Spowiedź wyrodnej matki...

29.12.06, 22:04
Nie wiem,czy to ta rozreklamowana jesienna chandra, czy jestem po prostu złą
matką, czy źle pokierowałam swoim życiem...nie wiem... Faktem jest,że z dnia
na dzień staję się z młodej pełnej pomysłów i energii dziewczyny
- starą, zrzędzącą, zgorzkniałą, znerwicowaną babą.

Opowiem Wam moją historię...
W pierwszą ciążę zaszłam w wieku 19 lat, byłam wówczas w ostatniej klasie
liceum plastycznego, pełna optymizmu, pomysłów na życie, zakochana po uszy w
moim teraz już mężu i szalałam z radości na wieśc o ciąży (naprawdęsmile)
Maja urodziła się na dzień przed obroną pracy dyplomowej,wyrozumiali
nauczyciele sami wszystko mi pozałatwiali,poprzesuwali terminy itd.,a w
trakcie matury bez problemów wychodziłam na karmienie swojej trzytygodniowej
córeczki(które odbywało się w gabinecie pana dyrektora i nikt mi nie
przeszkadzał-mogłam powyciągac milion ściąg spod pazuchy i nikt by się nie
dowiedział).Mała miała mnóstwo cioc i wujków,wszyscy bardzo nas wspierali.
Było fantastycznie. Zaraz po maturze dostałam się na studia (zaoczne,rzecz
jasna,bo mąż pracował w naszym rodzinnym miasteczku,gdzie oferta edukacyjna
obejmuje jedną podstawówkę,jedno gimnazjum, liceum i technikum). Pół roku
pomieszkaliśmy u teściów,stosunki z nimi były poprawne jak na relacje z
teściamiwink. Teściowie odziedziczyli po dziadku domek na wsi,gdzie oni sami
zresztą kiedys mieszkali, a że stał pusty,więc przeprowadziliśmy się do niego
z 7-miesięczną wówczas Mają-dla dziecka raj na ziemi, duży ogród,świeże
powietrze,więc kupiliśmy jeszcze psa,żeby było weselej i żebym czuła się
bezpieczniej(mąż pracuje w straży granicznej,więc ma służby o różnych
porach,często w nocy). Majka nie sprawiała większych kłopotów,była spokojnym
i radosnym dzieckiem, zjazdy na studiach dwa razy w miesiącu też nie były
uciążliwe.I tak żyliśmy sobie spokojnie bez większych wzlotów i upadków,
sielanka... Kiedy dowiedziałam się o drugiej ciąży mała miała 1,5 roczku.
Miałam mieszane uczucia,ale stanęło na tym,że dobrze,że będzie drugi dzidziuś-
mała będzie miała towarzystwo, za jednym zamachem trochę odchowamy dwójeczkę
jeszcze w trakcie moich studiów,a później ja pracy, a dzieci do przedszkola.
Problemy zaczęły się niedługo po urodzeniu Marcela. Bardzo cieszyliśmy się z
jego przyjścia na świat, ale Maja zaczęła sprawiac problemy, chociaż
poświęcaliśmy jej więcej uwagi niż dotychczas.
A dziś...
Marcel ma 8 miesięcy,Maja prawie 3latka,a ja mam ochotę zostawic to wszystko
i uciec gdzieś daleko,daleko,żeby nikt mnie nie znalazł,porządnie się wyspac
i zacząc nowe życie...
Męża ciągle nie ma, bo albo na służbie, albo śpi po nocce, albo ma coś do
zrobienia: rąbanie drewna na opał, skopanie ogródka, naprawa szopki itd., na
wsi zawsze jest coś do zrobienia nawet, gdy nie prowadzi się takiego typowego
gospodarstwa ze zwięrzętami. Do tego ojciec męża ma tu warsztat,prowadzi
firmę melioracyjną, a teściowa ogród i króliki, więc przyjeżdżają o każdej
porze dnia, wchodzą i wychodzą bez pukania, w końcu to ich "ranczo",jak je
sobie nazywają. A ja nie czuję się swobodnie, jestem pod presją,że zawsze od
razu po posiłku trzeba pozmywac i ogólnie nie może byc rozpierdzielu na
chacie,bo w każdej chwili ktoś może przyjśc, a,że przy dwójce małych dzieci i
dużym psie jest to syzyfowa praca, to ja bez przerwy jestem na chodzie. Nie
pamiętam już nawet,kiedy ostatnio bawiłam się z małą, ciągle jest coś do
zrobienia. Poza tym ona jest nieznośna, tupie, bije mnie i młodszego brata,
nie słucha, co do niej mówię i sprawia wszelkie możliwe w jej wieku
kłopoty ,chociaż staram się przestrzegac podstawowych reguł wychowawczych
(studiuję pedagogikę- o ironio!). Doszło nawet do tego,że zaczęłam myślec w
nerwach,żeby ją oddac dziadkom-przy nich jest jak aniołek... Chociaż bardzo
kocham moje dzieci, to mam ich serdecznie dośc! Puszczają mi nerwy-krzyczę na
nie,chociaż wiem,że nie powinnam tego robic,ale na niczym mi już nie zależy,
mam dośc ciągłego zajmowania się nimi, siedzenia w domu, sprzątania, prania,
gotowania, wszędobylskich teściów, zmęczonego męża i przede wszystkim siebie
samej-nie tak miało wyglądac moje życie!!!
Czytam to i ryczę...
Nie wiem,co mam robic.
Na hobby nie ma ani siły,ani czasu,ani chęci.
Nie mam szansy gdzieś się wyrwac,obie babcie pracują, na nianię mnie nie
stac;nie mam tu żadnych znajomych,bo kobiety na wsi są wiecznie zajęte w
gospodarstwie,nie mają czasu na kawkowanie, na własne mieszkanie też nie mamy
na razie szans,bo dopóki nie pracuję nie stac nas na spłacanie kredytu, a do
pracy nie pójdę, bo mamy tylko jedno auto, więc nie będę miała nawet czym do
tej pracy dojeżdżac. Poza tym nie wyrabiam się z domem i studiami, więc jak
miałabym iśc do pracy to doba musiałaby trwac co najmniej 30 godzin... A
nawet jakby trwała, to w pobliskim miasteczku mogłabym co najwyżej zarobic na
przedszkole i żłobek dla dzieci...
I mnóstwo "ale"...
Ale się chociaż wygadałam.
Dzięki wszystkim za wytrwałośc w czytaniu tego pesymistycznego wywodu
Poradżcie coś,bo oszaleję,albo zrobię coś głupiego...
    • echtom Re: Spowiedź wyrodnej matki... 29.12.06, 22:19
      Jesteś tylko przemęczona. Wytrzymaj jeszcze trochę. Za parę lat dzieci pójdą do
      szkoły, a Ty będziesz nadal młodą kobietą z całym życiem przed sobą. Dzieci
      rosną bardzo szybko, chociaż przy maluchach wydaje się nam, że czas stoi w
      miejscu. Mimo wszelkich uciążliwości ciesz się ich dzieciństwem, bo gdy zaczną
      dorastać, zmiana relacji może być dla Ciebie bardzo bolesna. Ale wcześniej
      będzie fajny, odprężający okres przedszkola i szkoły podstawowej, który da Ci
      szansę na zregenerowanie sił.
    • stypkaa Re: Spowiedź wyrodnej matki... 29.12.06, 22:29
      Po pierwsze to domyślam się co czujesz. Sama jestem mamą prawie 2-letniego
      chłopca, do tego w 8 m-cu ciąży. I już się boję jak poradzę sobie z dwójką.
      Po drugie zupełnie nie rozumiem jednej rzeczy: dlaczego Ty dziewczyno
      przejmujesz się, tym żeby w domu nie było bałaganu zamiast pobawić się z córką
      i jej poświęcić czas??
      Jak przychodzę z pracy do domu to nie obchodzą mnie gary w zlewie tylko moje
      dziecko, które stęsknione czeka. Więc po zjedzeniu obiadu poświęcam czas jemu.
      Chociaż te kilka godzin popołudniu i wieczorem zanim pójdzie spać.
      Nie jestem supermenką i nie daję rady robić wszystkiego, więc wybieram to co w
      danej chwili jest ważniejsze. Gary nie uciekną. A że ktoś kto przyjdzie zobaczy
      nie pozmywane talerze w zlewie - no i co z tego?? Bez przesady. Każdy kto ma
      choć trochę rozumu w głowie domyśli się, że przy dwójce małych dzieci nie
      zawsze się ma czas, żeby wszystko robić wtedy kiedy powinno się robić.
      Ważniejszym problemem tutaj wydaje mi się zachowanie Waszej córki. Ona
      rozpaczliwie woła - zainteresujcie się mną! Ja też jestem waszym dzieckiem!
      Kochacie mnie jeszcze?? Zresztą skoro studiujesz pedagogikę to powinnaś to
      wszystko wiedzieć.
      Zapewne malemu poświęcasz dużo więcej czasu niż jej. W końcu 8-miesięczne
      dziecko wymaga więcej uwagi. To naturalne. Ale nie moze być tak, że Wasza córka
      jest odsunięta na bok. Sama piszesz, że nie pamiętasz kiedy ostatni raz się z
      nią bawiłaś. To bardzo prosta droga do tego, żeby ona stawała się coraz
      bardziej "nieznośnia" oraz co tego, żeby znienawidziła brata.

      Ja z pracami domowymi radzę sobie w ten sposób: gotuję raz na 2-3 dni - raz
      zupę, raz drugie danie - zawsze coś takiego co bez problemu można odgrzać, ew.
      dogotować do mięsa ryż, makaron, kaszę czy ziemniaki (rzadko, bo trzeba obierac
      czego szczerze nienawidzę wink
      Odkurzanie i mycie podłóg - raz w tygodniu robi to mąż. Mimo, że też jest
      bardzo zajęty. Ostatnio pracował po 12 godzin, poza tym też ma inne sprawy na
      głowie. Ale ja po prostu nie daję rady tego robić. A ktoś musi.
      Zmywanie, pranie - wieczorem jak mały pójdzie spać. Prasowanie ograniczam do
      absolutnego minimum - czyli tylko jakieś koszule czy spodnie w kant przed
      wyjściem. Reszty nie prasuję.
      Czasem gary stoją cały dzień w zlewie - ale ja się tym nie przejmuję. Na
      szczęście dotarło do mnie, że w życiu są rzeczy ważne i ważniejsze.
      I teraz najważniejsze dla mnie jest donosić ciążę i urodzić zdrowego maluszka
      oraz jak najwięcej czasu poświęcać synkowi. A reszta może poczekać.
      Aha, i co do wyrwania się - piszesz, że obie babcie pracują - ale jednak
      czasami teściowa znajduje czas żeby wpaść na swoje "ranczo"? Więc może znajdzie
      i te 3-4 h, żeby posiedzieć z maluchami a Ty może wybierz się chociaż na rower,
      spacer po lesie, gdziekolwiek byle bez rodziny.
      Każdy czasami potrzebuje odpoczynku. I nie daj zrobić z siebie "starego,
      zrzędzącego, zgorzkniałego, znerwicowanego babska".
      Pozdrawiam i życzę zmian na lepsze smile

    • brunetka13 Re: Spowiedź wyrodnej matki... 29.12.06, 23:03
      bardzo poruszył mnie Twój list, bo rozumiem Twoja sytuacje. Mimo, ze obiecałam
      sobie, ze pojde wczesniej dzisiaj spac, to chce pare słow napisac do Ciebie smile
      ja tez mam, nawet nie czasami, ale notorycznie dosyc, choc mam 1 dziecko, ale
      niesamowicie żywe i wszedobylskie... narzekam i narzekam, bardzo siebie wtedy
      nie lubie ....jestem z dzieckiem w domu, ale tez dorabiam sobie, co powoduje,
      ze pewne sprawy zwiazane z praca musze wykonac, przemyslec, podzwonic, a przy
      moim dziecku czesto jest to niemożliwe, co doprowadza mnie do frustracji. a
      jeszcze pranie, a prasowanie, a obiad , a mnostwo innych domowych spraw. No i
      ja ! - chociazby opiłowac paznokcie bo sa tak dlugie (az wstyd pisac ), ze sie
      lamia. Nie mamy ani babc ani nikogo bliskiego obok siebie. Dlatego wydaje mi
      sie, ze powinnas zaangazowac babcie, czy dziadka, skoro tak czesto wpadaja,
      chociaz godzinka dla Ciebie to tez bedzie wytchnienia, a czlowiek musi miec
      czas TYLKO dla siebie, bo oszaleje inaczej. Co do naczyn, to sie tak tym nie
      przejmuj, bedzie balagan - trudno, to Twój balagan, Twoja sprawa, poza tym
      najlepiej - wiem to po sobie - myc od razu, na biezaco, najgorzej, gdy sie
      zrobi składowisko. Tez tak jak poprzedniczka mysle, ze powinnas wieksza uwage
      poswiecic malej, ale takiej prawdziwej uwagi, ja to widze po moi dziecku,
      czasem majac w zamysle to, co musze zrobic w zwiazku z praca sprawia , ze
      bawie sie, ale tak troche jakbym byla nieobecna, a dziecko to wyczuwa, poza
      tym pobawienie sie raz, czy dwa tez nie zalatwi sprawy, to musi sie stac regula.
      Najwazniejsza jednak sprawa jest to, bys ustaliła, ze masz w ciagu dnia np. poł
      godziny dla siebie, ta mysl sprawi, tzn. to, ze bedziesz miec swoja chwile, że
      przybedzie Ci sił. Spróbuj tez zaangazowac męża na tyle na ile mu siły i czas
      pozwolą, ale zawsze to bedzie jakies odciazenie.

      Pozdrawiam Cie mocno, zyczac samych dobrych wydarzen w 2007 roku,

      ide spac i choc wciaz nie moge tego zrealizowac - radze, bys jesli to tylko
      mozliwe jak najwczesniej sie kładała, bo brak snu od dluzszego czasu przekłada
      sie na zmeczenie, a to z kolei na czarnowidztwo
      • misssaigon Re: Spowiedź wyrodnej matki... 30.12.06, 08:33
        nie musisz byc idealna zona, matka, synowa, gospodynia - wyluzuj przede
        wszystkim ..jesli nabawisz sie depresji, nerwicy itp to czy twoim bliskim to
        zrobi dobrze?

        - uwazam, ze na pierwszy front nalezy wziac meza - konkretnie ustalic z nim
        podział oboawiazków w domu - ale nie na tej zasadzie, ze on sobie dłubie w
        awarsztaciku a ty zajmujesz sie reszta - jest na równi z toba odpowiedzialny za
        sprzatanie domu, zabawe z dziecmi itp. Bardzo wazne jest aby wasze relacje sie
        nie pogorszyły - twoje zmeczenie i narastajaca frustracja na pewno nie słuzy
        waszem,u małzenstwu - tak wiec jesli obydwojgu wam na tym zalezy - musicie
        zadbac o wasz zwiazek - nawet jesli teraz sie wydaje wszystko OK - niedlugo
        pojawia sie animozje
        ty tak jak twój maz pracujesz bardzo intensywnie i tak samo potrzebujesz
        odpoczynku i "odsypiania" i relaksu - umówcie sie z rodzicami, tesciami, ze np
        raz w tygodniu macie wychodne , a oni zostaja z dziecmi....
        mysle ze bardzo wazne jest abys umiała wytyczac jasne granice w swoim zyciu. Dom
        w którym mieszkacie to takze twoj dom i twoich dzieci - potrzebuyjecie
        prywatnosci i intymnosci . Powiedz mezowi, ze takie zachowanie tesciow cie meczy
        , czujesz sie z tym zle - moze sam porozmawia ze swoimi rodzicami, jeslki nie
        zrobcie to obydwoje - okreslcie reguły jakie panuja dla wszystkich w WASZYM
        domu....
        wiecej stanowczosci - jesli tesciowej nie podoba sie nieporzadek w Waszym domu
        - nie ma przeszkod, zeby zakasała rekawy i pomogla zapracowanej matce dwojga
        małych dzieci....
        powodzenia, trzymaj sie cieplo i dbaj o swoje relacje z mezem - to wy jestescie
        rodzina i powinniscie sie rozumiec i wspierac...
    • milenamuha Dzięki 30.12.06, 13:57

      • milenamuha Re: Dzięki 30.12.06, 14:05
        za szybko poszło
        Dzięki dziewczyny, jak zwykle można na Was liczycsmile Kolejny raz wyciągacie
        mnie z dołka i motywujecie do działania
        Nadchodzący rok będzie przełomowy,dotarło do mnie kilka kwestii,a przede
        wszystkim to,że nie mam już 13 lat i mogę swobodnie decydowac co i kiedy będę
        robic. Bo do tej pory wszystko było robione "pod teściów" i to podświadomie
        najbardziej nas tłamsiło i było powodem mnóstwa stresów. Bez przesady,żebyśmy
        np. w wieku dwudziestu kilku lat kryli się z paleniem jak nastolaty, śmieszne,
        ale prawdziwesad
        Dzięki wielkie jeszcze raz,będę informowac o postępach we wtórnym
        usamodzielnianiu się. Jestem dobrej myśli, dałyście mi nowe siłysmile))
        Dzięki raz jeszcze
        Pozdrawiamy serdecznie
        Milena, Mateusz, Maja i Marcel
    • asia06 Re: Spowiedź wyrodnej matki... 30.12.06, 14:48
      E tam... Nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej smile Też mam czasami
      dosyć siedzenia z dzieckiem. Jesteśmy za granicą, mąż pracuje, a ja siedzę od
      1,5 roku z małą. Też czasami chcę gdzieś uciec na dzień, dwa. A nie mogę, bo od
      rodziny dzieli mnie ocean, więc nie podrzucę małej babci czy cioci. Do sklepów
      też nie wyjdę, bo... Za daleko smile Trzeba samochodem, którym mąż do pracy
      dojeżdża. I tym bardziej nie dziwią mnie Twoje uczucia, ze jesteś około 10 lat
      młodsza ode mnie. I nie badzo mogę sobie wyobrazić siebie sprzed 10 lat
      siedzącej z dzieciaczkami. Także wielkie gratulacje za wytrzymałość smile
      A porządki domowe... Nie zawracaj sobie nimi głowy. Może nie byc posprzątane,
      cóż w tym złego... Że teściowie się krzywo popatrzą... A niech patrzą albo
      pomogą smile
      • babus_jagus Re: Spowiedź wyrodnej matki... 09.02.07, 16:04
        Jestes bardzo dobra matka, przejmujesz sie swoimi dziecmi i chcesz dbac o nie i
        zapewnic im to, co najlepsze. I dbac o dom i o rodzine. I pewni nikt Ci tego nie
        mowi, bo mi tez nigdy tego nie powiedzial, mimo, ze ja mam lzejsza sytuacje niz
        Ty, a i tak wymiekam psychicznie czesto. Pozdrawiam serdecznie.
        • babus_jagus Re: Spowiedź wyrodnej matki... 09.02.07, 16:05
          mialo byc do glownego listu
    • jusiadyk Re: Spowiedź wyrodnej matki... 30.12.06, 16:20
      Ja też tylko chcę Ci dodać otuchy i siły. O tak dodaję otuchy - chuch, uch -
      chucham na Ciebie. Dasz radę, odpocznij i poradzisz sobie.
    • bogumilka smutne to wszystko ale Świat jest 30.12.06, 16:37
      w ogóle niewesoły
    • jacksparrow1 Re: Spowiedź wyrodnej matki... 30.12.06, 16:49
      Zacznijmy od tego ze nawet jezeli nie jestes wlascicielem domu w ktorymmieszkasz
      to kazdy kto sie tam zjawia ma sie podporzadkowac tobie.Teraz to twoj dom.Pomysl
      czy tak samo mialoby wygladac twoje zycie jakbys wynajmowala mieszkanie.Ze
      wlasciciel sobie wchodzi i wychodzi kiedy chce.
      Musisz pogadac z tesciami, ze teraz tutaj mieszkacie i jest to wasze
      domostwo.NIe sprzatnij zaraz po zjedzeniu, popros o nie pojawianie sie o kazdej
      porze dnia i nocy a jak juz to nie bedziesz obslugiwac wszystkich, jak i ze nie
      zyczysz sobie wchodzenie do twojego teraz domu bez pukania i zapowiedzi.
      A kiedys to podrzuccie dzieciaki dziadkom i sie wyspij.Znam ten bol - wszystko
      na glowie a w nocy brak snu bo dzieciak sie jeszcze potrafi zbudzic.
      Moze tesciowie sobie sprawy nie zdaja ze mozesz byc zmeczona i
      wypompowana.Koniecznie musisz pogadac z mezem i tesciami i mysle ze wszystko sie
      ulozy.
      uszy do gory
    • cynta Re: Spowiedź wyrodnej matki... 30.12.06, 19:06
      Dobrze mi sie wydawalo ze napisalas cos o liceum plastycznym? i ze mieszkasz na
      wsi? A nie daloby sie tak jakos wyjatkowo, w niedziele czy jak, pogodzic tych
      dwoch elementow? moze wyslac meza lub babcie z malym na spacer a sama usiasc z
      mala z kredkami, farbami i papierem lub sztalugami i razem cos narysowac,
      namalowac? Moze dalabys upust twoim emocjom wlasnie w taki sposob? Ja sama tez
      robia z moja mala to co sama lubie najbardziej, czyli np. chodze z nia do Zoo.
      Ja mam 4.5 letnia corke i zupelnie inny uklad niz ty ale zauwazylam ze bardziej
      sie na nia denerwuje kiedy nie moge zrealizowac jakis tam planow typu sprzatanie
      czy inne domowe zajecia. Jak tylko to oleje i postawie siebie do jej dyspozycji
      zaraz mam lepszy dzien, bawimy sie razem, sprzatamy (!) itp. Cierpliwosci a i
      gratuluje wytrwalosci w studiowaniu.
    • femian Re: Spowiedź wyrodnej matki... 30.12.06, 20:04
      Zagoń męża do garów, nie przejmuj się bałaganem, a ogródka to nie musi
      koniecznie przecież przekopać, ważniejsza jest ta robota, która ułątwi Tobie
      zajmowaniem się tym co najważniejsze, czyli zabawą z dziećmi i ich
      wychowaniem...Może pora także pomyśleć o ogrzewaniu na gaz albo alternatywnych
      źródłach energii (wygodniejszych niż drewno i węgiel)? Roboty macie po uszy a
      przecież to dzieciom należy się przede wszystkim uwaga. Jak teście chcą Cię co
      chwilę odwiedzać, to zagoń teściową do roboty, niech Ci posprząta w domu jeśli
      chce się w nim gościć a bałagan jej sie niepodoba. Skoro potrafią do Ciebie
      dojść o własnych siłach to zapewne i na pomoc Tobie w domu mieliby siłę. Oni to
      mądrzy są.. wypoczęci, wyluzowani wpadaja sobie jako goście, to potem mogą się
      zajać tym co przyjemne, czyli zabawą z dziećmi a Ty biedna, zaharowana musisz
      być tą zrzędzącą upierdliwą matką i żoną, bo po prostu nie wyrabiasz z
      nadmiarem obowiązków na raz a także monotonią, co tu kryć i brakiem możliwości
      samorealizacji. Myślę, że pora zacząć myśleć trochę o sobie a także lepiej się
      zorganizować. Nie wsyzstko musisz robić sama. Zorganizuj sobie życie tak, aby
      część obowiązków przejęli np teściowie, rodzice, mąż i abyś sama mogła z nowymi
      siłami i radością zajmować się dziećmi a także może jakimś hobby. Dla mnie np
      ciekawym hobby (też mam uzdolnienia plastyczne) jest fotografia, zabawy
      manualne, tworzenie czegoś. Weź to pod rozwagę, bo możesz połączyć przyjemne z
      pożytecznym, wykorzystując swoje talenty jednocześnie poświęcić czas córce.
    • babus_jagus Re: Spowiedź wyrodnej matki... 09.02.07, 16:05
      Jestes bardzo dobra matka, przejmujesz sie swoimi dziecmi i chcesz dbac o nie i
      zapewnic im to, co najlepsze. I dbac o dom i o rodzine. I pewni nikt Ci tego nie
      mowi, bo mi tez nigdy tego nie powiedzial, mimo, ze ja mam lzejsza sytuacje niz
      Ty, a i tak wymiekam psychicznie czesto. Pozdrawiam serdecznie.

    • anette444 Re: Spowiedź wyrodnej matki... 21.02.07, 10:53
      Czytając Twój smutny list mimo wszystko się uśmiechałam... Chyba nie ma
      kobiety, która wychowując dwójkę dzieci nie czułaby się dokładnie tak samo.
      Prawie każda łapie doła, zwłaszcza gdy sie mieszka w nowym miejscu i nie ma się
      tam znajomych. Ja też przez to przeszłam i miałam chyba depresję(?), a na pewno
      miałam koszmarne myśli.
      Po pierwsze - daj przeczytać list mężowi, porozmawiajcie o tym. Spróbuj
      porozmawiać z teściową, może zrozumie. Po drugie - spróbuj znaleźć sobie jakąś
      odskocznię - może w pobliskim mieście są organizowane jakieś kursy, które cię
      zainteresują, może zacznij robić jakieś drobiazgi i wstaw w komis w jakimś
      sklepiku? Odszukaj dawne koleżanki i korzystaj z GG.
      Ale najważniejsze - zapamiętaj sobie,że kiedyś będzies wspominała ten okres
      życia ze wzruszeniem. Trzymaj się.
Pełna wersja