane swiadczenia,to dzieciaka do szkoly nie
                  wpuszcza.
                  209.85.165.104/search?
                  q=cache:1Npw2yWO6vMJ:www.lsc.state.oh.us/membersonly/126immunization.pdf+mandato
                  ry+vaccination+for+school+children&hl=en&gl=us&ct=clnk&cd=1
                  Szczepienia sa obowiazkowe i jesli rodzic tego nie dopilnuje,to opieka
                  spoleczna zabierze mu dziecko.
                  209.85.165.104/search?
                  q=cache:1Npw2yWO6vMJ:www.lsc.state.oh.us/membersonly/126immunization.pdf+mandato
                  ry+vaccination+for+school+children&hl=en&gl=us&ct=clnk&cd=1
                  Szkola nie jest od przypominania rodzicom o szczepieniach lecz od powiadomienia
                  opieki spolecznej ,ze dziecko nie ma szczepien.
                  Wtedy przychodzi pan policjant do domu z opiekunka spoleczna i matka moze sie
                  ewentualnie dowiedziec,kiedy bedzie nastepny raz widziala dziecko.
    • wieczna-gosia Re: Angażujecie się w życie szkoły swoich dzieci? 25.12.06, 11:41
      nie angazuje sie zbytnio bo raczej aspoleczny ze mnie typ. W porze zebran
      pracuje. Ale ogladam zeszyty, czytam dzienniczki sprawdzam prace. Zdecydowanie
      lepszy kontakt mam z nauczycielami w gmnazjum, ktorzy jakos bardziej sa dla mie
      dostepni, bardziej elastyczni co do czasu potkan, zawsze jak przyjde do szkoly-
      ktos mnie posadzi w pokoju nauczycielskim nad kawa i zazwyczaj udaje mi sie
      spotkac tego, kogo trzeba. Pani zerowkowa mojej corki, tez w miare spoko. Ze
      starszymi dziewczynami byl klopot- pani blizszy kontakt nawiazywala z trojka
      klasowa i zawartoscia portfeli reszty. Nie umiala rozsadnie przekazywac
      informacji wiec non stop mialysmy nieporozumienia.
Pełna wersja