teraz_asia
15.01.07, 22:37
Piszę zainspirowana wątkiem o zbuntowanych 3,5 latkach. Moja córka, od
urodzenia bardzo bojowa i despotyczna, od dwóch miesięcy przechodzi samą
siebie. Jestem w stanie przezyć ataki histerii, dzikie piski i rzucanie
rzeczami- trudno, jakoś musi rozładować te szalejące emocje

Ale,
powiedzcie, co powinnam robić, kiedy (a ostatnio zdarza się to kilka razy
dziennie) mała zacina się w uporze do upadłego, czasem o całkowite bzdury np.
kiedy mówię, żeby sama sobie przyniosła wodę do picia z kuchni. Nie mogę
zrozumieć, że ona woli uschnąć z pragnienia, odstawić cyrk z wyciem i
osuwaniem się na ziemię, zamiast po prostu przynieść sobie butelkę. Ostatnio
przezyliśmy horror, kiedy mój mąż uznał, że mała jest rozbestwiona, i że
dopóki nie przeprosi- a bardzo narozrabiała- nie będziemy się z nią bawić.
Czy pojmujecie to, że ona wolała przez dwie godziny zawodzić i walić
pięściami w ścianę, pomimo naszych licznych prób wyciągnięcia ręki i
zakończenia tej sceny- po prostu przepraszam nie przechodziło jej przez usta?
Strasznie jestem od tego czasu zdołowana- naprawdę nie wiem, co powinnam
robić. Jesli jej odpuszczę, machnę ręką i przyniosę przysłowiową wodę,
dojdzie do wniosku, że wystarczy wrzasnąć a matka będzie robić za służącą.
Jeśli niezłomnie będę trwała w decyzji, czy nie złamię jej charakteru? W
końcu nie chcę jej tresować, tylko wychować. Co robicie w podobnych
sytuacjach? Od razu zastrzegam, że łagodne tłumaczenie nie działa kompletnie-
na każdy argument ma pięć swoich, a wygadana jest strasznie