Dysonans wychowawczy-do rozwiedzionych i w separac

21.02.07, 09:58
Jak sobie z tym radzicie? To chyba nie wieczny problem, gdy rozwodzi się
małżeństwo z dzieckiem/dziećmi. Chodzi mi o to, że zwykle trud wychowawczy na
codzień spoczywa na jedne osobie (zwykle mamie), a wizyty tamtej strony burzą
cały wypracowany system.
Przykład? Mój syn wszedł w fazę bicia. Bijus z niego straszny. Coś mu się nie
podoba zamach i pac. Nawet mnie. Przytrzymuje rękę, mówię, że nie wolno,
dłuższy ignor po takiej akcji. Mieszkam teraz w domu gdzie przewija się multum
dzieci i to one są ofiarą mojego syna. Nauki zaczęły skutkować, bo już nie
bije innych, przyłapany na próbie kaja się mówi "bee eśt" i głaszcze na
przeprosiny.
Niedawno miałam nalot nietoperzy: dziadków z tamtej strony. A ci przez całą
wizytę "bij babcię, bij dziadka, zbij inne dzieci, nie daj sobą pomiatać,
trzeba twardym bić" i ochoczo nadstawiali swe puste głowy do bicia i o zgrozo
pokazywali na pluszakach jak ma bić inne dzieci. zabrałam dziecko
powiedziałam, że nie pozwalam i kazałam wynosić się gdzie pieprz rośnie. cała
moja nauka o nieagresji poszła w las....zaczynam się martwić, bo wspólnie
wypracowany kompromis zakładał pobyt w co drugi weekend u ojca małego, czyli
weekend z dziadkami nie z tej bajki.\
    • joakal Re: Dysonans wychowawczy-do rozwiedzionych i w se 22.02.07, 10:45
      trud wychowawczy spoczywa na OBOJGU rodzicach i dla dobra dziecka powinni się oni dogadać
      wiem że to strasznie trudne, ale trzeba wypracować wspólnie jakąś koncepcję i się jej trzymać

      • chalsia A co jak się nie udaje / nie da rady ??? 22.02.07, 18:18
    • mgla_jedwabna Re: Dysonans wychowawczy-do rozwiedzionych i w se 23.02.07, 12:29
      Ale to chyba nie jest problem tylko rozwiedzionych? przeciez jakby autorka wątku dalej była razem z ojcem swojego dziecka, to dziadkowie wcale nie byliby mądrzejsi. Przeciez to forum jest usiane postami typu "ja uczę, że cośtam a babcia, że odwrotnie! pomocy!".

      Pytania do autorki wątku: czy takie postępowanie dziadków wynika z ich rzeczywistych przekonań na temat wychowania chłopców, czy ze zwyczajnej chęci zrobienia tobie na złość (w końcu rozstałaś się z ich ukochanym misiaczkiem)? I co na to wszytsko ojciec dziecka?
      • bunny.tsukino Re: Dysonans wychowawczy-do rozwiedzionych i w se 23.02.07, 15:42
        No właśnie o to chodzi, że wiem na milion procent, że dziadkowie i ojciec
        dziecka, będą robi dokładnie na odwrót, bo jak śmiałam się odseparować/
        rozwieść!! Trzymanie wspólnego frontu-hahaha. Jak to możliwe, gdy co chwile mam
        kontrole mopsu, mopru czy innych literek, że rzekomo znęcam się nad dzieckiem.
        Ciekawe czyja to sprawka? Poza tym boję się panicznie, że po prostu syn mi z
        którejś takiej wizyty nie wróci...
        • bromba84 Re: Dysonans wychowawczy-do rozwiedzionych i w se 23.02.07, 23:35
          moze uwierzyli ze znecasz sie nad dzieckiem i chca go nauczyc samoobrony wink
    • eska1234 Re: Dysonans wychowawczy-do rozwiedzionych i w se 27.02.07, 21:12
      niestety, często po rozwodzie ( lub separacji) ta druga strona + cała rodzinka
      drugiej strony umila życie. Można tylko współczuć. Jeżeli rozmowa z szanownym
      tatusiem dziecka nie przyniesie oczekiwanych rezultatów ( niech pogada z
      rodzicami, ostatecznie takie zachowanie typu "bij innego" bardzo żle
      oddziaływuje na dziecko) to można wystąpić do sądu o ograniczenie władzy
      rodzicielskiej ojca z uwagi na jego zły wpływ na dziecko lub nastawianie dziecka
      przeciw Tobie- często sąd daje możliwość odwiedzin dziecka przez ojca lub
      dziadków, ale tylko w obecności matki. A nawet jak nie ogranieczy władzy
      rodzicielskiej ojca to może po prostu argumenty sądu będą miały lepsze
      oddziaływanie na eksmałżonka niż Twoje (rozumiesz: mówione będą z innej pozycji,
      a w dodatku Ciebie , twój były może nie chcieć słuchać, a sądu wysłuchać nawet
      jak nie chce) Ale ta droga to ostateczność - zawsze staraj się najpierw załatwić
      sprawę z ojcem dziecka polubownie.
Pełna wersja