koszmarny dwulatek w samolocie i na zakupach

01.08.07, 06:38
Co robicie? Macie jakies cudowne lekarstwo? Pytam i prosze o rade, bo jak
wiekszosc jestem "mama weekendowa". Maly probuje wymuszac na mnie, bym robila
to co on w danym momencie chce. Odmowa =wrzask i placz, ktory przechodzi jak
widzi, iz nic z tego. Tylko co zrobic z bardzo ruchliwym dwulatkiem w
samolocie, na zakupach w markecie? Marze czasem o bezludnej wyspie. Macie
jakies doswiadczenia i rady? Z gory dziekuje.
    • marzeka1 Re: koszmarny dwulatek w samolocie i na zakupach 01.08.07, 11:45
      W samolocie to nie wiem, bo nie wysiądziesz, prawda? Może jakoś sensownie zająć. Jeśli chodzi o zakupy, to nigdy nie mogłam i nie mogę pojąć, dlaczego rodzice zabierają tak małe dzieci do centrów handlowych: to udręka dla dzieci (jeśli dziecko jest raczej żywe,to dla niego zbyt dużo bodźców atakuje na raz:te głośniki, wystawy,tłumy, natłok towarów,zabawek, atrakcji), rodziców (np.lęk, że się zgubi) i innych bywalców (bo takie dziecko potrafi wnerwaić nieźle).Nie zabierałam dziecka w tym wieku do dużych sklepów, by zwyczajnie nie męczyć siebie i syna.A też mam dzieci ruchliwe.
      • mama303 Re: koszmarny dwulatek w samolocie i na zakupach 01.08.07, 12:00
        Może jakoś sensownie zająć
        > . Jeśli chodzi o zakupy, to nigdy nie mogłam i nie mogę pojąć, dlaczego
        rodzice
        > zabierają tak małe dzieci do centrów handlowych:

        Może nie mają co z nimi zrobić....a może nie widzą w tym wielkiego problemu. Ja
        zabierałam czasem moja córcię i dzieki temu sie "ucywilizowała" w tej kwestii.
        Zakupy oczywiscie skracałam do minimum.
        • marzeka1 Re: koszmarny dwulatek w samolocie i na zakupach 01.08.07, 12:16
          No ale założycielka wątku problem jednak widzi. Podstawowe zakupy robiłam blisko domu. Zauważ jednak, że wielu rodziców zabiera małe dzieci do centrów na wiele godzin, a dla dziecka tak małego niemożliwe jest zrozumienie, że nie może mieć wszyskiego tego, co widzi, a zewsząd jest atakowane przez kolorowe towary,zabawki,muzykę itp. W psychologii dawno już zauważano, że w wypadku bardzo żywych dzieci raczej należy ograniczać nadmiar bodźców powodujących podeksytowanie, bo maluch nie radzi sobie w emocjami,płacze, krzyczy, chce mieć wszystko, co widzi w zasięgu wzroku.
          • kropkacom Re: koszmarny dwulatek w samolocie i na zakupach 01.08.07, 12:49
            W dzisiejszych czasach raczej trudno uniknąć tego zgiełku, wszechobecnej reklamy
            i dostępności handlu. Ja jestem za tym żeby w miarę możliwości zabierać dzieci
            do miejsc publicznych. I nie tylko do sklepów ale także restauracji, kawiarni
            czy kina. Dziecko niestety musi się nauczyć egzystować w tym zgiełku. Wiadomo ze
            należy to robić z umiarem ale jednak.

            Ja z moimi bliźniakami chodzę wszędzie. Trochę nie mam wyjścia. Nie mówię że
            jest idealnie ale coraz lepiej. Dużo rozmawiamy a przed wyjściem umawiamy sie co
            będziemy dokładnie robić. Jeśli idziemy do sklepu dzieci mogą sobie wybrać jedną
            małą rzecz. Przy jakiekolwiek kłótni wychodzimy ze sklepu. Oczywiście każdą
            wizytę w sklepie skracamy do minimum.

          • mama303 Re: koszmarny dwulatek w samolocie i na zakupach 01.08.07, 13:07
            marzeka1 napisała:

            > No ale założycielka wątku problem jednak widzi.
            Chyba niepotrzebnie.
            Malucha trzeba powoli przyzwyczajać do codziennosci a codziennośc to takze
            sklep i inne miejsca publiczne.
            Jesli chodzi samolot to sprawa trudniejsza bo tam dziecko musi siedziec bez
            ruchu przez jakis czas. Wiec samolot tylko w naprawde koniecznych sytuacjach,
            sklep natomiast może się zmienic w ciekawe miejsce dla malucha.
            • myelegans Re: koszmarny dwulatek w samolocie i na zakupach 01.08.07, 14:11
              Ja juz wole leciec z malym samolotem, niz jechac w dluga trase samochodem.
              Lecialam sama z dwulatkiem 10 godzin i bylo bardzo w porzadku, kwestia
              organizacji, tego co sie bierze i jak sie dziecko zajmuje. w samolocie bylo
              dobrze, na lotnisku, no coz latalam i czolgalam sie za nim, jak mi przechodzil
              przez wszystkie barierki, zeby eksplorowac co jest za kontuarem. Mam nadzieje,
              ze w tym toku z 3-latkiem bedzie mi latwiej w podrozy.

              Duze zakupy robie raz w tygodniu w weekend SAMA, robie to szybciej, moge sie
              skupic nad tym co kupuje, raz, dwa i po zakupach. Jak ide z malym, to robie to
              nie w godzinach najwiekszego szczytu, daje mu jakies zajecie, np. wybieranie
              jablek, czy podawanie z wozka na tasme. W tygodniu wpadam tylko po pare rzeczy,
              albo sama, albo z mlodym.
              Wiekszosc rodzicow robi blad, ze przeciaga te czynnosci i doprowadza do tego,
              ze dziecko jest najzwyczajniej zmeczone i o konflikty latwo.

              Jak idziemy do restauracji to jest to najwyzej godzina, z czego maly siedzi
              pewnie 30 minut najwyzej, nie oczekujemy od dwulatka, ze bedzie grzecznie
              siedzial przy stole nawet godzine, bo to nierealne, wiec nie ma oczekiwan. Jak
              do sklepu, to jest to szybko. Najczesciej chodzimy na kolacje wczesnie, wtedy
              nie ma jeszcze duzo ludzi, obsluga jest szybsza, przynosimy kredki,
              kolorowanki, samochody itd. Wybieramy miejsca, ktore sa przyjazne rodzinom,
              maja krzeselka, albo sale dla rodzin z dziecmi. Duzo da sie zrobic, zeby
              ulatwic sobie zycie.

              do autorki: to mija, nie oczekuj od dziecka, ze bedzie Wam grzecznie
              towarzyszylo w wielogodzinnych eskapadach, ustal reguly, jak zbliza sie
              histeria to wyciagnij z miejsca zdarzenia, daj mu ostrzezenie "za 5 minut
              wychodzimy", a najlepiej nie zabieraj dziecka na zakupy, poczekaj rok, to mija.
              To jakies szalenstwo, myslenie, ze jak sie nie ciaga dziecka wszedzie ze soba
              od niemowlaka, to sie nie nauczy jak sie zachowywac w miejscach publicznych,
              nauczy sie, a Ty unikniesz stresu. Zamiast na zakupy zabierz go do parku, na
              plac zabaw, do lasu, ZOO, na basen, oszczedzisz sobie mnostwo stresu.
              powodzenia
    • rysa9 Re: koszmarny dwulatek w samolocie i na zakupach 01.08.07, 22:09
      Czy "Mama weekendowa" to taka, która ma czas dla dziecka tylko w weekend? To
      może synek, zachowując się w ten sposób, stara się zwrócić Twoją uwagę na
      siebie? I chyba mu się udaje wink
      Abstrahując oczywiście od "buntu dwulatka" wink

      Ja też jestem przerażona tą ilością bodźców jakie nas i nasze dzieci otaczają.
      I podobnie jak przedmówczynie minimalizowałabym ich ilość przy dziecku. Sama
      preferuję zakupy w osiedlowym sklepiku, gdzie nie muszę słuchać ogłuszającej
      muzyki i nikt mnie nie pogania przy kasie.
      • anita53 Re: koszmarny dwulatek w samolocie i na zakupach 02.08.07, 08:02
        Dziekuje za tak szybkie odpowiedzi. Oczywiscie, ze latwiej i szybciej robi sie
        zakupy samemu- tylko nie mam z kim zostawic malego. Hagginsy jednak w markecie
        sa duzo tansze niz obok w sklepie-zreszta maja Pampersy od ktorych ma uczulenie.
        Zakupy skracam do minimum, w samolocie 9 h a po 3 na lotnisku, gdzie sie
        wyszalal przezyl nastenych 4 i w sumie oceniam go pozytywnie. Chociaz jak patrze
        w sklepie na rodzicow z malymi grzecznymi, spokojnymi dzieciakami (do 4 lat) to
        podziwiam i zastanawiam sie co robie nie tak. Moj ma 15 min spokoju pozniej
        zaczyna sie rozkrecac. Co do "weekendowej" to niestety jest tak, ze w tygodniu
        wychodze kiedy on jeszcze spi, a wracam po 17. Chociaz ostatie pol roku o 21. Co
        do "buntu" chetnie bym sie jeszcze czegos dowiedziala.
        • molla7 Re: koszmarny dwulatek w samolocie i na zakupach 02.08.07, 08:20
          zauwazyłam, ze moje dziecko jest spokojniejsze i mniej upierdliwe im częściej
          poświęcam mu czas. Ale nie tak przy okazji innych czynności, prania gotowania,
          zakupów, sprzątania tylko skupienia się nad nim. Ponoc nie ilośc a jakośc
          spedzanego z dzieckiem czasu jest wazna. Jednak i o jedno i odrugie trudno w
          zaganianych czasach. Dziecko które widzi matke wieczorem albo w weekend jest
          poprostu na nia zachłanne i bedzie wiecznie próbowało ja sobie pozyskac,, tylko
          dla siebie.
          A wypady do marketu skracac do minimium, zaoszczedzony czas spedzając z
          dzieckiem na placu zapbaw lub innym atrkcyjnym miejscu, lub bawiąc się znim nie
          myslac o innych sprawach.
    • blamblam Re: koszmarny dwulatek w samolocie i na zakupach 03.08.07, 13:38
      na bunt jest jedna rada. ustalić jasno zasady i konsekwentnie je realizować.
      jesli dziecko zobaczy że wrzaskiem i awanturą jest w stanie coś wymusić -
      przegrałas. Jeśli chodzi o zakupy to warto też ustalić jasne zasady oraz to co
      kupujecie przed wyjściem. Np nie wolno uciekac, idziesz za ręke lub blisko
      mnie, nie wolno zrzucać nic z półek, kupujemy tylko to co ustaliliśmy. Jeśli
      złamiesz zasady wychodzimy ze sklepu bez zakupów. Najlepiej potrenowac w
      osiedlowych zaprzyjaźnionych sklepach. Możesz wtedy wyjść z awanturującym sie
      dzieckiem i wrócic jak uda sie opanować sytuacje. mój synek szybko załapał ze
      jak jest grzeczny to moze wybrać serek, soczek czasem coś pysznego lub
      zabawkę. Jak sie awanturuje to wychodzimy i nici z atrakcji. Warto pamiętać że
      duzy market to dla dziecka ogromna przestrzeń, wiele barw, ludzi, hałas oraz
      atrakcje na półkach. Warto ograniczyc takie wycieczki do minimum i maksymalnie
      je skracać. Acha no i warto pamiętać zeby nie wybierać sie na taką eskapade z
      dzieckiem zmęczonym lub głodnym bo wtedy awantura gotowa.
Pełna wersja