adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie...

26.05.07, 13:09
... gdyby Wasze dzieci tak mówiły: 1) do rodziców "sprzedajcie mnie cioci i
wujkowi" albo do 2) do wujka i cioci :"chciałbym, żebyście mnie adoptowali",
to robiłoby to na Was wrażenie czy olalibyście sprawę? Mnie by zabolało jak
cholera i starałabym się zrobić wszystko by moje dzieci nawet przez moment tak
nie pomyślały...

Tymczasem sytuacja jest "śmieszna" dla owych rodziców, którzy z rola rodziców
niekoniecznie sobie radzą tak jak trzeba. Dla mnie jest bardziej
tragi-komiczna. Czy może jestem przewrażliwiona...

Wasze dzieci tez tak mówiły? Jak reagowaliście?
    • she_0 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 26.05.07, 13:13
      A ile lat mają? To wazne.
      Jeżeli są starsze, to możesz spróbować tak: po prostu powiedz jednemu z nich,
      że go sprzedasz, bo przeciez tak bardzo chce, ty go kochasz ogromnie, ale
      jeżeli on czuje się nieszczęsliwy, to oddasz go komuś. Tylko pierw dobrze
      wszystko sobie przemyśl, każdą ewentualną jego odpowiedź, by Cię czyms nie
      zaskoczył.
      Ale jeżeli to takie wygłupy rodem z przedszkola, porozmawiaj z dziećmi i nie
      przejmuj się tym, przejdzie im.
      • iwucha Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 26.05.07, 13:46
        uups! to nie moje dzieci, tylko dzieci z dalszej rodziny. My jesteśmy "ciocią i
        wujkiem". "Adoptowana" chce być 14-latka! a "sprzedany" 6-latek.
        • andaba Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 26.05.07, 13:59
          14 latką bym sie nie przejmowała, a sześciolatek pewnie powtarza po siostrze...
          • iwucha Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 26.05.07, 14:15
            z 6-latkiem było tak: najpierw powiedział rodzicom: chce zamieszkać u cioci i
            wujka. na co jego mama, ze by się zapłakała. A on dalej, że "bym do Ciebie
            przyjeżdżał". po czym mija dzień a on ni z gruchy ni pietruchy mówi: to w takim
            razie sprzedajcie mnie do cioci i wujka
            • jola_ep Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 26.05.07, 15:04
              > z 6-latkiem było tak: najpierw powiedział rodzicom: chce zamieszkać u cioci i
              > wujka. na co jego mama, ze by się zapłakała. A on dalej, że "bym do Ciebie
              > przyjeżdżał". po czym mija dzień a on ni z gruchy ni pietruchy mówi: to w takim
              > razie sprzedajcie mnie do cioci i wujka

              Moje dzieci w tym wieku (5-6 lat) twierdziły, że się wyprowadzą wink
              Synek (teraz ma 7lat) niedawno stwierdził, że on by bardzo chętnie zresetował i wymienił program mamy wink

              Myślę, że moje dzieciaki tak naprawdę mnie kochają smile A że czasem jest niedobra i fajnie by było ją wymienić? Zdarza się wink No jestem: zabraniam, każdę robić robić różne rzeczy. Pomarzyć o wymianie mamy zawsze można wink

              Pozdrawiam
              Jola
              • iwucha Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 26.05.07, 22:02
                ja sobie wytłumaczyłam to w ten sposób, że u cioci i wujka nie ma tego, co u
                mamy. czyli my gramy w piłkę, mieszamy w garach bezkarnie nie bacząc na
                rozsypaną mąkę, nie drzemy się (niestety ci znajomi sie dra o każdy duperel), no
                i u nas jest inaczej. Kompensujemy to, czego nie ma w rodzinnym domu - inne
                formy spędzania wolnego czasu.

                Ale dziś okazało się, że te teksty o sprzedaniu i adopcji czymś jednak
                zaowocowały: mama i tata uznali, ze za mało czasu spędzają z dziećmi,
                postanowili zamknąć swoją firmę w soboty i spędzać więcej czasu z dziećmi. Nie
                wiem, czy to zbieg okoiczności czy rzeczywiście dało im to do myślenia...

                Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło smile
                • marta406 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 31.05.07, 23:10
                  Odniosłam podobne wrażenie... Poza tym tak się zastanawiam o co Ci chodzi?
                  Jeśli w tej rodzinie dzieje się źle (a ty w końcu jesteś specjalistką) to chyba
                  wiesz co powinnaś robić?
                  A może nastolatce podoba się swoboda panująca u Ciebie? Może w domu ma rygor
                  (lub obowiązki) i myśli że mieszkając z wami miała by więcej luzu... Może
                  podoba jej się bo poprostu wy macie ją od święta więc nie musicie się starać
                  przez 24h/dobę?? Może nie potrafi sobie wyobrazić że gdyby mieszkała z wami też
                  zaczęlibyście zrzędzić, wymagać od niej, a czasami bylibyście poprostu zbyt
                  zmęczeni żeby zagrać w piłkę...
                  Ja też miałam taką sytuacje, że dziewczynka z osiedla chciała z nami
                  zamieszkać... Miała 6 lat, ja spędzałam z nią kilkanaście godzin tygodniowo
                  (podczas wizyty na placu zabaw z "prywatną" córą). W życiu mi do głowy nie
                  przyszło żeby robić z tego problem... Ona spotykała mnie tylko podczas zabawy,
                  kiedy byłam zaangażowana (rodzice 1, 2, 3-latków nie mają wyboru). Nie jestem
                  jej rodzicem więc nie miałam prawa wymagać od niej tyle ile musze wymagać od
                  własnego dziecka. Najnormalniej w świecie jej się to podobało bo to nie ja
                  karałam ją za złe uczynki, to nie ja nakładałam na nią obowiązki ona widziała
                  tylko wspólną zabawę!
                  Jeśli sądzisz że w rodzinie dzieje się źle to zawiadom powołane od tego
                  organy... Jednak samo stwierdzenie dziecka, że chce aby ktoś go zaadoptował nie
                  jest dowodem na to że tam jest źle (wręcz przeciwnie, zauważ że dzieci
                  alkoholików często są bardzo zżyte z rodzicami).
                  • tetlian Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 07.06.07, 10:01
                    Bo nie każdy człowiek nadaje się na rodzica. A niestety nie ma żadnych przepisów
                    zabraniających rozmnażania się idiotom. Powinno przejść się najpierw szereg
                    badań psychologicznych, zanim dostałoby się pozwolonie na dzieci.
          • patisson1 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 03.06.07, 22:22
            To kim byś sie przejęła, jak 6 latakiem nie i 14 -tką też nie?
        • anilah777 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 30.05.07, 17:14
          Mam wrażenie, że to Ci schlebia-a może jest tak, że ciocia i wujek rozpieszczają dziecko, pozwalają na wszystko, śmieją się i żartują i zawsze sa na luzie, bo nie muszą się przejmować, że dadzą dziecku kiepski przykład, że okażą się niekonsekwentni w jakiejś sprawie, bo nie muszą się przejmować, co z niego wyrośnie? I takie dziecko ma porównanie-mama jest "be" bo różnych rzeczy zabrania, a ciocia cacy, bo wszystko pry niej można. Raczej to Ty powinnaś się nad soba zastanowić, a nie rodzice dziecka
      • mallard She! 01.06.07, 08:30
        Przed odpisaniem dobrze byłoby post przeczytać z uwagą, może nawet dwa razy? 'wink

        Pozdro! smile
      • frygga Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 03.06.07, 01:02
        Ja gdy mialam jakieś 7-8 lat mówiłam zupełnie serio mamie, zeby mnie oddala o
        domu dziecka. Z tego co pamietam, to byłam straszliwie zazdrosna o mlodszą
        siostrę (sporo tu bylo winy matki). Rodzice sie dość tym przejęli. Ojciec
        próbował ze mna rozmawiać, ale oczywiście nie dalam sobie wydrzec tajemnicy i
        nie powiedzialam dlaczego jest mi az tak źle w rodzinie. Stanęło na tym, że mnie
        bardzo kochają itp. i mam tak nie mówić, bo mamie jest przykro (sic!). A poza
        tym przez jakiś czas ojciec więcej się mną zajmowal, brał mnie na spacery itp.
        • moniowiec Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 04.06.07, 10:15
          miałam podobnie - tyle że cały czas pytałam kiedy mnie rodzice zaadoptowali oraz kto jest mouim prawdziwym rodzicem. dlugo nie mogli mi wmówić że jestem ich córką. ale to ich wina - jak było coś nie tak to był tekst w stylu "oddamy cie do domu dziecka", a siostrze (miała może 4-5 lat) powiedzieli kiedys w gniewie "to idź mieszkaj u sąsiada" - więc ona zaczęła pakowac swoje pidżamki i misia, ulubiona bajke i chlipiąc zaczęła iść ... do sąsiada (mamy 100m). dobrze że moja mama to zauważyła. dzieci bardzo bolą takie teksty - dlatego chcę moim takich rzeczy oszczędzić...
    • vharia Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 28.05.07, 22:23
      Moje nie mówiły, ale wyobrażam sobie, że gdyby powiedziały a ja przyjęłabym to rozbawiona (np. aby ukryć zażenowanie), to mogłyby chcieć powtarzać. Uznałyby za dobry żart tekst, z którego mama się śmiała i chciały zabłysnąć po raz drugi i trzeci.
      • owocoskala Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 30.05.07, 19:39
        Mi sie wydaje że powody takich tekstów moga być 3. Po pierwsze jest to żart.
        Po drugie dzieci są strasznie traktowane przez rodziców - gorzej niż to wyglada.
        Lub też macie znacznie wyższy status materialny niż rodzice i chodzi o gażety
        typu gru komputerowe, palmptopy itp. To dziwne gdy tak mówi czternastolatka -
        wszak to prawie dorosła osoba.
        • moleslaw Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 31.05.07, 09:31
          Ja bym się poważnie zastanowiła co się tam w tym domu może dziać.Nikogo nie
          osądzam ani nie wydaję opinii,jednak ta 14 letnia dziewczynka mnie
          zastanawia.Młodsze dzieci tak mają ,czasami tak mówią żeby rodzice zdali sobie
          sprawę że bardzo będzie im dziecka brakować.Jednak przy taj starszej dziewczynce
          nie można znależć tak prostego rozwiązania,być może coś się dzieje,być może i
          tak że dzieci zbyt rzadko są zapewniane o bezwarunkowej miłości rodziców.
          Nie dziwię się też Pani ,która zadała to pytanie,takie zachowanie dzieci ma
          prawo wywołać w nas uczucie zadowolenia że jesteśmy w porządku,jednak nie wolno
          zawieść zaufania dzieci.Proponuje otwartą rozmowę z tą dziewczynką,tak jednak by
          była pewna że nie poniesie żadnych konsekwencji i że nikt o tej rozmowie się nie
          dowie.I nikt nie może się dowiedzieć.
          • iwucha Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 31.05.07, 14:15
            No, o tym, ze w tej rodzinie nie jest dobrze - wiem od dawna. Generalnie to
            rodzina z problemem alkoholowym z całym szeregiem konsekwencji choć status
            materialny jest dużo wyższy niż nasz. Więc mniej-więcej wiem, gdzie leży
            przyczyna. Ale chyba coś się zmienia w rodzicach w ostatnim czasie smile na szczęście!
            • moleslaw Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 31.05.07, 18:28
              Niestety jest tak jak myślałam.Dlaczego w takim razie zadajesz jeszcze pytania
              jak byśmy zareagowali?Przecież ich rodzice są ostatnimi osobami ,które potrafią
              tym dzieciom pomóc.Czy zrobiłaś cokolwiek by to zmienić?Przecież te dzieci
              wołają o pomoc,zaufały tobie a traktujesz to niezbyt poważnie.Takie mam
              wrażenie,mam nadzieję że się mylę.
              • iwucha Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 31.05.07, 18:42
                Niestety jest tak jak myślałam.Dlaczego w takim razie zadajesz jeszcze pytani
                > a
                > jak byśmy zareagowali?Przecież ich rodzice są ostatnimi osobami ,które potrafią
                > tym dzieciom pomóc.Czy zrobiłaś cokolwiek by to zmienić?Przecież te dzieci
                > wołają o pomoc,zaufały tobie a traktujesz to niezbyt poważnie.Takie mam
                > wrażenie,mam nadzieję że się mylę.


                Zrobiłam wszystko, co tylko mogłam. Znam całkowicie problem w tej rodzinie ale
                niestety, jak ktoś nie chce sobie pomóc to nie da się nic zrobić. Znam te dzieci
                na wylot i wiem, jakie mają problemy z rodzicami. Jedyną interwencją by była
                interwencja kuratora, sądu itd. ale przy rozważeniu wszystkich za i przeciw
                również z pomocą fachowców, terapeutów - taka interwencja by była jeszcze
                większą traumą dla dzieci niż stan obecny. Bo występują tam bardzo silne więzi
                emocjonalne z rodzicami a oni nie są całkowicie źli i i nieodpowiedzialni.
                Zwłaszcza w takich sprawach nie jest ani białe ani czarne. Mam całkowitą
                świadomość, że to wołanie o pomoc. Jedyne, co ja mogę zrobić to pokazać
                pozytywny wzorzec, wysłuchać i wesprzeć. Nic więcej.

                Pytam, jak byście zareagowali bo wiem, że dzieci zadają takie pytania w wielu
                rodzinach i pytałam o te, których większe problemy nie dotyczą i o to, jak
                reagujecie na nie. Pytam o perspektywę matki/ojca bo moje dzieci nigdy tak nie
                mówiły i chętnie przeczytałam Wasze relacje. Perspektywę czysto pedagogiczna
                znam bo sama jestem pedagogiem. Ale punkt widzenia rodzica to już całkiem inna
                sprawa i o ten punkt widzenia mi chodziło.
                • owocoskala Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 31.05.07, 19:20
                  > Pytam, jak byście zareagowali bo wiem, że dzieci zadają takie pytania w wielu
                  > rodzinach i pytałam o te, których większe problemy nie dotyczą i o to, jak
                  > reagujecie na nie. Pytam o perspektywę matki/ojca bo moje dzieci nigdy tak nie
                  > mówiły i chętnie przeczytałam Wasze relacje. Perspektywę czysto pedagogiczna
                  > znam bo sama jestem pedagogiem. Ale punkt widzenia rodzica to już całkiem inna
                  > sprawa i o ten punkt widzenia mi chodziło.
                  Nie bardzo rozumiem ten wywód ani po co zakładałaś ten wątek w takiej a nie
                  innej formie podając nam na początku mniej informacji niż rzeczywiście miałaś.
                  To że ktoś jest "pedagogiem" nie znaczy zbyt wiele - każdy nauczyciel jest
                  pedagogiem. W normalnym dziecku raczej wizja oddania go innym osobom budzi lek
                  i nic mi nie wiadomo by dzieci tak żartowały. Nie wiem dlaczego uważasz że
                  pozostanie w patologicznej rodzinie jest lepsze dla dzieci - byc może są
                  katowane - różnie bywa po pijaku i różnie jeszcze może być czyta się o tym w
                  gazetach.
                  • iwucha Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 31.05.07, 19:31
                    Dzieci nie są katowane. I absolutnie nie uważam, że pozostawanie w rodzinie
                    patologicznej jest lepsze dla dziecka. Ale znam problemy tej rodziny i innych
                    rodzin, pracowałam z rodzinami (nie jestem nauczycielem), znam tę branże na
                    wylot i problemy tego typu również. Wiele moich przyjaciół pracuje nadal z
                    rodzinami I z doświadczenia wiem, że czasem chodzi o wybór lepszego zła. Tu nie
                    ma sytuacji ani katowania, ani przemocy fizycznej. Zdarza się przemoc psychiczna
                    ale rodzina nad tym pracuje. Tyle że skutki nie dzieją się z dnia na dzień.Mam z
                    tymi dzieci bardzo dobry kontakt i naprawdę potrafię rozpoznać symptomy
                    nieprawidłowości w tym np. zespół dziecka maltretowanego. One tutaj występują
                    ale rozdzielanie dzieci z rodzicami w tych konkretnych okolicznościach w tej
                    rodzinie (nie będę się wdawać w szczegóły) naprawdę by było o niebo większą
                    krzywdą niż kłótnie z rodzicami. Nie jestem w tym absolutnie odosobniona bo
                    sytuacja jest znana terapeucie i paru innym osobom kompetentnym z mojego
                    otoczenia. Nie opieram swojej wiedzy w tym zakresie wyłącznie na relacjach
                    gazetowych.
                    Niemniej dziękuję za troskę.
                    • owocoskala Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 01.06.07, 07:50
                      > bo jej ten sport nie lezy. I juz. Intensywnie pracujesz na tym, by zaczela go
                      > zywiolowo nie cierpiec. Bo tata i brat graja i ona MUSI bo tata uwaza ze
                      bylaby
                      > swietna. No juz najgorzej jest jak zdolnemu dzieciakowi ojciec beton sie
                      trafi.

                      Fajnie, wiesz lepiej, nie potrzebujesz naszych amatorskich rad, jesteś
                      specjalistą i dalej nie wiem w jakim celu był zakładany ten wątek ????. Wiele
                      osób chce tu po prostu pomóc innym, czasem się to udaje, a Ty tracisz nasz czas.
                    • owocoskala sorry zle zacytowałam miało być 01.06.07, 07:52
                      Ale znam problemy tej rodziny i innych
                      > rodzin, pracowałam z rodzinami (nie jestem nauczycielem), znam tę branże na
                      > wylot i problemy tego typu również.
                    • anilah777 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 04.06.07, 04:06
                      Uważam, że dobrze Cię odebrałam-schlebia Ci,ze dzieci wola Was-najpierw enigmatycznie piszesz,że dziecko chce byc z ciocią i wujkiem, a nie z rodzicami, pytasz forumowiczów o radę-a potem okazuje się, że jesteś fachowcem w branży-nie oczekujesz rad , bo wiesz dobrze co robić-no własnie-to cego oczekujesz? Oklasków? Jeśłi jest problem w rodzinie, to należałoby porozmawiać z rodzicami, namówić na terapię-dziecko powinno też chodzić na terapię dla współuzależnionych, no ,ale jeśli z branzy jesteś, to chyba o tym doskonale wiesz.Adresy poradni zdobyć bardzo łatwo.
                • moleslaw Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 31.05.07, 19:27
                  Każdy alkoholik jest nieodpowiedzialny!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                  • mama303 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 31.05.07, 21:20
                    moleslaw napisała:

                    > Każdy alkoholik jest nieodpowiedzialny!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                    >
                    Nieprawda.
                    • moleslaw Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 31.05.07, 21:52
                      Jaki odpowiedzialny człowiek funduje sobie śmierć na raty?Jaki odpowiedzialny
                      człowiek funduje sobie i swojej rodzinie taką sielankę?Nie mam na myśli
                      przemocy,rodzina alkoholowa nie może być normalna bo alkoholizm nie jest
                      normalny.Zresztą człowiek naprawdę odpowiedzialny za siebie i rodzinę po prostu
                      nie zaczyna pić(mam na myśli nadużywanie).
                      • mama303 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 31.05.07, 22:35
                        moleslaw napisała:

                        > Jaki odpowiedzialny człowiek funduje sobie śmierć na raty?

                        Palacz, narkoman, anorektyk, otyły, pracoholik itd, itp. Nikt nie jest
                        doskonały, ludzi poprsotun popełniaja błędy mniejsze lub większe

                        rodzina alkoholowa nie może być normalna bo alkoholizm nie jest
                        > normalny.

                        Różne sa oblicza alkoholizmu /to zresztą bardzo podstępna choroba/ tak jak
                        różne sa oblicza normalnosci. ja mam w bliskiej rodzinie alkoholika...
                        cudownego człowieka, bardzo inteligentnego także dobrego męża i ojca.
                        • moleslaw Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 31.05.07, 22:43
                          Pomyśl nad współuzależnieniem w takim razie!!!!!!!!
                          Ciekawe w jakiej fazie choroby jest ten twój alkoholik?
                          • marta406 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 31.05.07, 23:26
                            Moja przyjaciółka ze szkoły podstawowej miała ojca alkoholika i ich relacje
                            były lepsze niż w wielu innych "normalnych" rodzinach... Choć trzeba przyznać
                            że w rodzinie tej nie dochodziło do przemocy, w domu nie było libacji
                            alkoholowych (jej ojciec pił poza domem) a facet bardzo kochał swoje dzieci.
                            • anilah777 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 04.06.07, 04:11
                              przestań plesć bzdury-co ty wiesz o współuzaleznieniu?! nawet sobie nie wyobrażasz, jakie skutki w rodzinach, w psychice rodzi alkoholizm-mawet jeśli z pozoru relacje są dobre-dobre?-to twoja ocena. Poczytaj więcej na ten temat i nie pisz bzdur, że w rodzinie alkoholika są lepsze więzi niż w normalnych domach. Po prostu nic o alkoholizmie nie wiesz, mniemając, że jeśłi nie ma bicia i awantur a do tego głodu i chłodu, to już jest o.k
                              • marta406 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 15.06.07, 15:25
                                Po p
                                > rostu nic o alkoholizmie nie wiesz,
                                Masz racje. Nie znam się na alkoholiźmie.
                                Moja rodzina też do normalnych nie należała, choć alkoholu nie było, tak jak
                                rodziny moich znajomych. Właściwie nie znam zbyt dużo normalnych rodzin
                                niestety...
                                Mam wrażenie że każda rodzina jest w jakimś stopniu patologiczna a rodzice
                                jedynie mogą wybierać rodzaj patologi i ewentualnie modyfikować jej natężeniesmile
                          • mama303 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 01.06.07, 08:11
                            moleslaw napisała:

                            > Pomyśl nad współuzależnieniem w takim razie!!!!!!!!

                            w tej rodzinie akurat nie ma

                            > Ciekawe w jakiej fazie choroby jest ten twój alkoholik?

                            w wielu lat w tej samej
                            • moleslaw Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 01.06.07, 14:37
                              Fakt że w każdej z faz choroby alkoholowej można trwać wiele lat.Jednak jeśli
                              w rodzinach alkoholowych nie ma buntu i prób leczenia alkoholika to pozostaje
                              współuzależnienie.Nie ma takiej możliwości by człowiek zdrowy mógł żyć z
                              alkoholikiem i by nie wywierało to na nim żadnego wpływu.
                              Ja nie twierdzę że alkoholicy nie kochają swych rodzin,uważam że znacznie
                              bardziej "kochają" alkohol.Nie ma takiej możliwości nawet jeśli alkoholik upija
                              się poza domem by nie miało to złego wpływu na rodzinę.Na sąsiadów i innych
                              bliskich ma taki że potęguje problemy ze słuchem i wzrokiem.Zazwyczaj!!!!
                              • mama303 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 01.06.07, 15:03
                                moleslaw napisała:

                                > Fakt że w każdej z faz choroby alkoholowej można trwać wiele lat.Jednak jeśli
                                > w rodzinach alkoholowych nie ma buntu i prób leczenia alkoholika to pozostaje
                                > współuzależnienie.
                                Róznie z tym bywa, w tej rodzinie o której pisze sa próby leczenia - to
                                oczywiste. To bardzo kochajaca sie rodzina. Nikt nie jest współuzależniony.
                                Mało wiesz o alkoholiźmie, to ciężka choroba, na która zapadają bardzo rózni
                                ludzie /czesto bardziej wrażliwi od innych/a nie tylko awanturujacy sie z
                                sąsiadami i bijacy rodzinę menele
                                Nie ma takiej możliwości by człowiek zdrowy mógł żyć z
                                > alkoholikiem i by nie wywierało to na nim żadnego wpływu.
                                • moleslaw Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 01.06.07, 15:54
                                  Więcej o tym wiem niż przypuszczasz.Nie zaprzeczysz że nikt nie zmusza do
                                  picia i dla każdego jest to jego decyzja czy wypije czy nie,mam na myśli
                                  początki picia a nie moment kiedy nic poza butelką się nie liczy.
                                  • mama303 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 01.06.07, 16:16
                                    moleslaw napisała:

                                    .Nie zaprzeczysz że nikt nie zmusza do
                                    > picia i dla każdego jest to jego decyzja czy wypije czy nie,mam na myśli
                                    > początki picia a nie moment kiedy nic poza butelką się nie liczy.

                                    Oczywiscie że nikt nikogo nie zmusza. Nie chodzi o to czy ktos kogos zmusza do
                                    picia czy nie. Chodzi o to że niektórzy sa podatni na uzaleznienie od picia a
                                    inni nigdy sie nie uzależnią. Ci pierwsi to ludzie ciężko chorzy.Problem nie w
                                    alkoholu tylko w głowie.
                                    • anilah777 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 04.06.07, 04:13
                                      nikt nikogo do picia nie zmusza-co najwyżej nakłania. A decyzję podejmuje każdy sam!
                                      • mama303 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 04.06.07, 18:25
                                        anilah777 napisała:

                                        > nikt nikogo do picia nie zmusza-co najwyżej nakłania.

                                        Oczywiscie że tak

                                        A decyzję podejmuje każdy
                                        > sam!

                                        Alkoholizm to choroba polegajaca m in na tym ,że człowiek nią dotniety nie jest
                                        w stanie podjąć samodzielnie decyzji związanej z alkoholem. Niestety.
                                        • kuku85 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 04.06.07, 21:58
                                          Zapominasz dodac, ze alkoholizm to choroba, ktora sie nabywa. Nikt sie nie rodzi
                                          alkoholikiem, najwyzej ma do alkoholizmu wieksze prdyspozycje. Kazdy alkoholik
                                          zostaje nim jednak dlatego, ze pije. To nie wirus.
                                          Poza tym nie masz racji, ze nie jest w stanie podjac samodzielnie decyzji
                                          zwiazanej z alkoholem. Decyzje o tym, ze przestanie pic nie tylko moze, ale i
                                          MUSI podjac samodzielnie. To konieczny warunek rozpoczecia terapii.
                                          • mama303 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 05.06.07, 14:49
                                            kuku85 napisała:

                                            > Zapominasz dodac, ze alkoholizm to choroba, ktora sie nabywa. Nikt sie nie
                                            rodz
                                            > i
                                            > alkoholikiem, najwyzej ma do alkoholizmu wieksze prdyspozycje. Kazdy alkoholik
                                            > zostaje nim jednak dlatego, ze pije. To nie wirus.

                                            po pierwsze skłonnosci do alkoholizmu jest często dziedziczna.
                                            A po drugie czy to ma znaczenie - wiele /własciwie wiekszość/ chorób sie nabywa
                                            i co z tego?

                                            > Poza tym nie masz racji, ze nie jest w stanie podjac samodzielnie decyzji
                                            > zwiazanej z alkoholem. Decyzje o tym, ze przestanie pic nie tylko moze, ale i
                                            > MUSI podjac samodzielnie. To konieczny warunek rozpoczecia terapii.

                                            Piszesz o pewnym etapie tej choroby, niestety nie wszytkim danym. Myslisz że
                                            ludzie sa alkoholikami bo jest im z tym dobrze????
                                            • kuku85 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 05.06.07, 19:33
                                              mama303 napisała:


                                              >
                                              > po pierwsze skłonnosci do alkoholizmu jest często dziedziczna.
                                              > A po drugie czy to ma znaczenie - wiele /własciwie wiekszość/ chorób sie nabywa
                                              >
                                              > i co z tego?

                                              Pisząc o predyspozycjach do alkoholizmu miałam na myśli właśnie to, że jest to
                                              choroba dziedziczna. Tym bardziej ktoś obciążony alkoholowym genem powinien
                                              uważnie obserwować swoje reakcje na alkohol. Ktoś bardzo blisko związany z
                                              tematem powiedział mi kiedyś, że każdy, kto pije zostanie alkoholikiem, chyba,
                                              że mu nie wystarczy życia. Chodzi po prostu o to, że odpowiednio duża ilość
                                              alkoholu spożywana przez odpowiednio długi czas uzależni każdego - tylko dla
                                              każdego ta ilość/czas są różne. To właśnie owe "predyspozycje".
                                              Masz racje, że wiele chorób się nabywa. Ale niewiele jest takich, które mają tak
                                              jednoznaczną i prostą do określenia przyczynę - picie. Jeśli nie pijesz, nie
                                              zostaniesz alkoholikiem. Raka możesz dostać nie wiadomo "za co". Choroba
                                              alkoholowa ma jasno określoną przyczynę i dlatego każdy, kto żyje z alkoholikiem
                                              ma prawo oczekiwać od niego, że postara się tę przyczynę wyeliminować.
                                              >
                                              > > Poza tym nie masz racji, ze nie jest w stanie podjac samodzielnie decyzji
                                              > > zwiazanej z alkoholem. Decyzje o tym, ze przestanie pic nie tylko moze, a
                                              > le i
                                              > > MUSI podjac samodzielnie. To konieczny warunek rozpoczecia terapii.
                                              >
                                              > Piszesz o pewnym etapie tej choroby, niestety nie wszytkim danym.

                                              Jak już napisałam - od alkoholika należy tego "etapu" wymagać. Nie wymagając
                                              tego krzywdzi się i jego samego i jego bliskich skazanych na życie z nim. A jak
                                              Twoim zdaniem powinna wyglądać pomoc pijącemu alkoholikowi? Podawanie kefiru,
                                              dzwonienie do szefa, że nie może przyjść do pracy, bo ma straszną alergię,
                                              wyrobienie mu karty stałego klienta na wszystkie taksówki w mieście? I
                                              powtarzanie mu (lub jej-używam wszędzie form męskich z racji wygody, a nie z
                                              założenia, że problem dotyczy tylko facetów), że jest biedny i chory?


                                              Myslisz że
                                              > ludzie sa alkoholikami bo jest im z tym dobrze????

                                              A myślisz, że dobrze jest tym, którzy muszą z nim zyć?

                                              • mama303 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 05.06.07, 21:32
                                                kuku85 napisała:

                                                > Pisząc o predyspozycjach do alkoholizmu miałam na myśli właśnie to, że jest to
                                                > choroba dziedziczna. Tym bardziej ktoś obciążony alkoholowym genem powinien
                                                > uważnie obserwować swoje reakcje na alkohol.

                                                ble, ble ble ja ja lubie jak ktoś daje porady typu jak nie chcesz sie
                                                przewrócic to się połóż i leż.

                                                Ktoś bardzo blisko związany z tematem powiedział mi kiedyś, że każdy, kto pije
                                                zostanie alkoholikiem, chyba, że mu nie wystarczy życia.
                                                Co Ty opowiadasz? Wielu ludzi pije alkohol i sie nie uzależnia , co wiecej
                                                wielu ludzi sie upija i tez sie nie uzależnia.

                                                Chodzi po prostu o to, że odpowiednio duża ilość
                                                > alkoholu spożywana przez odpowiednio długi czas uzależni każdego - tylko dla
                                                > każdego ta ilość/czas są różne. To właśnie owe "predyspozycje".'

                                                Problem w tym że ludzi z predyspozycjami do alkoholizmu nie maja swiadomosci
                                                jaka ilość alkoholu i jaki czas jest akurat dla nich odpowiedni

                                                Masz racje, że wiele chorób się nabywa. Ale niewiele jest takich, które mają ta
                                                > k
                                                > jednoznaczną i prostą do określenia przyczynę - picie. Jeśli nie pijesz, nie
                                                > zostaniesz alkoholikiem. Raka możesz dostać nie wiadomo "za co". Choroba
                                                > alkoholowa ma jasno określoną przyczynę

                                                Ale jeśli pijasz wcale nie znaczy że zostaniesz alkoholikiem. Co z tego że jest
                                                tak jasno okreslona przyczyna choroby jesli wielu ludzi nie potrafi sobie z tym
                                                poradzić

                                                Jak już napisałam - od alkoholika należy tego "etapu" wymagać. Nie wymagając
                                                > tego krzywdzi się i jego samego i jego bliskich skazanych na życie z nim.

                                                Wymagać można tylko czesto to nic nie daje. Alkoholik ma tak chora glowe że
                                                oszukuje nie tylko rodzine ale czesto samego siebie.

                                                A jak
                                                > Twoim zdaniem powinna wyglądać pomoc pijącemu alkoholikowi?

                                                Albo go zostawic /krok radykalny/albo nie robic nic bo to i tak nic to nie da.
                                                Musi sam przestać - albo podoła albo nie.

                                                Podawanie kefiru, dzwonienie do szefa, że nie może przyjść do pracy, bo ma
                                                straszną alergię,
                                                > wyrobienie mu karty stałego klienta na wszystkie taksówki w mieście? I
                                                > powtarzanie mu (lub jej-używam wszędzie form męskich z racji wygody, a nie z
                                                > założenia, że problem dotyczy tylko facetów), że jest biedny i chory?

                                                Wręcz przeciwnie

                                                Myslisz że
                                                > > ludzie sa alkoholikami bo jest im z tym dobrze????
                                                >
                                                > A myślisz, że dobrze jest tym, którzy muszą z nim zyć?
                                                >

                                                A co to ma do rzeczy??? z chorym człowiekiem zawsze jest trudno.
                                                • kuku85 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 05.06.07, 23:02
                                                  mama303 napisała:


                                                  > ble, ble ble ja ja lubie jak ktoś daje porady typu jak nie chcesz sie
                                                  > przewrócic to się połóż i leż.

                                                  Ja nikomu niczego nie doradzam, każdy obciążony genem alkoholizmu powinien mieć
                                                  świadomość, że jest bardziej zagrożony. To nie znaczy, że ma wcale nie pić, ale
                                                  może unikać postępowania, które radykalnie przyspiesza uzależnienie (klinowania,
                                                  picia na umór, picia kilka dni pod rząd, picia "dla kurażu" itp.).
                                                  >

                                                  > Co Ty opowiadasz? Wielu ludzi pije alkohol i sie nie uzależnia , co wiecej
                                                  > wielu ludzi sie upija i tez sie nie uzależnia.

                                                  Właśnie o to chodzi w stwierdzeniu, że nie wszystkim wystarcza życia... Po
                                                  prostu niektórzy mają tak niewielkie skłonności do uzależnień, że musieliby
                                                  chlać 200 lat. Pytanie tylko czy warto testować na sobie, czy jest się tym
                                                  właśnie szczęściarzem.
                                                  >
                                                  >
                                                  > Problem w tym że ludzi z predyspozycjami do alkoholizmu nie maja swiadomosci
                                                  > jaka ilość alkoholu i jaki czas jest akurat dla nich odpowiedni

                                                  Nikt nie ma pewności ile mu wolno, nie tylko w kwestiach picia. A świadomość, że
                                                  pewne działania są obarczone ryzykiem powinien mieć każdy. A ryzyko można albo
                                                  minimalizować albo brać odpowiedzialność za ryzykowne działania.
                                                  >
                                                  >
                                                  > Ale jeśli pijasz wcale nie znaczy że zostaniesz alkoholikiem. Co z tego że jest
                                                  >
                                                  > tak jasno okreslona przyczyna choroby jesli wielu ludzi nie potrafi sobie z tym
                                                  >
                                                  > poradzić

                                                  To z tego, że jest to jedna przyczyna, tkwiąca głęboko w psychice. Straszliwie
                                                  trudno poradzić sobie z alkoholizmem, ale można to zrobić ogromną, wieloletnią i
                                                  niekończącą się pracą nad sobą. To choroba, z którą można walczyć. Jest mnóstwo
                                                  takich, gdzie od chorego nie zależy nic, nie ma on na swoją chorobę żadnego
                                                  wpływu. Nie istnieją działania, które może podjąć. Przy alkoholizmie takie
                                                  działania istnieją. Zgoda, że wymagają ogromnego wysiłku, ale istnieją.
                                                  >
                                                  >
                                                  > Wymagać można tylko czesto to nic nie daje. Alkoholik ma tak chora glowe że
                                                  > oszukuje nie tylko rodzine ale czesto samego siebie.

                                                  Jeśli nic nie daje przez wiele lat, to należy go zostawić. Jeśli przez lata nie
                                                  przyznaje, że jest uzależniony i nie podejmuje prób, żeby przestać pić, to
                                                  rodzina ma prawo go zostawić.
                                                  >
                                                  > A jak
                                                  > > Twoim zdaniem powinna wyglądać pomoc pijącemu alkoholikowi?
                                                  >
                                                  > Albo go zostawic /krok radykalny/albo nie robic nic bo to i tak nic to nie da.
                                                  > Musi sam przestać - albo podoła albo nie.

                                                  A jak nie przestanie? Być z nim do swojej albo jego śmierci? Ok, jeśli taką
                                                  decyzję podejmuje dorosły partner, ale jeżeli ta decyzja oznacza też, że
                                                  kilkanaście lat żyją w takim układzie dzieci, to jest to po prostu krzywdzenie
                                                  dzieci.

                                                  >
                                                  > Podawanie kefiru, dzwonienie do szefa, że nie może przyjść do pracy, bo ma
                                                  > straszną alergię,
                                                  > > wyrobienie mu karty stałego klienta na wszystkie taksówki w mieście? I
                                                  > > powtarzanie mu (lub jej-używam wszędzie form męskich z racji wygody, a ni
                                                  > e z
                                                  > > założenia, że problem dotyczy tylko facetów), że jest biedny i chory?
                                                  >
                                                  > Wręcz przeciwnie.
                                                  Cieszę się, że przynajmniej w tej kwestii się zgadzamy...
                                                  >
                                                  > Myslisz że
                                                  > > > ludzie sa alkoholikami bo jest im z tym dobrze????
                                                  > >
                                                  > > A myślisz, że dobrze jest tym, którzy muszą z nim zyć?
                                                  > >
                                                  >
                                                  > A co to ma do rzeczy??? z chorym człowiekiem zawsze jest trudno.

                                                  I tu chyba tkwi problem. Ty uważasz, że jak w każdej ciężkiej chorobie, w tym
                                                  przypadku też należy się bliskiej chorej osobie bezwarunkowe poświęcenie. Ja
                                                  uważam, że to poświęcenie w przypadku alkoholizmu powinno mieć swoje granice.


                                                  • mama303 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 06.06.07, 08:57
                                                    kuku85 napisała:

                                                    > Ja nikomu niczego nie doradzam, każdy obciążony genem alkoholizmu powinien
                                                    mieć
                                                    > świadomość, że jest bardziej zagrożony. To nie znaczy, że ma wcale nie pić,
                                                    ale
                                                    > może unikać postępowania, które radykalnie przyspiesza uzależnienie
                                                    (klinowania
                                                    > ,
                                                    > picia na umór, picia kilka dni pod rząd, picia "dla kurażu" itp.).
                                                    > >

                                                    No pewnie że można i należy unikać i wielu ludziom się to udaje, niestety nie
                                                    wszystkim.
                                                    Jest wiele oczywistych prawd i zasad których należałoby przestrzegać a jednak
                                                    ludzie błądzą, no tacy już są
                                                    Gdyby to wszystko było takie proste jak piszesz to ludzie nie uzależnialiby
                                                    się /nie tylko od alkoholu, dzisiaj oprócz alkoholu sa jeszcze inne źródła
                                                    uzależnień – praca, jedzenie, niejedzenie, środki farmaceutyczne itd./. Nikt
                                                    przecież nie chce się uzależniać a jednak wielu w to wpada.

                                                    Właśnie o to chodzi w stwierdzeniu, że nie wszystkim wystarcza życia... Po
                                                    > prostu niektórzy mają tak niewielkie skłonności do uzależnień, że musieliby
                                                    > chlać 200 lat. Pytanie tylko czy warto testować na sobie, czy jest się tym
                                                    > właśnie szczęściarzem.
                                                    > >
                                                    I znowu, prawdy oczywiste tylko dlaczego tak wielu się uzależnia /w tym bardzo
                                                    wielu mądrych, inteligentnych ludzi/ ?

                                                    > To z tego, że jest to jedna przyczyna, tkwiąca głęboko w psychice. Straszliwie
                                                    > trudno poradzić sobie z alkoholizmem, ale można to zrobić ogromną,
                                                    wieloletnią
                                                    > i
                                                    > niekończącą się pracą nad sobą. To choroba, z którą można walczyć. Jest
                                                    mnóstwo
                                                    > takich, gdzie od chorego nie zależy nic, nie ma on na swoją chorobę żadnego
                                                    > wpływu. Nie istnieją działania, które może podjąć. Przy alkoholizmie takie
                                                    > działania istnieją. Zgoda, że wymagają ogromnego wysiłku, ale istnieją.

                                                    No pewnie że istnieją ale jakoś nie dla wszystkich są możliwe do podjęcia.
                                                    Ludzie bywają słabi i ułomni psychicznie.


                                                    > Jeśli nic nie daje przez wiele lat, to należy go zostawić. Jeśli przez lata
                                                    nie
                                                    > przyznaje, że jest uzależniony i nie podejmuje prób, żeby przestać pić, to
                                                    > rodzina ma prawo go zostawić.

                                                    Czasem tak nawet dla jego dobra ale na pewno nie można mówić że każdemu
                                                    alkoholikowi należy odbierać dzieci /bo o tym jest ten wątek/.
                                                    A czasem nie można po prostu zostawić człowieka którego się kocha.

                                                    > A jak nie przestanie? Być z nim do swojej albo jego śmierci? Ok, jeśli taką
                                                    > decyzję podejmuje dorosły partner, ale jeżeli ta decyzja oznacza też, że
                                                    > kilkanaście lat żyją w takim układzie dzieci, to jest to po prostu krzywdzenie
                                                    > dzieci.

                                                    Można żyć z alkoholikiem, można go nawet kochać i szanować gdyż nie każdy to
                                                    awanturnik tłuczący swoja rodzinę. Wielu wybitnych ludzi było lub jest
                                                    alkoholikami, narkomanami itd

                                                    > I tu chyba tkwi problem. Ty uważasz, że jak w każdej ciężkiej chorobie, w tym
                                                    > przypadku też należy się bliskiej chorej osobie bezwarunkowe poświęcenie.

                                                    Nie, nie uważam. Natomiast uważam że należy mu się zrozumienie. Wiele jest
                                                    szkodliwych stereotypów i złego podejścia do tej specyficznej choroby umysłu.
                                                    Myślę że gdyby było inne podejście i więcej szacunku i zrozumienia to ludzie
                                                    lepiej by sobie z tym radzili.
                                                • moleslaw Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 06.06.07, 08:36
                                                  >> A co to ma do rzeczy?Z chorym człowiekiem zawsze jest trudno. <<
                                                  Mamo303 ty chyba nie chcesz zrozumieć prostej różnicy między alkoholikiem a
                                                  człowiekiem chorym na jakąkolwiek chorobę niezależną od niego.
                                                  Jest zasadnicza różnica między osobą chorą np na stwardnienie rozsiane a
                                                  alkoholikiem.Mam w rodzinie przypadek kobiety,która całe życie pracowała i
                                                  zachorowała na raka,właśnie po dwóch latach odebrali jej rentę.Mam tez w
                                                  rodzinie przypadek wujka ,który pracował kilka lat i poszedł na rentę stałą z
                                                  powodu alkoholizmu.Tą swoją rentę całą przepija pod kioskiem.
                                                  Wybacz,trochę zeszłam z tematu.Sama już nie wiem jak mam Tobie
                                                  tłumaczyć,naprawdę uważasz że jest tak super jak pijany tatuś wraca bije mamusię
                                                  gdzie popadnie potem przy dzieciach wymaga spełnienia obowiązków
                                                  małżeńskich,choć zwykle nie jest w stanie.Następnie dostaje się dzieciom,no
                                                  chyba że uda im się uciec.Super po prostu albo jak takie dzieciątko wprawia się
                                                  w sprzątaniu zasranego i zarzyganego łóżka.A jaka to frajda dla rodziny kiedy
                                                  daje im tatuś lekcje przetrwania ganiając z nożem po mieszkaniu,
                                                  Kiedyś czytałam taki tekst "Najlepsza żona to żona obrotna,uchyla się na prawo
                                                  i lewo przed każdym ciosem",no ale dla Ciebie to dobry żart.
                                                  Alkoholicy to nie tylko ludzie ,których mijasz na ulicy i widzisz że spokojnie
                                                  sobie popijają i nikomu nie wadzą .
                                                  • mama303 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 06.06.07, 09:13
                                                    Mamo303 ty chyba nie chcesz zrozumieć prostej różnicy między alkoholikiem a
                                                    człowiekiem chorym na jakąkolwiek chorobę niezależną od niego.

                                                    Nie ma dla mnie różnicy. To że alkoholizm może dawać bardzo przykre dla innych
                                                    objawy to tylko świadczy o tym jaka to straszna choroba -podobnie jak inne
                                                    choroby psychiczne.

                                                    Jest zasadnicza różnica między osobą chorą np na stwardnienie rozsiane a
                                                    alkoholikiem.Mam w rodzinie przypadek kobiety,która całe życie pracowała i
                                                    zachorowała na raka,właśnie po dwóch latach odebrali jej rentę.Mam tez w
                                                    rodzinie przypadek wujka ,który pracował kilka lat i poszedł na rentę stałą z
                                                    powodu alkoholizmu.Tą swoją rentę całą przepija pod kioskiem.

                                                    Nie ma sensu to porównanie. Jedna i druga choroba jest bardzo poważna /w
                                                    zależności od jej stadium rozwoju/

                                                    Wybacz,trochę zeszłam z tematu.Sama już nie wiem jak mam Tobie
                                                    tłumaczyć,naprawdę uważasz że jest tak super jak pijany tatuś wraca bije mamusię
                                                    gdzie popadnie potem przy dzieciach wymaga spełnienia obowiązków
                                                    małżeńskich,choć zwykle nie jest w stanie.Następnie dostaje się dzieciom,no
                                                    chyba że uda im się uciec.Super po prostu albo jak takie dzieciątko wprawia się
                                                    w sprzątaniu zasranego i zarzyganego łóżka.A jaka to frajda dla rodziny kiedy
                                                    daje im tatuś lekcje przetrwania ganiając z nożem po mieszkaniu,

                                                    Nie uważam że jest super, bo żadna choroba nie jest super.
                                                    Ludzi niebezpiecznych dla otoczenia należy izolować niezależnie od tego czy są
                                                    alkoholikami.
                                                    Nie należy jednak wrzucać wszystkich alkoholików do jednego wora i mówić o nich
                                                    z taką pogardą jak Ty to robisz.
                                                    To im nie pomaga.
                                                  • moleslaw Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 07.06.07, 16:00
                                                    Sprawdż proszę najpierw co oznacza słowo pogarda.



                                                    W moim przykładzie chodziło o to ,czego oczywiście nie zauważyłaś.Alkoholizm
                                                    jest chorobą w którą wpadamy na własne życzenie.Zaznaczam że Ciocia ma raka
                                                    piersi,papierosy odpadają.
                                                  • mama303 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 07.06.07, 19:43
                                                    moleslaw napisała:

                                                    Alkoholizm
                                                    > jest chorobą w którą wpadamy na własne życzenie.

                                                    jasne, każdy alkoholik marzy o tym by nim być.
                        • anilah777 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 04.06.07, 04:09
                          nieodpowiedzialnosć nie jest błędem, tak jak alkoholizm-to choroba!!!!!!!!!!
                          • mama303 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 04.06.07, 18:28
                            anilah777 napisała:

                            > nieodpowiedzialnosć nie jest błędem, tak jak alkoholizm-to choroba!!!!!!!!!!

                            Oczywiscie że alkoholizm to choroba. A gdzie jest wg Ciebie
                            nieodpowiedzialność? Bo jakos nie załapałam sensu Twojej wypowiedzi
    • pusta_literatka Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 01.06.07, 18:51
      jak na moje niemacierzyńskie oko, smutne to... i godne zastanowienia.


      graciarnia.blox.pl/html
      • lingha Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 02.06.07, 00:03
        a ja bylam bita, znecano sie nade mna takze psychicznie. dzis mam 25 lat i
        wiem ,ze to nie byly wymysly 12 latki. rzeczywiscie chcialam byc szczerze
        oddana do domu dziecka. dzis moze moja terapia trwala by krocej.
        • moleslaw Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 02.06.07, 09:39
          Ja też tylko nie wiem czy zaraz ktoś nie napisze, że jednak nie zawsze
          wzięcie z rodziny patologicznej jest dobrym rozwiązaniem.Uważam że jeśli dziecko
          mówi, że chce być wzięta z domu rodzinnego to dawno już próg jago wytrzymałości
          został przekroczony.W żadnym domu alkoholika nie może być normalnie,no ale są
          osoby którym tego nie wytłumaczysz.
          • adellante1 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 02.06.07, 11:34
            a ja bym chciał aby ktoś wreszcie adoptował albo kupił nawiedzonych z tego
            forum. Wiekszość z was zachowuje się jakby miała monopol na wiedzę i nigdy nie
            miała do czynienia z nastolatkami. Bunt nastolatka a forumowe oszołomy zrobiły z
            tego rodzine alkoholików ze wszelkimi patologiami.... Czy wy jestescie
            normalni???? Autorce postu schlebia jaka jest wspaniałą ciocią bo dzieciaki chca
            do niej. prózność nad próżnościami a reszta jak lemingi...za nią w tą sama nutę.
            • moleslaw Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 04.06.07, 21:17
              adellante1
              Nie mam monopolu na wiedzę ,nie uważam się za specjalistkę i piszę tutaj
              tylko z myślą o tym by komuś pomóc.Gdybyś dokładnie czytał wszystkie
              wypowiedzi,przynajmniej te należące do założycielki wątku to nie pisałbyś o
              młodzieńczym buncie.Iwucha sama przyznaje że jest to rodzina z problemem
              alkoholowym z całym szeregiem konsekwencji.Nie widzę więc powodu by podejrzewać
              ,że jedynym problemem są tzw.konflikty pokoleń.
          • mama303 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 03.06.07, 13:07
            moleslaw napisała:

            W żadnym domu alkoholika nie może być normalnie,no ale są
            > osoby którym tego nie wytłumaczysz.

            Ja do tych osób należę, wygłaszasz stereotypy, szkodliwe...bardzo
            • kuku85 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 03.06.07, 15:04
              Jeśli do "normalności" w rodzinie zaliczyć poczucie bezpieczeństwa i
              stabilizacji, to w rodzinie PIJĄCEGO alkoholika normalnie być nie może. Nie
              dlatego, że każdy alkoholik jest z definicji zły, tylko dlatego, że ktoś, kto
              nie kontroluje swojego picia, nie może zapewnić rodzinie poczucia bezpieczeństwa
              - po prostu dlatego, że nigdy nie wiadomo, czy nie będzie pijany wtedy, kiedy
              będzie potrzebny... Proste.
              • mama303 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 03.06.07, 19:16
                Rodzina, w której ktoś ciężko choruje ma zawsze troche trudniej ale to nie
                znaczy że to nie może byc kochająca się rodzina, czasami nawet bardziej od
                tej "normalnie" funkcjonującej.
                • owocoskala Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 03.06.07, 20:05
                  > Rodzina, w której ktoś ciężko choruje ma zawsze troche trudniej ale to nie
                  > znaczy że to nie może byc kochająca się rodzina, czasami nawet bardziej od
                  > tej "normalnie" funkcjonującej.
                  Piszesz o utopii która zdarza sie raz na milion. Nawet jeśli jedna z osób nie
                  jest alkoholikiem prawdziwie uzależnionym lecz pije prawie codziennie jest to
                  raniące dla innych domowników. i nie porównuj tej sytuacji do takiej gdy ktoś z
                  rodziny jest ciężko chory bo to bardzo przykre dla osób które musiały żyć - tak
                  jak ja - w takiej sytuacji. Na chorobe nie poradzisz - z alkoholizmu mozna
                  zawsze wyjść to kwestia wyboru.
                  • mama303 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 03.06.07, 20:30
                    owocoskala napisała:

                    i nie porównuj tej sytuacji do takiej gdy ktoś z
                    >
                    > rodziny jest ciężko chory bo to bardzo przykre dla osób które musiały żyć -
                    tak
                    >
                    > jak ja - w takiej sytuacji.

                    Nie wiem dlaczego to dla Ciebie takie przykre. Alkoholizm jest chorobą, bardzo
                    ciężką chorobą.

                    Na chorobe nie poradzisz - z alkoholizmu mozna
                    > zawsze wyjść to kwestia wyboru.

                    Niestety z alkoholizmu nigdy sie nie wychodzi


                  • lola0071 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 03.06.07, 22:16
                    Alkoholizm to też choroba...
                • kuku85 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 03.06.07, 23:27
                  Nie twierdzę, że alkoholik nie potrafi kochać i że jego rodzina nie może być
                  pełna miłości. Może być, bo miłość, zwłaszcza dzieci do rodziców, bardzo długo
                  jest bezwarunkowa. Ale ta rodzina jest też pełna bólu i cierpienia, które można
                  zmniejszyć. Bo alkoholizm jest chorobą, bardzo ciężką i nieuleczalną. Można
                  jednak przestać pić. Rodzina alkoholika ma prawo tego od niego wymagać.
    • eluch_a Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 02.06.07, 13:44
      Ja kiedy byłam mała podobno przez kilka lat (!) błagałam mamę, żeby ciocia
      Zosia mogła mnie zaadoptować. Ale mama mówi, że zawsze to jako żart traktowała.
    • lejnamur Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 02.06.07, 14:12
      nie jestes przewrazliwiona.jestes popie..na. a w glowie masz bajzej, jak
      cyganka w tobolku.
    • kalendarzowa_wiosna Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 02.06.07, 19:25
      Mój syn, który obecnie przynajmniej raz dziennie przychodzi się przytulić i
      powiedzieć jak bardzo mnie kocha, w wieku lat 7 chciał się wyprowadzić z domu
      bo jak twierdził, koledzy mają o wiele fajniejsze mamy. Dlaczego fajniejsze? bo
      codziennie kupują coca-colę, chipsy i inne takie.

      Wreszcie po którejś z kolei zapowiedzi wyprowadzki powiedziałam: ok, nie chcesz
      z nami mieszkać to się wyprowadź!

      Spakował do plecaka ulubione zabawki i wyszedł z domu! a ja po cichu za nim smile
      Zatrzymał się przed klatką naszego bloku, zimno było, pewnie się zastanawiał
      gdzie pójść smile Postał z 15 minut i wrócił.
      Przytuliłam, powiedziałam, że go bardzo kocham i ogromnie się cieszę z jego
      powrotu. Wiecej wyprowadzek nie było, porównań do innych mam też nie smile
    • kvin_n Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 02.06.07, 22:22
      Moja mamulka (gdy takie frazy puszczałam miałam z 5 lat) delikatnie acz
      obrazowo zasugerowała mi, że w wyniku adopcji/oddania itd. mogę trafić w hmm..
      nierównorzędne warunki bytowe... to znaczy mówiła coś o pasieniu gęsi zamiast
      szkoły, spaniu w komórce, w której czasem jest zimno, że nikt nie opowie
      bajki, za to szurnie kijaszkiem; różne takie subtelnie napomknięte rzeczy,
      podziałało.
      p.s. oczywiście nie mam nic przeciwko pasieniu gęsi, ale mama mówiła to tak,
      żebym przypadkiem nie uznała tego za lepszą alternatywę

    • uhu_an ja tak mówiłam 04.06.07, 19:09
      w domu czulam sie niekochana. do tej pory brak mi poczucia bezpieczenstwa. Moja
      matka, gdy słyszała pytania typu "czy jestem adoptowana, odajcie mnie do domu
      dziecka" to reagowąła wsciekłościa i zaczęła mnie tłuc.
    • 9-x-2 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 05.06.07, 13:46
      Żeby móc wyciągnąć jakiekolwiek wnioski, musisz mieć dzieci w przybliżonym
      wieku. Zdziwisz się, do czego czasem zdolne są dzieci i jakie wywody sobie
      robią - nawet w tych rodzinach, gdzie rodzice żyją i myślą wyłącznie o
      dzieciach, starając się ze wszelkich sił....
      Niektóre dzieci są skłonne myśleć, że jeśli ciocia i wujek przy nich się
      uśmiechają i pozwalają im na wszystko, to jest tak non stop cały czas dzień i
      noc. Rodzice zaś często są po prostu zmęczeni i ich potrzeb naprawdę nikt nie
      uwzględnia.... Próbują tez wychowywac dzieci, stawiać granice, muszą setki razy
      dziennie odmawiać - a to cukierka, a to kupna zabawki czy ubrania... I dlatego
      często są odbierani przez dzieci jako ci źli (oczywiście babcia widująca wnuka
      raz na 3 mies. jest super, bo przywiezie samochodzik za 3 zł i da ciastko, z
      tym że ta sama babcia ma wnuków dość już po kilku godzinach i sobie wyjeżdża, a
      rodzice musza być cały czas. To samo dotyczy wujka i cioci lub przyjaciela
      rodziny) Mnie się wydaje że o to własnie chodzi.... Ja dorastając ciągle miałam
      pretensje do mamy, zrozumiałam jej postępowanie dopiero jak sama wydoroślałam -
      ok. 20-22 roku życia
    • vatum do iwucha 05.06.07, 14:44
      Ta czternastolatka praktycznie niedługo będzie pełnoletnia i jeśi wtedy przyjdzie do ciebie, to przyjmiesz ją?
      Znam sytuację z innych wątków i dopiero teraz mnie oświeciło, że chcesz pomóc ale czy masz kąt dla niej? Wyobrażasz sobie wspólne mieszkanie?
      Jak będzie pełnoletnia, zdobędzie jakąś pracę to może się starać o to by brat z nią mieszkał a nie z rodzicami.
      Dobrze by było gdybyś ją do siebie przyjęła.
      Wiele lat męczyłam się mieszkając z matką alkoholiczką i psychopatką i relacje były koszmarne, sytuacje traumatyczne i wiele osób mi gratuluje, że wyszłam z tego bez szwanku. Trwało to.. wstyd mówić...32 lata.
      Pomóż jej jak skończy 18 lat - zabierz, zaopiekuj się i dbaj.
    • stormy1 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 05.06.07, 21:40
      takie rzeczcy dzieci czesto mowia, a atrakcyjne ciocie i wujkowie to regula, bo
      przynosza prezenty i nic nie kazasmilemysle ze nie ma sie czym przejmowac...
      • owocoskala czytacie caly temat ludzie? 06.06.07, 07:59
        Było powiedziane że dzieci (dziecko?) mają juz zespół dziecka maltretowanego,
        nie piszcie ze nie ma co się przejmować. Autorka wątku pewnie rzeczywiście bije
        sie z myslami czy dzieci jakoś nie przejąć.
        • iwucha Re: czytacie caly temat ludzie? 06.06.07, 12:04
          Nie mają zesp. dziecka maltretowanego. "Zjadłam" słówko "nie" w poprzednim
          poście. Pechowo, niestety - stąd nieporozumienie. Ta konkretna sytuacja to
          rzeczywiście bardzo złożony problem ale nie ma dwóch takich samych rodzin, nie
          da się nie uwzględniać więzi w rodzinie - choćby chodziło o skrajną patologię.
          Dlatego w sytuacji, gdy rodzina pracuje nad sobą (a przynajmniej jeden z
          członków rodziny), rozdzielanie dzieci z rodzicami, których kochają i którzy
          kochają ich - choć nieidealnie, to nie jest dobre rozwiązanie. Zabieranie do
          siebie w imię poprawy ich losu to tak naprawdę pokazywanie, że matka i ojciec są
          źli, czynienie z dzieci kary przetargowej z całym szeregiem konsekwencji tego -
          przede wszystkim dla nich. Naprawdę uważam, że w tej konkretnej sytuacji lepszym
          rozwiązaniem jest wspieranie matki w terapii i pokazanie dzieciakom wzorca,
          którego nie mają w domu, wysłuchanie. Pewnie, że to nie jest idealne rozwiązanie
          ale lepszego nie ma.

          I zgodzę się z wszystkimi wypowiedziami na temat współuzależnienia - jeśli mamy
          alkoholika, to mamy w mniejszym lub większym stopniu współuzależnienie. Ale
          rodziny wychodzą z tego problemu, starają się i nie kończy się to zawsze
          odrywaniem dzieci od rodziców, a już zwłaszcza w sytuacji gdy rodzina czy jakiś
          jej członek jest w terapii. Tak samo jak absurdem jest przyzwalanie na
          katowanie, picie, zaniedbywanie dzieci, tak samo absurdem jest rozdzielanie
          rodzin, w których tych skrajności nie ma, a które nad sobą pracują. I jedno wiem
          na pewno - bez względu na to, jak wielka jest skala patologii w rodzinie, ZAWSZE
          istnieją w niej więzi i nie należy ich zrywać, tylko pracować nad ich rekonstrukcją.
          • owocoskala Re: czytacie caly temat ludzie? 06.06.07, 12:44
            na pewno - bez względu na to, jak wielka jest skala patologii w rodzinie, ZAWSZ
            > E
            > istnieją w niej więzi i nie należy ich zrywać, tylko pracować nad ich
            rekonstru
            > kcją.
            Tak? smile W Szwecji zabierają dzieci na jedne podniesienie ręki smile Generalnie
            jeśli pracujesz z rodzinami to moze dobra postawa. Optymizm ponad wszystko. A
            ja właśnie zerwałam więzi z ojcem po 38 latach i mam nadzieję że dla dobra
            swego i rodziny tym razem wytrwam w tym postanowieniu. Naprawdę nie ma sensu
            bawić się w rodzinę z osobą która cię wcale nie zna i nie miała czasu jakos
            poznać przez tyle lat. Człowiek by chciał poudawać dla świetego spokoju i by
            spelnić obowiazek i zająć się rodzicem choć materialnie. Muszę też szczerze
            powiedzieć że po śmierci mamy wyznającej podobne jak ojciec poglądy na relacje
            dzieci - rodzice żyje mi się znacznie lżej. Czuję się wyzwolona z
            patologicznego związku, szczęśliwsza. Co nie zmienia faktu że dorwałabym
            lekarzy odpowiedzialnych za zlą diagnoze i w efekcie śnmierć gdybym miała
            dostęp do dokumentów itd .... Nie zgodze się z Toba iwucha - nie zawsze
            ratowanie "więzi" jest dobre.
            Podwodzenia smile
            • cyborgus Re: czytacie caly temat ludzie? 06.06.07, 21:01
              iwucha wcale nie twierdzi ze ratowanie wiezi jest zawsze dobre, ale ze w tej
              konkretnej rodzinie jest to wybor tzw. mniejszego zla. sa ludzie ktorzy maja
              problemy, i to przelazi na dzieci, - ale w wielu wypadkach zabranie dzieci z
              domu do (dokad? domu dziecka?) jest wylaniem dziecka z kapiela. Bo rodzic ich
              kochaja, ale potrzebuja pomocy aby poradzic sobie z wlasnymi problemami.
              Niestety, nasz swiat nie jest idealny, i nieraz nie ma wyjscia idealnego,
              trzeba akceptowac to co jest. Fajnie by bylo zabrac dzieci, "zresetowac, zeby
              zapomnieli o rodzicach i milosci do nich, i wstawic do innej, kochajacej
              wspanialej rodziny.
              To ze niektore z forumowiczek przeszly w domu pieklo i wolalyby byc zabrane z
              domu w swoim czasie, nie oznacza ze jest to jedyna mozliwosc dla tych dzieci.
            • iwucha Re: czytacie caly temat ludzie? 08.06.07, 10:36
              Pracowałam z rodzinami przez 10 lat, teraz prowadza firmę. Ale widziałam sporo
              różnych sytuacji. I przykładanie miary jednej i tej samej do wszystkich zawsze i
              wszędzie byłoby porażką na całej linii.

              Nie zgodzę się z Toba iwucha - nie zawsze
              > ratowanie "więzi" jest dobre.

              Ja mam w tej kwestii takie samo zdanie jak Ty. Tyle, że 1) Ty miałaś możliwość
              zerwania więzi z ojcem po 38 latach jako osoba dorosła na zasadzie suwerennej
              decyzji, 2) masz poczucie znajomości swoich korzeni - złego ojca, więc wiesz, z
              czego zrezygnowałaś. Do tego nie jest zdolne kilkuletnie dziecko, które kocha
              swoich rodziców, którzy nie są idealni. oczywiście, zawsze lepszym rozwiązaniem,
              w sytuacji skrajnych przypadków jest zabranie dzieci od rodziny - ale i to jest
              też zazwyczaj dla nich wielkim dramatem. Nie ma róży bez kolców. A w tej
              konkretnej rodzinie myślenie w ogóle tymi kategoriami nie ma najmniejszego sensu
              bo nie ma aż takich trudnych sytuacji.

              Jeśli chodzi o Szwecję to owszem, intencja ochrony praw dzieci wspaniała, ale
              niestety posunięta do granic absurdu. Doskonale moim zdaniem, że walczy się z
              przemocą, ale druga strona medalu jest taka, że dzieci nie mają żadnych granic,
              tyrania dziecięca i agresja w szkołach osiągnęła poziom na tyle niebezpieczny,
              że nauczyciele nie chcą pracować w tamtejszych szkołach i masowo się zwalniają.
              Moja koleżanka pracowała w szwedzkiej szkole. A wszystko z powodu braku
              stawiania granic. Nie wszystko złoto, co się świeci, niestety. Tyle że o tym sie
              głośno nie mówi.

              Poza tym, czytając Twojego ostatniego posta, mam wrażenie, że jesteś dopiero co
              po swoich własnych przeżyciach związanych z rodzicami i jest pewnie w Tobie
              wiele uzasadnionego gniewu. I być może będzie on trwał "na wieki", a być może
              kiedyś spojrzysz na to z nieco innej perspektywy. Może spojrzysz na nich
              (rodziców) jak na ofiary ich własnych rodzin i pewnie nigdy nie zapałasz do nich
              wielką miłością ale może w jakimś stopniu spróbujesz zrozumieć. A zrozumienie
              jest trudne jak cholera. Niestety. Gniew, złość i cały żal, który siedzi pomimo
              zewnętrznego wyzwolenia, zerwania więzi - w mojej ocenie wyklucza wewnętrzne
              wyzwolenie. Ale jestem zdania, że to proces, coś co trwa i człowiek albo pozwoli
              temu płynąć w swoim własnym tempie - albo i nie. A za to, czy w ogóle, jak i
              kiedy będzie płynąć - tylko Ty możesz wziąć odpowiedzialność. Myślę, że warto
              pozwolić sobie na gniew ale warto też pielęgnować te rzeczy, które były dobre.
              Wierzę, że Ty tez masz takie choćby pojedyncze dobre chwile z mamą i ojcem.
              Przytłoczone wprawdzie tymi złymi ale na pewno te dobre też istnieją smile
              • owocoskala Re: czytacie caly temat ludzie? 11.06.07, 09:45
                > Poza tym, czytając Twojego ostatniego posta, mam wrażenie, że jesteś dopiero
                co
                > po swoich własnych przeżyciach związanych z rodzicami i jest pewnie w Tobie
                > wiele uzasadnionego gniewu. I być może będzie on trwał "na wieki", a być może
                > kiedyś spojrzysz na to z nieco innej perspektywy. Może spojrzysz na nich
                > (rodziców) jak na ofiary ich własnych rodzin i pewnie nigdy nie zapałasz do
                nic
                Jesteś bardzo miła osobą. Jasne że znasz lepiej konkretna sytuację danej
                rodziny. Jeśli dzieci mają odwagę prosić o adopcje nie bojąc się kary rodzców
                to pewnie nie jest tak źle. A pytanie offtopikowe to takie czy jest sens
                pielęgnowania patologicznych, krzywdzących więzi, co do osób co do których
                wiemy że za jakis czas znów nas zranią lub zawioda (w przypadku przyjaciół)?
                Dzieci łatwo wybaczają ale dorosli w miare upływu czasu stają się mądrzejsi.
                Własnie chodzi o to że zawsze gniew przemija i nie da się żyć w notorycznym
                gniewie ale właśnie rozsądek, rozum czasami w skrajnych sytuacjach mówi nam że
                lepiej jest definitywnie zakończyć jakąś znajomość.
    • leeloo2002 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 11.06.07, 23:36
      no nie wiem, co o tym poscie sadzic. Mysle ze dla tych rodzicow sytuacja nie
      jest "smieszna" tylko nie wiedza jak z twarza wyjsc z sytuacji.
      Nurtujace jest pytanie "dlaczego?" te dzieci tak mowia
      a) czy rodzice je zle traktuja?
      b) czy od cioci i wujka dostaja np drogie prazenty?
      c) czy ciocia i wujek okazujaimprawdziwe zainteresowanie, ktorego nie maja w domu
      d) ITP ITD
      • leeloo2002 Re: adoptujcie mnie, sprzedajcie mnie... 11.06.07, 23:45
        no teraz juz wiem wiecej , bp przeczytalam pozniejsze posty. Tylko dlasczego
        zadajesz pytanie w taki dziwny sposob, ujawniajac cala prawde w "odcinkach"?
        Odnioslam niemile wrazenie, ze ten post wcale nie mial na celu poszukiwania
        konstruktuwnej odpowiedzi na pytanie zadane , tylko w (dyskretny?) sposob wysuwa
        Twoje ego na pierwszy plan - jestem taka fajna, ze dzieci chca, zebym je
        adoptowala
Pełna wersja