nie radze sobie ze swoim 4 latkiem :(

02.02.07, 14:45
Mam spory problem ze swoim 4 latkiem. Jest rozpieszczonym jedynakiem. Wiem ze
to wszystko moja wina, ale chce teraz jakos temu zaradzic bo wiem ze pozniej
bedzie jeszcze gorzej.
A wiec, problemy ze wstawaniem o 7 rano do przedszkola. Nie chce wstawac,
jeszcze chwila,jeszcze chce spac. Nie pomagaja prosby , grozby, tlumaczenia -
nic.
Problem chcialam rozwiazac inaczej, po prostu klasc go wczesniej, nie dziala.
Codziennie ma problemy ze wstaniem.
Musimy wychodzic zawsze punktualnie, gdybysmy wyszli pozniej, spoznilbysie na
autobus i musialabym go zaprowadzac na pieszo do przedszkola. A to 40 minut
drogi z nim.
Drugi problem - powrot ze szkoly, przyjezdza autobusem, macha zadowolony.
Natomiast gdy wyjdzie z autobusu, mina zlosnika. Zawsze cos mu sie nie podoba,
cokolwiek. A to ze chce jakas zabawke? A to ze nie pomachalam. WIecznie
niezadowolony.
Dodam ze lubi chodzic do przedszkola.
Problem zabawek myslalam ze jest rozwiazany, zabawki dostaje zawsze w sobote.
Idziemy razem do sklepu i wybiera sobie jakas zabawke. Oczywiscie w rozsadnej
cenie.
W domu jest Ok. Maly nie oglada telewizji, nie gra na kompueterze. Gramy razem
w gry (domino, i wiele innych).Rysuje. Sam potrafi sie pobawic.
Przez okres ktory spedzamy razem w domu nie ma mamy wiekszych problemow.

Ostatnio zaczelo sie pokazywanie jezyka. Narazie zrobil to dwa razy czyli o
dwa razy za duzo. Jak na to reagowac? Nie moge udac ze nic sie nie dzieje,
poniewaz on juz jest duzy (w wakacje bedzie mial 5 lat), wiec rozumie ze zle
robi.
Ostatnio jest tez etap zadan. Chce to , chce tamto.
Och, poradzcie cos, bo nie wiem co mam robic.
    • mama303 Re: nie radze sobie ze swoim 4 latkiem :( 02.02.07, 14:58
      ja nie rozumiem jaki jest tu problem. Normalne dziecko i już.
    • lola211 Re: nie radze sobie ze swoim 4 latkiem :( 02.02.07, 15:08
      >Jest rozpieszczonym jedynakiem
      ??
      A jakies fakty na poparcie tej tezy? Bo poki co nie podalas.Jak Ci juz napisano-
      normalne dziecko.
      Juz mnie zaczyna wkurzacwink to ciagle doszukiwanie sie przyczyn jakiegokolwiek
      problemu w jedynactwie.Myslisz, ze jak dzieci w domu wiecej, to grzecznie i z
      luboscia wstaja rano?
    • default Re: nie radze sobie ze swoim 4 latkiem :( 02.02.07, 15:14
      alutka1234 napisała:

      > A wiec, problemy ze wstawaniem o 7 rano do przedszkola. Nie chce wstawac,
      > jeszcze chwila,jeszcze chce spac. Nie pomagaja prosby , grozby, tlumaczenia -
      > nic. Problem chcialam rozwiazac inaczej, po prostu klasc go wczesniej, nie
      dziala. Codziennie ma problemy ze wstaniem. Musimy wychodzic zawsze
      punktualnie, gdybysmy wyszli pozniej, spoznilbysie na> autobus i musialabym go
      zaprowadzac na pieszo do przedszkola. A to 40 minut drogi z nim.

      Problemy ze wstawaniem to ma każdy, kto nie ma natury "skowronka". Dorośli też,
      tylko mają większe poczucie odpowiedzialności i wstają - mimo że życie
      oddaliby za jeszcze pół godzinki w ciepłym łóżeczku. Skoro syn nie chce wstać -
      to niech śpi, a potem dyma te 40 minut na piechotę - przekona się
      organoleptycznie, że to się nie opłaca.

      > Drugi problem - powrot ze szkoly, przyjezdza autobusem, macha zadowolony.
      > Natomiast gdy wyjdzie z autobusu, mina zlosnika. Zawsze cos mu sie nie podoba,
      > cokolwiek. A to ze chce jakas zabawke? A to ze nie pomachalam. WIecznie
      > niezadowolony. Dodam ze lubi chodzic do przedszkola.

      Chyba Cię terroryzuje po prostu. Raz Ty bądź niezadowolona i grymaśna. Jak Kuba
      Bogu, tak Bóg Kubie.

      > Problem zabawek myslalam ze jest rozwiazany, zabawki dostaje zawsze w sobote.
      > Idziemy razem do sklepu i wybiera sobie jakas zabawke. Oczywiscie w rozsadnej
      > cenie.

      No wiesz, to chyba przesada - zabawka w każdą sobotę?? A co w takim razie
      dostaje na urodziny, imieniny, pod choinkę??

      > W domu jest Ok. Maly nie oglada telewizji, nie gra na kompueterze. Gramy razem
      > w gry (domino, i wiele innych).Rysuje. Sam potrafi sie pobawic.
      > Przez okres ktory spedzamy razem w domu nie ma mamy wiekszych problemow.
      > Ostatnio zaczelo sie pokazywanie jezyka. Narazie zrobil to dwa razy czyli o
      > dwa razy za duzo. Jak na to reagowac? Nie moge udac ze nic sie nie dzieje,
      > poniewaz on juz jest duzy (w wakacje bedzie mial 5 lat), wiec rozumie ze zle
      > robi.

      Pokazywanie języka pewnie podpatrzył w przedszkolu, ja bym to olała, po prostu
      spytałabym się z politowaniem co chciał przez to wyrazić - założę się, że nie
      będzie miał pojęcia, co odpowiedzieć, speszy się i więcej tak nie zrobi.

      > Ostatnio jest tez etap zadan. Chce to , chce tamto.
      > Och, poradzcie cos, bo nie wiem co mam robic.

      On mówi - chce to, chce tamto. Ty powiedz - a ja chce owo, masz na to jakąś
      radę??? smile
      Prawie pięciolatek to duże dziecko, wiele do niego dociera i można z nim
      rozmawiać po partnersku. Na miarę dziecka oczywiście. Ale jak on do Ciebie
      jest: nadąsany, kapryśny, wymagający - to wyobraź sobie co byś powiedziała
      swojemu mężowi w takiej sytuacji. I zareaguj podobnie, dostosowując się
      oczywiście do wieku syna.
      • misia_mama_ptysia mam to samo :( ale staram się to zmienić 02.02.07, 15:40
        Ja myślę , że swojemu dziecku chcesz dać z siebie wszystko, być na każde
        zawołanie, spełniać jego prosby i zachcianki.
        Niestety dziecku też należy odmawiać , pamietać że mama to też człowiek i ma
        swoje potrzeby w tym chwile dla siebie.
        Dziecko przyzwyczajane do spełaniania swoich żądań w pewnym momencie nakręca
        się i sam nie wie kiedy przestać, mama pomachała ręką - fajnie, ale już po
        wyjściu z auta mama nie przewidziała na co mam ochotę, no i dziecko
        niezadowowlone.

        Powiem Ci, że mam podobny problem. Byłam na każde zawołanie dziecka,sądziłam że
        tak powinno być bo tak postępuje kochjąca matka, bo dziecko musi czuć , że
        jest kochane, bezpieczne, ktoś nad nim czuwa, tylko w którymś momencie ta
        granica została przekroczona i zauważyłam , że staję się więźniem mojego syna.
        Mam wrażenie , że nie wpada się w tą pułapkę gdy pojawia się kolejne dziecko,
        bo siłą rzeczy dzielisz siebie m-dzy dwójkę i starsze dziecko uczy się że nie
        jest "pępkiem świata" i że czasem musi tez poczekać , aby mama czy tata mogli
        poświęcić jemu uwagę.
        Podam przykład ze swojego podwórka: prosta sprawa - rozmowy telefoniczne.
        Wszystkie rozmowy telefoniczne kończyłam w chwili, gdy dziecko przychodziło i
        coś ode mnie chciało. Ja dobra matka myślałam dziecko mnie potrzebuje,
        ważniejsza sprawa , rozmowę dokończę później; czego efekty widzę teraz - synek
        musi mi teraz o czymś powiedzieć i nie jest ważne że ja z kimś rozmawiam przez
        telefon. Dopiero teraz uświadomiłam sobie , że robiłam źle. Teraz staram się to
        naprawić i pokazuję dziecku, że on tez musi dopasować się czasami do innej
        sytuacji, poczekać, że nie każdy musi być na jego zawołanie.
        Poza tym dziecko też musi znać granice, co mu wolno a czego nie. To jest dla
        jego dobra. Teraz to wiem, ale jeszcze niedawno serce mi miękło i ulegałam
        jemu ,a to niech obejrzy jeszcze jedną bajkę / no bo chce/ a to jeszcze jedna
        książeczka na dobranoc /a już 10 przeczytaliśmy/. Człowiek myśli ,że wszystko
        robi w dobrej wierze, że nie obróci się przeciwko niemu, ale ...
        prawdą jest i to , że dobrocią można zamęczyć. Potem tego efektem jest wiecznie
        niezadowolony młody człowiek.

        pozdrawiam
        misia smile)
        • alutka1234 Re: mam to samo :( ale staram się to zmienić 03.02.07, 01:20
          misia_mama_ptysia, ja wychowalam mojego synka pratkycznie sama przez 3,5 roku.
          Tata byl daleko, wiec ja sie dwoilam zaby tylko dziecko bylo szczesliwe. Teraz
          maly ma 4.5 roku i zauwazylam ze wszystko ja "musze" zrobic.
          Ja mam przed soba nowy problem, przeprowadzamy sie za kilka dni i moj maly
          bedzie mial swoj pokoj. Zastanawiam sie jak przez to przebrniemy.
      • alutka1234 Re: nie radze sobie ze swoim 4 latkiem :( 02.02.07, 15:44
        Moze ja wszystko to za bardzo przezywam.
        Sprobuje z tym spacerem.
        A propo tych zabawek w kazda sobote. Zabawki ktore kupuje mu w sobote nie sa
        drogie, np.do 15 zl. Jakis drobiazg. On decyduje co chce.Wie ze poza sobota nic
        nie kupujemy. W sklepie mam spokoj, poza sobota mam spokoj bo tkie ustalilismy
        zasady.
        • herbatazcytryna Re: nie radze sobie ze swoim 4 latkiem :( 03.02.07, 01:33
          Poradzę tylko w sprawie jezyka smile Najlepiej nie reagowac wcale, jakby tej miny
          nie było. Dzieci robią to dla zrobienia wrażenia, w momencie, kiedy reakcji nie
          będzie żadnej, mały szybko tego zaprzestanie. Zwracanie uwagi na ten język jest
          reakcją, a o reakcję chodzi Twojemu synkowi, więc może to odnieśc odwrotny
          skutek. Oczywiście dotyczy to zachowania, które nie jest jeszcze notoryczne smile
    • cynta Re: nie radze sobie ze swoim 4 latkiem :( 03.02.07, 02:23
      Moja mala tez ma 4.5 roku, latem 5 i bardzo sie podobnie zachowuje do twojego
      synka: za kazdym razem jak ja odbieram z przedszkola placze bo cos chce miec
      kupione, strasznie mnie to denerwowalo i ostanio wymyslilam podobnie do ciebie
      ze dostanie te cukierki w piatek jak bedzie grzeczna przez caly tydzien. Te
      naburmuszenia to tez mamy: staram sie jej mowic ze mi przykro, ze ja ja kocham a
      ona mnie rani, no i chwale ja ze miala dobry dzien jak faktycznie miala a jak
      nie to mowie ze chyba nie byl dobry bo plakala i mnie zdenerwowala. Dziala tez
      takie cos: jak jest niegrzeczna, rzuca czyms i wogole sie wscieka to czekam a
      potem sie pytam czy juz chce sie przytulic. To jej pomaga zrozumiec ze mama jest
      na zawsze i na wszystko ale czasem i mama moze byc zdenerwowana. Moze powiedz
      synkowi zanim pojdzie do przedszkola ze cos fajnego zrobicie jak wroci np.
      zbudujecie cos z klockow jak bedzie mily jak wroci i przypomnij mu o tym jak
      wroci nadety, i wrecz powiedz ze teraz nie mozesz budowac bo on nie dotrzymal
      umowy a ty tak chcialas budowac... Ogolnie to wszystko przejdzie tyle ze sie
      czlowiek nerwow naje... Powodzenia
      • symplegada Re: nie radze sobie ze swoim 4 latkiem :( 04.02.07, 00:14
        A u nas na naburmuszone miny najlepiej działa przedrzeźnianie: ja też robię taką minę, no i Mała nie wytrzymujesmile. Kiedy lubi sobie pojęczeć, pohisteryzować z bye powodu, to uznaję, że taki ma dzień i specjalnie na to nie zwracam uwagi.
    • jasiekmiki całkiem normalny i mama też 04.02.07, 14:52
      No cóż czasem chcemy coś zmienić. A Ty chcesz zmienić wasze poranki. NO a jak
      radziłaś sobie przez 4 lata. Pewnie dużo razy musiałaś wysilić wyobraźnię i
      intelekt. W tym wypadku trzeba z robić tak samo(cóż za odkrycie). Umilić dziecku
      i sobie poranki z jednoczesnym przeprowadzeniem planu - ubrać i wyjść. Na pewno
      sobie poradzisz.
Pełna wersja