brutta Re: Krzyczę na swoją córeczkę:( 15.03.07, 14:49 Witam! Moja córeczka ma już 8 lat i też kocham ją ponad życie. Niestety, jestem cholerykiem i czasami nie mogę zapanować nad nerwami. Nakrzyczę i przechodzi mi. Po pięciu minutach przepraszam ją, ale nadal czuję się podle. Ale wiesz co mi pomaga? Magnez. Działa uspokajająco, a jeśli pijesz dużo kawy, na pewno przyda się jego uzupełnienie. Biorę go od dłuższgo czasu, a ponieważ piję dużo kawy, daleko mi do przedawkowania.Zapytaj zresztą lepiej lekarza. Na pewno działa! Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
mamagabusi Re: Krzyczę na swoją córeczkę:( 15.03.07, 16:19 Apropos tego co powiedziałas Roksanusia , o tym ze twoja mala nie pamieta ojca..nie znam dokladnie sprawy ale moja corka ma rok i 3 miesiace i mimo tego ze ojca widzi praktycznie co drugi dzien na kilka godzin to nikt nie jest dla niej wazniejszy,sama sie dziwie ze tak male dziecko a tak mocno lgnie do niego) Odpowiedz Link Zgłoś
roksanusia Re: Krzyczę na swoją córeczkę:( 15.03.07, 16:28 Ja nie powiedziałam,ze ona nie pamieta ojca tylko,ze nie pamieta jak z nim mieszkała a to różnica prawda? pozdrawiam roksanusia Odpowiedz Link Zgłoś
fikolka1 Re: Krzyczę na swoją córeczkę:( 15.03.07, 18:01 Nie chcę cię ani pouczac ani tym bardziej oceniac. Napiszę ci moje sposoby na opanowanie szalenstwa jak takowe mnie chwyta. Może cos ci się przyda.... Oczywiscie wychodzenie i skrytykowane już liczenie do dziesięciu działa tylko w pewnych sytuacjach. Kiedy czują że cisnenie mam już takie że zaraz krzyknę to ....krzyczę ale nigdy na dziecko. Synek wie (starszy, młodszy jeszcze nie łapie o co chodzi) że czasami krzyczę bo jestem zmęczona, wkurzona czy zirytowana. Krzyczę w poduchę, sweter, czy do sciany w zależnosci co jest pod ręką. Za moment przechodzi. Zwłaszcza że jak usłysze sie sama to jakos mi przechodzi bardzo szybko. Synek wie o tym że każdy może sie zdenerwowac (on też!) ale nie wolno nikogo krzywdzic. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
anetta58 Re: Krzyczę na swoją córeczkę:( 15.03.07, 20:54 ja tez mam 27lat i tez 4letnia coreczke ktora przechodzi teraz taki okres ze zdaza sie ze to ona w domu dyktuje warunki a nie ja ,jest uparta czasem a raczej prawie co dzien krzycze na nia chociaz i tak niewiele zdzialam poniewaz ona za chwile robi swoje kocham ja tez bardzo bardzo mocno ale ten krzyk to jest po prostu z bezsilnosci.Taka mala osobka a tak niekiedy potrafi dac w kosc ze sama niewiem co robic i jak dotrzec do niej. Odpowiedz Link Zgłoś
woman-in-love Re: Krzyczę na swoją córeczkę:( 16.03.07, 08:43 Nie porzeczytalam calego watku, przepraszam , jesli sie powtorze. Najgorsze jest nie to, ze sie krzyknie. Problemem jest utrata kontroli nad krzykiem. Zdaje sie, ze jest na to nazwa furioholizm czy cos takiego. Terapia jak przy kazdym innym uzaleznieniu. Tez sie darlam na dzieci. Po latach - przepraszam ich za to na rozne sposoby. Nie krzyczcie, bo jak tylko beda mogly - dzieci uciekna gdzie pieprz rosnie. Odpowiedz Link Zgłoś
majaaaaa propozycje rozwiązań - jakie? 16.03.07, 11:48 Bardzo współczuje założycielce wątku, chciałabym ją jakoś pocieszyć i dać nadzieję. Tylko jak? Nie ma sensu potępiać tej kobiety, bo sama zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji, należałoby raczej podać jej rękę. Miałam znajomą, która była w podobnej sytuacji. Powód krzyku oczywisty, jak już podano wyżej: niezaspokojone własne potrzeby, złe wspomnienia z dzieciństwa, nieciekawa sytuacja domowa (kłótnie z mężem, poniżanie, trudne dziecko z zaburzeniami), ogólnie brak wsparcia emocjonalnego ze strony rodziny od wielu lat. Poszła do psychiatry i niewiele to pomogło na dłuższa metę. Przepisano środki uspokajające, które rzeczywiście zmniejszały napięcie i dziewczyna bardziej panowała nad sobą, ale leków tych nie można brać na stałe, a po odstawieniu problem wracał. Została odesłana do psychologa na terapię, niestety, tu już nie było żadnej poprawy. Po przeprowadzce nie mam teraz z nią kontaktu, ale towarzyszyłam jej przez ponad 2 lata w kłopotach i światełka w tunelu nie było widać. Z tym że ona z tego, co opowiadała, nie bluzgała, nie wyzywała, po prostu nerwy puszczały i wrzeszczała o byle co. A w sumie była naprawdę w porządku, bardzo oddana rodzinie, uczciwa, inteligentna. Tak więc nie jest to sprawa prosta. Cała nadzieja w tym, że założycielka wątku uregulowała już sobie sprawy sercowe i może już będzie z górki? Odpowiedz Link Zgłoś
majaaaaa terapia? 16.03.07, 11:56 woman-in-love napisała: > Najgorsze > jest nie to, ze sie krzyknie. Problemem jest utrata kontroli nad krzykiem. Dokładnie, to chyba o to chodzi, że zanim sie pomyśli (policzy do 10) jest już po fakcie. Bo chyba każda z nas (no prawie) czasami huknie niepotrzebnie na dzieci, choć dałoby się inaczej sprawę załatwić. > Zdaje sie, ze jest na to nazwa furioholizm czy cos takiego. Że też na wszystko wymyślają nazwy... >Terapia jak przy > kazdym innym uzaleznieniu. I myślisz, że są ośrodki specjalizujące się w takiej terapii? Najlepiej bezpłatnej oczywiście. Może tam uderzyłaby roksusia? > Tez sie darlam na dzieci. Czyli Tobie nie udało się z tego wyjść? Odpowiedz Link Zgłoś
simka54 Re: Krzyczę na swoją córeczkę:( 16.03.07, 12:46 Bardzo mądre spostrzeżenie. Myślmy o swoich reakcjach, żeby kiedyś tam nie było nam, wstyd. Odpowiedz Link Zgłoś
fredka13a Re: Krzyczę na swoją córeczkę:( 16.03.07, 20:43 ja co prawda nie mam takich problemów. Czy twoja mama biła cię kiedyś/? Skad u ciebie sie wzieło "durny choleryk"? Przemyśl to sobie i nie wmawiaj sobie że jestes głupia .!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
zaq1975 Re: Krzyczę na swoją córeczkę:( 16.03.07, 23:35 a ja myśle że powinnaś dogadać sie zbyłym męzem. twoje problemy mogą po części być z nim związane. Dziecko potrzebuje ojca i nie piszetu o idealnym dla ciebie facecie z ktorym teraz jesteś tylko o człowieku ktorego twoje dziecko slyszalo już będac w twoim lonie i ktory jak piszesz się nie sprawdził ale dziecko nie ogląda świata twoimi oczami c czasami ten nakgorszy dla ciebie sukinsyn jest ukochanym tatusiem! wiem że trudno to zrozumieć ale z własnego doświadczenia 32 letniego faceta wiem ze dzieci tak mają np ja mój stary prawie całe moje i jego życie pil ale ja go kocham i jak bym go czasami nie nawidził to jednak ojciec ! to yle rozważ i ten punkt widzenia Odpowiedz Link Zgłoś
alenka3 P O M O C !!! 17.03.07, 06:18 Roksaniuniu doskonale Cię rozumiem. Przechodziłam to samo. Wtredy jeszcze nie miałam dziecka ale zachowywałam się identycznie jak Ty. Względem mojej starszej chorej babci. To jest silniejsze od nas i nigdy sama z tym nie wygrasz, choćbym nawet co dzień składała obietnice że już tak nie postapisz. U mnie ten chory kołowrotek trwał kilka lat. Nie chcę opisywać szczegółów bo pomyślelibyście że jestem podła. Zresztą sama tak myślałam o sobie przez cały ten czas. I też miałam okropne wyrzuty sumienia po każdym takim incydencie. NIe chciałam tego wszystkiego ale to tak jakby ktoś inny mną kierowała. Nie panowałam nad sobą, nad swoimi emocjami. Ciągłe wyrzuty sumienia i myśli że jestem "podła" i tacy ludzie jak ja powinni nie żyć doprowadziła mnie do próby samobójczej. Uratowano mnie ale jak to bywa w takich przypadkach w szpitalu miałam wizyte pani psycholog. Powiedziałam jej wszystko i zamiast potępienia znlazłam ZROZUMIENIE. Roksaniunia to nic innego jak pewna odmiana nerwicy połączona z depresją. Chodziłam do psychologa przez jakieś 2-3miesiące. W sumie to buło kilka - kilkanaście wizyt, które odmieniły moje życie i mnie. Roksaniuniu konieczni masz się wybrać do psychologa!!! Odpowiedz Link Zgłoś
majaaaaa Re: P O M O C !!! 17.03.07, 23:39 alenka3 napisała: > Roksaniunia to nic innego jak pewna odmiana nerwicy połączona z depresją. > Chodziłam do psychologa przez jakieś 2-3miesiące. W sumie to buło kilka - > kilkanaście wizyt, które odmieniły moje życie i mnie. Roksaniuniu konieczni > masz się wybrać do psychologa!!! Ojej, aż się wierzyć nie chce, że wystarczą 3 miesiące z prawdziwym fachowcem. Brzmi jak bajka, ale jeśli Ci się udało, to gratulacje. Odpowiedz Link Zgłoś
48xmax1 Re: Dajesz co dostalas 18.03.07, 11:11 A jakie bylo Twoje dziecinstwo? Mysle, ze ktos kiedys Ciebie tez tak traktowal, czyli wrzeszczal na Ciebie lub podobnie uzywal przemocy. Mama, tata, ktos z rodzenstwa..... Przejzyj swoj zyciorys i terapia. Szkoda dziecka, szkoda nastepnego pokolenia krzywdzonego przez najblizszych. Odpowiedz Link Zgłoś
lila1974 Re: P O M O C !!! 18.03.07, 11:45 Wygląda na to, że wystarczą. Mam przyklad z bliskiej rodziny, choć nie o krzyk tu chodziło, ale trzymiesięczna terapia sprawila, ze dziewczyna inaczej spojrzała na świat i umiała się w nim odnaleźć. Odpowiedz Link Zgłoś
czarny_petrus Re: krzyki, klapsy to porazka 18.03.07, 13:25 www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IP/child_abuse.html Odpowiedz Link Zgłoś
majaaaaa Re: P O M O C !!! 19.03.07, 01:24 lila1974 napisała: > Wygląda na to, że wystarczą. Mam przyklad z bliskiej rodziny, choć nie o krzyk > tu chodziło, ale trzymiesięczna terapia sprawila, ze dziewczyna inaczej > spojrzała na świat i umiała się w nim odnaleźć. A może to, jak z katarem: u jednego sam przechodzi, po tygodniu, jak ustanie przyczyna, a u innych ciągnie się miesiącami trudny do wyleczenia Wiem, że to trochę kanciaste porównanie, ale - tak mi się wydaje - że gdyby zawsze wystarczyły 3 miesiące, nie byłoby krzyczących rodziców Chyba jednak duże znaczenie mają warunki, w jakich żyje dana osoba, jaki stres przezywa na co dzień. Ale dobrze że piszecie o pozytywnych przypadkach. U roksa...nawet krótka terapia może wiele zdziałać, bo sama jest świadoma problemu, a ponadto udało jej się ułożyć życie z nowym partnerem. Z tą moją znajomą (z placu zabaw) była o tyle nieciekawa sytuacja, że dziewczyna nie miała praktycznie żadnego wsparcia znikąd. Zero zrozumienia w domu rodzinnym, brak bliskich, pozostawiona sama sobie, niezrealizowane ambicje, mąż z huśtawką nastrojów, szukający ofiary w żonie za swe niepowodzenia i na dodatek w brutalny sposób wciągający dzieci w konflikt dorosłych, kłopoty wychowawcze przy postawie męża: przecież ma w co się ubrać i jeść, więc w czym problem. W końcu ja, przypadkowa osoba, stałam się obiektem zwierzeń, ale nie za bardzo umiałam jej pomóc (choć pewnie wysłuchując w jakiś sposób pomagałam). W każdym razie jej terapia nie pomogła. Ona - tak mi się wydaje - potrzebowała pomocnej dłoni na co dzień, zrozumienia, empatii, wsparcia, po prostu życie ją przerosło, potem pojawiły się również problemy finansowe. I nie o spojrzenie na świat tu chodziło, bo te miała całkiem trzeźwe. Raczej brakło sił. Sama jestem ciekawa, jak potoczyły się jej losy. Odpowiedz Link Zgłoś
lila1974 Re: P O M O C !!! 19.03.07, 11:34 Oczywiście, że jeśli czlowiek musi się zmagać z życiem jak Syzyf, to sama terapia może nie wystarczyć, choć czytając o tej Twojej znajomej myślę sobie, że może dobry psycholog potrafiłby jej pomóc odkryć, gdzie tkwi przyczyna stanu rzeczy w jakim się znalazła - dodac sił do stawienia czoła problemom. Z całą pewnością kiepskie relacje z bliskimi mogą rzutować na sposób traktowania dzieci. Mnie zastanawia, dlaczego ja potrafię być niemiła dla dziewczynek, choć życie mam właściwie usłane różami. Odpowiedz Link Zgłoś