Gość edziecko: Kasiulek
IP: *.*
16.01.03, 23:48
Mam pewien problem i nie wiem jak sobie z nim mam poradzić. Jestem mamą 27 miesięcznego synka. Słyszałam o tzw. trudnym wieku dwulatka. Głównym słowem mojego synka jest słowo NIE. Jak coś chce, to musi to mieć natychmiast, i nadaremne są moje tłumaczenia, że mama teraz nie może bo obiera ziemniaki, zmywa, lub też myje włosy. Natychmiast jest płacz, tłupanie nogami i rzucanie się na podłogę. Jak chce posłuchać sobie piosenki, a my z mężem oglądamy telewizję – lub też na odwrót – płacze, dopóki nie dostanie tego co chce. Muszę przyznać, że nieraz staram się być konsekwentna, lecz nieraz dla świętego spokoju ustępuje. Jak mu czegoś zabronię –nie otwieraj szafki, nie wyjmuj ubrań – to robi mi na złość i dokańcza dzieło a czasami nawet pluje. Sprzeciwia się wszelkim nakazom i zakazom. Nie dociera do niego zupełnie to, co mówię. I nie wiem czy to jest właśnie ten trudny okres, czy może gdzieś popełniłam błąd, lub też jestem za mało stanowcza. Rozmawiam z nim i tłumaczę mu co może a co nie, ale mam wrażenie, że nic nie dociera, że jest to próba sił – kto wygra, kto silniejszy. Powoli czuję, że zaczyna mi brakować cierpliwości do synka. I żadne drobne kary ( jak siedzenie w pokoju, dopóki się nie uspokoi, czy też klaps w pupę) nie pomagają. Naprawdę nie wiem co mam robić, przeczekać, czy spróbować innej metody? Tylko jakiej?