jagoda051
14.02.07, 14:45
Nasze spacery to koszmar. W jedną stronę jest ok. Kinga prawie cały czas za
rączkę idzie. Ale wracając dziś zapragnęła wybiec z trawnika na ulicę,
Stanęłam na krawężniku i tłumaczę
że to ulica i nie można a ona dalej. PO 10 tłumaczeniach rzuca sie na ziemię
i ryczy. Po jakimś czasie wstaje i idzie oczywiście gdzie chce bo mnie w
ogóle nie słucha. Gdy proszę któryś z kolei raz żeby odeszła od płotka i że
idziemy już a ona nic. Więc biorę ją na ręce. Ona wyrywa się i drze i płacze.
Tak wygląda droga powrotna, bo gdy tylko ją postawię to w drugą stronę idzie.
Wróciłam do domu cała w błocie przez jej buty bo sie rzucała, z połamanym
bukietem kwiatów który kupiłam, zarobiłam od niej w twarz, ściągnęła mi w
złości czapkę. Potem oczywiście w domu nie chciała się rozebrać. Każdy spacer
wygląda podobnie. W ogóle się mnie nie słucha, robi to co chce. Nie mam już
siły i po powrocie siedzę i ryczę. Co zrobiłam źle i co mogę zrobić żeby
nasze spacery były przyjemnością????