dlaczego nie mam autorytetu?

05.04.07, 17:16
Daje z siebie wszystko, prowadzę cały dom, dbam o dzieci, zawożę dziecko do
szkoły, odrabiam lekcje z córką (ma 12 lat) myślałam, że jestem doceniana, że
rodzina to widzi. Tymczasem nie mam żadnego autorytetu u córki, nie słucha
mnie kompletnie. Wystarczy natomiast jedno słowo ojca i już jest rezultat..
Nie jestem pobłażliwa, nie pozwalam na wszystko, staram się dobrze wychować
córki, ale starsza mnie nie słucha! Nie jest tak, że mąż podważa moje decyzje,
czy zdanie, staje zawsze za mną, ale dopiero jak on się odezwie jest rezultat.
Co robić.. Jak temu zaradzić? Pomóżcie
    • ik_ecc Re: dlaczego nie mam autorytetu? 05.04.07, 17:47
      Rooozne moga byc przyczyny. 12 lat to chyba na tyle duzy wiek, ze mozna z corka
      na ten temat porozmawiac, sprobowac poznac jej punkt widzenia na to jak sie
      sprawy maja w domu, co jej sie nie podoba, co chcialaby zmienic.

      Ja mojej mamy nie szanowalam z kilku wzgledow. Ona sama siebie nie szanowala,
      wlasnie za bardzo sie dla domu poswiecala, skakala dookola nas wszystkich, nie
      zostalo nic z niej samej - i nie dawala nam o tym zapomniec "ja sie tyle
      poswiecam, tyle dla ciebie robie". Nie miala zadnych zainteresowan, nie miala
      swojego zdania. Zawsze starala sie zeby wszyscy ja lubili, nie chciala nikogo
      obrazic, ciagle robila wszystkim prezenty, inwestowala duzo wiecej w przyjaznie
      iniz ta druga osoba. Zdawala sobie z tego imbalansu sprawe i reagowala nerwowo,
      krzykiem, wyrzutami, pretensjami. Do nas strasznie zawsze marudzila, ciagle nas
      strofowala, mowila co mamy robic, czego nie mamy robic - odechciewalo sie tego
      sluchac. Nie miala do nas zaufania, wszystko robila za nas, bo my mamy i
      tak "dwie lewe rece". Nie dotrzymywala obietnic, w ogole czesto klamala, takie
      male niewinne klamstewka, ktore wiele ludzi mowi dzieciom nie zdajac sobie
      sprawy z tego ze to klamstwo i ze dziecko to widzi. Wymuszala na mnie rzeczy
      wzbudzajac we mnie poczucie winy "jak tego nie zrobisz to mi bedzie smutno"
      (lagodna wersja).

      Tak ogolnie to byla dobra mama, starala sie jak mogla, robila co umiala. Ale
      autorytetu u mnie nie miala. Teraz, jak mam swoje dziecko, jest miedzy nami
      troche lepiej, ale i tak musze uwazac zeby po niej nie "pojechac".
      • molla7 Re: dlaczego nie mam autorytetu? 06.04.07, 10:07
        tak, zgadzam się.Sama zdałam sobie sprawę, że to mi grozi. Nie chcę
        genralizowac, ale często jest tak, że matki narzekają na brak szacunku ze
        strony dzieci, bo przede wszystkim same siebie nie szanują. Strofują, zmieniają
        zdanie, są niekonsekwentne, histeryczne, wybuchowo i z frustracją reagują,
        narzekają, że tyle robią i nikt tego nie szanuje, poganiają, nie doceniają,
        lepiej wiedzą, nie słuchają tego, co dziecko ma do powiedzenia, odbierają
        szansę na samodzielność-daj ja to zrobię lepiej, itp, itd. tak dzieje się gdy
        zbyt wiele z siebie dają, nie otrzymując w zamian nic, to wynik braku równowagi
        w rodzinie. Ojciec jest na piedestale, jego zdanie się liczy bo nie traci
        energii na te wszystkie akcje które są domena matek. Podchodza do dzieci z
        wiekszym luzem i wyrozumiałością, są przede wszystkim stabilniejsi i
        spokojniejsi. Tak mysle, patrząc na swoich rodziców i na to co dzieje się
        chwilami w naszych relacjacjh z córką.
        Zdając sobie z tego wszystkiego sprawę postawiłam na wzajemny szacunek, na
        uznawanie swoich potrzeb na wzajem. To nie jest tak sże jestem na kazde
        zawołanie, ustanawiam priorytety i reguły, dzieki którym egzekwowanie pewnych
        spraw i codzienna egzystencja nie sprawia, że czuję się poganiaczka i
        sfrustrowaną strażniczką domowego ogniska.
        • gosieak Re: dlaczego nie mam autorytetu? 07.04.07, 12:54
          molla7 masz chyba rację z tym, że ojciec nie traci energii na zwracanie uwagi w
          kwestiach mało ważnych (według niego). Zazwyczaj to ja jestem tak która musi
          ochrzanić za coś, przywołać do porządku. Nie jest tak, że mąż od tego ucieka,
          ale nie ma go często w domu, tym samym ja spędzam z dziećmi więcej czasu i na
          mnie spadają też wszystkie nieprzyjemne obowiązki.
          Zastanawiam się też, na ile wązny może być fakt, że to mąż trzyma kasę. Ja nie
          pracuję, prowadzę dom. Córki jak chcą pieniądze to idą do tatusia. Czy myślicie,
          że to może mieć duży wpływ na ich stosunek do mojej osoby?
          • ik_ecc Re: dlaczego nie mam autorytetu? 07.04.07, 13:27
            gosieak napisała:

            > Zastanawiam się też, na ile wązny może być fakt, że to mąż trzyma kasę. Ja nie
            > pracuję, prowadzę dom. Córki jak chcą pieniądze to idą do tatusia. Czy
            myślicie
            > ,
            > że to może mieć duży wpływ na ich stosunek do mojej osoby?

            Moze, jesli Ty musisz prosic tatusia i tatus robi przy tym sceny - wtedy widza
            Cie generalnie jako slabszego partnera.

            Ale nie musi. U mnie matka trzymala kase, a ja i tak mialam problemy wlasnie z
            nia.

    • iwucha Re: dlaczego nie mam autorytetu? 07.04.07, 18:34
      Ja uważam, że jedna kwestia to to, że matka-Polka tez powinna zadbać o swoje
      potrzeby i mieć choćby trochę swojego poza domowego życia. Uważam, że powinnaś
      pomyśleć o sobie - zapisać się na jakiś fitness, kurs, może pójść na jakieś
      studia - zrobić coś, co pokaże Twoim domownikom, że masz swoją przestrzeń i jest
      ona wyłącznie Twoja. Wówczas zyskasz szacunek i autorytet. Dzieci nauczą się, że
      trzeba też szanować maminy świat, obiad trzeba odgrzać sobie czasem samodzielnie
      i pojechac do szkoły np. autobusem. Myślę, że dobrze by było by dzieci widziały
      w matce także osobę, kobietę, koleżankę innych, pracownicę a nie tylko (i "aż!")
      kucharkę, praczkę i kierowcę. Poza tym, że Ty zyskasz szacunek i autorytet,
      dzieci i mąż staną się bardziej samodzielni i mniej zdani na Ciebie, a do tego
      (czytaj: do samodzielności) przecież wychowuje się dzieci. Poza tym, dzieci
      kiedyś wyfruną, a Tobie - jeśli poza rodziną nie masz innych źródeł frajdy i
      samorealizacji - może być po prostu trudno bo utracisz jedyny sens życia. Życie
      jest tak fascynującą przygodą, że warto podejmować też inne aktywności i
      wyzwania. Myślę, że zmiana w Twoim własnym życiu wpłynęłaby korzystnie na
      wszystkich członków rodziny smile

      Druga kwestią to ta, że 12 lat to już okres burzy i naporu i normą rozwojową
      jest kwestionowanie wszelkich autorytetów w tym wieku i też trzeba się z tą
      myślą oswoić. W związku z tym , na pewien czas, pewnie także i Twój mąż straci
      autorytet w pewnym momencie. i nie będzie w tym nic nienormalnego smile
      • znowuniedziela Re: dlaczego nie mam autorytetu? 08.04.07, 19:07
        mnie sie wydaje ze wlasnie to jest probnlem-samej dbac o swoje potrzeby...
    • vibe-b Re: dlaczego nie mam autorytetu? 08.04.07, 19:39
      gosieak napisała:

      > Daje z siebie wszystko, prowadzę cały dom, dbam o dzieci, zawożę dziecko do
      > szkoły, odrabiam lekcje z córką (ma 12 lat) myślałam, że jestem doceniana, że
      > rodzina to widzi. Tymczasem nie mam żadnego autorytetu u córki, nie słucha
      > mnie kompletnie. Wystarczy natomiast jedno słowo ojca i już jest rezultat..
      > Nie jestem pobłażliwa, nie pozwalam na wszystko, staram się dobrze wychować
      > córki, ale starsza mnie nie słucha! Nie jest tak, że mąż podważa moje decyzje,
      > czy zdanie, staje zawsze za mną, ale dopiero jak on się odezwie jest rezultat.
      > Co robić.. Jak temu zaradzić? Pomóżcie


      Popros meza lub kogos innego by nagral cie (np. telefonem komorkowym) w kilku
      sytuacjach gdy (bezskutecznie) starasz sie wyegzekwowac to czy owo. Potem
      postaraj sie krytycznie podejsc do siebie samej: jaki masz wyraz twarzy? moze
      wykrzywiony grymas? jakie gesty? moze chaotyczne wymachiwanie rekami? jaki ton
      glosu? moze piskliwe i wysokie tony?

      Bo jesli tak, to nie dziw sie, ze posluchu nie masz.

      Powyzsze to taka luzna uwaga na temat powierzchwonosci osob, ktore nie maja
      szans na autorytet.

      Oprocz tego esencja- czyli to wszystko co powyzej napisala chyba Molla. Innymi
      slowy:jakim jestes czlowiekiem? Nie: jaka jestes matka? tylko jakim jestes
      czlowiekiem? Bo tak to juz jest, jedni charyzme maja inni nie..
      • gosieak Re: dlaczego nie mam autorytetu? 09.04.07, 14:48
        Właśnie napisałam długą wiadomość i zamknęłam stronę niechcący grrr

        A co chciałam napisać: Ciężko jest spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że się
        nie ma charyzmy. Mam głęboką nadzieję, że cała ta sytuacja związana jest raczej
        z buntem córki. Jest jednak tak, że mąż w oczach córki jest tym mądrym,
        odnoszącym sukcesy zawodowe człowiekiem, duszą towarzystwa itd. Widzę i czuję
        to, że woli go ode mnie. Muszę pokazać jej, co by było gdyby mnie zabrakło.
        Kłóci się to z moimi priorytetami, ale zacznę sobie olewać rzeczy, które robiłam
        wcześniej. Jak jej nie sprawdzę wypracowania i przyniesie gorszą ocenę, albo nie
        zrobię kanapek do szkoły i będzie musiała wydać kieszonkowe, bo będzie głodna to
        może zauważy, że to co dla niej robie tez jest ważne.
        • iwucha Re: dlaczego nie mam autorytetu? 09.04.07, 15:12
          Muszę pokazać jej, co by było gdyby mnie zabrakło.

          Jak jej nie sprawdzę wypracowania i przyniesie gorszą ocenę, albo ni
          > e
          > zrobię kanapek do szkoły i będzie musiała wydać kieszonkowe, bo będzie głodna t
          > o
          > może zauważy, że to co dla niej robie tez jest ważne.

          Brrrr!!!! Byle by to nie było wzbudzanie w dziecku poczucia winy za to, co dla
          niego robisz?.To by była psychomanipulacja w czystym wydaniu i tego się trzeba
          wystrzegać! Przecież zależy Ci na tym, by córka Cię kochała. Jej miłość do matki
          nie ma wyrastać z poczucia winy czy obowiązku.
          Poza tym 12 letnia dziewczynka potrafi sama zrobić sobie kanapki do szkoły. Siła
          rzeczy przestaniesz być jej potrzebna. A to nic fajnego czuć się niepotrzebną,
          podobnie jak nic fajnego nie ma w sztucznie stworzonej na bazie manipulacji
          emocjami dziecka więzi matka-dziecko. Fajniej jest stworzyć prawdziwą więź,
          dialog, dać przykład kobiety-osoby niespętanej oczekiwaniami obiadu i wypranych
          skarpetek. Tak już jest, że lubi się i szanuje osoby autentyczne, prawdziwe,
          które potrafią stawiać granice, a nie te, które grają narzucone im role. But
          nastolatka to jedno, ale nie można się oprzeć wrażeniu, że cały kontekst
          funkcjonowania Twojej rodziny odgrywa tu główną rolę. W takich sytuacjach, to
          nie jest tak, że można zmienić dziecko - 12 lat kształtowania człowieka zrobiło
          swoje. Trzeba zmienić coś w sobie - swoje nastawienie, swoje nawyki i potrzeby -
          spojrzeć na nie z boku i stąd należy "wyjść". Bo dziecka nie da się naprawić ot,
          tak, jak zepsutego samochodu.


          Jest jednak tak, że mąż w oczach córki jest tym mądrym,
          > odnoszącym sukcesy zawodowe człowiekiem, duszą towarzystwa itd.

          Skoro jest takim w oczach córki to chyba z czegoś się to bierze... Może pora
          zadać sobie pytanie, dlaczego Ty nie posiadasz takich "wolnych stref", w których
          się realizujesz? Skoro córka podziwia ojca, to znak, że potrzebuje zapewne
          matki, która tez pokaże się jej od tej innej strony niż kuchnia. W mojej ocenie
          to jedyny słuszny sposób - zadbać o siebie. Im bardziej będziesz (jesli
          będziesz) manipulować jej emocjami, pokazywać, że sobie nie poradzi, tym większy
          mur zbudujesz i silniej zwiążesz ją z "obozem ojca". No i zafundujesz zaniżone
          poczucie wartości, że "nic nie umie", a jakkolwiek zrobi własnymi siłami, to
          "będzie nie tak". W ten sposób wtórnie swoje dziecko uzależnisz od siebie. A to
          przecież 12 letnie pannica, która ma za jakiś czas iść w świat i radzić sobie
          bez maminej spódnicy...Z takim bagażem będzie niepewna siebie, bez wiary we
          własne możliwości i siły, poddająca się przy każdej porażce. A żądna mama
          przecież nie chce tego dla swoich dzieci... Niestety, czasem nieświadomie mocno
          się może do tego przyczynić.
          • majaaaaa Re: dlaczego nie mam autorytetu? 09.04.07, 16:05
            A mnie sie wydaje, że autorytet to jedno, a brak posłuszeństwa i bunt nastolatka
            to drugie, a miłość do rodzica to jeszcze inna bajka. Podobnie, jak wdzięczności
            (np za kanapki) nie możemy utożsamiać z autorytetem.

            Posłuszeństwo nie zawsze wynika z autorytetu, z kolei nie każdy w sobie ma to
            "coś", aby ów autorytet na wysokim poziomie wzbudzić u innych. Jedynie dla
            małych dzieci jesteśmy, my rodzice, ósmym cudem świata. Potem już niekoniecznie.
            Warto jednak przypatrzyć się dokładnie samemu sobie (konsekwencji, sposobie
            wysławiania, posiadanej wiedzy)i zastanowić się, na ile brak autorytetu jest
            niejako na nasze własne życzenie i jakie mamy szanse , aby być "kimś" w oczach
            dziecka.

            Kwestia nauki - sprawdzasz/pomagasz na życzenie czy na siłę? Jaka jest wiedza
            ojca w temacie (gdyby chciał i miał czas pomóc)?
            Ponadto, chyba walka pomiędzy rodzicami o większy autorytet nie ma sensu.
            Czasami może lepiej cieszyć sie, że wybrałas sobie za meża człowieka, który
            wzbudza autorytet u innych (wiedza, pozycja zawodowa, dusza towarzystwa), pod
            warunkiem oczywiscie, że Ciebie szanuje i nie poniża w oczach dziecka. Ty w
            zamian mozesz poprzez rozmowy nawiązac cudowną więź z dorastajaca córką (jak
            kobieta z kobietą),o której maz bedzie mógł tylko pomarzyć ...

            A dlaczego własciwie Ciebie dziecko nie słucha - to może być temat rzeka ...
          • sporti_x5 Re: dlaczego nie mam autorytetu? 11.04.07, 11:27
            Mi sie wydaje, ze to nie jak nie zrobisz dziecku kanapek na zlosc to nic nie
            da.., ale jak przestaniesz robic rano kanapki w ogole, bo zapiszesz sie rano na
            basen i corka zobaczy, ze Ty nie masz na to czasu,bo sie szykujesz na basen to
            moze to poskutkuje. Zobaczy, ze nie jestes tylko po to, żeby robic kolo calej
            rodziny i dogadzac, ale ze Ty tez jestes wazna. I to musisz byc wazna przede
            wszystkim sama dla siebie, zeby oni zaczeli Cie tak postrzegac. Dziewczyny
            dobrze doradzaja: zajmij sie soba, zadbaj o siebie, zaciekaw ich czyms.
            Moze byc tez tak, ze Ty sie starasz byc za dobra, ze corka ma juz dosyc tego
            pomagania w lekcjach, ze wszystko jest za idealne. Moze ona wcale by sie nie
            przejmowala jakby przyniosla pale, tylko to Ty sie tym przejmujesz. Wyluzuj
            troche i pozwól sie wszystkim wyluzować wink
    • asia889 Re: dlaczego nie mam autorytetu? 10.04.07, 12:56
      A może to tylko etap na tatę? Tak samo ważny jak etapy na mamę.
      • verdana Re: dlaczego nie mam autorytetu? 11.04.07, 12:38
        A ja zwrócę Ci uwagę jeszcze na jedną sprawę. Córka nie widzi w Tobie
        autorytetu, bo.. Ty jej nie szanujesz.
        Jesteś przekonana, ze sama, bez Ciebie jest niczym. Jak nie dopilnujesz, nie
        potrafi napisać wypracowania na dobrą ocenę (a wiec kto własciwie dostaje
        oceny?). Jak nie dasz sniadania, to sama na pewno zapomni. Uważasz córke za
        osobę, która beza Ciebie nie potrafi funkcjonować.
        Tymczasem zareczam Ci, ze 12-latki świetnie sobie w takich sprawach radzą bez
        rodziców. Jesteś pewna, że gdy będziesz się mniej o córkę troszczyła, ona na
        pewno będzie miała kłopoty. I to podstawowy błąd. Wcale nie musi mieć kłopotów.
        A na pewno denerwuje ją Twoja postawa "bez mamusi, moje dziecko, jestś zerem".
        Dlatego się buntuje. Musi. Bo jeszcze trochę takiej opieki i rzeczywiscie sobie
        nie poradzi. Musi się zbuntować, aby zyskać trochę swobody, możliwości życia
        bardziej na własny, a nie Twój rachunek.
        Jeżeli chcesz być autorytetem, nie nadzorcą -0 daruj sobie stałe kontrolowanie
        i wyreczanie 12-latki.
        • iwucha Re: dlaczego nie mam autorytetu? 11.04.07, 12:49
          Podpisuję się pod wypowiedzią verdany obiema rękami. Bravo, Verdana smile
          • gosieak Re: dlaczego nie mam autorytetu? 11.04.07, 13:30
            Hmmm, zaskoczyłaś mnie tą wypowiedzią. Jasne jest dla mnie, że szanuję swoją
            córkę! Z tego co wiem, to większość dzieci przynosi do szkoły kanapki a córka
            sama często prosiła mnie o sprawdzenie wypracowań pod względem stylistycznym i
            ortograficznym i tak się u nas utarło, że zawsze je sprawdzam. Zawożę ją do
            szkoły, bo chce, żeby mogła dłużej pospać a nie dlatego, że uważam, że sama by
            nie dojechała. Gdyby jeździła autobusem musiałaby wstać dużo wcześniej. Przecież
            chyba od tego są matki?
            • verdana Re: dlaczego nie mam autorytetu? 11.04.07, 14:07
              Nie.
              Matki są owszem, od pomagania dzieciom. Ale do pomagania, w rzeczach
              elementarnych, bez poczucia, ze są niezastapione i ze bez nich dziecko nie da
              sobie rady, a wiec powinno być wdzieczne i doceniać.
              I powinny, w miare dorastania dziecka wycofywać się z pomocy niekoniecznej.
              Tymczasem Ty wyraźnie uwazasz, ze bez Twojej pomocy córka nie da sobie rady.
              Gorzej, jesli córka tez już tak uważa. Najwyższa pora, aby była coraz bardziej
              samodzielna. Sama pamiętała o sniadaniu, sama odrabiała lekcje. Dostanie gorszy
              stopień? Mozliwe. Ale nauczy się pisać bez pomocy mamy - przecież nie będziesz
              poprawiała egzaminu po szóstej klasie. Wczesniej wstanie? Trudno, za to będzie
              samodzielna.
              Czas przyzwyczajać i siebie i dziecko do mysli, ze mama jest własnie
              autorytetem, a nie osobą spieszacą z pomocą ile razy dziecko o nią poprosi.
Pełna wersja