nisar
09.01.07, 15:45
Ma 12,5 roku, od prawie pięciu lat mieszkamy z "drugim tatą", z bioojcem ma
dobry kontakt, drugiego tatę bardzo kocha, mówi na niego tata, spędzają razem
dużo czasu...
Od początku nowego związku córka, mimo że bardzo przeżyła rozwód mój z
bioojcem, wierci mi dziurę w brzuchu o siostrzyczkę. Cóż, mamy zamiar
spróbować mieć tęże siostrzyczkę i powiedzieliśmy jej parę miesięcy temu, że
będziemy próbowali, ale dopiero jesienią obecnego roku.
Od tego czasu Elka kompletnie zwariowała:
- co drugie zdanie zaczyna od "jak będzie siostrzyczka to..."
- ogląda Super Nianię, żeby się przygotować do wychowywania "bo muszę sobie
umieć poradzić tak jak trzeba a nie byle jak"
- wybrała wózek
- wybrała imię
- martwi się, co będzie jak siostrzyczka jej nie polubi
- uznała ostatnio, że nawet braciszek mógłby być...(przedtem nie wchodził w
grę).
I tak się zastanawiam, kurczę, o co chodzi? Bo stopień zaangażowania w temat
wydaje mi się nieco przesadzony.
Boi się konkurencji, tego że tata będzie bardziej kochał biologiczne dziecko
niż ją, i w ten sposób oswaja problem, czy ... No właśnie, czy co?
Co Wy na to?