matka_rodzic
17.01.07, 10:41
Nie jestem stałą bywalczynią forum ale dzisiejsza rozmowa z wychowawcą mojego
syna skłoniła mnie do napisania swoich przemyśleń i wylania żalu. Dziecko
uczęszcza do klasy 0. Zajęcia ma od godziny 9 do 13 od poniedziałku do piątku.
Chcąc uczyć dziecka obowiązkowości oraz wpoić mu od samego początku czym jest
nauka oraz zajęcia nadobowiązkowe dodatkowo ma zaplanowane zajęcia poza
szkolne, za które oczywiście płacimy (a raczej płaci mąż). Zajęcia ułożone ma
w zgodzie z rozwojem psychomotorycznym dziecka w tym wieku, a więc zajęcia
fizyczne przeplatane ma zajęciami psychicznymi np. po szkole ma 2 godziny
czasu na zabawę (świetlica), później obiad, odrobienie lekcji, następnie basen
bądź tenis (przemiennie) i gra na instrumencie lub zajęcia z informatyki
(raczej zabawa z komputerem), też przemiennie. Do tego dochodzą zajęcia
taneczne i sportowe. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że jest to
aż nadto, ale plan, jak już wspomniałam, ma tak ułożony, że zostaje mu jeszcze
sporo czasu na zabawę, dodatkowo j.angielski oraz ulubione bajki. Pracuję do
godz.15 i po tej godzinie spędzamy już ze sobą resztę dnia (zawieź, przywieź,
poczekać, nakarmić, przygotować jedzenie, w międzyczasie zrobić zakupy).
Wydawałoby się, że wszystko z dzieckiem jest ok, ale niestety, o ile z nauką
nie ma najmniejszych problemów, o tyle zachowanie pozostawia wiele do
życzenia. Z tego powodu mąż zakupił telefon komórkowy wychowawcy klasy
(opłacając rachunki bez limitu), aby mieć łatwiejszy kontakt w godzinach
pracy. To co jednak usłyszałam dzisiaj od wychowawcy spowodowało szok totalny!
Wychowawca stwierdził, że... nie interesujemy się dzieckiem!!! Dlaczego? Bo
kiedy ona kończy z nim zajęcia (godz.13) rodzice z nią nie rozmawiają! Osoba
wykształcona (co do kompetencji naprawdę nie mam żadnych zastrzeżeń) mówi
takie rzeczy! Przecież dlatego dostała telefon bez limitu ponieważ w tym
czasie nie możemy z mężem wyjść z pracy i po to, żeby mogła poświęcił kilka
a nawet kilkanaście minut ze swojego czasu pracy (szkolnego) na rozmowę! Jak
teraz czytam, że w jakiś szkołach są wywiadówki intermedialne, postępy dzieci
w nauce śledzone są przez smsy itp. to włos staje mi dęba jak to się ma do
mojej sytuacji?! Mało tego ten telefon został przekazany na potrzeby całej
klasy a nie tylko dotyczące mojego syna! Tak trudno jest przedzwonić i
przedstawić problem? Na tym ma polegać współpraca rodzic-szkoła?
P.S.Proszę, aby nie wyrażali swoich opinii piszący tu znawcy polityki, bo jest
inny problem, który z pewnością ich nie dotyczy, jak również ci, którzy lubią
anonimowo wrzucać kamyczki do ogródka innych.