mama_niesamodzielnego_jadka
03.07.07, 19:59
Od 7 miesiecy ucze synka (2 lata i 5 miesiecy) samodzielnego jedzenia. Kiedy
je sam - poskubie, poskubie, a najchetniej odmowi posilku. Samodzielne
jedzenie trwa dlugo. Karmiony zjada szybko i 4 razy wiecej. W mojej rodzinie
jestem jedyna osoba, dla ktorej priorytem wychowawczym jest samodzielnosc
dziecka. W ciagu dnia opiekuje sie nim babcia, ktora dokarmia, bo dla niej
priorytetem wychowawczym jest dziecko najedzone i obsluzone.
Moje stanowisko jest takie: dziecko powinno miec kontrole nad tym co je i
jak. Postrzegam samodzielne jedzenie jako wazny element wychowania dziecka:
zeby umial o siebie zadbac teraz i w przyszlosci, a jednoczesnie, zeby nie
robil tego wbrew sobie.
Babcia (moja tesciowa) i ojciec dziecka przekonuja mnie, ze "na wszystko
przyjdzie czas, jeszcze sie nauczy". Ja na to, ze znam wiele doroslych osob,
ktore sie nie nauczyly samodzielnosci. Babcia i ojciec odpowiadaja, ze robie
z domu koszary. Podczas posilkow nie krzycze na syna, nie komentuje ilosci
zjadanego jedzenia, siedze cierpliwie i cos tam mu opowiadam.
Moj synek dalej robi w pieluche. Nie zmuszam do nocnika, bo widze, ze nie
jest gotowy. Przylazi do nas w nocy. Nie odsylam, bo widze, ze to lubi,
chociaz sie nie wysypiam. Czy jedzenie tez mam odpuscic?
Jeszcze kilka uwag. Przez ostatnie kilka miesiecy duzo chorowalam (kilka
pobytow w szpitalu), mamy rowniez niemowlaka w domu (4 miesiace).Od wrzesnia
synek pojdzie do przedszkola. Babcia moglaby sie nim dalej opiekowac, ale
chyba przedszkole lepiej mu zrobi. Od pazdziernika musze wrocic do pracy,
mniejszym zajmie sie opiekunka.
Czy moglibyscie skomentowac moja strategie wychowawcza? Moze ja przesadzam?
Czy wymagam zbyt wiele od synka?