Reakcja na dzieci- nie rozumiem...

10.04.07, 12:02
Poradźcie mi, jak mogę pomóc mojej 2 letniej córce ( 2 lata 4 mce). Jej
problemem są relacje z rówieśnikami. Na placu zabaw nie pozwoli dotknąć
swojej zabawki i krzyczy. Najgorzej jest w domu- gdy odwiedzają nas jej
rówieśnicy jest jeden wielki płacz- nie pozwoli bawić się swoimi zabawkami,
krzyczy jakby czuła jakieś zagrożenie... Jak mogę jej pomóc? Mieliście
podobne sytuacje? Kiedy to minie? Czy w takiej sytuacji może pójść do
przedszkola? ( jest zapisana na wrzesień).
    • lila1974 Re: Reakcja na dzieci- nie rozumiem... 10.04.07, 12:22
      To również jest normalny etap rozwoju i tochę potrwa zanim dziecie Ci się
      uspołeczni.

      Jak w każdej moim zdaniem sytuacji spokojnie i cierpliwie tłumaczyć, że trzeba
      się dzielić z innymi, ale nie zmuszać, by oddawała zabawki, ktorą akurat ma w
      rączce.

      Dwulatka jeszcze nie ma dużej potrzeby bawienia się Z dziećmi, raczej OBOK.

      Jeśli jakieś dziecko było zainteresowane zabawkami, ktore do piaskownicy
      przyniosła któraś z moich córek, to pozwalałąm się pobawić, pilnując jednak, by
      nie była to zabawka wyrywana z rączki. A jeśli małe wszczynały bunt, nie chcąć
      pozwolić na ruszanie swojej własności, to tlumaczylam po stokroć, że
      dziewczynka się tylko chwilkę pobawi zabaweczką, którą ty się nie bawisz.

      Tłumacz, a efekty przyjdą z czasem - po trosze z tłumaczenia, a poza tym z
      wiekiem.
    • agnes0101 Re: Reakcja na dzieci- nie rozumiem... 10.04.07, 13:59
      Nic niestety ci nie doradzę, ale byłam świadkiem podobnej sytuacji niedawno na
      placu zabaw i przyznam się szczerze że byłam zszokowana. Otóż było to tak: idę
      z synem na plac zabaw , gdzie nikogo nie ma oprócz właśnie tego jednego dziecka
      z mamą. Jak się później okazuje równolatka mojego synka, różnica 10 dnismile Nota
      bene również w wieku twojej córeczki tzn. 2 lata i 4 m-ce. Zdziwienie ogarnęło
      mnie już w momencie wejścia przy furtce. Dziecko poprostu gdy nas zobaczyło
      zaczęło strasznie płakać, ale nie na zasadzie że się boi, tylko to był płacz
      raczej ze złości, na zasadzie "jak ktoś śmiał wejść na mój teren" - takie
      przynajmniej odniosłam wrażenie. Chwila była spokoju, po czym moje dziecko
      podeszło do stolika gdzie był ów chłopiec i to samo: płacz i histeria i tak w
      różnych miejscach. W trakcie rozmawiałam z jego matką która nieco zmieszana
      próbowała tłumaczyć całą sytuację. tzn. że nie wie co się z dzieckiem dzieje,
      że takie histerie pojawiły się ok m-ca temu i jest tak wszędzie i ma tylko
      nadzieję że to taki etap. Oby tak było , bo to naprawdę kłopotliwa sytuacja,
      męczy się i dziecko i matka. Mój syn również od niedawna ma
      swoje "odchylenia" , zabiera dzieciom zabawki, nie chce dać swoich etc, ale to
      nie jest aż tak uciążliwe, tzn. trzeba non stop tłumaczyć i tyle.
    • ik_ecc Re: Reakcja na dzieci- nie rozumiem... 10.04.07, 14:01
      Ja bardzo szanuje to, ze moja corka nie musi chciec sie dzielic - i nie
      pozwalam wtedy nikomu zabierac jej zabawek (" to jest zabawka I., ona to teraz
      uzywa"), oferuje w zamian np cos swojego.
      Tak samo kiedy moja corka chce czyjas zabawke, mowie "to jest zabawka
      dziewczynki, ona ja teraz uzywa".

      Z reguly ten tekst, powiedziany do mojej corki o zabawce dziewczynki, czy do
      dziewczynki o zabawce corki, wystarcza zeby dziecko samo sie podzielilo zabawka
      kilka sekund pozniej. Nie zawsze to tak dziala, ale w zdumiewajaco wielu
      przypadkow tak sie dzieje.
    • poznanoc Re: Reakcja na dzieci- nie rozumiem... 10.04.07, 15:15
      Pomóc to Ty musisz sobie a nie córce.
      Sobie - aby pozwolić dziecku przechodzić w spokoju naturalne etapy rozwoju.
      • gosieak Re: Reakcja na dzieci- nie rozumiem... 11.04.07, 11:47
        Powinnaś dziecku dużo tłumaczyć to na pewno, ale sądzę, że nie masz wielkiego
        powodu do zmartwień. Ja też miałam takie sytuacje z moimi córkami i one z czasem
        z tego wyrosły. Był etap kiedy krzyczały "moje, moje moje..." nie chciały sie
        dzielić, bo to była ich własność. Jakież było moje zdziwienie kiedy później
        odkryły radość ze wspólnej zabawy, wymieniania sie lalkami i innymi zabawkami
        (taki etap nadejdzie) czy częstowania innych dzieci swoimi słodyczami (
        wcześniej nie do pomyślenia. Cierpliwości
Pełna wersja