Straszenie lekarzem...

19.07.07, 09:53
Witam.
Jak uczyłyście swoje dzieciaczki mówić na lekarzy? Moja córcia ma 2 lata i od
początku mówię jej prawdę, że idziemy do pani doktor, tłumaczę co będzie
robić itd. Nigdy nie było problemu z chęcią dawała się zbadać, otwierała
buzię jak pani doktor chciała./ Nigdy nie miała urazu i nigdy nie straszyłam
jej lekarzem. Ostatnio zachorowała i brała zastrzyki, jak weszła na kontrolę
do lekarza zaczyła płakać. Wczoraj byłam na kontroli u ortopedy i też był
krzyk nie dała się zbadać. Pani doktor powiedziała że nie powinnam jej
wszystkiego mówić, powinnam ją okłamać i nie tłumaczyć , że idzie do pani
doktor, że zaniżam jej poczucie bezpieczeństwa itd... Jak było z Wami, czy
ona ma rację? Staram się nie okłamywać dziecka tylko nazywać rzeczy po
imieniu. Pozdrawiam Pa
    • beniusia79 Re: Straszenie lekarzem... 19.07.07, 09:57
      dziecku powinno sie mowic prawde. jesli bedziesz je oklamywac to mala
      przestanie ci ufac. ta lekarka nie miala racji!
    • kajka04 Re: Straszenie lekarzem... 19.07.07, 10:02
      zawsze mówię swojemu dziecku, że idziemy do lekarza i po co idziemy; gdy musimy
      zrobić nieprzyjemne dla dziecka pobieranie krwi, także mówię o tym synkowi;
      płacz zaczyna się w gabinecie zabiegowym; ale dzieci są bardzo dzielne!
    • zuzia412 Re: Straszenie lekarzem... 19.07.07, 10:04
      Jak dla mnie pani doktor nie ma pojęcia o czym mówi. Jak okłamiesz, i tak
      będzie ryk u lekarza, a dziecko straci do ciebie zaufanie. Moja mała też w
      wieku dwóch lat też płakała u lekarzy. To w końcu dziecko, nie kuma dlaczego
      ktoś robi jej coś dla niej nieprzyjemnego. A twoja mała ma uraz, który sądzę że
      z czasem przejdzie. Moja ma teraz 2,5 roku. W przeciągu ostatnich 2 m-cy
      byliśmy na pobraniu krwi, u dentysty, u pediatry. Każda z tych wizyt super.
      Widzę że moje tłumaczenia odnoszą skutek. Może warto pójść byloby pójść do
      pediatry ot tak, żeby pani doktor coś do niej powiedziała, nie badała, dała
      naklejkę (taka wizyta kurtuazyjna, która nie wiązała by się z nieprzyjemnym
      badaniem). Pozdrawiam
    • lola211 Re: Straszenie lekarzem... 19.07.07, 10:04
      Informowanie nie jest straszeniem.
    • weronikarb Re: Straszenie lekarzem... 19.07.07, 10:05
      zawsze mowie synowi po co idziemy do lekarza i czego moze sie spodziewac, oraz
      na biezaco przy badaniu mowie co robi pani doktor i po co smile
      Zreszta widze ze on sama zaczyna tak robic.
      Maly lezal w szpitalu i mial jakis czas uraz, ale teraz nawet przy pobieraniu
      krwi nie placze, gdyz tlumacze na co on apotrzebna, ile potrwa i jak moze bolec
      (choc jego wcale nie boli i jest zafascynowany ta czynnoscia)
    • michalina7 Re: Straszenie lekarzem... 19.07.07, 10:06
      Moje dziecko do 2-go roku życiu zawsze płakało u lekarza. Obojętnie czy było
      tylko badane, czy robiono mu zastrzyki. Ryk obowiązkowo. Gdy syn skończył 2
      latka, histeria się skończyła. Kupiłam małemu zestaw małego lekarza,
      pobadaliśmy się nawzajem i teraz jest ok, nawet buzię dzielnie otwiera przy
      badaniu gardła.
    • noovaa Re: Straszenie lekarzem... 19.07.07, 10:08
      "Idziemy do tej pani doktór która obejrzy Twoje nóżki smile Ta Pani nie daje
      zastrzyków tylko patrzy"
      • rossa79 Re: Straszenie lekarzem... 19.07.07, 10:28
        Tak właśnie tłumaczę, mówię prawdę. Aż mi lżej, wczoraj szkoda dziecka mi się
        zrobiło, bo pomyślałam, że jak pani pediatra ma rację to stresuję dziecko.
        Kazała mi książki na ten temat poczytać?!
        • malila Re: Straszenie lekarzem... 19.07.07, 10:39
          rossa79 napisała:

          > Tak właśnie tłumaczę, mówię prawdę. Aż mi lżej, wczoraj szkoda dziecka mi
          się
          > zrobiło, bo pomyślałam, że jak pani pediatra ma rację to stresuję dziecko.
          > Kazała mi książki na ten temat poczytać?!

          To weź taką książkę i daj jej w prezencie, żeby się chociaż pobieżnie
          zorientowała w treści tego, co poleca i więcej głupa z siebie nie robiła. Twoje
          dziecko dopiero straci poczucie bezpieczeństwa, kiedy się zorientuje, że własna
          matka je oszukuje i że nie można ufać komuś, kto powinien być dla dziecka
          oparciem. Moje dzieci zawsze wiedzą dokąd idziemy i co je tam czeka. Raz nawet
          wyszłam z czteroletnim synem z laboratorium rezygnując z pobrania krwi, bo on
          tak bardzo się bał i umówiłam się z nim, że pójdziemy następnego dnia. I tak
          się stało - mały bez problemu pozwolił na wkłucie i miał poczucie, że jednak w
          jakiś tam sposób kontroluje sytuację.
    • marghe_72 Re: Straszenie lekarzem... 19.07.07, 10:41
      nie mam zwyczaju kłamać
    • e5121 Re: Straszenie lekarzem... 19.07.07, 11:55
      Ja zawsze chodze z dwójką, chć syn jest na ogól do badania (lat 6,5), bo choruje. Panią doktor znamy od lat trzech.Tłumaczę po co idziemy, ale raczej ogólnikowo.Córka (obecnie 2,8 roku) drze sie jak opetana bo chce byc zbadana.Rozbiera sie szybciej od syna. Takze nasza ciocia Basia z checia bada dwójke, mówiąc po co dziecko ma byc nieszczęsliwe. Moje dzieci lubią lekarza, bo maja go jednego i tego samego od paru lat. Po co stresowac bez potrzeby?
    • kubona Re: Straszenie lekarzem... 22.07.07, 23:30
      mój syn kocha wręcz swego pediatrę, ale bywa tam co najmniej raz w miesiącu.
      innych lekarzy u których z nim byłam nie zlicze, ale niemal wszędzie jest oki,
      czasem nawet lepiej.
      mowię tyle ile musi wiedzieć - idziemy do pani, pana żeby zobaczył twoje
      nózki/brzuszek/gardełko/ cokolwiek.
      • mat.an Re: Straszenie lekarzem... 23.07.07, 00:01
        nasza córka też niedawno przeszła kurację zastrzykami i efekt uboczny w postaci
        lęku jest u niej także ogromny. do tego stopnia , że nawet wizyta u fryzjera
        jej się kojaży i jest płacz. w piątek wypadła nam wizyta kontrolna u pediatry,
        mała nawet zważyć się nie dała, o badaniu osłuchowym nie było mowy. lekarka
        poradziła żeby kupić jej zestaw ,,małego lekarza'' i często się z nią bawić w
        badanie lalek. ma ją to na nowo przyzwyczaić. może ta metoda zadziała? nasza
        Karolcia ma również 2 lata i do czasu tych zastrzyków nie bała się, nawet na
        szczepieniach nie płakała.
    • mama_kotula Re: Straszenie lekarzem... 23.07.07, 02:04
      Moich dzieci nikt nigdy nie straszył lekarzem, ani szpitalem. Pewnie z tej
      przyczyny, że ich osobista babcia jest pediatrą, a ja nie jestem idiotką tongue_out.
      W szpitalu czują się jak w domu, do lekarza chodzą z entuzjazmem. Przy zabiegach
      typu pobieranie krwi zasypują pielęgniarkę gradem pytań z gatunku "a po co te
      wszystkie rurki". Staram się (z dobrym skutkiem) wpoić im zdrowe podejście, że
      szpital to nie mordownia i zło konieczne, nikt tam im nie chce zrobić krzywdy, a
      pewne rzeczy są - jakkolwiek nieprzyjemne - potrzebne po to, aby były zdrowe i
      dobrze się czuły. Efekt - w szpitalu szalały bardziej niż w domu wink))) i chyba
      jako jedyne na całym oddziale nie płakały na widok lekarza czy pielęgniarki.

      Uważam, że twoja lekarka nie ma racji. To właśnie informowanie o tym, co dziecko
      będzie przechodzić, daje mu poczucie bezpieczeństwa, w przeciwnym przypadku
      dziecko będzie czuć się oszukane.
      • elske Re: Straszenie lekarzem... 23.07.07, 08:01
        Tez zawsze mowie corce ze idziemy do pani doktor,zeby objzala grdlo i
        brzuszek,zeby nie bolal.Fajnie to pozniej wyglada, jak siada w gabinecie na
        kozetce i mowi:niunia ma katarek.
    • bri Re: Straszenie lekarzem... 23.07.07, 10:15
      ROTFL. Pani doktor to ma dopiero fantazję. Ciekawe czy jej poziom
      bezpieczeństwa by wzrósł gdyby mąż mówił jej, że zabiera ją na romantyczną
      kolacje a w efekcie lądowałaby na fotelu dentysty na wyrywaniu zęba. W takiej
      sytuacji za każdym razem wychodząc z domu z mężem czułaby się zagrożona bo nie
      mogłaby mieć pewności czy coś przykrego jej się nie przydarzy.

      Ja też jestem za tym, żeby dzieciom mówić prawdę.
    • lolinka2 Re: Straszenie lekarzem... 23.07.07, 11:52
      "I poznacie prawdę a prawda was wyzwoli"
      Ja te słowa traktuję zupełnie serio - również w temacie dzieci i lekarza.
      Małej (rok i m-c) mówię tyle, że idziemy do pani doktor żeby zobaczyć, od czego
      są kropki na buźce (i takie tam...). Ogólnie jest superciekawa wszystkiego, więc
      osłuch + szpatułka = fun.
      Duża (5 lat) jest uświadamiana dość szczegółowo, bo to stara hipochondryczka i
      wszystko co medyczne ją mocno ciekawi smile) Więc ostatnio jak jej krew do badań
      upuszczali (kilka ładnych probówek), wiedziała kto zlecił, co zlecił i po co
      zlecił (bo zanim pani dr zaleci ci walproinę musi być pewna że masz zdrowe nerki
      i wątrobę; a oprócz tego, że jesteś dobrze odżywiona, nie masz infekcji ani
      cukrzycy). Padł szereg pytań typu a które badanie jest na nerki, a które na
      wątrobę, a co to cukrzyca, a czy możliwe, że mam coś chore a o tym nie wiem, po
      czym decyzja (hihi, miała wrażenie, że ją podejmuje): dobra, idziemy, biorę
      szczurka i będę śpiewać piosenki. I śpiewała. A pielęgniarka zrobiła minę
      karpia i tak jej zostało na cały czas badania, haha.

      I jeszcze mi się jedna historia przypomniała: Duża miała jakieś 2,5 roku i szła
      ze mną do lekarza pierwszego kontaktu (strasznie fajny gościu), jakaś infekcja
      większa typu oskrzela wirusowe czy coś... W każdym razie powiedziała na starcie,
      że ma kaszel, "gabło boli" i "katal mam", następnie po osłuchaniu zainteresowała
      się ciśnieniomierzem i dowiedziawszy się, do czego przyrząd służy, spytała
      "dotol, a dlaciemu ty mi nie miesis ciśnienia"

      Reasumując - dzieciom ZAWSZE mówię prawdę.
    • tijgertje Re: Straszenie lekarzem... 24.07.07, 01:12
      Zawsze mowie mlodemu jak idziemy do lekarza, opowiadam dlaczego, co lekarz
      bedzie robil. Wazne tylko, zeby nie robic tego z duzym wyprzedzeniem, bo
      dziecko sie niepotrzebnie stresuje. Pobaw sie z dzieckiem w lekarza w domu,
      przecwiczcie sytuacje na lalkach czy misiach. Moj urwis zaliczyl mase lekarzy,
      pare razy szpital, ostatnio w kwietniu mial usuniete wwszystkie migdaly, 2 dni
      pozniej koniecznie chcial jechac do szpitala, zeby pan doktor "naprawil"mu
      bolacy z glodu brzuszeksmile Dzisiaj znowu byismy na kontroli w szpialu, dziecko
      cieszylo sie od rana, doczekac sie nie mogl, lekarka uznala, ze moglby byc
      dobrym modelem do reklamy szpitalasmile)) Z wszystkimi gadal, kazal sie zbadac,
      mimo, ze to ja mialam byc badana, zadal pania doktor, poderwal pielegniarki i
      doprowadzil do tego, ze lekraka kazala mi obiecac, ze musze go kiedys na
      medeycyne wyslac, zeby sie taki talent nie zmarnowalsmile Gdybym go miala dosc,
      to lekarka go chetnie przygarniesmile)) Acha, mysle, ze wazne jest zabieranie
      dziecka na wlasne wizyty. Moj mlody jak mial jakis rok zaczynal sie drzyc
      wnieboglosy, jak fizjoterapeutka usilowala mnie maswac, ale szybko zalapal, ze
      mamy to wcale nie boli i zawsze widzi, ze dla mnie wizyty u lekarzy nie sa
      straszne, wiec niby dlaczego on miaby sie bacsmile
    • mama_misi Re: Straszenie lekarzem... 24.07.07, 18:21
      Ja mówię małej o wizycie u lekarza dopiero w dzien w który ma się odbyć. Jezeli
      ma miec jakieś mało przyjemne badanie (pobieranie krwi, płukanie zatok, usg
      itp - mówię 5 minut przed wejściem do gabinetu - stosując przekupstwa wink czyli
      jak bedziesz dzielna to i obiecuję coś co sprawi małej frajdę. Informując małą
      o mało przyjemnym badaniu na chwilę przed jego odbyciem zapobiegam "nakręcaniu"
      się dziecka. Mała jak narazie lekarzy się nie boi, badania znosi dzielnie.
    • mama_misi Re: Straszenie lekarzem... 24.07.07, 18:21
      aa i jeszcze - jak słysze jak matki straszą dzieci zastrzykami to mnie krew
      zalewa!!!
    • aluc Re: Straszenie lekarzem... 24.07.07, 19:12
      dzieci są czułe na oszustwa, i jeśli coś obniża ich poczucie bezpieczeństwa, to
      właśnie te drobne i niewinne kłamstewka, co to się potem w praniu weryfikują

      chłopięta mają mówione szczerze i otwarcie, nawet jak początkowo jest atak
      paniki (starszy "za rzadko" chodzi do pani dentystki i "jej nie zna" - rzadko
      znaczy raz na pół roku na kontrolę, bo problemów zębowych nie ma żadnych),
      starszy jesienią będzie miał operację wodniaka jądra i już ma wszystko
      dokładnie wytłumaczone, albowiem fascynują go szczegóły techniczne "zamykania
      dziury w brzuchu"
    • green_land Re: Straszenie lekarzem... 24.07.07, 20:30
      MOje dziecko pierw wcale nie bało się badań typu osłuchiwanie, badanie gardła
      itd. Ale gdy miała płukanie żołądka wszystko szlag trafił - za żadne skarby nie
      chciała otworzyć u lekarza ust. Więc zaczęłam się z nią bawić - jak ziewała
      wkładałam jej do ust palec, zaczęło ja to bawić. Mówiłam wtedy, że przy
      ziewaniu musi zasłaniać usta, bo jak nie, będę jej wkładać palec. I jakoś
      dziecko zaakceptowało badania gardła. Jeszcze uczyłam ją w domu, jak wygląda
      takie badanie - miałam taki sam patyczek jak lekarz i podobnie jak on oglądałam
      jej gardlo - ale o wiele delikatniej, tak, by się mogła z tym oswoić.
      Drugi raz był problem, gdy miała już któryś raz z kolei pobieraną krew. Jakieś
      babsztyle-patałachy nie potrafiły tego zrobic i zamiast odesłac mnie na oddział
      dziecięcy, by tam pielęgniarki ja pobrały, same próbowały. Miała potem ogromne
      krwiaki na obu zgięciach łokci oraz na wierzchach dłoni. Tak więc na dzwięk
      słowa "badanie" zaczynała się histeria. Kupiłam jej więc za jakiś czas plaster
      z kubusiem puchatkiem i teraz twierdzi, że może juz mieć pobieranie krewkismile
      Ciekawe tylko, co będzie, jak przyjdziemy do labosmile Ale chyba bedzie ok.

      Pielęgniarka miała trochę racji. Powiedzieć dziecku, że idziemy do lekarza, i
      nadmiernie nie faszerować szczegółami. Bo nikt z nas nie lubi, gdy się mu
      opowiada o przykrych rzeczach, które nas czekająsmile
      • mama_kotula Re: Straszenie lekarzem... 24.07.07, 21:38
        green_land napisała:
        > Powiedzieć dziecku, że idziemy do lekarza, i
        > nadmiernie nie faszerować szczegółami. Bo nikt z nas nie lubi, gdy się mu
        > opowiada o przykrych rzeczach, które nas czekająsmile

        Ale wszystko zależy od podejścia - czyli w jaki sposób przedstawi się dziecku
        to, co go czeka w gabinecie.
        Oczywiście mam na myśli tu dziecko około 3-letnie i starsze, nie wiem, jak
        postępować z młodszymi, bo nie miałam okazji.

        Nie mówię tu o zabiegach typu płukanie żołądka czy leczenie kanałowe zęba, choć
        to pewnie też można obrazowo i fascynująco opisać. Ale takie choćby pobieranie
        krwi - wytłumaczyć dziecku w sposób, który je zainteresuje, że owszem, wkłucie
        trochę boli (bo krew płynie w żyłkach pod skórą i inaczej nie będzie można się
        do niej dostać), ale potem krew idzie do kilku magicznych kolorowych rureczek -
        i będzie można pod mikroskopem zobaczyć, czy we krwi są zarazki, które powodują
        to, że cię boli gardło (no ok, niezbyt zgodnie z prawdą - ale do dziecka to
        przemawia), oraz czy są tam specjalne komórki - obrońcy.
        Podobnie można opisać zastrzyk - skupić się na naukowej stronie ("w płynie w
        strzykawce są specjalni agenci, których trzeba wprowadzić do środka ciała, aby
        walczyli z zarazkami" - a że to musi trochę boleć? No cóż, kawałki ciała nie są
        luźne, i zanim ci agenci się przecisną, to faktycznie może być problem wink. Plus
        rysunek poglądowy, czyli strzykawka wbita w tyłek w megapowiększeniu i w
        przekroju tongue_outPP

        A takie USG czy RTG na przykład to dla dziecka magia lepsza od Harry'ego Pottera
        smile))). To fascynujące zobaczyć na zdjęciu coś, co ma się w środku, czego
        normalnie nie widać.

        Faktem jest, że moje dzieci są zboczone medycznie, więc chłoną wszystko co
        związane ze szpitalem, badaniami i organizmem ludzkim, ale mam doświadczenie z
        paroma innymi egzemplarzami i sposób "na zainteresowanie młodego naukowca"
        działa smile)
        • mama303 Re: Straszenie lekarzem... 25.07.07, 21:38
          mama_kotula napisała:

          > Faktem jest, że moje dzieci są zboczone medycznie, więc chłoną wszystko co
          > związane ze szpitalem, badaniami i organizmem ludzkim, ale mam doświadczenie z
          > paroma innymi egzemplarzami i sposób "na zainteresowanie młodego naukowca"
          > działa smile)

          Na moja córke napewno by nie zadziałało - to egzemplarz szczególny. nienawidzi
          wszystkiego co zwiazane z medycyną i pod tym względem histeryczka. Dlatego
          opowiesci o wizytach lekarskich musze skracac do niezbednego minimum bo na
          dzień przed planowaną wizytą miałabym histerię w domu.
          • mama_kotula Re: Straszenie lekarzem... 25.07.07, 22:45
            mama303 napisała:
            > Na moja córke napewno by nie zadziałało - to egzemplarz szczególny. nienawidzi
            > wszystkiego co zwiazane z medycyną i pod tym względem histeryczka.

            Właśnie - zawsze mnie zastanawiało, jaka jest przyczyna histerii medycznej u
            dzieci. I doszłam do wniosku, że w jakichś 20% są to złe doświadczenia podczas
            wizyt u lekarza, a w 80% projektowane na dziecko nastawienie rodziców smile) <dane
            statystyczne własne tongue_out>
            Ale mogę się mylić, oczywiście. Aczkolwiek wystarczy trochę poobserwować matki
            przebywające z dziećmi na oddziale dziecięcym w szpitalu i uznać, że teoria o
            projekcji nastawienia ma duże uzasadnienie smile
            • mama303 Re: Straszenie lekarzem... 25.07.07, 22:56
              mama_kotula napisała:

              > mama303 napisała:
              > > Na moja córke napewno by nie zadziałało - to egzemplarz szczególny. niena
              > widzi
              > > wszystkiego co zwiazane z medycyną i pod tym względem histeryczka.
              >
              > Właśnie - zawsze mnie zastanawiało, jaka jest przyczyna histerii medycznej u
              > dzieci. I doszłam do wniosku, że w jakichś 20% są to złe doświadczenia podczas
              > wizyt u lekarza, a w 80% projektowane na dziecko nastawienie rodziców


              U nas - wchodzi w grę złe doswiadczenie życiowe mojej córki zwiazane z
              lekarzami i szpitalem. Uraz pozostał.
    • steffa Re: Straszenie lekarzem... 25.07.07, 15:38
      Co innego sklamac, a co innego nie powiedziec calej prawdy. Mowie prawde, gdy
      pyta, ale nie nakrecam tydzien wczesniej na wizyte, bo mam dziecko, ktore
      przezywaloby strasznie, a w koncu przed sama wizyta zbiesiloby sie, ze nie
      wejdzie. Oszczedzam mu stresu.
Pełna wersja