lila1974
19.05.07, 21:05
Na placu zabaw w pewnym parku jest karuzela łańcuchowa. Dzieci ją uwielbiają,
bo dobrze zakręcona fruwa pod samym niebem. Ponieważ jest to centrum miasta i
miejsce pielgrzymek wszystkich szczecinian, więc tłok przy tej karuzelce
niemiłosierny.
Stałam więc z dziewczynkami moimi i czekałam na naszą kolej. Wreszcie po
kilkunast minutach, ulitowała się nad moimi córami jakaś dziewczynka i
ustąpiła Konstancji. Wsadzilam Nelkę do pobliskiej piaskownicy i zabrałam się
za kręcenie tego ustrojstwa, bo Konstancja lubi żeby było wysoko. Inne dzieci
nie protestowały. Kręciłam, kręciłam, ale przez wzgląd na inne oczekujące
dzieci zatrzymywałam co jakiś czas. Miałam nadzieję na miejscu Konstancji
posadzić Nelę, ale zauważyłam, że chwilowo świetnie się bawi, więc
zaproponowałam, by dzieci, które się kręciły ustąpiły tym, które czekają już
dość długo na swoją kolej, a potem, jeśli będą chciały to znów wrócą na swoje
miejsca. Trójka dzieci zeszła - moja i dwie inne dziewczynki trzecia ani
drgnęła. Te, które zeszły zaczęły ją namawiać, by i ona udostępniła swoje
miejsce i zaczynały się złościć, ze ona ich nie słucha. Uspokoiłam nieco
towarzystwo stwierdzeniem, że zmusić nikogo nie możemy i że to bardzo miło z
ich strony, że pomyślały o innych. Nie chcąć być świnią zakręciłam i te
następne dzieciaki, choć mojej wśród nich nie było. Przyznam szczerze, że to
wcale nie jest proste zadanie, tak jak ja czują się zapewne konie przy
kieracie. Po kilku minutach znów zaproponowałam zmianę, czyli powrót na
karuzelę tych dzieci, które poprzednio ustąpiły. i znów trójka zeszła a ta
jedna nie. Pomyślałam trudno i odeszłąm po Nelę. Dzieci w tym czasie kręciły
się same, odpychając się nogami. Znów upłynęło kilka minut, Nela w tym czasie
upomniała się o przejażdżkę. Ponieważ na karuzeli była Konstancja, więc byłam
pewna, że Nela się pokręci, bo siostra ustąpi jej miejsca. Byłam nieco
zdziwiona, gdy podeszłam z Nelą do karuzeli i nie zastałam Konstancję na
uboczu, anie na zabawce. Jakaś mama poprosiła, by ustąpiła miejsca jej
synkowi i ona zeszła zanim ja zdążyłam wrócić. Pomyślałam jednak, że poproszę
tę małą, co to ani razu nikomu nie ustąpiła, by pozwoliła się Neli
przejechać, a potem znów wróci na swoje miejsce.
Dziecko, 5 letnie (wiem, bo kłóciła się z inną dziewczynką o wiek) owszem
zeszło, ale ze strasznym dąsem i okrzykiem, że nas nie lubi.
Za kilka minut, dosłownie może 3-4, dziewczynka wróciła w obstawie swojej
mamy. Ja akurat wyciągałam Nelkę z karuzeli. Mama była dość bojowo
nastawiona, bo buńczucznie zapytała mnie dlaczego jej dziecko przyszło do
niej z płaczem.
Wyjaśniłam, że poprosilam o ustąpienie miejsca, przy czym obiecałam jej, że
po chwili znów wróci na swoje miejsce, bo ja tylko na chwilkę chciałam
wsadzić swoją trzylatkę, na co jej córka się zdenerwowała i zła pobiegła do
niej. Nie wiem, na ile przekonałam tę mamę, że nie miałam zamiaru skrzywdzić
jej dziecka - no, awantury mi nie zrobiła.
Ale tak sobie myślę, czy miałam prawo przegonić tę małą? Nie ukrywam, że
celowo spośród wszystkich dzieci na karuzeli wybrałam akurat ją. Uznałam, że
kręci się już tak długo (spokojnie z pół godziny), że jeśli mam kogoś
poprosić o ustąpienie miejsca, to własnie ją.
Czy dorosły może wykorzystywać swą przewagę nad dzieckiem i pogonić go z
karuzeli, jeśli uzna, ze dziecko buja się za długo?