stosunek matki do dziecka

30.01.07, 10:56
Witam,

juz raz pisalam na tym forum, jak synek byl malutki, ze chyba nie za bardzo
pozrafie go kochac. Pare osob mnie pocieszylo, mowiac, ze z czasem wszystko
sie zmieni i ze milosc przjdzie.
Synek ma juz roczek a ja go wciaz bardzo lubie a moje "lubienie" i troska o
nigo sa raczej wynikiem instynktu macierzynskiego niz takiej ludzkiej
matczynej milosci. Moge smialo powiedziec, ze bardzo lubie moje dziecko ale
nie kocham go.
Obwiniam sie za ten brak milosci szczegolnie cztajac posty matek wrecz
przepelnionych miloscia.
Nie wiem jak sobie z tym poradzic....
    • verdana Re: stosunek matki do dziecka 30.01.07, 11:06
      Naprawdę, wydaje mi się, ze prawdziwy problem mają te dzieci, ktore są przez
      matki kochane, a nie lubiane. Lubiane dzieci są szczęśliwe i tyle. Matka nie
      musi szaleć z miłości, a moze i lepiej, jak nie szaleje.
      I co właściwie wyobrażasz sobie pod słowem "kochane" - ze tęsknisz, gdy choć
      godzinę dziecka nie widzisz, że czas spedzony z dzieckiem jest dla Ciebie
      ważniejszy od wszystkiego innego, ze wszystko poświęcasz dla dziecka, że nie
      mogłabyś przeżyć, gdyby kto inny usłyszał jego pierwsze słowo?
      Jeśli tak, to ja tez nie kocham swoich dzieci.
      Brutalnie powiem - wyobraź sobie, ze Twoje dziecko ciężko zachoruje i umrze.
      Jesteś przerazona? Znaczy to, ze kochasz dziecko i tyle.
      • dlania Re: stosunek matki do dziecka 30.01.07, 11:15
        Ja przy mojej starszej córce przeszłam okres tej - jak to nazywasz - matczynej
        miłości i uważam, że bym to dla mnie i dla dziecka bardzo destrukcyjny okres.
        Nie wierzyłam, że ktokolwiek może cos zrobic przy dziecku oprócz mnie, budziłam
        sie w nocy przerazona mysla, że moja córka bedzie kiedyś chodzic na imprezy -
        beze mnie, a tam tyle niebezpieczeństw! (dziecko miało wtedy roczek), całymi
        dniami mogłam patrzec jej w oczy i calowac po policzkach.... Madre to było? -
        nie idiotyczne. całe szczeście, że mi przeszło (ostudziły mnie narodziny 2
        dziecka).
        Myslę, że dla dobra własnego i dzieci wcale nie powinnyśmy sie w tej milości do
        dzieci roztapiać, pozwalać sie jej unosić. Pewnie, że to niezwykłe uczucia, ale
        czasem trzeba tej namietności powiedziec rozsadne : stop. Ty masz to
        szczęście, że jestes rozsądna z naturywink
        Dlania
        dlania@poczta.onet.pl
        "Czasem musi być gorzej, żeby potem mogło być lepiej"
      • beambam Re: stosunek matki do dziecka 30.01.07, 11:18
        Ja nie moge zniesc jego zalosnego chlipania, jak go czasem wloze do kojca a co
        dopiero gdyby mial umrzec.
        Ale faktycznie - jest tak jak opisalas: nie szaleje ze dzieckiem, nie jest on
        jedynymtematem moich rozmow, nie emocjonuje przesadnie nowymi etapami jego
        rozwoju i chce wyjechac na urlop SAMA, bez dziecka.
        Moze faktycznie masz racje z tym lubieniem. Czlowiek czuje sie po prostu czasem
        nieswojo, kiedy inni wychodza z zalozenia, ze kochasz dziecko ponad zycie i od
        ust sobie odejmiesz, byle by dziecko mialo jak najlepiej. Troszcze sie o niego i
        zawsze dopilnuje, zeby sie czul dobrze i zeby byl zadbany.Tylko czasem brakuje
        nam tematow do rozmow (on jeszcze nie mowi) smile a ja mam wyrzuty, ze ine
        trajkocze do niego z wychowawczym podtekstem jak inne matki.
        • wieczna-gosia Re: stosunek matki do dziecka 30.01.07, 13:25
          Tylko czasem brakuje
          > nam tematow do rozmow (on jeszcze nie mowi) smile a ja mam wyrzuty, ze ine
          > trajkocze do niego z wychowawczym podtekstem jak inne matki.

          znaczy ktore matki?
          jak dobrze sie porozgladasz to na calym forum dziecka znajdziej kilkadziesiac
          modeli na wychowanie. Wydaje ci sie ze tylko ty tak masz- nie badz naiwna :0
          wszystko juz bylo. I trajkoczace matki i takie spokojniejsze, o innych
          zainteresowaniach.
          • joa8 Re: stosunek matki do dziecka 30.01.07, 13:36
            no właśnie - matki są różne i różne modele macierzyństwa wybierają.
            Nie ma co się spinać, że jest jakiś idealny ideał wink
            A porównywanie się do innych to zabójcza praktyka, która każdą matkę (spokojną
            czy wylewną) może właśnie doprowadzić do wyrzutów sumienia, że coś robi nie
            tak.
            Najważniejsze, to żeby ten praktykowany model, był zgodny z Tobą smile
            • andaba Re: stosunek matki do dziecka 30.01.07, 14:02
              Czytając wypowiedzi matek, zwłaszcza na niemowlaku i CIP-ie, to ja mam wrażenie, że swoich dzieci ani nie lubię, ani nie kocham, a mimo to one jakoś na nieszczęśliwe nie wyglądają.
              A może po prostu nie każdy wyraża miłość w kwikach, zdrobnieniach i usuwaniu trudności wszelakich, od traumatycznej nieobecności matki w pokoju przez trzy minuty począwszy, a skończywszy na trzymaniu dziecka w domu pod czujnym okiem babć i nianiek, żeby tylko ktoś maleństwa nie skrzywdził w piaskownicy czy przdzkolu.
      • romario31 Re: stosunek matki do dziecka 01.02.07, 14:37
        Verdana chyba nie wie, co pisze, bo nie rozumiem stwierdzenia, ze prawdziwy
        problem mają te dzieci, ktore są przez matki kochane, a nie lubiane. Pomyliła
        Ci się miłość toksyczna z mądrą, dojrzałą miłością. Miłość toksyczna pojawia
        się właśnie wtedy, gdy matka kocha bardziej siebie niż dziecko i faktycznie
        takich toksycznych matek jest bardzo dużo. Same lubienie dziecka też nie
        przynosi nic dobrego (lubić to mogę czekoladę, sąsiadkę albo jej psa).Beambam
        obwiniasz się za brak miłości a czy zastanawiałaś się kiedykolwiek, dlaczego
        nie odczuwasz, jak twierdzisz, miłości do swojego dziecka? Czy potrafisz
        odpowiedzieć sobie szczerze na to pytanie?
    • mama303 Re: stosunek matki do dziecka 30.01.07, 14:38
      Moge smialo powiedziec, ze bardzo lubie moje dziecko ale
      > nie kocham go.

      Współczuję i nie wiem jak można pomóc i co Ci radzić. Może miłość jeszcze
      przyjdzie. Życze Ci tego.
    • kasia.kul Re: stosunek matki do dziecka 30.01.07, 15:07
      Ja nie trajkoczę do swojej córki, chwilami mam jej serdecznie dość szczególnie
      jak wszystko chce wymusić płaczem, jestem bardzo konsekwentna w tym co mówię,
      posłałam swoje roczne dziecko do żłobka, mała ma trzy lata jest bardzo
      samodzielna, umie sama jeść, zrobić siku, tylko kurcze jeszcze tyłka podetrzeć
      sobie nie umie, potrafię zamknąć się na godZinę w łazience i siedzieć w wannie
      wypełnionej pianą nie myśląc o niczym, ani o dobijającej się córce i
      wrzeszczącej pod drzwiami "mamunia otwórz!!!!!" a najgorsze jest to, że nie
      śpimy razem z dzieckiem (niektórym mamujsiom jest to straszne żeby nie czuć
      swojego dziecka przy sobie w nocy) i wcale nie uważam, żebym nie kochała
      swojego dziecka. Ale moje dziecko jest szczęsliwe ( tak mi sie wydaje). Dziecko
      mojej koleżanki synek 5 latek, nadal nie umie sobie zapiąć spodni, nie potrafi
      sam zjeść ona go karmi, zakłada mu buty, całuje, cmoka na kazdym kroku, męża
      odesłał do drugiego łózka sama śpi z synkiem, ja przy niej czuję się jak potwór
      jak wstrętna wyrodna matka...ale na szczęscie tylko czasami.
      Głowa do góry, na swój sposób tez kochasz swoje dziecko, tylko może to jeszcze
      do Ciebie nie dotarło teraz jesteś z nim cały czas i dlatego tak własnie
      czujesz. Ja to odczułam jak byłam w szpitalu i nie widziałam kilka tygodni
      swojego dziecka.
      • pysiaczek78 Re: stosunek matki do dziecka 06.02.07, 08:59
        Wiecie co? Ja tylko nie rozumiem dlaczego wyręczanie dziecka w jedzeniu i
        ubieraniu, spanie z nim i wywalanie męża z łóżka jest stawiane na równi z
        całowaniem i "trajkotaniem". Nie wiem, co rozumiecie przez "trajkotanie", ale
        mnie uczono, że do dziecka trzeba mówić. Nie trzeba robic tego non stop jakimś
        specjalnym, niby "dziecinnym" językiem i nie musi wiązać się zatraceniem
        zdolności do normalnego kontaktu z dorosłymi. Pamiętam jak kiedyś rodzice 2,5
        letniego dziecka narzekali, że kompletnie nic nie mówi, a gdy lekarka spytała
        ich, czy mówią do niego to zrobili wielkie oczy i ojciec odpowiedział,
        że "przecież słyszy, jak my z żoną czasem rozmawiamy". Ja rozumiem, że
        niektórym jest trudno. Nie ma idealnych rodziców. Każdy popełnia jakieś błędy.
        Jedni mają problem z czymś tam, a ktoś z czymś innym. Ludzie przesadzają z
        różnymi rzeczami w jedną albo drugą stronę, ale nie rozumiem dlaczego teraz
        robimy tu licytację, które błędy ( albo może raczej trudności) są lepsze a
        które gorsze.
    • nanga.nanga Re: stosunek matki do dziecka 30.01.07, 16:07
      Nie rozumiem.
      Szczerze mowiąc nie bardzo wiem, jaka jest roznica miedzy lubieniem (w dodatku
      bioracym się z macierzyńskiego instynktu, jak piszesz) a kochaniem.
      Trzeba by zacząć od zdefiniowania pojeć.
      Myślę, że za duzo myślisz smile
      • beambam Re: stosunek matki do dziecka 30.01.07, 16:21
        nanga.nanga napisała:

        > Nie rozumiem.
        > Szczerze mowiąc nie bardzo wiem, jaka jest roznica miedzy lubieniem (w dodatku
        > bioracym się z macierzyńskiego instynktu, jak piszesz) a kochaniem.
        > Trzeba by zacząć od zdefiniowania pojeć.

        Nie da sie zdefiniowac milosci. To sie czuje albo nie. Moj brak milosci
        odczuwam, gdy moja mama czy inne osoby mowia: przeciez twoj syn jest dla ciebie
        najwazniejszy. Ja wprawdzie nie zaprzeczam ale...niestety, Maly nie jest dla
        mnie najwazniejszy (jest b. wazny ale nie naj).
        Widze jak inne matki obchodza sie ze swoimi dziecmi, jak im spiewaja, jak im
        opowiadaja i pokazuja swiat. Ja nie potrafie sie z nim bawic i nie umiem mu
        opowiadac. Nie znam matek takich jak ja. Te znajome pouczaja mnie jak go
        odzywiac (bakterie, zero glutenu itd) i oburzaja sie gdy syn wcina kawalek chleba.
        Nie czuje wznioslosci macierzynskiej milosci i wzruszenia, kiedy syn wypowiada
        pierwsze "mama".
        • natalia414 Re: stosunek matki do dziecka 30.01.07, 20:35
          Też mam taką mame... nie okazującą uczuc, która nigdy się ze mną nie bawiła bo
          nie umiała, bo była zmęczona. Nie roztkiwiała się nade mną i mało kiedy mnie
          przytulała i całowała. Teraz mam 17 lat i wiecie co? Kiedy widze te wszystkie
          zakochane w swych dzieciach matki jest mi bardzo smutno i przykro, że ja tak
          nigdy nie miałam : (
        • nanga.nanga Re: stosunek matki do dziecka 30.01.07, 21:54
          To rzeczywiście mnie ruszylo - śpiewanie, pokazywanie swiata, opowiadanie.
          Jest klopot, bo dziecku to naprawdę potrzebne.
          Ja bym szukala w dwoch kierunkach - sama poszłabym na terapię, ale ponieważ to
          nawet jeśli dziala, to bardzo powoli, starałabym się, zeby dziecko jak
          najwiecej czasu spędzalo z osobą/osobami, ktore dadzą mu to, czego ja nie
          potrafie (tato, babcia, dziadek).
          Trzymaj się, pozdrawiam serdecznie
          Nanga
          • mamosz Re: stosunek matki do dziecka 31.01.07, 04:02

    • duygu Re: stosunek matki do dziecka 30.01.07, 21:26
      To bardzo smutne co piszesz. Trudno cokolwiek Ci doradzic czy nawet skrytykowac
      (taki mialam zamiar) bo przeciez to sa Twoje uczucia i na uczucia nie mozna
      wplynac.Skoro ty sama tak odczuwasz to w jaki sposob moze Ci ktos inny
      pomoc.Szkoda mi Twojego dziecka.Mysle ze milosc jest najwazniejsza i dziecko
      moze odczuwac jej brak. Ale z drugiej strony to wychowujemy dziecko nie dla
      siebie tylko dla swiata. Kiedys nasze pociechy "wyfruna" z domu i bede odwiedzac
      nas Wielkanoc i Boze Narodzenie.Moze wtedy Ci bedzie latwiej.
    • kasialu Re: stosunek matki do dziecka 31.01.07, 14:50
      Kochasz, kochasz tylko nie jesteś wylewna, nadopiekuńcza i nie okazujesz swoich
      uczuć tak zeby wszyscy widzieli. Każdy ma inny sposób przeżywania, inną
      osobowość, inne emocje.
      Ja wręcz piszczę za moimi dziećmi i czy to oznacza, ze kocham bardziej niz Ty
      swoje? Nie - może być tak, że Ty kochasz bardziej.
      Głowa do góry!
      • edyta7705 Re: stosunek matki do dziecka 31.01.07, 15:29
        Tak czytam te wasze posty i dwie skrajności reprezentujecie. Zgodzić się mogę
        tylko z dwoma czy trzema osobami. Brak miłości to jedna skrajność a przesadna
        toksyczna miłość to inna sprawa. Neie wyobrażam sobie jak można nie przeczytać
        dziecku baki, opowioedzieć mu co to śnieg, nie ulepić z nim bałwana albo nie
        utulić do snu. Po kilku godzinach pracy tęsknię jak szalona - tulimy sie chyba
        z pół godziny, szalejemy, tańczymy, skaczemy - nie ma nic piękniejszego niż
        radość malucha gdy wracam z pracy. Nie zamykam się na godzinę w łazience i nie
        słucham jego krzyków pod drzwiami. Chce to bawi się w łzience obok mnie -
        wkłada ubrania do pralki i wyjmuje, a jak nie ma ochoty na moje towarzystwo to
        ogląda bajkę. Ciekawe jak wy czujecie się gdy ktoś zamyka sie w innym pokoju i
        nie chce z wami pogadać gdy tego potrzebujecie. I wiecie mimo iż kocham go nad
        życie to je sam, rozbiera sie sam, sam się myje, rączki, ząbki, woła siusiu -
        jest samodzielny w każdej dzieninie. No może herbaty mi nie zaparza. Ma dwa
        lata i dwa miesiące. A ja jestem od kochania - lubić mogę sąsiadkę albo panią
        ze sklepu. A wyobrażanie sobie choroby dziecka lub jego śmierci uważam za mocno
        przesadzone i nie na miejscu - ale może dlatego że doświadczyłam na własnej
        skórze choroby i śmierci dziecka. Dziecka nie ożna kochać przesadnie, dziecka
        nie można tylko lubić - dziecko trzeba kochac mądrze. Ale to wasze uczucia, nie
        moje. Każdy ma inny bagaż doświadczeń i inne podejście do życia i milości. A ja
        już nie moge sie doczekać keidy mój synek obudzi się z drzemki popoludniowej.
        Pozdrawaim
        • kicia031 edyta7705 06.02.07, 13:48
          Brawo. Wyrazilas dokladnie to, co czuje.
          • edyta7705 Re: kicia031 09.02.07, 22:32
            cześć a już myślałam że to ze mną coś nie tak. Dzięki kiciu za poparcie.
    • jarekp662 Re: stosunek matki do dziecka 31.01.07, 16:56
      Witaj,

      proponuje inaczej do tego podejsc, nie musisz "zjadac" dziecka luzka z milosci,
      wystarczy ze dajesz mu poczucie milosci, bezpieczenstwa i opiekujesz sie nim,
      milosc przez kazdego inaczej jest rozumiana, nie kazdy zachowuje sie tak
      samo... mozna kochac i wcale nie zachowywac sie jak w filmie lub jak niektore
      mamy pisza na formu... Wazne aby twoje dziecko mialo w tobie oparcie,
      przyjaciela, wychowawce, osobe na ktorej zawsze mozna polegac.

      Milosc przejawia sie tym, ze robimy cos dla kogos, mimo iz nie musimy, nie
      zazdroscimy mu, nie czujemy, ze jak cos zrobimy, to nam sie w zamian nalezy...
      jesli tak czujesz, to kochasz go.

      Odroznij milosc prawdziwa od glupiej fascynacji i zaslepienia, jesli kochaz
      prawdziwie, to woj maluch ma i bedzie mial z toba lepiej niz dziecko rodzicow,
      ktorzy rozum postradali na punkcie swojego malenstwa... bo oni nie widza
      obiektywnie, sa slepi i robia dziecku tym krzywde, duza krzywde.
      polecam pepekswiata.pl do poczytania.

      Jarek

    • mamosz do autorki watku 31.01.07, 20:59
      Beambam prosze cie przeczytaj sobie trzy razy post jarka i uspokoj sie -a tak
      nawiasem mowiac dziewczyno podzielilas sie swoimi watpliwosciami bardzo bardzo
      osobistymi i dotyczacymi wlasciwie "tabu" wsrod polskich rozmodlonych "matek
      idealnych" i jestes uwazam super osoba do tego odwazna.I oczywiscie poza
      wspanialymi rozsadnymi i wspierajacymi cie postami rozlegl sie
      chor "oceniaczek" a chyba nie chodzilo tu o ocene typu zla/dobra tylko o
      spojrzenie z boku.Oj swiete matki polki powinnyscie sie troche pozastanawiac
      nad soba i swoim stosunku do innych.Milosc do wlasnego dziecka nie moze byc
      egoistyczna -poza waszym dzieckiem i wami sa jeszcze inni ludzie, ktorzy nie
      sa tacy sami jak wy -i cale szczescie
      • nanga.nanga mamosz, jarku 31.01.07, 22:42
        Wyhamujcie troche. Autorka watku diość jasno mowi, ze dziecku nie pokazuje
        swiata, nie mowi do niego, nie spiewa. Te rzeczy należą się dziecku jak psu
        kość. To nie znaczy, ze matka ma nie czytac książek. Niech czyta. Ale tez niech
        do dziecka gada - bez tego nie wychowa szczęśliwego człowieka, chyba ze ktos ja
        w tym wzgledzie zastąpi.
        Nie nalezy przeginać w żadna ze stron.
        • mamosz Re: mamosz, jarku 04.02.07, 07:26
          naga.naga-nie rozumiem dlaczego kazesz mnie i jarkowi wyhamowywac ,bo mamy
          nieco inne zdanie niz ty.Mysle ze jestem gruuubo starsza od wiekszosci mlodych
          mam na tym forum i mam po prostu wieksze doswiadczenie a poza tym "histeria
          wczesnego macierzynstwa" juz daaaaawno za mna (moje dzieci sa pewnie w waszym
          wieku) wydaje mi sie ze autorka watku jest po prostu wyciszona ,dosc zamknieta
          w sobie osoba, nie bardzo potrafiaca wybuchac gejzerem uczuc na zewnatrz i ma o
          to do siebie pretensje.Mysle ze, sadzac po tym co napisala, jej synek ma sie
          dobrze i otaczany jest wystarczajacym cieplem.A poza tym wydaje mi sie dosc
          niestosowne -w momencie kiedy ktos dzieli sie tak osobistymi watpliwosciami w
          tak delikatnej kwestii- pouczanie i zarzucanie jej bycia zla matka z
          pozycji "matek idealnych"Ja ci powiem,ze nie wierze w matki idealne,swiergolace
          caly czas i nie majace chwil zwatpienia, marzen o tym zeby urwac sie na chwile
          od mlekiem i miodem plynacego przeslodkiego stanu bycia matka.To sa teksty z
          pisemek dla pan, a presja wywierana w Polsce na mlode mateczki zeby z radoscia
          poswiecily sie calkowicie dla swoich malenstw jest dla mnie czyms
          koszmarnym.Znam osoby takie jak autorka watku-swietne matki szczesliwych
          dzieci,ktore siadywaly z ksiazka w parku pozwalajac dziecku na swobodna zabawe
          i nie sledzac kazdego jego kroku,ktore przytulaly dziecko ale nie koniecznie
          ostentacyjnie i publicznie.Ktore nie lataly za dzieckiem z kanapka,sweterkiem i
          czapka w strachu ,ze umrze z glodu albo przeziebienia -uwazajac slusznie, ze
          dziecko to czlowiek, ktory czuje czy jest glodny i czy jest mu zimno.Inna
          sprawa sa przyczyny jej stanu ducha -ale to juz jest temat na osobny watek
          • nanga.nanga Re: mamosz, jarku 04.02.07, 16:38
            Piszesz wiele ogólników, a tu sprawa jest konkretna. Autorka wątku pisze tak:

            "Ja nie potrafie sie z nim bawic i nie umiem mu
            opowiadac."

            To nie ma nic wspolnego z tym, o czym Ty piszesz.
            • edyta7705 Re: do MAMOSZ 04.02.07, 18:48
              Droga mamosz - ja myślę że Ty naprawdę mieszasz pojęcia. Każda normalna matka
              ma chwile zwątpienia, każda pewnie wychodzi z koleżankami na babskie pogaduchy.
              Powtórzę to co juz pisałam - kocham moje dzicko bezgranicznie, bezwarunkowo ale
              nie jestem jak to piszesz idealną mamą z pisemek dla głupiukich kobietek. Mój
              synek ma kary, bawi się sam wtedy gdy jest taka potrzeba, wychodzi na dwór w
              każdą pogodę, ja umawiam się z koleżankami a on zostaje z babcią, chodzę do
              pracy, wymagam, podnoszę poprzeczkę, ale żeby tylko go lubić, przecież
              pragnęłam go jak nic innego na świecie, powstał z miłości więc jest miłością.
              Kocham go, a moja miłość każdego dnia jest coraz silniejsza, wiem że nie ma
              rzeczy która zaburzyła tą miłość.
              Pozdrawiam
            • blamblam Re: mamosz, jarku 05.02.07, 12:21
              sądzę, że zdanie "Ja nie potrafie sie z nim bawic i nie umiem mu
              > opowiadac." nie znaczy o braku miłości. z roczniakiem trudno jest sie czasem
              bawić. zajrzyj na forum gry i zabawy. ile tam jest pytań jak sie bawić z
              malutkim dzieckiem. Rodzicom czesto zwyczajnie brak inwencji, pomysłów. Czy to
              umniejsza ich miłość? Sama kupiłam kilka książek o tym jak sie bawić z
              niemowlakiem i dwulatkiem. Nie umie opowiadać? Ja też nie specjalnie sobie z
              tym radzę. Nie opowiadam wiec bajek, czytam książeczki. I nie sądzę by przez to
              moja miłośc była mniejsza. Unikam tez spiewania odkąd synek powiedział "mama
              nie spiewaj". Puszczam mu plyty i słucham jak on śpiewa. Sądze że autorka wątku
              ma problem z nazwaniem uczuć a nie z ich brakiem
    • blamblam Re: stosunek matki do dziecka 01.02.07, 13:08
      moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie próbujesz definiować swoje uczucia odnosząc
      je do wypowiedzi/opisów innych matek z forum. a nie tędy droga. kazdy ma swoje
      uczucia. ich opisywanie powoduje czesto nieporozumienia wynikajace z tego ze
      jezyk jest ubogi, ze inaczej postrzegamy pewne rzeczy. to że moze inaczej
      podchodzisz do pewnych spraw troszke inaczej je definiujesz nie oznacza z gory
      że nie kochasz dziacka. moze jest to jakaś miłość ale nie do końca
      uswiadomiona. to ze nie odzwierciedla ona tego co znajdujesz w postach nie
      znaczy ze jej nie ma. rodzaj i intensywnosc milości nie zalezy od słów jakimi
      ją opisujesz. Po drugie to że lubisz dziecko to bardzo dużo. to tak jak z
      miłoscią dwojga dorosłych ludzi. Wierze w to ze najwartosciowsza i najtrwalsza
      miłosc jest oparta na przyjaźni, na tym ze ludzie lubią ze sobą być, szanują
      się, razem sie rozwijają i zmieniają się razem. Wmawaianie sobie braku milości
      i zatruwanie się tym niczego dobrego nie przyniesie ani Tobie ani dziecku.
      Skoro piszesz ze je lubisz to zapewne oznacza ze jest ono dla Ciebie powodem
      radości i satysfakcji. na tych uczuciach sie skoncentruj, trzeba szukać tego co
      dobre w nas i w naszym otoczeniu.
    • beambam Re: stosunek matki do dziecka 01.02.07, 13:57
      Dziekuje za Wasze odpowiedzi. Widze to dwie skrajne opinie o moim stosunku do
      dziecka. Jedni wysylaja na terapie, inni widza w tym normalnosc. A niektore
      osoby wspolczuja mojemu dziecku, ze mu nic nie opowiadam i ze nie przytulam.

      Ja nie jestem chlodna osoba, przeciwnie - jestem b. uczuciowa. Przytulam moje
      dziecko i czytam mu bajki i chyba ten maly szkrabek czuje sie przy mnie
      szczesliwy. Pisze, bo nie jestem doswiadczona matka i wpadam w pulapke porownan
      ze znajomymi matkami, czy tymi z forum. Widze, ze odstaje swoim sposobem
      postrzegania synka i to mnie niepokoi.

      Chetnie robie cos dla niego. Nie chce zeby spedzal cale dnie w domu - zabieram
      go na basen czy do zwierzat na wies liczac tez na to, ze to odwroci jego uwage
      od niezbyt elokwentnej mamusi, ktora nie umie szczebiotac czy jak napisala jedna
      z poprzedniczek "szalec" z dzieckiem w zabawie.

      Znajomi obserwujac mnie nie maja wrazenia, ze synek cierpi na brak mojej
      milosci. Ale mnie slowo "kocham" w stosunku do synka nie przechodzi przez
      gardlo. Ja go po prostu cholernie mocno lubie, tak, ze ach!

      Ktos tu proponowal terapie... Pojde z tym do psychologa - jestem ciekawa jego
      zdania. Moge sie tylko domyslac, ze kluczem mojego stosunku do dziecka jest
      stosunek moich rodzicow do mnie.

      Dzieki Wam za podpowiedzi.
      • wiedzma15 Re: stosunek matki do dziecka 04.02.07, 19:13
        nie pamiętam, kto to powiedział : "To, że nie kochasz, nie znaczy że nie ma w tobie miłości, lecz, że jest w tobie coś co jej przeszkadza"

        może po prostu wyobrazałaś sobie,że kiedy zostaniesz matką, zadzwonią wszystkie dzwony i odtąd będzie święto, a tak sie nie stało? nie musisz się roztapiać w miłosci, dbasz o dziecko, a mówienie słowa kocham - komukolwiek - bez wewnętrznego przekonania jest nieuczciwe

        kiedyś zrozumiesz, że naprawdę kochasz swoje dziecko, ale przecież masz prawo kochać też siebie

        myślę że po prostu różnisz się nieco od innych sposobem wyrażania emocji

        aha, roczne dziecko, to jeszcze kiepski partner do zabawy, poczekaj trochę i zobaczysz, że jednak potrafisz dać dziecku dużo od siebie
      • mallard Re: stosunek matki do dziecka 05.02.07, 12:51
        beambam napisała:

        > Znajomi obserwujac mnie nie maja wrazenia, ze synek cierpi na brak mojej
        > milosci. Ale mnie slowo "kocham" w stosunku do synka nie przechodzi przez
        > gardlo. Ja go po prostu cholernie mocno lubie, tak, ze ach!

        Dziewczyno, Ty po prostu kochasz swoje dziecko i już! Po co ma Ci to
        jeszcze "przechodzić przez gardło"? Miłosć jest czynem! Moja mama nie mówiła mi
        ciągle, że mnie kocha. Pracowała chałupniczo (krawcowa) i prawie nigdy nie
        bawiła się z nami (mam brata), ale wiedziałem i byłem tego pewien, że mnie
        kocha! To się czuło bez słów!.
        • mama303 Re: stosunek matki do dziecka 05.02.07, 13:23
          beambam napisała:
          >
          > > Znajomi obserwujac mnie nie maja wrazenia, ze synek cierpi na brak mojej
          > > milosci. Ale mnie slowo "kocham" w stosunku do synka nie przechodzi przez
          > > gardlo. Ja go po prostu cholernie mocno lubie, tak, ze ach!
          >
          > Dziewczyno, Ty po prostu kochasz swoje dziecko i już! Po co ma Ci to
          > jeszcze "przechodzić przez gardło"? Miłosć jest czynem!

          Jak to po co ma przez gardło przechodzić? Żeby ta druga osoba była świadoma
          tego uczucia.
          Swoja drogą ciekawe czy beambam ma takie letnie uczucia do wszystkich
          najbliższych czy tylko do dziecka.
          • mallard Re: stosunek matki do dziecka 05.02.07, 13:31
            mama303 napisała:

            > Jak to po co ma przez gardło przechodzić? Żeby ta druga osoba była świadoma
            > tego uczucia.

            Ach to po słowach się poznaje... Hmmm, a ja myślę, że słowa, acz ważne to tylko
            liście, a miłość poznaje się przede wszystkim po "owocach"! Czytałaś mój post
            do końca? Chyba nie, a ja tam piszę o moich osobistych doświadczeniach.

            Pozdro!
            • mama303 Re: stosunek matki do dziecka 10.02.07, 14:17
              > Ach to po słowach się poznaje... Hmmm, a ja myślę, że słowa, acz ważne to
              tylko
              >
              > liście, a miłość poznaje się przede wszystkim po "owocach"! Czytałaś mój post
              > do końca? Chyba nie, a ja tam piszę o moich osobistych doświadczeniach.
              >

              Po czynach i słowach. Słowa sa bardzo ważne. Ile razy się słyszy - matka to
              mnie chyba kochała ale dlaczego nigdy mi tego nie powiedziała?
              Swoja droga dlaczego niektórym przychodzi tak trudno to powiedzieć? pewnie
              dlatego że nie słyszeli tego zbyt często
    • liberata Re: stosunek matki do dziecka 04.02.07, 21:37
      Jeśli go nie kochasz tylko lubisz, to możesz wziąć sobie dziecko twojej
      koleżanki, albo jakiegoś innego sympatycznego dzieciaczka i zamienić ze swoim.
      I sobie lubić. Możesz to zrobić i nie oszaleć z tęsknoty i niepokoju?
    • default Re: stosunek matki do dziecka 05.02.07, 13:29
      Ja zostałam mamą w dość młodym wieku, moi rówieśnicy byli jeszcze wolni,
      balangowali, jeździli na wakacje, a ja siedziałam z dzieckiem w domu. I bardzo
      często miałam tego dość, marzyłam, żeby ktoś tego małego wrzoda wziął ode mnie
      choćby na parę godzin. Też nie umiałam się specjalnie z nią bawić. I tak jak
      beambam miałam z tego powodu wyrzuty sumienia, uważałam że naprawdę nie kocham
      swojego dziecka, że za mało mu z siebie daję. Wynikało to właśnie z
      niepotrzebnego przyrównywania się do jakiegoś wydumanego ideału "matki-polki",
      bez reszty poświęcającej się dziecku, dla której myślenie o sobie i swoich
      potrzebach to zbrodnia. Z perspektywy czasu widzę, że zadręczałam się
      niepotrzebnie, że naprawdę dobrze opiekowałam się córką - do skończenia przez
      nią drugiego roku życia nie rozstałyśmy się ani razu, ani na chwilę (no może na
      godzinę czy dwie czasem). Potem postanowiłam zrobić sobie urlop i wyjechałam
      sama na wczasy. Przez pierwsze trzy dni tylko spałam i jadłam, napawając się
      słodką samotnością. Potem nie wytrzymałam i zadzwoniłam do domu, żeby usłyszeć
      choćby przez telefon tego "wrzoda" smile A po tygodniu gnałam do W-wy jak szalona.
      Wtedy naprawdę uświadomiłam sobie że ją kocham, tak po prostu. Co nie znaczy,
      że od tamtej pory zaczęłam szaleć - nie, nic się nie zmieniło, po prostu
      zrozumiałam, "wykryłam w sobie" tę miłość, bez potrzeby gwałtownego jej
      uzewnętrzniania. I nie sądzę, żeby kiedykolwiek moja córka miała wątpliwości co
      do tego czy ją kocham. Chociaż nie poświęcałam się dla niej przesadnie, chociaż
      potrafiłam powiedzieć, że w tej chwili nie mam ochoty się z nią bawić, chociaż
      od małego była uczona, że potrzeby innych liczą się równie bardzo jak jej, więc
      niech np. nie budzi matki o siódmej rano w niedzielę, tylko zajmie się sama
      sobą. Ja tam uważam, że beambam jest zupełnie normalną, dobrą, troskliwą
      matką i doradzanie jej żeby poszła do terapeuty to gruba przesada.
      • mamosz Re: stosunek matki do dziecka 06.02.07, 05:01
        no wlasnie deflaut -fantastycznie ujelas to co ja podobno "nie na temat"-o to
        wlasnie chodzi ze sa osby ktore nie mowia co chwila kocham a kochaja ,ktore
        potrafia kochac madrze nie poswiecajac sie calkowiie.Mnie tez w swoim czasie
        zarzuczno ,ze od 5 rano nie stoje w bialym fartuszku gotowa ze sniadankiem jak
        tylko moje potwory otworza iczeta .W niedziele spalam sobie do ktorejs a dzieci
        zajmwaly sie soba i nie wpadaly o swicie zeby nas zbudzic bo wlasnie
        wstaly.Jestem gadatliwa wiec z opowiadaniem nie mialam problemow ale milion
        razy wolalam poczytac czy poopowiadac niz bawic sie z nimi bo to nudne po
        prostu-na szczescie bylo ich 2 wiec pod tym wzgledem nie musialam miwc wyrzutow
        sumienia.Nie rozumiem dlaczego macierzynstwo ma byc pasmem poswiecen i
        dzialania wbrew sobie -jak juz napisalam nikomu to na zdrowie nie
        wychodzi.Kiedy moj synek mial 1,5 rokupojechalismy z mezem na romantyczna
        podroz do Wloch-pewnie ze tesknilismy i tak jak deflaut wtedy uswiadomilam
        sobie ze bez mojego dziecka zyc nie moge-wracalam z radoscia ale co przezylam
        to moje.Dzieci odejda nie ogladajac sie na nas i to jest naturalne dlatego
        trzeba miec cos swojego -tylko dla siebie i partnera zeby sie nie okazalo po
        odejsciu dzieci ze zostaly dwie osoby w pustym domu ,ktore laczyla tylko i
        wylacznie milosc do dzieci....trzeba o tym pamietac od poczatku.
    • justi54 Re: stosunek matki do dziecka 06.02.07, 09:31
      No to ja jestem przykładem matki tak przepełnionej miłością do dziecka że aż na
      co innego nie ma miejsca w moim życiu bo liczy sie tylko on mój syn (mąż też).
      Skończyły się moje pasje, szkoda mi czasu dla znajomych i dobrze mi z tym. Po
      prostu życie podzieliłam na dwie części tą nic nie wartą bo bez małego i na
      prawdziwy życie od chwili gdy dowiedziałam się że jestem w ciąży. Ale ta miłość
      nie jest toksyczna o nie, bo mam opinię niesamowicie upartej i konsekwentnej
      osoby więc małego wychowuję spacyficznie i nie rozpieszczam go. Zresztą
      rozpieszczanie a obdarzanie bezgraniczną miłością to dla mnie duża różnica.
    • michmaja Re: stosunek matki do dziecka 06.02.07, 10:28
      Beambam, stawiasz sobie wymagania, których w Twoim mniemaniu nie spełniasz,
      porównujesz się do innych mam, a przecież Ty i Twoje dziecko to jedyny i
      niepowtarzalny układ.Pewnie splot różnych okoliczności sprawił, że właśnie tak
      czujesz i odbierasz swoje macierzyństwo. Warto byś się temu przyjrzała- czego
      chcesz, czego oczekujesz i czego potrzebuje Twoje dziecko. Miłość to
      nie "trajkotanie", poświęcanie, stawianie dziecka w centrum wszechświata.
      Miłość to gotowość do dawania tego, czego dziecko potrzebuje (potrzebuje, a nie
      chce), bez zatracania samego siebie. Nie trzeba być rodzicem idealnym, nie
      trzeba dorównywać jakiemuś wzorcowi, ważne by być rodzicem jakiego potrzebuje
      nasze dziecko. Czasem tę miłość po prostu mamy, i już, a czasem musimy się jej
      nauczyć, odkryć ją w sobie. Chcesz dobra i szcześcia dla swojego dziecka, coś
      ci nie pasuje i szukasz, to bardzo cenne, bo masz szansę, że w końcu znajdziesz
      rozwiązanie.Polecam Ci książkę W. Eichelbergera "Jak wychować szczęśliwe
      dziecko";wbrew tytułowi niewiele tam rad i wskazówek wychowawczych,raczej
      refleksje o nas rodzicach. Pozdrawiam Agnieszka
      • szanania Re: stosunek matki do dziecka 08.02.07, 14:10
        Mój mąż ma taką matkę, jak Beambam. Żadnych słów, żadnego "kocham cię", żadnego
        niepotrzebnego mówienia, tylko czyny i konkrety. Nie rozpieszczała go, z
        pewnością. Gdy był nastolatkiem, wychodził na całe noce z domu i pies z kulawą
        noga nie interesował się tym, gdzie jest. Potem przychodził do mnie, do mojej
        rodziny, u nas spedzał dni i noce - a matce nie mówił gdzie jest, jej zas to...
        nie obchodziło. W myśl zasady, że nie wolno byc rozćwierkaną, całująca, tulącą,
        śpiewającą, gadającą, otulającą kołderką na noc, dającą buziaka doprowadziła do
        tego, że jej syn (jedyny syn) jest kompletnie rozdarty. Zawsze była dla niego
        kumplem, kolegą, razem się smiali, zartowali, interesowali motoryzacją,
        horrorami, i paroma innymi rzeczami. Dlatego on ją kocha na zabój, a z drugiej
        strony - nie chce jej znać. Nie jeździ do niej, nie odwiedza, nie dzwoni i nie
        smsuje. Jeździ za to do mojej matki, mówiącej do niego "synuś", całującej go w
        czubek głowy, tulącej i broniącej nawet przede mną. Jego matka była dla niego
        kolegą, wyłącznie kolega. Gdy ciężko zachorował, już po naszym slubie, nie
        tylko ani razu nie zainteresowała się jego stanem, nie zadzwoniła, nie
        zapytała, ale też nie przyjechała. Prosiłam ją o to, bo nie mogłam zwolnić się
        z pracy,a z nim był naprawdę bardzo źle. Nazwała to dziecinadą. Nie
        zawdzięczamy jej niczego. Nie interesowała się naszym slubem, mieszkaniem, nie
        pomogła absolutnie w niczym. Gdy raz zwróciłam się o pomoc, w nocy, gdy jej syn
        był jedną noga na tamtym świecie - nazwała mnie dziecinną. Od tamtej pory mój
        mąż ostatecznie zerwał z nią kontakt. Wiem, że ją kocha, ale jej... nie lubi.
        Ma żal. Dorosły mężczyzna a płakał z powodu swej matki - kupla (bo nawet nie
        przyjaciela). Życie jest za krótkie na rozsądne i wyważone postawy. To, co wy
        czujecie, to jedno. Dziecko może czuć zupełnie cos innego, co obudzi sie w nim
        za wiele lat. Wolę by moje dziecko (którego nie mam) nie umiało sobie buta
        zawiązać w wieku lat 5, niż żeby w wieku lat 30 przylgnęło jak przedszkolak do
        teściowej czy żony. Wiecie, co jest stałym tekstem mego męża - "przytul mnie,
        POTRZEBUJĘ TEGO".
        • szanania Re: stosunek matki do dziecka 08.02.07, 14:18
          Dodam jeszcze jedno - matka mego męża uważała, że nie wolno rozpieszczać dzieci
          i się nad nimi roztkliwiać. Muszą same sobie radzić w życiu, nie zginą w
          swiecie, nic ich nie zaskoczy. I mój mąż radzi sobie, owszem, radzi tak
          doskonale, że do niczego matka nie jest mu potrzebna. Najchetniej zapomniałby o
          jej istnieniu. A ponieważ czuje, że taka postawa jest zła - cierpi.
          Nie potępiam tu nikogo, ale... gdy mój pies piszczy pod drzwiami łazienki, to
          go wpuszczam. I wpuściłabym każde stworzenie, które w tym momencie by mnie
          potrzebowało.
          • edyta7705 Re: szanania 09.02.07, 22:35
            popieram w 100%
        • default Re: stosunek matki do dziecka 09.02.07, 09:21
          szanania napisała:

          > Mój mąż ma taką matkę, jak Beambam. Żadnych słów, żadnego "kocham cię",
          żadnego niepotrzebnego mówienia, tylko czyny i konkrety. Nie rozpieszczała go,
          z pewnością. Gdy był nastolatkiem, wychodził na całe noce z domu i pies z
          kulawą noga nie interesował się tym, gdzie jest.

          No sorry szanania, ale poruszyłaś kompletnie inny problem, moim zdaniem nijak
          się mający do dyskutowanego w tym wątku tematu. Tu nikt nie pisze, że ma w
          nosie swoje dziecko, że się nie opiekuje, że olewa jego potrzeby, że jest
          oschły, zimny i lekceważący. Nie wiem czemu to przytoczyłaś akurat w tym
          kontekście. Chyba nie doczytałaś dokładnie wszystkich postów.
    • rycerzowa Re: stosunek matki do dziecka 08.02.07, 14:38


      szanania napisała:

      > Mój mąż ma taką matkę, Żadnych słów, żadnego "kocham cię", żadnego
      >
      > niepotrzebnego mówienia, tylko czyny i konkrety.


      Rzecz w tym, że nie było żadnych czynów, żadnych konkretów.
      Tylko obojętność, może nawet niechęć.
      To jest zupełnie inny problem, inny temat.
      • szanania Re: stosunek matki do dziecka 08.02.07, 14:47
        Ależ były. Były czyny i konkrety dopóki był mały. Potem, gdy stał się
        nastolatkiem urwały się w mysl zasady, że na czynach ikokretach opiera się
        wychowanie samodzielnego człowieka. Gdy człowiek staje sie samodzielny - ma
        sobie radzić sam. Może więc warto zastanowić się (to do
        wszystkich "konkretnych" mam), jak nasza pteraźniejsza postawa będzie wyglądała
        w przyszłości i jakie będą jej owoce.
    • rycerzowa Re: stosunek matki do dziecka 08.02.07, 15:16
      A co to znaczy kochać dziecko?
      Dałaś mi trochę do myślenia.

      Mam dorosłą córkę-mężatkę, i przeuroczego wnuczka, na wiosnę dwa lata.
      1. Gdy nas odwiedzają, córkę przytulę na moment i pędzę do malucha.
      2. Z córką porozmawiam kwadrans lub niewiele dłużej i nie mam żalu,że odchodzi
      do innych. Wnusiem mogłabym zajmować się non-stop; nawet gdy śpi, mogłabym
      siedzieć i wpatrywać się w niego.
      3.Nie mam potrzeby dotykania mojej córki, chociaż lubię uczesać ją w warkocz.
      Maluchowi wycałowałabym wszystkie paluszki, wszystkie kosteczki.
      4.Wobec znajomych nie chwalę się sukcesami córki, ale zawsze sprytnie wcisnę
      jakąś wiadomość o osiągnięciach juniora.
      5. Córka czasem działa mi na nerwy, wnusio to sama słodycz.

      Jakie wnioski? Niby proste, stara prawda,że "wnuki kocha się bardziej, niż dzieci".
      Otóż nie jest to do końca tak. Bo na przykład :
      1. Gdy dowiaduję się, że mały płakał w nocy, moją pierwszą myślą jest,że córka
      miała noc do tyłu. Dopiero po,chwili przychodzi refleksja, że skoro płakał, to
      coś mu musiało dolegać, że i on musiał cierpieć.
      2. Gdy córce była potrzebna pomoc, tłukłam się do nich przez pół Europy.
      Sama perspektywa zabawy z wnuczkiem nie wystarczyłaby, by podjąć ten wysiłek.
      3. Gdy wiedziałam,że mały przechodzi zabieg chirurgiczny, myślą i sercem byłam
      w poczekalni z córką, nie z wnukiem w lekarskim gabinecie.
      4. Gdy jakieś agresywne dziecko popchnęło naszego malca, poczułam jakby ukłucie
      noża w sercu , bo rozumiałam, jaki to ból dla mojej córki, która była świadkiem
      tej sceny.
      Gdzieś tam w zakamarkach świadomości zatlił się żal do chłopaczka,że nie potrafi
      się obronić, i przez to "naraża moją córkę na cierpienie".
      Oczywiście natychmiast właściwe uczucia wróciły na swoje miejsce.

      Które zatem uczucie jest miłością, które tylko lubieniem, które czułostkowością?
      Mnie się wydaje, że córka wie, że ją kocham, a ja wiem, że wnuczka też z czasem
      pokocham naprawdę.
    • blessyou1 Re: stosunek matki do dziecka 08.02.07, 15:34
      Moja młoda kuzynka, która ma dziecko obecnie trzyletnie kilka miesięcy temu
      przyznała się, że dopiero teraz czuje że kocha swoje dziecko naprawdę.
      Widocznie niektóre kobiety kochaja nie "po macierzyńsku" a "po ojcowsku" czyli
      dopiero wtedy kiedy z dzieckiem jest lepszy kontakt. To nic strasznego i nie
      widzę powodu aby biegać do psychologa. Na pewno nie zaniedbujesz swojego
      dziecka. Problem lezy chyba w charakterze mamy a nie w braku uczucia. Jeśli
      jesteś introwertyczką to nie możesz być podobna do matek "przepełnionych
      miłością" i piszących o tym na forum. Nie każdy jest jednakowo wylewny w
      okazywaniu uczuć, nie każdej kobiecie musi się buzia nie zamykac kiedy jest z
      dzieckiem.
      Kiedy moja córka była mała kochałam ja do szaleństwa ale pewnych rzeczy nie
      umiałam razem z nią robić. Od zabaw i szaleństw był tatuś, to on bawił się w
      teatrzyk, to on czytał książeczki przed snem (przyznaję że nudziło mnie to
      śmiertelnie). Ja zawsze chetnie i cierpliwie uczyłam ją nowych rzeczy,
      poświęcałam jej wiele czasu ale nie miałam w sobie dość fantazji aby być
      towarzyszem zabaw dla własnego dziecka. Taki mam charakter. Nie umiałam
      też "świergolić" do niemowlęcia ale nie przeszkodziło to mojej córce pięknie i
      wcześnie mówić i w ogóle rozwijać się "ponad normę" Nie miałam żadnego
      poczucia winy, bo nie miałam internetu smile))
      Wszyscy mamy różne charaktery i nie można oczekiwać że po urodzeniu dziecka
      kobiety zaczną zachowywać się jednakowo. Nie narzucaj sobie na siłę jakiegoś
      wzorca miłości macierzynskiej i nie myśl że kochająca matka wciąż słyszy dzwony
      weselne w obecności swojego dziecka. Kochająca matka bywa szczęśliwa i
      zadowolona, znudzona i zniechęcona a czasem ma dość własnego dziecka - to
      normalne.
      • mama303 Re: stosunek matki do dziecka 09.02.07, 20:28
        blessyou1 napisała:

        > Na pewno nie zaniedbujesz swojego
        > dziecka.

        A ja myśle że zaniedbuje przynajmniej w jednej rzeczy w okazywaniu uczucia i
        uczeniu tego młodego
    • beambam Re: stosunek matki do dziecka 09.02.07, 10:45
      Witam ponownie.

      Chce uscislic pewna rzecz i tym samym odeprzec posadzenia o oschlosc. Brak
      uczucia nie objawia sie u mnie oschloscia i zaniedbaniem synka. Moze
      rzeczywiscie za bardz porownuje sie do innych matek.

      Nachodza mnie watpilowsci bo np.:

      oddalam malego do zlobka na 8h dziennie jak mial 7 miesiecy i wrocilam na studia
      po 1,5 rocznej przerwie (skomplikowana i nie chciana ciaza). Widze, ze maluszek
      jest w tym zlobku szczesliwy i radosny ale...wszyscy w moim srodowisku wymownie
      kiwali glowami nad moja egoistyczna postawa (studia moga poczekac). A ja nie
      tyle chcialam rzucic sie w wir nauki tylko wyjsc do ludzi i skonczyc to
      siedzenie z niemowleciem w domu. Czuje sie z tym cudownie - z zaliczeniami
      jestem do przodu - jeszcze nigdy tak dobrze sie nie uczylam jak teraz. Te
      wyjazdy na studia i moja wolnosc gdy maly jest w zlobku.
      Miedzy innymi to, ze poslalam takiego maluszka do zlobka dla wlasnego
      egoistycznego celu daje mi do myslenia nad moja postawa jako matka.

      Nie umiem tez "poswiecac czasu dziecku". Po odebraniu ze zlobka ja mam zadanie w
      kuchni a maly raczkuje sobie i bawi sie swoimi zabawkami. Czasem stoi na
      krzesle, przy mnie, i przyglada sie mojej krzataninie. Ale ja nie potrafie siasc
      i "zajac sie dzieckiem". Ucze go wprawdzie jak jesc zeby polowa jedzenia nie
      wyladowala na podlodze i jak pic z "doroslego" kubeczka i innych praktycznych
      rzeczy ale to odbywa sie PODCZAS codziennej krzataniny a nie w ramach programu
      "zajmowanie sie dzieckiem".

      Ktos w tym watku napisal, ze moze milosci cos stoi na drodze...Moze niechciana
      ciaza, nieodpowiedzialny partner i inne okolicznosci (nieskonczone studia w
      wieku prawie 30 lat, niezadowolenie z kwalifikacji zawodowych). Ja pewnie kiedys
      wyjde na prosta ale to przykre, ze to wszystko odbije sie na moim synu.




    • beambam Re: stosunek matki do dziecka 09.02.07, 10:49
      Dodam jeszcze, ze za tydzien wyprowadzam sie od mojego partnera. Moje dziecko
      bedzie mialo tylko mnie (tatus tak co drugi weekend). Jest mi strasznie przykro,
      ze syn bedzie zdany tylko na mnie.
      • blessyou1 Re: stosunek matki do dziecka 09.02.07, 11:24
        Nie zgadzam się ze stwierdzeniem że wróciłaś na studia "dla własnego
        egoistycznego celu"
        Zrobiłaś najmądrzej jak mogłaś. Przerwanie studiów na jeszcze dłużej byłoby
        dużym błędem a dobro dziecka tego nie wymaga. Nie tylko twoje dziecko chodzi do
        żłobka, żłobek to nie dom dziecka na miłość boską!
        Współczuję z powodu rozpadu związku, ale musisz mieć teraz więcej wiary w
        siebie i we własne decyzje.
        • czarna_maruda Re: stosunek matki do dziecka 09.02.07, 14:36
          Moja córeczka ma 21 miesięcy.
          Nie cierpię z nią spać, bo jest mi niewygodnie.
          Nie zawsze mam ochotę się z nią bawić i czasami po prostu odmawiam.
          Czasem irytuje mnie jej zachowanie, albo jak nie chce czegoś zrobić, często
          ignoruję jej napady złości, bo mi się nie chce jej przekonywać.
          Oddałam do żłobka żeby szukać pracy. Czasami kombinuję jak się wyrwać samej z
          domu.
          Ale jednocześnie tęsknię za nią i cieszę się, gdy ją odbieram po południu.
          Kiedy jest chora praktycznie non stop. Cieszę się z jej sukcesów i jestem z
          niej dumna! Zachęcam do samodzielności.
          Czy to znaczy, że jej nie kocham? Ja tak tego nie odbieram...
          • czarna_maruda Re: stosunek matki do dziecka 09.02.07, 14:36
            Miało być: kiedy jest chora, praktycznie non stop przy niej CZUWAM
      • ik_ecc Re: stosunek matki do dziecka 09.02.07, 15:48
        Beambam, wg mnie robisz najlepsze co mozesz w swojej sytuacji. Nie zdajesz sie
        na faceta (jak piszesz nieodpowiedzialnego) tylko chcesz byc samowystarczalna,
        skonczyc studia, pracowac, byc w stanie sie utrzymac - jest to wylacznie godne
        pochwaly i wsparcia. Wyprowadzasz sie od faceta (nieodpowiedzialnego) - zycze
        Ci wiele sily, bo wiem ze nie jest to latwe, ale czesto jest konieczne. Robisz
        co mozesz najlepsze dla siebie i dla synka. Najlepsze co mozesz mu dac to mame
        zadowolona z tego kim jest i co robi. Wg mnie to strasznie wazne, to bedzie
        jego wzorzec na przyszlosc, na to kogo bedzie sobie sam wybieral - silne,
        samodzielne kobiety, a nie umartwiajace sie kury domowe.

        (Od razu zaznaczam, ze nie uwazam, ze kazda ktora siedzi w domu z dzieckiem
        jest umartwiajaca sie kura domowa! Ja sama siedze w domu z corka i jestem b.
        szczesliwa!)

        Moja sytuacja jest kompletnie inna. Mam skonczone studia, wyszalalam sie
        karierowo, jestem ustawiona finansowo (nie kokosy, ale wygodnie), ciaza byla
        bardzo nieoczekiwana, ale nie byla dramatem. Mam tez na prawde rewelacyjnego
        partnera, wspaniala mame i siostre, czestym gosciem u nas jest tez chlopak
        siostry. Wszyscy pomagaja mi przy corce - i ciagle mam wrazenie ze wszyscy
        robia to lepiej niz ja, wkladaja w to wiecej serca, lepiej sie z nia umieja
        bawic, podczas gdy ja robie tylko te sprawy "z urzedu". Ja tak na prawde
        nawiazalam z corka kontakt inny poza tym koniecznym dopiero kiedy corka miala z
        16-17 mies, kiedy zaczela byc bardziej interaktywna, zaczela gadac, kombinowac,
        mozna z nia bylo cos konkretnego porobic. Dalej nie bardzo umiem sie z nia
        bawic, umiem tylko robic rzeczy ktore nie wymagaja ode mnie wymyslania i ktore
        sama lubie robic tak czy inaczej - moge jej czytac ksiazeczki, uczyc ja literek
        i kolorowac obrazki (bo te rzeczy sama lubie - na szczescie ona tez!) oraz brac
        ja na spacer, gdzie, tak na prawde, nie musze nic robic - mloda sama sobie
        wynajduje zajecie, ja zajmuje sie tylko mchanika stawiania jej na nogi po
        upadku, wsadzania jej na zjezdzalnie czy popychania hustawki. Nie swiergole, w
        ogole niewiele do niej mowie (teraz latwiej, bo to ona inicjuje konwersacje),
        nie wyglupiam sie, itd. Nie umiem. I tyle. Od wyglupiania sie najlepszy jest
        chlopak siostry i moj partner - jakos tak jest ze i ja i siostra
        jestesmy "sztywne", a moja mama tez raczej surowo-powazna. Ale wszyscy kochamy
        mloda - kazde z nas na swoj sposob. Nie uwazam sie za osobe zimna i oschla, nie
        uwazam, ze robie mojemu dziecku krzywde. Robie to co umiem i uwazam ze kazde
        podejscie jest wartosciowe i uczy dziecka czegos innego.

        Co do "poswiecania czasu dziecku" - wg mnie jest to zwyczajnie niezdrowe w zbyt
        duzych ilosciach. Dziecko powinno uczestniczyc w naszym zyciu, naszej
        krzataninie - najpierw obserwowac, potem pomagac i powinno sie tez uczyc
        zajmowac sie soba. Mnie najlepiej wychodzi spedzanie czasu z corka wlasnie
        podczas codziennych zajec - teraz jest na tyle duza, ze wrzuca ubrania do
        pralki, z energia zamiata podloge, jezdzi na odkurzaczu, itd. Kiedy gotuje,
        daje jej jakies lyzki i pokrywki albo sadzam na stole, zeby mogla patrzec na to
        co robie. I, wg mnie, jest to najlepsza forma spedzania czasu z dzieckiem, bo
        najblizsza zyciu.
      • mama303 Re: stosunek matki do dziecka 09.02.07, 20:33
        beambam napisała:

        > Dodam jeszcze, ze za tydzien wyprowadzam sie od mojego partnera. Moje dziecko
        > bedzie mialo tylko mnie (tatus tak co drugi weekend). Jest mi strasznie
        przykro
        > ,
        > ze syn bedzie zdany tylko na mnie.

        No to trochę wiadomo skąd taki brak entuzjazmu w stosunku do młodego.
        • czarna_maruda Re: stosunek matki do dziecka 10.02.07, 14:23
          > No to trochę wiadomo skąd taki brak entuzjazmu w stosunku do młodego.


          Wiadomo, że co?
          Co ma piernik do wiatraka?
          • mama303 Re: stosunek matki do dziecka 10.02.07, 15:40
            > Wiadomo, że co?
            > Co ma piernik do wiatraka?
            >

            Troche ma, wyczuwam tu jakiś poważny "zakręt życiowy"
            Autorka wątku być może nie głowy teraz do pełnego rozkoszowania się
            macierzyństwem.
    • rycerzowa Re: stosunek matki do dziecka 10.02.07, 16:09
      Beambam, czyli "ciągle sobie zadajesz pytanie, czy to jest przyjaźń, czy to jest
      kochanie?"
      Fakty można różnie interpretować.
      Decyzja o skończeniu studiów może wynikać z poczucia odpowiedzialności za
      dziecko. Tak samo, jak decyzja o rozstaniu z nieodpowiednim mężczyzną. Ileż to
      matek funduje dzieciom ojca-pijaka, niszcząc przez to im życie!
      Żłobek to tez wyjście stare jak świat: od zawsze dziećmi zajmowały się babcie,
      starsze rodzeństwo, niańki. Młoda zdrowa kobieta miała trudniejsze zadania do
      wypełnienia.
      Fakt, że wieczorami zajmujesz się dzieckiem niejako "przy okazji", jest też
      zdrowy i naturalny, bo w ten właśnie sposób dziecko uczy się życia, a do zabawy
      ma kolegów.
      Te same fakty można interpretować jako obojętność, w zależności jaki jest twój
      stosunek do dziecka.

      Spróbuj sobie w ciszy serca odpowiedzieć na pytania:
      1. Czy przynajmniej raz w ciągu dnia pomyślisz, co tam mały w żłobku porabia,
      czego ciekawego się dziś nauczy.
      2. Czy oboje cieszycie się przy spotkaniu.
      3. Czy planując studia i karierę zawodową myślisz sobie, że twoje dziecko będzie
      z ciebie dumne, cieszysz się, że zapewnisz mu lepszy byt, lepszy start życiowy.
      4. Czy wspominając jakiś swój głupi albo zły postępek, martwisz się, że syn się
      o tym dowie, czy jest ci wstyd.
      5. Jeśli spotka go jakaś przykrość, gdy boleśnie płacze, czy kroi ci się serce.
      6. Gdyby miało go spotkać coś złego, np. porwanie, czy nie wolałabyś sama to
      przeżyć zamiast niego.
      7. Gdy się czegoś nowego nauczy, czy odczuwasz nutkę dumy i radości.
      8. Czy lubisz, jak coś robicie razem, np. wieszanie prania, czy cieszysz się, że
      ci "pomaga", albo czy lubisz popatrzeć, jak się fajnie sam bawi.
      9. Gdy widzisz coś ciekawego na mieście, np. super koparkę, czy myślisz, że
      szkoda,że mały tego nie widzi.
      10. Czy instynktownie tłumaczysz jego nieodpowiednie zachowanie, jego
      niedoskonałość i błędy.

      To taki mój podręczny dekalog macierzyństwa.
    • beambam Rycerzowa 10.02.07, 19:01
      Dzieki za to, ze zadals sobie trud napisania tej listy!

      Rzeczywiscie na wiekszosc pytan odpowiem TAK, moze poza dwoma - tymi o dumie
      syna ze mnie i o wstydzie za rzeczy z przeszlosci. Synek jest chyba jeszcze za
      maly, zeby zrozumiec codziennosc dlatego jeszcze nie nachodza mnie mysli ani o
      jego przyszlosci ani o mojej przeszlosci.

      Rycerzowa, jak tak czytam opis Twoich relacji z corka i wnukiem to jakbym
      widziala moja mame big_grin.


      • rycerzowa Re: Rycerzowa 10.02.07, 21:37

        beambam napisała:


        > Rzeczywiscie na wiekszosc pytan odpowiem TAK,

        No to możemy być spokojni o wasze relacje.

        > jak tak czytam opis Twoich relacji z corka i wnukiem to jakbym
        > widziala moja mame big_grin.

        Po to jest forum, byśmy się nawzajem czegoś o sobie dowiedzieli i nauczyli.wink

        Powiem ci jeszcze, że moja córka jest matką cudowną, no idealną, a uważa,że
        - ktoś, kto wymyślił żłobki, powinien dostać Nobla,
        - nawet więźniowi należy się spacerniak (to na pytanie dlaczego chce wyjść na
        zakupy, skoro inni ją mogą wyręczyć, bo ma małe dziecko).
        Pozdrawiam.
Pełna wersja