bunny.tsukino
21.02.07, 09:58
Jak sobie z tym radzicie? To chyba nie wieczny problem, gdy rozwodzi się
małżeństwo z dzieckiem/dziećmi. Chodzi mi o to, że zwykle trud wychowawczy na
codzień spoczywa na jedne osobie (zwykle mamie), a wizyty tamtej strony burzą
cały wypracowany system.
Przykład? Mój syn wszedł w fazę bicia. Bijus z niego straszny. Coś mu się nie
podoba zamach i pac. Nawet mnie. Przytrzymuje rękę, mówię, że nie wolno,
dłuższy ignor po takiej akcji. Mieszkam teraz w domu gdzie przewija się multum
dzieci i to one są ofiarą mojego syna. Nauki zaczęły skutkować, bo już nie
bije innych, przyłapany na próbie kaja się mówi "bee eśt" i głaszcze na
przeprosiny.
Niedawno miałam nalot nietoperzy: dziadków z tamtej strony. A ci przez całą
wizytę "bij babcię, bij dziadka, zbij inne dzieci, nie daj sobą pomiatać,
trzeba twardym bić" i ochoczo nadstawiali swe puste głowy do bicia i o zgrozo
pokazywali na pluszakach jak ma bić inne dzieci. zabrałam dziecko
powiedziałam, że nie pozwalam i kazałam wynosić się gdzie pieprz rośnie. cała
moja nauka o nieagresji poszła w las....zaczynam się martwić, bo wspólnie
wypracowany kompromis zakładał pobyt w co drugi weekend u ojca małego, czyli
weekend z dziadkami nie z tej bajki.\